Logo Artemidy
Gniazda pośród Turzycy
#91
Tsunami nie trzeba było poganiać. Ani uspokajać. Podążała za kotami w pochodzie żwawo, choć wyraźnie nerwowa, zdenerwowana tym, że musi iść w samym środku. Pomiędzy innymi. Pomiędzy kociętami innymi, niż Sekwoja. Kotka nie ukrywała swojego niezadowolenia, fucząc cicho na każdego, kto podszedł zbyt blisko, przyciśnięta bokiem do siostry, z ogonem i futrem na karku nastroszonym niczym gałąź iglaka. Nie chciała iść pomiędzy wszystkimi, czuła się niekomfortowo. Nie chciała iść w ogóle. Przenosili się akurat teraz, gdy zdążyła zaadaptować się z Ostoją Milczących w pełni... nagłe zmiany. Znowu. Zbyt nagłe zmiany.
Cieszyła się, gdy pochód Nowego Świtu w końcu się zatrzymał. Za nic miała sobie słowa Tundry na temat "tymczasowego schronienia dla kociąt". Nie była już małym kocięciem. Nie chciała dłużej być traktowana jak kocię i nie zamierzała też tego dłużej przed adopcyjną matką ukrywać.
Tsunami oblizała nerwowo wąsy, rozglądając się po wszystkich zebranych w Szuwarach kotach. Wyglądało to żałośnie i słabo; szylkretka sieknęła ogonem po piętach znowu, żwawym krokiem prześlizgując się pomiędzy Zroszonym Listkiem i innymi kotami wokół, zostawiając na chwilę Sekwoję.
Podeszła do Tundry, oblizując wargi parokrotnie.
- Ma- ... Tundro - zaczęła płytkim, cichym, zduszonym głosem, tak jakby mowa była dla niej ciężka. Od zniknięcia Rojsta wszystko działo się zbyt szybko, ale jeśli była jedna gwałtowna zmiana, której Tsunami teraz chciała... to było to właśnie to, co zamierzała poruszyć z matką. - Nie jestem już. Kocięciem. Chcę zostać uczniem. Zanim znajdziemy nowy... obóz.
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#92
Część kotów rozeszła się by zapolować i patrzyła jak znikają za wysoką trawą. Otrzymali rzecz jasna polecenie by nie oddalać się zbyt mocno i jeżeli to możliwe, pozostawać na odległość głosu i być w stanie zareagować w razie konieczności. Część kotów siedziała w oszołomieniu w miejscach, próbując najwyraźniej przetrawić to, co się wydarzyło w ciągu dwóch ostatnich wschodów słońca. Wydarzyło się przecież tak wiele. Rojst przyszedł ze swoich rozmów z czterema klanami, obwieścił że odchodzi, wyruszyła wyprawa zwiadowcza, która miała znaleźć dla nich nowe ziemie, następnie mimo, że wyprawa nie wróciła, wyruszyli całym Nowym Świtem by znaleźć się jak najdalej od obozu, do którego w każdym uderzeniu serca mógł wpaść klan Rzeki. Dużo było do przetrawienia. Do tego dochodził strach i niepewność co do tego, gdzie spędzą następny dzień, a co najważniejsze - następną noc.
Ona również się bała. Bała się o swoje córki, bała się o kocięta Zroszonego Listka i każdego innego członka nowego świtu, który nie był w stanie bronić się samodzielnie. Była jednocześnie świadoma, że sama zdolność samodzielnej obrony w tej sytuacji może nie wystarczyć. W końcu wróg, który zmierzał w ich stronę miał ogromną przewagę liczebną i złe zamiary. Tundra miała zamiar położyć się na chwilę. Nawet nie przespać wcześniej jakby do tego nie miałaby odwagi ale po prostu położyć się na jakiś czas i dać odpocząć nogom, czuwając jednocześnie nad porządkiem. Miała to zrobić, podjęła już nawet pewne ruchy żeby zając pozycję leżąco, kiedyś zbliżyła się do niej i mało tego odezwała bezpośrednio do niej jedna z niej córek, Tsunami. Mimo że Opoka była nieco zaskoczona, starała się nie dać tego po sobie poznać. Uniosła brwi, kiedy koteczka zaczęła mówić i kiwnęła głową, kiedy jej wypowiedź się zakończyła. Podjęła w głowie szybką kalkulację, ponownie zmarszczyła brwi i uznała, że rzeczywiście kotka ma rację. Kiedy zostały przeniesione do Nowego Świtu założyli, że mają skończone trzy księżyce, co oznaczało, że jej córki faktycznie w ciągu tej kwadry kończą sześć księżyców. Patrzyła na już nie tak małą kotkę przez kilkanaście uderzeń serca i dopiero wtedy się odezwała. Sekwoja najwyraźniej uznała że, że nie jest jeszcze gotowa na zostanie uczniem, wobec czego nie zamierzała jej jeszcze mianować. - Dobrze, Tsunami. Jestem gotowa spełnić twoje życzenie i tu i teraz ogłosić cię uczniem Nowego Świtu. Myślę że zarówno Fairy jak i Dynia zgodzą się ze mną, że nadszedł czas byś zaczęła wdrażać się w życie Nowego Świtu. - powiedziała głośno, tak żeby wszystkie koty pozostałe przy gniazdach ją słyszały. To był moment jak każdy inny, równie dobry, co każda inna chwila. A przynajmniej Tsunami będzie miała z tego całkiem ciekawe wspomnienie w postaci rozpoczęcia treningu tak wyjątkowej sytuacji. - Twoim treningiem zajmę się osobiście - obwieściła równie głośno, co poprzednie zdania. Myślała już o tym, komu będzie w stanie powierzyć coś tak niesamowicie wyróżniającego i odpowiedzialnego, jak szkolenie jej własnych córek doszła do wniosku, że mógłby to być jedynie Rojst, Dynia i Pokrzywa. Tego pierwszego rzecz jasna już nie było, ten drugi był członkiem Rady i do tego naprawdę starszym kotem, nie chciała go wobec tego obarczać wychowywaniem młodych kotów, A ta trzecia od niedawna była Zielarką i miała na głowie zupełnie inne sprawy niż trening uczniów. Skoro jednak nie uznawała nikogo innego za odpowiedniego do tego zadania, zostało jej tylko jedno. Samodzielnie wyszkolić swoje córki na wojowniczki. W tej chwili uznała, że może to i dobrze, że sekwoja nie wyraziła chęci zostania uczennicą w tym samym momencie, co tsunami. Być może z biegiem czasu w, może nawet za kilka wschodów słońca, Tundra uzna, że odnalazła w końcu kota, który będzie odpowiedni na to stanowisko. Myślała o jednej z kotek, które bardzo niedawno zakończyła nowicjat, konkretniej o kos, jednak nie było jej to w tym momencie i nie uważała za odpowiednie obarczać kogoś ciężarem prowadzenia treningu, bez możliwości wyrażenia skargi lub innej obiekcji.
LVL 5 285 / 400
MedLVL 0 94 / 100
15
Siła
S
19
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#93
Była gotowa.
Poczuła się gotowa w momencie w którym rzuciła się z pazurami na Roche. Wiedziała, czego chciała w życiu, w tej konkretnej chwili. Tsunami nie chodziło o wdrażanie się w życie Nowego Świtu, Tsunami nie chodziło nawet o przyniesienie jakiejkolwiek dumy komukolwiek w tej grupie. Chodziło o nią samą, o samodoskonalenie się. O poznanie zasad prawdziwego życia, o zdobycie doświadczenia, siły. Siły większej, niż o jakiej ten zawszony degenerat mógł kiedykolwiek marzyć. Upokorzył ją a Tsunami źle znosiła upokorzenie. Była głupim, niedojrzałym emocjonalnie dzieciakiem, nie umiejącym radzić sobie ze swoimi emocjami - i przeradzała je, nieświadomie, automatycznie, w agresję. Trudno.
Przynajmniej wiedziała, czego chce. I przynajmniej jej opiekunka również, najwyraźniej, dostrzegła w niej tą siłę i potencjał o których sama Tsunami wiedziała. Jeszcze raz oblizała pysk, stojąc przed Opoką wyprostowana; futro jej opadło, przygładziło się z powrotem do jej chudego ciałka.
Przeskoczyła z łapy na łapę, wypuszczając z drobnych płuc powietrze z czymś na rodzaj słyszalnej ulgi. Zadowolenia z samej siebie. Kotka majtnęła pstrokatym ogonem po piętach, czując, jak serce bije jej nieco mocniej, szczególnie, gdy Tundra wspomniała, że zajmie się jej treningiem osobiście.
Dobrze, dokładnie o to chodziło. Tsunami nie musiała sama jej o to prosić.
Odetchnęła, robiąc krok do przodu i siadając przed czekoladową kocicą; i oparła swoje czoło na jej barku, dziękując jej w ten sposób. Niezręcznie, cicho, ale tylko tak była w stanie w tej chwili okazać faktyczną wdzięczność i jakiekolwiek uczucie, przywiązanie wobec Tundry. Cieszyła się. Nie było tego po niej widać, ale się cieszyła.
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#94
Wszystko rozgrywało się bardzo szybko. Na bardzo krótkim zebraniu Dynia nie zabrał nawet głosu. Nie miał nawet ku temu powodu. Wszyscy wiedzieli co się dzieje. Wszystko było ustalone. Przez ostatni czas Rada wspólnie dyskutowała ich plany. Mieli kilka możliwości, ale tak naprawdę niewiele. I wszystkie nosiły ze sobą ryzyko. Mogli czekać na powrót grupy zwiadowczej, jednak wtedy mogliby w każdym momencie zostać zaskoczeni przez Klan Rzeki. Drugą opcją było opuszczenie obozu tak szybko jak to możliwe. Jednak ciężko powiedzieć co się wtedy wydarzy. Zwłaszcza gdy mieli ze sobą sporo kociąt. Wiedzieli że muszą trzymać się razem. Dynia nie był zadowolony z swojego wieku. Zwłaszcza w takiej sytuacji. Kiedyś z pewnością byłby bardzo pomocny do obrony reszty kotów. Teraz jednak...zdawał się bardziej obciążeniem, niż pomocą. Jednak jeżeli nadal mógł coś zrobić, to da z siebie wszystko co może.
Nie spał szczególnie dobrze ostatnio. Pewnie był to rezultat stresu. Bał się, jednak tak naprawdę źródłem nie było to co mogło stać się z nim. Jeżeli przyjdzie mu zginąć w obronie innych, był na to gotowy. I tak przeżył już więcej niż wiele kotów ma okazję. Obawiał się jednak co może ich wszystkich zaskoczyć w terenie. Czy będą w stanie odeprzeć atak? Czy wszystkim uda się dotrzeć do nowego domu z jednym kawałku? Cóż...niedługo się przekonają.
Nie był szczególnie przekonany jeżeli chodzi o jego pozycję w tej wyprawie. Czy naprawdę musiał być chroniony. Ale jak mógł coś zrobić, to starać się by kocięta nie zaczęły panikować. Jeżeli nie był szczególnie pomocny fizycznie, to chociaż mógł próbować podtrzymać innych na duchu. Dlatego na czas wyprawy, ukrył swoje obawy, przyjmując maskę optymizmu. Zwłaszcza dla młodszych kotów w grupie. Może starsi członkowie potrafili go przejrzeć i dostrzec cień strachu w oczach starszego. Jednak niezależnie, panika im nie pomoże w tej chwili.

Gdy dotarli do Turzycy, Dynia mógł pozwolić sobie na chwilę przerwy. Odsunął się nieco na bok, podwijając łapy pod siebie i leżąc w pozycji "bochenka". Przymknął oczy, próbując się wyciszyć. Zregenerować nieco siły. Może zaczął nawet trochę przysypiać. Do jego uszu nadal jednak dochodziły słowa Tundry. - Nie ma problemu. Ale daj mi chwilkę, dobrze? – Odpowiedział spokojnym tonem. Polowanie może byłoby dobrym pomysłem, jednak chciał pozwolić łapom odpocząć. Tylko kilkanaście minut...chyba nikt nie umrze z głodu przez taki czas, prawda?
Rozpoznał w międzyczasie głos Tsunami. Kociczka miała zdecydowanie coś do powiedzenia. Chciała w końcu rozpocząć trening. Dynia otworzył jedno oko, lustrując samiczkę spojrzeniem. Jeżeli pamięć go nie myliła, to bardzo niedługo mogłaby zostać oficjalnie terminatorem, żyjąc w klanach. Normalnie może poczekałby jeszcze trochę, jednak patrząc na ich warunki...im więcej łap do pomocy, tym lepiej. Chociaż Tsunami nadal musiałaby nauczyć się polować i jakiś podstaw walki, jeżeli miałaby pomóc. Ale...może przynajmniej da radę pozbierać nieco ziół. Dynia nie miał w sumie i tak siły się spierać. Jeżeli była uparta, to jej nie upilnują, mając tyle na głowie. Jeżeli ktoś spojrzałby w jego stronę, zobaczyłby że Dynia lekko skinął głową, potwierdzając że nie ma nic przeciwko decyzji Tundry.
[Obrazek: Dynia_na_skale.png]
LVL 4 90 / 300
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#95
Udaje mi się trochę uspokoić. Mama stara się, jak może by po drodze wyjaśnić nam, dlaczego właściwie musieliśmy odejść z domu. Okazało się, że jakieś złe koty z czegoś, co nazywa się klanem Rzeki nie chcą, żebyśmy tam mieszkali i musimy szybko uciekać, żeby nie zrobili nam krzywdy. Dlaczego właściwie mieliby nie chcieć, żeby ktoś mieszkał w naszym domu? Czy ktoś z nas zrobił coś złego temu całemu klanowi Rzeki?
Drepczę z rodzeństwem i co jakiś czas spoglądam na mamę. Boję się, ale staram się nie poddawać się strachowi. Otaczają mnie obce zapachy i zupełnie nieznane mi miejsce. Czekoladowa kotka znowu coś mówi i koty jej słuchają. Czy ona zastąpiła tego dużego, rudo białego kocura? Och tak, teraz sobie przypominam. Mama mówiła, że on odszedł. Ale odszedł, że umarł, czy odszedł, że sobie poszedł?
Siadam przy mamie ale staram się nie wyglądać na bardzo przestraszonego. W końcu miałem być dzielny.
[Obrazek: NHH4nLd.png]
LVL 3 20 / 200
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
13
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#96
Za to wiecie, kto nie był spokojny, kto nie umiał się dostosować i wyjaśnić sobie całej sytuacji? Dettlaff.
Obudził się już sam. Nie było przy nim Voodoo, został jedynie jej zapach. Wiedział, że idzie, miał świadomość że jej nie będzie, ale nie umiał się z tym pogodzić. Nie umiał pojąć, że przez parę następnych godzin będzie sam, że nie będzie przy nim najbliższego mu kota i że będzie musiał sobie radzić. Wśród obcych, normalnych kotów.
Starał się. Naprawdę się starał też wyglądać normalnie, nie iść z tyłu nigdzie, nie robić scen, nie zwracać na siebie uwagi. Jak mu szło? Nie wiedział. Nie potrafił jasno ocenić, czy faktycznie mu szło, czy wszystko co robił było zwykłe i nie przeszkadzało nikomu. Chciał być z tyłu. Chciał być sam, po prostu milczeć i nie mieć nikogo przy sobie. Tylko, że szło to... no, średnio. Nie był sam - Tundra dotrzymywała mu towarzystwa. Do tego szli przodem, więc każdy, absolutnie każdy go widział, a Dettlaff z każdym krokiem czuł jak szybko bije mu serce i jak coraz bardziej zbiera go na wymioty. Ale milczał. Stąpał cały czas ciężko, z ogonem nisko, lekko otwartą mordą łykając powietrze, jakby w każdej chwili miał się przewrócić i umrzeć.
Ale tak się nie stało! Dotarli na miejsce, można było się rozejść i niebiesko biały to zrobił. Od razu. Odszedł na bok i klapnął na zad, potem położył się cały. Oczy miał szeroko otwarte, ogon blisko siebie i po prostu leżał, licząc na to żeby czas tutaj minął szybko. Żeby Voo wróciła cała. I żeby nie było jej nic. Jeśli coś się jej stało, Dettlaff zabije jej mordercę. Choćby ceną własnego życia będzie się mścił! Ale o tym będzie myślał dopiero jak jej zbyt długo nie będzie. Póki co, nie było powodów do przesadnych zmartwień. Mogło nic jej nie być. Mogła już wracać do niego, żeby się pochwalić podróżą, żeby pokazać gdzie będą spali, będzie dobrze.
Wziął parę głębokich, przymknął lekko oczy. Nie miał zamiaru wracać do reszty, żeby faktycznie nie paść ze stresu. Nawet nie wiedział, czy był proszony w towarzystwie innych, a na siłę się cisnąć? Nie mógł. Nie miał prawa pchać się do nich. Bo jeszcze zrobi coś nie tak i będzie miał kłopoty. A z nim Voodoo, co jeszcze bardziej zniechęcało go do pchania się do innych. Szybko minie. Nawet nie zauważy, a Voodoo już będzie obok. Znowu. On po prostu musi siedzieć cicho i nic nie robić.
LVL 3 0 / 200
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#97
Obserwuję z uwagą niebiesko-białego kocura, który o dziwo wydaje mi się być o wiele bardziej przestraszony niż ja jestem. Sam zaczynam powoli przyzwyczajać się do tej sytuacji, dociera do mnie, że nic złego się tutaj nie dzieje. Koty rozmawiają cicho ze sobą, jest przy mnie moja mama i reszta rodzeństwa. Spoglądam na mojego brata, Plagę, który tylko z pozoru jest bardzo do mnie podobny. Jedna z córek Tundry, ta ciemniejsza, o prostym futrze, nie kręconym, prosi o mianowanie jej uczniem i kilka uderzeń serca później faktycznie tak się dzieje. Szukam wzrokiem drugiej z córek czekoladowej i zastanawiam się, dlaczego i ona nie została mianowana, ale zaraz nudzę się tym bardzo szybko po czym decyduję się podejść do Tsunami. Jest większa ode mnie i trochę starsza, ale nie boję się jej. Właściwie dlaczego miałbym?
- Cześć, to super że zostałaś uczniem - mówię śmiało, patrząc na nią. Marszczę brwi na chwilę, zanim odezwę się ponownie. - Gratulacje - mówię, a słowo to wymawiam powoli i ostrożnie, żeby mieć pewność, że się nie pomylę.
[Obrazek: NHH4nLd.png]
LVL 3 20 / 200
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
13
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#98
Wszystko wydawało się być takie dziwne. Najpierw to zebranie, na które został zaproszony, wraz z resztą kociąt. Następnie polecenie opuszczenia obozu, co... Wydawało mu się jeszcze bardziej dziwaczne i lekko niepokojące. Nie było czasu na zabranie swoich ulubionych zabawek, nie było czasu na pytania, ani nawet na wyjaśnienia. Kocur, tak jak zazwyczaj, milczał przez cały czas, jedynie posyłając dorosłym krótkie spojrzenia. Nie sprzeciwiał się, ani nawet nie odzywał, a po prostu szedł obok swojej matki oraz rodzeństwa. Droga była długa i męcząca, jednak młodemu minęła wyjątkowo szybko. Co chwila jego uwaga została odwracana przez ciekawe, nieznajome otoczenie. Jejku, tu, poza obozem, jest naprawdę pięknie. Wpatrywał sie krajobraz, zwracając uwagę na choćby najmniejsze kwiaty, których dotychczas nie miał okazji zobaczyć. I tak się rozglądał, tak obserwował, dopóki jego uwaga nie została rozproszona przez Tsunami. Koteczka zakomunikowała, że chce zostać uczniem, nie później, a teraz, w tej chwili. Mała, czekoladowa kocica przystała na jej... Zachciankę, co spowodowało, że na krótki moment brwi Plagi zmarszczyły się. Hej, on też chce! Lekko się oburzył, jednak doszedł do wniosku, że na ten moment zostanie uczniem nic nie zmieni. Ciągle będzie tym samym, srebrnym kocurem, który czuje się nieco... Zagubiony. Dotarli właśnie do nowego miejsca (a takie przynajmniej miał wrażenie Plaga) i... Co będzie dalej? Co teraz, czy kiedykolwiek wrócą do obozu? To tak daleko, strasznie daleko... Usiadł ciężko, chcąc nieco odpocząć. Tym razem nie rozejrzał się, nie drgnął, a jedynie wbił spojrzenie w horyzont. Nie podszedł do nikogo, nie zaczął żadnej rozmowy. Od zawsze wydawało się to być problematyczne.
LVL 1 35 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#99
Rudzik szedł obok Tundry z wysoko postawionymi uszami. Chciał być gotowy na każde niebezpieczeństwo. Chciał chronić i bronić koty ze swojej grupy. Gdy dotarli na miejsce wojownik rozejrzał się wokół. To miejsce wyglądało na naprawdę dobry tymczasowy obóz. Gdy usłyszał polecenie Tundry natychmiast skinął głową i lekko się oddalił. Przyległ do ziemi i wyczulił zmysły chcąc upolować jakąś zwierzynę.

zt//
[Obrazek: 1otsvxI.png]
LVL 2 80 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Siedzenie opartą łbem o bark Tundry bardzo Tsunami pasowało, przynajmniej przez kilka chwil. Czuła, że przynajmniej kilkoro par oczu zwróciło się ku niej i wcale nie czuła się z tym dobrze. Była dumna z siebie, ale nie szukała uwagi innych kotów. Drgnęła niespokojnie, w końcu odsuwając się od Opoki, na pożegnanie skubiąc lekko jej ucho. Wycofała się, z planem odnalezienia z powrotem Sekwoi i spędzenia reszty pobytu w Gniazdach właśnie z nią... dopóki nie postanowił jej zaczepić jeden z gnojków tej starej kocicy.
Tsunami stanęła jak wryta, wpatrzona w mniejsze kocię, marszcząc lekko brwi i niespokojnie uderzając ogonem po piętach. Rozejrzała się. Widziała Zroszony Listek, widziała drugie z jej dzieci. Czemu... ten dzieciak nie był z nimi, tylko podszedł do niej?
- ... dzięki - wymruczała szylkretka, cicho, płasko, równie zduszonym i lekko zachrypniętym głosem co poprzednio, w rozmowie z Tundrą, zielonkawymi ślepiami wpatrzona w Gronostaja. Pytająco. Chciał czegoś?
Spróbowała go wyminąć, jednak trochę niepewnie, powoli, zerkając w jego mętnozielone ślepia.
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Dynia biernie słuchał co się działo dookoła, ale większość kotów jednak zamilkła. W powietrzu było czuć napięcie, jakby każdy się spodziewał że zostaną napadnięci w ciągu kilku minut. W sumie było to możliwe, ale na razie musieli liczyć że tak nie będzie. Że uda im się stąd uciec, nim Klan Rzeki i Klan Cienia dotrą w te okolice. Była możliwość także że się miną, niezauważeni. Ale była też możliwość że dojdzie do konfliktu.
Czekał chwilę, z zamkniętymi oczami i łbem opartym na własnej klatce piersiowej. Minuty mijały i wydawało się że jego ciało odrobinę się odprężyło. Miał trochę więcej sił. Zaczął obserwować otoczenie, próbując wywnioskować czy jest akurat potrzebny do czegoś innego. Jednak gdy obserwował, każdy zdawał się raczej zajmować własnym interesem. Dynia wstał na łapy, otrzepując się. Jego łapy szybko drętwiały w tej pozycji. - Dobrze, pójdę zapolować. Trzymajcie się jakoś, wszyscy. Jakoś to będzie... – Odezwał się głośniej, chociaż jego głos wyrażał zmęczenie, pod cienką maską optymizmu. Rzucił znaczące spojrzenie Tundrze i Fairy'iemu. - Postaram się wrócić jak tylko coś złapię. Ale...jeżeli będziecie musieli z jakiegoś powodu opuścić to miejsce...nie czekajcie na mnie. – Dodał ciszej. Pośród nich były koty o wiele więcej warte dla ich przyszłości niż on.
Po krótkiej chwili Dynia oddalił się od reszty grupy, by znaleźć nieco pożywienia. Może uda mu się rozładować trochę stres jaki czuł, jeżeli zajmie umysł jakąś konkretną czynnością?

/Zt/
[Obrazek: Dynia_na_skale.png]
LVL 4 90 / 300
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wymęczony był tą podróżą, podczas której zdążył już zlecieć ranek i solidna część popołudnia. Powinien był się tego spodziewać, ale zaskoczyło go to, jak ciężko maszerowało się z ledwo wyrośniętymi kociętami przy boku; o ile Tsunami potrafiła utrzymać tempo i skupić się na drodze, o tyle jej siostra, Sekwoja, zdawała się być nieobecna duszą i wymagała ciągłej uwagi ze strony idących wokół niej. Jeśli zaś chodzi o Dynię - gdy docierali do Gładkich Kamieni, Fairy zaczął słyszeć narastające, monotonne chrzęszczenie i był niemal pewien, że za ten dźwięk odpowiadają przeciążone stawy rudego staruszka. Przy założeniu bardzo optymistycznego wyniku wyprawy zwiadowczej, przebyli właśnie jedną trzecią dystansu dzielącego ich od pierwszej okazji do spokojnego snu. Ponadto czekała ich jeszcze przeprawa przez szosę.

Z każdym upływającym dniem to wszystko coraz bardziej przypominało niekończący się deliryczny koszmar, gdzie każde kiwnięcie ogonem mogło zostać uznane przez nieznane, niezrozumiałe, nieograniczone siły za zbrodnię wymagającą śmiertelnej kary. Nie mógł nie być wściekły, kiedy pokutował właśnie za czyjeś grzechy... za grzechy, których nawet nie znał. Osiedlili się na terenach niczyich, dobre kilka godzin marszu od najbliżej granicy starego klanu. Ledwo opuszczali obóz, polując jedynie w okolicznych lasach i nawet nie spotkali żadnego członka Cienia lub Rzeki na swojej drodze. Oto co zrobili. Oni wszyscy, nie Rojst sam.
Gdyby Rojst jeszcze z nimi był, to Fairy zapewne stwierdziłby, że wszystko to wydarzyło się ze względu na egoistyczny, okrutny charakter starych klanów, które, tak jak Rojst mówił, gotowe były mordować koty dziesiątkami, byle zachować dobrobyt i przywilej spokojnego życia tylko dla siebie. Byle tylko wszystkie cywilizowane koty czciły ich bożków, ich świętych, którzy obcy byli tak samo i Pożodze, i Nowemu Świtowi, i wszystkim tym samotnikom, napotkanych przez niego i Ważkę podczas wędrówek. Ale czy naprawdę tak było? Czy powinien ufać słowom zwodziciela i zdrajcy? Co on zrobił na tej wyprawie dyplomatycznej, żeby tak rozwścieczyć ich wszystkich? Dlaczego tak mocno chciał to ukryć nawet przed swoimi zaufanymi strażnikami?

- Ja również pójdę zapolować. Być może uda mi się wypatrzyć zioła, których nam brakuje - wyjaśnił Tundrze, wyrwany z zamyślenia przez deklarację Dyni. - Wrócę nim zapadnie zmrok.
"Jeśli przeżyję" dodał w myślach, uśmiechając się blado. Od insomnii szumiało mu w głowie, ale czuł też błogie ciepło we wszystkich członkach. Najgorsze, co mogło się stać, to zamknięcie ślepiów. Wieczne zamknięcie ślepiów.
[z/t]
[Obrazek: ECvOgTJ.png]
LVL 3 155 / 200
MedLVL 5 171 / 700
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie da się ukryć, że zbliżenie się i zagadnięcie do Tsunami wymagało ode mnie wiele odwagi. Tak bardzo skupiłem się na samym podejściu i odezwaniu się, że zupełnie nie przemyślałem, co będzie dalej. Marszczę brwi, wpatrując się w nią. Jedno krótkie słowo, które wypowiada Tsunami zawisa między nami w powietrzu, a ja nie wiem co w tej chwili zrobić. Rzucam przez ramię spojrzenie na brata, Plagę, który został przy mamie. Hej, co mam teraz zrobić? pytają moje oczy, które odpowiedzi rzecz jasna nie otrzymają. Wracam wzrokiem do szylkretki. Córki przywódczyni.
Tego się nie spodziewałem, otwieram więc lekko pysk i wpatruję się w szylkretkę. Ostatecznie uśmiecham się w sposób, wyrażający najmniej strachu, jak się da i… robię krok w tył. Po chwili odwracam się do niej plecami, zamierzając odejść. Zamierzam wrócić do mamy, ale jeszcze tego nie robię, mając nadzieję, że kotka jeszcze coś powie. Właściwie to nie mam pewności, czy tego chcę, po prostu nie wiem, czy już skończyliśmy rozmawiać. Mogę sobie iść? Nie będzie to nieuprzejme? Ostatecznie jednak udaje mi się wymyślić coś, o co mogę ją zapytać, żeby podtrzymać rozmowę. Odwracam się do niej z powrotem z pełnym zażenowania uśmiechem, którym próbuję ukryć ogromne zagubienie, które w tej chwili odczuwam.
Chcę się do niej odezwać, jeszcze jakoś zagadnąć ale wyraz jej pyska i brzmienie głosu zupełnie mnie zniechęcają. Mam wrażenie, że szylkretka wcale nie chce ze mną rozmawiać, nie chcę więc być natrętny, więc odchodzę. Na odchodne uśmiecham się jeszcze, skrępowany.
Idę w stronę kogoś, kogo zupełnie nie znam a jedynie kojarzę. To ten kocur, na którego spojrzałem zaraz po przyjściu do gniazd. Dużo starszy, wyglądający na dużo starszego ode mnie. Biało-niebieski. Podchodzę do Dettlaffa mimo, że nie wiem, że tak właśnie ma na imię i unoszę głowę, by spojrzeć na jego pysk.
- Cześć - zagaduję wesoło, zmusząjąc się do lekkiego uśmiechu, chociaż wciąż czuję lekkie mrowienie pod skórą po dziwacznej rozmowie z Tsunami. - Jestem Gronostaj, jak się nazywasz? - pytam po uderzeniu serca od powitania.
[Obrazek: NHH4nLd.png]
LVL 3 20 / 200
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
13
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nawet nie zauważy, a Voodoo już będzie obok. Znowu. On po prostu musi siedzieć cicho i nic nie robić...
Ktoś go zaczepił. Młody, zdecydowanie młody, bo słyszał że nadchodzące kroki nie są mocne i silne jak od kota starszego, a wciąż lekkie i dość koślawe, jakie to stawiają małe kociaki. Głos, który dotarł do jego uszu, utwierdził go w fakcie, że ma kontakt z maleństwem, tyciusim, malusim kiciusiem. Uniósł łeb do góry, wzrok wbijając w postać przed sobą. Nie wiedział czyj jest. Nie znał nikogo, poza Dynią i Tundrą, choć... ich też nie znał. Po prostu z nimi rozmawiał. Nie wiedział kim są, jacy są. Kojarzył ich. I tylko ich. Rozejrzał się na boki, by się upewnić że matka kociaka jest gdzieś w pobliżu i... i mogła być, jak najbardziej. Ale nie wiedział kto nią jest. Niesamowitym jest to, że jemu przyszło opiekować się maluchem. Jemu, przerażonemu chyba bardziej niż ten malutki kociak.
- Cześć - odpowiedział w końcu, zdobywając się na istnie nieśmiały uśmiech. To tylko kocię. Głupie, niegroźne kocię. Kocur, rzecz jasna, ale mały. I wcale nie groźny. Nie byłby w stanie zabić Dettlaffa, nie byłby w stanie odbić od niego Voodoo. Nie musiał się go bać. Jeszcze. A co wyjdzie za parę miesięcy... to się zobaczy. Może nie będzie zły. Może nie będzie powodem do zmartwień. - Dettlaff. Zgubiłeś mamę, czy wyruszasz na przygodę?
Zagadał najłagodniej jak mógł. Cicho, cichutko, wręcz mruczał. Nie chciał by inne koty się zaczęły interesować tym co on robi. Do tego, im ciszej mówił, im mniej otwierał pysk, tym mniej mu wychodziły kły. Tym mniej wyglądał potencjalnie strasznie.
LVL 3 0 / 200
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Dziwny ten kocur, myślę, jednocześnie przyglądając mu się z lekko przechyloną głową. Jest taki duży, prawie największy ze wszystkich kotów, które widziałem w klanie Pożogi. Nie, nie tak. Teraz jesteśmy Nowym Świtem. I to bez klanu, po prostu Nowy Świtem. Tak, muszę zapamiętać. Taki duży a jakiś taki… miękki, drżący, trochę jak liść na wietrze.
- A to coś znaczy? - pytam jeszcze raz, bo naprawdę jestem ciekawy. Wiem, że większość imion nie jest po prostu imionami i niosą ze sobą jakieś znaczenie. Tsunami, jak dowiedziałem się od mamy to ogromna fala na morzu (musiałem zapytać również, co to właściwie jest to morze, na którym są fale takie jak na przykład tsunami i już wiem, że to ogromna woda, która jest tak ogromna, że nie widać drugiego brzegu, ale z której nie wolno pić wody dlatego że jest słona i boli od niej brzuszek) która jednak nie występuje w naszych okolicach i nie muszę się jej bać. Co innego jednak nasza Tsunami, ona mnie odrobinę przeraża. Dlatego też chcę wiedzieć, czym jest ten “dettlaff”, od którego imię dostał ten dziwny kocur. - Bo gronostaj to takie zwierzątko, które jest mniejsze od dorosłego kota ale większe ode mnie i zimą też ma czarno-białe futerko jak moje - dodaję, bardziej po to, by się pochwalić niż faktycznie go poinformować. Domyślam się, że kocur jest starszy tyle ode mnie, że wie czym jest gronostaj.
- Moja mama jest tam i nie zgubiłem się od niej. Nie muszę już siedzieć przy niej cały dzień. Jestem duży. - mówię mu, unosząc głowę do góry.
[Obrazek: NHH4nLd.png]
LVL 3 20 / 200
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
13
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości