Księżyce: 50 Płeć: kocur Matka: Złotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon Trwałe urazy: Blizny na szyi, karku i żebrach. Rozerwane lewe ucho.
Wysoki i surowy w budowie. Futro jego po połowie: rude i białe, oczy złote i poważne.
Poważny i chłodny, skupiony na swoich planach.
Zawisza, Blekot
I wszystko stało się jasne. Na biały pysk wpłynął cień uśmiechu. Cień - bo oczy kocura zdawały się tak samo ponure, jak w chwili, gdy wyłaniał się zza krzewu i nijak nie współgrały ze zmieniającą się mimiką dolnej części łba. Słuchał uważnie, strzygąc uszami i analizując każde słowo spływające z wężowego języka.
- Dziękuję za cenne informacje.
Przytaknął krótko, gdy wojownik zdecydował się jednak zejść z drzewa i darować im zadzierania głów.
- Należysz więc do jednego z klanów? - Zrobił krótką przerwę, pozwalając wybrzmieć dumnej nazwie. - Słyszałem, że żyjecie w dużych społecznościach, bitewnymi zdolnościami przewyższacie koty takie jak ja... oraz że posiedliście wiedzę o leczeniu ran i chorób. Nie wiem jednak, ile z tych informacji jest prawdą.
Zerknął ukradkiem na kocicę, próbując wyczytać z jej oblicza reakcję na wypowiedziane słowa.
- Czy klany byłyby wystarczająco silne, by powstrzymać bestię? Macie wystarczająco dużo wojowników i medyków, by poradzić sobie z tym problemem?
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Złamania i wyrwane na zewnątrz wnętrzności. Nie znaczyło to nic, a przynajmniej nie znaczyło to dużo więcej, niż znaczyło. Przynajmniej można było stwierdzić, co na pewno nie zabiło wojowniczki Klanu Gromu; zapewne nie był to żaden kot, nie stało się to też w wyniku zwykłego wypadku. Chyba że na jej śmierć złożyła się więcej, niż jedna okoliczność.
- Mogła połamać łapy w jakimś wypadku; potem dopiero ktoś ją znalazł i sadystycznie dobił, a ciało wrzucił do rzeki - rzekła tonem tak obojętnym, że niemal nie można było stwierdzić, czy żartuje, czy może mówi absolutnie serio. W końcu od niedawna po lesie krążył jakiś kocur żywiący do wnętrzności wręcz nadzwyczajną sympatię. - Ach, gdyby tylko można było ustalić, w jakiej kolejności zostały jej zadane rany!
Odchyliła się z lekka do tyłu, gdy Wężowy Błysk widowiskowo zeskoczył z drzewa. Pff, a to właśnie jemu przed chwilą wyłożyła w szczegółach historię swojego urazu! Mimo, że nie mogła wiedzieć, jaki ból przeszył ciało wojownika, to ten widok i myśl o zwichnięciach obudziła w głębi jej pamięci jakiś obraz ze wczesnego dzieciństwa; uczucie to wyraziła w jedyny znany sobie sposób: - No proszę, zaraz będziemy mieli dwa kulawe koty w tym towarzystwie.
Powstrzymała się od przewrócenia oczami, gdy starszy samotnik zapytał o Klany, wspominając o ich wiedzy medycznej. Magiczne mikstury Dwunożnych były silniejsze od wszystkich leśnych medykamentów razem wziętych: to one zdołały uleczyć jej gorączkę i zakończyć majaki, to dzięki nim teraz była więcej, niż kośćmi bielejącymi gdzieś pod powierzchnią ziemi. Odpuściła sobie odpowiedź na jego pytanie. Lepiej, żeby - przynajmniej jak na razie - jej klanowa przeszłość pozostała tajemnicą. Jak długo zarówno Rojst, jak i Wężowy Błysk nie dadzą po sobie poznać, że może tutaj swobodnie o niej mówić.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Wpierw znowu odezwał się kocur. Wąż spojrzał na niego, unosząc delikatnie jedną brew do góry. Śmierdział Gromem na odległość, więc jeśli ten tego nie wiedział... faktycznie musiał nie być w ogóle z tej okolicy. Trzepnął delikatnie uchem, by zaraz machnąć głową w potwierdzeniu na jego pytanie. - Jesteśmy silni, gdyby Klany się połączyły nie sądzę by cokolwiek byłoby nas w stanie powstrzymać. Nie wiem jednak zbyt wiele o medycynie. Nasza Medyczka leczyła mnie parę dobrych księżyców z kataru. Albo to ona jest słaba, albo nie jesteśmy w tym aż tacy znów dobrzy - odparł spokojnie, wzruszając ramionami. Zaraz jednak odchrząknął. - Jak na standardy jakie mamy tutaj, nasi medycy i tak sprawują się bardzo dobrze. Bez ich pomocy wiele kotów mogłoby zginąć. Mój przyjaciel był tak chory, że już mógł odliczać sobie dni, a medyczka wyciągnęła go z choroby. Czemu pytasz?
Dorzucił na sam koniec, posyłając mu badawcze spojrzenie. Nie było ono wrogie, bo nie miał potrzeby złościć się na czyjąś ciekawość, niemniej nie spotkał do tej pory nikogo, kto tak żywo interesował się Klanami. Ptasznik był ewenementem, ale Pieszczoch ogólnie wie przecież mniej więc normalne, że szarga nim ciekawość. Samotnicy - ci których znał - zwykle nie wykazywali nawet krzty zainteresowania wobec Klanowego życia. - Zabiłem ostatnio psa, ta bestia nie będzie dużo gorsza. Jeśli przywódca pozwoli mi zebrać wystarczającą ilość kotów, jestem pewien że mógłbym pozbyć się i tego zagrożenia. Tylko wpierw muszę je w ogóle zlokalizować - dodał spokojnie, przesuwając wzrok na Pomurnik, która wtrąciła się komentarzem. - Wskaż mi zwierzę, które nie zjada ofiary, a rani ją i porzuca.
Mruknął krótko, nie spuszczając z niej wzroku. Nie był nadal agresywny - szczerze oczekiwał odpowiedzi. Skoro miał się pozbyć tego czegoś, nawet najgłupszy pomysł byłby już śladem do zneutralizowania zagrożenia. Na jej uwagę o byciu kulawym, mruknął coś niezrozumiałego pod nosem, ale uśmiechnął się do tego, uznając to za żart.
Księżyce: 50 Płeć: kocur Matka: Złotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon Trwałe urazy: Blizny na szyi, karku i żebrach. Rozerwane lewe ucho.
Wysoki i surowy w budowie. Futro jego po połowie: rude i białe, oczy złote i poważne.
Poważny i chłodny, skupiony na swoich planach.
Zawisza, Blekot
"No proszę, zaraz będziemy mieli dwa kulawe koty w tym towarzystwie." Uśmiechnął się półgębkiem. Kolejny przytyk, czy może... groźba? Nie podejrzewał czarnej o wrogie intencje, jednak wobec świadomości natury obawy, przez którą wojownik znalazł się na drzewie, możliwość taka wydawała się kusząco zabawna.
- By usłyszeć odpowiedzi. Dużo za życia widziałem, ale nie spotkałem żadnej innej społeczności żyjącej w ten sposób.
Po wyjaśnieniu wstał i ruszył powoli przed siebie. Bardzo powoli. Nie zamierzał jeszcze odchodzić. Wysłuchał uważnie dalszych słów liliowego, stawiając łapę za łapą niemal w takt ich brzmienia. Przechwałki młodzieńca puścił mimo uszu. Jednak próbował zrobić wrażenie? Podbudować przykładem sugestię o swej bitewnej biegłości?
- "Gdyby Klany się połączyły" - powtórzył, by w końcu zatrzymać się, grzbietem w ich stronę. - Miało to już kiedyś miejsce? - Obrócił łeb, ukazując dwójce swój profil. - Nie rywalizujecie między sobą?
Westchnął i obrócił się, by powtórzyć krótką przechadzkę, teraz jednak w drugą stronę.
- Tak, nawet ograniczona pomoc medyczna lepsza jest od jej braku. Czy w razie problemów; ran i chorób, można liczyć na waszą pomoc?
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Jej komentarz o dwóch kulawych kotach najwidoczniej ubawił towarzystwo, na tyle, na ile było to możliwe w przypadku tak dziwacznej kompanii, jaką tworzyli - i całkiem możliwe, że przynajmniej odrobinę rozluźnił atmosferę. Tyle dobrze; widmo tego, że ktoś komuś rzuci się tu do gardła zmalała o niewyobrażalnie mały kawalątek.
Wysłuchała uważnie słów Rojsta, próbując wydedukować z nich kilka całkiem cennych informacji. Po pierwsze, samotnik zapewne nie miał korzeni Klanowych; po drugie, był po przejściach, co jedynie potwierdzała galeryjka blizn rozpięta na jego ciele; po trzecie, zapewne był gotów walczyć, jak tylko mógł, by ukryć wszelkie informacje o sobie, odpowiadając na pytania niewiele znaczącymi ogólnikami. Pierwsza odpowiedź... Był po prostu ciekawy nowego dla siebie świata, czy może miał jakieś własne plany, których nie chciał zdradzać przed dwójką zupełnie nieznanych sobie kotów?
- Chory na umyśle kot - odpaliła z delikatnym uśmiechem. - Albo Dwunożny.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Dokładnie zbadał wzrokiem Rojsta. Z chwili na chwilę, rudy kocur coraz bardziej mu nie odpowiadał, budząc w nim najbardziej nieprzyjemne uczucia. Nie zrobiłby mu nic rzecz jasna, nie potrzebując ściągać na siebie złości Cyprys, ale miał ochotę strzelić mu w pysk. Bardziej dla zasady, niżeli z konkretnego powodu - był bowiem w odczuciu Węża trochę zbyt pewny siebie. Nie pokazywał po sobie specjalnych uczuć, nie potrzebował tego. Po przebadaniu wyglądu, reakcji i sposoby bycia rudego, obrócił wzrok w stronę Pomurnik, chcąc ją w niemy sposób spytać czy faktycznie ten kot nie jest znany. Kotka mu nie przeszkadzała praktycznie w ogóle. Choć wpierw napędziła mu stracha, a potem ukróciła jego ufność, tak z czasem zaczął się luzować i nie miał do niej aż takiego problemu. - Nie żyję tak długo, by mieć takie informacje - rzucił chrypliwie, marszcząc brwi. Z tego co kojarzył, to tak nie było…? Pierwsi przywódcy w końcu od razu podzielili się na Klany, bo koty się między sobą nie zgadzały i mały różne poglądy, czy coś takiego. Nie chciał dawać niepełnych informacji, wolał nie dawać ich w ogóle. To nie przyda się im wcale tak czy inaczej. Nie zależy od tego ich życie. Nie problem Węża. - Gdybyśmy rywalizowali, nie gadałbym z tobą tylko siedział na polu bitewnym. Możemy mieć różne poglądy, ale w gruncie rzeczy każdy Klan stanąłby w obronie drugiego.
Powiedział z pewnością w głosie, nie złamaną niczym innym. Niech przybłęda nie wymyśla sobie żadnych głupot, niech wie że ma trzymać się z dala od granic. Trzepnął uchem, słysząc kolejne pytanie. Skąd on miał to wiedzieć? Truskawkę ściska w interesie jak ma własnych leczyć, co dopiero innych. - Robisz mi wywiad, że tak o wszystko dopytujesz? - zmarszczył delikatnie brwi, nie dając nawet odpowiedzi. Pomoc pomocą, niech przybłęda wie gdzie są granice dopytywania się o wszystko. Klany to nie otwarta społeczność, co nie? Jak ma problemy, niech szuka pomocy u dwunogów czy innych samotników. - Jedyne co ja mogę ci zapewnić to dodatkowe cztery łapy do walki. Nic innego ze mnie nie wyciągniesz, nic innego nie mogę oferować.
Skończył, wyraźnie sygnalizując że Rojst ma przestać. Powiedział mu o wszystkim co chciał; Klany są wielkie, pomagają sobie, mają medycynę i się nią nie podzielą, historia Klanów jest tak odległa że jej nie zna. Oferta walki dla nich nie była niczym konkretnym, ale miałby coś do stracenia? Jest tylko po to, by walczyć. Wąż nie ma przyszłości. Jest nikim. - Jeśli to dwunóg... Nawet nie wiem co wtedy. Mogę spróbować go zabić. Jestem w stanie to zrobić. Tylko nie wiem, czy nie przyciągnie to kolejnych dwunogów. Jeśli będzie dla zabawy zabijał kolejne koty, nie mogę po prostu to olać - mruknął, kierując pysk do Pomurnik. Starał się skupić całą uwagę na niej, w stu procentach, tak żeby Rojst przestał dopytywać. - Nie wiem co jakiś człowiek miałby robić tutaj tak czy inaczej. Jest na granicy wewnętrznej. Kot nie ma siły chyba rozciąć kogoś tak, by wypruć mu flaki. Nie sądzę, że warto brać nawet kogoś chorego na umyśle pod uwagę.
Zaniżał głos, wyraźnie się zastanawiając nad tym wszystkim. Przez moment nawet zaczął podejrzewać rudego, co tym bardziej sprawiło że czuł wobec niego narastającą niechęć. Nic nie powiedział, nie pokazał po sobie - pomyślał, to wystarczyło. Będzie miał go na uwadze. - Jeśli dowiem się o tej sprawie czegoś więcej, mogę przekazać. Przynajmniej będziecie wiedzieć czego się bać i na co uważać - dodał, nie przesuwając wzroku na najstarszego z rozmówców. Po prostu... nie miał ochoty na niego patrzeć, póki nie zabierał jego uwagi. Nie bał się go, ba - był pewien, że z łatwością mógłby go zabić gdyby się postarał. Po prostu nie chciał na niego patrzeć, podpadł mu wypytywaniem się w taki sposób. Było w nim coś dziwnego.
Księżyce: 50 Płeć: kocur Matka: Złotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon Trwałe urazy: Blizny na szyi, karku i żebrach. Rozerwane lewe ucho.
Wysoki i surowy w budowie. Futro jego po połowie: rude i białe, oczy złote i poważne.
Poważny i chłodny, skupiony na swoich planach.
Zawisza, Blekot
Jeśli liliowy nie był świadkiem ani zjednoczenia grup, ani otwartego konfliktu między nimi... sytuacja w krainie była najwyraźniej tak samo stabilna jak wtedy, gdy sam nazwać się mógł członkiem klanu. Stagnacja, brak rozwoju. Brak pogorszenia. Brak poprawy. Trwanie przez księżyce... lata nawet! w tym samym stanie. Rodzili się, żyli i umierali. Każdy tak samo bezowocnie.
Gdy zbliżał się do nich, posłał Wężowi długie, ciężkie spojrzenie. Wojownik od samego początku ich rozmowy trząsł portkami i najwyraźniej nie zamierzał szybko przestać. Zlazł z drzewa tyko po to, by wśród korzeni wyhodować sobie nowe obawy. Rojst zatrzymał się. Zaraz przed Wężem.
- Daruj sobie opryskliwość i słuchaj, gdy mówię, a nie będziesz musiał zadawać kolejnych pytań, na które odpowiedzi padły już w naszej rozmowie - zganił młodzieńca. Od początku szczery był w swych intencjach. Podał je dwójce na talerzu, nie próbując udawać, że podejmuje rozmowę z jakichkolwiek innych przyczyn. Jak dotąd tylko jedno pytanie pozostawił bez odpowiedzi.
Ruszył dalej, kontynuując krótki obchód i strzygąc uszami za dźwiękiem słów Gromniaka.
- Stwierdziłeś jednocześnie, że kot nie byłby zdolny zrobić takiej rzeczy... oraz że jesteś w stanie powalić człowieka - zwrócił uwagę na sprzeczność, uśmiechając się z lekka. Jeśli nieznajomy chciał dalej pleść swoje bajeczki, powinien się choć trochę wysilić, by nie urągać godności swoich rozmówców - zarówno Rojsta, jak i czarnej kotki, która też zapewne dostrzegała niespójności i dziury w tym, co próbował im przekazać. - Mówisz, że nie możesz zaoferować niczego, prócz "łap do walki", a jednak od razu zaproponowałeś podzielenie się informacjami.
<center><table class="tabelkaru"><tr><td rowspan="4" class="obrazekru"><img src="https://i.imgur.com/3xUQ6A5.png"></td><td class="tekst3ru">слышите мелодию?</td></tr><tr><td class="tekst2ru">веселись как русский, конец дискуссии
танцуй, как будто у тебя контузия
веселись как русский, диско соблазнение
веселись как будто ты олигарх</td></tr>
<tr><td class="tekst1ru"><i>вставь матрёшку в матрёшку в матрёшку...</i></td></tr>
<tr><td class="tekst4"><span class="tekst4sub">AKTYWNE SESJE (5/6):</span>
NORMALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=465511#465511">POŁĄCZONE BRZOZY</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468726&highlight=#468726">PRAWIE ŻYWE DRZEWO</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?t=10765">KRYPTA WIELU ZNAKÓW</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468767#468767">NA SZCZYCIE KSIĘGI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466050#466050">DYPLOMACJA</a>
SPECJALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=461860#461860">TRENING SPINKI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466777#466777">SPARING (ROCHE)</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466824#466824">POLOWANIE</a></span></td></tr></table></center>
<img src="https://i.imgur.com/fEH7z9m.png" class="tloru">
<style> .tabelkaru {width: 500px; border-collapse: collapse;} .tloru {position: relative; bottom: 235px; margin-bottom: -235px; left: 190px; pointer-events: none;} .obrazekru {width: 165px;} .tekst1ru {height: 5px; padding-top: 8px; font-family: 'JetBrains Mono', monospace; font-size: 11px; color:#4D4D4D;} .tekst2ru {height: 5px; font-family: 'Kelly Slab', cursive; font-size: 16px; color:#929292;} .tekst3ru {height: 5px; line-height: 0.7rem; padding-bottom: 3px;font-family: 'Marck Script', cursive; font-size: 20px; color:#080808;} .tekst4 {vertical-align: bottom; font-family: 'Unica One', cursive; font-size: 11px; color:#080808;} .tekst4sub {font-size: 15px; color:#000000;} .tekst4 a {color:#151515;}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=JetBrains+Mono&family=Kelly+Slab&family=Marck+Script&family=Unica+One&display=swap" rel="stylesheet">
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Podczas gdy ona milczała, pomiędzy dwoma kocurami zaczęła się walka słowna, którą Pomurnik obserwowała z miną widza zawodów w ping-ponga, raz po raz przenosząc wzrok na tego akurat kota, który się odezwał, podczas gdy na pokracznym pysku wykwitał coraz to trudniejszy do ukrycia uśmieszek. Jeszcze zabawniej zrobiło się, gdy Wąż rzucił przechwałkę, jakoby był zdolny do zabójstwa Dwunożnego; cały ten dialog coraz bardziej przypominał kłótnię kociaków, które postanowiły bawić się w Klan i nie umiały się zdecydować, kto będzie pełnił rolę przywódcy.
- Dwunożni to bydlaki, jakich mało. Wątpię, że jeden kot, niezależnie od tego, jak silny, dałby mu radę, zwłaszcza, że mielibyśmy do czynienia z uzbrojonym Dwunożnym - kościsty ogon poruszył się wśród śniegu. Podczas swojego pobytu na Osiedlu przekonała się, jak żałośnie słabi w porównaniu z innymi zwierzętami byli w gruncie rzeczy ci straszliwi Dwunożni, kiedy pozbawiono ich używanych przez nich narzędzi. Ich ręce były słabe i pozbawione ostrych pazurów; zęby tkwiące w ich szczękach były tępe; niektórzy nie potrafili nawet cicho poruszać się pod wiatr. Patrząc po ich bezbronności, dziwnym było, że ten gatunek w ogóle przetrwał. A jednak podporządkowali sobie potwory, zajęli całe Osiedle, czynili dziwy i cuda, których nikt nie potrafił zrozumieć. - To złoczyńcy z mocą uzdrawiania.
Kiedy Rojst i Wąż stanęli pyskiem w pysk, nie potrafiła już powstrzymać się od szerokiego uśmiechu. Ha, oto i sztuka złośliwości, złośliwości wyrafinowanej, zdolnej do doprowadzenia każdego kota do białej gorączki! Skutecznie, gdyż wydawało się, że Wąż za chwilę wybuchnie... i w tej to krytycznej chwili Pomurnik postanowiła jeszcze dolać oliwy do ognia. - Jaka piękna para! - nie wytrzymała.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Jak zareagował na odzywkę? Słodkim, aż zbyt, uśmiechem. Sygnalizującym, że Rojsta ma za co najmniej chorego psychicznie, jeśli myśli że może wpłynąć prośbami - tudzież rozkazami - na Węża. Zganić mógł sobie interes pod ogonem, a nie obcego dorosłego kota. Innymi słowy, miał go w dupie - od tego momentu bardziej niż wcześniej. Nienormalny. - Spróbować. Jeśli na słuch ci padło, powinieneś trzymać się młodszych kotów, które nie wyłapują słówek, a całe zdania. Starość nie radość, ale bez tego za długo nie pożyjesz - wzruszył ramionami, nie tracąc uśmiechu słanego Rojstowi. Przynajmniej sobie go zapamięta jako nienormalnego. Czy musiał się wysilać? Nie. Nie skłamał mówiąc, że mógłby próbować coś robić. - Jeśli masz potrzebę odbić jakieś niepowodzenie życiowe na mnie, czy chcesz mi coś wypomnieć, słabo trafiłeś.
W sumie, to mu wystarczyło. Rojst w tej chwili przez niedosłyszenie, że Wąż jedynie planuje i ma zamiar próbować ogłupił się sam. Czy się przejmie czy też nie, nie problem orientala. Wszak, upewnił się już jaki to kaliber rozmówcy i nie musiał się niczym przejmować. Jedynie co, poniekąd mu współczuł. - Informacjami, owszem. Nie sprecyzowałem jakimi. Mówiąc o zagrożeniu sprzedałem wam limit informacji na… cóż, sądzę że zawsze - bo to nie ich interes. Inaczej, Rojsta. Kotka była w odczuciu kocura przyjemna, do niego - choć nie pokazywał tego - odczuwał odrazę i pogardę. Jej może by coś powiedział, ale nie o Klanie. Jemu chyba nawet podstawowych rzeczy by nie powiedział nigdy więcej.
A po tym - zamilkł i wygasł na Rojsta. Rudy mógłby gadać, a on posyłałby mu uśmieszki, tak samo słodkie jak ten pierwszy. Nienormalnych się nie powinno traktować gorzej, to wiedział na pewno. Zaoferował siłę, a nie gadanie. Nie miał po co mu mówić więcej, sam nic z tego nie miał, a wścibskość wzbudziła zbyt duże podejrzenia, by mu ufać. Skierował wzrok na kotkę. Machnął głową w ramach zgody, rozumiał. - Coś trzeba będzie wymyślić. Póki dwunożny jest na terenach Klanów, przynajmniej ty się nie musisz martwić. Jak gdzieś pójdzie, a się dowiem - dam ci znać - kolejne natomiast było dość wątpliwe. Nikt nie ma supermocy, raczej. Dwunożni mają lepiej rozwiniętą medycynę co najwyżej, ale nic poza tym. Gdy szykował się już do komentarza, nagle wtrąciła się mu znowu Pomurnik. - Oh! Dasz mu nadzieje jeszcze, przestań. Ja sobie dam radę, ale to biedaczysko będzie jeszcze się ślinić na widok każdego okolicznego szczura!
Niby to był przerażony, ale w gruncie rzeczy żartował sobie z komentarza. Nie chciał mieć nic z dziwakiem wspólnego, nie ufał mu i jedynie jeśli on by mógł ze znajomości z nim skorzystać, znów zacząłby się doń odzywać. - Będę iść. Miło było - tymi słowami zakończył. Nie było co więcej tu robić, Pomurnik dał znak że jak chce może iść za nim i umówić się na kiedyś tam, a Rojsta ignorował już do końca, mimo uszu puszczając jego ewentualne słowa. Przynajmniej miał pewność, że nie tylko kocięta są okropne, a nawet jakiś staruch może być irytujący.
Księżyce: 50 Płeć: kocur Matka: Złotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon Trwałe urazy: Blizny na szyi, karku i żebrach. Rozerwane lewe ucho.
Wysoki i surowy w budowie. Futro jego po połowie: rude i białe, oczy złote i poważne.
Poważny i chłodny, skupiony na swoich planach.
Zawisza, Blekot
Najwyraźniej niezrozumienie i brak wyczucia nie dotyczył tylko fizycznie stojących przed nim kotów. Zupełnie jakby siły wyższe namieszały im we łbach i wykręciły nienaturalnie rzeczywistość, wciskając im do jaźni myśli utkane z wydarzeń, które nie wydarzyły się. Ich słowa i reakcje zdawały się sztuczne, karykaturalne wręcz. Rojstowi ciężko było nawet ich winić.
Stał jeszcze przez chwilę w tej przykrej i nieklimatycznej scenerii, ale wyszedł, bo nie bawił go słaby kabaret.
[z/t]
<center><table class="tabelkaru"><tr><td rowspan="4" class="obrazekru"><img src="https://i.imgur.com/3xUQ6A5.png"></td><td class="tekst3ru">слышите мелодию?</td></tr><tr><td class="tekst2ru">веселись как русский, конец дискуссии
танцуй, как будто у тебя контузия
веселись как русский, диско соблазнение
веселись как будто ты олигарх</td></tr>
<tr><td class="tekst1ru"><i>вставь матрёшку в матрёшку в матрёшку...</i></td></tr>
<tr><td class="tekst4"><span class="tekst4sub">AKTYWNE SESJE (5/6):</span>
NORMALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=465511#465511">POŁĄCZONE BRZOZY</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468726&highlight=#468726">PRAWIE ŻYWE DRZEWO</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?t=10765">KRYPTA WIELU ZNAKÓW</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468767#468767">NA SZCZYCIE KSIĘGI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466050#466050">DYPLOMACJA</a>
SPECJALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=461860#461860">TRENING SPINKI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466777#466777">SPARING (ROCHE)</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466824#466824">POLOWANIE</a></span></td></tr></table></center>
<img src="https://i.imgur.com/fEH7z9m.png" class="tloru">
<style> .tabelkaru {width: 500px; border-collapse: collapse;} .tloru {position: relative; bottom: 235px; margin-bottom: -235px; left: 190px; pointer-events: none;} .obrazekru {width: 165px;} .tekst1ru {height: 5px; padding-top: 8px; font-family: 'JetBrains Mono', monospace; font-size: 11px; color:#4D4D4D;} .tekst2ru {height: 5px; font-family: 'Kelly Slab', cursive; font-size: 16px; color:#929292;} .tekst3ru {height: 5px; line-height: 0.7rem; padding-bottom: 3px;font-family: 'Marck Script', cursive; font-size: 20px; color:#080808;} .tekst4 {vertical-align: bottom; font-family: 'Unica One', cursive; font-size: 11px; color:#080808;} .tekst4sub {font-size: 15px; color:#000000;} .tekst4 a {color:#151515;}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=JetBrains+Mono&family=Kelly+Slab&family=Marck+Script&family=Unica+One&display=swap" rel="stylesheet">
Całkiem smukła, zgrabna i wysoka koteczka, ale z pewnością nie najzgrabniejsza i najwyższa w klanie - po prostu poprawnie przeciętna. Jej krótkie i nieco szorstkie futerko zdrowo błyszczy i niemal w całości wygląda tak, jakby dosłownie przed chwilą córka Deszczowej Chmury wytarzała się w jasnym popiele - włącznie z nosem. Tylko na wąskiej piersi kotki wyrosło kilkanaście białych włosków, które utworzyły tam małą, nieforemną łatkę. Pysk Szarówki zachowuje rozsądne, nieprzykuwające uwagi proporcje. Ciekawe są natomiast jej oczy, ponieważ jedno z nich (lewe) przybrało odcień chłodnej bladej żółci, wydając się przez to wręcz białe, z kolei drugie (prawe) jest intensywnie niebieskie. Jej wywinięte wąsy chętnie tańczą, gdy zagra im lekko chociażby polny wiaterek. Ogon ma natomiast gruby i gęsty, nieco podobny do drucianej szczotki.
Wojowniczka klanu Cienia, jakich wiele, a przynajmniej tak sama o sobie myśli, nie dostrzegając zbytnio posiadanych zalet. Na pewno jest poprawna - rozmowna, ale nie gadatliwa, skrupulatna przy wykonywaniu powierzonych jej obowiązków, ale nie przesadnie ambitna, nie najbardziej asertywna na świecie i nie nazbyt uległa. Po prostu przeciętna. Nie zapada rozmówcom w pamięć na długo, jednak nauczyła się żyć w cieniu kotów o bardziej wyrazistych osobowościach. Nadal uwielbia spędzać czas poza gwarnym obozem, kiedy jej myśli zostają puszczone luźno z wiatrem, by pędzić wraz z nim w nieznane. Dawniej wyobrażała sobie, że za jej smutnym usposobieniem i zgorzkniałymi myślami stoi inny kot - taki, który tragicznie zmarł i po swojej śmierci, pełen cierpienia, postanowił w niej zamieszkać. Czas oraz zdobywane doświadczenia, zwłaszcza te z wypraw do Szepczącej Sadzawki, nieco osłabiły te fantazje, lecz mimo to w głębi duszy nadal wierzy, że odpowiedzią na wszystko jest reinkarnacja. Skoro ma cudownych rodziców, co jeść oraz gdzie spać, to nie ma przecież żadnych racjonalnych powodów do czucia się tak źle w swoim życiu... Takim to sposobem Szara Kora uparcie odsuwa od siebie najprostsze (a zarazem najlepsze) wyjaśnienie, dlaczego ma zawsze zgaszoną barwę głosu, rzadko kiedy czuje coś ponad obojętność, a w jej oczach brakuje zdrowego blasku...
Gorzka i Aroniowa Łapa, Krew
Wieść o kocurze wróżącym z piszczek przeniknęła wreszcie do uszu Szarej Kory. Coraz ciężej było jej znaleźć motywację do podnoszenia się z mchu kiedy absolutnie nie musiała, lecz niejaki Szkiełko stanowił właśnie wyjątek od reguły - ruszyła na spotkanie z tajemniczym jasnowidzem więcej niż chętnie. A wszystko z rozpaczy i bezradności. Oddałaby wiele, by dowiedzieć się czarno na białym, czy jej życie miało w ogóle jeszcze jakiś sens, czy na uczeniu Bladej Łapy i kolejnych terminatorów praktycznie się kończyło, zmienione w nużącą, powtarzalną egzystencję... Niby wiele, a jednak w pyszczku dzierżyła tylko drobny podarunek dla kocura, niepewna dokąd iść, żeby go spotkać i czego się spodziewać, gdy wreszcie go znajdzie.
Przebrnęła przez Czarny Ogon i minęła Paśnik, a dzień nieubłaganie pochylał swoją nasłonecznioną głowę w dół. Szkiełka nadal brak... Za wyjątkiem wypraw do Szepczącej Sadzawki Szarówka nigdy nie oddaliła się aż tak od klanu i teraz zaczynała czuć się nieswojo z odległością dzielącą ją od domu, w dodatku sama, z oddechem nocy na plecach... Ciało zdawało się jednak nie słyszeć jęków umysłu - łapy wojowniczki nieustannie pod nią pracowały, a ta szła i szła wzdłuż rzeczki. Chyba bała się przyznać sama przed sobą, że jeżeli przestanie przeć na przód to nie spotka Szkiełka, a co za tym idzie już nic, ani nikt nigdy nie odmieni jej z góry przegranego losu...
Mała, smukła kotka o drobnej budowie i dużych, zielonkawych oczach. Ślepia zdają się wręcz emanować ciepłem, wewnętrznym spokojem, życzliwością, w jej przypadku całkowicie odzwierciedlając duszę. Szaro-bura, raczej krótsza, niż dłuższa sierść przeplatana jest ciemniejszym futerkiem, tworzącym tygrysie pręgi. Najwyraźniejsze na mordce, ozdabiają ją wraz z wąsami. Jaśniejszy odcień szarości przyjmują końcówki łapek, podbrzusze oraz pyszczek. Spośród innych może wyróżniać ją lewe, ciemniejsze ucho, dzięki któremu łatwo rozpoznać jej sylwetkę z daleka.
Zmienna. To słowo powie o niej najwięcej. Trzyma się jednak ustalonych przez siebie zasad, podążając od dawna znaną ścieżką. Bez względu na wszystko pozostanie lojalna, szczera, lecz nie do bólu i ciepła, chociaż czasem tylko w głębi serca. Bywa zdystansowana, ironiczna, chociaż to jedynie pozory. Wynikają z faktu, że kotka jest nieufna i nie chce zostać zraniona. Często 'gra' kogoś innego, zazwyczaj, gdy przebywa wśród obcych. W obozie jest po prostu sobą - oddana, pomocna, ale pozostająca na uboczu. Woli słuchać niż się wypowiadać, częściej milczy, odpływając w świat własnych przemyśleń. Zdecydowanie można na niej polegać, wiedząc że dotrzyma danego słowa.
Mętna Łapa [krz], Mała Łapa vel Huba [kw]
Czy życie szarej postaci, której być może jedyny barwny element (zarówno wnętrza, jak i powierzchowności) stanowiło niebieskie oko, miało nabrać w niedalekiej przyszłości kolorów? Przyglądało się jej zachodzące, zimowe, blade słońce, jakby... czuwające nad przygarbioną sylwetką. Ta stanowić by mogła nieuchwytny cień, który zniknie wraz z zajściem ostatniego promienia. Była jednak czymś więcej, a cała przyroda postanowiła dziś kibicować szarej duszy. W końcu... nadane przez gwiazdy imię w pewien sposób łączyło ją z otoczeniem, z lasem, z cieniem, którego strażniczką nazywała się w myślach. To mógł być zmierzch dnia, który zakończy się barwnie. Póki co prawie-ciemno wszędzie, prawie-cicho wszędzie, a przed: oszronione, wysokie zielsko, turzyca i gniazda, w które Szara Kora zaszła.
Pierwszy kolor. Coś jak płomyk, jeden z trawiastych kosmyków był... rudy? Rdzawy, na pewno. Falował swobodnie w powietrzu, by nagle zastygnąć w bezruchu. Ogon?
kiedy leżę nie nadaję się do wstania
leżenie zapuszcza korzenie
nie wierzę w poruszanie się
zawsze do wyrwaniazielony
Całkiem smukła, zgrabna i wysoka koteczka, ale z pewnością nie najzgrabniejsza i najwyższa w klanie - po prostu poprawnie przeciętna. Jej krótkie i nieco szorstkie futerko zdrowo błyszczy i niemal w całości wygląda tak, jakby dosłownie przed chwilą córka Deszczowej Chmury wytarzała się w jasnym popiele - włącznie z nosem. Tylko na wąskiej piersi kotki wyrosło kilkanaście białych włosków, które utworzyły tam małą, nieforemną łatkę. Pysk Szarówki zachowuje rozsądne, nieprzykuwające uwagi proporcje. Ciekawe są natomiast jej oczy, ponieważ jedno z nich (lewe) przybrało odcień chłodnej bladej żółci, wydając się przez to wręcz białe, z kolei drugie (prawe) jest intensywnie niebieskie. Jej wywinięte wąsy chętnie tańczą, gdy zagra im lekko chociażby polny wiaterek. Ogon ma natomiast gruby i gęsty, nieco podobny do drucianej szczotki.
Wojowniczka klanu Cienia, jakich wiele, a przynajmniej tak sama o sobie myśli, nie dostrzegając zbytnio posiadanych zalet. Na pewno jest poprawna - rozmowna, ale nie gadatliwa, skrupulatna przy wykonywaniu powierzonych jej obowiązków, ale nie przesadnie ambitna, nie najbardziej asertywna na świecie i nie nazbyt uległa. Po prostu przeciętna. Nie zapada rozmówcom w pamięć na długo, jednak nauczyła się żyć w cieniu kotów o bardziej wyrazistych osobowościach. Nadal uwielbia spędzać czas poza gwarnym obozem, kiedy jej myśli zostają puszczone luźno z wiatrem, by pędzić wraz z nim w nieznane. Dawniej wyobrażała sobie, że za jej smutnym usposobieniem i zgorzkniałymi myślami stoi inny kot - taki, który tragicznie zmarł i po swojej śmierci, pełen cierpienia, postanowił w niej zamieszkać. Czas oraz zdobywane doświadczenia, zwłaszcza te z wypraw do Szepczącej Sadzawki, nieco osłabiły te fantazje, lecz mimo to w głębi duszy nadal wierzy, że odpowiedzią na wszystko jest reinkarnacja. Skoro ma cudownych rodziców, co jeść oraz gdzie spać, to nie ma przecież żadnych racjonalnych powodów do czucia się tak źle w swoim życiu... Takim to sposobem Szara Kora uparcie odsuwa od siebie najprostsze (a zarazem najlepsze) wyjaśnienie, dlaczego ma zawsze zgaszoną barwę głosu, rzadko kiedy czuje coś ponad obojętność, a w jej oczach brakuje zdrowego blasku...
Gorzka i Aroniowa Łapa, Krew
Nieświadoma dopingu opatrzności wojowniczka wykonała kolejny krok na przód, choć dziwnie anemiczny. Pokłady wiary w znalezienie Szkiełka były już na wyczerpaniu, gdy nagle kolorowe spojrzenie przyciągnął ten jeden jedyny element niepasujący do reszty. Otoczenie miało bowiem łagodne, zgasłe barwy, lecz pośród nich uparcie jarzył się jakiś podłużny niedopałek... Zignorowanie tej anomalii nie wchodziło w rachubę - Szara Kora przystanęła i ściągnęła brwi. Tylko chwilę zajęło jej rozszyfrowanie, że w gęstej roślinności czaił się kot, rudy kot, ale czy to mógłby być, czy on może, czy to...
- Szkieko?
Wargi kotki same, bez jej świadomego udziału, złożyły się w jedno niewyraźne imię. Gdyby osobnika zainteresował cichy bełkot i obróciłby w jego kierunku głowę, spostrzegłby powód iście udarowego akcentu - z szarej mordki wystawał bury pierz i to dlatego "ł" kocicy stało się tymczasowo nieme. Ta zresztą, skoro już o niej mowa, na wstrzymanym oddechu czekała na rozwój sytuacji. Co, jeżeli to nie Szkiełko a niebezpieczny, silny Samotnik i odzywając się właśnie ściągnęła na siebie niebezpieczeństwo? Krew flegmatycznej na ogół wojowniczki przyspieszyła bieg w żyłach. Wielokrotnie myślała o własnej śmierci, ale nigdy nie stanęła z nią oko w oko. Okoliczności bardzo wpływały na fantazję - tylko ich dwójka, noc za pasem, a przecież to zawsze nocą wszystkie czarne charaktery wychodziły ze swoich kryjówek, by siać grozę. Groza, jak najbardziej, wczepiła się w Szarówkę zimnymi szponami, a była tym intensywniejsza, że splatała się z chorą nadzieją... Szkiełko? Proszę?
Mała, smukła kotka o drobnej budowie i dużych, zielonkawych oczach. Ślepia zdają się wręcz emanować ciepłem, wewnętrznym spokojem, życzliwością, w jej przypadku całkowicie odzwierciedlając duszę. Szaro-bura, raczej krótsza, niż dłuższa sierść przeplatana jest ciemniejszym futerkiem, tworzącym tygrysie pręgi. Najwyraźniejsze na mordce, ozdabiają ją wraz z wąsami. Jaśniejszy odcień szarości przyjmują końcówki łapek, podbrzusze oraz pyszczek. Spośród innych może wyróżniać ją lewe, ciemniejsze ucho, dzięki któremu łatwo rozpoznać jej sylwetkę z daleka.
Zmienna. To słowo powie o niej najwięcej. Trzyma się jednak ustalonych przez siebie zasad, podążając od dawna znaną ścieżką. Bez względu na wszystko pozostanie lojalna, szczera, lecz nie do bólu i ciepła, chociaż czasem tylko w głębi serca. Bywa zdystansowana, ironiczna, chociaż to jedynie pozory. Wynikają z faktu, że kotka jest nieufna i nie chce zostać zraniona. Często 'gra' kogoś innego, zazwyczaj, gdy przebywa wśród obcych. W obozie jest po prostu sobą - oddana, pomocna, ale pozostająca na uboczu. Woli słuchać niż się wypowiadać, częściej milczy, odpływając w świat własnych przemyśleń. Zdecydowanie można na niej polegać, wiedząc że dotrzyma danego słowa.
Mętna Łapa [krz], Mała Łapa vel Huba [kw]
– Ktoś nie śpi, żeby spać mógł ktoś. – spokojny, opanowany głos doleciał do uszu szarej, Cienistej strażniczki. Miał w sobie coś z melodii, nieco rytmicznej, ze zrywami i wyciszeniami. Typowe dla Szkiełka, hasło na powitanie: wieloznaczne, tajemnicze, enigmatyczne, nie stąd.
Wszystko działo się, jakby w nienaturalnym spowolnieniu, być może gwarantowanym przez zapadający, niczym czarna kurtyna, zmierzch. Chciałoby się, żeby ostatnie sceny trwały jak najdłużej...
Rudy pysk wysunął się spomiędzy pokrytego szronem zielska, a gdy dwubarwne spojrzenie, żywo-martwe, padło na szarą mordkę kotki, wyrażało coś na kształt zdumienia, rozpoznania i spełnienia w jednym. Zielone, żywe oko nie zafiksowało się ani na zwierzynie, ani nie błądziło po sylwetce. Po prostu wpatrywało się w dwukolorowe ślepia Szarej Kory. A wraz z nim to puste, dziwaczne oko.
– Jest więcej nas... – zaczął sami-wiecie-kto, nie ruszając się z miejsca. – ... dziwnookich.
kiedy leżę nie nadaję się do wstania
leżenie zapuszcza korzenie
nie wierzę w poruszanie się
zawsze do wyrwaniazielony
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Napięcie nie opuszczało czekoladowej. Prowadziła cały swój klan, składający się w tej chwili głównie z kociąt i starszych kotów. Ona i najnowszy dobytek Nowego Świtu - nowicjusz Dettlaff szli przodem. Za nią, w środku pochodu umieściła szóstkę kociąt, w tym dwójkę swoich, jednego z członków rady, Dynię i Łatrzyk, która nie była ani starcem ani kocięciem, a dodatkową obroną. Osobą, która miała pomóc Zroszonemu Listkowi w uspokajaniu przerażonych kociąt i w poganianiu ich. Z lewej strony pochodu szedł Rudzik, a jego prawą flankę miał osłaniać Fairy. Pochód zamykali wojownicy Pierwiosnek i Kajak, a uczennica Spinka miała wolną wolę, gdzie chce iść. Wybrała miejsce zaraz za Tundrą i Dettlaffem. Tak wyglądała cała jej rodzina, idąca w długą drogę w stronę Szuwaru Turzycy. Mieli nadzieję poczekać tam na wyprawę, która powinna wracać tą właśnie drogą. Kiedy dotarli na miejsce, Tundra rozejrzała się. Nie było to dobre miejsce na tymczasowy obóz, ale lepszego nie miel.
- Spinko, Pierwiosnku, przygotujcie coś na kształt tymczasowego schronienia dla kociąt. Żeby osłonić je przed wiatrem. Reszta… zapolujcie, proszę. Na pewno część z nas ma pusty brzuch - ona sama nie byłaby w stanie niczego przełknąć. Rozejrzała się po swoich kotach. Niech to już się skończy.