Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Źle dla niego, bo Sekwoje nie obchodziło kim był i tak do niego zagadać. Wyglądał jak chuchro, psu z gardła wyciągnięte, ale kto wie może się na coś przyda. Podchodził do tych malin i się nimi dziwnie zaciągał, może był tym całym medykiem. Sprawdzał czy to na pewno maliny czy coś. Chociaż nawet ona, to widziała, więc ciężko powiedzieć, co on u cholery robił.
- Ej ty, masz jakieś imię? - bo tak najłatwiej powiedzieć, czy ktoś z klanu czy nie. Oni zawsze mają, jakieś dziwnie imiona. Deszczowy Liść, Zielona Gira, czy takie coś. Ważne że nie śmierdział rybkami, chociaż Raniuszek, tez nimi nie pachniał, jak pierwszy raz go spotkała.
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Odwróciło głowę ku nieznajomej. Kompletnie jej nie kojarzyło, ani z pyska, ani z zapachu, nawet patrząc po tym, że na ich wspomnieniach nie można było polegać. Oczywiście, mogłoby zignorować tak ją, jak i jej niezbyt uprzejme pytanie, odpłacić jej pięknym za nadobne i chamsko dalej wdychać słodki zapach malin. Takie jednak nieuprzejme zachowanie byłoby niezbyt w ich stylu.
Pokiwało głową, uznając, że kompletnie absurdalnym byłoby pokazywanie imienia z ruchu warg.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Jakiś dziwny i irytujący był ten kocur. Ciężko się domyśli że, jak pyta go o imię, to przydałoby się je podać? No oczywiste że jakieś ma, nie była durna. Niewiele jej mówi to kiwnięcie głową, chyba że tak się dureń nazywał. Głuchy nie był, widać że wie, co do niego mówią, więc niech lepiej nawet nie udaje, bo ona wie jak używać pazurów. Debila z siebie nie da robić.
- A tobie co, zabrakło języka w gębie? - mruknęła z lekką irytacją, bijąc ogonem w powietrzu.
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Akurat całkiem sporo kotów, które spotkało na swojej drodze, uważało, że nieme Zguba nie ma imienia. Samo zainteresowane, prawdę mówiąc, miało do tego fenomenu stosunek dosyć obojętny.
Na jej kolejne pytanie znów uprzejmie pokiwało głową. Jednocześnie delikatnie wzruszyło ramionami na znak tego, że co jak co, ale na ten smutny fakt nic nie poradzi.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Na chwile ją zatkało, bo pierwszy raz spotkała się z takim przypadkiem. Trzyma gębę na kłódkę, a jednak ją słyszy. Nie rozumiała tego, ale może to się zdarzało. W końcu różne koty po świecie chodzą, te niepełnosprawne też.
- Ty tak na serio? - zapytała jeszcze raz, bo ciągle nie do końca to do niej dochodziło. Z drugiej strony jednak jakoś domyślała się że nie usłyszy żadnej odpowiedzi, więc wzruszyła ramionami. - Ale kiwać i kręcić głową możesz. Mogę ci mówić hmm... Drewniak? -
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
— Serio — pokazało najwyraźniej, jak umiało, i żeby na pewno doszedł komunikat, okrasiło go intensywnym pokiwaniem głową. Wiele już kotów dziwiła wieść, że Zguba nie umie mówić. Tak jakby to było coś nadzwyczajnego!
— Dobra — pokazało na propozycję imienia po chwili namysłu. Jedno imię więcej, jedno imię mniej, to bez znaczenia.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Świetnie. Dało się z nim dogadać łatwiej niż z niektórymi paplającymi kotami.
- Wiesz coś może o duchach? - będzie ciężko coś z niego wyciągnąć, ale warto było spróbować. Dla Tsunami zrobi wszystko nawet wydusi informacje od kogoś, kto nie umie mówić.
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Rzucone prosto z mostu pytanie Sekwoi nieco zbiło z tropu Zgubę. Przez chwilę przyglądało się jej szeroko otwartymi oczyma, nie do końca rozumiejąc, o co jej chodzi.
– Nie wierzę w duchy – odpowiedziało wreszcie. – Ale kiedyś dużo mi o nich mówiono – to zdanie pokazywało długo i starannie, robiąc wyraźnie przerwy między słowami. Tak, dużo mówiono im o duchach, Gwiezdnych i tak dalej, a już najbardziej po tej ceremonii, na której... na której stało się coś bardzo złego, czego Zguba zupełnie nie umiało sobie przypomnieć.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Jeżeli Zguba myślał że Sekwoja umie czytać z ruchu warg to się przeliczył. Niech jej lepiej nawet nie wkurza, bo to że jest niemy, nie znaczy że go nie sklepie.
- Kiwaj albo kręć głową, do mysiej nędzy - syknęła. Inaczej się nie dogadają. Nie nauczy się zupełnie nowego języka, w uderzenie serca, chyba go pogrzało. To jakby ona nagle zaczęła nawijać po lisiemu. Bardzo by się zrozumieli.
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Starał się nie myśleć za bardzo o matce czy rodzeństwie. Jak za tym drugim zdarzało mu się tęsknić, tak do Mruk czuł nienawiść i bolesne uczucie niesprawiedliwości. Starał się jak mógł, a teraz? Teraz był całkiem sam, gotowy by pokazać światu, że nie zasługiwał na śmierć, tak jak myślała jego matka. A gdy wyrośnie na silnego kota, odnajdzie ją i pokaże jak bardzo się myliła.
Mimo wszystko, Korek był jeszcze tylko dzieckiem. Poczucie samotności wdało mu się zbyt we znaki i załzawiło mu oczy na tyle mocno, że nie do końca widział dokąd idzie. To doprowadziło do tego, że praktycznie na ślepo wpadł w malinowe krzewy i zapiszczał z bólu, leżąc płasko na kolczastych gałązkach.
Jak na igłę przystało - ostry, zarówno w budowie ciała, jak i całokształcie wyglądu. Długie czarno-białe futro układa się w ostre kosmki zakończone niemalże szpikulcem zamiast miękkim włosiem. Pociągły pysk, zdobiony drobnym białym przecięciem na garbatym nosie ma ostre rysy, po wywijane w każdym kierunku świata wąsy i postawione na sztorc uszyska zakończone drobnymi białymi frędzelkami. Ślepia zaś przybrały dwie barwy - prawe błękitną, zaś lewe orzechową. Jest nader wysoki przez szczudłowate łapy, a dodatkową biel można dostrzec na jego kryzie, brodzie, brzuchu, ogonie i łapach gdzie tworzy skarpetki.
Ziółko jakich mało. Rozrabiaka, złośliwy chochlik, który w dodatku kłuje! Lepiej więc trzymać się od niego z daleka. Lekkoduch, o indywidualistycznym podejściu do życia. Nieokrzesany buntownik. Nieco leniwy, ale jedynie odrobinkę, naprawdę!
Skrzecząca Ropucha (KC)
XXJuż od momentu nagłego ozdrowienia nie zamierzał kisić się w obozie. Musiał zmyć z siebie zapach zielska i zaczerpnąć świeżego oddechu z dala od krzewiastych murów wokół siebie. I...to nie tak, że niczego posłaniec z mroku nie mógł tam znaleźć - już niektórym wojownikom pozostawiał pamiątki zakamuflowane w strzępkach mchu, ot tak dla zasady, ot tak dla przypomnienia o swoim jestestwie. Jednakże chciał iść dalej, nawet jeżeli w jego przypadku było to iście nierozsądnym posunięciem. Nie będący nawet na pierwszym treningu cienisty panicz, stwierdził, że urządzi sobie małą wycieczkę po nieznajomych sobie terenach, wychodząc naprzeciw wszelkim drapieżnikom, czy kłopotom, które mogły go spotkać. Wręcz lepiej, gdyby w któreś się w pakował! Przynajmniej miałby co nieco rozrywki po tylu księżycach siedzenia w zapyziałej lecznicy z medykami, którzy oh! Zdecydowanie nie mieli z nim łatwo. Odmawianie brania ziół, kręcenie się, niedawanie spokoju innym chorym, bo po prostu mu się nudziło, było chlebem powszednim w Korzennej Jamie. Cud, że z nim wytrzymywali! I nie wygonili gdzieś w chaszcze. XXDziarskim krokiem szedł przed siebie. Od czasu do czasu oglądał się na boki, wyłapując charakterystyczne elementy dzięki, którym miał nadzieję uda mu się powrócić do siebie. No, szkoda tylko, że plan ten pokrzyżował nagły pisk, na którego dźwięk ucho ciemnego kocura drgnęło, a jego łeb zaraz skierował się w stronę niedaleko niego rosnących krzewi. Były za rzeką. Pewnie normalny kot zastanowił się dwa razy czy przechodzić na drugi brzeg, ale...ciekawość iglaka w tym momencie przeważyła nad zdrowym rozsądkiem. Rozejrzał się na boki. Dostrzegając w oddali kładkę z obalonego pewnie wiekowo spróchniałego drzewa, postanowił z niej skorzystać. Bo co on się będzie, specjalnie moczyć? Jeszcze wróci do lecznicy i tyle będzie z jego terminatorowania! Ostrożnie byle nie upaść przeszedł zwinnie na drugi lekko piaszczysty brzeg, z gracją zeskakując na ląd, a potem zbliżył się do "mówiących krzewów" i, o proszę! Przechylił lekko łeb na bok, a dwukolorowe ślepia zlustrowały wystającą z krzewinki ciemną końcówkę ogona. Ojej, ciekawe co to? Bez ceregieli, chwycił kłaki w pysk i zaczął ciągnąć, nie dbając o możliwe poranienie osobnika, do którego owy kikut należał.
Zaczynał powoli przyzwyczajać się do niezmiennie wbijających się w ciało kolców z gałęzi. Właściwie, im dłużej leżał w bezruchu, tym wygodniej mu zaczynało być. Traktował to jak masaż albo innego rodzaju terapię dla zbolałego ciała. Odetchnął z ulgą, uważając żeby nie ruszyć się zbyt gwałtownie. Kiedyś stąd wstanie, to jasne, ale póki nic go nie cisnęło, nic nie stało na przeszkodzie by odpoczął choć chwilę przed kolejną wędrówką. W końcu nic się na niego nie czai, prawda?
Błąd.
Słyszał kroki, zaczynał wyczuwać obcą woń i nim się w ogóle zdążył jakoś ruszyć, czuł jak kolce ponownie zaczynają sprawiać ból, przejeżdżając wzdłuż ciała, czesząc długą sierść. Spanikowany, pisnął przeciągle, będąc ciągniętym przez obcego mu kota. Przednimi łapami próbował złapać się najbliższych gałązek, ale zrezygnował gdy jedynie nabił się na ostre końce. Jeśli się zrani i będzie kuleć to już nijak się nie obroni.
Wyciągnięty na światło dzienne mógł wreszcie spojrzeć obolały na pastwiącego się nad nim kocura. Dziwnie pachniał. Korek syknął, wstał szybko, starając się ignorować ból całego ciała, a następnie wyrwał swój ogon z zaciśniętych zębów nieznajomego, udając że wyrwane kłaki pozostające w czarno-białych szczękach nie robią mu żadnej różnicy.
- Czego chcesz!! - warknął, zestresowany obecnością starszego kocura.
Jak na igłę przystało - ostry, zarówno w budowie ciała, jak i całokształcie wyglądu. Długie czarno-białe futro układa się w ostre kosmki zakończone niemalże szpikulcem zamiast miękkim włosiem. Pociągły pysk, zdobiony drobnym białym przecięciem na garbatym nosie ma ostre rysy, po wywijane w każdym kierunku świata wąsy i postawione na sztorc uszyska zakończone drobnymi białymi frędzelkami. Ślepia zaś przybrały dwie barwy - prawe błękitną, zaś lewe orzechową. Jest nader wysoki przez szczudłowate łapy, a dodatkową biel można dostrzec na jego kryzie, brodzie, brzuchu, ogonie i łapach gdzie tworzy skarpetki.
Ziółko jakich mało. Rozrabiaka, złośliwy chochlik, który w dodatku kłuje! Lepiej więc trzymać się od niego z daleka. Lekkoduch, o indywidualistycznym podejściu do życia. Nieokrzesany buntownik. Nieco leniwy, ale jedynie odrobinkę, naprawdę!
Skrzecząca Ropucha (KC)
XXO no proszę, kikut miał właściciela. Już po chwili rozległ się przeciągły pisk, który nastroszył igiełkowate futro cienistego do tego stopnia, że teraz wyglądał co najmniej jak wysoka choinka. Nijak jednak wrzaski na niego podziałały...poprawka. Podziałały w tenże sposób, że tym bardziej pociągnął kłaki do siebie, zapierając się z całych sił czarno-białymi łapami. Osobnik ten był zdecydowanie oporny i wcale tak łatwo nie chciał wyleźć ze swej kryjówki. W ten właśnie sposób zamierzał mu pomóc zapewne...tym bardziej go kalecząc. No, ale ostatecznie mu wysłannik mroku pomógł, prawda? Srebrzysty, który wydostał się poraniony gałązkami Malinowych Krzewów powinien mu podziękować za uwolnienie, a nie rzucać się na niego z pyskiem. Hmpf. Cofnął się niby o krok wyraźnie zaskoczony. Było to jednak zdziwienie w głównej mierze udawane, może dlatego, że liczył, iż zafajdane kłaki należą do kogoś ciekawszego? Jakiegoś szopa albo coś! A tu nic, nuuuuda. Tylko kot ten pachniał tak inaczej ni to klan, ni to drapieżnik. Chyba wiec nie natrafił na żadnego klanowicza. Może więc nie była to aż taka nuda. Wykrzywiając mordkę i mlaszcząc kilka razy, wypluł kępę ciemnych kłaków, których w jego pysku nazbierało się tym więcej, gdy gwałtownie kocur wyrwał mu swój ogon. XX— A co możesz mi dać? — zapytał po chwili, a na jego licu zatańczył chochliczy uśmieszek. Nie, żeby wiele przemyślał co zrobi, gdy już tego osobnika z krzewin wyciągnie, ale nieznajomy sam mu podsunął znakomity pomysł. Przekrzywił lekko łeb na bok a dwukolorowe jarzeniówki utkwiły się na zestresowanym młodziaku. Wyglądał...śmiesznie z poczochranym futrem.
Był oburzony. Tak go traktować! I to przez byle kogo, bo kto to w ogóle był? Korek go nie znał, pomijając fakt, że znajome koty mógł policzyć na palcach jednej łapy. Do tego zachowywał się dziwacznie. Tak nienaturalnie. Aż mu stanęło chwilowo serce w gardle. Nie wierzył za bardzo w takie dziwactwa jak obcy z nieba czy mistyczne stworzenia, ale chyba przy nikim jeszcze nie czuł się tak niekomfortowo i dziwnie. Zresztą, dyskomfort miał różne formy, zwykle jednak miały związek z niezręcznością albo brakiem pewności siebie. Przy czarno-białym natomiast miał wrażenie, jakby patrzył w pysk nieistniejącego stworzenia. Wcale kota, na którego zdawała się kreować zewnętrzna powłoka. Czymkolwiek by nie był, zachowywał się karygodnie.
- Że co?? - cofnął się o krok, najeżony i spłoszony. Jakby obcy chciał, to mógłby sobie wziąć wszystko, co Korek miał. Sierść, skórę, piękne oczy, jeszcze bijące serce. Srebrny jednak nie miał w planach tego oddawać. - Nic ci nie dam! Udław się! Moja sierść jest moja, moja skóra jest moja! Potrzebujesz nowego ciała, co? PASZOŁ WON.