Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
- Proszę bardzo! Nie mogłam cię tak zostawić! Próbowałam ci je ogrzać, ale, heh, troszeczkę mi się zasnęło, jak czekałam aż się obudzisz - miauknęła do Skowronka i zamrugała nieco onieśmielona. Wyglądało na to, że było jej trochę głupio z tego powodu. Na zewnątrz wciąż szalała śnieżyca, więc byli na siebie skazani. Speszona uśmiechnęła się pod nosem, spuściwszy wzrok na białe łapki. Zastrzygła lewym uchem, gdy czarno-biały się jej przedstawił. Była nieco skonfundowana mnogością imion, bo ona przecież miała jedno, ale zmarszczyła jedynie różowy nosek na krótką chwilę i odezwała się ponownie:
- Skowronek! Bardzo ładnie! - powiedziała energicznie, choć zaraz po chwili znowu spuściła wzrok. Wyglądało na to, że kocur ją trochę zawstydzał. Byli w bardzo podobnym wieku, a przynajmniej na to wyglądało. Westchnęła przejęta na jego pytanie.
- Och, tak. Słyszałam o nich. Nawet wiem którędy się do nich dostać, ale teraz to na pewno nie dasz rady - odpowiedziała mu pośpiesznie. W gruncie rzeczy pogoda Skowronkowi nie sprzyjała, ale może za jej słowami kryło się coś jeszcze?
i'mbusy,busy,B U S Ydoingnothing doingnothing,that'sthe lifef o rm e forwheni'mdoingnothing,i'mbusydoingsomething s o m e t h i n gthatsuitsmetoa tee
Zdecydowanie urósł należy do jednych z najwyższych kotów. Kołtuny i brud już nie pasują do opisu kocurka. Długie czarno białe łaciate futro zawsze dokładnie umyte. Bo z czasem kocurek nie mógł już patrzeć na ten brud.Co do futra to ma ono barwę czarną niczym smoła, ale ma białe znaczenia na łapach sięgające do połowy łap, na pysku z wyjątkiem nosa i brody, szyi oraz na brzuchu. Stał się średnio barczysty, ale przez swój wzrost może budzić strach. Kroki stały się niezwykle pewne, ale zarazem delikatne. Momentami przy napięciu mięśni widać je poprzez sierść, ale nie są jakieś niezwykle duże. Zielone oczęta patrzą na świat bardzo uważnie zawsze starając się zauważyć najmniejszy ruch.
Czas życia w samotności zdecydowanie go zmienił. Stał się zdecydowanie pewniejszy i agresywniejszy, co wcześniej nie było do niego podobne. Radość z niego uszła tak samo jak uczuciowość. Chociaż zapewne przy bliższym poznaniu byłby bardziej podobny do Obłoczka za czasów klanowicza. Co do jego wady wymowy jest nadal ale nie taka sama jak wcześniej. Jąka się sporadycznie, a to przez samotne mówienie do siebie, aby pozbyć się owej wady. Łaciaty potrafi kłamać ale nadal nie popiera kłamania. Nadal jest sprytnym i mądrym czworonogiem
Zamglona Łapa (S)
- Nic s-się nie stało, każdemu mogłoby się przysnąć przy tak nudnym zajęciu- powiedziałem szczerze uśmiechnięty. A gdy kotka spuściła wzrok sam poczułem się trochę głupio, bo nie lubiłem gdy ktoś czuł się w moim towarzystwie nieswojo, ale zignorowałem to i nadal miłym wzrokiem patrzyłem na kotkę. - Bardzo mi miło, że t-tak sądzisz. - znów postarałem się aby mój ton był miły i w miarę przyjemny, ale nadal nie byłem w stanie uniknąć delikatnej chrypki, po drzemce w śniegu. Bez problemu stwierdziłem, że kotka jest trochę zawstydzona. Powoli, nie wykonując gwałtownych ruchów podszedłem do niej po czym delikatnie łapą podniosłem jej głowę tak aby musiała na mnie spojrzeć, po czym mrużąc delikatnie oczy uśmiechnąłem się szczerze. - Och czyli z-znasz do nich nawet drogę? Mogę wiedzieć ile musiałbym iść, aby do nich dojść? W którą stronę t-trzeba iść? I czy mogłabyś mnie do nich zaprowadzić? Postarałbym się j-jakoś ci to wynagrodzić oczywiście! - od razu się pobudziłem i zasypałem kotkę lawiną pytań, ale nie zwróciłem na to uwagi. Najważniejsze dla mnie było aby jak najszybciej dostać się do swojego domu.
♛ Here we goagain ♛ I willnotg.i.v.e in I've got a reason to fight . . Everydaywe choose . . Wemightwinorlose This is the dangerous life
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
- Och, ale to wcale nie było nudne! Było... przyjemne - bąknęła cicho, pesząc się po raz kolejny i spuszczając spojrzenie między białe łapki. Przynajmniej miała przy sobie jakieś obce ciepło, którego jej od dawna brakowało... Ale nie była w stanie mu tego powiedzieć. Na razie nie miała odwagi. Pozwoliła mu do siebie podejść, a potem podnieść łapą jej głowę, i gdy to się stało, spojrzała mu prosto w oczy, trzepocząc parokrotnie długimi rzęsami.
- T-tak - zająknęła się. Wyglądało na to, że wiedziała gdzie żyły klany i że zaraz wszystko Skowronkowi powie. Na dodatek była całkiem urodziwa i uratowała mu życie! Że też mu się poszczęściło! Czy aby na pewno?
- Och, mogłabym cię zaprowadzić, ale... to nie jest bezpieczne. Po drodze do klanów panoszy się stado złych kotów, które na pewno będą chciały cię zabić. Dlaczego chcesz tam iść? - oznajmiła smutnym głosem, odwracając wzrok na bok i kładąc uszy po sobie.
i'mbusy,busy,B U S Ydoingnothing doingnothing,that'sthe lifef o rm e forwheni'mdoingnothing,i'mbusydoingsomething s o m e t h i n gthatsuitsmetoa tee
Zdecydowanie urósł należy do jednych z najwyższych kotów. Kołtuny i brud już nie pasują do opisu kocurka. Długie czarno białe łaciate futro zawsze dokładnie umyte. Bo z czasem kocurek nie mógł już patrzeć na ten brud.Co do futra to ma ono barwę czarną niczym smoła, ale ma białe znaczenia na łapach sięgające do połowy łap, na pysku z wyjątkiem nosa i brody, szyi oraz na brzuchu. Stał się średnio barczysty, ale przez swój wzrost może budzić strach. Kroki stały się niezwykle pewne, ale zarazem delikatne. Momentami przy napięciu mięśni widać je poprzez sierść, ale nie są jakieś niezwykle duże. Zielone oczęta patrzą na świat bardzo uważnie zawsze starając się zauważyć najmniejszy ruch.
Czas życia w samotności zdecydowanie go zmienił. Stał się zdecydowanie pewniejszy i agresywniejszy, co wcześniej nie było do niego podobne. Radość z niego uszła tak samo jak uczuciowość. Chociaż zapewne przy bliższym poznaniu byłby bardziej podobny do Obłoczka za czasów klanowicza. Co do jego wady wymowy jest nadal ale nie taka sama jak wcześniej. Jąka się sporadycznie, a to przez samotne mówienie do siebie, aby pozbyć się owej wady. Łaciaty potrafi kłamać ale nadal nie popiera kłamania. Nadal jest sprytnym i mądrym czworonogiem
Zamglona Łapa (S)
-Chociaż tyle dobrego - uśmiech nie schodził mi z pyszczka. Śmieszyło mnie delikatnie zachowanie kotki, cały czas była speszona. Nigdy jeszcze nie spotkałem się z takim kotem. Na całe szczęście białowłosa nie opierała się i bez problemu mogłem spojrzeć w pomarańczowe oczy, automatycznie mój uśmiech poszerzył się. Pomarańczowe ślepia kontrastowały z białym futerkiem co było w pewien sposób urokliwe, a uroku dodawały jeszcze dodawały jej długie rzęsy. A na dodatek wiedziała gdzie są klany, nie wspominając, że to właśnie ona była moją bohaterką. Mam nadzieję, że doprowadzi mnie do terytorium klanów. Słysząc odpowiedź kotki zamyśliłem się na chwilę. Nie będzie łatwo skoro po drodze będzie grasowała grupa kotów wrogo nastawionych. Nie minęła chwila a miałem przed oczami obrazy z życia w mieście, gdzie nie raz jako młodziutki kociak byłem zmuszony uciekać przed takimi kotami. - Hm w-w takim razie nie będzie łatwo. Kiedyś, gdy byłem o wiele m-młodszy miałem z takimi nie raz do czynienia. Chcę tam iść, p-ponieważ zostałem zaadoptowany przez jeden z klanów, uratowali mnie przed złymi kotami, jestem teraz winien klanowi w-wierność, poza tym lepiej się czuję w grupie.- po moim głosie można było wywnioskować, że jestem zamyślony i delikatnie zasmucony. Smutek, to samo towarzyszyło tonowi kotki siedzącej obok mnie, zrobiło mi się miło gdy tylko pomyślałem, że ta smuci się z czegoś z czego i ja mogę być smutny. - Spokojnie, na p-pewno da się pójść inną drogą. Znasz może okrężna t-trasę?- pytając o to miałem nadzieję że kotka zaraz pokiwa głową i powie, że owe koty da się ominąć.
♛ Here we goagain ♛ I willnotg.i.v.e in I've got a reason to fight . . Everydaywe choose . . Wemightwinorlose This is the dangerous life
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
Psianka z pewnością wolałaby, aby jej zachowanie go nie śmieszyło, ale skoro tego nie okazywał, a jedynie uśmiechał się szeroko i sympatycznie, to w gruncie rzeczy wszystko było w porządku. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Przez dłuższą chwilę nie wracała spojrzeniem do czarno-białego przystojnego kocura, wbijac swój wzrok w ziemistą ścianę nory. Skowronek mógł dostrzec, że śnieg całkowicie zasypal wejście do nory, a złogi białego puchu leżały jeszcze w tunelu prowadzącym do głównej komory. Nie było ich wiele, ale jednak. Nie mogli też przez to stwierdzić, czy śnieżyca już ustala, czy jeszcze nie. Całe szczęście Skowronek nie czuł się przeziębiony i wyglądało na to, że, pomimo kąpieli w rzece, mu się upiekło. Los mu sprzyjał?
- Ojej, czyli to w sumie... Taka twoja rodzina. Ja nie mam rodziny - westchnęła cicho na samym końcu, ponownie spuszczając głowę na tyle, na ile Skowronek jej pozwolił, podnosząc jej biały, drobny pyszczek.
- Nie znam żadnej innej drogi. Kiedyś trasa była bezpieczna, ale od niedawna żyją tu oni- miauknela ponownie uciekając wzrokiem na bok. W chwili gdy zapadła cisza z jej brzucha wydobył się cichy bulgot. Najwyraźniej była głodna, ale wcale nie spojrzała w kierunku niewielu zdobyczy w spiżarce.
i'mbusy,busy,B U S Ydoingnothing doingnothing,that'sthe lifef o rm e forwheni'mdoingnothing,i'mbusydoingsomething s o m e t h i n gthatsuitsmetoa tee
Zdecydowanie urósł należy do jednych z najwyższych kotów. Kołtuny i brud już nie pasują do opisu kocurka. Długie czarno białe łaciate futro zawsze dokładnie umyte. Bo z czasem kocurek nie mógł już patrzeć na ten brud.Co do futra to ma ono barwę czarną niczym smoła, ale ma białe znaczenia na łapach sięgające do połowy łap, na pysku z wyjątkiem nosa i brody, szyi oraz na brzuchu. Stał się średnio barczysty, ale przez swój wzrost może budzić strach. Kroki stały się niezwykle pewne, ale zarazem delikatne. Momentami przy napięciu mięśni widać je poprzez sierść, ale nie są jakieś niezwykle duże. Zielone oczęta patrzą na świat bardzo uważnie zawsze starając się zauważyć najmniejszy ruch.
Czas życia w samotności zdecydowanie go zmienił. Stał się zdecydowanie pewniejszy i agresywniejszy, co wcześniej nie było do niego podobne. Radość z niego uszła tak samo jak uczuciowość. Chociaż zapewne przy bliższym poznaniu byłby bardziej podobny do Obłoczka za czasów klanowicza. Co do jego wady wymowy jest nadal ale nie taka sama jak wcześniej. Jąka się sporadycznie, a to przez samotne mówienie do siebie, aby pozbyć się owej wady. Łaciaty potrafi kłamać ale nadal nie popiera kłamania. Nadal jest sprytnym i mądrym czworonogiem
Zamglona Łapa (S)
Kątem oka zauważyłem, że wyjście zostało kompletnie zasypane przez biały puch. Nie było przez niego widać czy wichura jeszcze szaleje na zewnątrz, ale teraz zwróciłem większą uwagę na kotkę stojącą obok mnie. Słysząc pierwsze zdanie uśmiechnąłem się delikatnie, bo kotka zinterpretowała życie w klanie tak samo jak ja o tym myślałem. Była to moja rodzina, która jest tam daleko. Pomimo tego, że nie byłem tam z nikim spokrewniony to nikt mnie stamtąd nie wygonił, a przyjęli i dali mi schronienie. Mimo to bardziej skupiłem się na drugim zdaniu. Nie miała rodziny. Szkoda mi się jej zrobiło, była sama tak jak ja za młodu, chociaż nie wiem w jaki sposób została osierocona. Ale nie to było najważniejsze. Podszedłem do niej aby pocieszająco i delikatnie wtulić swoją głowę w biały bark. - Wiem jak to jest nie mieć rodziny - powiedziałem cicho w futro kotki. Po chwili jednak odsunąłem się delikatnie tak, aby móc spojrzeć kotce w oczy. Nie znała innej drogi, a samotnicy znajdują się tam od niedawna, ale na pewno znajdzie się jakiś sposób aby dotrzeć do klanów. - Nic nie szkodzi, na pewno da się to jakoś obejść bez walki- kończąc to mówić usłyszałem bulgot z brzucha kotki. - Jesteś głodna, prawda? Co zrobimy?- zapytałem, ponieważ kotka nie spojrzała w kierunku dwóch mysz, które wcześniej widziałem, mogło to oznaczać, że ma inne plany. Szczerze mówiąc, głód powoli i mi zaczynał dokazywać.
♛ Here we goagain ♛ I willnotg.i.v.e in I've got a reason to fight . . Everydaywe choose . . Wemightwinorlose This is the dangerous life
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
Spojrzała na niego spod długich rzęs, gdy padły jego kolejne słowa. Naprawdę wiedział jak to jest być samotnym? Wzrok miała może trochę pewniejszy w tym momencie i nie wyglądała już na taką zawstydzoną całą sytuacją.
- Wybacz, że mówię ci o takich rzeczach. Przecież w ogóle się nie znamy - miauknęła do niego w końcu, odwracając głowę na bok i wzdychając cichutko pod nosem. Zdawało się, że od dawna brakowało jej towarzystwa oraz... bliskości. Kiedy Skowronek wtulił się w jej białe futro, przywarła do niego i otarła się głową o pierś czarno-białego. Dopiero się poznali, a już wtulali się w swoje ciała, czując ciepłotę od nich bijącą. Później się odsunął, ale Psianka od tej chwili nie odrywała od niego spojrzenia i próbowała się cieszyć z każdego słowa, które padało w ich w gruncie rzeczy smutnej rozmowie.
- Wydaje mi się, że to bardzo, huh, słaby pomysł. Zbliżanie się tam jest już niebezpieczne, a co dopiero próba ominięcia ich... Nie-nie chciałabym, żebyś zginął, Skowroneczku - odezwała się. W jej ostatnich słowach słychać było wyraźne przejęcie. Brzmiało to tak, jakby naprawę jej na nim zależało. Może miała po prostu dobre serce i nie chciała by niepotrzebnie ginął? Po raz kolejny w ich rozmowę wciął się bulgot kiszek Psianki.
- Trrrochę. Mam tylko dwie myszy w tamtej jamce, ale nie wystarczą nam na długo. Miałam dzięki nim przetrwać śnieżycę, ale nie mogłabym się z tobą nie podzielić. Tylko... czy gdy śnieg przestanie padać pomógłbyś mi ze zrobieniem zapasów? - odparła wstając i kierując łapy w stronę jamy, w której ukryte były dwa truchła. Wzięła je w zęby i przyniosła do głównej komory, jedną kładąc przy łapach wędrowca, a drugą biorąc dla siebie. Szybko oderwała z niej mały kęs i nieco nerwowo zaczęła przeżuwać.
i'mbusy,busy,B U S Ydoingnothing doingnothing,that'sthe lifef o rm e forwheni'mdoingnothing,i'mbusydoingsomething s o m e t h i n gthatsuitsmetoa tee
Zdecydowanie urósł należy do jednych z najwyższych kotów. Kołtuny i brud już nie pasują do opisu kocurka. Długie czarno białe łaciate futro zawsze dokładnie umyte. Bo z czasem kocurek nie mógł już patrzeć na ten brud.Co do futra to ma ono barwę czarną niczym smoła, ale ma białe znaczenia na łapach sięgające do połowy łap, na pysku z wyjątkiem nosa i brody, szyi oraz na brzuchu. Stał się średnio barczysty, ale przez swój wzrost może budzić strach. Kroki stały się niezwykle pewne, ale zarazem delikatne. Momentami przy napięciu mięśni widać je poprzez sierść, ale nie są jakieś niezwykle duże. Zielone oczęta patrzą na świat bardzo uważnie zawsze starając się zauważyć najmniejszy ruch.
Czas życia w samotności zdecydowanie go zmienił. Stał się zdecydowanie pewniejszy i agresywniejszy, co wcześniej nie było do niego podobne. Radość z niego uszła tak samo jak uczuciowość. Chociaż zapewne przy bliższym poznaniu byłby bardziej podobny do Obłoczka za czasów klanowicza. Co do jego wady wymowy jest nadal ale nie taka sama jak wcześniej. Jąka się sporadycznie, a to przez samotne mówienie do siebie, aby pozbyć się owej wady. Łaciaty potrafi kłamać ale nadal nie popiera kłamania. Nadal jest sprytnym i mądrym czworonogiem
Zamglona Łapa (S)
Bez problemu zauważyłem, że kotka po moich słowach stała się trochę pewniejsza i nie była już taka zakłopotana. Skłamałbym gdybym powiedział, że mnie to nie cieszy. - Nic nie szkodzi, poza tym zawsze możemy się poznać - gdy to mówiłem na moim pysku widniał przyjemny dla oczu uśmiech. Kiedy kotka się we mnie wtuliła zrobiło mi się ciepło na serduszku. Po tym jak się odsunąłem od mojej rozmówczyni, ona już nie unikała patrzenia na mnie, to również mnie ucieszyło. - Zdaję sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Również nie chcę umrzeć, lecz to jest moja rodzina, rodzina która mnie uratowała jako kocię, gdyby nie oni nie byłoby mnie tu, jestem im winien lojalność. - po chwili postanowiłem jeszcze dodać. - Tobie też jestem winien przysługę, mam u ciebie dług. - uśmiech gościł cały czas na mym pysku. Poza tym miło mu było, że Psianka tak si o niego martwi, nawet się nie znają za dobrze. I znów usłyszałem bulgot, który dochodził z brzuch kotki, lecz tym razem nie zwróciłem na to uwagi. - Rozumiem. Oczywiście, że ci pomogę w polowaniu, ale ostrzegam nie jestem w tym mistrzem. - mówiąc to z mojego pyska wydobył się cichy śmiech. Gdy kotka zaczęła iść w kierunku nory z mini zapasem, ja zostałem w miejscu i spokojnie czekałem. Po chwili zjawiła się kotka z dwoma myszami w pysku, jedną podała mi, a drugą sama zaczęła jeść. Nie czekałem długo i zacząłem w ciszy powoli pochłaniać małego gryzonia.
♛ Here we goagain ♛ I willnotg.i.v.e in I've got a reason to fight . . Everydaywe choose . . Wemightwinorlose This is the dangerous life
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
Uśmiechnęła się do Skowroneczka, słysząc jego zapewnienia. Cieszyła się z tego, że wyraził chęć poznania jej, hm, bliżej? Wszak ledwo co się spotkali i byli dla siebie obcy, a mimo to uratowała mu życie i przyjęła do swojego domostwa na czas zawieruchy szalejącej w lesie, jednak spuściła głowę, gdy mówił o rodzinie i tak ochoczo wyrażał się o tym, żeby minąć niebezpieczeństwo, żeby wrócić do klanów.
- Oj tam, nie musisz. Przecież nawet... nie miałbyś jak go spłacić - miauknęła do niego bagatelizując swój heroiczny czyn uratowania mu życia. Gdyby nie Psianka, Skowronek najpewniej by zmarł, ale kocica nie uważała się za żadną bohaterkę.
- Heh, nie uwierzysz, ale ja też. To pewnie trochę nam to zajmie - odparła krótko, przy okazji żartując z siebie samej. Wyglądało na to, że musiało jej się tu ciężko żyć, skoro uważała, że miała problemy z polowaniem. Odgryzła kolejny kawałek mięsiwa z ciała myszy i szybko przeżuła.
- Wiesz, od tak dawna żyję tutaj sama i nie mam nikogo. Czasami jest mi bardzo ciężko... Właściwie... czemu nie skryłeś się nigdzie, jak zaczęło padać?
i'mbusy,busy,B U S Ydoingnothing doingnothing,that'sthe lifef o rm e forwheni'mdoingnothing,i'mbusydoingsomething s o m e t h i n gthatsuitsmetoa tee
Zdecydowanie urósł należy do jednych z najwyższych kotów. Kołtuny i brud już nie pasują do opisu kocurka. Długie czarno białe łaciate futro zawsze dokładnie umyte. Bo z czasem kocurek nie mógł już patrzeć na ten brud.Co do futra to ma ono barwę czarną niczym smoła, ale ma białe znaczenia na łapach sięgające do połowy łap, na pysku z wyjątkiem nosa i brody, szyi oraz na brzuchu. Stał się średnio barczysty, ale przez swój wzrost może budzić strach. Kroki stały się niezwykle pewne, ale zarazem delikatne. Momentami przy napięciu mięśni widać je poprzez sierść, ale nie są jakieś niezwykle duże. Zielone oczęta patrzą na świat bardzo uważnie zawsze starając się zauważyć najmniejszy ruch.
Czas życia w samotności zdecydowanie go zmienił. Stał się zdecydowanie pewniejszy i agresywniejszy, co wcześniej nie było do niego podobne. Radość z niego uszła tak samo jak uczuciowość. Chociaż zapewne przy bliższym poznaniu byłby bardziej podobny do Obłoczka za czasów klanowicza. Co do jego wady wymowy jest nadal ale nie taka sama jak wcześniej. Jąka się sporadycznie, a to przez samotne mówienie do siebie, aby pozbyć się owej wady. Łaciaty potrafi kłamać ale nadal nie popiera kłamania. Nadal jest sprytnym i mądrym czworonogiem
Zamglona Łapa (S)
Słysząc skromne słowa kotki trochę się oburzyłem, ale postanowiłem się nie odzywać. Zawsze w głębi ducha będę pamiętał o kotce u której mam dług i będę starał się jej pomagać jak tylko będę mógł. Taki wyznaczyłem sobie cel na najbliższy czas. W końcu gdyby nie białowłosa albo bym zmarł, albo poważnie zachorował, co i tak najpewniej doprowadziłoby mnie do śmierci. - N-na pewno polujesz o wiele lepiej niż ja. Poza tym im dłużej nam to za-zajmie tym więcej będziemy mieli cz-czasu by się poznać .- na moim pysku wciąż gościł uśmiech, który nie miał zamiaru zniknąć z mojego czarno białego pyska. To co powiedziałem było jednym, ale to co myślałem drugim. Myśląc chwilę nad słowami kotki doszedłem do wniosku, że jeśli naprawdę tak oceniała swój poziom polowania to musiało być jej ciężko przetrwać. Myśląc tak cały czas przeżuwałem spokojnie gryzonia. Na chwilę uśmiech znikł z mojego pyska, gdy usłyszałem następną wypowiedź kotki. Dobrze myślałem, było jej ciężko, sama mi to przyznała. - Och było to tak, że wy-wyruszyłem nad rankiem, biegnąc wzdłuż rzeki, m-musiałem przez nią przeskoczyć, w tedy zamoczyłem sobie łapy. Następnie wylądowałem na pustkowi w tedy zaczęło p-padać w tedy zobaczyłem las i ruszyłem w jego kierunku i nie mogłem z-znaleźć chronienia, a resztę już możesz się d-domyślić . - wypowiedź zakończyłem delikatnym uśmiechem.
♛ Here we goagain ♛ I willnotg.i.v.e in I've got a reason to fight . . Everydaywe choose . . Wemightwinorlose This is the dangerous life
Trzmiel to w głównej mierze biały z pręgowaniem na niebieskich łatach na głowie oraz grzbiecie, jaki ogonie z niemalże czarną końcówką, oraz ciemnopomarańczowych ślepiach. Jego sylwetkę można raczej zamknąć w kształcie zbliżonym do kwadratu. Wyrósł nieco powyżej średniej wzrostu kocurów w Klanie Gromu, ale pod względem tuszy zajmuje w klanie czołowe miejsce. Pod znacznym tłuszczykiem rozbudowały się porządne mięśnie. Kocur-czołg.
Blizny: przedłużony uśmiech od lewego kącika pyska aż po ucho; oderwana część małżowiny prawego ucha od boku od zewnętrznej strony po całej wysokości. Po udarze w wieku 65 księżyców jego lewe oko się nie domyka, a lewy kącik pyska jest wiecznie opuszczony.
Życie Trzmiela nie było raczej zbyt emocjonujące. Właściwie on sam nigdy nie kierował się emocjami, które starał się ukrywać bardzo głęboko w sobie. Zaczął uczyć się tego chwilę przed zostaniem wojownikiem, a obecnie wypracował swoje kamienne, obojętne i niczym niewzruszone lico do perfekcji. Rzadko kiedy się unosił, czy denerwował. Nabrał trochę więcej szacunku do nieznanych mu kotów i przestał być aż tak zarozumiały jak kiedyś (co nie zmienia faktu, że nadal trochę jest). Kocur jest oschłym, obowiązkowym i ambitnym typem, który lubi jak wszystko chodzi, jak w zegarku, a najlepiej po jego myśli. Nadal nie przepada za tym, gdy ktoś wchodzi mu w drogę, jednakże stał się na tyle obojętny (przynajmniej zewnętrznie), że przestał pokazywać jakiekolwiek oznaki irytacji. Odkąd urodziły mu się kocięta zmiękł nieco, choć nadal jest twardy i bardziej przypomina zimny kamień niż delikatny kwiat.
[color=#5a7ceb]
- Och, nie sądzę. Le-ledwo wiążę koniec z końcem. Kiedyś... kiedyś miałam brata i jakoś sobie radziliśmy, ale Chabaź już nie żyje. Tamte koty... go zabiły - miauknęła, a głos załamał jej się, kiedy mówiła o swoim zamordowanym bracie. Najwyraźniej zginął z okrutnych łap grupy kotów, o której wcześniej mówiła. Może właśnie dlatego uważała, że są niebezpieczni i bała się o Skowronka? Przełknęła głośno gulę, która stanęła jej w gardle, a z jej oczu wypłynęły pojedyncze łzy, jednak ostatecznie uśmiechnęła się smutno, mrużąc ślepia, kiedy usłyszała, że będą mieli więcej czasu, żeby się lepiej poznać, a później zawstydzona opuściła łebek i nieśmiało odgryzła kolejny kęs mięsa.
- Dlatego zna-znalazłam cię w tej zawierusze, och - miauknęła przejęta, zwracając na niego swoje pomarańczowe spojrzenie. Psianka wyglądała w tym momencie na taką, która sama potrzebowała pomocy i aż dziw, że to właśnie ona uratowała życie Skowronkowi. Ona także posłała mu uśmiech w odpowiedzi.
- Mo-może się zdrzemniemy i poczekamy do świtu, żeby wykopać wyjście w śniegu? - zaproponowała krótko, biorąc po chwili ostatni kawałek mięsa, który został z upolowanej przez nią myszy. Musiała bardzo szybko jeść. Może to z nerwów?
Zdecydowanie urósł należy do jednych z najwyższych kotów. Kołtuny i brud już nie pasują do opisu kocurka. Długie czarno białe łaciate futro zawsze dokładnie umyte. Bo z czasem kocurek nie mógł już patrzeć na ten brud.Co do futra to ma ono barwę czarną niczym smoła, ale ma białe znaczenia na łapach sięgające do połowy łap, na pysku z wyjątkiem nosa i brody, szyi oraz na brzuchu. Stał się średnio barczysty, ale przez swój wzrost może budzić strach. Kroki stały się niezwykle pewne, ale zarazem delikatne. Momentami przy napięciu mięśni widać je poprzez sierść, ale nie są jakieś niezwykle duże. Zielone oczęta patrzą na świat bardzo uważnie zawsze starając się zauważyć najmniejszy ruch.
Czas życia w samotności zdecydowanie go zmienił. Stał się zdecydowanie pewniejszy i agresywniejszy, co wcześniej nie było do niego podobne. Radość z niego uszła tak samo jak uczuciowość. Chociaż zapewne przy bliższym poznaniu byłby bardziej podobny do Obłoczka za czasów klanowicza. Co do jego wady wymowy jest nadal ale nie taka sama jak wcześniej. Jąka się sporadycznie, a to przez samotne mówienie do siebie, aby pozbyć się owej wady. Łaciaty potrafi kłamać ale nadal nie popiera kłamania. Nadal jest sprytnym i mądrym czworonogiem
Zamglona Łapa (S)
Słuchem krótkiej opowieści kotki analizując każde jej następne słowo. Miała brata, ciekawe jaki był, był podobny do kotki, czy całkiem inny? Takie myśli krążyły w mojej głowie. Częściowo ją rozumiałem, bo być może kiedyś również miałem rodzeństwo, ale niestety go nie pamiętam. Kotka nie za dobrze zniosła śmierć brata.Postanowiłem zachować ciszę wydawała mi się najlepszym rozwiązaniem. Zginął z łap samotników, wygląda na to,że nie będzie raczej sposobu przejść obok nich bez zmęczenia, lub co gorsza ran. Rozmyślając tak cały czas powoli odgryzałem kolejne kawałki gryzonia. Jednak mimo to nie spuszczałem z białowłosej wzroku.
Na następne zdanie również milczał. Moim zdaniem nie było jak na razie sensu się odzywać. Milczenie często jest lepsze niż rozmowa. Wyglądała na kotkę w potrzebie ,a ją miałem zamiar pomóc jej jak tylko mogę dopóki nie wyruszę w dalszą podróż. - Dobry po-pomysł- odrzekłem po czym dwoma szybkimi kąsami zakończyłem posiłek. Nie zalewając podszedłem bliżej ściany ,gdzie zwinąłem się w kłębek po czym zamknąłem oczy zasypiają dość szybko. Do kotki należała decyzja czy położy się obok mnie czy jednak trochę dalej.
♛ Here we goagain ♛ I willnotg.i.v.e in I've got a reason to fight . . Everydaywe choose . . Wemightwinorlose This is the dangerous life
Trzmiel to w głównej mierze biały z pręgowaniem na niebieskich łatach na głowie oraz grzbiecie, jaki ogonie z niemalże czarną końcówką, oraz ciemnopomarańczowych ślepiach. Jego sylwetkę można raczej zamknąć w kształcie zbliżonym do kwadratu. Wyrósł nieco powyżej średniej wzrostu kocurów w Klanie Gromu, ale pod względem tuszy zajmuje w klanie czołowe miejsce. Pod znacznym tłuszczykiem rozbudowały się porządne mięśnie. Kocur-czołg.
Blizny: przedłużony uśmiech od lewego kącika pyska aż po ucho; oderwana część małżowiny prawego ucha od boku od zewnętrznej strony po całej wysokości. Po udarze w wieku 65 księżyców jego lewe oko się nie domyka, a lewy kącik pyska jest wiecznie opuszczony.
Życie Trzmiela nie było raczej zbyt emocjonujące. Właściwie on sam nigdy nie kierował się emocjami, które starał się ukrywać bardzo głęboko w sobie. Zaczął uczyć się tego chwilę przed zostaniem wojownikiem, a obecnie wypracował swoje kamienne, obojętne i niczym niewzruszone lico do perfekcji. Rzadko kiedy się unosił, czy denerwował. Nabrał trochę więcej szacunku do nieznanych mu kotów i przestał być aż tak zarozumiały jak kiedyś (co nie zmienia faktu, że nadal trochę jest). Kocur jest oschłym, obowiązkowym i ambitnym typem, który lubi jak wszystko chodzi, jak w zegarku, a najlepiej po jego myśli. Nadal nie przepada za tym, gdy ktoś wchodzi mu w drogę, jednakże stał się na tyle obojętny (przynajmniej zewnętrznie), że przestał pokazywać jakiekolwiek oznaki irytacji. Odkąd urodziły mu się kocięta zmiękł nieco, choć nadal jest twardy i bardziej przypomina zimny kamień niż delikatny kwiat.
Psianka siedziała pogrążona w smutku, który do niej wrócił, kiedy przypomniała o tragicznym wydarzeniu, wpatrując się we własne łapy ze zwieszoną głową. Wkrótce oboje podjęli decyzję o tym, by dać odpocząć własnym ciałom i przeczekać jakoś szalejącą na zewnątrz śnieżycę. Nie zapowiadało się zbyt dobrze ze względu na to, że przecież mogli utknąć w tej norze, gdyby śniegu spadło zbyt wiele, a zanim by się wydostali, to zabrakłoby im pożywienia. Dlatego właśnie lepiej oszczędzać siły. Kocica powiodła wzrokiem za układającym się przy ścianie kocurem i ściągnęła wargi w wąską kreskę, zastanawiając się nad tym, czy położyć się przy Skowronku. Od ziemi na pewno będzie mu zimno, więc... postanowiła ogrzać go z drugiej strony i położyła się obok kocura, dziwnie pewnie jak na siebie. Niedługo później oboje zasnęli.
***
Kiedy Skowronek się zbudził mógł poczuć czyjś wzrok na sobie. Biała kocica siedziała nad nim, wpatrując się w jego kudłate czarno-białe futro, a jej pomarańczowe ślepia błyszczały. W momencie, w którym otworzył ślepia odwróciła głowę na bok, kierując wzrok w stronę wyjścia, jakby udawała, że cały czas tam patrzyła.
Zdecydowanie urósł należy do jednych z najwyższych kotów. Kołtuny i brud już nie pasują do opisu kocurka. Długie czarno białe łaciate futro zawsze dokładnie umyte. Bo z czasem kocurek nie mógł już patrzeć na ten brud.Co do futra to ma ono barwę czarną niczym smoła, ale ma białe znaczenia na łapach sięgające do połowy łap, na pysku z wyjątkiem nosa i brody, szyi oraz na brzuchu. Stał się średnio barczysty, ale przez swój wzrost może budzić strach. Kroki stały się niezwykle pewne, ale zarazem delikatne. Momentami przy napięciu mięśni widać je poprzez sierść, ale nie są jakieś niezwykle duże. Zielone oczęta patrzą na świat bardzo uważnie zawsze starając się zauważyć najmniejszy ruch.
Czas życia w samotności zdecydowanie go zmienił. Stał się zdecydowanie pewniejszy i agresywniejszy, co wcześniej nie było do niego podobne. Radość z niego uszła tak samo jak uczuciowość. Chociaż zapewne przy bliższym poznaniu byłby bardziej podobny do Obłoczka za czasów klanowicza. Co do jego wady wymowy jest nadal ale nie taka sama jak wcześniej. Jąka się sporadycznie, a to przez samotne mówienie do siebie, aby pozbyć się owej wady. Łaciaty potrafi kłamać ale nadal nie popiera kłamania. Nadal jest sprytnym i mądrym czworonogiem
Zamglona Łapa (S)
Gdy tylko się obudziłem mogłem stwierdzić że właśnie tego mi brakowało. Porządnego odpoczynku. Przed drzemką byłem w stanie odczuć skutki mojej kąpieli w rzecze, teraz zaś nie było ich prawie w ogóle. Poza tym w trakcie odpoczynku poczułem przyjemne ciepło od mojej towarzyszki, która za pewno spała zaraz obok mnie. Gdy obudziłem się poczułem na sobie czyjś wzrok. Mogłem jedynie się domyślać,że białowłosa mnie obserwowała, bo gdy tylko ją namierzyłem spogladała w stronę wyjścia które zostało przesyłane już wcześniej śniegiem.
-Hej - przygotowałem się z kotką miło się uśmiechając. Następnie trochę się rozciągłości, ponieważ podczas snu kości mi się zastały. - Gotowa na po-polowanie dwóch wybitnych łowców?- pozwoliłem sobie żartować z naszych umiejętności łowieckich. Po czym powoli ruszyłem ku wyjściu z nory ale gdy byłem bliżej usiadłem spoglądając na kotkę.
♛ Here we goagain ♛ I willnotg.i.v.e in I've got a reason to fight . . Everydaywe choose . . Wemightwinorlose This is the dangerous life
Trzmiel to w głównej mierze biały z pręgowaniem na niebieskich łatach na głowie oraz grzbiecie, jaki ogonie z niemalże czarną końcówką, oraz ciemnopomarańczowych ślepiach. Jego sylwetkę można raczej zamknąć w kształcie zbliżonym do kwadratu. Wyrósł nieco powyżej średniej wzrostu kocurów w Klanie Gromu, ale pod względem tuszy zajmuje w klanie czołowe miejsce. Pod znacznym tłuszczykiem rozbudowały się porządne mięśnie. Kocur-czołg.
Blizny: przedłużony uśmiech od lewego kącika pyska aż po ucho; oderwana część małżowiny prawego ucha od boku od zewnętrznej strony po całej wysokości. Po udarze w wieku 65 księżyców jego lewe oko się nie domyka, a lewy kącik pyska jest wiecznie opuszczony.
Życie Trzmiela nie było raczej zbyt emocjonujące. Właściwie on sam nigdy nie kierował się emocjami, które starał się ukrywać bardzo głęboko w sobie. Zaczął uczyć się tego chwilę przed zostaniem wojownikiem, a obecnie wypracował swoje kamienne, obojętne i niczym niewzruszone lico do perfekcji. Rzadko kiedy się unosił, czy denerwował. Nabrał trochę więcej szacunku do nieznanych mu kotów i przestał być aż tak zarozumiały jak kiedyś (co nie zmienia faktu, że nadal trochę jest). Kocur jest oschłym, obowiązkowym i ambitnym typem, który lubi jak wszystko chodzi, jak w zegarku, a najlepiej po jego myśli. Nadal nie przepada za tym, gdy ktoś wchodzi mu w drogę, jednakże stał się na tyle obojętny (przynajmniej zewnętrznie), że przestał pokazywać jakiekolwiek oznaki irytacji. Odkąd urodziły mu się kocięta zmiękł nieco, choć nadal jest twardy i bardziej przypomina zimny kamień niż delikatny kwiat.
- Och, ojej... dzień dobry, cześć - miauknęła speszona, zerkając na Skowronka kątem oka. Pisanka jak zwykle była bardzo niepewna siebie, a przynajmniej takie wrażenie sprawiała, aczkolwiek po krótkiej chwili zwróciła się do kocura białym pyszczkiem i uśmiechnęła delikatnie. Z zadowoleniem przyglądała się jak wyciągał swoje puszyste łapy.
- Hah, pewnie! - zaśmiała się z jego drobnego żarciku, zwijając i prostując cienki ogon. Później cicho westchnęła pod nosem i przeniosła pomarańczowe spojrzenie na zasypane śniegiem wyjście.
- Tylko najpierw przy-przydałoby się wykopać - odparła, krzywiąc się nieco. Bądź co bądź, rycie łapami w śniegu nie należało do przyjemnych zajęć. Ledwo wstała, łapy jej się zatrzęsły i głośno przełknęła ślinę, a za moment prawie leżała na ziemi. Psianka sapnęła głośno, próbując się oprzeć o ziemistą ścianę.