Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Uniosła spojrzenie na kocura, który zdołał wtopić się w tło szarych skał, przez co z początku go nie zauważyła. Spiczaste uszysko drgnęło, a kąciki pyszczka wykrzywiły się w asymetrycznym grymasie. Susza wszystkim dawała się we znaki, ale z pewnością nie Klanowi Rzeki. Mieli od groma ryb, mimo że kręcenie się przy jedynym wodopoju w okolicy mogło być tragiczne w skutkach.
⠀ - Mamy wystarczająco dużo ryb, aby wykarmić klan, susza nie jest dla nas problemem - stwierdziła, jasno wskazując na to, że mają się dobrze - aczkolwiek ja za nimi nie przepadam. Wolę myszy, więc poświęcam się nieco bardziej. - Wzruszywszy barkami zadarła wyżej nos, aby zwietrzyć nadlatujące zewsząd zapachy. Jakiś czas temu polowała w tych okolicach. Spotkała tu dziki i zagryzła samotnika, który postanowił przeszkodzić jej w poszukiwaniu obiadu. Rzuciła ukradkowe spojrzenie Półmrokowi, który w innych okolicznościach skończyłby niechybnie tak samo, lecz mógł odetchnąć z ulgą - byli, bądź co bądź, umówieni.
⠀ - Ostatnio, kiedy tu byłam, nie biegało nic poza kilkoma gawronami, ale jeśli chcesz... możemy spróbować. - I po tych słowach natychmiastowo ruszyła pod wiatr, ostrożnie omijając wszystkie suche, bardziej niż zwykle zresztą, patyczki oraz listki, a także starając się zniwelować szelest traw do minimum.
Mistrz: Nie ma i nie będzie Płeć: kocur Partner: -
Półmrok jest szczupły, długołapy i wygląda niepozornie, może nawet przyjaźnie, jest przyjemny dla oka. Przystojny, dobrze zbudowany wysoki kocur o urodzie kota bengalskiego, którym w istocie jest. Jego ciało zdobi krótka, srebrzysta sierść, jaśniejsza na podbrzuszu i ciemniejsza na grzbiecie (srebrny charcoal). Upstrzona jest czarnymi rozetami z wyjątkiem grzbietu, gdzie pojawia się pojedyncza pręga przecinająca całe jego ciało aż do ogona. Smukła mordka ozdobiona jest długimi białymi wibrysami, dużymi oczami barwy świeżej mięty, ciemnoszarym nosem i parą uszu, z czego prawe jest w strzępach po dawnej bójce. Na jego ciele pojawiają się liczne drobne blizny, jednakże większość skryta jest pod szorstkim w dotyku futrem, niewidoczna dla niewprawnego oka, wyjątkiem jest widoczne ugryzienie na połowie ogona.
Odznaczający się dużą pewnością siebie twardo stąpający po ziemi samotnik. Nie traci zimnej krwi i ciężko go sprowokować, choć z pewnością nie jest tchórzem bojącym się każdego konfliktu, ani typem narwańca rzucającego się w paszczę każdego niebezpieczeństwa byle tylko udowodnić swoją wartość. Jest ostrożnym realistą, który chłodno ocenia swoje szanse i dopiero później, na podstawie wysnutych wniosków, działa. Półmrok jest typowym introwertykiem nauczonym by samotnie zmagać się ze wszystkimi przeciwnościami losu i problemami. Szuka sojuszników, nie przyjaźni czy relacji wiążacych się z przywiązaniem i dużym zaangażowaniem. Nie ma problemu z nawiązywaniem przelotnych znajomości, przychodzi mu to z łatwością; lubi poplotkować i powymieniać się informacjami, posłuchać nowinek i sam się nimi podzielić. Odznacza się dystansem i nieufnością, choć nie pozwala, by jego rozmówca to zauważył. Przejawia się to tym, iż rzadko mówi o sobie i na pytania o swoją przeszłość czy umiejętności odpowiada gładkimi słówkami nie niosącymi ze sobą żadnej treści.
Sztormowy Pazur (rzeka), Popielate Niebo i Barwna Ścieżka (wicher)
Może by skończył, może nie. Był samotnikiem silnym i inteligentnym oraz ostrożnym, czego nie można powiedzieć o wszystkich jego narwanych pobratymcach. Jego szanse były większe, pytanie tylko czy w ostatecznym rozrachunku coś by mu to dało. Półmrok nie skomentował faktu, że jeśli obecną pogoda się utrzyma ich olbrzymią rzeka zamieni się w cienki strumyczek i klan rzeki również będzie w ciemnej dupie. Widział takie przypadki, choć nie o tej porze roku. Nadchodziła jesień, a ona charakteryzowała się deszczami, błotem i narastającym chłodem, a nie falą upałów. Świat oszalal, przynajmniej tutaj.
- Możemy - zaproponował. Ruszył za kocicą pod wiatr, ale. .. W przeciwieństwie do niej nie rozglądał się tylko za zwierzyną. Szczerze powiedziawszy tej miał w bród, więc postanowił skupić się na roślinach, których mogło mu zabraknąć. Nie znał ich wiele, raczej te bardziej podstawowe i to musiało mu wystarczyć.
Biała Burza i Półmrok
Parze okoliczności nie sprzyjały. Pomimo zapewnień, że jest to miejsce obfitujące w różnoraką zwierzynę, ta jak na złość nie chciała przyjść do Białej Burzy. Nie wyczuła również żadnej świeżej woni ani też żadnego szelestu. Otaczała ich jedynie cisza. Półmrok również nie miał szczęścia do roślin, bo te jak na złość były jedynie zwykłymi roślinami, czasem nawet chwastami, które rosły w okolicy. Żadne z nich nie nadawało się do niczego, jednak być może gdy będzie kontynuować poszukiwania, to w końcu coś znajdzie.
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Mogła śmiało stwierdzić, ze znała te okolice lepiej niż wydawać by się mogło, a zatem nie była jakoś szczególnie zaskoczona panującą wszem i wobec ciszą. Ostatnio było podobnie i najwidoczniej cała historia miała zamiar się właśnie powtórzyć, aczkolwiek po cichu liczyła na to, iż uda jej się nie wdepnąć tym razem na żadnego dzika z młodymi, a już w szczególności na takiego, który wyskoczy na nią znienacka. Całe szczęście Łan Rzepaku był kawałek stąd. Rzuciwszy ukradkowe spojrzenie w kierunku Półmroku ustawiła się lepiej pod wiatr i ruszyła za płynącymi ku jej nozdrzom zapachami. Były bardzo charakterystyczne, jałowosuche, a wszystko dookoła wyglądało tak, jakby wyzionęło z siebie ostatnie resztki życia.
⠀⠀⠀Stąpała cicho i ostrożnie, nasłuchując, obserwując i węsząc, pomału zagłębiając się w gęste drzewa porastającego tereny za szorstkimi skałami lasu. Tam słońce nie wysuszało gleby tak, jak na otwartych przestrzeniach, więc może dopisze jej szczęście.
Mistrz: Nie ma i nie będzie Płeć: kocur Partner: -
Półmrok jest szczupły, długołapy i wygląda niepozornie, może nawet przyjaźnie, jest przyjemny dla oka. Przystojny, dobrze zbudowany wysoki kocur o urodzie kota bengalskiego, którym w istocie jest. Jego ciało zdobi krótka, srebrzysta sierść, jaśniejsza na podbrzuszu i ciemniejsza na grzbiecie (srebrny charcoal). Upstrzona jest czarnymi rozetami z wyjątkiem grzbietu, gdzie pojawia się pojedyncza pręga przecinająca całe jego ciało aż do ogona. Smukła mordka ozdobiona jest długimi białymi wibrysami, dużymi oczami barwy świeżej mięty, ciemnoszarym nosem i parą uszu, z czego prawe jest w strzępach po dawnej bójce. Na jego ciele pojawiają się liczne drobne blizny, jednakże większość skryta jest pod szorstkim w dotyku futrem, niewidoczna dla niewprawnego oka, wyjątkiem jest widoczne ugryzienie na połowie ogona.
Odznaczający się dużą pewnością siebie twardo stąpający po ziemi samotnik. Nie traci zimnej krwi i ciężko go sprowokować, choć z pewnością nie jest tchórzem bojącym się każdego konfliktu, ani typem narwańca rzucającego się w paszczę każdego niebezpieczeństwa byle tylko udowodnić swoją wartość. Jest ostrożnym realistą, który chłodno ocenia swoje szanse i dopiero później, na podstawie wysnutych wniosków, działa. Półmrok jest typowym introwertykiem nauczonym by samotnie zmagać się ze wszystkimi przeciwnościami losu i problemami. Szuka sojuszników, nie przyjaźni czy relacji wiążacych się z przywiązaniem i dużym zaangażowaniem. Nie ma problemu z nawiązywaniem przelotnych znajomości, przychodzi mu to z łatwością; lubi poplotkować i powymieniać się informacjami, posłuchać nowinek i sam się nimi podzielić. Odznacza się dystansem i nieufnością, choć nie pozwala, by jego rozmówca to zauważył. Przejawia się to tym, iż rzadko mówi o sobie i na pytania o swoją przeszłość czy umiejętności odpowiada gładkimi słówkami nie niosącymi ze sobą żadnej treści.
Sztormowy Pazur (rzeka), Popielate Niebo i Barwna Ścieżka (wicher)
Nic? No trudno, to dopiero pierwsza próba. Półmrok nie przejmował się brakiem zwierzyny. W przeciwieństwie do klanowych kotów jego nie ograniczał wąski kawałek paru drzewek i strumyka; mógł udać się gdzie chce. Za ulicą było jezioro, gdzie z pewnością gromadziło się wiele zwierząt, a jeśli sytuacja stałaby się krytyczna mógł udać się do siedliska koni lub osiedla i tam poszukać wody, pożywienia oraz chwilowego schronienia. Miał wiele opcji w przeciwieństwie do klanowych kotów.
Srebrzysty samotnik przesuwał wzrokiem po otoczeniu, szukając wszystkiego, co mogło zwrócić jego uwagę. Poruszał się pod wiatr wyglądając głównie roślin i pajęczyn, ale także zwierzyny, która również mogła nawinąć mu się pod łapy. Zależy czym nagrodzi go los, gdyż jak na razie szczęście mu nie dopisywało.
Ziewnęła przeciągle, choć sama nie wiedziała, czy dlatego, że była zmęczona, czy dlatego, że wokół było ciemno. Nie była przyzwyczajona do ciemności. W mieście światła iskrzyły się cała noc, cały czas, bez przerwy. Mini słońca, które, jak się potem dowiedziała, były światłami. Razem z całą swoją zgrają zamieszkiwała uliczkę tuż za restauracją, która zaś znajdowała się na skraju tak zwanego 'rynku', czyli coś jak klanowy obóz! Tam to dopiero było jasno, bo cała restauracja była oświetlona, nie brakowało też neonu, który iskrzył się pięknie akurat od tej strony budynku, od której oni zazwyczaj siedzieli. Teraz więc, gdy wróciła do lasu, znowu musiała mierzyć się z tym, że nie widziała nic pod łapami. A wcale nie było tak późno! Nie miała pojęcia dlaczego, ale od jakiegoś czasu niemalże cały czas słońce znikało za horyzontem przeraźliwie szybko. I naprawdę była tym przerażona! Nie ciemnością, a tym, jak krótki był dzień. Za krótki.
Wskoczyła jednym, gładkim susem na niższą gałąź dość wysokiej jodły. Przez mieszkanie w mieście odzwyczaiła się siedzieć na ziemi, więc teraz to drzewa były jej ulubioną rozgrywką, skoro nie miała tu już bliższych przyjaciół, których mogłaby poszukać.
toń
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXBól powoli opuszczał jego łapę, więc nie musiał oszczędzać jej aż tak, jak na samym początku. Medyk dobrze się nią zajął, więc wszystko powinno się ładnie zagoić i nie pozostanie nawet blizna, a może lekkie przerzedzenie futra w tym miejscu, trudno. Przynajmniej będzie mu to przypominało o tym głupim kruku, którego udało mu się solo załatwić. Niby nic wielkiego, a dodawało pewności siebie, przyjemne uczucie, no i jaki obiad był z niego smakowity. XXXXSzedł okolicą Szorstkich Skałek. Podobały mu się te tereny, były oddalone od Cienia i nie było szans na to, że ktokolwiek mógłby go rozpoznać jako byłego członka Klanów. W pewnym momencie dostrzegł jasny, ruszający się kształt, który pakuje się na gałąź. Nie rozpoznał jej zapachu, więc musiała być jednym z wielu samotników, jakie zamieszkiwały te tereny, albo tylko tędy przechodziły. Cofnął uszy, chcąc przejść okrężną trasą. Niezbyt interesowały go rozmowy, bo nie chciał pakować się w ewentualne kłopoty, szczególnie teraz, kiedy wciąż miał opatrunek z pajęczyny na łapie, więc do każdego podchodził z dość dużą dawką rezerwy. Wciąż rzucał jej jednak krótkie spojrzenie co chwila, sprawdzając, jak ta zareaguje na pojawienie się kogoś takiego, jak on. Mógł sprawiać pozory dość... nieprzyjemnego z wyglądu, zwłaszcza w połączeniu z nierównym, poczochranym futrem i wysokim wzrostem. Ale może kocica się go nie przestraszy, chyba nie wyglądał aż tak strasznie, prawda?
Tak, jak szybko wlazła na drzewo, tak szybko usłyszała jakiś szelest obok ucha. Spięła się nieco, rozglądając się uważnie. Zawsze była przygotowana na ewentualność spotkania jakiegoś nieproszonego gościa, oczywiście, choć miała nadzieję, że jednak nic takiego się nie zdarzy. Ziewnęła kolejny raz, aż nie zobaczyła czarnego jak smoła kocura, który chyba bardzo specjalnie ją wymijał. Ciężko było go dostrzec, ale resztki śniegu leżące za nim prędko go zdradziły.
Zeskoczyła z gałęzi, nie ukrywając nawet, że podchodzi do niego. W podskokach znalazła się bliżej niego, posyłając mu spokojny uśmiech. - EJ - powiedziała głośno, w sumie tylko po to, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. Tak, jakby już jej nie miała. Był straszny. Wyglądał strasznie, nawet w pierwszej chwili miała mu to powiedzieć, już brała wdech, ale potem uznała, że może nie warto robić sobie wrogów w kimś, kto wyglądał strasznie, nie? - Widziałam psa - powiedziała pierwsze lepsze, żeby tylko utrzymać jego zainteresowanie. - Żartowałam. Alllle! Zgubiłam się! - dodała zaraz, uznając jednak, że to też słaba wymówka. - Też żartowałam, znam te tereny jak własne futro. To nie wiem jak cię zatrzymać, ale jakoś muszę. Ja i samotność nie idziemy w parze. To co. Jakim tematem bym cię zatrzymała tu na, choćby chwilę? - zapytała, zamiast kombinować. Może to był sposób! Naprawdę była zdesperowana na choć chwilę rozmowy z... kimkolwiek.
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXA jednak się nim zainteresowała. Z jednej strony, tak, jak oczekiwał, bo był zbyt przyciągający uwagę, aby nie zostać zauważonym, ale z drugiej znaczyło to bezpośrednią konfrontację z obcym kotem, a do tych zawsze na początku podchodził z dość dużą dawką rezerwy. Pląsająca kotka w pierwszej chwili wywołała u niego niepokój, nie wiedział, co chce zrobić. Nawet, jeśli nie wyglądała groźnie, mogła mieć nieprzyjazne zamiary, dlatego uniósł ogon w ostrzegawczym geście, ale, jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie. Zaczęła mu tu żartować, jakby to miało być coś śmiesznego, co miałoby przyciągnąć jego uwagę, aż tak cierpiała na brak towarzystwa, że czepiała się byle kogo? Uniósł brwi, przez chwilę przypatrując się jej nieco uważniej. XXXX– Mogę tu zostać ile tylko sobie zechcę. Ale w sumie nie wiem, zainteresuj mnie, ja tylko tędy przechodziłem, wracam w okolice Króliczych Nor – odpowiedział luźno, wzruszając kościstymi barkami. Skoro już tutaj był, to mógł się skusić na rozmowę, zwłaszcza, że ta tutaj wydawała się być w porządku, trochę za dużo gadała, ale da radę to przeboleć.
Uniosła brwi, marszcząc nieznacznie nos. To nie tak, że była zdesperowana na towarzystwo, choć tak, może i była. Nie była tego do końca pewna, niemniej kocur przed nią, choć wyglądał przerażająco, jak żywy trup, był intrygujący. Wyglądał, jakby za złe słówko miał się mocno zamachnąć i zostawić jej szramę na policzku, a choć ona nie przepadała za agresorami, to postanowiła zaryzykować. Ktoś jej kiedyś powiedział, że łobuz kocha najbardziej, co było tak śmieszne i głupie na jakie brzmiało, ale właśnie to stwierdzenie na pierwszy rzut oka pasowało do smolistego kocura najbardziej. - Mam kocimietkę. Wystarczająco, żeby cię zaintersować? - zapytała, uśmiechając się głupio w jego stronę, choć także nieco kusząco, jakby bez słów mówiła mu podpuszczająco, że nie ma opcji, że ten się zainteresuje czymś takim. A może wręcz przeciwnie, może właśnie to go tym bardziej zachęci. - I mogę się podzielić - dodała, gdyby ten miał co do tego jakieś wątpliwości.
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXŁobuziarski tryb życia był czymś, co zdecydowanie pasowałoby do Toni, gdyby miał trochę więcej kontaktów z innymi kotami. Normalnie raczej się z nimi mijał, unikał, albo po prostu już po pierwszej rozmowie więcej ich nie widział. Z szylkretką pewnie też się już więcej nie zobaczy, choć... kto wie? XXXX– Jak zobaczę, to uwierzę – stwierdził z wzruszeniem barków. To nie tak, że jej nie wierzył i uważał, że kłamie, zwłaszcza, że sama zaproponowała podzielenie się kocim zielskiem, a on nigdy go jeszcze nie próbował, bo nie miał ku temu okazji. Zainteresowała go więc jej propozycja, ale i wprawiła w lekkie podejrzenia, no bo kto tak po prostu wyjeżdża z tematem kocimiętki do obcego, dopiero co poznanego kota? Zmrużył lekko szaroniebieskie ślepia. XXXX– Tylko tędy przechodzisz, czy mieszkasz gdzieś w okolicy? – zagaił. Nie znał jej, a trochę czasu już spędził krążąc po tym terenach okalających Klany, kocica żadnym z nich nie pachniała, więc logicznym było, że była samotniczką. Albo pieszczochem, jedno z dwóch.
Uśmiechnęła się pod nosem. - Czyli zainteresowałam? - zapytała, zamiast udowadniać mu to, co mu powiedziała. Wcale nie musiała, może to zrobi, może nie, zależnie od tego, czy ciemny kocur wyrazi chęć poznania się nieco głębiej z ową kocimiętka, czy zamierzał jak największy kapuś zobaczyć, odejść, a potem wszystkim wokół opowiadać na Kliszę, przez co dookoła raczej nie miałaby co szukać znajomych, splamiona złą reputacją. - Zależy. Czasami mieszkam w okolicy, czasami tylko przechodzę - odparła zgodnie z prawdą. Fakt, nie mogła powiedzieć, że mieszka tu od zawsze, ciągle, bo na paręnaście księżycy czasami wynosi się na osiedle, do miasta, by żyć jak włóczęga, by potem znów wrócić tutaj. Przeplatała swoje oba życia, bo oba były wygodne, podobały jej się, a jednak były zupełnie inne. - Teraz akurat mieszkam. A ty? - dodała dla sprostowania, a potem zadała swoje pytanie, coby pociągnąć rozmowę dalej.
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXX– Może – rzucił przelotnie, trochę nonszalancko, przyglądając się jej bardziej. Co takiego musiało być w tej kocimiętce, że szylkretka używała jej jako karty przetargowej? Skoro miał okazję do sprawdzenia jej działania, to czemu miałby zachować się jak cykor i z tego nie korzystać? Zwłaszcza, że taka okazja mogła się już więcej nie powtórzyć. XXXX– Można powiedzieć, że kręcę się po okolicy – odpowiedział wymijająco. Nie zamierzał zdradzać jej aktualnego położenia legowiska, bo i miał w tym swój własny interes w postaci Kukułki. Inna sprawa, że oboje myśleli nad przeniesieniem się w inne miejsce, bo zima nie rozpieszczała, a Toń miał wrażenie, że z każdym kolejnym dniem śniegu jest coraz więcej, a wiatry jeszcze silniejsze. Stajnia albo osiedle kusiły go jak nigdy, ale o ile do tego pierwszego mógł się przychylić, tak osiedle brzmiało niezwykle odlegle i niepokojąco. – Częściej raczej w pobliżu Siedliska Koni, albo Leśnych Ostępów, to zależy, gdzie mnie akurat łapy zaprowadzą – dodał jeszcze, pozwalając sobie usiąść i owinąć suche łapy długim, cienkim jak bicz ogonem.
Samotne wędrówki nie należały może do najpoważniejszych rzeczy jakie Szpon robił. Wiedział, wiedział że powinien się pilnować i nie wychodzić na nie specjalnie często. Z drugiej strony - taki zakaz dostał jak był kociakiem... i chyba tyczył się terenów, a nie wszystkiego poza nimi. Teraz był już dużo starszy i nawet na swoich terenach nie był! Można uznać więc, że był jak najbardziej bezpieczny.
Dzisiejszy spacer, w każdym razie, zdecydowanie był o niebo dalej od terenów. Wstępnie z zamiarem i nadzieją znalezienia Czarta, swojego przyjaciela, ale z efektem marnym. Może wrócił do domu?? To jest, na pewno, co klątewka miałaby robić tutaj dalej sama? Nie dość że mu zimno by było, to pewnie by się rozchorował, głodny był i... ach, za dużo rzeczy było na nie, za mało na tak. I najpewniej byłby trochę niezadowolony z tego, jak wyszła jego wyprawa, ale... a któż to! - CZEŚĆ!!! HEEEEJOOOO!!! - ryknął na raz, widząc obcego kota. Dużo, dużo mniejszego od siebie. Kocię, tutaj? Nie, zdecydowanie nie, jak się zbliżył to po prostu zdał sobie sprawę z tego że on po prostu był o tak dużo większy od niej. O rety, a to heca. - Cześć!! Nie znasz mnie co prawda, ale mój kumpel tak trochę się tutaj nie pojawił, więc uznałem że jak już cię tu zauważyłem, to mogę z tobą pogadać. Jak tam się trzymasz co? A, a, Szpon jestem.
Dodał zaraz, wyszczerzając kły w delikatnym uśmiechu.
Perełka może i wyrosła, ale nic a nic się nie zmieniła. Wciąż jest kruszyną, zdecydowanie mniejszą od przeciętnego kota i wygląda na to, że tak zostanie. Trochę straciła już kocięcej okrągłości, robi się bardziej smukła, wydoraśla powolutku. Cieniutkie nóżki, krótki tułów, przeciętnej długości ogonek. Każda część ciała koteczki naznaczona jest kruchością, a rysy w żadnym przypadku nie zapowiadają się na ostre. Jedynymi "ostrzejszymi" elementami jest końcówka ogona i szpiczaste pędzelki na uszach.
Futerko maluszkiej niemniej trzyma się ogólnej "subtelności". Lśniąca biel sierści - na łebku, grzbiecie i kitce, osnuta jest szarym nalotem. Gdzieniegdzie widać również przebijające się pręgi, głównie na policzkach. Na czole zaś nieśmiało zarysowuje się M-ka. Nosek ma różowy, a poduszeczki łap są koloru czarnego.
To taka mała gwiazdka, której mordka zawsze ma ciepły wyraz. Chętnie omija zasady i z ciekawością patrzy na powszechne dziwactwa. Ale jak tu się na nią gniewać? Zaraz po wszystkich wybrykach, dostrzec można jak Perełka układa kwiatki na posłaniach różnych kotów, i wyczesuje brudne futerka starszych. Maluszka ma pełno w sobie śmiałości i potrafi z zawadiackim grymasem zadawać niekomfortowe pytania, śmiać się najgłośniej ze wszystkich kociaków i z pełnym przekonaniem opowiadać zmyśloną opowieść. Wszystko to jednak robi z dozą delikatności i pieczętuje końcowym promiennym uśmiechem. Nie jest natrętna, a przynajmniej nie lubi być tak postrzegana. To bardzo wrażliwe kocie, które przypadkowe komentarze może wziąć głęboko do siebie, a wtedy chodzić jak smutny pijaczek, chwiejąc się na łapkach, przez kolejny księżyc.
Jinx szwędała się już którąś godzinę, coraz bardziej głodna. W domu jej dwunogów bywało coraz gorzej i coraz głośniej. Dziewczynka pojawiała się teraz tylko na weekendy, twierdziła, że w tygodniu bywa w czymś co się nazywało internat. Kotka nie za bardzo rozumiała czemu nie mogła jej zabrać ze sobą, bo gdy wyjeżdżała - starsi ludzie zupełnie o niej zapominali. Raz na jakiś czas coś tam wsypali do miski, ale zero zabawy, zero głasków, nic, a jak się upomniała nieco głośniej, to siu! i kot za drzwi. Już nie wiedziała co gorsze, odmrażać sobie tyłek czy słuchać jak ci przekrzykują się po raz kolejny. Westchnęła, a para poszybowała w górę, wykradając jakąś porcję ciepła z jej ciała. Zadrżała, próbując z całej siły zaciskać kły i ignorować uporczywe ssanie żołądka. To nie był pierwszy raz gdy odczuwała głód, ale mimo wszystko zazwyczaj miała perspektywę na jedzenie. Teraz, pomimo głośnych protestów pod drzwiami domu, te pozostawały zamknięte. Przeszukała już kilka śmietników, ale jedyne co zyskała to na wpół spleśniały na wpół obgryziony przez szczury kawałek chleba, którego nie była w stanie wziąć do pyska nawet jak umierała z głodu oraz obrzydliwego zapachu, obklejającego teraz jej futro. Skierowała się więc w stronę lasu, bardziej łudząc się niż mając plany cokolwiek upolować. To nie mogło być takie trudne... prawda?