Logo Artemidy
Trening Lopuszej Łapy
#16
- No ten cały, eh... Węsz - pół sukcesu. - To jest tatom tej całej Wiewiórki o której mówiłeś? Tej która go zastępuje? - Drążyła temat, nadal przekonana, że bury Przywódca pomógł wydać na świat przynajmniej połowę Klanu Cienia. O kogo jej tak na prawdę chodziło? A o nikim innym, niż już zmarłym Wiewiórczym Ogonie. - Aaaa... To skoro moja mama jest tylko moją mamą, to kto jest twoją? - Wystrzeliła następnym pytaniem, niczym mały, ciekawski karabinek maszynowy. Nie dało się ukryć, że wysiłki Imbirka by tym razem utrzymać swoją wypowiedź do minimum, w przeciwieństwie do ostaniej, pomogło Ropuszce znaleść twardy grunt pod łapkami. Nie to, że kotka nie lubiła jego bogatych i barwnych monologów, bo wręcz przeciwnie! Spodobały jej się sposób w jaki wojownik mógł zamienić najmniejszy banał w coś ciekawego, jednak łączenie zawiłych faktów i zwracanie uwagi nie należały do jej mocnych stron.
- Uhhh... - Mruknęła posępnie jak to na kociaka przystało, kiedy Imbirek pogrzebał jej plan zwiedzenia terenu Klanu Cienia i sabotowaniu ich krzaków. Pfff, Ropuszka zaczęła pomału podejrzewać, że słowa "nie" należy do ulubionego słowa kocurka, bo je wręcz nadużywał. Nie wolno było agresywnie łapać zębami innych kotów, nie wolno przekraczać granicy, nie wolno wychodzić sam poza obóz... Oj bycie trzeźwo myślącym dorosłym kotem musiało być męczące i nudne. - A co się stanie jak i tak to się zrobi? Cały Klan Cienia by to usłyszał? - Ah, te alarmy na granicach. Niesamowita technologia! - A co jakby ktoś z Cienia by tu przyszedł i by chciał wejść do nas? I, miszczu, dokond mogę iść w takim razie? Do tego dużego 'myczka? Czy może tamtego? - Spytała się, pokazując białą bródką leżący głaz, który znajdował się kilkanaście lisich długości od nich. Kamienna Przełęcz była wręcz wypełniona, jak nazwa wskazuje, kamieniami do których Ropucha tak swoją drogą była bardzo podejrzliwa. Nawet na jednego fuknęła, kiedy go mijała.
- Na prawde? Moge im porywać wonski?! - Chciała się upewnić czy przypadkiem wiatr nie zgrywał się nad jej osobą i się nie przesłyszała. Mogła? Na prawdę mogła kogoś walnąć, kiedy ten pojawił się na ich bagnie? Miodzio! Banan na pysiu kotki pogłębił się a z jej gardła wydarł się niski rechot. Oczywiście, że się jej to spodobało.
W drodze do Czterech Dębów ogon kotki tańczył w powietrzu, choć z reguły była rozluźniona, teraz dało się dostrzec, że niektóre słowa wojownika dziwiły ją bardziej od innych rzeczy. Nazwa drzewa, które z wyjaśnień burego nie było adekwatne do miejsca, zgromadzenia i ziemie niczyje, które pachniały jak mieszanka wszystkiego i niczego w tym samym momencie. To było dziwne, obce i ekscytujące. Mięśnie Ropuchy napięły się a futro na karku stanęło nieznacznie dębem, zaś złote spojrzenie lustrowały każdy skrawek Czterech Dębów.
- Ta! - Mruknęła dziarsko, po czym przykucnęła i zaczęła się "skradać" na przód. Stawiał grube łapki ostrożnie i choć jak na kociaka, umiała dobrze się skradać, Imbirek mógł dostrzec oczywiste błędy w jej postawie. Przeszła tak kilka lisich długości, aż w końcu odwróciła się, tak jakby upewniała się, że jej mistrzuniu nadal stał tam gdzie go zostawała. - Uhm, miszczu! Tu strasznie śmieldzi! I... I nie wiem czy nie minołem niewidzialnej granicy - no bo jak młodziutka kotka, mogła być pewna, której lini nie może przekraczać? Gdzie kończyły się tereny niczyje a tereny Klanu Rzeki? Imbirowy Pyle ruszaj na ratunek!
owo
LVL 2 70 / 150
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
#17
- Nie, znaczy, tak mi się wydaje, że nie. - odpowiedział na tłumaczenie Ropuszki. Tutaj również nie mógł być w stu procentach pewien, no bo...nigdy nie miał okazji spotkać na granicy, czy to Wężowa Gwiazdę, czy to Wiewiórczego Ogona, więc palnął to, co jako pierwsze przyszło mu do głowy, a czy była to prawda? Cóż, to już inna sprawa.
- Moja um...mamą? - zamarł. To pytanie ukuło go w serce bardzo, bardzo mocno niczym cierń wbijający się pod skórę. Udało mu się o niej zapomnieć, choć jeszcze od czasu do czasu śniła mu się, wraz z jego braćmi...martwymi braćmi. Widok ciała jednego z nich dręczył go co jakąś noc. Nienawidził tego tematu, lecz...nowe pokolenia i większość kotów z Wichru, tak naprawdę nie wiedziała o jego przeszłości, za co przecież nie mógł ich winić. Serce zabiło mu szybciej, a on z wyłupiastymi oczyma spojrzał na własne łapy. - Ja nie m-mam plawdziwej ma...my, znaczy, zastępuje mi ją Lniane Futerko, ale możemy o tym nie lozmawiać? To dosyć...niekomfortowy dla mnie temat...przeplaszam. - westchnął ciężko z trudem powstrzymując gromadzące się łzy. Brakowało mu ich, szczególnie braci, którzy zmarli...był to naprawdę trudny okres w jego życiu, tyle zmian ile wtedy przeszedł, było niedopisania. Spojrzał nieco zaszklonymi oczkami na Ropuszkę, mając nadzieję, że czarno-biała córka Malinowej Gwiazdy nie będzie więcej tego tematu drążyć.
- Pewnie nie, ale gdybyś natknęła się na patrol Klanu Cienia, mogłoby się to skończyć...nie ciekawie... Jeśli zaś chodzi o dlugie pytanie, to w pierwszej kolejności powinnaś odplowadzić go do granicy...natomiast, gdyby stawiał opól, no to musiałabyś użyć do tego siły, a odpowiadając na ostatnie pytanie, no to...musisz to wyczuć. Gdy poczujesz, że woń innego Klanu jest intensywna, to zatrzyma się i nie idź dalej. Zawlóć. - odparł już nieco weselej, widząc zachowanie Ropuszki. - Tak tylko ten ktosiek musi cię zaatakować. - Cóż droga do Czterech Dębów z tego miejsca nie była już daleka dlatego też, jak już wiadomo po niedługim czasie oboje dotarli do potężnego Dębu. Oczywiście za sprawą słów terminatorki, Imbirek zaprowadził ją na ziemie niczyje.
- Zawracaj! Szybko! - krzyknął do Ropuszki, kiedy spostrzegł się, że ta znajduje się na innym terytorium - terytorium Klanu Rzeki. Oby tylko nie przechodził tędy jakiś patrol, bo nie chciał mieć kłopotów.

Fallen in too deep
I can’t see what’s in front of me
I’m so far out of reach
Broke me piece by piece
Told me that you would never leave
Why did I believe?


Will I ever make it out?
Tell me what I gotta do now?
Am I going to see tomorrow?
Can’t swallow this sorrow
LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
#18
Puszysta kita zatańczyła w powietrzu, zaś z gardła kotki wydobył się cichy pomruk, kiedy wojownik wypowiedział się na temat więzów krwi między Wężową Gwiazdą i Wiewiórczym Ogonem. A więc jednak nie byli mamusią i synkiem, huh. Ropuszka mimo wcześniejszych niejasności była skłonna zostawić za sobą owy temat, tym samym wierząc w słowa wypowiedziane przez Imbirka. No bo, czemu taki fajny miszczu jak on, miałby ją okłamywać?
Jednak gdzie się kończy jeden problem, bardzo często zaczyna się drugi. Następne pytanie kotki, które w jej oczach należało do naiwnych, musiało odkopać jakąś puszkę pandory, którą przybrany syn Lnianego Futerka chciał za wszelką cenne ukryć głęboko w sobie i najlepiej zapomnieć o jej istnieniu. Ale dlaczego? Dlaczego on mógł wiedzieć kim była jej mama ale nie chciał powiedzieć nic o swojej? Jeszcze do tego przeszedł tak szybką zmianę nastrojów, że teraz przypominał Ropuszce jej białą i strachliwą siostrę; Pijawkę.
Na całą tą scenę, ciemna kotka chrumknęła i ściągnęła brewki. Nie miała zielonego pojęcia czemu kocurek się tak zachował i to ją zbulwersowało. Nie znała przecież jego historii podobnie jak młodsze pokolenie Klanu Wichru, co jednak nie ujmowało kotkowego zdenerwowania.
- Niekomfoltofo... Ale czemu... - Burknęła pod noskiem, marszcząc go przy okazji. O, taka była zła! Hurr, durr!
- Wytargam ich za uszy jak bedą stawowywywać opól! - Kotka jedynie tym komentarzem zdradziła swojemu mistrzowi, że zarejestrowała jego słowa... Albo przynajmniej ich część.

- O - naprawdę była już na terenach Klanu Rzeki? Kotka spojrzała przed siebie, przyglądając się trawie rosnącą na Zielonym Pagórku, która uginała się pod zimnym wiatrem. Było tu tak... Normalnie? Prawie jak na ich terenach, no, oczywiście gdyby nie smród, który wypala czarny nosek terminatorki. Prychnęła, po czym odwróciła się na pięcie by w podskokach wrócić do wojownika. - Śmieldzą, miszczu, fuj, fuj! - Skarżyła się by po chwili wpaść na kocurka.
owo
LVL 2 70 / 150
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
#19
- Ponieważ nie mam z nią najlepszych wspomnień, dlatego proszę cię, nie drążmy tego tematu. Nie chcę sobie o niej przypominać, po plostu nie, a kolejne pytania na ten temat będę ignorować...uh...przeplaszam, po prostu jest to dlażliwy dla mnie temat, a nie mam zamiaru zaśmiecać ci umysłu takimi bzdulami. - odpowiedział, wzdychając ciężko. Temat jego pochodzenia, jego braci i matki był niczym cienki lód, na którym wystarczyła chwila nieuwagi, a już zanurzało się w lodowatej wodzie. Nie, nie chciał do tego wracać. Nie chciał powtarzać tego samego. Nie i koniec i nawet jeżeli Ropuszka była jego pierwsza terminatorką, super terminatorką, to nie zamierzał opowiadać jej o swoim życiu, które było ciężkie, nie ukrywajmy. Najpierw porzucony, widział śmierć swych braci, musiał na nowo zadomowić się w klanie, w którym początkowo czuł się nie pewnie. Z czasem miało czekać go jeszcze więcej zła, o którym nie miał jeszcze pojęcia, a miał się o tym przekonać już niebawem. Po wyznaniu Gąski, co też uczynił jej Iskrząca Łapa i po Pagórku, który miał odmienić jego życie na zawsze.
- Możesz nawet i wytargać za uszy. To już zależy od ciebie, jak tego kogoś zmusisz do powlotu na granicę. - oznajmił, wpatrując się już nieco bardziej rozchmurzony w Ropuszkę.
Na szczęście, czarno-biała córka samej Malinowej Gwiazdy, szybko zawróciła na jego wezwanie. Uf. Tyle dobrego. Nieco spanikowany i przestraszony przyglądał się głupiutkiej terminatorce, która zaraz na niego wpadła, przez co oboje upadli na ziemię. - Wracajmy na Wichlowe Tereny. Tam opowiem ci nieco więcej o Klanie Rzeki i Klanie Glomu, który jest za Cztelema Dębami. - odpowiedział, powstając na równe łapy i otrzepując futro z pyłków, które mogły osiąść na nim podczas upadku.

Fallen in too deep
I can’t see what’s in front of me
I’m so far out of reach
Broke me piece by piece
Told me that you would never leave
Why did I believe?


Will I ever make it out?
Tell me what I gotta do now?
Am I going to see tomorrow?
Can’t swallow this sorrow
LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
#20
Ciekawość miała to do siebie, że bardzo szybko mogła przeistoczyć się w zwyczajną wścibskość. Ropuszka co prawda nie miała złych intencji, kierowała się jedynie kocięcą naiwnością i głodem wiedzy, jednak nie dało się zaprzeczyć faktu, że wpychała swój nochal tam gdzie nie powinna. Dlatego też, decyzja Imbirka o ignorowaniu przyszłych pytań w sprawie jego pochodzeni była dobrym posunięciem. W końcu owy temat nie posuwał treningu na przód; był jedynie źródłem nieprzyjemnych emocji dla pręgowanego kocurka. Co nie zmienia jednak faktu, że małe i głupie kocie poczuło się zmieszane tą nową sytuacją. To było po prostu dziwne dla najmłodszej córki Fiołkowego Świtu, pierwszy raz usłyszeć i zdać sobie sprawę, że nie każdy kot ma tyle szczęścia w życiu co ona.
Drobna stłuczka spowodowała, że obojga wylądowali w śniegu. Ropucha spoglądała na wojownika, badając jego pyszczek. Atmosfera nieco się odświeżyła, co było dobrym znakiem dla przerośniętego płaza. Idąc w ślady mistrza, podniosła się i otrzepała z białego puchu.
- Do Wichlu miszczu! Tak, tak! Tam nie śmieldzi - potrząsnęła łepetyną i żwawym krokiem zaczęła człapać za podopiecznym Lnianego Futerka, który obiecał opowiedzieć jej o dwóch pozostałych Klanach.

***

Kto by pomyślał, że przerwa między treningami mogła trwać tak długo. Śnieg zdążył stopnieć, trawa zzieleniała, liście opadły - a Ropuchy ani widu ani słuchu. No cóż, życie czasami zaskakuje i zmusza do podążania nową ścieżką. Terminatorka była wręcz magnesem na choroby różnego rodzaju: zielony kaszel, katar, gorączka, kleszcze, zatrucia po zjedzeniu bliżej niezdefiniowanej padlinki... No, kotka nie miała za bardzo szczęścia do zdrowia, choć to nie jedyny powód przedłużającego się treningu. Ropusza Łapa, mimo wieku i nowej rangi, pozostała głupiutkim płazem. Nie dało się zaprzeczyć, że pewnie kilkukrotnie zdarzyło jej sięzapomnieć o treningu, szczególnie gdy jakaś myszka czy motylek właśnie postanowił pojawić się w jej polu widzenia. A tak fajnie biega się za myszkami i motylkami. Był również czas, że spotkanie czarnej kotki w obozie było wręcz ograniczone z cudem. Ropucha zaczęła się szlajać. Samotnie lub w towarzystwie Żaby, człapała przez tereny Klanu Wichru i te niczyje, gubiąc się nie jedno krotnie na kilka krótkich dni. Wypadek Żaby sprawił, że ograniczała się z przechadzkami, siedząc przy rudym boku i słuchając jęków brata.

Wygnanie pierworodnego syna Czerwonego Pazura, zdenerwowało Krokusa. Może to te matczyne hormony, które po porodzie szóstki kociąt buzowały jak jeszcze nigdy, sprawiły iż starsza siostra złapała któregoś ranka Ropuchę za ucho i zaciągnęła na Wyjące Wzgórza. W końcu, jak się nie patrzeć, między Dynią i najmłodszą córką Maliny nie było aż tak dużej różnicy. Maksymalnie kilkanaście szarych komórek i duże pokłady szczęście, które prędzej czy później mogą się skończyć. Skończyć i spowodować porównywalne szkody do tych z którymi teraz boryka się Żabia Łapa i za które przepłaciła życie Sadza.
- Khrokus ale po czo my tutaj pszyszliśmy? Twoje kicie som w korzonkach - jęknęła Ropucha, przyglądając się starszej siostrze z zmarszczonym pyszczkiem. Biała kotka jedynie westchnęła, rozglądając się za burym wojownikiem, z którym rozmawiała jakiś czas temu o wznowieniu treningu terminatorki.
owo
LVL 2 70 / 150
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
#21
Dni mijały od ich pierwszego dnia treningu, przeradzając się w miesiące a na końcu prawie że cały obieg pór..a po Ropuszce nie było śladu. Trening więc przeciągał się i przeciągał w czasie, w którym wydarzyło się tyle rozmaitych sytuacji, które zmieniły Imbirka diametralnie...ale tym razem nie o tym. Ropuszki jak nie było, tak nadal nie było, a Imbirowy Pył z każdym kolejnym dniem tracił nadzieję, że jeszcze kiedykolwiek spotka się z czarną koteczka na treningu, a o myśli, że ta zostanie wojownikiem...kompletnie zapomniał.
Aż do czasu.
Pewnego słonecznego poranka, do burego wojownika podeszła Krokusowa Łąka, starsza siostra Ropuszki. Totalnie nie spodziewał się jej spotkać, natomiast, kiedy ta wyjawiła mu, dlaczego do niego przyszła, na jego pysku wymalowało się zaskoczenie. Przytaknął więc łbem kocicy i od razu ruszył do Makowej Łapy przekazać, iż następnego dnia po prostu się nie spotkają, a jak już to za dwa wschody słońca, pomijając trening, który mieli tego dnia. Z zamyśloną głową wyszedł z obozu z bratem u boku, zaś po zakończeniu spotkania po prostu zajął się swoim wojowniczymi sprawami, obowiązkami, które miał do wypełnienia. Nie szły mu one za dobrze, lecz zapewne to wszystko przez tą nagłą, niespodziewaną wiadomość, jaką była prośba o wznowienie treningu córy Malinowej Gwiazdy. Po ukończeniu wszystkiego zapadł wieczór, a podopieczny Lnianego Futerka udał się na odpoczynek. W końcu musiał być wyspany.
Tak też następnego dnia udał się na Wyjące Wzgórza, gdzie umówił się z kocicą. Nie jesteście w stanie sobie wyobrazić, jaki szok namalował się na jego pysku, gdy ujrzał obie koteczki siedzące obok siebie. Jednocześnie zbierała się w nim radość, jednocześnie żal, że przez te wszystkie choróbska została uziemiona w lecznicy. Nieco chwiejnym krokiem podszedł do nich, wpatrując się w Ropuszkę jak w ducha. — Dziękuje Krokusowa Łąką, a telaz, jeśli pozwolisz, zabiorę Lopuszą Łapę na trening, mm dobrze? — kiedy dostał potwierdzenie z jej strony, majtnął delikatnie ogonem i zwrócił się w stronę swojej terminatorki. Przez moment nie miał pojęcia co zrobić, co powiedzieć i co w ogóle zdążyli do tego czasu przerobić. Miał tysiące myśli na raz i nie miał pojęcia, od czego ma zacząć. — Mhmm..Lopuszko? Ciesze się, że możemy wznowić twój tlening... Pamiętasz jeszcze coś z tego, co przerobiliśmy? — zapytał z nadzieją w głosie, chociaż wcale nie zdziwiłby się, gdyby koteczka faktycznie nic nie pozostało w jej głowie. Tak czy siak, musiał z nią przerobić to jeszcze raz, jednak może coś pozostała w jej główce i przyspieszyłoby to czas powtórki.

Fallen in too deep
I can’t see what’s in front of me
I’m so far out of reach
Broke me piece by piece
Told me that you would never leave
Why did I believe?


Will I ever make it out?
Tell me what I gotta do now?
Am I going to see tomorrow?
Can’t swallow this sorrow
LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
#22
Nie minęło nawet kilka krótkich chwil a siedzenie na czterech literach i nic nie robienie po prostu zaczęło nudzić przerośniętego płaza. Ropucha jednak była kotką pomysłową i w myk znalazła sobie zajęcie. Zajęcie które polegało na napastowaniu i zaczepianiu starszej siostry, jednak na nieszczęście terminatorki, macierzyństwo uzbroiło wojowniczkę w anielską cierpliwość. A niech cię dunder świśnie Krokus! Kiedy kotka zdała sobie sprawę, że jednak jej zabawa nie przynosi zamierzonych efektu, Ropucha postanowiła zrobić inną równie ciekawą rzecz; drzemkę. Ziewnęła teatralnie, oparła pysk o głowę siostry i już miała odpłynąć w krainę snów (w końcu Krokus ją obudziła, hurr durr), kiedy usłyszała czyjeś kroki.
W uderzenie serca wszelkie zmęczenie wyparowały z jej grubego ciałka, gdy Imbirowy Pył pojawił się na Wyjących Wzgórzach. Złote ślepka rozżarzyły się z zaskoczenie, lustrując kocurka uważnie. Wyglądał... Inaczej. Nie obco, na pewno nie wyglądał obco. Wyglądał inaczej, jednak kotka o bardzo małym rozumku nie umiała zrozumieć czemu. Czy to dlatego, że jego zachowanie różniło się od tego co pamiętała? Czy może dlatego, że jego pyszczek ozdabiała teraz blizna*? A może nie chodziło tu o adoptowanego syna Lnianego Futerka a o samą Ropuchę? Może to ona zmieniła się i po raz pierwszy inaczej spojrzała na kocurka? Oj, myślenie i analizowanie jest ciężką sprawą, trzeba będzie zrobić nalot na Żabę. Mimo pytań, które teraz tańczyły w główce terminatorki, jej łaciaty pyszczek rozpromienił się a następne słowa były wypełnione typową dla Ropuchy werwą i radością.
- Miszczu! Cześć! Cześć! - Podskoczyła na równe łapki przybliżając się do burego kocura, choć nie zamierzała wskoczyć mu na głowę. Białe wibrysy drgały szaleńczo z podekscytowania i szczęścia, kiedy czarne uszka wychwytywały słowa Imbirka. - Oj, trening! Tak, tak! A pamiętam jeszcze czoś...? - Puszysta kita przecięła powietrze, kiedy kotka myślała nad odpowiedzią, cofając się w czasie. Co było nie lada wyzwaniem szczególnie, że teraz emocję mogły ją rozsadzić. - O! Duzo pamiętam! Klan Cienia, Ghromu i Rzeki. Rzeka śmieldziała tak stalsnie! Tak fuj! I cztery demby i Wenszofą Gwiazdę, który jest kocurkiem i jest jak mama dla Klanu Cienia. Ale miszczu, ale ponoć umarło mu się, to prawda miszczu? I teraz kotka jest przywódczynią? I to, że nie wolno iść na teleny innych klanów ale jak ktoś jest na naszych telenach to mogę mu wyrwać wonsy ale dopiero w tedy, kiedy ta druga kicia zacznie. I jeszcze eh... Uhhh... - Mruknęła marszcząc brewki, pomalutku uspakajając się. Oj, mimo wszystko jednak coś tam wiedziała i pamiętała.



* ponoć Imbirek miał kilka ran drugiego stopnia ale nie byłem pewny czy ma blizny czy nie ^^"
owo
LVL 2 70 / 150
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
#23
* * *

Zgodnie z tym, co ustaliły na niedawnej ceremonii, Mięta następnego dnia ruszyła do legowiska terminatorów o ustalonej porze, by rozpocząć trening z Ropuszą Łapą. Niby to był kolejny terminator kocicy, jednak srebrna kotka nieco się stresowała. Jednocześnie teraz trenowała Przebiśniega i Ropuszkę, do tego jeszcze starała się przekazać coś Żabie leżącemu w lecznicy. Trójka terminatorów na raz to było dużo. Może kiedyś taka ilość by ją ucieszyła, ale teraz zastanawiała się, czy da radę. Szczególnie, że Malina powierzyła jej własną córkę, już drugie swoje dziecko! Sama Mięta nie wiedziała, dlaczego, ale nie chciała zawieść swojej przywódczyni.
- Ropusza Łapo? - zawołała, nie chcąc wchodzić do środka legowiska, i po prostu na zewnątrz poczekała na kocicę.
Yet I feel my ♥ heart ♥ is aching
Though it doesn't beat it's breaking
And the pain here that I feel
Try and tell me it's not real
I know that I am d e a d

[Obrazek: RCty4E2.png]
Yet it seems that I still have some tears to shed
LVL 4 245 / 300
MedLVL 0 63 / 100
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości