Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Wśród przerzedzonych łanów turzycy, praktycznie nad lustrem wody, znajduje się kilka misternie splecionych gniazd trzciniaków, które kiedyś rezydowały w tej okolicy. Aktualnie są one opuszczone, a parę z nich zostało zniszczonych przez upływ czasu lub większe zwierzęta. Gniazda są stabilnie usytuowane między pionowymi trzcinami, w średnicy jednak nie przekraczają nawet połowy długości ogona, co wyraźnie wskazuje na niewielki rozmiar ich byłych mieszkańców.
Mistrz: Jesionowa Kora [*] Płeć: kocur Matka: Nie ma jej [Łasicze Futerko] Ojciec: Gorsza kopia [Jastrzębi Krzyk] Partner: Stracił chyba ich obu
Jeden z najwyższych w klanie Cienia, umięśniony, aczkolwiek szczupły czarny point o niebieskich oczkach. Nos, koloru smoły, wtapia się w czerń, która pokrywa jego mordkę. Krótkie futerko, barwy białej, przechodzi na lekką szarość. Tylko ogon, łapki, uszy i pyszczek są czarne.
Piętnastolatek, który siedem razy nie przeszedł do kolejnej klasy, generalnie to same mięśnie na mięśniach, prawie całkiem wygolone włosy itp., siedzi z ośmiolatkami w ostatnim rzędzie i pali skręta
~Grzyb
//Więcej w KP//
Po śmierci Jesionowej rzadziej przebywał w obozie. Nie miał po prostu na to ochoty, wolał bywać gdzieś dalej. Znał już mniej więcej okolicę poza terenami klanu, a nie było to wszystko. Z każdym wyjściem szedł coraz dalej. Czasami wzdłuż klanu Wichru, a czasami wzdłuż Gromu. Jego barierą była Grzmiąca Ścieżka. Nigdy nie miał okazji przez nią przejść i w sumie widział ją tylko raz, z daleka. Nie żeby się bał, po prostu mysląc o niej odechciewało mu się dalszego odkrywania. Tego dnia wyszedł z obozu w nocy, gdy kśiężyc wschodził. Było już bardzo ciemno i większość kotów spała. Ci, którzy byli na nogach nie zwracali w sumie na niego uwagi. Jest wojownikiem i może sobie chodzić gdzie chce oraz kiedy chce. Wyszedł z terenów klanu Cienia, kierował się wzdłuż granicy z wichrzakami. Nie podchodził jednak za blisko granicy. Wyłączył się totalnie podczas drogi, nie patrzył gdzie idzie. W rezultacie wylądował w Szuwarze Turzycy. Zatrzymał się tam, bo gdyby szedł dalej, to wpadłby do jeziora. Mógł równie dobrze go ominąć, ale postanowił, że zostanie tutaj. A no i po drodze upolował sobie bażanta, który bardziej przypominał mu o Jesionowej. Targał go ze sobą aż tutaj. Nie wiedział co bedzie robić dalej, nie miał konkretnych planów. Po prostu usiadł na brzegu obok bażanta i wpatrywał się w wodę. Mógłby tak przesiedzieć całą noc. Bo może. I nikt mu tego nie zabroni, jest wojownikiem. Siedzenie jednak okazało się zbyt nudne i męczące, więc Szczur położył się. Swoją zdobycz przysunął bliżej, bojąc się, że ktoś mu ją odbierze. Dalej patrzył w taflę wody, ale w pewnej chwili zasnął. I chyba nie zdawał sobie z tego sprawy... Albo może jednak?
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Nie minęło sporo czasu od jej śmierci. Zaledwie pół księżyca jeśli dobrze liczyła, jak nie mniej. W tym czasie, Fala dostała nowego mistrza, ale będzie miała zapewne tylko powtórki. Jesionowa zdążyła przekazać jej podstawową wiedzę. Jednak dzisiaj nie była tu dla córki a dla terminatora. Właściwie to już teraz wojownika, którego wytrenowała. Nie tylko. Na jego ceremonii również była. Nie jako dawna Jesion co prawda, ale ta niewidoczna Gwiazdka na niebie. Towarzyszyła mu podczas nocnego czuwania. Podczas samotnych wypraw na granicę. Pilnowała go niemal tak samo jak swojej córki, za którą wodziła spojrzeniem ze Srebrnej Skórki. Miała teraz widok na ich wszystkich. Czuwała. Pilnowała. Nie chciała, aby stała się im jakaś krzywda. Nawet na Olcha miała oko, bo mimo wszystko to jej braciszek prawda?
Właśnie na taki moment czekała. Kiedy Szczur zasnął, postanowiła wejść do jego snu, pozwalając mu otworzyć w nim oczy. Gdyby point to właśnie zrobił, pierwsze, co rzucało się w oczy to to, że Szuwar zniknął, ustępując miejsca trawie... Nie takiej zwykłej. Połyskiwła bowiem bladym światłem. Z każdym krokiem, wylatywały z niej małe gwiazdki. Sam jej kolor zdradzał, że to nie jest ta ziemska trawa. Była ona bowiem w odcieniu morskiej fali. Na niebie świeciły gwiazdy. Jedna z nich, zaczęła niesamowicie intensywnie mrugać, aż wreszcie zaczęła jakby zbliżać się ku niezwykłej trawie. Gdy była coraz bliżej, jej kształt zaczął przypominać sylwetkę kota. Właściwie to kotki. Jej futerko błyszczało, jak miliardy gwiazdek, a błysk w oku zdradzał zadowolenie. Uśmiech zawitał na jej mordce, gdy stanęła oko w oko ze swoim dawnym podopiecznym.
- Witaj Szczurzy Pazurze
Mistrz: Jesionowa Kora [*] Płeć: kocur Matka: Nie ma jej [Łasicze Futerko] Ojciec: Gorsza kopia [Jastrzębi Krzyk] Partner: Stracił chyba ich obu
Jeden z najwyższych w klanie Cienia, umięśniony, aczkolwiek szczupły czarny point o niebieskich oczkach. Nos, koloru smoły, wtapia się w czerń, która pokrywa jego mordkę. Krótkie futerko, barwy białej, przechodzi na lekką szarość. Tylko ogon, łapki, uszy i pyszczek są czarne.
Piętnastolatek, który siedem razy nie przeszedł do kolejnej klasy, generalnie to same mięśnie na mięśniach, prawie całkiem wygolone włosy itp., siedzi z ośmiolatkami w ostatnim rzędzie i pali skręta
~Grzyb
//Więcej w KP//
Szczurze, wstawaj, nie wypada sypiać poza obozem... Kocur ocknął się szybko, miał wrażenie, że zamknął oczy i po chwili je otworzył. Widok... Wszystkiego go zdziwił. Świat nie wyglądał tak zanim zasnął. Trawa była dziwna i miała inny kolor. I do tego się świeciła... Szczur rozejrzał się, kryjąc zdziwienie. Wzruszył ramionami i zaczął iść przed siebie. Może się naćpał? Tylko czym? Kocimiętką? Zmrużył nagle oczy, bo oślepiło go światło. To już było dziwne. Światło zbliżało się do niego, aż kocur zobaczył znajomą sylwetkę. Jesion. Ale jak? Jej futro błyszczało, były na nim gwiazdy. Szczur wiedział już, że to tylko sen. Nie było możliwości, by miał zwidy... Dalej nie pojmował jak ona sie tu znalazła, przecież nie żyje... Nie dopuszczał do siebie myśli, że nawiedziła go. W sumie to nawet nie wiedział, że tak się da. Nie wierzył w Gwiezdny Klan.
-Cześć Jesion- powiedział chłodnawym tonem, który towarzyszył mu teraz praktycznie cały czas. Spojrzał znowu na kocię, już światło go nie ślepiło. -Jak.- zapytał. Mimo, że było to pytanie, to wcale tak nie brzmiało. Bardziej jak stwierdzenie, czy coś. -Przecież nie żyjesz...- dodał cicho.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Przyzwyczaiła się już dawno, do tego chłodnego tonu wojownika. Przyjemnie jednak było jej go słyszeć, w zwykłym '' cześć'' no cóż to się dziwić. Kiedy ponownie usłyszy go w działaniu z jej imieniem, to najprawdopodobniej dopiero wtedy, kiedy Szczur odejdzie do Gwiezdnego Klanu. Chciała aby tu trafił, jednak nie za szybko, tak jak ona. Przez zwykły przypadek. Nigdy nie musiał spotkać Ryk. Nigdy ona nie musiała jej zabić. Ale jednak... Zginęła, zostawiając córkę samą. Szczura, któremu jeszcze nie udowodniła, że Gwiezdni faktycznie istnieją. Tak więc mogła to naprawić teraz, spotykając się z nim tutaj, w jego śnie.
Faktycznie nie żyła, jak to point zdążył zauważyć. Nie była z tego specjalnie dumna, ale wolała już do tego po prostu nie wracać. Teraz miała wieczność. Droga, jaką przeżyła w Klanie Cienia, jedynie miała ją przygotować, na trafienie tutaj.
- Faktycznie. Ja umarłam - potwierdziła po chwili, siadając powoli na trawie. Ogon owinęła wokół przednich łap, a na jej mordce dalej gościł uśmiech - Ale ty śnisz - dodała po chwili, jakby ten miał jakieś wątpliwości. - Przy okazji, nie nauczyłam cię, że sen poza obozem jest niebezpieczny? - zaśmiała się po chwili. To była... Jakby zupełnie nowa Jesionowa Kora. Taka wesoła. Szczęśliwa. A kiedy odchodziła, była przygnębiona... Nie chciała jednak pozostawać w tym stanie długo. Tak więc teraz na jej mordce musiał gościć uśmieszek, taki jak wtedy, kiedy była jeszcze terminatorką.
Mistrz: Jesionowa Kora [*] Płeć: kocur Matka: Nie ma jej [Łasicze Futerko] Ojciec: Gorsza kopia [Jastrzębi Krzyk] Partner: Stracił chyba ich obu
Jeden z najwyższych w klanie Cienia, umięśniony, aczkolwiek szczupły czarny point o niebieskich oczkach. Nos, koloru smoły, wtapia się w czerń, która pokrywa jego mordkę. Krótkie futerko, barwy białej, przechodzi na lekką szarość. Tylko ogon, łapki, uszy i pyszczek są czarne.
Piętnastolatek, który siedem razy nie przeszedł do kolejnej klasy, generalnie to same mięśnie na mięśniach, prawie całkiem wygolone włosy itp., siedzi z ośmiolatkami w ostatnim rzędzie i pali skręta
~Grzyb
//Więcej w KP//
Wojowniczka usiadła na dziwnej trawie i uśmiechnęła się. Potwierdziła jego przekonania. Śnił. Odetchnął w myślach z ulgą. Nie naćpał się, ani nie przeniósł do dziwnego świata. Dlaej nie był jednak pewny, czy to sen kontrolowany, czy po prostu zwykły sen. Wydawało mu się, że to pierwsze, bo mógł robić wszystko to co chciał, to znaczy mówił to co chciał, robił to co chciał i wydawało mu się, że nie śpi.
Szylkretka spytała, czy nie nauczyła go, że sen poza obozem jest niebezpieczny, po czym się zaśmiała. Mu jednak nie było tak do śmiechu jak jej.
-Ja tak prawie codziennie, nie chce mi się siedzieć w obozie.- odpowiedział i wymusił uśmiech. -A jak coś mnie zje, to nic się nie stanie, nikt nie bedzie tęsknił.- dodał i wzruszył ramionami. Wtedy pomyślał o Kieł. Co będzie z nią? Nie zostawi jej, nie. Zdziwił się, że pomyślał akurat o niej. Była jego przyjaciółką, a miał też Kolca, przyjaciela. Czemu on nie wpadł mu do głowy? Szczur ostatecznie zignorował to, uznając, że tak akurat pomyślał i tyle.
-Skąd ty w ogóle znasz moje nowe imie?- spytał. Miał jeszcze wiele innych pytań, ale wiedział, że nie zdoła wszystkich ich zadać. Nie może spać wiecznie, prędzej czy później się obudzi. Nie wie kiedy to nastąpi, więc musi się śpieszyć. -I co z tą yy Ryk? Widzisz ją tam na Gwiezdnej Skórze?- spytał. Uśmiechnął się i przekręcił oczami. Pytanie o Gwiezdną Skórę było oczywiście nie poważne, bo on nie wierzył w jej istnienie. Po śmierci idziesz do piachu i tyle. No ale... Jak wytłumaczyć to w takim razie?
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
- Wiem - dodała zaraz potem, słysząc odpowiedź kocura. Przecież go obserwowała. Wiedziała więc, że kocur nie sypia w obozie, ba, rzadko kiedy go ktoś tam mógł spotkać. Tak więc sorry Szczurku ale Jesionka teraz wie o tobie prawie wszystko. - Jesteś pewny? - zapytała zaraz potem, przekręcając głowę w bok. Następnie ponownie powróciła do dawnej pozycji, uważnie obserwując pointa. Był już taki duży... A ona go znała od maluszka! Takiego słodziaka, co był się z drzewami i kamieniami, nawet piaskiem! Teraz stał się jednak już dorosły. Mógł... założyć rodzinę, mieć partnerkę i kocięta. Szczerze to szylkretka życzyła mu jak najlepiej. Oby nie skończył jak chociażby ona.
- Przecież byłam na tej ceremonii...! - zamilkła na chwilę. Przecież on jej nie widział. Ona widziała jego ale on jej już nie. Przełknęła ślinę - Obserwuje cię, mój drogi Szczurzy Pazurze, widziałam twoją ceremonię - po czym podeszła do niego nieco bliżej, aby dotknąć kocura swoim nosem, jego. - Gratuluję, tak poza tym - następnie uśmiechnęła się delikatnie w jego stronę. Odsunęła się kawałek, po czym zmarszczyła brwi - Aha, czyli jednak ignorowałeś to, co mówiłam na treningu o Gwiezdnych? Mieszkamy na Srebrnej Skórce, wojowniku - zachichotała zaraz potem - A Ryk...Ona jest tam z nami - mruknęła, bez jakiegokolwiek gniewu w głosie - Powiedz mi, co tam słychać u ciebie? Jak czujesz się jako wojownik?
Mistrz: Jesionowa Kora [*] Płeć: kocur Matka: Nie ma jej [Łasicze Futerko] Ojciec: Gorsza kopia [Jastrzębi Krzyk] Partner: Stracił chyba ich obu
Jeden z najwyższych w klanie Cienia, umięśniony, aczkolwiek szczupły czarny point o niebieskich oczkach. Nos, koloru smoły, wtapia się w czerń, która pokrywa jego mordkę. Krótkie futerko, barwy białej, przechodzi na lekką szarość. Tylko ogon, łapki, uszy i pyszczek są czarne.
Piętnastolatek, który siedem razy nie przeszedł do kolejnej klasy, generalnie to same mięśnie na mięśniach, prawie całkiem wygolone włosy itp., siedzi z ośmiolatkami w ostatnim rzędzie i pali skręta
~Grzyb
//Więcej w KP//
Wiem. Ona wie. Skąd? Szczur nie miał pojęcia, nie wierzył w te całe obserwowanie z nieba, w sumie jakby mógł w to wierzyć, skoro według niego to nawet Gwiezdni nie istnieją. Może teraz jego nastawienie trochę się zmieni, bo został nawiedzony... Bądźmy dobrej myśli. Kiedy spytała go, czy jest pewny, spojrzał szybko w trawę. Czy ona ma na myśli Kieł? Czy wie co Szczur o niej sądzi? Point poczuł zakłopotanie, ale odpowiedział swoim naturalnym głosem.
-Tak jestem pewny, czemu pytasz?- Zapytanie o kogo jej chodziło mogłoby sprawić, że mogłaby się domyśli o i zapytać o kogo chodzi, jeżeli oczywiście nie wie. Może po prostu jej się tak powiedziało i było to kompletnie przypadkowe. Albo... Chodziło jej o kogoś innego, a Szczur o tym kimś nie pomyślał. Byleby nie Łasicze Futerko.
-Byłaś?- spytał i podniósł obie brwi do góry. Nie wierzył w to. Dopiero gdy powiedziała, że go obserwuje, zrozumiał. Trochę się zlękł, bo jego mistrzyni może teraz widzieć wszystko co on robi. To go trochę przeraziło, bo nie chciał być ciągle obserwowany. Hmm... Chyba lepiej było nie wierzyć w Gwiezdnych. -Ach tak... Dzięki- odpowiedział, gdy pogratulowała mu zostania wojownikiem. Szczerze to według niego nie było to jakieś wielkie osiągnięcie, nie wiedział po co koty tak gratulują innym kotom dostania tej rangi. Po mianowaniu nie ma praktycznie nic... To znaczy są te całe patrole i polowania, ale podczas bycia terminatorem też to było. Jedyne co dochodzi to trenowanie terminatorów, chociaż nie każdy wojownik dostaje kogoś pod opiekę. Szczur nie dostał i cieszył się z tego powodu. Bardzo się cieszył.
Zdziwił się z słysząc, że Ryk jest na Gwiezdnej Skórce. Co ona tam robi? Nie powinna. Point zmarszczył nos, widocznie niezadowolony. Powinna iść do Miejsca, gdzie Brak Gwiazd, chociaż nawet tam się nie nadaje...
-Nie powinna. Chciałem ją zabić, by cię pomścić, ale Wiewiór i jakaś tam wojowniczka to zrobili przede mną. Nie zdążyłem- powiedział, a na jego twarzy pojawił się grymas. Nie zabił Ryk, a chciał. Mógł wtedy być z Jesion, może miałaby więcej szczęścia i to on by zginął. Albo oboje przeżyli, a wygnaniec nie. Tak byłoby najlepiej.
-Nic ciekawego. W sumie to nie czuje żadnej różnicy. Nie dostałem terminatora i szczerze to się cieszę. W obozie nic się nowego nie stało.- odpowiedział krótko i obojętnie. Od śmierci Jesion minęło kilka dni, więc nic konkretnego się nie wydarzyło przez ten czas.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
- A Jastrzębi Krzyk? Pomyślałeś chociażby o nim? Albo rodzeństwie? - zapytała po chwili, patrząc na wojownika, swoimi żółtozielonymi tęczówkami, które iskrzyły radośnie. Jednocześnie na mordce zmarłej szylkretki malował się delikatny uśmiech. Nie rozumiała, jak można było myśleć, że jest się niepotrzebnym. Fakt, kiedy przeżywała pewnego rodzaju, kryzys, podczas jeszcze-nie-związku z Markizem, czuła się okropnie, ale zawsze liczyła na wsparcie ojca, brata i zmarłej rodziny, która ją obserwowała oraz wspierała. Znała jednak Jastrzębia i no cóż, opieka nad kociętami jak i partnerką sprawiała mu przyjemność, więc czemu niby miałby się nie martwić o syna? Albo jego rodzeństwo...mimo wszystko to rodzina prawda? To była naprawdę ciekawa kwestia, czemu Szczurzy Pazur tak uważał. - Albo przyjaciele? - dodała następnie, wzdychając po chwili. Przecież ślepa nie była i być może fakt, nie zdawała sobie sprawy z każdej relacji jej byłego terminatora, ale jednak, już jakieś pojęcie miała.
- Czyżbyś się przestraszył mój drogi? - zapytała ponownie, widząc jego reakcje na jej wcześniejsze słowa. Tak, obserwowała go i to nawet bardzo, ale przecież rozdwoić się nie mogła i no... częściej zerkała na Falę. Mimo to, to do niego przyszła jako pierwsza. Musiała dać czas córce, aby się uspokoiła. Zrozumiała, że Jesionka już po prostu nie wróci. Nie chciała jednak wyjawiać tego faktu pointowi. A niech myśli, że jest pod ścisłym okiem swojej dawnej mistrzyni, to może nie będzie robił jakiś głupich, nieprzemyślanych decyzji.
- Bezsenna Noc - dopowiedziała w stronę Cienistego. Byli w jednym klanie, a on uważał, że to jakaś tam wojowniczka. Tia... Przyjęła to po chwili nad wyraz spokojnie. Następnie machnęła delikatnie ogonem. Kotka nie wypowiedziała się już na ten temat, aby nie dolewać tak zwanej oliwy do ognia.
- Ah, czyli nie chcesz dostać terminatora? A wiesz, że aby zostać zastępcą, to musisz chociaż jednego wytrenować? - zaśmiała się cicho.
Mistrz: Jesionowa Kora [*] Płeć: kocur Matka: Nie ma jej [Łasicze Futerko] Ojciec: Gorsza kopia [Jastrzębi Krzyk] Partner: Stracił chyba ich obu
Jeden z najwyższych w klanie Cienia, umięśniony, aczkolwiek szczupły czarny point o niebieskich oczkach. Nos, koloru smoły, wtapia się w czerń, która pokrywa jego mordkę. Krótkie futerko, barwy białej, przechodzi na lekką szarość. Tylko ogon, łapki, uszy i pyszczek są czarne.
Piętnastolatek, który siedem razy nie przeszedł do kolejnej klasy, generalnie to same mięśnie na mięśniach, prawie całkiem wygolone włosy itp., siedzi z ośmiolatkami w ostatnim rzędzie i pali skręta
~Grzyb
//Więcej w KP//
Jastrzębi Krzyk. Szczur przygryzł dolną wargę, w geście zastanowienia. Czy ojciec by za nim tęsknił? Hmmm, no na pewno prędzej niż matka. Do niego akurat nic nie miał, ale też nie byli wielkimi przyjaciółmi. Szczur uważał, że jego ojciec jest jego kopią, a było na odwrót, bo to Jastrząb był pierwszy. A co do rodzeństwa to całe się rozsypało, została tylko Płomykówka i on. A ona raczej jakoś bardzo by się nie przejęła. Też się nie lubią. Kiedy Jesion spytała o przyjaciół, odwrócił łeb w jej stronę.
-Chodzi ci Kieł?- powiedział. Jedynie ona czułaby smutek po śmierci Szczurzego. Chyba. A Kolec? On nie jest takim prawdziwym przyjacielem, jest tchórzem. Niech trzyma z frajerami. Mistrzyni spytała go po chwili, czy się przestraszył. Oczywiście, że nie. On się nigdy nie boi... Szczególnie takiego czegoś.
-Nie. Obserwuj lepiej Falę, mną się nie przejmuj- rzucił po chwili. Nie chciał być cały czas obserwowany, bo czuł się przez to nieswojo. Nie mógł nic zrobić "nielegalnego", bo jeszcze by Jesion wstąpiła z Srebrnej Skórki i wystawiłaby mu kazanie, że tak się nie robi... Nie chciał być pod ciągłą kontrol, bo do tego to porównywał. Nie wiedział, czy nawiedzić można kota kilka razy, pomyślał że nie.
-Yy nie chce być przywódcą klanu, w którym są... Taki koty. W ogóle nie chce pełnić tej rangi... Jak Wiewiór nim zostanie, to odchodzę.- powiedział, wzruszając ramionami. Nie chciał już rządzić tak jak kiedyś. I tak nie rządził by wszystkim, bo przywódcę pilnuje kodeks. Nie może go ani zmienić, ani usunąć. Nie przekona wszystkich kotów, że kodeks jest beznadziejny i bez sensu. Gwiezdnych też nie usunie. Chyba, że wszystkich zabić, ale to byłoby chyba niemożliwe. A gdyby tak wszyscy zeszli na ziemię? To też niemożliwe. -Mógłbym zostać przywódcą jakiejś bandy na osiedlu co najwyżej. Takich kotów, które są silne i chcą zabijać. Ale to jeszcze plany. Nie teraz- powiedział, a na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek. Nie mógł się doczekać aż takich znajdzie. Tylko tych, co będą godni dołączyć do niego.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
- Nie, nie chodziło mi o Kieł ale ha! Czyli jednak - dodała z uśmiechem. W jej głosie było słychać satysfakcje. To była jakby... jakby prowokacja. Teraz przynajmniej wiedziała, że chodziło o tę jedną konkretną kotkę, a właściwie to o córkę Wiewiórczego Ogona i Krogulczego Szponu. Przecież chwila... A czy on przypadkiem zastępcy nie lubił? No dziwne, trochę dziwne. Przyjaźń jednak nie wybiera, tak więc Jesion nie miała zamiaru się nawet wtrącać. Po postu co jakiś czas sobie... zerknie po prostu o! A to jej chyba wolno było robić prawda?
- Och ależ obserwuje. Czasem na ciebie zerknę - puściła mu tak zwane "oczko", po czym uśmiechnęła się wesoło. Następnie stanęła na równe cztery łapy, przeciągając się. Tak jakoś z przyzwyczajenia. I pomyśleć, że w Klanie Cienia, spędziła ledwie trzydzieści siedem księżyców. Skończyło się to jednak tak szybko, że nawet nie zauważyła! Jedno z jej uszu, machnęło wesoło, a wibrysy drgnęły na końcach. Zaraz potem zamrugała kilkukrotnie, nie wierząc w to, co właśnie usłyszała. ON nie chciał być przywódcą? Szczur? Ugh, chyba to nawiedzenie działało na niego jakoś dziwnie. Przecież tak chciał zostać przywódcą a teraz już nim być nie chciał. Co to miało znaczyć w ogóle? Jeszcze chciał odejść, kiedy Wiewiórczy Ogon zostanie Gwiazdą! No nieźle.
- Czy ty się słyszysz Szczurzy Pazurze? - zapytała po chwili, marszcząc brwi - Klan jest silny, kiedy jest razem. Klan potrafi razem przetrwać bez zabijania się. Z resztą, na osiedlu nie znajdziesz takich kotów. Tam rządzi Iwan, mój drogi - odparła po chwili. Słuchaj starszych kolego. Jesion dwa księżyce spędziła na osiedlu i no cóż, poznała jego zasady.
Mistrz: Jesionowa Kora [*] Płeć: kocur Matka: Nie ma jej [Łasicze Futerko] Ojciec: Gorsza kopia [Jastrzębi Krzyk] Partner: Stracił chyba ich obu
Jeden z najwyższych w klanie Cienia, umięśniony, aczkolwiek szczupły czarny point o niebieskich oczkach. Nos, koloru smoły, wtapia się w czerń, która pokrywa jego mordkę. Krótkie futerko, barwy białej, przechodzi na lekką szarość. Tylko ogon, łapki, uszy i pyszczek są czarne.
Piętnastolatek, który siedem razy nie przeszedł do kolejnej klasy, generalnie to same mięśnie na mięśniach, prawie całkiem wygolone włosy itp., siedzi z ośmiolatkami w ostatnim rzędzie i pali skręta
~Grzyb
//Więcej w KP//
Czyli jednak... Szczur położył uszy po sobie. Nie wiedział jak ma się wytłumaczyć. Tylko mu się tak powiedziało, jakoś tak bez powodu ja wymienił... Pierwsza wpadła mu do głowy i tyle. No i na początku przyjaźnił się z nią tylko dlatego, by zdenerwować Wiewióra, ale wyszło jak wyszło i ją polubił.
-Po prostu pierwsza wpadła mi do głowy i tyle. Nic więcej- czy aby na pewno? Tak. W myślach po chwili odpowiedział sobie, że chyba tak. Obawiał się, że teraz mistrzyni zacznie na niego patrzeć częściej, będąc ciekawą o co chodzi z Kieł. Chyba jej nie znała. Powiedziała po chwili, że obserwuje także i Fale, co go pocieszyło, bo to oznaczało, że nie patrzy na niego przez cały czas. Okazało się, że tylko czasem na niego zerka. I dobrze, że czasem. Czyli nie ma się czego obawiać. W niektórych chwilach jest "sam".
Czy ty się słyszysz? Point spojrzał na Gwiezdną, nie wiedząc o co chodzi. Ah tak, klan... Zaczęła mu tłumaczyć coś, że klan jest silny razem, potrafi przetrwać, bla bla bla. Powstrzymał westchnięcie. Dużo razy już to słyszał i za każdym razem myślał, że trzeba być głupim, by w to wierzyć. Miał trochę inne poglądy na ten temat, ale nie mówił o nich głośno. To mógłby nie spodobać się... Wszystkim.
-Iwan? Wiesz coś o nim?- spytał, widocznie zainteresowany. Skupił wzrok na wojowniczce, czekając na odpowiedź, tak jakby ona była najważniejsza rzeczą w jego życiu. I chyba jak na razie była. Wyobraził sobie Iwana jako potężnego kocura, z ranami... Wszędzie, który zabija inne koty. Ale chwila. To on miał tak wyglądać, nie jakiś frajer Iwan. Przez chwilę nawet pomyślał, że zabije go, a jego przydupasów sobie weźmie. Marzenia.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
- Skoro tak twierdzisz - odparła po chwili, dalej przyglądając się swojemu byłemu terminatorowi. Widząc jednak jak ten kładzie po sobie uszy... Ah. Czyżby to było możliwe, aby Szczur jednak się w kimś zauroczył? Najwyraźniej. A przynajmniej tak to wyglądało w jej oczach. Być może w rzeczywistości było jednak inaczej, ale nawet nie chciała już więcej pytać. Jak mogła spostrzec, nieco zdenerwował się tym tematem, a ona nie chciała, aby tak było. Tak więc szylkretka zdecydowała się zakończyć już ten temat. Machnęła ogonem, dalej spoglądając na wojownika.
Czy wiedziała coś o Iwanie. A owszem, trochę wiedziała, ale jak na razie, nie chciała pointowi nic mówić. Jeszcze jakiś durny pomysł wpadnie mu do głowy i ona nie będzie mogła nic zrobić. Była Gwiezdną... Schodzić ze Srebrnej Skórki też nie zawsze mogła, tak więc pozostało jej jedynie obserwowanie swoich najbliższych. Jej wąsy lekko drgnęły, a niektóre iskierki opadły na trawę. Westchnęła cicho, po czym obróciła się od niego. Zaraz potem, wskazała kocurowi ogonem, aby poszedł za nią.
- Chodź. Powiedz mi, czemu chcesz opuścić klan, kiedy Wiewiórczy Ogon, stanie się przywódcą? - zapytała po chwili, patrząc na syna Jastrzębiego Krzyku.
Mistrz: Jesionowa Kora [*] Płeć: kocur Matka: Nie ma jej [Łasicze Futerko] Ojciec: Gorsza kopia [Jastrzębi Krzyk] Partner: Stracił chyba ich obu
Jeden z najwyższych w klanie Cienia, umięśniony, aczkolwiek szczupły czarny point o niebieskich oczkach. Nos, koloru smoły, wtapia się w czerń, która pokrywa jego mordkę. Krótkie futerko, barwy białej, przechodzi na lekką szarość. Tylko ogon, łapki, uszy i pyszczek są czarne.
Piętnastolatek, który siedem razy nie przeszedł do kolejnej klasy, generalnie to same mięśnie na mięśniach, prawie całkiem wygolone włosy itp., siedzi z ośmiolatkami w ostatnim rzędzie i pali skręta
~Grzyb
//Więcej w KP//
Na szczęście kocica nie nalegała. To sprawiło, że Szczurowi trochę ulżyło. Podejrzewał, że mistrzyni będzie patrzeć na niego z Srebrnej Skórki, ale na to nic nie mógł poradzić. Nie mógł jej tego zabronić, a chować się nie dało... To trochę takie niepokojące. Ktoś cię obserwuje, a ty nawet nie wiesz kiedy.
Szylkretka westchnęła, po czym obróciła się do wojownika i wskazała, by poszedł za nią. Nie miał pojęcia gdzie idą, czy nawiedzenie się kończy, czy po prostu będą spacerować. Było mu w sumie wszystko jedno co się stanie, byleby nie obudził się w jakimś nieznanym miejscu. O ile w ogóle tak się da... Mógł twierdzić, że tak, bo samo nawiedzenie było dla niego czymś niemożliwym, a jednak jest. Teraz chyba będzie wierzył w Gwiezdny Klan bardziej.
-Bo jest głupi, nie lubię go, praktycznie każdy uważa go za frajera, nawet jego własne dzieci, więc coś ewidentnie jest nie tak. Chociaż lepiej, że to on został zastępcą, a nie twój ukochany brat. - Powiedział, a wymawiając słowo "ukochany" jego głos zabrzmiał ironicznie. Olcha też był głupi i może nawet gorszy niż Wiewiórczy. Albo są równi? Rudzielec ma po prostu większą władzę. -A no i prędzej czy później Wiewiór i tak mnie wywali, przecież wiesz- dodał obojętnie, wzruszając ramionami. Wiedział to na sto procent, nagrabił sobie w przeszłości za dużo.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Kocica szła powoli i spokojnie. W samym jej chodzie była różnica, gdyż na ziemi, od wygnania Markiza, rzadko kiedy się uśmiechała oraz szurała ogonem po ziemi. Nawet jej głowa, była wtedy zwieszona, trzymając się niemal brodą ziemi. Wtedy jeszcze było dużo śniegu, więc te określenie mogło się wydać jak najbardziej prawdziwe. Teraz natomiast szła prosto, z głową na prawidłowej wysokości. Jesionowej zostało już niewiele czasu, nim słońce wzniesie się nad nieboskłonie, budząc wojownika, tak więc wolała się nieco streścić. Długo nie czekała, aż Szczur do niej podejdzie.
Uszy kotki odpadły, przyklejając się do czaszki, kiedy to usłyszała opinie na temat swojego brata. Wtedy to też spojrzała żółtozielonymi oczami na pointa. - Olcha nadaje się na zastępce. Nie mam jednak czasu, aby ci to wszystko wytłumaczyć, więc słuchaj proszę - odparła dopiero po chwili. - Właśnie... Jeśli nie będziesz postępował według zasad, panujących w klanie, możesz zostać wyrzucony. Tak więc może przyłóż się do tego proszę, gdyż nie chce, abyś wyleciał z klanu przez jakąś głupotę. Nie będę kazać ci lubić Wiewiórczego Ogona, ale okaż mu przynajmniej trochę szacunku