Cynamonowy point nie miał żadnego problemu z dogonieniem, a potem dotrzymaniem prędkości z zaskrońcem, któremu skoczył na łeb uderzenie serca później. Gad nie miał wielkiego wyboru, nie dał rady się wydostać, więc po prostu udawał martwego; śmierdzący płyn został wypuszczony w nadziei, że drapieżnik puści i przede wszystkim odpuści. Pazury niemiłosiernie zatopiły się w śliskiej skórze, a chwilę później zaskroniec już nie udawał. Smród jednak pozostał. Szczególnie na poduszkach łap.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Było fajnie. Trochę jak w chwili, gdy udało się zdeptać najgłośniejszego liścia. A zaraz potem nie było fajnie. Tak jak wtedy, gdy okazywało się, że pod liściem kryła się śmierdząca niespodzianka. Może techniki obronne zaskrońca były trochę inne, ale humor psuły równie podle. I tak samo kłuły w nos. Oriental odszedł kawałek od zwłok gada i zaczął zgarniać śladowe ilości śniegu w malutką zaspę. Chciał uzbierać go wystarczająco wiele by wlazł także między palce, gdy na niego nadepnie. Po chwili zagarniania przysiadł by potrzeć opuszkami o śnieg i pozbyć się tego smrodu. To zamrożona woda, powinna działać jak jej ciekła koleżanka, prawda? A Orion bardzo chciał uniknąć konieczności mycia łap językiem. Po chwili takiego wycierania ich o zebrany śnieg powąchał testowo. Ostrożnie.
Można było dać orientalowi plusy za pomysł z użyciem otoczenia. Szczególnie że nie miał z czym tak naprawdę pracować, śnieżek wydawał się tutaj idealną opcją. Szkoda tylko, że kiedy Orion przytknął nos do łapy, smród nadal istniał. Niestety… Zaskroniec pozostawił po sobie nieprzyjemną pamiątkę i przy okazji przypomnienie, dlaczego nie powinno się go zabijać. Czy jak potrzyma łapy w roztapiającym się koleżce wody, to miał szansę się go pozbyć? Możliwe. Możliwe też, że nie. Chociaż przyznać trzeba było, że smród lekko złagodniał.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Oriental skrzywił swój ceglasty nosek, gdy okazało się, że efekty były raczej mierne. Ale były jakieś i lepszych opcji nie miał, więc do roztopienia zagarniętego śniegu mógł nim pocierać o opuszki. Później? Już szkoda było czasu, coś czuł, że prędzej zetrze sobie łapy do krwi niż całkowicie pozbędzie się smrodu. Więc gdy ostatnia porcja śniegu roztopiła się pod jego palcami, otrzepał sierść i ruszył truchtem dalej. Na parszywego zaskrońca nawet nie rzucił okiem, gdy go mijał. Starał się namierzyć coś mniej smrodliwego.
Ironia. Było to piękne słowo, a posiadało one nawet piękniejsze znaczenie. Orion zostawił kupkę śniegu za sobą, smród zaskrońca wił się jeszcze jednak wokół jego łap, widać było małą nadzieję - nieprzyjemny zapach ulotnił się bardziej, niż wcześniej. Co natomiast było ironią? Następny wijący się ziomuś, tym razem pełzający prosto w stronę Oriona. Nie widział drapieżnika z uwagi na to, że był on trochę po boku, a sam padalec skupiony był na wycieczce krajoznawczej… czy kocur zamierzał się skusić na następnego gada?
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Odpowiedź na to pytanie była prosta – otóż nie. Przynajmniej na ten moment oriental miał dość pełzających piszczek, więc nie zrobił nic by się przyczaić na padalca zmierzającego w jego stronę. Kontynuował swój marsz tym samym tempem, nie zmieniając kierunku. I może odrobinę liczył na gadzi zawał, gdy ten zorientuje się, że idzie na zderzenie czołowe ze stworzeniem większym od siebie, które mogłoby go bez trudu zgnieść. Ale też nie myślał o tym nadmiernie, bo odreagowywanie na tak małych stworzonkach nie przynosiło żadnego spokoju. Liczył na coś większego w zasięgu wzroku.
Były wichrzak zdecydował się nie polować na padalca. Szlachetne z jego strony. Sama jaszczurka w przerażeniu - kiedy tylko zobaczyła kocura - zaczęła pełzać w kompletnie przeciwną stronę, chociaż ogon jeszcze miała na sobie. Może nie przestraszyła się wystarczająco? A może Pora Nagich Liści już uderzała w jej szare komórki?
Miarowy krok śmierdzących łap prowadził Oriona po Miedzy, która aktualnie iskrzyła się coraz bardziej, jako że słońce delikatnie podniosło się wyżej. Cały śnieg dodawał uroku, ale również oznaczał sporo wody i błota kiedy się roztopi. Teraz? Oznaczał natomiast ślady łapek. Dość charakterystycznych, małych przede wszystkim. Gdyby kocur się zainteresował i poprowadził wzrokiem po śladach, zobaczyłby mała ryjówkę, która dzielnie przemierzała pole na lewo od niego. Nie zdawała sobie jeszcze sprawy z zagrożenia… chyba próbowała doczłapać się w stronę jakiegoś gospodarstwa. Była to jednak daleka droga. Może Orion pomoże ją skrócić?
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Drobne ślady łapek nie mogły należeć do niczego większego od padalca. Znaczy się, oczywiście, gryzoń przynajmniej miał jakieś łapki, więc odciski zostawiał większy niż ten pseudowąż, ale to wyzwanie podobne do zabrania ślepemu kociakowi kępki mchu. Więc jeśli drobnymi kroczkami chciała dotrzeć do gospodarstwa, Orion mógł jej tylko życzyć powodzenia by starość jej nie dopadła po drodze. Sam maszerował dalej i tak jak widok był urokliwy, odnotował by przypadkiem nie skracać sobie drogi powrotnej przez którekolwiek z łysych pól. Chociaż może błotne skarpetki były tym czego potrzebował do całkowitego oczyszczenia łap? Cóż, to pomysł na później, teraz szukał dalej.
Wysublimowany gust wdowy najwyraźniej się opłacił. Ryjówka została w stanie nienaruszonym, a odpłaciło się to Orionowi bardzo szybko. Tym razem pod łapami znalazł ślady o wiele większego stworzenia. Odciski dwóch przednich łap mogły mylić, ale tylne od razu zdradzały kim był zagrożony - zając. Akurat jeszcze wyskoczył przy okazji z norki, którą miał po prawej stronie Miedzy. Uszy poważnie nasłuchiwały okolicy, oby oriental stał już w miejscu, bo się jeszcze ów gość spłoszy…
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Oczywiście, że Orionowi się to opłaciło bardzo szybko. Po pierwsze, zrobił dobry uczynek puszczając wolno ryjówkę. Po drugie, gwiazdy miały dużo więcej współczucia od niektórych. I widząc biedną wdowę w żałobie, starały się umilić jej dzień, a nie kłaść kłody (i ukryte norki!!) pod łapy. Pokaźny zajęczy trop od razu przykuł uwagę orientala. I nawet jeśli nie zatrzymał się z pierwszym uderzeniem serca, gdy tylko pomiędzy grudami ziemi wychyliły się długie, szarobure uszy, teraz kocur zastygł w bezruchu. Z jedną łapą podciągniętą pod klatkę piersiową, zupełnie jakby nie zależało mu na zwalczaniu oskarżeń o podobieństwo z wyżłem. Uchylił lekko pysk by zminimalizować ryzyko, że głośniejszy świst spłoszy szaraka i poświęcił krótką chwilę na wyciszenie swojego oddechu, zanim bardzo ostrożnie zaczął się skradać. Nieco staranniej niż przy większości piszczek, starał się uważać pod łapy na wszystkie głośne niespodzianki. Ale też, ze względu na cienką warstwę śniegu, która lubiła skrzypieć, gdy nie stawiało się odrobinę wolniej kolejnych kroków. Miał nadzieję, że zachodząc zająca od ogona uniknie także możliwości przedwczesnego dostrzeżenia. Chciał znaleźć się sus, maksymalnie dwa, od niego nim skoczy na bury grzbiet i chwyci za kark.
Orion musiał mieć jakieś wtyki w galaktyce to na pewno. Nie było jednak pewności, czy było to prawdą, czy po prostu bolała go głowa. Obie te opcje oczywiście się też nie wykluczały. Wyżełek, skradał się już do zdobyczy, kiedy zajęcze uszy poruszyły się, wpaść mogła jedna myśl: ‘Czy to koniec? Zając ucieknie?’. Brązowiutkie futerko stało w miejscu, nawąchiwało i wydawało się czujne… niestety nie ze strony, której powinno. Zęby zatopiły się karku zająca, ten jednak zanim się wykrwawi chciał pozostawić po sobie pamiątkę, bolesnego siniaka na szyi. Tylna łapa wystrzeliła właśnie tam. Niestety za późno i niedbale, by coś więcej zrobić. Coś trzasło i skończył się miły poranek dla zająca.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Zazdrość była paskudną cechą, która często prowadziła do sceptycyzmu, a ten zwykle najbardziej uwłaczał osobie wątpiącej. Coś jak w przypadku płaskoziemców bądź jednostek, które nie wierzyły by w samym centrum kuli ziemskiej znajdowała się kulka mozzarelli. Każda teoria naukowa miała swojego przeciwnika, o którego poczytalność martwili się znajomi. Chociaż Oriona prędzej dotyczyły dogmaty, jednak schemat był ten sam. Przez ponad sto księżyców chodził po tym świecie na swoich własnych zasadach, nie zawsze pokrywających się z zasadami przetrwania w dziczy, a jednak jego skóry nie szpeciła ani jedna blizna. Jeśli ktoś po takim czasie dalej nie potrafił zaakceptować, że cynamonowy oriental urodził się pod szczęśliwą gwiazdą, pozostawało tylko współczuć.
Bolesny siniak, jakkolwiek frustrujący, nie był jeszcze dowodem świadczącym przeciwko nadnaturalnemu szczęściu samotnika. Wielu w jego sytuacji skończyłoby przecież gorzej. Odłożył piszczkę na ziemię i rozerwał szaroburą skórę. Wędrował już wystarczająco długo by odczuć lekki głód, a parujące na chłodnym powietrzu mięso było zachęcającą przekąską. Po kilku gryzach oblizał pysk i ruszył na dalsze poszukiwania, zostawiając resztę posiłku tamtym krukom, czy jakiemukolwiek drapieżnikowi, który zdecydowałby podążać jego śladem. Sam wypatrywał teraz przede wszystkim jakiegoś wyzwania.
Na pierwszy rzut oka Orion wydawał się postacią nie przejmującą niczym, jeśli jednak zagłębiło się w jego monolog wewnętrzny wydawało się, że każda najdrobniejsza szpileczka kłuła go bardzo mocno w ego. Czyżby to żałoba zmieniła jego postrzeganie świata? Sprawiła, że stał się miękki jak wspomniana kulka mozzarelli? Oczywistym było, że coś na pewno w sobie miał, może nawet dało się doszukać jakiegoś połączenia z byciem dzieckiem spod szczęśliwej gwiazdy… niestety aktualnie każdy kto by szukał poczułby tylko cuchnący stęchlizną smród, ciągnący się za orientalem jak samotność której doświadczał.
Zając był za to martwy, a na dodatek pozostał sytym posiłkiem, czego reszta piszczek, które zostawił po sobie Orion nie mogła powiedzieć - aktualnie przynajmniej -, gatunek inwazyjny miał się w najlepsze. Wyżeł ruszył po krótkim stołowaniu się w pobliskim bufecie (który sobie zapewnił), a wcale nie musiał iść daleko, ponieważ już zaraz w zasięgu jego wzroku znalazł się mały ptaszek. Skowronek. Właśnie wylądował na ziemi bez chociaż jednej myśli w swojej małej główce. Czy była to wystarczająca piszczka dla wygodnisia?
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Wraz ze zgaśnięciem Jaśniejącego Płomienia, przepadła nadzieja na to, że oriental napotka jeszcze kiedyś na swojej drodze wyzwanie. Drobne niedogodności? Jak najbardziej, każdy dzień obfitował w takie, tak samo jak w okazje do drobnych przytyków i sprzeczek z nieznajomymi. Nic z tego nie wybudzało go ze snu. Nic nie sprawiało napływu adrenaliny jak u terminatora, którego z zaskoczenia lis chwycił w swoją paszczę.
Tragiczne, że jedyny godny przeciwnik do samego końca uparcie odmawiał przyjęcia do siebie jak wiele znaczył w życiu samotnika.
Teraz faktycznie każdy dzień śmierdział, bo w jakiekolwiek towarzystwo oriental by nie trafił czuł tylko stęchliznę intelektualną. Może był po prostu zbyt wybredny i powinien wreszcie zaakceptować mniej. Tylko czy kot, któremu udało się opuścić jaskinię mógł wrócić na jej dno, by doświadczać świata jedynie za pośrednictwem cieni na ścianie? Czy mogło to przynieść jakąkolwiek satysfakcję, skoro zdążył już zasmakować prawdy?
Skowronek nie wyglądał na przejętego pytaniami egzystencjalnymi i można mu było tego jedynie zazdrościć. Może po zabiciu go, Orion zdoła przejąć chociaż odrobinę tego błogosławieństwa jakim była ignorancja? Szanse były marne, ale to nie powstrzymało orientala przed przyjęciem pozycji łowieckiej. Starał się zajść skowronka od ogona, tak by nie pchać się pod czujny wzrok. Zastyganie w bezruchu ilekroć brązowa główka drgnęła miał już we krwi, po tylu polowaniach przychodziło mu równie naturalnie co wyćwiczony uśmiech. Teraz jednak żaden sympatyczny grymas nie zagościł na klinowatej mordce – w skupieniu starał się zakraść jak najbliżej nim przygniecie ptaszynę do ziemi i wbije w nią swoje kły.
Tragizm dziecka spod szczęśliwej gwiazdy, jako że ta sama gwiazda najwyraźniej nie chciała pomóc mu w znalezieniu szczęścia; powstrzymywała go nawet, uparcie nie oddalając go od byłego wichrzaka, pozwalając mu odpocząć dopiero po tym jak problematyczny mąż wziął w końcu ostatni dech. Chociaż czy można było to nazwać odpoczynkiem, kiedy tułaczka dopiero się rozpoczęła? Pytania.
Skowronek nie wyglądał i jak najbardziej nie był przejęty pytaniami egzystencjalnymi Oriona, zajeżdżając stęchlizną intelektualną - zero chęci na rozmowy - po prostu dał się podejść. Krew bryznęła po oświetlonym promieniami śniegu, który w niektórych miejscach przypominał już raczej breję. Temperatura się jednak nie zmieniała, nadal odczuwalna była na minusie, kocur nie musiał się obawiać jeszcze jakiś czas nim coś pojawi się by go rozproszyć.