Oby dobra passa trwała jak najdłużej, dokładnie! Niestety, póki co nie zamierzała być kontynuowana, albowiem w okolicy... cóż, jak makiem zasiał. Ani widu, ani słychu po zwierzynie. Tylko szum wiatru i krwi Polnej Gwiazdy. Może to cisza przed burzą, albo chwilowe niepowodzenie?
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Wsłuchiwał się w szum drzew i dźwięki lasu, próbując wyłapać z nich te odgłosy, które wydawała zwierzyna. Węszył uważnie, rozglądając się bystrym spojrzeniem dookoła. To nie była pora nagich drzew, że był problem ze znalezieniem pożywienia, ona dopiero miała nadejść, więc proszę mi tu bez żartów. Parł dalej naprzód, pod wiatr, z cierpliwością wymalowaną na pysku, będąc czułym na każde ewentualne wskazówki, które mogłyby naprowadzić go na trop potencjalnej zwierzyny.
Polna Gwiazda nasłuchiwał, wypatrywał, robił wszystko co tylko mógł. Początkowo nic nie wskazywało na to, że cokolwiek mogłoby znajdować się w pobliżu, aż nagle... do burych uszu dotarł szelest myśli. Przywódca momentalnie odwrócił głowę w kierunku, z którego dobiegał hałas, ale zamiast dorodnej zwierzyny... ujrzał spacerującego jeża. Było na niego troszkę za wcześnie, do wieczoru było jeszcze daleko, ale cóż zrobić. Zdarzało się i tak. Trzeba szukać dalej.
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Jeża, nawet, gdyby chciał, nie dałby rady zabić. Cały był w kolcach, a w sytuacjach zagrożenia zwijał się w kulkę i tyle by było z próbowania, więc nawet do niego nie podchodził. Mruknął tylko coś pod nosem i odszedł w swoją stroną spokojnym krokiem, uważnie rozglądając się za czymś mniej pokrytym kolcami. Niestety, plątał się po okolicy bez celu, nie wyczuwając nawet najsłabszego zapachu zwierzyny, dlatego nie zamierzając tracić czasu zwyczajnie postanowił wrócić się po wcześniej upolowane piszczki i wrócić do obozu z tym, co miał.
Księżyce: 86 Płeć: nie Matka: tsunami Ojciec: że kto [baranie runo]
czarny szylkret; tygrysie pręgi na rudych plamach; większość ciała pokrywa biel; długie futro; lewe oko lodowato-błękitne, prawe chabrowe
autystyczne dziecko z mutyzmem wybiórczym; brak własnej osobowości, tendencja do powtarzania czynności i nawyków rodziny; stroni od kontaktu fizycznego z rówieśnikami i matką
Zjawą która krąży wokół innych kotów w Nowym Świcie, jakby od niechcenia. Zwiedza. Ogląda. Obserwuje. Nie angażuje się w nic. Nawet się nie odzywa - bo i po co, skoro nie ma nic do powiedzenia.
Ambient wiecznie pozostaje we własnych myślach, w swoim świecie i swojej własnej, personalnej bańce bezpieczeństwa. Krąży tu i tam. Bez celu. Cichy obserwator świata.
Bo świat jest piękny. Przerażający, ale piękny.
Do Ambient nie dociera moment, w którym znajduje się tak daleko od domu. Czy pamięta drogę? Być może. Po prostu zacznie się cofać tą samą wydeptaną ścieżką. Białe łapy ma mokre, nieco ubłocone od przekroczenia płytkiej rzeki - woda nie wzruszyła Ambient tak, jak wzruszała matkę.
Tu też jest woda. Pałki wodne i mech. Ambient lubi mech. Jest miękki, ładny. Podchodzi bliżej, niewiele robiąc sobie z tego, że okolica pachnie bardzo obco. Innymi kotami.
wysoka kotka z ghostmarkingami, dymnym umaszczeniu oraz białymi łatami na pyszczku, klatce piersiowej oraz łapach. Oczy koloru przygaszonej, szmaragdowej zieleni.
Kotka była bardzo energicznym kociakiem, aż [i]za[/i] bardzo. Skutkiem takiego zachowania, był jej uraz, który uziemił ją na wiele księżyców. Zmieniło to jej charakter o całe 180 stopni. Przez ciągłe leżenie w jednym miejscu, odizolowana od rówieśników, stała się bardziej zamknięta w sobie. Czuła, że czas leci nieubłaganie, a ona stoi w tym samym miejscu. Wtedy zagościł u niej brak motywacji i pesymizm. Stała się bardziej ostrożna, aż ponadto ostrożna. Przeważnie patrzy kilka razy pod swoje łapy, zanim postawi krok. W jej mózgu zakorzeniły się natręctwa obsesyjno-kompulsywne polegające głównie na przymusie sprawdzania czy na pewno może zrobić coś, zanim rzeczywiście to wykona. Jednak te głównie pojawiają się w najbardziej niebezpiecznych momentach. Panicznie boi się powrotu do leżącego trybu życia. Lęk wywołują nawet małe urazy. Niestety Łaska jest świadoma tego, iż z czasem gdy rozpocznie szkolenie, będzie musiała przygotować się na liczne sytuacje, w których może stracić krztę zdrowia. Jej sposobem na radzenie sobie ze stresem jest dokładne analizowanie ścian czy też kory drzewa. Zapewne wygląda to dziwacznie, ale dymnej kotce to pomaga. W przypadku relacji z innymi kotami, jej celem jest to, by w oczach większości wypaść na inteligentną z manierami... Jednak w rzeczywistości często wpada w panikę i wygląda jak głupek.
Trening Łaski rozpoczął się już kilka wschodów słońca temu. Od tego czasu, kotka wręcz tryskała energią. W końcu wyrwała się z klatki o grubych kratach, jaką była lecznica. Czuła się jakby dostała nowe życie. Od dawna nie czuła się tak świeżo i tak… żywo. Leżenie całymi dniami w tym samym miejscu nie można było nazwać życiem. Nie istniał tam czas, tylko wyczekiwanie od wschodu do zachodu, od pory nagich drzew do pory zielonych liści. A to dłużyło się przeraźliwie.
Jednak Łaskawa Łapa nie chciała myśleć już o przeszłości i żyć teraźniejszością. Dopiero teraz czuła, że dostała drugą szansę od Gwiezdnego Klanu i za to… była im niezmiernie wdzięczna.
Przemieszczała się po terenach klanu Cienia w celu zwiadu. Jako terminator musiała się przygotować na to, że mogłaby spotkać kogoś, kto przekracza granice Cienia w nieuzasadnionych okolicznościach… No i tak się zdarzyło właśnie tego dnia.
Do jej nozdrzy dotarł obcy zapach. Na pewno nie był to kot z klanu, ale na pewno był to kot. Dymna uczennica postawiła uszy i zaczęła nasłuchiwać jakichkolwiek znaków obecności tu kogoś innego niż jej samej. Zmarszczyła brwi a po jej kręgosłupie przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Zaczęła się nieco bać. Nie musiała robić tego zwiadu, a jeżeli coś jej się stanie, to będzie tylko i wyłącznie jej wina. Nie może przecież zginąć na początku swojego treningu!
Wydała z siebie zduszony okrzyk kiedy zobaczyła sylwetkę w oddali. Przycupnęła do ziemi i zaczęła się skradać. Stanęła w miejscu, kiedy zaczaiła się w krzaku tuż obok szylkretowego kota. Wzięła głęboki wdech. Natręctwa w tym momencie się nasiliły, więc aby zmniejszyć ich natężenie posłuchała się ich i mrugnęła szybko osiem razy pod rząd.
Zaraz po tym wyskoczyła z krzaku i zaczęła działać.
- Hej! - podniosła głos na intruza - To tereny klanu Cienia, nie powinno cię tu być…
*:ꔫ:*
Ialwaysknewthe world moves on Ijustdidn’tknowit wouldgo without me
Księżyce: 86 Płeć: nie Matka: tsunami Ojciec: że kto [baranie runo]
czarny szylkret; tygrysie pręgi na rudych plamach; większość ciała pokrywa biel; długie futro; lewe oko lodowato-błękitne, prawe chabrowe
autystyczne dziecko z mutyzmem wybiórczym; brak własnej osobowości, tendencja do powtarzania czynności i nawyków rodziny; stroni od kontaktu fizycznego z rówieśnikami i matką
Ambient nie waży nawet poruszyć mięśniem, wpatrując się w turzyce i kępy mchu, tak doskonale zbierające całą wilgoć z otoczenia. Pierwszy raz jest aż tak daleko od domu. Przypomina sobie to jedno wyjście z obozu Nowego Świtu, dawno temu... pamięta Czarnowrona i ładne kwiaty.
W obozie było głośno. Było za dużo kotów. Tak daleko nie było aż tylu kotów. Ptaki śpiewały tak wyraźnie. Trawa wydawała się Ambient nieco zieleńsza. Dziecko Tsunami przekrzywia głowę w zaintrygowaniu, przypatrując się uważnie jednej, konkretnej kępie mchu przed sobą. Krok do przodu...
Nagle z krzaków wyskakuje kot. Obcy.
Ambient, niczym spłoszony jeleń, odskakuje w bok, potem pospiesznie przez strumień i dopiero wtedy z powrotem odwraca się pyskiem do nieznajomej kocicy. Dwubarwne, niebieskie ślepia skanują ciemną kotkę bardzo uważnie; a Ambient po chwili siada, wycierając mokre, ubłocone łapy o suchą trawę pod sobą. Nawet na chwilę nie ściąga wzroku z nieznajomej.
wysoka kotka z ghostmarkingami, dymnym umaszczeniu oraz białymi łatami na pyszczku, klatce piersiowej oraz łapach. Oczy koloru przygaszonej, szmaragdowej zieleni.
Kotka była bardzo energicznym kociakiem, aż [i]za[/i] bardzo. Skutkiem takiego zachowania, był jej uraz, który uziemił ją na wiele księżyców. Zmieniło to jej charakter o całe 180 stopni. Przez ciągłe leżenie w jednym miejscu, odizolowana od rówieśników, stała się bardziej zamknięta w sobie. Czuła, że czas leci nieubłaganie, a ona stoi w tym samym miejscu. Wtedy zagościł u niej brak motywacji i pesymizm. Stała się bardziej ostrożna, aż ponadto ostrożna. Przeważnie patrzy kilka razy pod swoje łapy, zanim postawi krok. W jej mózgu zakorzeniły się natręctwa obsesyjno-kompulsywne polegające głównie na przymusie sprawdzania czy na pewno może zrobić coś, zanim rzeczywiście to wykona. Jednak te głównie pojawiają się w najbardziej niebezpiecznych momentach. Panicznie boi się powrotu do leżącego trybu życia. Lęk wywołują nawet małe urazy. Niestety Łaska jest świadoma tego, iż z czasem gdy rozpocznie szkolenie, będzie musiała przygotować się na liczne sytuacje, w których może stracić krztę zdrowia. Jej sposobem na radzenie sobie ze stresem jest dokładne analizowanie ścian czy też kory drzewa. Zapewne wygląda to dziwacznie, ale dymnej kotce to pomaga. W przypadku relacji z innymi kotami, jej celem jest to, by w oczach większości wypaść na inteligentną z manierami... Jednak w rzeczywistości często wpada w panikę i wygląda jak głupek.
Zmarszczone brwi koteczki uniosły się, kiedy intruz odskoczył w popłochu i nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Przechyliła łeb lekko w lewo i spoglądała z zaciekawieniem na kota o nieznajomym zapachu. Ten zaś wlepiał w nią oczy, bez żadnej, nawet malutkiej, przerwy. Łaskawa Łapa powoli zaczęła czuć się niekomfortowo. Uznała, że najlepszym pomysłem będzie ponowne zagadanie do nieproszonego gościa.
- Skąd jesteś? I czego tu szukasz? - zadała pytanie unosząc jedną brew do góry. Co ten kociak może tu szukać? Z obserwacji zielonookiej, wyglądał on na dużo młodszego, jednak płci na tą odległość nie mogła określić, ale sądząc po rozmiarach, mogła być to kotka. Co jeżeli się zagubiła? O nie… Może potrzebuje pomocy? W głowie dymnej narodziło się dużo nowych pytań, jednak aby znać na nie odpowiedź, musiała poczekać, aż kotka się do niej odezwie i odpowie na to pierwsze pytanie.
*:ꔫ:*
Ialwaysknewthe world moves on Ijustdidn’tknowit wouldgo without me
Księżyce: 86 Płeć: nie Matka: tsunami Ojciec: że kto [baranie runo]
czarny szylkret; tygrysie pręgi na rudych plamach; większość ciała pokrywa biel; długie futro; lewe oko lodowato-błękitne, prawe chabrowe
autystyczne dziecko z mutyzmem wybiórczym; brak własnej osobowości, tendencja do powtarzania czynności i nawyków rodziny; stroni od kontaktu fizycznego z rówieśnikami i matką
Przez dłuższą chwilę nie wie, jak interpretować zachowanie obcej kotki. Co nieco wie o Klanach, wie, że jak Nowy Świt mają granice których bronią, ale to... tyle. Czy to właśnie było to miejsce, ta granica? Kotka mówi coś o Klanie Cienia. Tak, to miałoby sens. Ambient nie chce sprawiać problemów, nie chce wchodzić komuś na posesję.
Ambient przekrzywia głowę w manierze zaintrygowanego czymś szczeniaka i po chwili... podchodzi bliżej. Przygląda się kotce z Klanu Cienia. Na jej pytanie wzrusza barkami, dopiero po chwili rejestrując, że spytała skąd jest. Dziecko Tsunami wskazuje ruchem głowy kierunek z którego przyszło.
Przygląda się kotce chwilę w zupełnej ciszy, z oczami szeroko otwartymi, z mordką lekko uchyloną.
- Masz. Ładne futerko - szepcze miękkim głosem, nie wiedząc, co innego powiedzieć.
Łaskawa Łapa jako pierwsza usłyszała głos Ambient.
wysoka kotka z ghostmarkingami, dymnym umaszczeniu oraz białymi łatami na pyszczku, klatce piersiowej oraz łapach. Oczy koloru przygaszonej, szmaragdowej zieleni.
Kotka była bardzo energicznym kociakiem, aż [i]za[/i] bardzo. Skutkiem takiego zachowania, był jej uraz, który uziemił ją na wiele księżyców. Zmieniło to jej charakter o całe 180 stopni. Przez ciągłe leżenie w jednym miejscu, odizolowana od rówieśników, stała się bardziej zamknięta w sobie. Czuła, że czas leci nieubłaganie, a ona stoi w tym samym miejscu. Wtedy zagościł u niej brak motywacji i pesymizm. Stała się bardziej ostrożna, aż ponadto ostrożna. Przeważnie patrzy kilka razy pod swoje łapy, zanim postawi krok. W jej mózgu zakorzeniły się natręctwa obsesyjno-kompulsywne polegające głównie na przymusie sprawdzania czy na pewno może zrobić coś, zanim rzeczywiście to wykona. Jednak te głównie pojawiają się w najbardziej niebezpiecznych momentach. Panicznie boi się powrotu do leżącego trybu życia. Lęk wywołują nawet małe urazy. Niestety Łaska jest świadoma tego, iż z czasem gdy rozpocznie szkolenie, będzie musiała przygotować się na liczne sytuacje, w których może stracić krztę zdrowia. Jej sposobem na radzenie sobie ze stresem jest dokładne analizowanie ścian czy też kory drzewa. Zapewne wygląda to dziwacznie, ale dymnej kotce to pomaga. W przypadku relacji z innymi kotami, jej celem jest to, by w oczach większości wypaść na inteligentną z manierami... Jednak w rzeczywistości często wpada w panikę i wygląda jak głupek.
Otworzyła oczy szerzej, kiedy zamiast odpowiedzi otrzymała komplement, który tyczył się jej futerka.
- Umm… - zielonooka w pierwszej chwili nie wiedziała jak odpowiedzieć - …Dziękuję - to chyba była najlepsza z możliwych odpowiedzi.
Kotka nieczęsto spotykała się z komplementami. Nie uważała się za jakąś piękność, ale też nie uważała, że jest brzydka. Łaskawa sama o sobie sądziła jako o przeciętnej, taka, która w tłumie raczej się nie wyróżnia. Chociaż teraz dorosła, wyładniała i przybrała bardziej kobiecych cech. Od czasu kiedy wyszła z lecznicy, nie spotkała się z tym, aby ktoś zawiesił na niej oko. Z resztą, sama Łaska nawet nie miała w głowie flirtów, cały swój umysł skupiała na naukach.
- Um… Wracając! - potrząsnęła łebkiem, aby przenieść się znowu do tego co chciała wiedzieć od początku.
- Czy drogi ci się pomyliły… Może potrzebujesz pomocy? - zadała dość ważne w tym momencie pytanie.
*:ꔫ:*
Ialwaysknewthe world moves on Ijustdidn’tknowit wouldgo without me
Księżyce: 86 Płeć: nie Matka: tsunami Ojciec: że kto [baranie runo]
czarny szylkret; tygrysie pręgi na rudych plamach; większość ciała pokrywa biel; długie futro; lewe oko lodowato-błękitne, prawe chabrowe
autystyczne dziecko z mutyzmem wybiórczym; brak własnej osobowości, tendencja do powtarzania czynności i nawyków rodziny; stroni od kontaktu fizycznego z rówieśnikami i matką
Ambient nie odzywa się często. W obozie Nowego Świtu nie czuje się na tyle komfortowo, aby się odzywać. Mamrocze do rodzeństwa, do matki - ale tylko czasami. Oni tego nie rozumieją. Czasem odpowiada na pytania, ale nie odzywa się z własnej woli. Ale obca kotka wywołała dziwne emocje, emocje, które Ambient czuje się pierwszy raz.
Kotka jest ładna. Ma śliczne oczy. Jej futerko wygląda na miękkie. Ciemne, ale nie tak ciemne, jak to Rosomak na przykład. Tak, przypomina Rosomak, ale jest delikatniejsza od Rosomak, Ambient to widzi. Ale to nic złego.
Dziecko Tsunami zwilża wargi czubkiem języka, cały czas uparcie wpatrzone błękitnymi oczyma w Łaskaw Łapę. Na jej pytanie kręci przecząco głową i spokojnie zaczyna wycierać brudne łapy o trawę, poruszając przy tym nimi w obrzydzeniu do błota które przykleiło się do białej sierści. Nie wie, co jeszcze powiedzieć. Nie wie, czy na pewno chce coś mówić.
wysoka kotka z ghostmarkingami, dymnym umaszczeniu oraz białymi łatami na pyszczku, klatce piersiowej oraz łapach. Oczy koloru przygaszonej, szmaragdowej zieleni.
Kotka była bardzo energicznym kociakiem, aż [i]za[/i] bardzo. Skutkiem takiego zachowania, był jej uraz, który uziemił ją na wiele księżyców. Zmieniło to jej charakter o całe 180 stopni. Przez ciągłe leżenie w jednym miejscu, odizolowana od rówieśników, stała się bardziej zamknięta w sobie. Czuła, że czas leci nieubłaganie, a ona stoi w tym samym miejscu. Wtedy zagościł u niej brak motywacji i pesymizm. Stała się bardziej ostrożna, aż ponadto ostrożna. Przeważnie patrzy kilka razy pod swoje łapy, zanim postawi krok. W jej mózgu zakorzeniły się natręctwa obsesyjno-kompulsywne polegające głównie na przymusie sprawdzania czy na pewno może zrobić coś, zanim rzeczywiście to wykona. Jednak te głównie pojawiają się w najbardziej niebezpiecznych momentach. Panicznie boi się powrotu do leżącego trybu życia. Lęk wywołują nawet małe urazy. Niestety Łaska jest świadoma tego, iż z czasem gdy rozpocznie szkolenie, będzie musiała przygotować się na liczne sytuacje, w których może stracić krztę zdrowia. Jej sposobem na radzenie sobie ze stresem jest dokładne analizowanie ścian czy też kory drzewa. Zapewne wygląda to dziwacznie, ale dymnej kotce to pomaga. W przypadku relacji z innymi kotami, jej celem jest to, by w oczach większości wypaść na inteligentną z manierami... Jednak w rzeczywistości często wpada w panikę i wygląda jak głupek.
Na jej pytanie pokręciła głową. Łaska zrozumiała, że kotka jest bardzo nieśmiała i niezbyt gadatliwa. Raczej niczego się więcej nie dowie. Ale to nie problem.
Większym problemem jest to, że drobna kotka wpatruje się w Łaskawą Łapę jak w obrazek. A dymna kotka czuje się z tym troszkę nie swojo.
Jednak sama szylkretka nie wyglądała na niebezpieczną, bardziej na trochę zagubioną. Dymna więc, postanowiła usiąść wygodnie i spróbować przełamać lody.
- Widzę, że nie jesteś zbyt gadatliwa… Ale nie musisz nic mówić - uśmiechnęła się lekko.
- Nazywam się Łaskawa Łapa, miło mi cię poznać - przedstawiła się. Nie oczekiwała tego samego w zamian. Próbowała być miła, żeby koteczka rozluźniła się w jej towarzystwie.
Łaskawa nie należy do osób, które szerzyły strach, aby było czuć przed nimi respekt. To nie w jej stylu. Ona jest bardziej łaskawa. Sama jest w przekonaniu, że więcej można osiągnąć miłością niż strachem. Od zawsze była pacyfistką, wiedziała, że siły będzie używać jedynie w kryzysowych sytuacjach. Rozmowa jest dla niej kluczem do wszystkiego.
*:ꔫ:*
Ialwaysknewthe world moves on Ijustdidn’tknowit wouldgo without me
Księżyce: 86 Płeć: nie Matka: tsunami Ojciec: że kto [baranie runo]
czarny szylkret; tygrysie pręgi na rudych plamach; większość ciała pokrywa biel; długie futro; lewe oko lodowato-błękitne, prawe chabrowe
autystyczne dziecko z mutyzmem wybiórczym; brak własnej osobowości, tendencja do powtarzania czynności i nawyków rodziny; stroni od kontaktu fizycznego z rówieśnikami i matką
Uwaga Ambient nie jest czymś... stałym. Uwaga Ambient przeskakuje z osoby na osobę i z przedmiotu na przedmiot bardzo szybko. Wpatruje się dłuższą chwilę w Łaskawą Łapę, w milczeniu, jakby doszukując się w ciemnej kotce czegoś konkretnego (czego?, tylko Ambient wie) ale zaraz potem ucieka wzrokiem do strumyka który, tak naprawdę, wciąż ich oddziela.
Dłuższą chwilę poświęca myciu swoich łap. Porusza uszami dopiero na słowa kotki.
Była pierwszą, która wprost powiedziała, że nie musi mówić. A Ambient nie rozumie, czemu to sprawia, że czuje się dobrze. Dobrze ze sobą. Nie jak problem albo przeszkoda; takie uczucie towarzyszyło Ambient przez księżyce spędzone w obozie Nowego Świtu, w Ukrytej Pieczarze.
- ... - uchyla mordkę, zastanawiając się, czy coś powiedzieć, mimo zapewnienia Łaskawej Łapy, ale finalnie mordkę zamyka i jedynie kiwa głową. Nie uśmiecha się, nie odzywa się, nawet nie porusza. Jednak kocię Tsunami wygląda tak, jakby poczuło swego rodzaju ulgę. Wdzięczność wobec cienistej terminatorki, z jakiegoś powodu.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Nic ostatnio ciekawego się nie działo. A było to bardzo meczące dla Płomyka. Nie przywykł do takiego spokoju. Zawsze coś się działo w Cieniu a teraz? Na starość jakby wszystko było takie… za spokojne. Nie było żadnego konfliktu, ptaki ćwierkały radośnie i do tego niebo było dziś ładnego błękitnego koloru. Tak więc wyglądała starość? Cóż… Może dla kogoś to byłby idealny stan ale dla Płomyk definitywnie nie. On wolał emocje, działanie i nowe doświadczenia. Bardzo mu tego brakowało. Brakowało mu nowych, ciekawych kotów. A zwłaszcza chciał znów przeżyć targające emocje. Ogólnie coś poczuć. Bo… zdawało mu się ostatnio, że skamieniał. Tak jakby nie był do końca szczery w swoich uczuciach. Nie był smutny czy zdołowany. Nie był też w pełni szczęśliwy. Ciężko mu było opisać ten stan.
Nie wiedział jednak co mogłoby sprawić ten dreszczyk emocji. Coś co pobudzi go na nowo. Nie chciał tak dalej tkwić jak jakieś starzejące się drzewo. Ale na razie nie przychodziło mu nic do głowy. Dlatego na razie dalej żył jak żył.
Poszedł na polowanie. Udało mu się złapać kilka zdobyczy. Jego ostatnią był kolorowy bażant. Szedł z nim w pysku, gdy nagle zauważył niedaleko Mechowiska niski ale szeroki głazik. Był nasłoneczniony przez promienie słońca. Płomyk nie mógł się oprzeć pokusie. Skierował od razu tam swoje kroki. Bażanta odłożył obok kamienia a on sam wskoczył na niego. Poczuł przyjemne ciepło na swoim futrze. Oh tak… Kochał wylegiwać się w słońcu. Zwłaszcza po tym jak niechcący umoczył swoje futro. Położył się wygodnie brzuchem do góry a następnie zamknął swoje oczy.
/porzeczka :blush:
Porzeczkowa Pestka mało co wychodziła z obozu, szczególnie teraz, gdy ten miał być dosłownie pod ochroną, a ona miała już podrośniętą gromadkę maluchów. Podrośniętą, a do tego energiczną, gdzie musiała sprawdzać, czy te aby nie wyrabiają zbyt wiele na swój wiek...
Jej domeną było zawsze to, że kocię ma się wybawić, lecz po zaginięciu jej córeczki, Chmurki, Porzeczkowa Pestka cieszyła się nawet z decyzji brata, żeby obóz był pod opieką każdego starszego kota, a tereny sprawdzane. Może była to nadzieja, że jej kochana córeczka się znajdzie, wszystkimi siłami?
Dla swoich kociąt wiedziała, że musiała być silna, a przy Tnącej Zawieji wolała nie wspominać o...najgorszym. Nie chciała o tym nawet myśleć - wiedziała, że jej córeczka, jej puchata, ukochana kuleczka futra żyje, nieważne, gdzie by nie była, lecz...Oh, Chmurko, obyś tylko się nie bała...
Porzeczkowa Pestka jednak też chciała się przyłączyć, ten jeden raz, do wojowniczych obowiązków, no, tak pod pretekstem matczynego zebrania wody w mech, a jaki lepszy byłby mech, o ile nie taki z tafli wodnej, a wyschnięty? Taki, to dobrze chłonie wode, gdy przychodzi czas.
Jej kroki, jej oraz jednego z wojowników skierowały się ku Mechowisku - w obozie jej maluchy, jej ukochane kociątka były za to pod czujną opieką Jaskółczego Głosu, Agrestowego Krzewu i Kruchego Listka, cała ta trójka była baczna, a Porzeczkowa Pestka cieszyła się nawet, że jej matka chciała spędzać czas z wnukami, szczególnie po ostatnim....Oh, tato, niechaj gwiazdy świecą ci najjaśniej na srebrnej skórce.
Szła z dwójką wojowników, tak naprawdę, jak z ochroną, lecz sama dymka tego przynajmniej tak nie odczuwała, bo ich trzyosobowa wyprawa wyszła pod pretekstem...Pretekstami kilkoma - a to nowy mech, a to szukanie śladów borsuka, a to wyjście i wyprostowanie łap klanowej matulki, a to może polowanko - no, takich było kilka.
Rozdzielili się w połowie drogi, a do nosa kocicy doszedł zapach krwi, który ją zaniepokoił, lecz nie alarmowała dwójki wojowników bez, jak na razie, powodu. Schyliła się nieco, spłycając oddech i cichym, powolnym krokiem zbliżała się do miejsca zapachu, gdzie...
No na sto jagódek!
Na nasłonecznionym głazie, płaskim i szerokim, leżał sobie jej przyjaciel, a obok głazu leżała co nie co schowana zwierzyna!
Porzeczkowa Pestka wyprostowała się i przewróciła oczami, a po chwili niepewnym, lecz spokojnym tonem przeszła po skupowiskach mchu i łapą szturchnęła bażanta, by ten bardziej się schował pomiędzy florę i wodę, by zapach nie był już taki wyczuwalny.
Po chwili ustała nad pyszczkiem leżącego kocura i liznęła go po czole. - No niech mnie oczy nie zaszczypią- Odparła z lekkim śmiechem. - Widzę, że słoneczko ma się dzisiaj dobrze?