niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
Grom. Nie zbliżać się do jego granicy. Te słowa wystarczyły buremu, by jednoznacznie stwierdzić, że kotka miała z dawnym klanem na pieńku. Może została wygnana za jakieś awantury, a może sama go opuściła, kiedy coś poszło nie po jej myśli. Kto, oprócz gromiaków i Nocy, to wie? Teoretyczne można by ją o to zapytać, bo skoro wyjawiła kilka informacji, to może udzielić i kolejnych, ale po co? Orlik wolał unikać zbytniego wypytywania napotkanych kotów, nawet jeśli zdawały się równie skore do rozmowy co Noc, ponieważ zawsze istniało ryzyko nadepnięcia komuś na odcisk. Zepsucia mu nastroju.
— Może nie będę musiał przechodzić koło granicy z Klanem Gromu — odparł neutralnie. Jeśli kotka miała konflikt z dawnym klanem, to jej osądy mogą być nieco zmienione, więc nie traktował jej słów aż tak poważnie. A nawet jeśli, może Grom nie potraktowałby powracającego do domu Wichrzaka jak przybłędy? Nieważne. Jeśli nie zajdzie potrzeba, lepiej tego nie sprawdzać. Może szlak Orlika powiedzie w inną stronę, nie obok ziem Gromu? Czekał na jakieś słowa Nocy, bo jemu samemu niekoniecznie zależało na podtrzymywaniu rozmowy. Jeżeli ona też uzna, że wszystko, co powinno zostać wypowiedziane, już zostało, to żegnam, koniec rozmowy.
Mistrz: Brak (wcześniej Cyprysowa Łuska) Płeć: Kotka Matka: Mokry Kwiat Ojciec: Podniebny Lot Partner: Nie
Nie dość posturnej budowy kotka, z krótkim, czarnym futrem. Posiada żółte oczy i bliznę na tylnej, prawej łapie.
Lekko nieufna i złośliwa. Z trudnych sytuacji wychodzi tak, że...ucieka od problemów (więcej na kp)
Sójka [KW]
Na słowa kocura, Noc przytaknęła delikatnie głową i spoglądnęła na niebo. Mieniło się ono w szaro-niebieskich barwach. Mimo tego, że słońce było tylko żółtą plamką próbującą przebić się przez gęste chmury, można jednoznacznie stwierdzić, że zaraz zajdzie ono za widnokręgiem. Jeśli kotka nie ma zamiaru wracać w ciemnościach do "domu", będzie musiała się zbierać i przyspieszyć kroku w ciągu powrotnej wędrówki. Różne dziwne zwierzęta wychodzą podczas świecenia księżyca, więc była gromiaczka nie ma zamiaru ryzykować.
- Muszę iść, jeśli chcę dojść do legowiska w jednym kawałku, a tobie radzę znaleść jakąś dobrą kryjówkę na przeczekanie nocy - mruknęła i obróciła swój pysk w kierunku Siedliska Konii - Na razie Orlikowe Pióro, będę cię wypatrywać na granicy Wichru - miauknęła z lekkim uśmiechem i podreptała na czarnych łapach przed siebie. Po chwili jej chód zamienił się w bieg, a oczy zmrużyły się w małe szparki.
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
Skinął lekko głową, czując, jak napięcie w mięśniach nieco opada. Doskonale wiedział o takich podstawach; może nie wyglądał na typowego samotnika, bo też i nim nie był, jednak jakoś musiał przetrwa ten księżyc życia na własną łapę. Księżyc? Ile wschodów słońca temu uwolnił się z gniazda dwunogów? Nie miał pojęcia. Stracił rachubę. Tak czy inaczej, doskonale wiedział, że trzeba będzie znaleźć schronienie – oby już ostatnie.
— Żegnaj, Nocy — mruknął, pozwalając wypełznąć delikatnemu uśmiechowi na pysk. Nie wiedział, co sądzić o młodej samotniczce. Jej otwartość i dociekliwość wzbudzały w starym Orliku sympatię, a w nowym Orliku podejrzenia. Odniósł wrażenie, że czarna nie opuściła Gromu dawno. Nie została jeszcze skalana przymiotami samotnika; nie zaraził jej trzaskający egoizm, wciskający walkę o przetrwanie na oświetlone miejsce priorytetu. Owszem, coś zaczynało w niej kiełkować, to zbieranie jakichkolwiek informacji, które mogły okazać się jakkolwiek przydatne, ale… było jeszcze tak młode, że niemal niewyczuwalne. Bury pomyślał, że on sam chyba również jeszcze nie został tym skażony, jednak – on się nie liczy, on jest samotnikiem tylko tymczasowo… prawda? A ta podejrzliwość? Czy to nie jest cecha samotników? Poczuł się niewygodnie w swojej nowej, pobliźnionej skórze. Na chwilę obudził się w nim dawny Orlik; po odrzuceniu nieufności, długonogi pomyślał, że czuje wobec Nocy lekką sympatię. Gdyby tylko lepiej ją poznał, nie zrozumiałby jej zamiłowania wobec samodzielności. Różnili się, ale mimo wszystko życzył jej dobrze, jak to miał w zwyczaju. Niechże będzie szczęśliwa, niech odnajdzie spełnienie, gdziekolwiek się ono kryje.
Śledził wzrokiem niknącą sylwetkę. Po chwili potrząsnął lekko głową, wybijając z niej przemyślenia. Trzeba wrócić tu i teraz, na ziemię. Trzeba znaleźć kryjówkę. Ruszył za Nocą, choć dużo wolniej. Zapach klanów prowadził w tamtym kierunku. Nie szedł w jedną stronę, trochę kluczył, by zwiększyć szanse na odnalezienie jakiegoś w miarę dobrego miejsca na nocleg. Tuż przed zapadnięciem zmroku zawędrował do Szorstkich Skał. Odszukał pośród nich jakąś wąską szczelinę. Gdy nasycił się wreszcie nieodległą wonią klanów, z której mógł wysnuć już aromat każdego pojedynczego, przypomniał sobie, że trzeba zapolować. Wyprawa łowiecka nie objęła zbyt wielkiego obszaru, przez co nie przyniosła obfitych łupów, ale pozwoliła zaspokoić głód. Wrócił do upatrzonej kryjówki, gdzie zapadł w płytki sen. Obudził się wczesnym rankiem, zaraz po wschodzie słońca – wyruszył przed siebie, za zapachem, mając nadzieję, że dotrze do granicy z Wichrem.
Wysoka tak samo, jak i rodzice. Ma drobinę dłuższy od przeciętnego trójkątny pysk o prostym profilu, nisko osadzone, nieco dłuższe od przeciętnych uszy, smukła szyja, bardzo szczupła ( niemalże przesadnie! ) sylwetka, długie, bardzo chude łapy, długi, bardzo wąski ogon. Większość ciała jasna; pysk, uszy, łapy i ogon szaro-bura z czarnymi pręgami, sierść na grzbiecie z widocznym zarysem tygrysich pręg, nieco ciemniejsza od tej na bokach. Oczy w kształcie migdałów, o barwie lodowego błękitu odziedziczonej po ojcu.
O ile w wypadku wyglądu większość cech odziedziczyła po matce, o tyle charakter Deszczyk przypomina bardziej ten posiadany przez ojca, nie przez matkę. Na całe szczęście nie jest takim gburem, jak on - ma jednak raczej pesymistyczne nastawienie do świata i często nie ukrywa go przed światem, czasem bez jakiegokolwiek taktu - nierzadko ironicznie - komentuje jednak brak logiki w cudzych działaniach, ma też tendencję do podważania cudzych decyzji. W przeciwieństwie do ojca nie unika jednak kontaktów z innymi, inaczej bowiem nie mogłaby się z nich od czasu do czasu żartobliwie natrząsać. Najprawdopodobniej w przyszłości nie będzie także unikać walki - pokojowe zachowanie za wszelką cenę wydaje się jej bowiem nie dość, że naiwne i głupie, to jeszcze ją drażni, niemniej jednak nie wygląda na to, by miała rzucać się na innych praktycznie bez większego powodu
Chodzenie po chaszczach było interesujące, niemniej jednak... nie mogła maszerować przez nie całymi dniami, prawda? Z resztą, przemykanie się jedynie przez pola rzepaku, zawsze tą samą drogą, by dotrzeć do bardziej oddalonych od klanu terenów nie było zgodne z jej poglądami; jaka przygoda była w odbywaniu podróży w momencie, w którym szło się po utartym już szlaku?
Teraz, naturalnie, również szła drogą, którą zdarzyło się jej kiedyś podążać - trudno było znaleźć taką, przez którą by już nie przeszła, a która znajdowała się w odległości połowy dnia drogi od klanowych ziem.
Fakt, że pozostawała tu bardzo odsłonięta nie przeszkadzał jej w niczym - noc otulała ją swoją miękką ciemnością, nie pozwalając na przejmowanie się tak trywialnymi sprawami. Ach, niech i ktoś na nią napadnie - czym to będzie, jeśli nie kolejną przygodą. Owszem, było to niebezpieczne. Owszem, mogło to oznaczać zakończenie jej życia... ale to właśnie dlatego samotne wędrówki były czegokolwiek warte.
Masywna, postawna kotka, o długim, zadbanym szylkretowym futrze w kolorach: srebrzystym i jasno rudawym, przecinanym przez ciemniejsze, tygrysie pręgi. Z wiekiem przyszło jej uzyskać imponujące rozmiary dzięki którym z łatwością zalicza się go prawdziwych Gromowych gigantów o długich łapskach i ciężkim kroku. Posiada charakterystyczną, rudą plamę na pysku na której znajduje się cieniutka, biała kreska kończąca się pomiędzy chłodno-zielonymi ślepiami. Trójkątny kształt i ułożenie futra na głowie, z lekka zaokrąglone uszy i kudłate bokobrody czy kryza na szyi oraz piersi, upodabniają ją do ojca, tak samo ciągle przymrużone prawe oko i uniesiona jedna z warg wykrzywiające je pysk w wiecznym grymasie. Na wszystkich czterech łapach, piersi oraz brzuchu, ma rozdzieloną biel, która miejscami się rozlewa w inne zakamarki jej futerka. Blizny ma na: gardle; tylnej łapie; grzbiecie; czy rozerwanym uchu od zewnątrz.
Ostra; chłodna; lojalna; ambitna. Księżyce mijały, a wraz z nimi charakter Cyprys nieco ulegał zmianie. Mimo, że nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, kocica stała się nieco bardziej rozmowna. Już odrobinę lepiej szło jej rozmawianie z kotami które darzyła jakąkolwiek sympatią czy zaufaniem. Po otrzymaniu rangi wojownika pielęgnuje swoją sumienność, odpowiedzialność i dojrzałość. Stara się dążyć do obranego przez siebie celu jakim jest zostanie szanowanym wojownikiem. Dla większości kotów jest oschła, obojętna, wredna i odznacza się kpiną oraz pogardą. Bez większych ogródek jest w stanie ostro poprzeć swoje zdanie i splunąć jadem prosto w oczy kota, który w jej oczach na to zasłużył. Nie umie okazywać emocji, oraz ich nie rozumie; ukrywa je pod grubą warstwą dystansu, dzięki czemu krytyka i ostre słowa spływają po niej jak po kaczce; Dla kotów bliższych wykazuje się poczuciem humoru czy wsparciem na swój sposób.
Popielny Żar, Pęknięta Łapa, Olcha [KC]
Dotarcie tu było dla Cyprys wyzwaniem, jednak i niezwykle emocjonującą częścią jej życia, która pozwoliła na myślenie o czymś innym, nieznanym. Wyznaczona do wieczornego patrolu zwyczajnie pod jego koniec odłączyła się aby zapolować a to, że po doniesieniu zwierzyny na stos ponownie opuściła obóz i już do niego nie wróciła było jedynie nieplanowanym zagraniem po tym, jak z ciekawości przeszła na Ziemie Niczyje dzięki Śliskim Grzbietom. Nigdy wcześniej nie wpadło jej do głowy aby opuścić ziemię swojego klanu i wysunąć nos gdzieś dalej tym bardziej w momencie jak się ściemniało. Teraz jednak było jej...Wszystko jedno i jeden wypad aby bez konsekwencji napaść na jakiegoś samotnika i ostro przetrzepać mu skórę; brzmiał naprawdę kusząco. Do tego jej zniknięcie nie powinno być bardzo widoczne. Nie planowała tutaj nocki, a wypełniła swoje obowiązki należycie. Czasem zdarzało jej się już nocować na terenach i pilnować granic pod osłoną nocy, więc akurat o to się nie bała. Z przyjemną adrenaliną buzującą w jej wnętrzu ruszyła przez nieznane sobie ziemię napawając się innością. Na jej nieszczęście, a szczęście kogoś innego - przez bardzo długi czas parcia do przodu nie mogła niczego znaleźć. Nie mowa tu o piszczkach, bo wielokrotnie do jej nozdrzy wpadał kuszący zapach czy zachęcający szelest, jednak...Nie po to tu przyszła i chociaż samotnicy w jej mniemaniu byli niżej niż padlina, nie chciała zniżać się do ich poziomu i podkradać im zwierzyny. Jeszcze tego brakowało! Ziemie Klanu Gromu były obfite, więc donoszenie piszczek z innych ziem nie wchodziło w grę i kłóciłoby się z wyznawanymi zasadami Cyprysicy. Z każdym krokiem adrenalina związana z chęcią przetrzepania czyjegoś futra malała, a szylketowa wojowniczka się uspokajała, zwyczajnie i cicho sunąc przez trawy. Wtedy coś rzuciło jej się w oczy. W ciemności poza rysującym się polem ewidentnie należącym do dwunogów, sunęła jakaś sylwetka. Kocia sylwetka. Mało już zainteresowana bijatyką wojowniczka mocniej ugięła się na łapach i przyległa do ziemi obserwując to, co nieco mocniej wyróżniało się w ciemności. Wtedy tez do jej nozdrzy wpadł gryzący zapach rybojadów, na co skrzywiła się i zmrużyła zielone, błyskające w ciemności ślepia. Daleko rybka wyskoczyła z wody...
Terminatorka Żubr jednak nie ruszyła się z miejsca, oczekując odpowiedniego momentu na wyjście z - niezbyt dobrej - kryjówki. Mogło być tak, że pachnąca rybami kocica ją ominie i pójdzie dalej, a masywna szylkretka zawróci. Kto wie. Dlatego czekała.
I'mnotafraidofdying,dear - ̗̀runwiththewolves,butdisappeaŕ̖ - Alwaysaround,untilyouappear Guessesaretough,theyfuckwiththatgood life
Wysoka tak samo, jak i rodzice. Ma drobinę dłuższy od przeciętnego trójkątny pysk o prostym profilu, nisko osadzone, nieco dłuższe od przeciętnych uszy, smukła szyja, bardzo szczupła ( niemalże przesadnie! ) sylwetka, długie, bardzo chude łapy, długi, bardzo wąski ogon. Większość ciała jasna; pysk, uszy, łapy i ogon szaro-bura z czarnymi pręgami, sierść na grzbiecie z widocznym zarysem tygrysich pręg, nieco ciemniejsza od tej na bokach. Oczy w kształcie migdałów, o barwie lodowego błękitu odziedziczonej po ojcu.
O ile w wypadku wyglądu większość cech odziedziczyła po matce, o tyle charakter Deszczyk przypomina bardziej ten posiadany przez ojca, nie przez matkę. Na całe szczęście nie jest takim gburem, jak on - ma jednak raczej pesymistyczne nastawienie do świata i często nie ukrywa go przed światem, czasem bez jakiegokolwiek taktu - nierzadko ironicznie - komentuje jednak brak logiki w cudzych działaniach, ma też tendencję do podważania cudzych decyzji. W przeciwieństwie do ojca nie unika jednak kontaktów z innymi, inaczej bowiem nie mogłaby się z nich od czasu do czasu żartobliwie natrząsać. Najprawdopodobniej w przyszłości nie będzie także unikać walki - pokojowe zachowanie za wszelką cenę wydaje się jej bowiem nie dość, że naiwne i głupie, to jeszcze ją drażni, niemniej jednak nie wygląda na to, by miała rzucać się na innych praktycznie bez większego powodu
Och, jak na swoją osobę, była bardzo blisko klanowych terenów; ostatnio starała się coraz lepiej poznawać położone w tych okolicach tereny, w ten sposób przygotowując się do wyprawy na osiedle. Znajomość kryjówek położonych między nim a terytorium Klanu Rzeki mogła się okazać przydatna, zwłaszcza, że nie wiedziała, czego może się po nagromadzeniu siedlisk dwunogów spodziewać. Poza, oczywiście, wspaniałą przygodą, bo podejrzewała, że takowe wyjście dostarczy jej wspaniałych doświadczeń życiowych. Takich, o których warto opowiadać młodszym pokoleniom. W wieku co najmniej terminatorskim, oczywiście, jako, że rozmowa z kimkolwiek młodszym nie dość, że mijała się z celem, to jeszcze ją samą doprowadzała do irytacji.
Na całe szczęście w obozie przebywała zazwyczaj jedynie wtedy, gdy spała w jakimś odległym, cichym kącie, na tyle niedostępnym, by nie ryzykować zostania zaatakowaną przez jakieś irytujące, pomniejsze jednostki.
Usiadła, pod jakimś większym, nie będącym rzepakiem chwastem, pozostając przy tym przodem do osobniczki, o której obecności nie wiedziała z racji kierunku, z jakiego wiał wiatr i zaczęła czyścić swoją prawą przednią kończynę.
Masywna, postawna kotka, o długim, zadbanym szylkretowym futrze w kolorach: srebrzystym i jasno rudawym, przecinanym przez ciemniejsze, tygrysie pręgi. Z wiekiem przyszło jej uzyskać imponujące rozmiary dzięki którym z łatwością zalicza się go prawdziwych Gromowych gigantów o długich łapskach i ciężkim kroku. Posiada charakterystyczną, rudą plamę na pysku na której znajduje się cieniutka, biała kreska kończąca się pomiędzy chłodno-zielonymi ślepiami. Trójkątny kształt i ułożenie futra na głowie, z lekka zaokrąglone uszy i kudłate bokobrody czy kryza na szyi oraz piersi, upodabniają ją do ojca, tak samo ciągle przymrużone prawe oko i uniesiona jedna z warg wykrzywiające je pysk w wiecznym grymasie. Na wszystkich czterech łapach, piersi oraz brzuchu, ma rozdzieloną biel, która miejscami się rozlewa w inne zakamarki jej futerka. Blizny ma na: gardle; tylnej łapie; grzbiecie; czy rozerwanym uchu od zewnątrz.
Ostra; chłodna; lojalna; ambitna. Księżyce mijały, a wraz z nimi charakter Cyprys nieco ulegał zmianie. Mimo, że nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, kocica stała się nieco bardziej rozmowna. Już odrobinę lepiej szło jej rozmawianie z kotami które darzyła jakąkolwiek sympatią czy zaufaniem. Po otrzymaniu rangi wojownika pielęgnuje swoją sumienność, odpowiedzialność i dojrzałość. Stara się dążyć do obranego przez siebie celu jakim jest zostanie szanowanym wojownikiem. Dla większości kotów jest oschła, obojętna, wredna i odznacza się kpiną oraz pogardą. Bez większych ogródek jest w stanie ostro poprzeć swoje zdanie i splunąć jadem prosto w oczy kota, który w jej oczach na to zasłużył. Nie umie okazywać emocji, oraz ich nie rozumie; ukrywa je pod grubą warstwą dystansu, dzięki czemu krytyka i ostre słowa spływają po niej jak po kaczce; Dla kotów bliższych wykazuje się poczuciem humoru czy wsparciem na swój sposób.
Popielny Żar, Pęknięta Łapa, Olcha [KC]
Kocica która obserwowała nie zauważyła jej. Pachniała Klanem Rzeki co już Cyprys udało się ustalić, a teraz dodatkowo się upewniła, kiedy wiatr zawiał nieco mocniej i dostarczył w jej nozdrza o wiele pewniejszą dawkę woni. Tak, jasna kotka zdecydowanie należała do tego samego klanu co Niedźwiedzi Kieł. Końcówka ogona wojowniczki drgnęła delikatnie, jednak ona cała dalej w bezruchu i z dość... Kiepskiego ukrycia obserwowała poczynania nieznanej sobie kocicy. To było aż dziwne, że jeszcze jej nie dojrzała. A może nie konkretnie jej jako wojowniczki,a po prostu bardziej wyraźnego, kudłatego kształtu gdzieś przed sobą. To jednak dawało Cyprysowej Łusce bardzo cenny element zaskoczenia gdyby chciała zrobić kocicy krzywdę. Dziś jednak Deszczowa Dolina miała szczęśliwy dzień, bowiem Cyprys wyładowała całą frustrację i chęć sklepania kogoś kawał drogi temu. Teraz jedynie była z lekka zaintrygowana tym co też robiła tu wojowniczka. Wygnaniec? Nie. Zapach był zdecydowanie za świeży a i sama osobniczka obserwowana przez córę Kwaśnego Pyska nie wydawała się poddenerwowana czy jakaś poharatana. Po długiej chwili przyglądania się jak wysoka kocica czyści sobie futro na łapie, srebrzysto-miodowa księżniczka postanowiła wyłonić się z wyższej kępy traw i jej zielone ślepia błysnęły nikle, kiedy znalazła się niedaleko Deszczówki. - Nie nauczyli cię na treningu czujności? - rzuciła unosząc lekko brew, kiedy przysiadła kawałek od kocicy, mimo wszystko tak ją przerastając. Co prawda nie tka bardzo jak Żubr czy Malinę, jednak...I tak. Miło było mieć rozmówcę, który nie gada do twojej piersi - chociaż czy Deszcz będzie można nazwać rozmówca to się przekonamy za chwile.
I'mnotafraidofdying,dear - ̗̀runwiththewolves,butdisappeaŕ̖ - Alwaysaround,untilyouappear Guessesaretough,theyfuckwiththatgood life
Wysoka tak samo, jak i rodzice. Ma drobinę dłuższy od przeciętnego trójkątny pysk o prostym profilu, nisko osadzone, nieco dłuższe od przeciętnych uszy, smukła szyja, bardzo szczupła ( niemalże przesadnie! ) sylwetka, długie, bardzo chude łapy, długi, bardzo wąski ogon. Większość ciała jasna; pysk, uszy, łapy i ogon szaro-bura z czarnymi pręgami, sierść na grzbiecie z widocznym zarysem tygrysich pręg, nieco ciemniejsza od tej na bokach. Oczy w kształcie migdałów, o barwie lodowego błękitu odziedziczonej po ojcu.
O ile w wypadku wyglądu większość cech odziedziczyła po matce, o tyle charakter Deszczyk przypomina bardziej ten posiadany przez ojca, nie przez matkę. Na całe szczęście nie jest takim gburem, jak on - ma jednak raczej pesymistyczne nastawienie do świata i często nie ukrywa go przed światem, czasem bez jakiegokolwiek taktu - nierzadko ironicznie - komentuje jednak brak logiki w cudzych działaniach, ma też tendencję do podważania cudzych decyzji. W przeciwieństwie do ojca nie unika jednak kontaktów z innymi, inaczej bowiem nie mogłaby się z nich od czasu do czasu żartobliwie natrząsać. Najprawdopodobniej w przyszłości nie będzie także unikać walki - pokojowe zachowanie za wszelką cenę wydaje się jej bowiem nie dość, że naiwne i głupie, to jeszcze ją drażni, niemniej jednak nie wygląda na to, by miała rzucać się na innych praktycznie bez większego powodu
Cóż, gdyby tamta chciała ją zaatakować, mogłaby się przekonać, że nie będzie to takie łatwe, jak mogłoby się początkowo wydawać. Owszem, Deszczowa nie należała do silnych kotów, jednakże przesadnie szczupła sylwetka i długie łapy pozwalały jej na bycie wystarczająco zręczną, by poradzić sobie podczas starć. Pręgowana obserwowała nadchodzącą kotkę kątem oka, ignorując możliwe zagrożenie, które mogłoby wynikać z pozornego braku jej reakcji. Owszem, kusiła los... bo po to właśnie wybierała się na wyprawy poza klanowe tereny. - Ach, dlaczego wy, gromiacy, zawsze podchodzicie do wszystkiego tak... agresywnie - powiedziała jedynie, tłumiąc ziewnięcie i przesuwając po sylwetce szylkretki wzrokiem. Nie było to jej ulubione umaszczenie, aczkolwiek nie wyglądało tak nieznośnie, jak jego intensywniejszy wariant. Poza tym, była noc, a w pobliżu nie dało się chyba znaleźć kogoś bardziej interesującego... - Nie obawiasz się podchodzić do straszliwych nieznajomych i tak okrutnie ich prowokować? - spytała, pozwalając, by kąciki jej pyska zadrżały w mimowolnie powstrzymywanym półuśmiechu.
Masywna, postawna kotka, o długim, zadbanym szylkretowym futrze w kolorach: srebrzystym i jasno rudawym, przecinanym przez ciemniejsze, tygrysie pręgi. Z wiekiem przyszło jej uzyskać imponujące rozmiary dzięki którym z łatwością zalicza się go prawdziwych Gromowych gigantów o długich łapskach i ciężkim kroku. Posiada charakterystyczną, rudą plamę na pysku na której znajduje się cieniutka, biała kreska kończąca się pomiędzy chłodno-zielonymi ślepiami. Trójkątny kształt i ułożenie futra na głowie, z lekka zaokrąglone uszy i kudłate bokobrody czy kryza na szyi oraz piersi, upodabniają ją do ojca, tak samo ciągle przymrużone prawe oko i uniesiona jedna z warg wykrzywiające je pysk w wiecznym grymasie. Na wszystkich czterech łapach, piersi oraz brzuchu, ma rozdzieloną biel, która miejscami się rozlewa w inne zakamarki jej futerka. Blizny ma na: gardle; tylnej łapie; grzbiecie; czy rozerwanym uchu od zewnątrz.
Ostra; chłodna; lojalna; ambitna. Księżyce mijały, a wraz z nimi charakter Cyprys nieco ulegał zmianie. Mimo, że nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, kocica stała się nieco bardziej rozmowna. Już odrobinę lepiej szło jej rozmawianie z kotami które darzyła jakąkolwiek sympatią czy zaufaniem. Po otrzymaniu rangi wojownika pielęgnuje swoją sumienność, odpowiedzialność i dojrzałość. Stara się dążyć do obranego przez siebie celu jakim jest zostanie szanowanym wojownikiem. Dla większości kotów jest oschła, obojętna, wredna i odznacza się kpiną oraz pogardą. Bez większych ogródek jest w stanie ostro poprzeć swoje zdanie i splunąć jadem prosto w oczy kota, który w jej oczach na to zasłużył. Nie umie okazywać emocji, oraz ich nie rozumie; ukrywa je pod grubą warstwą dystansu, dzięki czemu krytyka i ostre słowa spływają po niej jak po kaczce; Dla kotów bliższych wykazuje się poczuciem humoru czy wsparciem na swój sposób.
Popielny Żar, Pęknięta Łapa, Olcha [KC]
Była znudzona bezpiecznymi terenami na które od dłuższego czasu nie zakradał się nawet kościsty samotnik do przetrzepania futra. Czuła niedosyt w kwestii konfliktów i zamieszań, nie miała już na kogo pluć jadem - a nie czekaj, wstrzymać konie! Miała, zdecydowanie miała. Jednak coś skutecznie powstrzymywało ją od tego aby wylać pomyje prosto na Żubrze Gardło. Naprawdę miała ochotę wykrzyczeć kocicy wszystko co o niej myślała i jak bardzo poczuła się przez nią zraniona. Jednak gadanie o własnych uczuciach nie było w jej stylu, a do tego - czy to nie byłyby bzdury? Owszem, była urażona i wściekła, jednak zamiast pogarszać sprawę, którą i tak chciała jakkolwiek załagodzić co było ogromny krokiem z jej strony ; wolała się uspokoić i uciekać, może nawet zapomnieć bądź wymyślić coś lepszego. Na ten moment jednak nie chciała widzieć Żubr na oczy dłużej niż było to potrzebne do otrzymania poleceń. Ukróciła ich przyjaźń do nic nieznaczącej znajomości między wojownikiem a zastępcą. Planowała to utrzymywać do czasu znalezienia jakiegoś dobrego rozwiązania bądź całkowitego wyleczenia się z tej błazenady. Pozwoliła się łatwo osłabić, a sama dalej w to brnęła. Niczym trudnym było się domyślić, że Cyprysowa Łuska miała do teraz pustkę w głowie co do rozwiązania, więc sprawa nie szła na przód. Zresztą córka Trzmiela tez nie wydawała się zainteresowana polepszeniem sytuacji, a masywna kocica nie zamierzała pierwsza wyciągać łapy. Jeszcze czego! - Gdzie tu wyczułaś agresje? Czyżby rybi smród zepsuł ci węch? - prychnęła, pochylając się nieznacznie, unosząc lekko łapę przejeżdżając po niej szorstkim językiem i wygryzając z sierści niepotrzebne śmieci, które się w nią zaczepiły podczas marszu. Kiedy wygryzła jakiś przyczepiony patyczek, splunęła nim na bok i cicho się zaśmiała chociaż jej pysk był oblany chłodną obojętnością. - Po coś tu przylazłam i nie była to chęć milutkiej pogawędki o kwiatkach i chmurkach. - burknęła już nieco przyjaźniej prostując się aby nieznacznie poruszyć łbem w celu ułożenia puchatej kryzy. - Na tym polega cała zabawa, nie uważasz?
I'mnotafraidofdying,dear - ̗̀runwiththewolves,butdisappeaŕ̖ - Alwaysaround,untilyouappear Guessesaretough,theyfuckwiththatgood life
Wysoka tak samo, jak i rodzice. Ma drobinę dłuższy od przeciętnego trójkątny pysk o prostym profilu, nisko osadzone, nieco dłuższe od przeciętnych uszy, smukła szyja, bardzo szczupła ( niemalże przesadnie! ) sylwetka, długie, bardzo chude łapy, długi, bardzo wąski ogon. Większość ciała jasna; pysk, uszy, łapy i ogon szaro-bura z czarnymi pręgami, sierść na grzbiecie z widocznym zarysem tygrysich pręg, nieco ciemniejsza od tej na bokach. Oczy w kształcie migdałów, o barwie lodowego błękitu odziedziczonej po ojcu.
O ile w wypadku wyglądu większość cech odziedziczyła po matce, o tyle charakter Deszczyk przypomina bardziej ten posiadany przez ojca, nie przez matkę. Na całe szczęście nie jest takim gburem, jak on - ma jednak raczej pesymistyczne nastawienie do świata i często nie ukrywa go przed światem, czasem bez jakiegokolwiek taktu - nierzadko ironicznie - komentuje jednak brak logiki w cudzych działaniach, ma też tendencję do podważania cudzych decyzji. W przeciwieństwie do ojca nie unika jednak kontaktów z innymi, inaczej bowiem nie mogłaby się z nich od czasu do czasu żartobliwie natrząsać. Najprawdopodobniej w przyszłości nie będzie także unikać walki - pokojowe zachowanie za wszelką cenę wydaje się jej bowiem nie dość, że naiwne i głupie, to jeszcze ją drażni, niemniej jednak nie wygląda na to, by miała rzucać się na innych praktycznie bez większego powodu
- Ach, nie rybi, tylko nie rybi - zaczęła, przesuwając wzrokiem po rozmówczyni. Owszem, miała co prawda na sobie mieszaninę kolorów, której Deszcz przeważnie nie lubiła, miała również długą sierść, którą preferowała u kocurów, nie zaś u kotek... niemniej jednak zdawała się być całkiem potężna. Deszcz zastanawiała się, jak poradziłaby sobie w starciu z taką osobniczką, choć, oczywiście, nie zamierzała proponować tamtej sparingu. Choć, może, z drugiej strony, mogłoby wyniknąć z tego coś... ciekawego? Rzadko kiedy nawiązywała bliższe kontakty z klanowymi kotami, takowe walki proponując przeważnie samotnikom, z drugiej strony jednak... dlaczego właściwie się w tej kwestii ograniczała? - O czym więc chcesz... rozmawiać? - spytała Deszczowa, czyniąc jeden, malutki kroczek w kierunku nieznajomej, po czym wyprostowała się, kierując wzrok na zielone ślepia nieznajomej. W gromiaczce było coś... interesującego. - Och, jakże bym śmiała stwierdzać coś tak prowokującego - powiedziała, pozwalając, by kąciki jej pyska zadrżały nieco wyraźniej w półuśmiechu, który przeważnie utrzymywała na swoim pręgowanym pysku. Zapowiadał się w s p a n i a ł y wieczór.
Masywna, postawna kotka, o długim, zadbanym szylkretowym futrze w kolorach: srebrzystym i jasno rudawym, przecinanym przez ciemniejsze, tygrysie pręgi. Z wiekiem przyszło jej uzyskać imponujące rozmiary dzięki którym z łatwością zalicza się go prawdziwych Gromowych gigantów o długich łapskach i ciężkim kroku. Posiada charakterystyczną, rudą plamę na pysku na której znajduje się cieniutka, biała kreska kończąca się pomiędzy chłodno-zielonymi ślepiami. Trójkątny kształt i ułożenie futra na głowie, z lekka zaokrąglone uszy i kudłate bokobrody czy kryza na szyi oraz piersi, upodabniają ją do ojca, tak samo ciągle przymrużone prawe oko i uniesiona jedna z warg wykrzywiające je pysk w wiecznym grymasie. Na wszystkich czterech łapach, piersi oraz brzuchu, ma rozdzieloną biel, która miejscami się rozlewa w inne zakamarki jej futerka. Blizny ma na: gardle; tylnej łapie; grzbiecie; czy rozerwanym uchu od zewnątrz.
Ostra; chłodna; lojalna; ambitna. Księżyce mijały, a wraz z nimi charakter Cyprys nieco ulegał zmianie. Mimo, że nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, kocica stała się nieco bardziej rozmowna. Już odrobinę lepiej szło jej rozmawianie z kotami które darzyła jakąkolwiek sympatią czy zaufaniem. Po otrzymaniu rangi wojownika pielęgnuje swoją sumienność, odpowiedzialność i dojrzałość. Stara się dążyć do obranego przez siebie celu jakim jest zostanie szanowanym wojownikiem. Dla większości kotów jest oschła, obojętna, wredna i odznacza się kpiną oraz pogardą. Bez większych ogródek jest w stanie ostro poprzeć swoje zdanie i splunąć jadem prosto w oczy kota, który w jej oczach na to zasłużył. Nie umie okazywać emocji, oraz ich nie rozumie; ukrywa je pod grubą warstwą dystansu, dzięki czemu krytyka i ostre słowa spływają po niej jak po kaczce; Dla kotów bliższych wykazuje się poczuciem humoru czy wsparciem na swój sposób.
Popielny Żar, Pęknięta Łapa, Olcha [KC]
Rzeczna wojowniczka o nieznanym jak na razie imieniu, była już drugim kotem z tego klanu, który wyrażał niezadowolenie z rybiego smrodu. Pierwszym była oczywiście Niedźwiedzi Kieł, którą Cyprys miała nadzieje jeszcze kiedyś spotka i uda im się porozmawiać. Można powiedzieć, że całkiem ją polubiła i poczuła, że nadają na tych samych falach. Żarty z odoru jaki wręcz symbolizował Klan Rzeki nigdy się chyba srebrzysto-miodowej nie przejedzą. Rzucanie obraźliwych i kąśliwych komentarzy podczas spotkań na patrolach, czy też niewinne, jadowite zaczepki w stronę rzeczniaków na - cóż - neutralnym gruncie bo własnie tak, zielonooka postrzegała Ziemie Niczyje czy Cztery Dęby. Były to ziemie bez klanu zamieszkałe jedynie przez samotników, których kocica nie brała pod uwagę. Zatem ciekawym było spotkanie klanowego kota na tych terenach, tym bardziej takiego należącego do Klanu Rzeki. Najwyraźniej nie tylko srebrzysto-miodowej brakowało adrenaliny. Tylko, że to był jej pierwszy taki wypad wgłąb nieznanego. Do tego czasu czuła się jakkolwiek pełna i nie potrzebowała tego typu ekscesów w swoim życiu. Co się jednak tyczyło pointki - kocica nie wiedziała, jednak była możliwość aby jednak zapełniła tę lukę własnej niewiedzy. Kiedy rzeczna kotka zrobiła malutki krok w jej kierunku prostując się i krzyżując z nią spojrzenia, jej brew lekko drgnęła podobnie jak wibrysy. Cyprysowa Łuska za to siedziała twardo w jednym miejscu, jednak wyprostowała się odstawiając łapę na ziemię. - Ciekawi mnie co tu robisz - mruknęła chrapliwie, mrużąc lekko zielone ślepia. Kiedy kąciki pyska kocicy ponownie drgnęły w półuśmiechu, córa Kwaśnego Pyska zdecydowała się na coś podobnego, jednak nie był to tak ładny uśmiech jak ten u Deszcz. Wojowniczka lekko się nachyliła i trzepnęła uchem. - Często tu przychodzisz? Czyżby Rzeczne tereny były nudne? - mruknęła nieco niższym, lekko ochrypłym tonem, unosząc brew w oczekiwaniu na odpowiedź całkiem pewnej siebie kocicy.
I'mnotafraidofdying,dear - ̗̀runwiththewolves,butdisappeaŕ̖ - Alwaysaround,untilyouappear Guessesaretough,theyfuckwiththatgood life
Wysoka tak samo, jak i rodzice. Ma drobinę dłuższy od przeciętnego trójkątny pysk o prostym profilu, nisko osadzone, nieco dłuższe od przeciętnych uszy, smukła szyja, bardzo szczupła ( niemalże przesadnie! ) sylwetka, długie, bardzo chude łapy, długi, bardzo wąski ogon. Większość ciała jasna; pysk, uszy, łapy i ogon szaro-bura z czarnymi pręgami, sierść na grzbiecie z widocznym zarysem tygrysich pręg, nieco ciemniejsza od tej na bokach. Oczy w kształcie migdałów, o barwie lodowego błękitu odziedziczonej po ojcu.
O ile w wypadku wyglądu większość cech odziedziczyła po matce, o tyle charakter Deszczyk przypomina bardziej ten posiadany przez ojca, nie przez matkę. Na całe szczęście nie jest takim gburem, jak on - ma jednak raczej pesymistyczne nastawienie do świata i często nie ukrywa go przed światem, czasem bez jakiegokolwiek taktu - nierzadko ironicznie - komentuje jednak brak logiki w cudzych działaniach, ma też tendencję do podważania cudzych decyzji. W przeciwieństwie do ojca nie unika jednak kontaktów z innymi, inaczej bowiem nie mogłaby się z nich od czasu do czasu żartobliwie natrząsać. Najprawdopodobniej w przyszłości nie będzie także unikać walki - pokojowe zachowanie za wszelką cenę wydaje się jej bowiem nie dość, że naiwne i głupie, to jeszcze ją drażni, niemniej jednak nie wygląda na to, by miała rzucać się na innych praktycznie bez większego powodu
Ach, uśmiechy nie musiały być ładne, by przyciągać uwagę - także i tą pozytywną. Deszczowa Łapa rzadko kiedy gustowała w kotach kierując się tym, by były piękne. Większą uwagę zwracała na to, czy są silne... i jakie emocje towarzyszą jej podczas spotkania z nimi. Na chwilę obecną Cyprysowa Łuska nie mogla się w tej kwestii równać z niektórymi, dość, cóż, potężnymi samotnikami, na jakich miała okazję się natknąć. - Szukam wrażeń - odpowiedziała kotce zgodnie z prawdą. Poszukiwała szybszego bicia serca, poszukiwała czegoś, czy też raczej kogoś, kto zaskoczy ją czymś nowym, kto sprawi, że znowu poczuje cudowną niepewność czucia się nie w pełni bezpiecznie. Uwielbiała być w takim stanie. Na terenach Klanu Rzeki osiągnięcie go bylo mało prawdopodobne, zaś w rybnym obozie - jeszcze mniejsze. - B a r d z o - odpowiedziała, odnosząc się do kwestii rzecznych terenów. Nie można było powiedzieć, że nie były urozmaicone... spotkanie kogoś, kto do Rzeki nie należał było jednak mało prawdopodobne, a taki właśnie cel miały jej eskapady. Poza, oczywiście, zwiedzaniem nowych miejsc. - Staram się nie przychodzić zbyt często w to samo miejsce - odpowiedziała zgodnie z prawdą, tłumiąc ziewnięcie. - Co t y tu robisz? - spytała się ostatecznie, siadając i owijając łapy ogonem.
Masywna, postawna kotka, o długim, zadbanym szylkretowym futrze w kolorach: srebrzystym i jasno rudawym, przecinanym przez ciemniejsze, tygrysie pręgi. Z wiekiem przyszło jej uzyskać imponujące rozmiary dzięki którym z łatwością zalicza się go prawdziwych Gromowych gigantów o długich łapskach i ciężkim kroku. Posiada charakterystyczną, rudą plamę na pysku na której znajduje się cieniutka, biała kreska kończąca się pomiędzy chłodno-zielonymi ślepiami. Trójkątny kształt i ułożenie futra na głowie, z lekka zaokrąglone uszy i kudłate bokobrody czy kryza na szyi oraz piersi, upodabniają ją do ojca, tak samo ciągle przymrużone prawe oko i uniesiona jedna z warg wykrzywiające je pysk w wiecznym grymasie. Na wszystkich czterech łapach, piersi oraz brzuchu, ma rozdzieloną biel, która miejscami się rozlewa w inne zakamarki jej futerka. Blizny ma na: gardle; tylnej łapie; grzbiecie; czy rozerwanym uchu od zewnątrz.
Ostra; chłodna; lojalna; ambitna. Księżyce mijały, a wraz z nimi charakter Cyprys nieco ulegał zmianie. Mimo, że nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, kocica stała się nieco bardziej rozmowna. Już odrobinę lepiej szło jej rozmawianie z kotami które darzyła jakąkolwiek sympatią czy zaufaniem. Po otrzymaniu rangi wojownika pielęgnuje swoją sumienność, odpowiedzialność i dojrzałość. Stara się dążyć do obranego przez siebie celu jakim jest zostanie szanowanym wojownikiem. Dla większości kotów jest oschła, obojętna, wredna i odznacza się kpiną oraz pogardą. Bez większych ogródek jest w stanie ostro poprzeć swoje zdanie i splunąć jadem prosto w oczy kota, który w jej oczach na to zasłużył. Nie umie okazywać emocji, oraz ich nie rozumie; ukrywa je pod grubą warstwą dystansu, dzięki czemu krytyka i ostre słowa spływają po niej jak po kaczce; Dla kotów bliższych wykazuje się poczuciem humoru czy wsparciem na swój sposób.
Popielny Żar, Pęknięta Łapa, Olcha [KC]
Szukam wrażeń. Brzmiało to całkiem interesująco i po części pokrywało się z tym, co też Cyprysowa Łuska robiła na Ziemiach Niczyich. Pchana nudną i...cóż, innymi emocjami wylądowała aż tutaj i tak się złożyło, że na jej drodze pojawiła się Deszczowa Dolina, która przejawiała podobne ambicje. Na potwierdzenie, że Rzeczne tereny są po prostu nudne, dlatego też pointka z nich wybyła, kocica prychnęła cicho i zaśmiała się pod nosem. Chociaż nie dla każdego był to śmiech - dla zielonookiej jednak jak najbardziej. - Rozumiem. Więc nasstępnym razem spróbuje wpaść na ciebie gdzieś indziej - zażartowała niskim, ochrypniętym głosem, mrużąc lekko zielone ślepia, nie odwracając ich od swoje rozmówczyni, która ostatecznie po podejściu do niej na racjonalną odległość; przysiadła i owinęła ogonem łapy. Córa Kwaśnego Pyska postąpiła więc podobnie z taką różnicą, że ona o wiele ciaśniej owinęła ogon wokół własnych łap. Kiedy dosłyszała, że ta odbija piłeczkę zadając jej to samo pytanie co ona chwile jej - trzepnęła uchem. Mało kreatywnie, rybko. Mimo to kocica postanowiła odpowiedzieć. Nim jednak to zrobiła, chwile milczała. Chwile przed ponownym zabraniem głosu odchrząknęła, chcąc pozbyć się chrypy, która została z nią odkąd opuściła lecznice. Cicho liczyła, że ta przejdzie z czasem, jednak najwidoczniej Ognisty Żar ją czymś podtruła podczas leczenia i oto ma taki a nie inny głos. Dodawał jej niewątpliwie charakteru, jednak bywał czasem irytujący. - Również jak ty, poszukuje wrażeń - stwierdziła wzruszając masywnymi barkami, prostując się nieco bardziej. - Klanowe tereny nie mają zbyt wiele do zaoferowania, a widzenie codziennie tych samych pysków bywa monotonne. Miło czasem oderwać się od rutyny.
I'mnotafraidofdying,dear - ̗̀runwiththewolves,butdisappeaŕ̖ - Alwaysaround,untilyouappear Guessesaretough,theyfuckwiththatgood life
Wysoka tak samo, jak i rodzice. Ma drobinę dłuższy od przeciętnego trójkątny pysk o prostym profilu, nisko osadzone, nieco dłuższe od przeciętnych uszy, smukła szyja, bardzo szczupła ( niemalże przesadnie! ) sylwetka, długie, bardzo chude łapy, długi, bardzo wąski ogon. Większość ciała jasna; pysk, uszy, łapy i ogon szaro-bura z czarnymi pręgami, sierść na grzbiecie z widocznym zarysem tygrysich pręg, nieco ciemniejsza od tej na bokach. Oczy w kształcie migdałów, o barwie lodowego błękitu odziedziczonej po ojcu.
O ile w wypadku wyglądu większość cech odziedziczyła po matce, o tyle charakter Deszczyk przypomina bardziej ten posiadany przez ojca, nie przez matkę. Na całe szczęście nie jest takim gburem, jak on - ma jednak raczej pesymistyczne nastawienie do świata i często nie ukrywa go przed światem, czasem bez jakiegokolwiek taktu - nierzadko ironicznie - komentuje jednak brak logiki w cudzych działaniach, ma też tendencję do podważania cudzych decyzji. W przeciwieństwie do ojca nie unika jednak kontaktów z innymi, inaczej bowiem nie mogłaby się z nich od czasu do czasu żartobliwie natrząsać. Najprawdopodobniej w przyszłości nie będzie także unikać walki - pokojowe zachowanie za wszelką cenę wydaje się jej bowiem nie dość, że naiwne i głupie, to jeszcze ją drażni, niemniej jednak nie wygląda na to, by miała rzucać się na innych praktycznie bez większego powodu
Deklaracja szylkretki, cóż, nie była zbyt kreatywna... niemniej jednak sugerowała, że ta rozmowa może potoczyć się w kierunku, w którym Deszczowa chciała, by się potoczyła. - Och, będę czekać... - powiedziała jedyinie, poruszając końcówką ogona nie z nadmiaru emocji czy też stresu, a jedynie po to, by poruszyć jakimś elementem swojego ciała. Siedzenie w miejscu nie było dla niej w żadnym stopniu wygodne; męczyło ją zdecydowanie bardziej, niż przebywanie w ruchu... choć już na przykład leżenie była w stanie przetrwać, o ile mogła podczas niego swobodnie poruszać swoim pręgowanym ogonem. - Może - dodała ostatecznie, pozwalając, by końcówki jej pyska zadrżały ponownie. Była to jedyna imitacja półuśmiechu, na jaką jej rozmówcy mogli liczyć. Cóż. - Ach, tak, faktycznie. W końcu żyjecie w lesie - powiedziała kotce, tym razem nie poruszając ogonem, a tłumiąc ziewnięcie. Ten odruch nie był od niej zależny. - Powiedz mi, Cyprysowa Łusko... - zaczęła, przysuwając się jeszcze odrobinę, by znaleźć się b l i ż e j szylkretowej kotki. Ach, gdyby tylko była kocurem, w końcu to na spotkanie kocura, nie kotki liczyła... -...gromiacy faktycznie myślą tak mało, jak głosi stereotyp? - spytała się, pozwalając kącikom swojego pyska drżeć dalej. Ach, tamta może się i zdenerwuje, ale cóż z tego? To właśnie niepewność w postaci tego, że nie wiedziała, czy tej nocy oberwie w pysk od kogoś zupełnie nieznajomego, czy też zanurzy się w cudzym futrze, nadawała sens jej eskapadom.
Masywna, postawna kotka, o długim, zadbanym szylkretowym futrze w kolorach: srebrzystym i jasno rudawym, przecinanym przez ciemniejsze, tygrysie pręgi. Z wiekiem przyszło jej uzyskać imponujące rozmiary dzięki którym z łatwością zalicza się go prawdziwych Gromowych gigantów o długich łapskach i ciężkim kroku. Posiada charakterystyczną, rudą plamę na pysku na której znajduje się cieniutka, biała kreska kończąca się pomiędzy chłodno-zielonymi ślepiami. Trójkątny kształt i ułożenie futra na głowie, z lekka zaokrąglone uszy i kudłate bokobrody czy kryza na szyi oraz piersi, upodabniają ją do ojca, tak samo ciągle przymrużone prawe oko i uniesiona jedna z warg wykrzywiające je pysk w wiecznym grymasie. Na wszystkich czterech łapach, piersi oraz brzuchu, ma rozdzieloną biel, która miejscami się rozlewa w inne zakamarki jej futerka. Blizny ma na: gardle; tylnej łapie; grzbiecie; czy rozerwanym uchu od zewnątrz.
Ostra; chłodna; lojalna; ambitna. Księżyce mijały, a wraz z nimi charakter Cyprys nieco ulegał zmianie. Mimo, że nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, kocica stała się nieco bardziej rozmowna. Już odrobinę lepiej szło jej rozmawianie z kotami które darzyła jakąkolwiek sympatią czy zaufaniem. Po otrzymaniu rangi wojownika pielęgnuje swoją sumienność, odpowiedzialność i dojrzałość. Stara się dążyć do obranego przez siebie celu jakim jest zostanie szanowanym wojownikiem. Dla większości kotów jest oschła, obojętna, wredna i odznacza się kpiną oraz pogardą. Bez większych ogródek jest w stanie ostro poprzeć swoje zdanie i splunąć jadem prosto w oczy kota, który w jej oczach na to zasłużył. Nie umie okazywać emocji, oraz ich nie rozumie; ukrywa je pod grubą warstwą dystansu, dzięki czemu krytyka i ostre słowa spływają po niej jak po kaczce; Dla kotów bliższych wykazuje się poczuciem humoru czy wsparciem na swój sposób.
Popielny Żar, Pęknięta Łapa, Olcha [KC]
Kocica raczej wątpiła, że drugi raz spotka Deszczową Dolinę. Czy też jej na tym bardzo zależało? Niezbyt. Była to jedynie luźna pogawędka tak jak z każdym, pierwszym i lepszym kotem jakiego też wojowniczka napotykała na swojej drodze. Pomijając fakt, że nie każdy taki kot miał tyle szczęścia aby natrafić na dobry humor srebrzysto-miodowej pozwalający na luźną pogawędkę. W tym wypadku jednak; niebieska miała szczęście. Zdawała się bawić sytuacją stąpając po coraz cieńszym lodzie, co całkiem interesowało córę Kwaśnego Pyska. Stłumione ziewnięcia, lekki ton wskazujący na obojętność, drgające kąciki pyska - no i oczywiście fakt, że pointka raz na jakiś czas przybliżała się do niej z nieznanych zielonookiej powodów. Jednak podobało jej się to. Jakkolwiek. Nie było to może nic, co uwalniało w niej większe emocje, jednak jakieś się pojawiały. - Częściowo. - mruknęła twardo, lekko unosząc brew. Nie powiedziałaby, że Klan Gromu żyje w lesie. Środek ich terenów był wielką piaskownicą pokrytą niczym. Klan Cienia był w całości zarośnięty gęstym lasem i jakaś część kocicy poczuła się urażona, że Rzeczna wojowniczka możliwie myli ze sobą tereny tak różnych klanów. Bo nie było bata, aby Cyprysowa Łuska kiedykolwiek zrównała Grom z tymi cienistymi żabojadzimi wypluwkami. Końcówka jej ogona drgnęła więc z lekka ostrzegawczo, jednak zlało się to z momentem w który wojowniczka przybliżyła się. Brew kocicy uniosła się w górę, a jej chłodne ślepia mówiły proste "serio?". Prychnęła pod nosem i poruszyła połamanymi wibrysami, pochylając się nieco w stronę przybliżonej kotki mrużąc chłodne i jadowite oczy nawiązując kontakt wzrokowy z rozmówczynią, posyłając jej wyzywające spojrzenie, chociaż...Było ono również dość płaskie, obojętne. Zaczepka jaką wyprowadziła Rzeczniaczka nie była zbyt wysokich lotów i nie zrobiła na kocicy dużego wrażenia. Jednak mimo to, Cyprys postanowiła się trochę podroczyć. - Na tyle cię stać, rybko? - prychnęła i kłapnęła cicho zębami przed nosem niebieskiej, a jej własne, połamane wibrysy drgnęły w lekkim rozbawieniu. Nie było to tak samo ekscytujące jak drażnienie Żubrówny, jednak...Było w miarę zadowalające. Nie prostując się, przysunęła się jeszcze trochę, lekko strosząc sierść na karku w formie demonstracji. - Ja słyszałam, że rzecznicy mają zamiast mózgu rybie odchody, jak już wymieniamy się złośliwościami.
I'mnotafraidofdying,dear - ̗̀runwiththewolves,butdisappeaŕ̖ - Alwaysaround,untilyouappear Guessesaretough,theyfuckwiththatgood life