Logo Artemidy
Trening Słonecznikowej Łapy
#1
Śmierć Gronostajowego Kroku dotknęła Fiołkowy Świt nieco mocniej, niż się tego spodziewał. Nie był szczególnie blisko związany z wojowniczką, jednak nie oznaczało to że mógł zrobić sobie dzień wolny. Zwłaszcza, że miał to być pierwszy dzień treningu Słonecznikowej Łapy, która z całą pewnością nie byłaby szczególnie zadowolona z tego, że jej trening został przesunięty. Nawet jeżeli nie powiedziałaby niczego na głos, bo przecież taka wydawała się być - łagodna, nie sprawiająca problemów, nie skarżąca się na nic. Przyjaciółka z sąsiedztwa.
Dlatego też, zgodnie z umową, zamierzał czekać na nią przed obozem. Usiadł przy ogołoconym z liści krzewie berberysu, którego wykarczowane gałęzie po przeciwnej stronie tworzyły wejście do obozu Klanu Wichru. Owinął łapy ogonem i zgarbił się lekko, by było mu nieco cieplej. Znów spadł śnieg i z całą pewnością będzie musiał ograniczyć pierwszą wycieczkę do minimum, by Słonecznik nie skończyła pierwszego dnia z opuszkami popękanymi od długiego marszu w nieudeptanym śniegu. Wziął gwałtownie wdech, a chłodne powietrze wypełniło jego płuca; nie na długo jednak, bowiem zaraz kichnął dwa razy. Pociągnął cicho nosem, gdy wszystko zamilkło. Huh.
قالوا: تموت بها حبـاًً؟ قلـت: ألا آذكروها علـى قبـري لتحيينـي
they asked: "do you love her to death?"
I said "speak
of her over my grave and
watch
how she brings me back to l i f e"
LVL 8 530 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
#2
Tak jak zalecił jej poprzedniego dnia Fiołkowy Świt, zanim zjawiła się przy wejściu do obozu odwiedziła jeszcze stos zwierzyny, z którego wybrała sobie jakąś wiewiórkę. Zjadła szybko i chociaż wciąż gdzieś w tle jej myśli przewijała się śmierć Gronostajowego Kroku, nie mogła powstrzymać ekscytacji, związanej z pierwszym dniem treningu. Górowanie słońca. Co jakiś czas patrzyła w niebo, żeby upewnić się, że zdąży. Zdawało się jednak, że od zjedzenia piszczka zostało jej jeszcze trochę czasu. Nie za dużo, ale wystarczająco, żeby jakoś ostatecznie się przygotować i nie przyjść spóźniona. Nim ruszyła na miejsce spotkania, doprowadziła szybko do porządku swoje krótkie futerko, co wcale nie trwało jakoś długo. A kiedy przylizała ostatni sterczący na łapie kosmyk, udała się w końcu w stronę wyjścia z obozu, gdzie czekał już na nią Fiołkowy Świt. Uśmiechnęła się do wojownika; wciąż mogła się wydawać trochę przygaszona po wczorajszej ceremonii, ale tym razem nie wyszło przynajmniej tak smutno i mizernie, jak dzień wcześniej. Miała tylko nadzieję, że się z tym górowaniem nie przeliczyła i przyszła na czas.
– Cześć, Fiołkowy Świcie! – rzuciła na przywitanie, stając na przeciwko rudego wojownika. – Ee, długo czekasz? – spytała jeszcze szybko i znów zerknęła na niebo. Owszem, nie wydawało jej się, żeby się spóźniła, ale wolała się upewnić. Szczególnie że czasem zdarzało jej się być nieco roztrzepaną i o niektórych sprawach zapominać. Albo je mieszać.
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">will you remember the word <br> I loved with every bit inside me? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, how strange it is, the feeling <br> and as tomorrow breaks <br> I hope you love it too</p></td></table>
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#3
Uniósł głowę słysząc, że ktoś szedł przez korytarz pomiędzy kolczastymi gałęziami. Uśmiechnął się łagodnie do Słonecznikowej Łapy.
- Dzień dobry - przywitał się z nią z lekką chrypą. Przez to aż zabawnie zmarszczył czoło i nos i odchrząknął głośno, by jego głos powrócił do normy. - Jesteś na czas - zapewnił ją, tym razem już normalnym tonem, po czym wstał i otrząsnął sierść, na której zebrało się kilka płatków śniegu, które dość szybko topniały. Brr. Nie przepadał za porą nagich drzew, ale powiedzmy sobie szczerze: czy był ktoś, kto ją lubił? Było wtedy zimno, łatwo było o chorobę, dni były bardzo krótkie i zwierzyny było dużo mniej. Jak można lubić taką porę?
- Chodź, przejdziemy się po okolicy i porozmawiamy - oznajmił, po czym ruszył przed siebie; jego z lekka zastane kości zaskrzypiały cicho, na co zaśmiał się pod nosem. Rozpadasz się. - Jak się czujesz? Jako terminatorka? - zagadnął ją, chcąc rozpocząć ten dzień treningu od czegoś lekkiego i przyjemnego. Cały dzień miał przeznaczony dla Słonecznikowej Łapy - mogli więc pozwolić sobie na wolniejsze tempo. Trening nie był zającem. Nie ucieknie przed nimi.
قالوا: تموت بها حبـاًً؟ قلـت: ألا آذكروها علـى قبـري لتحيينـي
they asked: "do you love her to death?"
I said "speak
of her over my grave and
watch
how she brings me back to l i f e"
LVL 8 530 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
#4
Czyli się nie spóźniła. Dobrze. O ile sama Słonecznik miała raczej, hmm, łagodny stosunek co do spóźnień i nie przeszkadzało jej, jeśli ktoś miał jakieś... drobne opóźnienia w dotarciu na czas, na przykład tak jak to wtedy było, kiedy spotkały się z Goździk po jej chorobie, to przypuszczała, że inni mogą mieć z tym większy problem. Szczególnie kiedy przez inni masz na myśli twój mistrz. A poza tym, mimo że przychodzenie wszędzie na czas na pewno nie było dla niej najważniejsze, mimo wszystko spóźniać się nie lubiła. I raczej nie byłoby fajnie spóźnić się na swój pierwszy i wyczekiwany pierwszy dzień treningu, prawda? Dopiero teraz, kiedy przywitała się i wyjaśniła kwestię spóźnień, rozejrzała się trochę wokół. Do tej pory jakoś niezbyt często przychodziła w najbliższą wyjściu okolicę obozu, a nawet jeśli, to unikała bezpośredniego kontaktu z samym wyjściem, coby nikt sobie nie pomyślał, że ma ochotę wyjść z obozu. Teraz za to miała okazję wszystko po raz pierwszy zwiedzić i zobaczyć. A w dodatku znowu spadł śnieg, przez co wszystko wyglądało jeszcze ciekawiej! Z drugiej strony – było zimno. Na co najlepszym dowodem stały się choroby między innymi jej sióstr. No nic! Pora Nagich Drzew nie była może najlepsza, ale urodzona późną porą Opadających Liści Słonecznik w sumie nie do końca inną pogodę znała.
– Aaa-ha! – odpowiedziała radośnie i z lekkim uśmiechem ruszyła za Fiołkowym Świtem, po chwili się z nim wyrównując. – Noo, dobrze! Cieszę się, że będę mogła robić te fajne rzeeeczy, które robią terminatoooorzy i w ogóle! – powiedziała, może trochę chaotycznie, ale nie za bardzo wiedziała, co jeszcze mogłaby poopowiadać, przynajmniej jak na razie. Bo na razie w sumie była głównie podekscytowana nową rolą, ale w praktyce chciała przecież zobaczyć, jak to w ogóle jest robić te wszystkie rzeczy, żeby się wypowiadać. Za to Ciepłe Skałki były naprawdę fajne, o! – Tylko... – Chociaż postanowiła przemilczeć sprawę pogrzebu Gronostaj na końcu ceremonii, bo nie była to zbyt przyjemna rzecz do obgadywania na pierwszym dniu treningu, było coś, co trochę ją martwiło. I z czym dalej zastanawiała się, jak dokładnie sobie poradzić. – Nie wiem. Słoneczna Łapa się trochę dziwnie zachowywał. Booo... on nie jest zbyt towarzyski ani nic, ale zawsze z nami siadał na ceremoniach, a wczoraj usiadł sam. No i stwierdziłam, że pewnie po prostu chciał, no, mieć spokój, ale potem wydawał się taki jakiś niezadowolony. A teraz chyba trochę nas unika? I nie wiem. Chyba będę musiała z nim pogadać, czy coś – stwierdziła w końcu. Problem tylko w tym, że nie miała pojęcia jak z nim rozmawiać, bo za każdym razem, kiedy próbowała coś osiągnąć Poważną Rozmową, to nie za bardzo wychodziło. – Ale tak poza tym jest super! No i cieszę się, że wszystkie moje siostry wyzdrowiały, bo długo były chore. I trochę się bałam, że nie wyzdrowieją do ceremonii, a na Chmurę na przykład raczej by to dobrze nie wpłynęło... A, no i fajnie, że jesteś moim mistrzem, o! – uznała w końcu, na tym kończąc swój wywód. Nie chciała, żeby to wyglądało tak, jakby negatywów było więcej niż pozytywów, a poza tym naprawdę się cieszyła, że akurat tak się złożyło, bo polubiła Fiołkowy Świt. I nauczył ją wchodzić na drzewa!
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">will you remember the word <br> I loved with every bit inside me? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, how strange it is, the feeling <br> and as tomorrow breaks <br> I hope you love it too</p></td></table>
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#5
Uśmiechnął się do niej i skinął głową na znak, że przyjął do wiadomości jej słowa, ale nie ma tak naprawdę czego skomentować. Z perspektywy kocięcia pierwszy dzień treningu był ekscytujący: możliwość wyjścia poza obóz, rozmowy na Poważne Tematy, początek drogi ku randze wojownika Klanu Wichru. Oby ten entuzjazm w niej pozostał jak najdłużej. Na wspomnienie o Słonecznej Łapie poruszył uchem i spojrzał na terminatorkę, która szła obok niego.
- Myślę, że rozmowa będzie dobrym pomysłem - przytaknął jej pomysłowi. Słonecznikowa Łapa była bardzo dojrzała i potrafiła odpowiednio radzić sobie z emocjami swoimi oraz innych kotów, od razu decydując się na rozmowę, by uniknąć niedopowiedzeń. Było to bardzo odpowiedzialne z jej strony, w końcu to dzięki komunikacji pomiędzy kotami można było tworzyć więzi na długie księżyce i rozwiązywać konflikty, które mogłyby się zaogniać przez brak rozmowy. - Może po prostu miał zły humor? Słoneczna Łapa to ten rudy, długowłosy, no nie? Nie porozmawiał nawet ze swoim mistrzem, wydaje mi się że widziałem, że zmył się zanim Sokoli Cień do niego podszedł - powiedział marszcząc lekko nos. Może się o coś obraził? Nie znał kocurka, więc nie mógł powiedzieć o co chodziło, ale to wydawało mu się być najbardziej logicznym rozwiązaniem. Na jej kolejne słowa, o jej siostrach, uśmiechnął się do niej ciepło.
- Masz bardzo dobre stosunki z rodzeństwem, prawda? To bardzo dobrze - stwierdził niespodziewanie. - I, no, też się cieszę, że jesteś moją terminatorką, wiesz? - oznajmił wesoło i mrugnął do terminatorki okiem. - Chodź, rozprostujemy łapy. Przebiegniemy się na Wyjące Wzgórza, co ty na to? - zaproponował, a jeżeli kotka nie miał nic przeciwko dał długiego susa w przód i, narzucając tempo za którym Słonecznikowa Łapa z pewnością da radę nadążyć zaczął biec wzdłuż kolczastych krzewów. Hop, hop, rozgrzewka, bo jeszcze trochę i tu zamarzniemy!
قالوا: تموت بها حبـاًً؟ قلـت: ألا آذكروها علـى قبـري لتحيينـي
they asked: "do you love her to death?"
I said "speak
of her over my grave and
watch
how she brings me back to l i f e"
LVL 8 530 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
#6
Pokiwała głową niemal bezwiednie na odpowiedź Fiołkowego Świtu. Poczuła się trochę lepiej, wiedząc, że się z nią zgadza. Bo o ile wiedziała, że rozmowa zazwyczaj była najlepszym wyjściem, to... gdzieś wewnętrznie trochę się wahała. Z jednej strony miała świadomość, że powinna to zrobić, z drugiej za to trochę się obawiała znowu kontrować ze Słońcem. Na co dzień nie był jakiś zbyt przyjazny ich względem, zdarzało mu się całkiem często rzucać niezbyt przyjaznymi komentarzami i wciąż pamiętała, jak na poprzedniej ceremonii uderzył Jabłko. W sumie za nic. Chyba. Ze Słoneczną Łapą miała ten problem, że nie za bardzo się rozumieli. Z całym rodzeństwem miała bardzo dobry kontakt... poza bratem, tak właściwie. W pewnym sensie czuła się głupio, że tak wyszło, ale Słońca nie potrafiła do końca rozgryźć. Jego słów, zachowań. I chyba nie było kotów, które do końca by to umiały.
– Mhm – mruknęła cicho w odpowiedzi. Dokładnie, rudy długowłosy. Ten sam, co wtedy na pogrzebie. Poruszyła lekko uchem i spojrzała na Fiołka ze zdziwieniem. Nie porozmawiał...? Uciekła z ceremonii nieco szybciej niż Słońce, ale nie spodziewała się, że on zwyczajnie się zmyje, zanim jego mistrz do niego podejdzie. Sama spotkała kiedyś Sokoła i polubiła czarnego zastępcę. Czyżby Słońce miał jakiś powód, żeby go nie lubić? Może gdyby Słonecznik wiedziała o jego ucieczce poza obóz, potrafiłaby nieco lepiej zrozumieć chociaż powody. Ale skoro zmył się z ceremonii, to chyba musiała naprawdę poważnie z nim porozmawiać. I to w miarę możliwości jak najszybciej.
– Ano tak, z siostrami bardzo! I z Jabłkiem w sumie też, o, chociaż on nie za bardzo przepada za, ee, no nie wiem, robieniem czegoś. Raczej mało się do tej pory ruszał z kociarni – stwierdziła i zaśmiała się cicho, przypominając sobie, jak jako kocię wywlekała go stamtąd swoimi błaganiami. – Tylko ze Słońcem bywa różnie, ale... nie wiem. Staram się – dodała. Do tej pory faktycznie jakoś się starała, ale chyba teraz musiała postarać się bardziej. I wybadać jak wygląda świat z perspektywy Słońca, bo to było coś, z czym miała największy problem. – O! – Bo po co odpowiadać czymś w stylu "to fajnie", co brzmi głupio, kiedy można rzucić zwykłym "o!" w odpowiedzi na to, że Fiołek też się cieszył. Pffrt. Natomiast w reakcji na jego propozycję, w jej oczach pojawił się wesoły błysk. – Chętnie! – rzuciła i ruszyła zaraz za Fiołkowym Świtem. Lubiła biegać, a w dodatku była to niezła forma rozgrzewki, która na pewno się przyda. W końcu pora Nagich Drzew, brr.
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">will you remember the word <br> I loved with every bit inside me? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, how strange it is, the feeling <br> and as tomorrow breaks <br> I hope you love it too</p></td></table>
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#7
- Czasem tak bywa, nie dogadasz się z każdym, nawet jeżeli to twój brat. Wiesz, ja nigdy nie mogłem się do końca dogadać z moim bratem, Gradowym Podmuchem - odparł uśmiechając się do niej łagodnie. Rodzina ma to do siebie, że nie z każdym nadaje się na tych samych falach. Czasem trzeba trochę więcej czasu do tego, by nawiązać głębszą relację, czasem te relacje się psują. Czasem nie zmienia się nic. Miał nadzieję, że Słoneczna Łapa doceni starania swojej siostry i chociaż częściowo da się jej poznać z tej lepszej strony. Gdy Słonecznikowa Łapa zgodziła się na to, by pobiec na Wyjące Wzgórza po prostu pobiegli; śnieg wokół obozu nie był do końca wydeptany, jednak nie było go aż tyle co na mniej odwiedzanych częściach terenów Klanu Wichru. Pod świeżą warstwą miękkiego puchu znajdowała się bardzo konkretnie wyznaczona kocimi łapami ścieżka. Nie spieszył się jakoś szczególnie, a gdy zatoczyli koło wokół Kłujących Krzewów i w odległości dwóch, może trzech długości drzewa przed nimi ukazały się pokryte śniegiem pagórki zwolnił nieco, jednak wciąż tuptał żwawym truchtem... który ze względu na jego długie łapy dla Słonecznik pewnie i tak był czymś pomiędzy truchtem a biegiem.
- Już prawie jesteśmy. Te pagórki to ziemie treningowe, na których będziemy się spotykać, mam nadzieję, co wschód słońca. O różnych porach, bo oprócz ciebie mam jeszcze dwóch innych terminatorów, więc czasem będziesz miała o świcie, czasem o zachodzie słońca, a czasem, tak jak dzisiaj, w porze górowania słońca - żeby życie miało smaczek raz trening z samego rana, a raz w środku nocy. Lubimy urozmaicone spotkania z terminatorami i stawianie przed nimi kolejnych wyzwań.
- No, to chyba zaczniemy od takich luźniejszych rzeczy, co? - rzucił zerkając na terminatorkę, która szła tuż obok. Zakrzywiona w bok końcówka uniesionego w górę ogona kołysała się zabawnie przy każdym energicznym kroku wojownika. - Wymienisz mi rangi, które są w klanie?
قالوا: تموت بها حبـاًً؟ قلـت: ألا آذكروها علـى قبـري لتحيينـي
they asked: "do you love her to death?"
I said "speak
of her over my grave and
watch
how she brings me back to l i f e"
LVL 8 530 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
#8
Wypuściła przez nos zimne powietrze, lekko kiwając głową w reakcji na słowa Fiołka. Miał rację – nie mogła chyba magicznie znaleźć złotego środka i dogadać się z wszystkimi, nawet jeśli to byli jej bracia albo siostry, chociaż z tymi drugimi relacje miała akurat bardzo dobre. Była przecież tylko kotem. Oni wszyscy byli tylko kotami, w dodatku całkiem znacznie się od siebie różnili. A jednak... nie mogła sobie tak po prostu odpuścić. Miała zamiar zrobić wszystko, żeby jakoś spróbować się porozumieć ze Słońcem, choćby nie wiadomo co.
– Nooo, pewnie masz rację. Ale spróbuję jakoś się z nim, no, dogadać! – stwierdziła i uśmiechnęła się wesoło, a potem – cóż, pobiegli. Bieganie zawsze sprawiało jej jakąś przyjemność, nawet jeśli brnięcie przez śnieg samo w sobie nie było zbyt przyjemne. W obozie nie miała do tego może zbyt dużego terenu, bo latanie w kółko po centrum nie było zbyt ciekawe. Tam skupiała się raczej na badaniu kępek trawy i zarośli przy Kłującej Gęstwinie, szukaniu mysiej norki, odnajdywaniu ciekawych zakamarków i innych takich. Okrążając obóz, w dodatku na takiej otwartej przestrzeni, było znacznie lepiej. Zwolniła, kiedy tylko zrobił to Fiołkowy Świt, wlepiając wzrok w roztaczające się przed nimi pagórki. A więc to były te Wyjące Wzgórza? Oho, zapowiadały się ciekawie! Pewnie było tam tyyyle miejsca, do... no, trenowania, skoro to były tereny treningowe, rzecz jasna.
– Ooo. To fajnie! – uznała. Trening w nocy? Ha, to by było dopiero coś! A rano czy też w ciągu dnia, tak jak teraz, też jej pasowało, była w stanie się dostosować. Co wcale nie zmieniało faktu, że trening po zachodzie słońca brzmiał jak coś odmiennego. W bardzo dobrym sensie. Przekrzywiła lekko głowę, żeby spojrzeć na Fiołkowy Świt. Rangi... to faktycznie było dość proste, przynajmniej póki nie musiała pamiętać wszystkich obowiązków tych rang. Bo same nazwy, rzecz jasna, pamiętała. Chyba wszystkie, bo o ile najlepsza w zapamiętywaniu natłoku informacji nie była, to ich wcale nie było tak dużo, a poza tym znała się na samych kotach, które w klanie były. – Kocięta, terminatorzy, wojownicy... medyk, zastępca, przywódca. A, no i medyk chyba też ma jakiegoś swojego terminatora, nie? Ale, ee, tylko jednego. Poooza tym są jeszcze matki i starsi, jak moja babcia!
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">will you remember the word <br> I loved with every bit inside me? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, how strange it is, the feeling <br> and as tomorrow breaks <br> I hope you love it too</p></td></table>
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#9
Skinął potakująco głową na jej słowa i rzucił tylko krótkie "jasne", tym samym kończąc temat rodzeństwa. Jeżeli wciąż widziała nadzieję w zbudowaniu tej relacji: powinna to zrobić. Nie było w tym niczego złego, tak długo jak faktycznie nie krzywdziła lub nie naruszała zbytnio dobrostanu Słonecznej Łapy. Niektóre koty nie lubiły być z innymi kotami. Nie każdy musiał to lubić. Tak długo, jak nie działały na szkodę klanu wciąż miały w nim swoje miejsce jako terminatorzy czy wojownicy.
Gdy Słonecznikowa Łapa wymieniła rangi pokiwał głową, jednak jednocześnie był trochę zawiedziony tym, że będzie musiał ciągnąć ją za język, żeby dowiedzieć się czegoś bardziej konkretnego na temat rang. Z drugiej strony - to była trochę też jego wina, bo nieprecyzyjnie zadał pytanie. W końcu poprosił tylko o to, by je wymieniła, prawda?
- Tak, ma terminatora, który później staje się jego pomocnikiem - uzupełnił jej wypowiedź. - No dobra, a umiesz mi powiedzieć czym zajmuje się każda z tych rang? O, i jak myślisz, czy w każdym klanie są takie same rangi? - spytał więc, a w międzyczasie zdążyli podejść do najbardziej wysuniętego pagórka, który jednocześnie nachodził nieco na Kolczaste Krzewy i obóz, który się w nich znajdował, jednak nie był jednym z tych, które faktycznie tworzyły wzniesienia w jego sercu. Minął ten pierwszy pagórek, by skierować się na jeden ze znajdujących się na środku tego "pasma", który był wyższy niż te na jego obrzeżach. Był z niego lepszy widok.
قالوا: تموت بها حبـاًً؟ قلـت: ألا آذكروها علـى قبـري لتحيينـي
they asked: "do you love her to death?"
I said "speak
of her over my grave and
watch
how she brings me back to l i f e"
LVL 8 530 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
#10
Ostatnim, co Słonecznikowa Łapa chciałaby zrobić, byłoby skrzywdzenie Słońca. Wiedziała, że teraz musi się postarać i być delikatna w sprawach ze Słoneczną Łapą, bo poważne rozmowy raczej z reguły były dość delikatne i niestety wcale niekoniecznie łatwe i przyjemne, ale skoro dawała radę się dogadać z resztą rodzeństwa, mimo wielu różnic, to... do niego też jakoś dotrze. Nie wiedziała jeszcze jak, ale musiała to zrobić, choćby i po to, żeby dowiedzieć się, czy on faktycznie uważał ich za aż takie mysie móżdżki i tak bardzo nie chciał ich towarzystwa, czy miał w tym jakiś swój inny cel. Wtedy może łatwiej byłoby zrozumieć resztę.
No, ale koniec tematu, trzeba się było teraz skupić na nauce! W końcu przyszli na trening, a nie na pogaduszki, chociaż oczywiście cieszyła się, że mogła najpierw z Fiołkowym Świtem zamienić parę słów, a nie zwyczajnie odklepać materiał i skończyć. O, pomocnik medyka. Czyli to jej wyleciało. Ale z drugiej strony, hej, resztę powiedziała dobrze!
– Anooo, raczej te same, skoro Kodeks jest wspólny! – stwierdziła szybko, decydując się zacząć od drugiego pytania, nad którym trzeba było mniej, ee, myśleć. Ha, no tyle to wiedziała! – A jeśli chodzi o rangi, eee... Kociaki chyba nie mają żadnych obowiązków? W sensie, mają nauki, ale chyba nie muszą – zaczęła. Nie była w sumie pewna, ale gdyby kocięta miały jakieś obowiązki, to chyba byłaby w tej kwestii doinformowana, prawda? – Terminatorzy głównie się uczą, aleeee polują też dla klanu i chodzą na patrole z wojownikami. A poza tym zbierają mech do legowisk i... zajmują się starszyzną? – Coś tam jej z nauk świtało, ale jeszcze nie do końca. – A wojownicy to w sumie prawie to samo, co tacy terminatorzy, tyle że oni zamiast się uczyć, to no, uczą. – Prosta sprawa. – Medycy leczą, ale wujek Zając mówił mi coś jeszcze o tym, że czasem otrzymują jakieś, ee, przepowiednie? Od Gwiezdnego Klanu. I przywódcy też! A właśnie, przywódcy ogólnie przewodzą klanem iiiii zwołują ceremonie, mianują wojowników i tak dalej. A zastępcy, noo, zastępuje przywódcę. I ustala patrole. A poza tym Sokoli Cień mówił mi jeszcze, że ogólnie pilnuje porządku i dba o klan. Aaaaa matki opiekują się kociętami? I to w sumie chyba głównie kotki, które mają obecnie swoje kocięta, o, ale na przykład Zwinna Łapa też chyba jest matką, prawda? A jej kociaki są już dorosłe. No, a starsi to tacy wojownicy, którzy już dłuuuuugo nimi byli. I już nie mają obowiązków? A przynajmniej nie takich, jak wojownicy. Terminator medyka pewnie też się uczy, ale na medyka, a pomocnik... pewnie pomaga medykowi. – Prosta logika, najlepsza logika.
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">will you remember the word <br> I loved with every bit inside me? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, how strange it is, the feeling <br> and as tomorrow breaks <br> I hope you love it too</p></td></table>
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#11
Kiwnął potakująco głową.
- Masz rację. Głównym obowiązkiem kociąt jest sen, jedzenie i dobra zabawa - zaśmiał się ciepło. Czasem tęsknił do czasów, gdy był kocięciem. Gdy miał czas na wszystko, choć wydawało mu się że zawsze był tak bardzo wszystkim zajęty. - Innym obowiązkiem zastępcy jest nadzorowanie treningów, a do starszyzny dołączają koty, które skończyły sto księżyców i zasługują na odpoczynek po wielu latach pracy dla swojego klanu. Taki kot przeżył ponad cztery obiegi pór, a to bardzo dużo - wyjaśnił wdrapując się na najwyższy z pagórków w całym paśmie Wyjących Wzgórz. Odgarnął ogonem śnieg i przycupnął. Póki co nie wybierali się nigdzie, mogli posiedzieć tu chociaż przez chwilę.
- Zajęczy Sus miał rację. Medyk nie tylko leczy, ale również stanowi połączenie między nami, a Gwiezdnym Klanem. Może śnić o przepowiedniach lub ostrzeżeniach, które dotyczą całego klanu, ale tak naprawdę każdy kot może być we śnie odwiedzony przez Gwiezdnego, jeżeli Przodkowie uznają, że taki kot potrzebuje pomocy z ich strony. Swoją drogą, co wiesz na temat Gwiezdnego Klanu?
قالوا: تموت بها حبـاًً؟ قلـت: ألا آذكروها علـى قبـري لتحيينـي
they asked: "do you love her to death?"
I said "speak
of her over my grave and
watch
how she brings me back to l i f e"
LVL 8 530 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
#12
Słuchała uważnie wszystkiego, co Fiołek miał do dodania tudzież poprawienia, ale wcale nie było tego jakoś szczególnie dużo. No, czyli mogło pójść gorzej! Ha, a już jej się to takie trudne wydawało! Chociaż w przypadku Słonecznikowej Łapy zwyciężyła tu raczej znajomość kotów, a nie sama teoretyczna wiedza, bo gdyby ktoś kiedyś po prostu wyklepał jej wszystkie rangi i kazał zapamiętać, to... nie. Po prostu nie. Poruszyła jednym uchem, kiedy Fiołkowy Świt przeszedł do starszyzny. Cztery obiegi pór. Sto księżyców. To faktycznie było dużo.
– ...och – westchnęła sama do siebie pod nosem. Nagle tak jakoś zaczęła się obawiać o babcię Miętowooką. Bo ona sama nie przeżyła nawet jednej pory, a już przecież zdążyła zostać terminatorką... Cztery to pełno. Nigdy do tej pory o tym nie myślała, ale Mięta naprawdę już długo żyła. Uhuh. – To... serio całkiem sporo – wymamrotała. Nie do końca potrafiła sobie to wyobrazić. Obserwować tyle mijających pór roku – to musiało być coś. Usiadła koło Fiołkowego Świtu i rozejrzała się po okolicy, tak dobrze widocznej z tego miejsca. Och, tak. Klanowe tereny z pewnością jej się spodobają.
– Ano, o tym też słyszałam od wujka! – wtrąciła się szybko i uśmiechnęła, bo nagle dostała Objawienia i była z siebie całkiem w zasadzie dumna, o. – A Gwiezdny Klan, to, ee, koty. Nasi przodkowie w sensie! Koty, które już... odeszły. Mieszkają na Srebrnej Skórce iiii się nami opiekują, i w ogóle. I żeby trafić do Gwiezdnego Klanu, to trzeba przestrzegać Kodeksu, no i właśnie Gwiezdni mogą sobie przepowiadać rzeczy albo schodzić do różnych kotów we śnie, o. Iiiiii... – Czuła, że jest jeszcze coś, co chciała dodać, ale nie mogła sobie dokładnie przypomnieć, co takiego. Zmrużyła oczy. – O, o, o, wiem! Booo to dzięki Gwiezdnemu Klanowi w ogóle mamy klany! W sensie, bo jak kiedyś nie było klanów, to były te cztery koty: Grom, Wicher, Rzeka i Cień. No i Gwiezdni kazali im się zjednoczyć, ale każdy chciał być przywódcą, więc kocica z Gwiezdnego Klanu powiedziała, że las jest wystarczająco duży dla wszystkich, czy coś. Noooo, a potem kazała im podzielić między sobą las, wyznaczyć granice i zebrać koty o podobnych do siebie umiejętnościach. A za to każdy miał dostać dodatkowe życia i przewodzić swoim klanem, o!
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">will you remember the word <br> I loved with every bit inside me? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, how strange it is, the feeling <br> and as tomorrow breaks <br> I hope you love it too</p></td></table>
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#13
- Z drugiej strony najbliższa pora młodych liści będzie moją trzecią - odezwał się po chwili milczenia, gdy już usiedli na pagórku. Spojrzał na swoją terminatorkę, a następnie odwrócił wzrok na ziemie Klanu Wichru, które rozciągały się przed nimi. - Dla mnie cztery obiegi pór teraz już wydają się być zbyt krótkie - dodał cicho, a na jego pysku rozciągnął się blady uśmiech pełen zadumy. Milczał przez chwilę, pozwalając by cisza wybrzmiała pomiędzy nimi nim rozpoczną kolejny temat, którym był Gwiezdny Klan. Pozwolił jej mówić; powrócił na nią wzrokiem, a delikatny uśmiech wciąż utrzymywał się na jego pysku.
- Dokładnie tak. Powiedziała: "zjednoczcie się, albo czeka was śmierć", bo zginęło wiele kotów. Tak powstały Cztery Klany; ci legendarni przywódcy, zbierając koty o konkretnych umiejętnościach, ocalili życie wszystkim tym, którzy przeżyli, dzięki czemu wciąż możemy żyć w pokoju, jednocząc się gdy zajdzie taka potrzeba - powiedział kiwając głową. Historia powstania klanów była, być może, tylko legendą. Nikt nie mógł sprawdzić jak było naprawdę, gdyż żaden z Gwiezdnych nie potrafił dotrzeć tak daleko w przeszłość, by odszukać legendarnych założycieli. Nie mówiąc już o tym, że Gwiezdni, o których nikt już nie pamiętał zanikali, pamięć o nich rozmywała się i oddawali swoje miejsce na nocnym niebie tym, którzy wciąż mają na kogo spoglądać. Fiołkowy Świt nie był jednak świadomy zależności, jakie mają miejsce na Srebrnej Skórce. Nigdy nie miał do czynienia z Gwiezdnymi, choć dwukrotnie był w miejscu, w których możliwy był kontakt z nimi. - Od Gwiezdnego Klanu przywódcy otrzymują dar dziewięciu żyć jako symbol przymierza z Przodkami oraz dotrzymanej obietnicy odnośnie pokoju i istnienia Czterech Klanów. Przywódca dzięki temu może mianować nowych wojowników - ma błogosławieństwo przodków. Medyk też takie posiada, ponieważ ceremonia medyka, podobnie jak i przywódcy, odbywa się w miejscu spotkań z Gwiezdnym Klanem, a nie w obozie, jak normalna ceremonia - wyjaśnił jej. Nie ciągnął jednak dalej, chcąc dać jej czas na zadanie ewentualnych pytań.
قالوا: تموت بها حبـاًً؟ قلـت: ألا آذكروها علـى قبـري لتحيينـي
they asked: "do you love her to death?"
I said "speak
of her over my grave and
watch
how she brings me back to l i f e"
LVL 8 530 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
#14
Przesiedziała chwilę w milczeniu, zastanawiając się nad tym dłużej. Huh, no tak, pewnie z biegiem księżyców zmieniało się też postrzeganie czterech pór i w ogóle całego upływu czasu. Zastanawiała się w sumie czasem, jak to jest – dla niej każdy dzień był niczym nowa przygoda, zawsze działo się coś interesującego. Ile musieli przeżyć tacy wojownicy? A starsi? Aż cztery obiegi pór, a nawet więcej, bo sto księżyców było zaledwie dolnym progiem, wiekiem, w którym można było dołączyć do starszyzny. A potem zostawał już chyba tylko Gwiezdny Klan.
Skoro już o Gwiezdnych mowa... Wysłuchała, co Fiołkowy Świt miał do dopowiedzenia, kiwając lekko głową w zadumie. W sumie nigdy nie myślała o tym w ten sposób, z innej perspektywy: że czterech pierwszych przywódców ocaliło życie reszty kotów, dzięki czemu w ogóle klany mogły powstać. Gdyby nie oni, to ich wszystkich w zasadzie mogłoby tutaj nie być. Przeanalizowała też dokładnie to, co Fiołek powiedział o przywódcach. Błogosławieństwo od Gwiezdnych brzmiało tak, hmm, fajnie. Taka super-moc, której Malinowa Gwiazda i inni przywódcy używali, żeby nadać wojownikom imiona! Pewnie to dlatego były te wszystkie formułki o wołaniu do przodków i tak dalej, których używała Malina na ceremoniach.
– Ooo, jak wygląda taka ceremonia medyka albo przywódcy? – spytała. Nie wiedziała, że Fiołkowy Świt był już na wyprawach do miejsca spotkań z Gwiezdnymi, po prostu liczyła na to, że wie cokolwiek na ten temat. – A zastępcy czegoś takiego nie mają, co nie? Bo, ee, wybiera ich przywódca. I wtedy nie mogą mianować wojowników? – upewniła się. Trochę to głupie, bo w końcu mieli zastępować przywódców w razie czego, ale z drugiej strony... pewnie to też miało jakieś uzasadnienie, na które na razie po prostu nie wpadła.
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">will you remember the word <br> I loved with every bit inside me? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, how strange it is, the feeling <br> and as tomorrow breaks <br> I hope you love it too</p></td></table>
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#15
- Przyszły medyk albo przywódca musi udać się do miejsca spotkań z Gwiezdnym Klanem. Jest to Szepcząca Sadzawka. Wygląda jak zwykłe jeziorko, wiesz, ale czuć przy nim taką dziwną aurę, ma się wrażenie że faktycznie słychać tam szepty. Kot musi napić się wody z sadzawki, a następnie zasypia, pozwalając by we śnie odwiedzili go Przodkowie - powiedział uśmiechając się lekko. - Nie wiem, jak wygląda dokładnie ceremonia medyka i przywódcy, bo to, co dzieje się na Srebrnej Skórce i co Gwiezdni przekazują żywym jest tajemnicą. Widać jednak, że przywódca po otrzymaniu dziewięciu żyć zdaje się być silniejszy, bardziej odporny i gotowy do działania - dodał, uśmiechając się delikatnie do wspomnień. - Razem z Malinową Gwiazdą, gdy jeszcze byliśmy terminatorami, byliśmy eskortą dla Kruczego Ogona, który szedł po dar dziewięciu żyć od Gwiezdnych. Miejsce spotkań z Gwiezdnym Klanem było wtedy tuż pod naszym obozem, w jaskini w ścianie klifu. Nazywało się Bursztynową Grotą, a kontakt z Gwiezdnym Klanem nawiązywało się poprzez dotknięcie ogromnego bursztynu nosem. Wtedy pierwszy raz widziałem, jak zmienia się nowy przywódca, jak wielka siła i dobra energia wypełniają kota, który otrzymał od Przodków dary.
Zamilkł na krótką chwilę, by zebrać myśli i powstrzymać smutny uśmiech, który cisnął mu się na pysk. Kochał Kruczego Ogona i wciąż było mu żal, że z taką łatwością porzucił nie tylko klan, ale także i koty, które kochał. Że nawet nie pożegnał się, nie spojrzał za siebie. Przepadł jak kamień w wodę, znikając jak tchórz.
- Byłem też przy ceremonii Malinowej Gwiazdy, razem z Borsuczym Futrem. Działo się dokładnie to samo - powiedział w końcu przerywając ciszę, jaka zapadła pomiędzy nimi. - Jeżeli chodzi o medyków... wtedy idzie tylko medyk i jego uczeń. Podejrzewam, że cała ceremonia wygląda podobnie, ale nie jestem pewien. Być może Lśniąca Sadzawka będzie w stanie powiedzieć ci coś więcej, jeżeli ją o to zapytasz - dodał uśmiechając się łagodnie. Śnieżnobiała kotka nie miała zbyt dobrej reputacji w klanie co martwiło kocura, jednak miał nadzieję, że może łagodne pytania i lepsze poznanie medyczki przez młodsze koty sprawią, że jej wizerunek ulegnie poprawie.
- Dokładnie tak jest. Zastępca może mianować kocięta terminatorami i przydzielić im mistrzów, ale nie może mianować wojowników. W oczach Gwiezdnego Klanu wojownik mianowany przez zastępcę nie jest pełnoprawnym wojownikiem, bo nawet w formułce, którą przywódca powtarza na ceremoniach zwraca się do Gwiezdnych jako zaakceptowany przez nich kot, by spojrzeli na terminatora, który ukończył trening i zasłużył na dołączenie do grona wojowników, którzy będą godnie reprezentowali swój klan. Zastępca nigdy nie był zaakceptowany przez Gwiezdnych, był jedynie wybrany przez przywódcę, więc nie może mianować nowych wojowników, z tego samego powodu jeżeli nie ma przywódcy a trzeba mianować wojowników to medyk może zwrócić się do Przodków i nadać takiemu kotu imię. To wydaje się głupie, ale tak naprawdę ma dużo sensu jak się nad tym zastanowisz, wiesz.
قالوا: تموت بها حبـاًً؟ قلـت: ألا آذكروها علـى قبـري لتحيينـي
they asked: "do you love her to death?"
I said "speak
of her over my grave and
watch
how she brings me back to l i f e"
LVL 8 530 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości