Niewysoka, o krótkim, idealnie wypielęgnowanym białym futerku z szarymi znaczeniami na uszach, czole, ponad różowym nosem i na końcu tępo oderwanego ogona. Puszysta, o przyjemnie zaokrąglonych boczkach, krótkiej kufie i okrągłej głowie. Ma oderwane kawałki uszu i pokaźną bliznę po prawej stronie pyska, ciągnącą się aż na kark i zahaczającą o oko, które jest nieznacznie przymknięte i ma wyraźnie ciemniejszą barwę.
Zawilcowa Skórka należała do tych kotów, które dotrzymują raz danego słowa... jeżeli im było to na rękę, oczywiście. Jeżeli jednak chodziło o treningi była nieugięta i sztywno trzymała się raz określonych ram, a skoro oznajmiła Węglowej Łapie, że chce widzieć się z nim tego samego dnia po ceremonii przed zachodem słońca - to tak miało się stać. Oczywiście nie zamierzała swojego terminatora wyciągać na trening za uszy, była ponad to; jeżeli terminator nie wyrażał chęci do nauki zamierzała tę chęć na nim wymusić. Nie musiała jeszcze posuwać się do takich kroków, na szczęście - i oby Węglowa Łapa nie zmuszał ją do tego, by swoje statystyki musiała zmienić.
Zgodnie z umową oczekiwała na niego przy stosie zwierzyny. Słońce powoli chyliło się już ku zachodowi, więc czarny kocur miał niewiele czasu na to, by jednak zebrać się z legowiska terminatorów i pojawić przed obliczem Zawilcowej Skórki. Po ceremonii wyszła na krótki spacer połączony z polowaniem. Niedawno powróciła do obozu, odpoczęła i była gotowa do tego, by podzielić się swoim doświadczeniem ze swoim terminatorem.
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Węgielek miał się spotkać z Zawilcową Skórką przed zachodem słońca. Nie mógł się doczekać. Nie wiedział też, czego się spodziewać po swojej nowej mistrzyni. Pierwsze wrażenie miał bardzo dobre. Chyba dobrze natrafił. Węgielek pilnował czasu i patrzył co chwilę w niebo, by się nie spóźnić. Co by sobie o nim pomyślała Zawilcowa Skórka, gdyby spóźnił się już na pierwszym spotkaniu? Wolał zrobić dobre wrażenie. Chciał zostać jak najlepszym wojownikiem, gotowym by chronić klan. Szczególnie, że nie miał tych 6 księżyców, przy których zwykle zostaje się wojownikiem. Był dużo starszy i chętnie zacząłby trening jak najszybciej. Nie może zostać w tyle do reszty rodzeństwa. Czas ich dogonić w nauce, a potem wyprzedzić! Dotarł na miejsce spotkania. Wojowniczka już czekała na niego. Podszedł do niej i się przywitał: - Dzień dobry, Zawilcowa Skórko. - powiedział, starając się wypaść jak najlepiej.
Niewysoka, o krótkim, idealnie wypielęgnowanym białym futerku z szarymi znaczeniami na uszach, czole, ponad różowym nosem i na końcu tępo oderwanego ogona. Puszysta, o przyjemnie zaokrąglonych boczkach, krótkiej kufie i okrągłej głowie. Ma oderwane kawałki uszu i pokaźną bliznę po prawej stronie pyska, ciągnącą się aż na kark i zahaczającą o oko, które jest nieznacznie przymknięte i ma wyraźnie ciemniejszą barwę.
Nie spóźnił się, a mimo to Zawilcowa Skórka miała wrażenie, że i tak wyczerpał jej cierpliwość. Gdy tylko podszedł do niej uniosła spojrzenie chmurnych oczu na jego zielone tęczówki i przez chwilę mierzyła go wzrokiem.
- Witaj, Węglowa Łapo - przywitała się w końcu, skinąwszy mu krótko głową. Podniosła się i otrząsnęła jednym, krótkim ruchem swoje futerko, by nic nie było odgniecione od siedzenia przy stosie i czekania na niego. - Najwyższy czas, byś nadrrobił zaległości i zaczął przyczyniać się do zapewnienia bezpieczeństwa i stabilności swojego Klanu. Chodź za mną - oświadczyła wymijając czarnego kocurka i kierując się prosto w stronę Kolczastego Łuku, jaki tworzył swoistą bramę wejściową do obozu. Zerknęła na niego kątem oka tylko po to, by upewnić się że ten rzeczywiście kroczy za nią.
- Dziś zajmiemy się tematem walki. Twoim obowiązkiem jako wojownika Klanu Wichrru będzie obrrona grranic orraz sprrawne niwelowanie zagrrożeń w postaci drrapieżników, którre mogą stanowić zagrrożenie dla nieprzeszkolonych terrminatorrów, kociąt orraz starrszych - podjęła znów temat, gdy już znaleźli się poza obozem. Dała mu też chwilę by wziął oddech i rozejrzał się pierwszy raz po terenach, które nie są z każdej strony oddzielone ścianą kolczastych krzewów. - Co możesz powiedzieć mi na temat walk, Węglowa Łapo? - spytała, teraz już kierując bezpośrednie pytanie do terminatora, na którego skierowała wzrok.
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
- Tak.. Najwyższy czas - powtórzył cicho Węgielek za Zawilcową Skórką. Nie może się już doczekać! Nigdy nie czuł się tak podekscytowany. Poszedł zaraz za Zawilcową Skórką do Kolczastego Łuku. Mentorka obejrzała się, jakby sprawdzała czy idzie. No oczywiście, że tak! Teraz będzie uczył się i dawał z siebie wszystko.
Walki.. Teraz Węgielka objął strach. Nie dlatego, że bał się walczyć. Dlatego, że niewiele na ten temat wiedział. Nie miał wcześniej żadnych nauk. Poczuł się głupio. Nikt nigdy nie udzielił mu nauk, a sam bał się kogokolwiek poprosić. I teraz ma za swoje. Głupia nieśmiałość! Teraz na szczęście jest lepiej.
Węgielek rozejrzał się wokół Kolczastego Łuku. W zasadzie to nic tu prawie nie było. Trochę zasłonięte od reszty obozu. Tym lepiej dla niego. Wolałby, aby nikt nie przychodził kiedy on trenuje. - Niewiele wiem, Zawilcowa Skórko.. Wcześniej nie miałem nauk - przyznał Węglowa Łapa. - Na pewno trzeba ciężko trenować, aby dobrze walczyć.. Obiecuję jednak, że nadrobię wszystko i nie zawiodę cię, Zawilcowa Skórko - obiecał Węgielek. Był gotów ciężko trenować i ćwiczyć. Tak długo czekał! Jego mentorka prezentowała się na silną, mądrą i dobrą wojowniczkę. Na pewno wiele go nauczy.
Niewysoka, o krótkim, idealnie wypielęgnowanym białym futerku z szarymi znaczeniami na uszach, czole, ponad różowym nosem i na końcu tępo oderwanego ogona. Puszysta, o przyjemnie zaokrąglonych boczkach, krótkiej kufie i okrągłej głowie. Ma oderwane kawałki uszu i pokaźną bliznę po prawej stronie pyska, ciągnącą się aż na kark i zahaczającą o oko, które jest nieznacznie przymknięte i ma wyraźnie ciemniejszą barwę.
- Wiele kotów nie miało nauk, Węglowa Łapo - odparła na to spoglądając na niego kątem oka i jedynie przez krótką chwilę. - Chcę znać twoje spostrzeżenia i wnioski, a nie wyuczone forrmułki zasłyszane od innych kotów - dodała po chwili. Ceniła sobie bystrych, potrafiących używać swoich mózgów terminatorów. Poza pierwszym dniem treningów nie zwykła raczej prowadzić swoich uczniów za łapkę przez świat; chciała, by umieli myśleć, by potrafili się wysławiać i wyciągać odpowiednie wnioski. By żaden z nich nie przyniósł jej wstydu tak, jak terminatorzy jej matki wręcz na wyścigi próbowali wymyślić coś jeszcze głupszego niż ten poprzedni i jeszcze bardziej podkopać jej autorytet.
Zapewnienie Węglowej Łapy było urocze, jednak nie była to odpowiedź której oczekiwała. Spojrzała na terminatora spod gęstych rzęs przez dłuższą chwilę milcząc.
- Chcę widzieć tę deterrminację w prraktyce, a nie jedynie w forrmie słów - oznajmiła wznawiając marsz. Szli... przed siebie. Tak po prostu, jakby zupełnie bez celu. - Podczas walki należy umieć sprrawnie oceniać sytuację i dostrzegać słabe punkty przeciwnika, którrych nie zdołał ukrryć. Oczy, nos, uszy są silnie ukrrwione, a przerrwanie ich ciągłości jest niezwykle bolesne, jednak nie są to najdelikatniejsze miejsca. Takie, którre należy chrronić przed przeciwnikiem orraz w którre należy celować podczas walki, gdyż ich odsłonięcie może zakończyć się śmierrcią. Domyślasz się, w jakie części ciała przeciwnika należy kierrować swoje ataki?
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Węgielek szedł obok Zawilcowej Skórki. Starał się słuchać uważnie co mówi, i zapamiętać jak najwięcej.
Determinacja w praktyce.. Na pewno ją pokaże. Potrzebuje tylko czasu. Chciał, by nowa mistrzyni była z niego dumna. Na razie rzeczywiście nie umie nic, ale nauczy się.
- Myślę, że w brzuch, szyję. Atak tam może spowodować duże obrażenia. - odpowiedział na pytanie mistrzyni.
Oczywiście mógł się mylić. Jednak nic innego nie przychodziło mu do głowy. Atak w oczy też mógłby być dobry, ale Zawilcowa Skórka powiedziała, że to nie najbardziej delikatne miejsce. Ogon - chyba też nie. Atak w kończyny też byłby bolesny, ale chyba nie aż tak niebezpieczny.
Zastanawiał się teraz, dokąd idą. Może Zawilcowa Skórka go gdzieś prowadzi?
Niewysoka, o krótkim, idealnie wypielęgnowanym białym futerku z szarymi znaczeniami na uszach, czole, ponad różowym nosem i na końcu tępo oderwanego ogona. Puszysta, o przyjemnie zaokrąglonych boczkach, krótkiej kufie i okrągłej głowie. Ma oderwane kawałki uszu i pokaźną bliznę po prawej stronie pyska, ciągnącą się aż na kark i zahaczającą o oko, które jest nieznacznie przymknięte i ma wyraźnie ciemniejszą barwę.
- Tak - przytaknęła mu. Pytanie było proste, jednak na sam początek wystarczające. Pokazywał, że potrafił myśleć i nie kręcił, chcąc wymigać się od odpowiedzi. - Z tego powodu podczas walki należy trzymać się nisko na łapach, by chrronić brzuch, a także pochylać głowę, by utrrudnić dostęp do garrdła - dodała, uzupełniając jego odpowiedź o praktyczne zastosowanie jego wiedzy. Wiele kotów bezmyślnie szarżowało na przeciwnika nie bacząc na to, że ten może bez problemu rozerwać odsłonięte gardło. Zamiast skupiać się jedynie na ataku lub jedynie na obronie należało nauczyć się w jaki sposób walczyć, by obnieść jak najmniej ran, a zadać jak największe obrażenia.
- Walka wymaga myślenia, oprracowywania strrategii. Brrutalna siła nie jest gwarrantem zwycięstw, bo którregoś dnia przyjdzie ci się zmierzyć z przeciwnikiem, którry pokona cię sprrytem, nie siłą mięśni - dodała zerkając na niego kątem oka. - Sypanie piachu w pysk przeciwnika jest jednym ze sposobów na szybkie zyskanie przewagi nad oślepionym przeciwnikiem. Zakradanie się do niego jak do zwierzyny i atak od tyłu rrównież jest doskonałym sposobem na zwiększenie swoich szans na wygrraną - wyjaśniła. Od mniej-więcej połowy swojej wypowiedzi stała w miejscu, jednak nie urywała tematu. Dopiero teraz, gdy skończyła mówić, mogła powiedzieć swojemu terminatorowi gdzie właściwie się znajdują. - Świszczące Trrawy nie są okazałe terraz, porrą nagich drzew, niemniej podczas cieplejszych pór wysokie trrawy tworzą idealne miejsce do polowań na grryzonie i ptaki.
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Więc dobrze myślał, że chodzi o brzuch i szyję. W zasadzie to, że powinien chronić te miejsca podczas walki jest raczej oczywiste. Gorzej w praktyce. Jeszcze nie walczył z nikim na poważnie. Jedyne jego walki to te z rodzeństwem w czasie zabawy.
To powinien szczególnie zapamiętać - siła nie jest wszystkim. Sam nie był zbyt silny, raczej jego mocniejszą stroną była szybkość i zręczność.
- Co jeśli w czasie walki już wiem, że raczej jestem na straconej pozycji? Próbować walczyć dalej, czy uciekać - zapytał. Zaciekawiło go, co w takiej sytuacji zrobić. Bezpieczniej byłoby uciekać, jednak może gdyby spróbował walczyć to ostatecznie mogłoby mu się udać.
Dotarli do Świszczących Traw. Rzeczywiście, nie było tu prawie nic oprócz śniegu i paru łysych pojedynczych traw.
- Co będziemy tu robić teraz, Zawilcowa Skórko?
Niewysoka, o krótkim, idealnie wypielęgnowanym białym futerku z szarymi znaczeniami na uszach, czole, ponad różowym nosem i na końcu tępo oderwanego ogona. Puszysta, o przyjemnie zaokrąglonych boczkach, krótkiej kufie i okrągłej głowie. Ma oderwane kawałki uszu i pokaźną bliznę po prawej stronie pyska, ciągnącą się aż na kark i zahaczającą o oko, które jest nieznacznie przymknięte i ma wyraźnie ciemniejszą barwę.
- Jeżeli przeciwnik okaże się silniejszy niż ty - zabije cię. Żaden pies i żaden borrsuk nie cofnie się przed zadaniem śmierrtelnego ciosu. Twoja śmierrć, być może i chwalebna i godna wojownika, wszak żyłeś i zginąłeś w obrronie swojego klanu, będzie śmierrcią bezcelową i śmierrcią głupią. Śmierrcią, którra może narrazić rrównież inne koty, nieświadome grrasującego po naszych ziemiach zagrrożenia - odparła na jego pytanie obracając ku niemu głowę. Trudno było określić, jaki był jej nastrój po samym wyrazie jej twarzy; jej ciemne oczy były na wpół przymknięte, zaś cała mordka była neutralna, nie wyrażająca zbyt wiele. Odczekała dwa uderzenia serca nim sama zadała pytanie. - Jakie rrozwiązanie takiej sytuacji prroponujesz? - spytała unosząc nieznacznie brwi. Była ciekawa co, w teorii, zrobiłby jej uczeń. Praktyka nieraz nijak miała się do tego, co omawiało się w takich hipotetycznych sytuacjach, jednak i tak odpowiedź, jakiej udzieli jej Węglowa Łapa będzie mówiła wiele o nim i jego podejściu do klanu.
- Otwarrte terreny są trrudnym miejscem do ataku z zaskoczenia. Brrak tu miejsc, za którrymi możesz się ukrryć. Odpowiednio przeprrowadzone podejście do przeciwnika, z zachowaniem wszelkich zasad podchodzenia do zwierzyny, jest gwarrantem szybkiego zyskania przewagi nad oponentem - oświadczyła poruszając nieznacznie wąsami. Dwie pieczenie na jednym ogniu, mój drogi. Dziś poznasz nie tylko podstawy walki, ale liźniesz również nieco teorii na temat polowania. - Czy wiesz, na co należy zwrracać uwagę podchodząc do zwierzyny?
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Wysłuchał co odpowiedziała mu Zawilcowa Skórka. Teraz lepiej zrozumiał całą sytuację, która tak go zaciekawiła. Nie warto ryzykować walki, jeśli wiem, że przegram.
- Lepiej faktycznie uciec niż zginąć całkowicie bez sensu - odpowiedział zupełnie szczerze Zawilcowej Skórce. Przeżyłby, a to chyba byłoby ważne w takim momencie. Jeśli wałczyłby sam i uciekł, mógłby ostrzec klan. Oczywiście byłby w stanie oddać życie za klan, ale nie, żeby zginąć na marne.
Teraz nie wiedział, skąd takie pytania przychodzą mu do głowy. Pewnie na razie nie spotka go taka sytuacja. Nie wiadomo jednak co będzie w przyszłości.
- Na to, żeby być cicho. I na wiatr - odpowiedział trochę niepewnie. Nie miał okazji jeszcze polować. Może dzisiaj jego mistrzyni go nauczy coś w praktyce? Chyba nie jest to szczególnie trudne. Trzeba być szybkim i nie popełnić błędów. Chciałby już zacząć polować dla klanu.
Niewysoka, o krótkim, idealnie wypielęgnowanym białym futerku z szarymi znaczeniami na uszach, czole, ponad różowym nosem i na końcu tępo oderwanego ogona. Puszysta, o przyjemnie zaokrąglonych boczkach, krótkiej kufie i okrągłej głowie. Ma oderwane kawałki uszu i pokaźną bliznę po prawej stronie pyska, ciągnącą się aż na kark i zahaczającą o oko, które jest nieznacznie przymknięte i ma wyraźnie ciemniejszą barwę.
- Najrrozsądniejszym wyjściem jest poinforrmowanie patrrolu o zagrrożeniu orraz wspólny atak - powiedziała, gdy tylko Węglowa Łapa zamknął mordkę. - Siłą klanu jest pojedynczy kot, zaś siłą kota - jego klan. W starrciu z silniejszym przeciwnikiem najlepszym rrozwiązaniem jest wycofanie się w celu odnalezienia innych kotów, którre pomogą zniwelować zagrrożenie - dodała. Jeden kot miał średnie szanse w starciu z borsukiem, dwa miały o wiele większe, natomiast atak czterech lub więcej kotów oznaczał jednoznaczną wygraną potyczkę. Świadomość swojej siły oraz umiejętność przyznania się do tego, że do pokonania kogoś potrzeba pomocy innych kotów była u wielu młodych kotów słabo wykształcona, toteż zaznaczała to za każdym razem, gdy tylko poruszała na treningu temat walki. Nie potrzebowała honorowych głupców, którzy posłusznie szli na pewną śmierć. W imię czego?
- Jak jednak zachować ciszę na polowaniu? - spytała, jednak pytanie to rzuciła w przestrzeń zamiast skierować go prosto do Węglowej Łapy. - Przede wszystkim patrząc pod własne łapy. Spokojne, ostrrożne stawianie łap pozwoli wyciszyć krok i zmniejszy szansę spłoszenia zwierzyny omyłkowym nastąpieniem na suchy liść bądź gałązkę. Istotny jest rrównież oddech, którry należy spłycić i maksymalnie wyciszyć. Krróliki mają doskonały słuch, toteż należy zwrrócić szczególną uwagę na zachowanie ciszy - wyjaśniła, robiąc w tym miejscu krótką pauzę. - Przed węchem zwierzyny można ukrryć się, tak jak wspomniałeś, porruszając się pod wiatrr. Zapewnia to nie tylko możliwość wykrycia zwierzyny, ale rrównież zabezpiecza przed wykrryciem twojego zapachu przez zwierzynę - wyjaśniła. Pozostawała jeszcze jedna kwestia. - Ptaki mają niezwykle ostrry wzrrok. Co więc należy zrrobić, by podejść do tego typu zwierzyny, Węglowa Łapo? - spytała, tym razem już oczekując odpowiedzi ze strony swojego ucznia.
Szli dalej spokojnym, spacerowym krokiem. Teren, który zajmowały Świszczące Trawy był bardzo duży więc minie chwila nim dotrą do majaczących gdzieś w oddali drzew.
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Teraz będzie przynajmniej wiedział co robić, gdy spotka go taka sytuacja. Zaraz potem skupił się na polowaniu. Zawilcowa Skórka powiedziała mu już chyba prawie wszystko, co w teorii powinien wiedzieć. Po chwili zadała pytanie, na które nie bardzo umiał już odpowiedzieć.
Przez chwilę milczał zastanawiając się nad odpowiedzią na pytanie mentorki. Ptaki mają dobry wzrok.. To chyba wystarczy się po prostu gdzieś schować. Może w jakiś trawach, lub za drzewem?
- Trzeba się ukryć? - odpowiedział pytaniem na pytanie. Przecież chyba nie ma innej możliwości.
Rozejrzał się wokół. Poczuł na futrze lekki wiatr. Co będą tu robić na tej polanie?
Niewysoka, o krótkim, idealnie wypielęgnowanym białym futerku z szarymi znaczeniami na uszach, czole, ponad różowym nosem i na końcu tępo oderwanego ogona. Puszysta, o przyjemnie zaokrąglonych boczkach, krótkiej kufie i okrągłej głowie. Ma oderwane kawałki uszu i pokaźną bliznę po prawej stronie pyska, ciągnącą się aż na kark i zahaczającą o oko, które jest nieznacznie przymknięte i ma wyraźnie ciemniejszą barwę.
- Oczywiście. Nie wystarrczy jednak jedynie skrryć się za drzewem lub w wysokiej trrawie. Cała postawa łowcy winna tworzyć go możliwie jak najbarrdziej niewidocznym - odparła na jego słowa. Sądziła, że postara się bardziej i zaproponuje jakieś rozwiązania, jednak nic takiego nie miało miejsca. - Należy obniżyć się na łapach tak, by brzuch był nieco powyżej podłoża i nie szurrał po nim alarrmując zwierzynę. Pochylona głowa orraz ogon powinny tworzyć prrostą linię z grzbietem. Modyfikując prrędkość swojego krroku, idąc na przemian szybko i niemalże się zatrzymując można zmylić zwierzynę, na którrą się poluje - wyjaśniła, tym samym przedstawiając mu w sumie całą sekretną wiedzę na temat zakradania się do zwierzyny. Było jeszcze kilka istotnych spraw, jednak o nich porozmawiają później, podczas innej okazji. Zbliżali się bowiem na skraj Świszczących Traw.
- Przed nami znajduje się terren Wysokich Drzew. Nim jednak opuścimy Świszczące Trrawy chciałabym, abyś przedstawił w prraktyce wiedzę dotyczącą skrradania się, jaką ci przekazałam - powiedziała zatrzymując się. - Okrreśl kierrunek wiatrru, a następnie przejdź dwie lisie długości tak, jakbyś podchodził do zwierzyny.
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Więc teraz wie chyba wszystko w teorii. Po chwili podniósł lekko głową, próbując wyczuć skąd wieje wiatr. Nie było to szczególnie trudne, dlatego po chwili był w stanie wskazać kierunek. Odwrócił głowę w stronę wiatru:
- Stamtąd - pokazał Zawilcowej Skórce pyszczkiem.
Następnie, jeszcze raz przypominając sobie wszystko, co przed chwilą powiedziała mu mentorka schylił się do ziemi. Oczywiście pamiętał do wietrze, dlatego przybrał odpowiednią pozycję. Ułożył ciało tak, aby maksymalnie zniżyć się do ziemi jednocześnie pamiętając, by nie dotykać brzuchem ziemi. Potem, starając się robić w praktyce dokładnie to, co mówiła Zawilcowa Skórka zaczął skradać się różnym tempem. Przeszedł tak wyznaczoną odległość, chyba nawet trochę więcej. Ciekawe, czy cokolwiek mu wyszło.
- Dobrze to zrobiłem? - zapytał. Jeśli coś zrobił źle, mistrzyni na pewno mu powie.
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------
Niewysoka, o krótkim, idealnie wypielęgnowanym białym futerku z szarymi znaczeniami na uszach, czole, ponad różowym nosem i na końcu tępo oderwanego ogona. Puszysta, o przyjemnie zaokrąglonych boczkach, krótkiej kufie i okrągłej głowie. Ma oderwane kawałki uszu i pokaźną bliznę po prawej stronie pyska, ciągnącą się aż na kark i zahaczającą o oko, które jest nieznacznie przymknięte i ma wyraźnie ciemniejszą barwę.
Nie odezwała się słowem, jedynie skinęła krótko głową na wskazanie kierunku wiatru. Następnie obserwowała, jak ten się skrada; pozwoliła mu w spokoju podkraść się na te dwie lisie długości, a następnie poczekała, aż do niej wróci.
- Dobrze - oświadczyła nie widząc żadnych nieprawidłowości w technice, jaką zaprezentował jej Węglowa Łapa prócz drobnych niedociągnięć, które wypracuje z czasem. Uczył się szybko. Jak na pierwszy raz i tak było bardzo dobrze, dlatego nie zamierzała zwlekać z dalszą częścią jego treningu.
- Na terrenie Wysokich Drzew grrasuje łasica, którra podąża trropem niedoświadczonych terrminatorrów i krradnie niedokładnie ukrrytą przez nich zwierzynę - powiedziała odwracając powoli spojrzenie na teren lasu, który rozciągał się przed nimi. - Chcę, byś wytrropił ją i zabił - poleciła kierując chłodne spojrzenie chabrowych oczu na stojącego obok niej terminatora trochę tak, jakby była teraz myśliwym spuszczającym swojego tropiącego psa ze smyczy. Jej oblicze pozostawało neutralne, więc rzucone przez nią wyzwanie nie było żartem. Zwlekanie z wyruszeniem na łowy co najwyżej sprawi, że zapuszczą tu korzonki a łasica zdąży umrzeć ze starości.
podczas podchodzenia do zwierzyny musisz opisywać wszystko, tj. ugięcie łap, cichy oddech, to że postać idzie pod wiatr i tak dalej. w przeciwnym wypadku mg ma prawo uznać, że postać o tym zapomniała, a zwierzyna wyczuła ją i zaczęła uciekać c: