Księżyce: 114 Płeć: amab Matka: tsunami Ojciec: czarnowron Trwałe urazy: zespół Kilifenera, co wiąże się z zakrzepicą i bezpłodnością
smukłej budowy krótkowłosy szylkret o
niemal szkarłatnych oczach
Właściwie to nie wiadomo, co siedzi Śreżodze w głowie. Ono też nie wie. Łatwo popada w ekstremalne stany emocjonalne; zdarza się mu doświadczać derealizacji i ma problemy z nawiązywaniem poprawnych relacji. Odczuwa stałą potrzebę zaznaczania swojej obecności wszędzie, gdzie się znajduje, co czyni poprzez figlarstwa i odgrywanie ról.
Śreżoga błądzi, krąży, zatacza kręgi wokół terenów, starannie unikając większych siedlisk kotów, polując na co mniejsze zwierzęta i zadowalając się tak nędznymi posiłkami. Chudnie, słabnie. Ale nadal żyje. Nieszczęście chodzi po świecie.
Zapuszcza się wreszcie i tutaj, w nieznane dotąd miejsce. Cichy, gęsty las, po którym przechadza się, obserwując plątaninę zagłębień w korze na pniach drzew. Gdy natrafia na resztki pustego legowiska, czuje mrowienie w okolicach serca. To z pewnością znak.
Układa się w norze, nie wnosząc nic z sobą do środka. Czuje wbijające się w ciało resztki przegniłych piór, gałązek, starego mchu.
last night I dreamt that somebody loved me no hope, no harm, just another false alarm
Sowie Spojrzenie zwykle nie zapuszczał się aż tak daleko od Kamiennych Pazurów, zwykle tylko kiedy na chwilę rozkojarzył się i nagle okazało się, że zaszedł dalej niż faktycznie miał zajść. Tak samo było właśnie teraz i kiedy otrząsnął się już z zamyślenia, stanął jak wryty i rozejrzał się dookoła, potem warcząc pod nosem coś do siebie.
Potem, poczuł jakiś nieznajomy zapach wchodzący do nory obok której akurat niedaleko się zatrzymał… ale czy on chciał tam wchodzić? Chyba nie za bardzo, więc się nawet do tego nie przymierzał, podszedł tylko kilka kroków w bok i czekał, odsuwając się sprzed wejścia, żeby przypadkiem ktokolwiek tam siedział nie postanowił rzucić mu się na łapy. Jeśli ten ktoś zaraz nie wyjdzie, to wychudzony buras zwyczajnie sobie pójdzie, bo jakoś nie miał specjalnie ochoty na zawieranie nowych znajomości, po prostu chciał się upewnić, że ktokolwiek tam jest nie zamierza go śledzić czy coś.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Księżyce: 114 Płeć: amab Matka: tsunami Ojciec: czarnowron Trwałe urazy: zespół Kilifenera, co wiąże się z zakrzepicą i bezpłodnością
smukłej budowy krótkowłosy szylkret o
niemal szkarłatnych oczach
Właściwie to nie wiadomo, co siedzi Śreżodze w głowie. Ono też nie wie. Łatwo popada w ekstremalne stany emocjonalne; zdarza się mu doświadczać derealizacji i ma problemy z nawiązywaniem poprawnych relacji. Odczuwa stałą potrzebę zaznaczania swojej obecności wszędzie, gdzie się znajduje, co czyni poprzez figlarstwa i odgrywanie ról.
Ciszę i spokój Śreżogi zakłóca dźwięk kroków. Futro na grzbiecie jeży się im natychmiast. Zaciska kły, aż na policzkach występują im twarde grudki, czeka w napięciu. Może niespodziewany gość odejdzie, nie zauważy ich obecności. Wstrzymuje oddech.
Cień z zewnątrz pada na schowane w legowisku Śreżogę.
Nie odzywa się. Dopiero później powoli zaczyna przesuwać się ku wyjściu z nory, aż wreszcie spogląda w oczy kocura. Wyniszczonego, chudego kocura ze strachem w oczach. Na swój sposób podobnego do nich. Patrzy na niego, a strach wzbiera w nich, kwitnie, rozrasta się.
last night I dreamt that somebody loved me no hope, no harm, just another false alarm
Kiedy ten ktoś wyłonił się z nory, Sowie Spojrzenie od razu się najeżył, od razu przypuszczając, że zamierza go zaatakować. Bury nie przeżył tylu księżyców, bo był miły, a dlatego że uważał na nieznajomych i co ci mogą kryć za swoimi intencjami. Ktoś kto wyglądał na niegroźnego mógł kryć w sobie więcej werwy niż tak naprawdę wydawało się z zewnątrz, Sowa wiedział to sam po swoim przykładzie.
-No dawaj! Nie zaskoczysz mnie! -wycharczał, wysuwając pazury i orając nimi ziemię pod sobą.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Księżyce: 114 Płeć: amab Matka: tsunami Ojciec: czarnowron Trwałe urazy: zespół Kilifenera, co wiąże się z zakrzepicą i bezpłodnością
smukłej budowy krótkowłosy szylkret o
niemal szkarłatnych oczach
Właściwie to nie wiadomo, co siedzi Śreżodze w głowie. Ono też nie wie. Łatwo popada w ekstremalne stany emocjonalne; zdarza się mu doświadczać derealizacji i ma problemy z nawiązywaniem poprawnych relacji. Odczuwa stałą potrzebę zaznaczania swojej obecności wszędzie, gdzie się znajduje, co czyni poprzez figlarstwa i odgrywanie ról.
Wciąga ze świstem powietrze, gdy nieznajomy wyciąga pazury. Spogląda na niego z czymś na kształt zachwytu. Może właśnie to jest ich przeznaczenie.
— Nie zamierzam. Witaj — skrzeczy. Przygląda się kocurowi i jeszcze raz z zadowoleniem zauważa, jak bardzo są do siebie podobni. Rośnie w nich podekscytowanie, a zarazem wzbiera powoli fala niechęci do siebie, do własnej słabej, wątłej natury, która nie pozwala im... przyciska uszy do czaszki. — Przybywasz, żeby mnie skrzywdzić? — pyta neutralnie i zupełnie poważnie.
last night I dreamt that somebody loved me no hope, no harm, just another false alarm
Czy Sowa przybywa, żeby ich skrzywdzić? Buras zmarszczył brwi, spojrzał się po drugim kocie wolno i uważnie, a potem po najbliższym otoczeniu nieznajomego. Nie widział żadnych złowieszczych sygnałów, a przynajmniej nie w tym momencie, więc samotnik schował pazury, jednakowoż dalej pozostał przygotowany do skoku, gdyby ten drugi kot coś sobie durnego pomyślał.
-Skąd przybywasz? -burknął, bo najpierw trzeba było się czegoś dowiedzieć, zanim odpowie na to pytanie. Wszystko zależało od tego co usłyszy.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Księżyce: 114 Płeć: amab Matka: tsunami Ojciec: czarnowron Trwałe urazy: zespół Kilifenera, co wiąże się z zakrzepicą i bezpłodnością
smukłej budowy krótkowłosy szylkret o
niemal szkarłatnych oczach
Właściwie to nie wiadomo, co siedzi Śreżodze w głowie. Ono też nie wie. Łatwo popada w ekstremalne stany emocjonalne; zdarza się mu doświadczać derealizacji i ma problemy z nawiązywaniem poprawnych relacji. Odczuwa stałą potrzebę zaznaczania swojej obecności wszędzie, gdzie się znajduje, co czyni poprzez figlarstwa i odgrywanie ról.
Wzrok szkarłatnych oczu błądzi po chudym pysku obcego. Po zapadniętych policzkach, po podkrążonych oczach. Serce im wali jak oszalałe. Kocur-duch chowa pazury i to Śreżodze się już mniej podoba.
— Miejsce, z którego pochodzę, dawno temu przestało istnieć — wydobywa z siebie. — Nie mieszkam nigdzie. Nie mam domu.
last night I dreamt that somebody loved me no hope, no harm, just another false alarm
-Nie istnieje? -burknął podejrzliwie- Bardzo podejrzana wymówka, słyszałem ją już wiele razy -parsknął. Różne słowa słyszał codziennie od swoich prześladowców, od cieni, czasami nawet nie potrafił rozróżnić co mówiły, kiedy wszystkie przekrzykiwały się w pewnych dniach, na przykład przy pełni księżyca, jednak nie raz mu mówiły, że miejsce, z którego przybywają nie istnieje, że nie przybywają ani z Gwiezdnego Klanu, ani Miejsca Gdzie Brak Gwiazd. Tak mówiły, jęczały wręcz, jakby żaliły się na swój los, parszywe widma bez domu- To co? Błąkasz się bez jakiegokolwiek celu? Żałosne.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Księżyce: 114 Płeć: amab Matka: tsunami Ojciec: czarnowron Trwałe urazy: zespół Kilifenera, co wiąże się z zakrzepicą i bezpłodnością
smukłej budowy krótkowłosy szylkret o
niemal szkarłatnych oczach
Właściwie to nie wiadomo, co siedzi Śreżodze w głowie. Ono też nie wie. Łatwo popada w ekstremalne stany emocjonalne; zdarza się mu doświadczać derealizacji i ma problemy z nawiązywaniem poprawnych relacji. Odczuwa stałą potrzebę zaznaczania swojej obecności wszędzie, gdzie się znajduje, co czyni poprzez figlarstwa i odgrywanie ról.
— Nie, nie istnieje — potwierdza, błądząc wzrokiem po jego postaci — teraz już nie istnieje, bo kiedyś istniało. Tak, to bardzo podejrzana wymówka, ale najzupełniej prawdziwa — potakuje skwapliwie. Oczy im się skrzą.
— Bezcelowość też jest celem. A Ty?
last night I dreamt that somebody loved me no hope, no harm, just another false alarm
-Skoro kiedyś istniało to udowodnij, powiedz coś konkretnego o nim, albo pokaż coś, bo jak dla mnie to na razie same bajania czy wymówki -zarzucił, dalej nie wierząc w to co usłyszał od tego dziwacznego kota.
-Bezcelowość też jest celem? Nie rozśmieszaj mnie -prychnął, i to niby jego nazywali szalonym?- Ja? Szukam rozwiązań. Odpowiedzi na pytania. Zemsty -burknął.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Przeciętnej wielkości kocur o nieco pulchnej sylwetce i dużych łapach. Zaokrąglenie jest pozostałością po jego wygodnym życiu u dwunogów. Porasta go długa, płowa sierść. Jednolitość zakłócają jednak pojedyncze białe włoski na piersi, ogonie i brzuchu. W dodatku nieco więcej bieli zbiera się na jego przedniej lewej łapie i palcach prawej przedniej łapy. Biel nie jest jednak jedynym co psuje jednolitość jego osoby, bowiem na łapach, pysku i ogonie dostrzec można pręgi. Ponadto od głowy do końca ogona biegnie ciemniejszy nalot. W oczy rzucają się na ogół przyjazne jasnozielone ślepia.
Uprzejmy i dobrze wychowany, a przynajmniej na takiego się kreuję, bo w taki sposób najłatwiej osiągnąć to czego się chce. Udaje miłego, gdy potrzebuje przysługi, ale niezwykle łatwo pokazać mu prawdziwą twarz, gdy tylko coś nie pójdzie po jego myśli. Jest cierpliwy do czasu. W środku prawdziwy z niego egoista, który chciałby tylko żyć na cudzym utrzymaniu. Nie lubi, gdy sprawy eskalują do przemocy, woli tego unikać.
Nie miał pojęcia, gdzie był. Wszystkie drzewa wyglądały tak samo, a zapachy były jeszcze gorszą mieszaniną niż ta, która była wyczuwalna na osiedlu. Tam przynajmniej wiedział z czym ma doczynienia, a tutaj? Wszystko było takie dzikie. W dodatku ziemia była jakaś dziwnie miękka... Ugh.
Wskoczył na jeden z pni, a gdy tylko się usadowił, strzepnął łapą z obrzydzeniem. Była cała mokra i śmierdziała zgniłym błotem. Powstrzymując odruch wymiotny, zaczął przejeżdżać po niej językiem. Miał nadzieję, że cała reszta tego przeklętego lasu wygląda chociażby odrobione lepiej i mniej mokro...
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
W tymże lasku był może raz, dawno jak dopiero co uciekł z przydomowego ogródka i pognał ku wolności. Od tamtej pory trzymał się blisko Klanów i rzek, raczej omijając te okolice. Odkąd jednak Chrabąszcz tkwił w lecznicy, rudzielec miał więcej wolnych dni i czasu dla siebie. Poza polowaniem, by nie umrzeć z głodu, i rozmowami z ukochaną, nie miał co zrobić. Słońce na niebie świeciło dłużej i nie dawało się skrzętnie ukryć, by zasnąć i nie wstawać przez kilka dni. Wybrał się więc na dłuższy spacer.
W samym lasku dość szybko natknął się na spasłą mysz, którą pochwycił tuż przed jej ucieczką do drobnej nory. Idąc z przekąską, która nawet nie należała do jego ulubionych smakołyków, przeszedł kilka kroków przed siebie, aż dojrzał kocura z futrem o kolorze piasku, który wcale a wcale nie pasował mu do tutejszego obrazka. Zdawał się być czystszy nawet od największych czyściochów w lesie, którzy od ilości pyłu nie byli w stanie porządnie się domyć. Trzymając gryzonia w pysku, przyglądał się z zaciekawieniem samotnikowi, nie wypowiadając słowa.
Przeciętnej wielkości kocur o nieco pulchnej sylwetce i dużych łapach. Zaokrąglenie jest pozostałością po jego wygodnym życiu u dwunogów. Porasta go długa, płowa sierść. Jednolitość zakłócają jednak pojedyncze białe włoski na piersi, ogonie i brzuchu. W dodatku nieco więcej bieli zbiera się na jego przedniej lewej łapie i palcach prawej przedniej łapy. Biel nie jest jednak jedynym co psuje jednolitość jego osoby, bowiem na łapach, pysku i ogonie dostrzec można pręgi. Ponadto od głowy do końca ogona biegnie ciemniejszy nalot. W oczy rzucają się na ogół przyjazne jasnozielone ślepia.
Uprzejmy i dobrze wychowany, a przynajmniej na takiego się kreuję, bo w taki sposób najłatwiej osiągnąć to czego się chce. Udaje miłego, gdy potrzebuje przysługi, ale niezwykle łatwo pokazać mu prawdziwą twarz, gdy tylko coś nie pójdzie po jego myśli. Jest cierpliwy do czasu. W środku prawdziwy z niego egoista, który chciałby tylko żyć na cudzym utrzymaniu. Nie lubi, gdy sprawy eskalują do przemocy, woli tego unikać.
Gdy wyczyścił ostatnią z łap, spojrzał na ziemię. Wszędzie wokół znajdowało się błoto, a najbliższe połacie trawy wymagały od niego skoku, jeśli chciał się na nie dostać. Przeklnął podmokły teren pod nosem, skupiając wzrok na najbliższej plamie trawy pozbawionej błota. Przygotował się, po czym odbił się od pnia. Siła wybicia musiała być jednak znikoma, bo kocur nie znalazł się nawet w połowie trasy, gdy jego mordka spotkała się z mułem. Podniósł się niemalże natychmiast z rozdrażnionym syczeniem, jeżąc całe futro. Teraz nie tylko łapy były całe w błocie, a również i pysk, brzuch i spód ogona. Na jego nieszczęście miał obserwatora, o którym nie wiedział...
Wygnano go z Klanu Gromu.
Najkrótszy w życiu pobyt w Klanie, czy coś. Pobity rekord. W duchu chciało mu się śmiać - kto wie, może teraz powinien zajść na granicę Klanu Wichru? Miał tam przecież Ważkę, która wisiała mu przysługę. A może zajrzy do Klanu Cienia? Ciernisty Gąszcz pewnie chętnie by z nim pogadała. Oni w tym Cieniu to lubili mieć zbiegowisko. Jej terminatorka lada dzień powinna być gotowa na medyczkę, a więc brakowało im tylko Poety do pełni atrakcji.
Jednak nie. Poeta zaplanował coś gorszego. Takim kotem przecież był, prawda?
Zmierzch dołączyła do niego trochę później, widocznie zajęta ostatnią rozmową z Gromiakami. Wciąż mieli na siebie leśny zapach grupy, który nie zejdzie z nich przez parę najbliższych księżycy.
- Przepraszam - wyszeptał głosem łamiącym się z bólu.
//Zmierzch!