po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Milczała. Nie śmiała nawet mruknąć, gdy jej uczennica - teraz już pomocnica - pytała o swoją matkę i kiedy Jasny Poranek jej gratulował. Zanim ponownie się odezwała, poczekała, aż kocica odejdzie nieco ze swoją matką, a i przez uderzenie serca po tym, jak niewielki kocur zaczął do niej mówić, wzrok dziwnookiej pozostał na dwóch szylkretkach. Nie miała pojęcia czemu, ale nie chciała jej zawieść. Być może miało to związek z tym, ile razy w życiu została już zawiedziona przez bliskie jej koty - od śmierci matki po zniknięcie większości jej rodzeństwa i kilka drobnych nieprzyjemności ze strony Olchowego Szeptu, któremu Ćma nie pasowała na to stanowisko. Na szczęście to nie on o tym decydował. Westchnęła cicho, nim zaczęła mówić. - Czy kiedykolwiek czułeś, że bycie medykiem wypala cię od środka? Że nie możesz znieść ciągłego siedzenia w obozie? - mówiła spokojnie, a w jej głos wkradło się poczucie winy. - Że gdybyś miał wybór, wolałbyś zostać wojownikiem, polować i patrolować? - dodała po uderzeniu serca, wbijając pazury w lśniącą ziemię. Nie odważyła się spojrzeć kocurowi w oczy. Nie wiedziała, czemu tak jest, ale miała wrażenie, iż to, co teraz powiedziała, było złe. Jakby łamała jakąś nieznaną jej zasadę i zawodziła jedyne koty, które były jej bliskie. Jakby jednak nie była dobrym medykiem, ponieważ ma wątpliwości, ponieważ ją to męczy. I nie potrafiła zrozumieć, skąd to wszystko się bierze. Chciała przestać się tak... czuć. Chciała wrócić do tego, jaka była, gdy zaczynała trening Ćmy i do tego spokoju, jaki panował w jej głowie, kiedy widziała Korzenną Jamę. Czy to w ogóle było możliwe? Czy mogła jeszcze wrócić do bycia medykiem, którego uważała za dobrego dla jej klanu?
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
Według Ćmy ingerencja była czasami potrzebna. Wiele kotów żyło w przekonaniu, że "jeśli jest faktycznie źle, to Gwiezdni by coś zrobili. Ale patrz, nie robią!" Martwi liczyli na żywych, zaś żywi na martwych. Błędne koło niemające początku, końca ani rozwiązania, chyba że jedna ze stron okaże się w końcu mądrzejsza.
Córka Żmijowego Ogona mrugnęła i odprowadziła mniejszego kocura spojrzeniem. Przyjęła jego obietnicę i miała nadzieję, iż Jasny Poranek faktycznie będzie w jakimś stopniu nad nią czuwał. Zrobił na Ćmie dobre wrażenie, a skoro Ciernisty Kwiat mu ufała - ona też mogła. Aż trudno uwierzyć, że był nieprzyjemny dla dzieci Węża biorąc pod uwagę jego obecną łagodność i spokój. To smutne, że bury przywódca okazał się hipokrytą i sam wyglądał na kompletnie nieprzejętego faktem, iż wszystkie jego kociaki zniknęły z klanu, ba, bez żadnego powodu dał im wilczy bilet i praktycznie zakazał powrotu, tak jak Motylowi, Chrząszczowi i paru innym. Na samą myśl o takiej głupocie czuła ukłucie obrzydzenia.
Ćmi Lot odprowadziła spojrzeniem dziwnooką oraz Jasnego, po czym westchnęła cicho i zgodnie z radą syna Popielatej Chmury rozejrzała się. Przysięgłaby na własne życie, że jeszcze przed chwilą były tu tylko paprocie i pustka, a teraz... Żmijowy Ogon. Szylkretowa zesztywniała na moment, czując napływ radości, bólu i melancholii, wszystko razem. Słowa matki - tak oficjalne, pozbawione głębszych emocji, niemalże suche - sprawiły, iż drgnęła lekko. Czyżby Żmijowy Ogon sądziła, że mianowanie i zyskanie nowej pozycji coś zmieniły w ich relacji? Niedoczekanie. Tego tylko brakowało, żeby zmarnowały ten krótki czas, który im darowano, na niepewność. Ćmi Lot spełniła życzenie matki - darowała sobie odpowiedź, zamiast tego podeszła do mniejszej kocicy i wtuliła łeb w jej krótkie futro, mrucząc głośno.
- Mamo... wszysstko w porządku? Dalej jesssteśś tu ssama? - zapytała przytłumionym głosem, gdyż nie zamierzała się pierwsza odsuwać od szylkretowej. Skoro nie mogła sobie pozwolić na czułości w życiu, to pozwoli sobie na to... we śnie? Chyba tak, bo martwa przecież nie była. Gdyby jakiś zbłąkany lis właśnie konsumował jej ciało przy Szepczącej Sadzawce poczułaby to.
Pytanie mogło się wydawać niewinne, jednakże nie dla nich. Żmijowy Ogon będzie wiedziała o co chodzi - a mianowicie o resztę rodziny. Jak dotąd nikt nie wrócił, przeciwnie, Osa zaginął. Każdego dnia Ćma bała się, że Pszczoła ruszy w jego ślady i zostanie jej już tylko Ważka oraz Modliszka. A skoro nie było ich w Cieniu to co się z nimi działo? Dalej błąkali się po świecie, czy gorzej, byli już na Srebrnej Skórce?
Kolec z pewnością część wyglądu odziedziczył po rodzicach. Skąd wzięła się reszta jego ubarwienia jest tajemnicą znaną jedynie Gwiezdnemu Klanowi. Kocurek w dużej mierze ma białe futro - na piersi, przednich i większości tylnych łap oraz niemalże na całym pyszczku. Na brodzie ma uroczą czarną plamkę. Reszta to wszelkie możliwe odciecie brązu oraz beżu przeplatane czarnymi pasmami. Dookoła oczu ma czarną obwódkę. Jego prawe ślepie pokrywa bielmo, lewe zdaje się być w lepszym stanie. Wąsy ma długie, lekko zakręcone na końcach. Jego futro nie jest z pewnością bardzo długie, nie należy jednak również do najkrótszych. Kolec nie jest zbyt wielkim kotem, może sprawiać wrażenie delikatniejszego, niż w rzeczywistości jest.
Kolec pomimo swego wrodzonego kalectwa nie jest mrukliwy. Wręcz przeciwnie. Zupełnie, jakby chciał sobie zrekompensować ten ból i niepewność, ciemność - w jakiej musi poruszać się na co dzień. Cieszy się każdym dniem życia, kocha odkrywać nowe rzeczy. Nie jest jednak bezgranicznie ufny, a kierując się tym, co podpowiada mu zapach i słuch może dostrzegać więcej, niż w pełni sprawny kot. Czerpać z życia wszystkimi czterema łapami.
Jasny Poranek nie wiedział zupełnie, z czym mogła borykać się w tej chwili Ciernisty Kwiat. Mógł mieć jedynie przypuszczenia, mógł jedynie sięgać do doświadczeń własnego, minionego już życia, które wcale nie było usłane różami. Chyba, że takimi posiadającymi całkiem spore kolce, które zdradziecko wbijały się w jego ciało w najmniej oczekiwanych momentach. To akurat byłoby bardziej prawdopodobne. Jako dawny medyk wiedział jednak, że spora część z nich potrafi z czasem zgorzknieć, zatracić się i poczuć odosobnienie, którego tak naprawdę sobie nigdy nie życzyli. Nie wszyscy to wytrzymywali, niektórzy się załamywali, stawali się opryskliwi i jeszcze bardziej niemili, część z nich po prostu odchodziła, by nigdy więcej nie powrócić. Nie był mimo wszystko ślepcem i doskonale wiedział, jak trudnym jest to zadaniem. Ciągłe życie w sposób zupełnie odmienny od kotów, które cię otaczały, obserwowanie, jak ich życie idzie na przód, a twoje zdaje się pozostawać w miejscu.
- Tak, wielokrotnie - odparł więc bez wahania, całkiem spokojnie, gdy jej słowa wybrzmiały. Domyślał się, jak trudne jest to dla niej zagadnienie, jak ciężki temat, jak bolesne pytanie i chciał rozwiać jej wątpliwości. Chciał, by wiedziała, że nie jest w tym jedyna, by się nie zadręczała. - Nie mogłem nigdy zostać wojownikiem przez swoje kalectwo, ale nie raz czułem, jak boli mnie serce, jak tęsknię do życia, jakie wiodą inni. Czułem się osamotniony i zapomniany, potrzebny jedynie wtedy, gdy ktoś zachorował albo został ranny podczas wypełniania swoich wielkich obowiązków, do których ja nie byłem dopuszczony. Czułem, że moje życie jest wiecznie takie samo, że ucieka, a ja go nie widzę, a oni wszyscy... oddychają pełną piersią - wyjaśnił jej bez większych problemów, starając się wyrazić w tej kwestii jak najjaśniej, jak najbardziej przejrzyście, by wiedziała, o co dokładnie mu chodzi. - Wielu medyków borykało się z podobnymi problemami - dodał jeszcze przekrzywiając delikatnie łeb i przyglądając się jej z uwagą, pewną dozą troski, ale i stanowczością. Wiedział bowiem, że chociaż nie jest to łatwe, to kocica ma w sobie siłę, by dalej z tym walczyć. Nie chciał jej jednak do niczego zmuszać, to byłoby bowiem najgorsze.
Niższa niż typowe koty, nie jest ani za gruba, ani za chuda. Właściwie, nic jej nie wyróżnia pośród tych wszystkich kotów, kotka jak każda inna. Szylkretka, której czarna sierść pokrywająca całe ciało, tu i ówdzie zdobiona jest rudymi plamkami. Choć nic szczególnego w jej wyglądzie nie ma co mogłoby sprawić, że rzucałaby się w oczy, jest zauważalna. Nie jest tylko tłem dla innych, jeśli ktoś potrafi patrzeć na pewno dostrzeże ją w tłumie, może to wina jej dużych, złotych oczu? Albo długiego ogona latającego na boki? Albo tego, że w tłumie się jej nie zobaczy.
Oddana swojemu klanowi, stara się wypełniać swoje obowiązki najlepiej jak potrafi. Najczęściej widzi się ją siedzącą, bądź spacerującą, gdzieś samotnie, z dala od wszystkich. Kiedy jednak nadejdzie moment kontaktu z innym kotem, nie chce być sama, chce rozmawiać, nawet o bzdetach, oby jak najdłużej być z kimś. Może stała się samotniczką tylko dlatego, że stresuje się zagadać do innych? Woli by to oni zagadywali do niej. Stara się być miła, pomocna, ale nie zawsze to wychodzi. Nie zawsze dajemy radę z czymś czego od nas wymagają, przez co cały czas się obwiniamy. A problem z okazywaniem uczuć tego nie ułatwia.
Widząc, że Ćmi Lot zdecydowała się podejść, szczęka Żmii zacisnęła, powodując, że zapulsował w niej intensywnie ból. Pomimo tego, ten spokojny, matczyny uśmiech utrzymał się na czarno-rudym pyszczku i nie miał takiego prawa by w trakcie owego spotkania zniknąć!
Sama wtuliła się w większą od siebie córkę, pomrukując przy tym. Aż głupio jej się przyznać, że targały nią jakiekolwiek wątpliwości... choć... od zawsze miała problem z pierwszym krokiem, czy to ją usprawiedliwia z tego, że posądzała córkę, iż ta pała jakąkolwiek niechęcią do zmarłej? Nie... jak widać nawet po śmierci kot się myli, a przynajmniej Żmija.
Pytanie Ćmy sprawiło, iż ciało zmarłej drgnęło gwałtownie – co bez problemu młodsza z kotek mogła odczuć. Prędko jednak znów się rozluźniła, mrużąc oczy i nie zaprzestając wtulania się w futerko córki. - Wszystko jest w jak najlepszym porządku... - jej głos brzmiał teraz całkowicie inaczej. Pozbawiony jakiegokolwiek oficjalnego tonu, a wypełniony tym typowym dla niej spokojem. Zupełnie jakby zamknąć w nim wszystkie pozytywne uczucia, choć... no właśnie. Nic nie jest tak kolorowe, także i tutaj dało się wyczuć tę nutkę bólu. Za życia tak uparcie starała się uciec od samotności... nawet ta potrzeba towarzystwa doprowadziła, że... no wróciła z brzuchem do klanu. Jak widać, nie wiadomo jak uparcie próbowała znaleźć jakiekolwiek towarzystwo, mieć jakąś bliską osobę, tak czy siak, jest...- ...wciąż sama... - dodała już o wiele ciszej.
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
Zacisnęła zęby, gdy matka szarpnęła się jak gdyby nadepnęła na ostry cierń. Przez moment naprawdę obawiała się, że usłyszy odpowiedź twierdzącą i zastanawiała się na kogo padło. Obstawiałaby Pchłę, która nie potrafiła dobrze chodzić. Ona miała najmniejsze szanse ze wszystkich zaginionych. Nie miała szans by polować, walczyć, biegać... Ćma podejrzewała, że siostra żyje w grupie kotów, które się nią opiekują lub zwyczajnie wylądowała u dwunogów bez szans na ratunek.
- To... chyba dobrze - powiedziała z lekkim wahaniem. Dobrze dla Ćmy, gdyż wciąż istniała szansa, że kiedyś spotka się z rodzeństwem, gorzej dla Żmii, gdyż była pomiędzy gwiazdeczkami praktycznie całkiem sama. Szylkretowa nie miała pojęcia czy kocica widywała się z Łabędziem, czy spędzała z nim czas. Tak naprawdę z ledwością wyobrażała sobie życie Gwiezdnych. Musieli mieć tam, na Srebrnej Skórce, niezły tłok. Chociaż wróć, Żmija miała jeszcze rodziców, babcie, dziadków. Nie miała tak źle.
- Wiesz, możżesz wciążż nazzywać mnie po prossstu Ćmą... - bąknęła niezręcznie, odsuwając się o kroczek od matki i patrząc jej w oczy. Rozumiała, że jej imię mogło sprawiać kocicy ból, która najpewniej wciąż tęskniła za żywym, włóczącym się po świecie partnerem. Za życia nie miała czasu, by naprawdę z nim być i zbudować prawdziwy związek, a teraz jej egzystencja polegała na czekaniu. Czekaniu połączonym z poczuciem winy, gdyż Żmija najpewniej nie chciała być sama, acz zmiana tego stanu rzeczy wiązała się z czymś, co dla żywych nie było przyjemne.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Nie była w tym sama i to jej na razie wystarczyło. Nie miała przed sobą rozwiązania i kto wie, ile zajmie jej znalezienie takowego. Może księżyce, może obiegi pór, może resztę życia. Jeszcze tego nie wiedziała. Może nigdy się nie dowie. Czy takie było przeznaczenie medyków? Wypalić się i stracić sens w życiu, zgorzknieć do szpiku kości? Teraz nie powinna o tym myśleć, ale pozostało to gdzieś z tyłu jej głowy. Raczej prędko jej to nie przejdzie. - Dziękuję - powiedziała, podnosząc wzrok ze swoich łap i spoglądając na kocura z nieco zmnieszanym wyrazem pyska. - Że powiedziałeś mi... Że nie jestem sama. I za to, że przyszedłeś wtedy w trakcie porodu - na wspomnienie tamtego dnia zerknęła kierunku, w którym widziała Ćmę z jej matką. Tamtego dnia chyba się... Bała. Dopiero została pełnoprawnym medykiem i nie miała kogo zapytać o radę, ponieważ takie sytuacje zdarzają się bardzo rzadko. Była w legowisku swojego brata, desperacko próbując zatamować krwawienie nieprzytomnej kocicy, a nad głową wisiała jej trójka niezbyt lubiących się kotów. Nie chciała stracić pierwszego pacjenta tak szybko i czuła na barkach presję czasu. I wtedy przyszedł Jasny Poranek, jakby przywracając jej opanowanie i spokój. Odzyskała kontrolę nad sytuacją i tylko dlatego Żmijowy Ogon mogła zobaczyć swoje dzieci przed odejściem na Srebrną Skórkę. Być może zbyt wiele przypisywała teraz swojemu poprzednikowi, ale była mu wdzięczna za tę pomoc. Miało to dla niej spore znaczenie. - Będę służyć mojemu klanowi, dopóki nie dołączę do gwiazd na Srebrnej Skórce - powiedziała, robiąc coś, czego by się po sobie nie spodziewała. Tym czymś było zwykłe oparcie głowy o buro-białego kocura. Dla innych mogło to nie być nic niezwykłego, ale u niej wychodziło poza codzienne zachowanie. Szybko jednak odsunęła głową, szybko i cicho przepraszając za swoje nieodpowiednie zachowanie.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Kolec z pewnością część wyglądu odziedziczył po rodzicach. Skąd wzięła się reszta jego ubarwienia jest tajemnicą znaną jedynie Gwiezdnemu Klanowi. Kocurek w dużej mierze ma białe futro - na piersi, przednich i większości tylnych łap oraz niemalże na całym pyszczku. Na brodzie ma uroczą czarną plamkę. Reszta to wszelkie możliwe odciecie brązu oraz beżu przeplatane czarnymi pasmami. Dookoła oczu ma czarną obwódkę. Jego prawe ślepie pokrywa bielmo, lewe zdaje się być w lepszym stanie. Wąsy ma długie, lekko zakręcone na końcach. Jego futro nie jest z pewnością bardzo długie, nie należy jednak również do najkrótszych. Kolec nie jest zbyt wielkim kotem, może sprawiać wrażenie delikatniejszego, niż w rzeczywistości jest.
Kolec pomimo swego wrodzonego kalectwa nie jest mrukliwy. Wręcz przeciwnie. Zupełnie, jakby chciał sobie zrekompensować ten ból i niepewność, ciemność - w jakiej musi poruszać się na co dzień. Cieszy się każdym dniem życia, kocha odkrywać nowe rzeczy. Nie jest jednak bezgranicznie ufny, a kierując się tym, co podpowiada mu zapach i słuch może dostrzegać więcej, niż w pełni sprawny kot. Czerpać z życia wszystkimi czterema łapami.
Życie medyka nigdy nie było proste, a przynajmniej tak uważał Jasny Poranek. Nie znał żadnego uzdrowiciela, który w pełni cieszyłby się tym, co osiągnął - męczony problemami chorych, obawiający się, czy ze wszystkim sobie poradzi, czy wystarczy mu ziół i innych medykamentów, czy na pewno nie spowoduje dodatkowego cierpienia. Oczekiwano od niego pełnej gotowości do działania w każdej możliwej chwili, ale po prawdzie żył z reguły gdzieś na boku, na marginesie Klanu, chociaż kocur właściwie nie miał pojęcia, jak to się działo. Wolał jednak, by Ciernista wiedziała o tym, by zdawała sobie sprawę, że nie ona pierwsza przeżywa podobne problemy i rozterki, uważał, że w ten sposób zamiast ją zniechęcić, może dodać jej otuchy.
- Nigdy nie jesteś sama, pamiętaj o tym. Jeśli tylko będziesz tego potrzebowała, przyjdę do ciebie. Czy powiedziałem ci, że gdy sam próbowałem ratować pierwszy raz czyjeś życie, do mnie również przyszedł dawny medyk? Myślę, że zawsze staramy się dać oparcie naszym następcą, by mieli świadomość, że wiemy, z czym się borykają i jak trudnych wyborów muszą czasem dokonywać. Zawsze będę nad tobą, wami, czuwał - powiedział łagodnie i uśmiechnął się do niej. Nie spodziewał się, że Ciernista postanowi się do niego przytulić, ale docenił to i nim kocica się od niego odsunęła, dotknął jej swym nosem, dzięki czemu medyczka mogła poczuć falę niesamowitej siły, jaka gwałtownie przebiegła przez jej ciało. Jasny Poranek chciał dodać jej otuchy, chciał, by faktycznie nie czuła się samotna, by pamiętała, że są również inni, którzy ku niej spoglądają.
- Będziemy na ciebie czekać - odpowiedział na to. - A na razie żyj i czuwaj, Gwiezdny Klan będzie oświetlał twe ścieżki - dodał jeszcze dość uroczyście, co w wykonaniu Jasnego Poranka było naprawdę podniosłe i zdawało się, że jego słowa niemalże emanują swoistą, nieopisaną siłą.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Młode koty, które pchały się na stołek medyka, bardzo często nie wiedziały, jakie potrafi być to męczące. Ciernisty Kwiat, gdy przyszła tamtego pamiętnego dnia do Wężowej Gwiazdy, aby zgłosić swoją kandydaturę, spodziewała się, że może być ciężko, ale mimo to nie spodziewała się, iż aż tak się to na niej odbije. Nie miała pojęcia, jak Ćmi Lot sobie z tym poradzi w przyszłości, ale na pewno będzie mieć coś, czego nie miała ona - wsparcie kogoś bardziej doświadczonego. - Jeszcze raz dziękuję, Jasny Poranku - powiedziała nieco ciszej, gdy już wysłuchała, co kocur miał jek do powiedzenia. Chyba właśnie czegoś takiego potrzebowała, takiego potwierdzenia, że zawsze jest ktoś, na kogo może liczyć. Gdyby nie ta świadomość, kto wie w jakim stanie by teraz była. Gwałtowność, z jaką fala siły przeszła przez jej ciało, zaskoczyła ją i sprawiła, że się wzdrygnęła. Nie przewidziała, że Jasny Poranek postanowi ją wesprzeć w tak... Dosłowny sposób, lecz była mu za to wdzięczna. - Tak też zamierzam - odpowiedziała dawnemu medykowi, a na jej pysku wykwitło coś w rodzaju niepewnego uśmiechu. Z tą nową siłą przyszedł czas, aby powrócić na ziemię, co też zrobiła.
Gdy już się obudziła, zastała dość zaskakujący widok - swoją pomocnicę gotową do drogi. Musiała skończyć rozmowę z matką wcześniej, niż dziwnooka by się tego spodziewała. Ciernisty Kwiat chciała uniknąć nocnego mrozu, więc pośpieszyła córkę Żmijowego Ogona, aby ruszyły w kierunku, z którego przyszły, co też zrobiły. Chciała wrócić już do domu, do Cienia, żeby pokazać kotom w klanie, iż wytrenowała swojego następcę.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Mistrz: Dumny Wąs || Krucze Serce
Płeć: kocur
Matka: Nie pamiętam
Ojciec: Nie pamiętam
Partner: Rosa
Srebrzysty nie jest już małym kocięciem o wielkich dwukolorowych oczach. Teraz jego ciało stało się masywne, pod gęstym długim futrem szarej barwy kryją się mięśnie. Oczy - prawe zielone i lewe błękitne - straciły już swój dziecięcy blask nabierając chłodu oraz pewnej dozy nieczułości. Białe końcówki łap oraz ogona zdają się już nie rzucać tak bardzo w oczy, tak samo jak i jasna sierść na lewym uchu. Poduszki łap przybrały bardziej liliową barwę, nos jednak pozostał niemalże czarny odznaczając się na tle całego jego ciała. Na końcach jego uszu pojawiły się niewielkie, ledwie dostrzegalne, pędzelki, a szczęka wydłużyła się nieznacznie nadając mu bardziej drapieżny wygląd. Pomimo iż nie jest już kocięciem, które wciąż jeszcze miałoby prawo, by rosnąć, jego ciało wciąż zdaje się zmieniać, jakby Gwiezdny Klan pragnął uczynić z niego największego kota we wszystkich czterech Klanach.
Srebrzysty wyrósł już ze swej zadziorności, lecz złośliwość i pewna doza sarkazmu pozostała w nim już na zawsze. Z reguły skryte są one pod maską wiecznego opanowania, które niejednego może zmęczyć i zirytować. Jemu zaś daje przewagę nad rozmówcą. Uczucia potrafi okazywać jedynie bliskim sobie kotom, które zdołały wedrzeć się do jego serca osłoniętego grubą skorupą. Pomimo oschłej powierzchowności Srebrzysty jest do głębi dobry i szlachetny, jakby niektórzy powiedzieli - rycerski. Choć jest niezwykle dumnym i pewnym siebie kocurem, który z wielkim trudem gnie kark okazując pokorę, usłyszawszy raz jakąś uwagę pod swym adresem, rozważy ją i z pewnością postara się uczynić wszystko, by stać się jeszcze lepszym kotem. Głęboko wierzy w to, iż Gwiezdny Klan przeznaczył mu jakieś nieodkryte jeszcze, lecz z pewnością wielkie, zadanie.
Racza Sadzawka (KW); Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień, Koziczy Skok i inni (GK)
Sen zaczynał się rozmywać. Kończył się, umykał, nie było już dla niego miejsca. To, co miało zostać powiedziane - wybrzmiało. Czas tylko miał pokazać, co wydarzy się dalej i czy złożone dzisiaj obietnice będą miały swe pokrycie, czy po raz kolejny Klan Cienia będzie musiał cierpieć taką czy inną biedę. Na razie jednak Ciernistej i Ćmie wypadało wracać do domu. Zbudziły się nad brzegiem sadzawki, rozgrzane i spokojne, jakby Pora Nagich Drzew nie miała do nich żadnego dostępu, a później wstały, by skierować się ponownie ku Grzmiącej Ścieżce. Również ta droga przebiegała bez problemów, aczkolwiek na długo nim dotarły na ziemie Klanu Cienia zaczęły odczuwać znużenie i potrzebę prawdziwego snu, tym razem już nie w obliczu Gwiazd. Teraz, bez wątpienia, były już bezpieczne i mogły spokojnie oczekiwać kolejnych dni, które dopiero miały nadejść.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Gdyby tylko wiedziała, mogłaby się przygotować na to, co ma nadejść, lecz nie znała przyszłości i jeśli miała być szczera - zawsze wolała jej nie znać. Wolała zostać zakończoną, niż wiedzieć z wyprzedzeniem o czymś, czego nie będzie mogła zmienić. Tamtego dnia wróciły do domu razem, a Ciernisty Kwiat mogła po raz pierwszy od dłuższego czasu odczuć ulgę. Żadnych zmartwień, wiedziała, że nie jest sama i poczucie, iż będzie mogła odpocząć, nawet jeśli tylko na chwilę. Czuła satysfakcję, wielką jak nigdy do tej pory. Wytrenowała swojego następcę. Zapewniła bezpieczeństwo kilku następnym pokoleniom, nawet po swojej śmierci, jeśli pójdzie dobrze. Klan Cienia nie zostanie na księżyce bez medyka, póki ona żyje i oby długo po tym. Tej nocy jej sen był zaskakująco spokojny. Nie spodziewała się tego, co miało nadejść.
| zt i wielkie dzięki za mistrzowanie
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?