Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Patrol przyniósł wieści z Klanu Wichru, że Lśniąca Sadzawka gotowa była odbyć wyprawę do miejsca spotkań z Gwiezdnym Klanem; Łososiowa Łuska nie był zaskoczony tym, że biała kotka nie kazała na siebie długo czekać. Zawsze wydawała mu się ambitna. Może nawet zbyt ambitna, gdy jej pewność siebie i ambicje niebezpiecznie balansowały na granicy zdrowego rozsądku. Wierzył jednak w to, że Lśniąca Sadzawka wie, co robi... ale ostatecznie nie był to jego cyrk, a Klan Wichru nie był jego małpkami. To nie on będzie miał później zbierać żniwo decyzji, które podejmie Lśniąca jako pełnoprawny medyk, stojący na czele klanu na równi z zastępcą i przywódcą.
Mieli spotkać się o świcie następnego dnia, w miejscu gdzie krzyżowała się Grzmiąca Ścieżka oraz płynąca pod nią Grzmiąca Rzeka, od strony przyległych do wichru Szarych Topoli. Łososiowa Łuska pojawił się, gdy niebo wciąż było ciemne, choć trudno było stwierdzić czy była to kwestia wczesnej pory, czy też zbierających się nad głową chmur. Przycupnął przy topoli, w jej korzeniach które nie były usłane śniegiem i czekał, dla ogrzania się strosząc futro i owijając łapy grubym, czarnym ogonem. Przymknął oczy, w duchu modląc się o opatrzność Gwiezdnych i pomyślne dotarcie do celu.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Byłam gotowa. Bardziej niż kiedykolwiek. Czekałam na ten moment odkąd tylko Szałwia zniknął, odkąd zostałam ze wszystkim sama. Moment wyprawy. Co prawda nie była to wyprawa po imię, bo dostałam je już dawno, jednakże była to wyprawa po rangę. Rangę, która mi się należała bardziej niż cokolwiek innego. Zapracowałam sobie na nią, uczyłam się gdzie tylko mogłam i w końcu nadszedł czas, by odebrać za to nagrodę.
Miałam spotkać się o świcie z Łososiową Łuską i tak też się stało. Słońce jeszcze nie zdążyło wstać, a ja już podążałam w kierunku miejsca, w którym byłam umówiona z rzeczną Medyczką. jak widać kocica również nie sypiała za długo, albowiem już na mnie czekała.
- Witaj - przywitałam się grzecznie, kiwając przy tym głową. - Ruszamy?
Wrzask jest masywnym, krępym kotem o przykrótkich, potężnych łapach. Na szerokiej, pełnej blizn głowie znajdują się nieduże uszy, z których pozostały już jedynie strzępy. Ma krótki, gruby ogon, który rzadko pozostaje w bezruchu dłużej niż kilka sekund, o ile kocica nie śpi. Jej futro jest nieco zaniedbane, krótkie i rude, pełne podłużnych pręg rozłożonych na całym ciele. Jedynymi białymi elementami są nastroszone wąsy, pyszczek i gardło, a także kilka pręg przy końcu ogona. Charakterystycznym elementem wojowniczki są intensywnie pomarańczowe oczy, z czego na lewe niedowidzi, a także masa blizn. W jej arsenale zębów brakuje lewego dolnego kła.
Wrzeszczący Pysk jest obojętnym na wszystko, skupionym na wykonywaniu swoich obowiązków kotem. Gardzi przepychankami słownymi, woląc uciekać się do przemocy niż niepotrzebnie strzępić język. Uznaje jedną rację - swoją. Łatwo wpada w gniew, prawie cały czas towarzyszy jej irytacja. Nienawidzi siedzieć bezczynnie. Stara się jednak postępować rozważnie, aby nie sprowadzić kłopotów na koty, na których jej zależy. Jej lojalność od zawsze leży po stronie Klanu Gromu, choć wobec samych jego członków przyjmuje postawę obojętną i szorstką. Nie uznaje władzy i działa według własnych zasad, chcąc jak najlepiej dla klanu. Nie boi się własnymi łapami wymierzać kary innym, gdy widzi, że na nią zasługują. Gdy widzi niebezpieczeństwo, eliminuje je, myśląc przyszłościowo - gdyby jakiś słabszy wojownik lub terminator na nie natrafił, mógłby zginąć. Wojowniczka jest silna, i chętnie z tej siły robi użytek. Nie brak jej przy tym pewności siebie i zdecydowania. Do kociąt podchodzi z dystansem, uznając je za nieco upośledzone i zupełnie bezbronne.
Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]; Czosnek[S]
Cienka warstwa śniegu pokrywała otoczenie, choć między drzewami przebijała się jeszcze przytłumiona zieleń niewysokiej trawy. Nie dało się jednak nie zauważyć, że Pora Nagich Drzew już dawno przejęła władzę nad światem, i to tylko kwestia czasu, nim poruszanie się wśród białego puchu stanie się trudniejsze i mniej przyjemne, przynajmniej dla tych, co nie przepadali za zimą. Gdy dwójka kotów wyruszyła ku Grzmiącej Ścieżce, słońce dopiero zaczęło nieśmiało wychylać się ponad horyzont, jednak jego promienie nie dawały wiele ciepła. Zbierające się ciężkie chmury jednoznacznie wskazywały na to, że ten dzień nie będzie zbyt przyjemny. Potwory przebiegające po ciemnej nawierzchni najwyraźniej miały podobne zdanie, bo gdy Lśniąca Sadzawka i jej Rzeczny mentor znaleźli się przy niej, w oddali usłyszeli pojedynczy, przeciągły warkot i ciężką sylwetkę sunącą dość ostrożnie po podłożu.
everything_goes_a wa y yeah,e v e r y t h i n g_goesaway buti'm goingto behere'tilforever so just_call_when you're_around
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Uchylił powieki gdy usłyszał głos. Wiedział, że się do niego zbliża, jednak wcześniej nie zareagował; słuchał w pierwszej kolejności, by wychwycić ile nadciągających łap słyszał. Ceremonia medyka była ceremonią, na którą wstęp mieli jedynie medycy oraz Gwiezdni, dlatego też w pierwszej kolejności gotował się na odesłanie do domu kota, którego Lśniąca Sadzawka mogła wziąć sobie w formie obstawy. Nie lubił tej tradycji, że na wyprawę tego typu należało brać ze sobą obrońców - wierzył w to, że Gwiezdny Klan nie dopuści do tego, by cokolwiek im się stało jeżeli nie było to im pisane przez los.
- Tak - mruknął chrapliwe i podniósł się. Jego mięśnie zadrżały pod grubą skórą i gęstą, burą sierścią, a on otrząsnął się pobieżnie ze śniegu, który do niego przylgnął. - Przez Grzmiącą Ścieżkę. Na Borsucze Pagórki - zarządził zerkając na swoją uczennicę - i ruszył naprzód.
Nie zaszli zbyt daleko, gdyż przecinająca im drogę ścieżka potworów okazała się tętnić życiem. Łososiowa Łuska przykucnął z boku i zmarszczył czoło, spoglądając raz w lewo, raz w prawo. Nie odzywał się, bo komentarz był w tym wypadku zbędny. Jeżeli przemarsz potworów miał się niedługo skończyć zamierzał żwawo przemknąć na drugą stronę, jednak póki co zachowywał czujność. Kto wie, co potworom może przyjść do ich smrodliwych łbów. Czy zechciałyby zaatakować kota, gdyby dostrzegły go na poboczu?
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Jakiekolwiek spacery były coraz mniej przyjemne. Śnieg nieprzyjemnie chłodził łapy, a nieprzyjemny, chłodny wiatr i niska temperatura nie zwiększała komfortu, to na pewno. Przypominało mi to trochę pierwsze księżyce życia. Wówczas też nie było najcieplej. Nie aż tak, wszakże zbliżała się już Pora Nowych Liści, więc nie było aż tak źle.
Nie odpowiedziałam nic Łososiowej Łusce, po prostu ruszyłam za nią. Miałyśmy przejść przez Grzmiącą Ścieżkę, co wymagało ostrożności, żeby nie wpaść w paszcze żadnego potwora, dlatego uważnie się rozejrzałyśmy i jeśli było bezpiecznie, przeszłyśmy na drugą stronę. Jeżeli nie, będziemy myśleć co dalej.
Wrzask jest masywnym, krępym kotem o przykrótkich, potężnych łapach. Na szerokiej, pełnej blizn głowie znajdują się nieduże uszy, z których pozostały już jedynie strzępy. Ma krótki, gruby ogon, który rzadko pozostaje w bezruchu dłużej niż kilka sekund, o ile kocica nie śpi. Jej futro jest nieco zaniedbane, krótkie i rude, pełne podłużnych pręg rozłożonych na całym ciele. Jedynymi białymi elementami są nastroszone wąsy, pyszczek i gardło, a także kilka pręg przy końcu ogona. Charakterystycznym elementem wojowniczki są intensywnie pomarańczowe oczy, z czego na lewe niedowidzi, a także masa blizn. W jej arsenale zębów brakuje lewego dolnego kła.
Wrzeszczący Pysk jest obojętnym na wszystko, skupionym na wykonywaniu swoich obowiązków kotem. Gardzi przepychankami słownymi, woląc uciekać się do przemocy niż niepotrzebnie strzępić język. Uznaje jedną rację - swoją. Łatwo wpada w gniew, prawie cały czas towarzyszy jej irytacja. Nienawidzi siedzieć bezczynnie. Stara się jednak postępować rozważnie, aby nie sprowadzić kłopotów na koty, na których jej zależy. Jej lojalność od zawsze leży po stronie Klanu Gromu, choć wobec samych jego członków przyjmuje postawę obojętną i szorstką. Nie uznaje władzy i działa według własnych zasad, chcąc jak najlepiej dla klanu. Nie boi się własnymi łapami wymierzać kary innym, gdy widzi, że na nią zasługują. Gdy widzi niebezpieczeństwo, eliminuje je, myśląc przyszłościowo - gdyby jakiś słabszy wojownik lub terminator na nie natrafił, mógłby zginąć. Wojowniczka jest silna, i chętnie z tej siły robi użytek. Nie brak jej przy tym pewności siebie i zdecydowania. Do kociąt podchodzi z dystansem, uznając je za nieco upośledzone i zupełnie bezbronne.
Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]; Czosnek[S]
Pojedynczy potwór wyraźnie się nie spieszył, ale był na tyle blisko, że ryzyko wciąż istniało, jeśli Lśniąca Sadzawka i Łososiowa Łuska postanowili przebiec przez Grzmiącą Ścieżkę. Zdecydowali się jednak zaczekać. Czas zdawał się ciągnąć nieubłaganie, ale wreszcie ciemna sylwetka minęła punkt, w którym czatowali. Nie widząc żadnych innych stworzeń przemknęli na drugą stronę po czarnej, ubłoconej nawierzchni, by kontynuować podróż. Nie zrobili jednak jeszcze nawet dwóch kroków, kiedy wiatr zaczął się wzmagać, wiejąc im prosto w pyski, a po kilkudziesięciu uderzeniach serca poruszanie do przodu stało się trudniejsze. Jeszcze nie padał śnieg, ale widać było, że to tylko kwestia czasu. Wyraźnie się ściemniło, gdy leniwie przesuwające się na nieboskłon słońce zostało przysłonięte przez ciężkie chmury.
everything_goes_a wa y yeah,e v e r y t h i n g_goesaway buti'm goingto behere'tilforever so just_call_when you're_around
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Potwór nie jechał szczególnie szybko co zwróciło uwagę Łososiowej Łuski. Do tej pory spotykał się z potworami, które mknęły po Grzmiącej Ścieżce z zawrotną wręcz prędkością. Dlaczego więc teraz ten poruszał się tak wolno? Była to kwestia błota i brudnego śniegu, które poprzetykane były skutymi lodem kałużami, które stanowiły problem także i dla nich? Hm.
Gdy w końcu przemknął, a czułe uszy Łososia nie wychwyciły żadnego dźwięku nadciągającego potwora mruknął coś kompletnie niezrozumiale, prawdopodobnie jakąś komendę typu "ruszaj" czy "idziemy", albo po prostu burcząc krótki, niekształtny dźwięk jaki miał zbudzić Lśniącą Sadzawkę. Ta chyba jednak nie wymagała szturchnięcia, gdyż ruszyła wraz z nim i dość sprawnie przekroczyli ścieżkę potworów. Po jej drugiej stronie silny wiatr dmuchnął prosto w pysk burego medyka, który zacisnął powieki i stulił po sobie małe uszy w reakcji na chłód, jaki wbijał się w jego skórę. Zaraz jednak przymrużonymi ślepiami spojrzał na niebo, które zaledwie w kilka chwil pociemniało. To nie wróżyło niczego dobrego i w sercu Łososiowej Łuski zasiane zostało ziarno niepewności.
- Szybko - mruknął otrząsając sierść i ruszył naprzód, w stronę Wrzosowiska. - Nie ma na co czekać - dodał zaraz burkliwym tonem, jaki ewidentnie świadczył o nagłym obniżeniu nastroju burego. Jeżeli nie zdążą dotrzeć do Szepczące Sadzawki i śnieżyca zastanie ich w połowie drogi być może będą zmuszeni do zaprzestania marszu i odszukania jakiegoś schronienia.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Nigdy nie widziałam żadnego potwora z bliska. Nie wiedziałam, czy to normalne, że ten poruszał się tak wolno, czy też nie, ale wydawało mi się, że Łososiowa Łuska była lekko zniecierpliwiona. Cóż, ja też chciałam dostać się do Szepczącej Sadzawki jak najszybciej i mieć to już za sobą, ale nie można ryzykować życiem. Klan Wichru mógłby się nie pozbierać po utracie kolejnego kota, który posiadał wiedzę medyczną i nie miał swojego następcy.
Gdy potwór nareszcie przeszedł, usłyszałam z pyska rzecznej Medyczki jakiś niezrozumiały pomruk, po czym ruszyłam za nią. Nie wiedziałam, jak dojść do miejsca spotkań z Gwiezdnym Klanem, dlatego zostawałam troszeczkę w tyle. Nie zmieniało to oczywiście faktu, że bardzo się spieszyłam i bura kocica wyprzedzała mnie zaledwie o krok.
Wtem wszystko pociemniało, gdy słońce zostało zakryte przez chmury. Nieprzyjemny, chłodny wiatr zaczął wiać nam prosto w pyski. Czyżby znak od przodków? A może to po prostu cisza przed burzą? Może za moment zacznie się burza śnieżna? Oby nie.
Kiwnęłam porozumiewawczo głową do mistrzyni, przyspieszając kroku. Cokolwiek się zbliżało, nie mogło nas dorwać.
Wrzask jest masywnym, krępym kotem o przykrótkich, potężnych łapach. Na szerokiej, pełnej blizn głowie znajdują się nieduże uszy, z których pozostały już jedynie strzępy. Ma krótki, gruby ogon, który rzadko pozostaje w bezruchu dłużej niż kilka sekund, o ile kocica nie śpi. Jej futro jest nieco zaniedbane, krótkie i rude, pełne podłużnych pręg rozłożonych na całym ciele. Jedynymi białymi elementami są nastroszone wąsy, pyszczek i gardło, a także kilka pręg przy końcu ogona. Charakterystycznym elementem wojowniczki są intensywnie pomarańczowe oczy, z czego na lewe niedowidzi, a także masa blizn. W jej arsenale zębów brakuje lewego dolnego kła.
Wrzeszczący Pysk jest obojętnym na wszystko, skupionym na wykonywaniu swoich obowiązków kotem. Gardzi przepychankami słownymi, woląc uciekać się do przemocy niż niepotrzebnie strzępić język. Uznaje jedną rację - swoją. Łatwo wpada w gniew, prawie cały czas towarzyszy jej irytacja. Nienawidzi siedzieć bezczynnie. Stara się jednak postępować rozważnie, aby nie sprowadzić kłopotów na koty, na których jej zależy. Jej lojalność od zawsze leży po stronie Klanu Gromu, choć wobec samych jego członków przyjmuje postawę obojętną i szorstką. Nie uznaje władzy i działa według własnych zasad, chcąc jak najlepiej dla klanu. Nie boi się własnymi łapami wymierzać kary innym, gdy widzi, że na nią zasługują. Gdy widzi niebezpieczeństwo, eliminuje je, myśląc przyszłościowo - gdyby jakiś słabszy wojownik lub terminator na nie natrafił, mógłby zginąć. Wojowniczka jest silna, i chętnie z tej siły robi użytek. Nie brak jej przy tym pewności siebie i zdecydowania. Do kociąt podchodzi z dystansem, uznając je za nieco upośledzone i zupełnie bezbronne.
Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]; Czosnek[S]
Dwójka kotów kontynuowała szybki marsz przez ziemie niczyje. Normalnie taki pośpiech nie był wskazany, ale wątpliwe, by w tych warunkach zbyt wiele zwierząt próbowało znaleźć coś do jedzenia. Trudno powiedzieć czy zmiana pogody była jakimś znakiem od przodków, równie dobrze mogła być to zwykła, zimowa zawierucha. Nie pierwsza i najprawdopodobniej nie ostatnia w tę Porę Nagich Drzew. Gdy bury medyk i jego podopieczna znaleźli się kilka długości drzew dalej, w ich pyski zaczęły dodatkowo uderzać drobne płatki śniegu, jednak cudem nie przerodziło się to w nic poważniejszego, co uniemożliwiłoby dalszy przemarsz. Przez niesprzyjającą pogodę podróż zdawała się ciągnąć w nieskończoność, ale w końcu Łososiowa Łuska mógł poczuć znajomą aurę, którą natychmiast skojarzył z miejscem spotkań z przodkami. Gdy weszli do niewielkiego zagajnika wiatr nieco zelżał. Ich oczom ukazał się niewielki zbiornik wodny. O tej porze Szepcząca Sadzawka wyglądałaby raczej nieimponująco, gdyby nie specyficzny blask, który sprawiał, że nie wyglądała jak zwyczajne jeziorko.
everything_goes_a wa y yeah,e v e r y t h i n g_goesaway buti'm goingto behere'tilforever so just_call_when you're_around
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Nie lubił pośpiesznego marszu. Ze względu na niepełnosprawność szybki trucht był dla niego męczący, nadwyrężał jego mięśnie i pozostawał odczuwalny jeszcze przez długi czas po jego zakończeniu w postaci nieprzyjemnego mrowienia w przednich kończynach. Kichnął, gdy pierwszy płatek śniegu opadł na jego nos; potrząsnął głową na krótką chwilę unosząc spojrzenie na pokryte chmurami niebo.
W końcu jednak dotarli, a Łososiowa Łuska mógł zwolnić. Sapnął cicho, a wokół jego pyska skłębiła się jasna chmura ogrzanego powietrza.
- To tu - poinformował Lśniącą Sadzawkę, na którą spojrzał kątem oka. - Napij się i odsuń... od Szepczącej Sadzawki. Sen nadchodzi szybko - dodał kątem oka rozglądając się za najbliższym drzewem, które dostrzegł w bliskiej odległości od Szepczącej Sadzawki. Ostatnie o czym marzył to hipotermia i śmierć na skutek magicznego snu podczas pogody takiej jak ta. Nigdy nie wiadomo, czy pogoda nie pogorszy się jeszcze bardziej, a przezorny zawsze ubezpieczony. Dlatego też odczekał, aż Lśniąca Sadzawka wykona polecenie, a następnie sam upił łyk zimnej wody z tajemniczego jeziorka, by zaraz wycofać się w korzenie drzewa i tam położyć się, choć częściowo osłaniając się od niekorzystnych warunków pogodowych.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Nie byłam przyzwyczajona do szybkiego marszu. Zazwyczaj szłam powoli, rozglądając się wszędzie, jednak tym razem nie było na to czasu. Musiałyśmy jak najszybciej dojść do Szepczącej Sadzawki, bo nie wiadomo, jakie plany miała pogoda. Gdyby nagle się rozpadało, albo coś, miałybyśmy spory problem.
Na szczęście tak się nie stało. Dotarłyśmy. Spojrzałam na Szepczącą Sadzawkę. Wyglądała jak zwykłe jeziorko, na pierwszy rzut oka. Dopiero po chwili zobaczyłam, że jest w niej coś... niezwykłego. Ciężko było mi to opisać, jednak czułam, że w tym miejscu jest coś niezwykłego. Takie przeczucie.
- Mhm - mruknęłam, kiwając porozumiewawczo głową, po czym podeszłam do sadzawki i napiłam się szybko. Następnie, podobnie jak Łososiowa Łuska, schowałam się w korzeniach drzewa. Nie chciałam zmarznąć przez sen i zachorować. To była ostatnia rzecz, na której mi zależało.
Mistrz: mama
Płeć: kocur
Matka: Krzykliwa Mewa
Ojciec: Bezchmurne Niebo*
Partner: my love didn't die with me
Kocurek podrósł. Jest wysoki i dość dobrze zbudowany jak na tak młodego osobnika. Ma mocne łapy, szeroką klatkę piersiową i jest szczupły, przez co wpisuje się w stereotyp Wichrzaka. Jednolicie białe futro nie jest długie, ale nie jest też bardzo krótkie - zapewnia kocurkowi stałą temperaturę i jest łatwe w czyszczeniu. Jedynym załamaniem koloru jest niebieska skarpetka na prawej, przedniej łapie, sięgająca do stawu łokciowego. Długi ogon zapewnia Opieńkowi równowagę. Z drugiej strony znajduje się pysk wyposażony w białe i ostre kły. Oczy Grzybka są jasnozielone idealne z barwą Krzykliwej Mewy, choć odrobinę bardziej jednolite. Można je porównać do barwy agrestu.
Grzybek jest dopiero co maluchem. Nie za odważnym, ale nie tchórzliwym, nie zbyt ciekawski, ale nie obojętny. Choć stara się zyskać pełną uwagę rodziców, nie ma aż takiej siły przebicia i łatwo się poddaje. Nie ma w nim zbyt wiele wiary w siebie, a w środku czai się masa kompleksów i plaga możliwych niepowodzeń. Opieniek jest raczej kociakiem grzecznym i przyjaznym, ale trochę wycofanym. Ale co się z nim będzie działo i co go zmieni... o to pytanie do otoczenia, z którym przyjdzie mu obcować.
Okoniowa Łapa(Rz) || Wrzosowa Łapa (Rz/GK), Śnieżka (S)
Rzeczniak i Wichrzaczka nie poczuli nic nadzwyczajnego odkąd zapadli w sen - aż do momentu obudzenia, gdy musieli nagle otworzyć oczy i ujrzeli stare tereny. Pręgowany kocur mógł się domyślać co to za widok, zaś Opieńkowa siostrzenica mogła nawet kiedyś tam być - był to Wietrzny Stok, jednak zmieniony, gdyż otoczony Wielką Słoną Wodą z każdej strony. I inny, bo przecież obleczony blaskiem gwiazd i zanikający w srebrawym mroku nierzeczywistej cieczy. Ale nadal w jakimś stopniu będący sobą, starym domem. A pośród nierzeczywistej trawy, siedział nierzeczywisty kot - Gwiezdny, to pewne. Kiwnął głową Łososiowej Łusce, który to próbował go kiedyś uratować i to przy tym Medyku stracił życie, choć ów starał się jak mógł. Ale to do białej kotki uśmiechnął się niepewnie i smutnawo.
- Lśnienie… Lśniąca Sadzawko… Jestem Srebrna Łapa, brat twojej mamy - przedstawił się, ciesząc oczy widokiem „na żywo” choć jednym z dzieci Maślaczek. Nie były idealne i przysparzały kłopotów, a na dodatek nie były zbyt „planowane”… ale nadal miały w sobie krew Wichru i krew jego siostry, co było widać choćby w białym, półdługim futerku. Żałował. Żałował, że nie było go, gdy siostrzyczka go potrzebowała, że nie miał jak jej pomóc, że później musiała niemal sama radzić sobie z kociakami. Które dorosły i jedno z nich przybyło tu po rangę Medyka.
- Cieszę się, że udało wam się bez przeszkód dostać na Srebrną Skórkę - dodał i podszedł bliżej dwójki żywych ze spokojnym wyrazem pyska, na powrót zestałego w nieodgadniony i poważny sposób, ale w jego agrestowych oczach - jak za życia - iskrzyły emocje. Zadowolenie? Duma? Zwyczajna radość? Wiele tego i pewnie coś jeszcze, co było w Opieńkowym sercu, a co nie dawało się za bardzo wyciągnąć na zewnątrz. W końcu iskierki przycichły, gdy kocur z niebieską skarpetką spojrzał na Łososiową Łuskę.
- Rozpoczynaj - powiedział tylko, bo co więcej miał powiedzieć? Teraz tylko przystało mu czekać i patrzeć, jak jego siostrzenica staje się Medykiem Klanu Wichru. Powinnaś być z siebie dumna
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Zamknął powieki, a gdy je otworzył - miał wrażenie, że trwało to zaledwie ułamek uderzenia serca - znajdowali się już na Srebrnej Skórce. Miejsce wyglądało znajomo, jednak to bliskość gwiazd i ich iskrzący blask jaki rozświetlał okolicę najbardziej sprawił, że Łososiowa Łuska czuł ulgę. To był koniec, udało mu się dobić wraz z Lśniącą Sadzawką do brzegu. Potrząsnął głową i podniósł się, zerkając na kotkę, a następnie na białego kota, który zmierzał w ich stronę. Nie rozpoznał go. Widział go zaledwie przez chwilę, w dodatku splamionego krwią i już martwego, gdy udało mu się dotrzeć na miejsce. Samo to, że był wujem Lśniącej Sadzawki również niczego mu nie powiedziało. Pochylił jednak głowę przymykając powieki w geście dość sztywnego powitania. Pozwolił mu się przedstawić i zamienić kilka słów z Lśniącą Sadzawką, a gdy Gwiezdny dał znak że już czas medyk Klanu Rzeki skinął głową i zwrócił się do swojej terminatorki.
- Ja, Łososiowa Łuska. Medyk Klanu Rzeki - odezwał się mocnym, pewnym głosem. Kątem oka potoczył wzrokiem po stoku wypatrując kotów, które obserwowały w milczeniu ceremonię przyszłej medyczki Klanu Wichru. - Wołam do naszych Przodków, by spojrzeli na tego terminatora - bo przodków mamy wspólnych, z całą pewnością. I wszyscy trafimy ostatecznie do jednego klanu, na jedną Srebrną Skórkę. - Ciężko trenowała, by zrozumieć wasze ścieżki. Z waszą pomocą będzie mogła służyć swojemu klanowi przez wiele księżyców. Lśniąca Sadzawko - wywołał imię terminatorki spoglądając na nią swoimi wąskimi, miedzianymi ślepiami. W blasku gwiazd i one zdawały się iskrzyć i być jaśniejsze niż zwykle. - Czy przyrzekasz postępować według Kodeksu Medyka. Pozostawać z dala od rywalizacji między klanami. Na równi chronić wszystkie koty, nawet kosztem własnego życia.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Moje powieki szybko opadły, a jeszcze szybciej podniosły się z powrotem, jednak moim oczom nie ukazał ten sam obraz, który widziałam nim zapadłam w sen. Był trochę znajomy, ale pamiętałam go jak przez mgłę. Zapewne były to stare tereny, które widziałam dopiero podczas przeprowadzki i zaledwie przez chwilę. To by wiele tłumaczyło.
Łososiowa Łuska była tu ze mną. Ale nie byłyśmy tu same. Był ktoś jeszcze. Kocur. Nie znałam go. Szedł w naszą stronę. Nie wiedziałam, co się dzieje, więc futro na moim karku lekko się zjeżyło. Wtem jednak odezwał się... bezpośrednio do mnie. Srebrna Łapa. Brat Mamy. Ten, którego zabiła Bystra. Poczułam, jak futro na karku momentalnie opada. Zrobiło mi się go żal. Nie wyglądał na kota, który zasługiwał na śmierć, nie taką z łap kota z własnego klanu. Prawie nikt na to nie zasługiwał, to przykre.
- Słyszałam o tobie, wuju - odparłam, mierząc go jeszcze spojrzeniem swych lodowatych oczu. - Przykro mi, że dane jest nam się poznać dopiero teraz, w takich okolicznościach, ale również się cieszę, że w ogóle do tego doszło - dodałam po chwili. Rodzina może nie była dla mnie najważniejsza na świecie, cokolwiek znaczyła dla mnie jedynie matka i siostra i gdzieś z tyłu miałam też świadomość o istnieniu Krzykliwej Mewy. Oczywiście, kochałam babcię, jednak było to wręcz nieporównywalne z tym, jak bliską więź miałam z Zawilec, czy Błyskotką. Ale kto wie, jak moje życie by się potoczyło, gdyby również i wujek był przy mnie od moich narodzin. Może z nim również udałoby mi się nawiązać jakąś bliższą relację. Oczywiście, teraz nie ma co gdybać. Gdy Gwiezdny dał znak mojej mistrzyni, by ta zaczęła, spojrzałam na nią, wypinają dumnie pierś do przodu. Byłam z siebie dumna, zasłużyłam na to, pomimo paru wpadek po drodze. Zasługiwałam na to, by po tylu księżycach nareszcie zostać pełnoprawnym medykiem. Klan na to zasługiwał.
Słuchałam słów Łososiowej Łuski, czekając jedynie na to, aż skończy, by móc złożyć przysięgę, by móc wrócić do klanu i przekazać wszystkim, że mi się udało, że osiągnęłam swój cel.
- Przysięgam - odparłam, nawet się nad tym nie zastanawiając. Zbyt długo na to czekałam, za bardzo o to walczyłam, by teraz się wycofać.
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Przysięgła. Nie oczekiwał niczego innego po białej kotce. Nawet nie brał pod uwagę, że mogłaby odmówić, że mogłaby nie złożyć przysięgi, wymusić powrót do świata żywych i uciec tak, jak uciekł jej pierwszy mistrz. Na jej słowa Łososiowa Łuska skinął krótko głową.
- Z mocy Gwiezdnego Klanu nadaję ci prawdziwe imię medyka - odezwał się, bo tak wyglądała formułka, jaką wypowiadano w tym miejscu. To, że Lśniąca Sadzawka miała już imię nie było istotne, bo było to imię wojownika. W oczach Gwiezdnego Klanu miał pełne prawo do tego, by teraz samodzielnie nadać jej imię medyka. - Lśniąca Sadzawko. Imię, jakie otrzymałaś jako wojownik pozostaje twoim imieniem. Wciąż będziesz znana jako Lśniąca Sadzawka - oświadczył oficjalnie, bo tego wymagało od niego niepisane prawo. Imię wojownika to imię wojownika, a imię medyka to imię medyka. A że było takie samo... cóż. I tak musiał to podkreślić, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało. - Gwiezdny Klan docenia twoją ambicję i siłę charakteru - bo tego nie można było jej odmówić - a my witamy cię jako pełnoprawnego medyka Klanu Wichru - zakończył głośniej, dobitnie zaznaczając, że Klan Wichru od dziś znów ma medyka z krwi i kości, a nie jedynie jego porzuconą terminatorkę, zawieszoną pomiędzy światem wojownika a medyka. Pochylił przed nią głowę w powitalnym geście, tak samo jak zrobił to przed Księżycowym Pyłem. Spojrzał następnie na Srebrną Łapę i poruszył uchem, wyłapując jak zebrani wokół Gwiezdni, którzy pozostawali zbyt daleko by ich rozpoznać skandują imię jego uczennicy.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...