Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
Obserwowałam go, mając coraz bardziej nieodparte wrażenie, że faktycznie coś jest nie tak. Że coś go trapi, a ja nawet nie wiem, co to. Że nie mogę odwdzięczyć się mu za to całe wsparcie, które mi okazywał, za to, że przy mnie był - wtedy, podczas rozmowy z Malinową Gwiazdą, jak również i przed nią, a także podczas tamtej ceremonii...
Wziął głęboki oddech. Czy to dlatego, że chciał przygotować się do dłuższej wypowiedzi, odetchnąć, a może... może odganiał w ten sposób strach, tak samo, jak robiłam to ja? Starałam się skupić na jego zachowaniu, na tym, co do mnie mówił, zrobić wszystko, by odwrócić swoją uwagę od zjaw przeszłości, które zazwyczaj znajdowały się w mojej głowie. Przełknęłam ślinę, czując znajomy ucisk zacieśniający się na moim gardle i rozejrzałam się z zaniepokojeniem, póki co jednak byłam bezpieczna. Względnie, bo wyjście poza obóz wcale nie wpływało dobrze na moje poczucie bezpieczeństwa. Syn Zawilcowej Skórki mógł być wszędzie, mógł tylko czekać na nieuwagę jednego z nas, mógł...
Chyba przesadzałam. - Poza... - powtórzyłam cicho za burym kocurem, starając się skupić uwagę na jego słowach, a nie na tych wszystkich emocjach, które buzowały we mnie przez ostatnie księżyce. - Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd. Ciemny Las, gdzie błąkają się koty, które kodeksu nie przestrzegały - powiedziałam w odpowiedzi na jego pytanie, uparcie kierując wzrok na własne łapy, aczkolwiek nie znaczyło to, że nie rozglądałam się wokół mnie. Nawet ja zdawałam sobie z tego sprawę, że moja czujność była przesadna... a jednak nic nie mogłam na nią poradzić, toteż mocniej zacisnęłam zęby i dalej trwałam obok mojego mentora. Nie mogłam poddać się strachowi. Nie teraz, kiedy walczyłam z nim przez tyle czasu - wtedy okazałby się on czasem zmarnowanym.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Można by pokusić się o stwierdzenie, że w tej chwili tak naprawdę żadne z nich nie było w najlepszym stanie do trenowania: Gęsią Łapę nękały myśli o przeszłości, w której dopadł ją Iskrząca Łapa, a Zajęczego Susa… o przyszłości, która oznaczała koniec życia jego matki. Ale może w pewnym sensie oboje potrzebowali jakiegoś odwrócenia uwagi, czegoś, by zająć łapy i myśli. Buro-białemu nie szło to jednak najlepiej, biorąc pod uwagę, że rozmawiali akurat o Gwiezdnym Klanie, ale jakaś część napięcia zeszła z wojownika, gdy jego terminatorka zaczęła mówić o Miejscu Gdzie Brak Gwiazd.
– Tak… Koty z Ciemnego Lasu też mogą przychodzić do nas w snach. Chociaż może to bardziej koszmary – odparł. Mówił wciąż niezbyt głośno, wręcz płaskim głosem, w którym nie było słychać za bardzo emocji, co tylko świadczyło o tym, że po prostu… cóż, jest z nim niezbyt dobrze. Ale to nie było teraz ważne. – Dobrze, a co tutaj, na naszych terenach? W sensie: co wiesz na temat innych klanów? – spytał jeszcze.
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
Skinęłam powoli głową, przez chwilę zajęta nadmiernie obserwowaniem mojego mentora. Coś naprawdę działo się chyba nie tak, jak powinno i wiedziałam, że powinnam się go o to spytać - jak z resztą niegdyś sam mi radził - jednakże nie chciałam też mu przerywać. Może unikał tego tematu, tak, jak ja próbowałam unikać moich zjaw z przeszłości. Może dlatego właśnie pomimo tego, że wyglądał, jakby miał poważne problemy postanowił jednak przyjść.
Może mogłam się mu teraz odwdzięczyć za wsparcie z jego strony, którym pomagał mi przetrwać te wszystkie księżyce. - Wydaje mi się, że wiem to, co powinnam wiedzieć - powiedziałam cicho, zerkając z zaniepokojeniem za siebie. Żadnego niebezpieczrństwa, oczywiście, nie zauważyłam. - Jeśli pójdziemy w tę stronę - zaczęłam, wskazując łapą w odpowiednim kierunku - w końcu dotrzemy na granicę z Klanem Rzeki. Jego przywódcą jest Świetlikowa Gwiazda, zastępcą... - urwałam, czując ukłucie niepokoju i przymykając na chwilę oczy. Wzięłam głęboki wdech, powoli wypuszczając powietrze i w myślach powtarzając sobie, żebym się uspokoiła. -...zastępcą Czerwony Mak. Mają medyka, Łososiową Łuskę i, z tego co słyszałam, nowego pomocnika - dodałam. Może jeśli będę mówić dużo, Zajęczy Sus zapomni o swoich problemach. Ciaśniej owinęłam łapy ogonem i mocniej wbiłam je w ziemię. Nie stracę panowania nad sobą na rzecz strachu. Nie w tej chwili. Nie w trakcie treningu. Nie poza obozem. Milczałam przez kilka uderzeń serca, poruszając jedynie końcówką swojego ogona i intensywnie zastanawiając się nad imieniem, które uciekło mi z głowy w momencie, w którym napłynęła ku mnie pierwsza fala niepokoju. Zmarszczyłam na chwilę pysk, starając się skupić właśnie na zapomnianym mianie. -...Księżycowy Pył - to była jedna z nowych informacji, a tych zazwyczaj starałam się poszukiwać, zwłaszcza teraz, kiedy Gronostajowy Krok nie żyła, a ja uznałam to za dobry sposób na odwrócenie własnej uwagi od... innych spraw. - Koty Klanu Rzeki są znane z umiejętności pływania i łowienia ryb - których, niestety, ja nie posiadałam. Nie byłam z tego powodu zadowolona - lubiłam posiadać wiedzę samą w sobie, a możliwość zdobycia pożywienia, które nie będzie zbyt zdziesiątkowane, jako, że niewiele kotów znało sekret polowania na nie było rzeczą kuszącą. - Tam - wskazałam łapą w kierunku granicy, którą wiele księżyców temu pokazał mi mój mentor - są tereny Klanu Cienia. Rządzi nimi Wężowa Gwiazda, a od niedawna mają nowego zastępcę, Wiewiórczego... - nowe imiona, do których nie można było dopasować żadnych pysków. W momencie, w których nigdy ich nie wiedziałam, zapamiętanie nowych mian stanowiło swego rodzaju kłopot. Zerknęłam na chwilę w bok. Wokół nas trwało względne bezpieczeństwo. - Ogona. Z tego, co pamiętam, poprzednim był Szepczący Pył - co sprawiało, że nazwa pomocniczki medyka Klanu Rzeki mogła mylić się z Cienistym Zastępcą. - Mają medyczkę, Ciernisty Kwiat i jej terminatorkę, Ćmi P... - urwałam na chwilę. Kolejna fala niepokoju sprawiła, że niemalże odruchowo powiedziałam informację, która nie była prawidłowa. - Ćmią Łapę - poprawiłam się. - Z Klanem Gromu nie graniczymy bezpośrednio. Ich tereny leżą między terytoriami Klanu Rzeki i Cienia. Z tego, co przekazała mi matka - zrezygnowałam ostatnio od zdrabniania nazw wszelakich koligacji i tak oto Jodłowa Igła nie była już żadną mamą ani mamusią, a Chłodnego Powiewu nie określałam już mianem taty albo tatusia. Z niewiadomych przyczyn miałam wrażenie, że nazywanie ich w ten sposób sprawi, że wydam się jeszcze słabsza i jeszcze bardziej naiwna. - wynika, że zaszło wśród nich wiele zmian - starałam się być oficjalna, dalej traktując to jako ochronę przed innymi. Przed wydawaniem się słabą i nawiną. Całkiem możliwe, że i to było dość głupie działanie z mojej strony... - Przywódcą jest Trzmiela Gwiazda, a zastępcą... z tego, co pamiętam, nastąpiła tam jakaś pospieszna zmiana, jednakże obecnym jest Puszczykowy Ogon - wdech i wydech. Nie mogłam pozwolić, żeby strach przejął nade mną kontrolę. Musiałam mówić. Dużo. Wszystko to, co wiem. - Gromowym terminatorem medyka jest niejaka Spopielona Łapa, jednakże... nic nie słyszałam o kimś, kto byłby pełnoprawnym medykiem tego klanu - spojrzałam pytająco na swojego mentora, tym samym kończąc swoją wypowiedź.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Mimo wszystko Zajęczy Sus w chwili treningu wolał się skupiać właśnie na treningu, a przejście na nieco inne tematy, niż te związane ze śmiercią, z pewnością mu to ułatwiło. Słuchał więc uważnie odpowiedzi kotki, upewniając się, że wszystkie podane przez nią informację się zgadzają. Przywódca, zastępca, medyk, pomocnik medyka Rzeki… wszystko było dobrze, tak samo jak i sama lokalizacja terytorium tego klanu oraz jego opis, więc kiwnął lekko głową, nie przerywając kotce i się nie wtrącając.
– Terminatorką medyka w Gromie chyba obecnie jest Ognista Łapa, z tego co pamiętam – sprostował jedynie. – Ale tak, ostatnio było… sporo zmian w Klanie Gromu, przywódcą został kot, który nie był wcześniej zastępcą, podobnie jak u nas, a medyczka, Gwieździsta Ścieżka, chyba zaginęła. Ba, Trzmiela Gwiazda jest już chyba czwartym albo nawet piątym z kolei przywódcą w tym klanie za mojego życia, podczas gdy w Klanie Cienia i Rzeki nie zmienili się przywódcy – pozwolił sobie na krótki wywód na temat dynamicznych zmian, jakie zachodziły w Gromie. Cóż, u nich w tym czasie, co żył, było trzech przywódców, a nawet można by powiedzieć, że dwóch: Twarda Gwiazda przecież zmarł, gdy jego potomstwo miało dwa czy trzy księżyce. W zasadzie poza tym nie było nic, co pozostawało Zającowi do przekazania kotce z nowych treści.
– Masz jeszcze jakieś… nurtujące cię kwestie, pytania? Prośby? – spytał więc, powoli się podnosząc, by skierować swoje kroki w stronę granicy z Klanem Rzeki.
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
Patrzyłam na mentora przez dłuższą chwilę, zastanawiając się, jak to w ogóle możliwe, że popełniłam taki błąd w cudzym imieniu i orientując się, że w przyszłości będę musiała przykładać to tego znacznie większą wagę, by nie powtórzyło się to w przyszłości. Ognista łapa. Końcówka ogona drgnęła mi z zaniepokojeniem. - Wiesz może, z jakiego powodu poprzedni zastępca Klanu Gromu nie został przywódcą, Zajęczy Susie? - spytałam się swojego mentora. Wydawało mi się, że tego typu precedens powinien mieć miejsce raczej rzadko, bo przecież stanowił wystąpienie przeciw kodeksowi, najwyraźniej jednak okazało się, że byłam w błędzie. Najwyraźniej inny klan również doświadczył konieczności złamania prawa, choć tego, jak bardzo paląca była ta konieczność i czy faktycznie mieli słuszność, ocenić nie mogłam. Z resztą, ocenianie tego, czy czyjeś postępowanie jest dobre czy złe w momencie, w którym w daną sytuację nie byłam wtajemniczona, wydawało mi się nie być dobrym rozwiązaniem.
W momencie, w którym zostałam zapytana o między innymi prośby, podniosłam się powoli i ruszyłam za burym, przesadnie sztywno stawiając każdą łapę, choć starałam się stąpać cicho - miałam wrażenie, że jeśli będę poruszać się mocnym krokiem, oszukam samą siebie i dodam sobie pewnego rodzaju odwagi - póki to działało, uznałam, że bezsensowne jest zaniechanie tego procederu. - Jest jedna kwestia - powiedziałam cicho, przez chwilę zerkając gdzieś w bok, aby zapewnić sobie iluzję bezpieczeństwa. - Aczkolwiek nie jestem pewna, czy powinnam zaprzątać ci tym głowę, Zajęczy Susie - chowając całkiem sporo własnego lęku za oficjalnym sposobem wypowiadania się, zwalczałam wszelakie myśli, które próbowały mnie w tej chwili atakować. Przez kilka uderzeń serca milczałam, wsłuchując się w dźwięki i przypatrując się śniegowi. Dopiero teraz zastanawiając się nad tym, jak bardzo zmieniły się tereny Klanu Wichru w tak krótkim czasie... i jak ja się zmieniłam. Gęsia Łapo. Gąsko. Naiwna, bezbronna Gęsino. Zacisnęłam na chwilę szczęki, rozglądając się wokół nas. Spróbowałam odgonić od siebie kolejną natrętną myśl, która dotyczyła Miejsca Gdzie Brak Gwiazd i która była wyjątkowo nieprzyjemna. - Jeśli kiedykolwiek uda mi się zasłużyć na zostanie wojowniczką... nie chciałabym być dłużej Gąską - przymknęłam na chwilę oczy w momencie, w którym wymawiałam znienawidzone przez siebie miano i to, w jaki sposób wypowiadał je... Nie powiedziałam stanowczo samej sobie, choć słowa te nigdy nie padły na głos. Pora Nagich Drzew w końcu przeminie. Będę walczyć, żeby kiedyś pokonać swój strach. Nie wiedziałam, co stanie się później - ale też nie był to moment na to, aby się nad tym zastanawiać.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– Obawiam się, że musiałabyś dokładniej o to wypytywać kogoś z klanu Gromu – odparł bez większego zawahania. Cóż, nie wiedział na ten temat za wiele. Nie miał pojęcia o konflikcie, jaki rozdzierał ten klan przez wiele księżyców, nie był świadom wszystkich szczegółów na temat poczynań Błyskającej Gwiazdy. Wiedział tylko tyle, że ten podjął dość… dziwną decyzję, zabraniając Malinowym Chaszczom nauczania Wichrowej terminatorki medyka (samemu jednocześnie nie wskazując nikogo na tę pozycję w Gromie, więc to nie tak, że dawna pomocnica musiała ten czas poświecić na szkolenie nowego medyka w swoim własnym klanie), a potem…
– Wiem jednak, że Błysk, dawniej Błyskająca Gwiazda, został po tym wygnany przez nowego przywódcę, za… cóż, za gwałt na kocicy z klanu Rzeki – dodał nietęgim tonem, świadom, że ta informacja mogła w Gęsiej Łapie obudzić pewne obawy, wątpliwości, czy może nieprzyjemne wspomnienia z sytuacji z Iskrzącą Łapą.
Czekał cierpliwie na to, co powie złocista kotka, spodziewając się w sumie jakichś większych wątpliwości czy próśb, niż tego, że wolałaby mieć inne imię. Kiwnął lekko głową – nie zamierzał robić z tym problemów, po prostu przekaże tę prośbę Malinowej Gwieździe, gdy oboje już uznają, że to najwyższy czas, by Gęsia Łapa została wojowniczką, o ile do tego czasu nie będzie kolejnych rewelacji.
– W takim razie… kim chciałabyś być? – spytał jednak, domyślając się, że w tej sytuacji terminatorka mogłaby chcieć… cóż, samodzielnie stworzyć swoją nową tożsamość.
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
Skinęłam jedynie głową, choć wątpiłam, abym w przyszłości znalazła się w pobliżu gromowej granicy. To było moje pierwsze wyjście z obozu od jakiegoś czasu... ale miałam wrażenie, że w najbliższym czasie go nie opuszczę. Walczyłam ze strachem, jednakże czułam, że z każdym kolejnym krokiem niepokój przejmuje nade mną coraz większą kontrolę, wyrywając mi powietrze z płuc i sprawiając, że stopniowo zwalniałam. cóż, za gwałt na kocicy z klanu Rzeki.
Zatrzymałam się, czując, że nie dam już rady iść. Zacisnęłam zęby, biorąc głęboki wdech... i ruszyłam do przodu, brnąc dalej przed siebie i obserwując własne łapy, jakby stawianie na ziemi nadmiernie sztywnych kończyn z przesadną precyzją było w tej chwili najważniejsze. Nie odpowiedziałam na słowa burego, nie chciałam tego robić, woląc odepchnąć od siebie także i tę myśl. - Kimś innym Zajęczy Susie - odpowiedziałam na jego słowa. Od sytuacji na Jasnych Skałach, ba, nawet od rozmowy z Malinową Gwiazdą... zdążyłam się już zmienić. - To może być nawet Słaba Łapa, albo Kruchy Patyk, byleby tylko... nie był mną. Chcę się zmienić... w kogoś innego - dodałam, w ogóle nie spoglądając na kocura podczas mówienia. Byleby iść do przodu i... nie zatrzymywać się.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Słuchał Gęsiej Łapy, zagryzając lekko wnętrze pyska. Kimś innym… gdyby to jednak było tak proste. Gdyby faktycznie zmiana imienia niosła za sobą magiczną przemianę w całkiem inną osobowość, odrzucenie swoich ograniczeń i zapomnienie o przeszłości, to byłoby naprawdę cudowne, jednak, niestety, to nie do końca to tak działało. Rozumiał, że miałoby to mieć znaczenie symboliczne, żeby imię nie przypominało o pewnych rzeczach jego terminatorce, jednak… być może przed złocistą kotką była jeszcze dłuższa droga, niż myślał.
– Nie uciekniesz od siebie – powiedział cicho, patrząc z powagą na Gęsią Łapę. Nigdy nie ucieknie. Od imienia, od jego brzmienia, od związanych z nim wspomnień – może, może chociaż częściowo, ale nigdy od siebie samej. Musiała sama nad sobą pracować. – Rozumiem, o co ci chodzi, ale zmiana imienia to tylko… symbol – dodał jakby ostrożnie. Nie pozostawało mu jednak nic innego, jak faktycznie spełnić prośbę córki Jodłowej Igły, dlatego lekko skinął głową i zapewnił kotkę, że przekaże to Malinowej Gwieździe. Przez resztę patrolu raczej nie mówił już wiele, a po powrocie do obozu pożegnał się z Gęsią Łapą, by udać się do legowiska starszyzny, gdzie czekała na niego smutna rzeczywistość, w której jego matka czuła się coraz gorzej…
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
Nie uciekniesz od siebie skinęłam mu jedynie głową, woląc nie przyznawać się do tej przykrej prawdy przed samą sobą. Wolałam ją ukrywać - i robić to dalej. Zasłonić się oficjalnością, która pozwalała mi choć na chwilę skupić się na czymś innym i tym samym odgrodzić się od świata, chociaż oczywistym było, że mogę na tym bardzo dużo stracić - zwłaszcza w kwestii relacji z innymi. Z drugiej strony, jak wiele z nich urwało się tylko i wyłącznie dlatego, że spędziłam kilka księżyców w lecznicy? Szczypiorowa Łapa na przykład... - Ja po prostu... nie mogę - odpowiedziałam mu cicho. Nie mogłam dłużej słuchać, jak ktoś bez przerwy określa mnie mianem Gęsiej Łapy, lub, co gorsza Gąski, cały czas mając z tyłu głowy, w jaki sposób wypowiadał to czarno-biały, nachylając się nad... wzdrygnęłam się, nie powiedziałam jednak nic więcej, krocząc dalej u boku mojego mentora. Miałam nadzieję, że jak najszybciej pozbędę się zarówno bycia Gęsią, jak również i strachu który towarzyszył temu każdego dnia.