Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Węgielek westchnął cicho pod nosem. Wcale tak nie uważał! Jagódka nikogo nie obciążała. Nie była w niczym winna, że tak się stało i z tego powodu tak właśnie się czuje.
- Nic się nie stało! Nie obciążasz. Czasami dobrze z siebie coś wyrzucić, ja też coś o tym wiem - odpowiedział od razu i uśmiechnął się pocieszająco. On poczuł się lepiej mogąc wyrzucić wszystko z siebie. Pomyślał, że z przyjaciółką jest tak samo. Naprawdę liczył na to, że poczuje się wkrótce lepiej.
I na jego głowę spadła w końcu kropla i to nie taka mała, bo wyraźnie to poczuł. Odruchowo podniósł głowę ku niebu. Zauważył, że ciemnych chmur jest coraz więcej. Zamruczał smutno. Miał przecież polować, a teraz wszystko na marne! Jak on niby ma znaleźć jakąś zwierzynę, kiedy zacznie lać? Gwiezdni chyba postanowili mu dzisiaj nie sprzyjać. Ta jedna, marna mysz to zbyt mało pożywienia dla klanu.
- Może się gdzieś schowamy? Albo wrócimy do obozu? - zapytał, dając niebieskiej wolną rękę by zadecydowała, co teraz zrobić. Nie uwierzyłby, że chce siedzieć na deszczu i moknąć.
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------
Jagodowa Gałązka dorosła i wreszcie przestała rosnąć. Jest zdecydowanie jedną z najwyższych kotek w klanie, o ile nie w całym lesie! Jest szczupła i sprężysta, a bardzo długie, stosunkowo grube łapy sprawiają, że szybkość jest jej najmocniejszą stroną. Futro wojowniczki jest zawsze zadbane i lśniące, czego brakowało, gdy była młodsza; dodatkowo może pochwalić się jego grubością i gęstością, co przysparza jej wiele kłopotów podczas upalnych dni. W barwie szaty przeważa niebieski, z białymi znaczeniami w okolicach pyszczka, pod brodą, na piersi i przednich łapach. Kotka ma heterochromię - lewe oko ma barwę soczystej zieleni, a prawe pozostało takie, jak w pierwszych księżycach życia - niebieskie.
Jagodowa Gałązka zaczęła radzić sobie z trudnościami. Co prawda nie była już tak energiczna i rozgadana, jak kiedyś, lecz na jej pyszczku znów gościł szczery uśmiech. Sympatyczna i zawsze chętna do pomocy, starała się myśleć pozytywnie i zaczęła doceniać to, co ma. Lubi zawierać nowe znajomości. Bardzo chciała udowodnić swoją wartość, dlatego stała się bardzo pracowita i sumienna. Spoważniała, do tego po porwaniu zrozumiała, jakie niebezpieczeństwa mogą na nią czyhać, dlatego jest dużo bardziej ostrożna i przewidywalna, niż za młodu.
Chłodny Szept [KC]
Może naprawdę nie była niczemu winna? Przecież to nie ona zabiła Jesion, nie mogła też zapanować nad emocjami. Zabawne, że serce może być silniejsze od umysłu. Może nie powinna się tym tak zamartwiać... W końcu to nie zwróci życia młodej terminatorce, a tylko zabierze Jagódce. Ale z drugiej strony jak tu się nie martwić, gdy na własne oczy przekonałaś się, jak okropne potrafi być życie? Milczała tak przez kilka uderzeń serca, przeżywając wewnętrzne rozterki egzystencjalne, aż w końcu podniosła wzrok na czarnego i odwzajemniła lekki uśmiech. I tym razem wcale nie był aż tak wymuszony! Mimo wszystko dobrze było wiedzieć, że ma się obok siebie przyjaciół, którzy zawsze są gotowi cię wysłuchać. - Dziękuję. - wymruczała tylko, porzucając już nieprzyjemny temat. Może lepiej byłoby jednak rozmawiać o czymś, co nie wprawia każdego w podły nastrój?
Ale cóż, na co komu przyjemny temat, skoro teraz pogoda chciała za wszelką cenę upodlić im samopoczucie. Czy Jagódka chciała dać się takim zagrywkom? O nie, nie ma mowy! Lepiej zrobić coś na przekór wszystkiemu, żeby choć na chwilę się wyluzować i zapomnieć o problemach. - Kto ostatni w obozie ten kupa futra! - wykrzyknęła z błyskiem w oku, dała przyjacielowi szansę chociażby na zabranie swojej zdobyczy i wystrzeliła przed siebie, biegnąc w stronę obozu. Mimo wszystko Jagódka to Jagódka, nie mogła zbyt długo chodzić smutna. Jak to było? Ah tak, kobieta zmienną jest.
/zt, dziękuję!
┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑ Iknowit'shardtokeepan.o p e n.heart Whenevenfriendsseemouttoharmyou ♡Butifyoucouldhealabrokenheart♡ Wouldn'ttimebeoutto ????? you ┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Niestety, każdy prędzej czy później przekonałby się, jak brutalne jest życie. Czy to dobrze, że Jagódka dowiedziała się o tym właśnie teraz? Ciężko powiedzieć. Jest już niemalże dorosłą kocicą, powinna sobie z tym poradzić, jednak każdy jest inny. Węgielek na pewno też emocjonalnie by zareagował na takim pogrzebie. Nie aż tak, bo nie znał Jesionowej Łapy.. Ale widząc rozpacz innych już może tak.
Uśmiechnął się i skinął głową. Miał nadzieję, że faktycznie udało mu się chociaż trochę pocieszyć Jagódkę. Z zamyślenia wyrwał go głos niebieskiej kocicy, która szybko pobiegła w stronę obozu.
- Ej! - zawołał, po czym szybko wziął mysz do pyska i ruszył biegiem za terminatorką. Musiał przyznać, że wzięła go z zaskoczenia w tym momencie. Szybka jest, nie ma co!
Starał się ją dogonić, nawet może wyprzedzić i nie myślał już w tym momencie o przygnębiających rzeczach. Poczuł, jak na futro spada mu coraz więcej kropli. Naprawdę muszą się pośpieszyć! Udało mu się ledwo dogonić terminatorkę i biegł obok niej tuż do obozu..
[zt]
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Nie miał konkretnych planów, gdy jeszcze przed świtem opuszczał obóz.
Obudził się zaskakująco wcześnie, gdy niebo dopiero zaczynało się lekko rozjaśniać w przygotowaniu na wschód słońca, i zdał sobie sprawę, że jest na tyle wypoczęty, że nie musi zmuszać się do dalszego snu. Ostrożnie podniósł się, obrzucił kontrolnym spojrzeniem Słonecznik oraz swojego ojca, po czym jak najciszej opuścił legowisko wojowników, by następnie wrzucić coś na ząb. Obóz o tej porze był… dziwny. W ciągu dnia praktycznie nie zdarzały się chwile, by było tak cicho, jak o takiej porze; było w tym coś niezwykłego. Mógłby zaczekać, aż koty zaczną wstawać, jednak… niedługo miało wzejść słońce, a od niego bardzo szybko zrobi się nieznośnie gorąco. Teraz przyjemny wiaterek muskał futro rudo-białego kocura, gdy kończył swój szybki posiłek… i zdecydował się wyjść z obozu, by zapolować, gdy jeszcze było chłodno i rześko.
Zwierzyna w większości także spała, udało mu się jednak natknąć na dwa niewielkie gryzonie i senną popielicę, która na krótką chwilę zeszła na ziemię gdzieś na skraju Wysokich Drzew. Był już ranek, gdy skończył, ale nie chciał jeszcze wracać do obozu; zamiast tego zakopał zwierzynę niedaleko Ziołorośli i przysiadł wśród kolorowych kwiatów, obserwując budzącą się do życia okolicę. Intensywne zapachy drażniły jego nozdrza, jednak nie było to tak uciążliwe, by natychmiast wstać i wrócić do obozu.
Księżyce: 60 Mistrz: Szyszkowy Ogon Płeć: kotka Matka: Malinowy Nos Ojciec: Fiołkowy Świt Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
Widocznie nie tylko jedno z dzieci Fiołkowego Świtu obudziło się dzisiaj przed świtem.
Złote ślepka nagle przecięły ciemność panującą w legowisku terminatorów, kiedy nagłe niezidentyfikowane uczucie przeszło przez nią, niczym błyskawica przez piorunochron. Wstrząsnęło ją na tyle, że wszelkie ślady zmęczenia, które normalnie czułaby o tak wczesnej porze, zniknęły. Nie dało się zaprzeczyć, że Ropucha nie była porannym ptaszkiem. Jednak mimo nagłości przebudzenia, kotka nie miała problemów z pozostaniem w legowisku. - Aba? - Szepnęła tak aby nie obudzić nikogo w Ciepłych Skałkach. Chciała zobaczyć czy rudy książę też obudził się przez groteskowe uczucie. Cisza.- Aba? - Mruknęła, powtarzając imię kocurka, na co odpowiedziało jej tylko głośne i nagłe chrapnięcie wydobywające się z gardła brata. Kotka westchnęła, kiedy przewracała się na grzbiet i z zamyślonym wzrokiem wpatrywała się w sufit legowiska. Zaczęła zastanawiać się nad wieloma rzeczami, bo szok i niedowarzanie, nawet najgłupsza kotka w lesie mogła mieć epizod refleksji. Kiedy przez jej główkę przeszedł temat Kolca, zarechotała cichutko. Musiała jakoś go zaskoczyć, musiała go w końcu napaść by ten nie myślał, że rzuca słowa na wiatr. Pf, tak nie robią Ropuchy!
Pierwsze promyki słoneczka zaczęły witać się z ziemią, delikatnie całować wszystko co dotknęły i właśnie to był dobry moment by porwać sobie coś na przekąskę z Stosu Zwierzyny a potem... Oh, a potem zobaczyć motylka i dać się rozproszyć. Oj, mistrzowi się to nie spodoba. Ale co mogła poradzić terminatorka o tak małym rozumku? To ten motyl zaczął! Patrzył się na nią krzywo, przysięga na Gwiezdny Klan! Biegnąc tak, obracając się i skacząc aż końcu jakimś cudem dotarła na brzeg ogródka. Stanęła dębem widząc czyjąś sylwetkę w oddali. Rudą sylwetkę. Za dużą na Ślimaczka i o wiele za dużą na Żabą. Za grubą też na Raczka... Kijanka. Na czarnym pysiu pojawił się złowieszczy uśmieszek, kiedy kotka pochyliła się i zaczęła kroczyć w stronę brata na ugiętych łapkach. Skradała się, chciała go zaskoczyć, przestraszyć, poćwiczyć na przyszłość, jednak jako userzy wiemy, że była to tylko próba cichego podejścia wojownika. Puszysty ogon tańczył wysoko na wietrze; co jakiś czas kluseczka rechotała pod noskiem i sam fakt, że miała gdzieś podłoże, mówiło dużo o jej umiejętnościach. Porywisty musiał być albo bardzo zajęty w swoich myślach albo głuchy, żeby nie usłyszeć siostry.
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Podejrzewał, że w obozie zaczyna się już robić typowy poranny ruch i hałas, który tego dnia miał go ominąć. Lubił tę rutynę, jaką teraz miał; lubił z samego rana jeść śniadanie z innymi, rozmawiając o mniej i bardziej ważnych sprawach, jednak… czasami miła była taka odmiana, jak dzisiaj, o czym właśnie się przekonał. Myślał już, czy nie powinien zacząć powoli wracać do obozu, zanim słońce nie zacznie prażyć tak mocno, by nie dało się wysiedzieć poza chłodnym legowiskiem, nagle jednak do jego uszu dotarły jakieś szmery w pobliżu i… ciche trzaski, na co jedno z jego uszu skierowało się w tył, a także znajomy, choć jakby nie do końca, zapach. Nie ulegało wątpliwości, że wiatr przyniósł do niego woń kogoś z klanu, po chwili jednak zorientował się, że to ktoś więcej. Któreś z jego rodzeństwa.
Po tym, że ten ktoś miał, mimo wszystko, minimalnie wyciszone kroki – nawet jeżeli przy tym nie patrzył pod łapy i deptał po różnych rzeczach – mógł sądzić, że… to jakaś średnio udana próba skradania się w jego stronę i zaskoczenia go. Postanowił udawać, że nic nie słyszy. Nie był pewien, kto dokładnie do niego idzie, ale pierwszą podejrzaną była Raczek… a może Ślimaczek? Pijawka nie robiła takich rzeczy, poza tym chyba go unikała, Żaba w życiu się do niego nie odezwał, Ropucha chyba tylko jadła i spała, a Rybka… zacisnął lekko zęby na myśl o jedynym z miotu, który zaginął. Nie pozwolił jednak, by to odwróciło jego uwagę, i po prostu… czekał, aż kotka znajdzie się blisko.
Księżyce: 60 Mistrz: Szyszkowy Ogon Płeć: kotka Matka: Malinowy Nos Ojciec: Fiołkowy Świt Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
Ah, każdy musiał czasami uciec od rutyny i spróbować czegoś nowego. Czasami równało się to z odskokiem w diecie i spróbowaniem bezkręgowca, czasami jak w przypadku rodzeństwa wczesną pobudką i zmienieniem tępa tego dnia. Na razie obie kicie na tym korzystały, przynajmniej tak się wydawało. Ropucha w końcu mogła wyjść z legowiska terminatorów i pobiegać za nieszczęsnymi robaczkami, nie schodząc z tego świata po pięciu minutach przez nieznośny skwar, który od jakiś kilku księżyców upośledzał i ograniczał długowłosym kotom normalne funkcjonowanie w klanowych życiu.
Porywisty Wiatr mimo zarejestrowania cichych trzasków gałązek za swoimi plecami, nie odwrócił się. Ba, nawet nie ugiął się najmniejszemu impulsu by zerknąć przez ramię, cierpliwie czekając na rozwój wydarzeń. W końcu nic mu nie groziło, wojownik stwierdził to w momencie, kiedy wyczuł znajomą woń należącą do jednego z Malinowych Fiołków vol.2.
Wybór Kijanki sprawił wiele radości głupiej klusce, która nadal „skradając“ zbliżała się do kocura. O takie fajne to było! O zaraz go złapie! Na pysiu kotki pojawił się szeroki uśmieszek a grube wąsiska zatańczyły w powietrzy w akcie podniecenia, kiedy już była tuż tuż za plecami wojownika. Napięła mięśnie, szczególnie te w tylnych łapkach, ogon przeciął powietrze by już za chwilkę… - Umarłeś - pacnąć brata w rudą kitę i zacząć rechotać pod noskiem. Złapała go! O taka była fajna! Musi się pochwalić miszczowi!
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Czekał cierpliwie, całkiem jakby nic nie słyszał i nic nie czuł, aż nie zorientował się w pewnym momencie, że kroki, które słyszy, są… głośne. Jakby kot był dosyć duży, ciężki; to chyba jednak nie była Raczek, ani Ślimaczek, jak był skłonny podejrzewać w pierwszej chwili. Poza tym wiedział, że obie siostry potrafią polować, więc raczej skradałyby się o wiele ciszej i ostrożniej… Ropucha? Żaba miał zbyt sztywnego kija w tyłku, a na dodatek za często przebywał w lecznicy, żeby sobie pozwolić na taką niemalże dziecięcą zabawę… no, i był szczupły i raczej nie za wielki, nie dudniłby tak. Kijanka wyszedł jednak z założenia, że nie będzie się odwracał, by sprawdzić, czy to faktycznie jego czarno-biała siostra; nie chciał jej psuć, skoro i tak znajdowała się już prawie za nim. Napiął lekko mięśnie, szykując się na niechybny atak, ale…
Oczywiście zaraz usłyszał rechot Ropuszki i pacnięcie w ogon. Spodziewał się jednak, że ta rzuci się na niego i powali go na ziemię, ale tak się jednak nie stało. Postanowił jednak dalej trochę poudawać i wydał z siebie zaskoczony okrzyk.
– O nie! Kto mnie tak atakuje znienacka?! – zawołał z nutką dramatyzmu w głowie, obracając się w stronę Ropuszej Łapy. – To TY! – Zaraz jego głos zabrzmiał donośniej i groźniej, a futro kocura nastroszyło się, jakby miał zamiar zaraz się na nią rzucić… ale zaczął się jedynie śmiać razem z siostrą. Może i nie mieli nigdy najlepszych relacji, może i sądził, że jej i Żabie częste chorowanie coś zrobiło z główkami… ale przecież była rodziną. – Co to za zakradanie się do mnie, hm?
Księżyce: 60 Mistrz: Szyszkowy Ogon Płeć: kotka Matka: Malinowy Nos Ojciec: Fiołkowy Świt Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
Niesamowite ile informacji można zdobyć na temat skradającego się psotnika, nawet w tedy, kiedy się go nie widzi. Pierworodny syn Przywódczyni (w tym młodszym wydaniu) ruszył głową i spokojnie zaczął analizować sytuacje, zdając sobie sprawę z umiejętności swojego rodzeństwa jak i procentu tłuszczu na ich ciele. Ciężkie stąpanie musiało wskazywać na kogoś większych rozmiarów i sam fakt, że co jakiś czas rude ucho mogło zarejestrować głośne sapanie, było również pomocną wskazówką. W ostateczności; jego przypuszczenia okazały się być trafne i już za chwilę miał ujrzeć rozbawioną czarną kluseczkę leżącą na trawce z wyciągniętą przednią łapką.
Kiedy z pyszczka Porywistego wydobył się teatralny zaskoczony okrzyk, Ropucha wywaliła wszystkie próby powstrzymania się od rechotania. Oczywiście, że jej się to podobało! Mentalnie nadal była gdzieś tam na poziomie czteroksiężycowego kociaka, któremu tylko psoty w głowie, więc podkolorowane reakcje wojownika były na miejscu. - To JA! - Przyznała się dziarsko szczerząc kiełki do brata i pokazując mu czubek języczka. Ostrzejszy ton Zrywka wniósł tylko tyle, że trójkątne uszka terminatorki przytuliły się do jej czaszki a jej mięśnie spięły się nieco, choć nadal dało się dostrzec, że głupia kluska nie widzi tej sytuacji za coś niebezpiecznego. W końcu była tu z Zrywkiem, z jej braciszkiem więc czego miała się bać? - Bo zakradanie się jest fajne! I nie widziałeś mnie więc było jeszcze fajniejsze! - Mruczała z zadowolenia, nadał spoglądając na rudego z poziomy ziemi. - I tak siedziałeś i się pacyłeś... O, na co się pacyłeś? Pacyłeś się na jakiegoś lisa?
//wybacz ale tak ciężko mi się teraz pisze posty, że ja nie mogę xD
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Ropucha Łapa była najwyraźniej zachwycona jego reakcją, jakby sprawił jej tym największą radość. Cóż, nie zamierzał teraz się z tego wycofywać i psuć jej tej radości. Z jednej strony nieco irytowało go, że część jego rodzeństwa jest tak potwornie niedojrzała, z drugiej… cóż, wiedział, że ich nie zmieni, że co najwyżej mogą sami z siebie kiedyś dojrzeć – oby przed tym, jak sobie napytają biedy z powodu własnej głupoty – i że powinien po prostu doceniać to, że są. Mógł też nad nimi czuwać, w końcu był wojownikiem!, i dbać o to, by tereny były bezpieczne, bo kto wie, gdzie pójdą te matołki i czy nie wpadną akurat na drapieżnika. A przecież nie chciałby, żeby coś się stało siostrom i nawet Żabie, a także Rybce, który akurat z klanu zniknął, ale, miejmy nadzieję, wciąż był w jednym kawałku.
– No no, dawno mnie nikt tak nie zaszedł! – odparł z uznaniem. To nie tak, że słyszał jej kroki i sapanie, nie, wcale. Ale niech się Ropucha cieszy, czemu nie. – A nie, na nic konkretnego. Po prostu chciałem trochę posiedzieć na terenach, zanim nie zrobi się potwornie gorąco, jak wczoraj czy przedwczoraj, wiesz – odparł, jak to on, bardzo racjonalnie, bo to właśnie robił. Wiedział, że niedługo dobrze by było wrócić do obozu, bo słońce już zaczynało mocniej świecić, ale jeszcze nie było upału i skwaru, także mogli jeszcze trochę tu pobyć, prawda? – Jak tam idzie trening? – zagadał, przechylając lekko łeb.
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Raczek to się tak trochę nudziła. Trening Mlecznego nie szedł jakoś niesamowicie szybko do przodu, a teraz, kiedy sama się nie uczyła, miała czasami problem z tym, żeby wypełnić sobie czas. Była wojownikiem, a odnosiła wrażenie, że ma mniej obowiązków, niż kiedy była terminatorem i okazała się to być dla niej co najmniej dziwna konstatacja, co nie? Tak czy inaczej, była już na patrolu, a teraz po prostu kręciła się po Ziołoroślach, jakby chciała się przekonać, czy może trafi tutaj na jakąś smakowitą zwierzynę, ale też nie robiła tego z jakimś wielkim przekonaniem, bo widziała stos, a ten był właściwie pełen, co nie? Więc pewnie wzięłaby się za polowanie, ale tylko wtedy, gdyby dostrzegła zająca albo inny smakowity kąsek, który mógł wykarmić więcej, niż jednego kota.
Ostatecznie jednak westchnęła zrezygnowana i klapnęła sobie na ziemię, niezbyt już ciepłą, ale w tej chwili nie przejęła się tym aż tak bardzo. Zaczęła się wiercić, jednocześnie zastanawiając się uparcie, co właściwie robią inni wojownicy, że wydają się tacy zajęci, a ona po prostu siedzi i ma wrażenie, że mogłaby równie dobrze liczyć obłoki, które przesuwały się po niebie. Doszła do wniosku, że nie jest zbyt przydatną częścią składową Klanu Wichru, co nie? Tylko z drugiej strony, nikt jeszcze nie powiedział jej, ze się do niczego nie nadaje. O rany, ale to było skomplikowane!
//Słonecznik
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Niska (jedna z najniższych w klanie i pewnie też w lesie), drobna, krótkowłosa, rudo-biała, tygrysio pręgowana kotka o brązowo-złotych oczach. | KP
Zmieniła się. Może nie jakoś szczególnie mocno, może nie tak, żeby ci, którzy nie znają jej dobrze, to zauważyli, ale z pewnością jest zdecydowanie inna, niż była jeszcze jakiś czas temu. Przede wszystkim zrobiła się dojrzalsza emocjonalnie. Nauczyła się trochę lepiej kontrolować swoje uczucia i chociaż nadal bywa fatalną aktorką, jeśli sytuacja bardzo tego wymaga, potrafi spychać swoje troski gdzieś w głąb siebie, żeby nikogo nie martwić i nie sprawiać problemów. Do tego potrzebuje jednak skupienia, bo jeśli się na tym nie koncentruje, to można z niej czytać jak z otwartej książki! Na szczęście zazwyczaj, mimo swoich gorszych momentów, Słonecznik jest radosna i uśmiechnięta. Dla każdego jest miła i ma przyjazne nastawienie w stosunku do każdego, którego spotka. Dość szybko przywiązuje się do kotów i wielu traktuje jak przyjaciół, a każdy, kto jest dla niej w jakiś sposób ważny, szybko zajmuje specjalne miejsce w jej serduszku. W stosunku do swoich bliskich jest bardzo troskliwa, a doświadczenia z przeszłości dały jej nową siłę i motywację, żeby już nigdy od nikogo się nie odcinać i dbać zarówno o nich, jak i o samą siebie. | KP
A Słonecznik było daleko do nudów, bo teoretycznie miała aż dwie terminatorki do trenowania, dużo innych obowiązków i w ogóle powinna mieć sporo do roboty, a tymczasem... Było, jak było. Czyli nie za dobrze. Nie lubiła być w złym humorze (ha, kto lubił?) i zawsze do upartego starała się szukać pozytywów w każdej sytuacji, ale teraz kompletnie jej to nie wychodziło. Więc w przerwach między treningami, patrolami i polowaniami wychodziła na zazwyczaj samotne spacery, żeby jakoś poradzić sobie z ogólnym zagubieniem i bezsilnością. Starała się, naprawdę się starała, żeby nie przejmować się nadto zniknięciem kolejnych sióstr i po prostu liczyć na to, że uda im się bezpiecznie wrócić, ale nie była już dłużej w stanie. Została tylko ona i Słońce, z którym nawet nie mogła normalnie porozmawiać. Było jej przykro i każdego dnia z nadzieją rozglądała się za nimi wszystkimi, licząc na to, że akurat trafi na ślad świeżo zaginionych Borówki, Goździk, ale bez skutku. Miała dość tego, że nie była w stanie nic ze sobą zrobić, nawet jeśli próbowała. I tak włóczyła się beznadziejnie gdzieś po terenach, aż dopóki nie spotkała Raczej Sadzawki, która też wyglądała jakoś tak raczej smutno jak na siebie i w ogóle. Ech, czyżby nie tylko ona miała zły dzień... albo raczej całą ich serię? Zdając sobie sprawę z tego, że w sumie to przydałoby się zadbać o jakieś kontakty, bo to też był jeden z martwiących ją ostatnio problemów, zdecydowała się podejść bliżej i trochę nieśmiało usiąść sobie obok.
– Hej, Racza Sadzawko... Co u ciebie? – spytała i uśmiechnęła się do niej lekko, jednak bez jakiejś werwy i przekonania. Czuła się trochę jak taki flaczek, tylko że zamiast leżeć, chodziła w kółko.
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">willyourememberthe word <br> Ilovedwith everybit insideme? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, howstrange itis, thefeeling <br> andastomorrowbreaks <br> I hopeyou loveit too</p></td></table>
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Raczek wzruszyła barkami, co było jak na nią bardzo, ale to bardzo nietypowe. Zdecydowanie miała gorszy czas, nie wiedziała zupełnie, co z jej siostrą, trening Mlecznego wcale nie szedł tak, jakby tego chciała i ogólnie rzecz biorąc miała wrażenie, że płynęła wciąż przez jakieś grząskie bagnisko, z którego tak naprawdę nie było wyjścia. Marazm, jaki ją dopadł, był wręcz paskudny, a ona dusiła się nim i łykała go coraz więcej, nabierając głęboko w płuca i czując, że jeszcze trochę, a po prostu pójdzie jak kamień w wodę, by osiąść ostatecznie gdzieś na mulistym dnie i już tak pozostać na zawsze, bez większego przekonania, czy coś, co nie? Nie spodziewała się jednak, że Słonecznik będzie wyglądała podobnie do niej, zupełnie jakby się na to wszystko umówiły, tylko że to wcale nie było zabawne.
- Jakoś, co nie? U ciebie to chyba podobnie? - rzuciła w końcu i spojrzała uważnie na swoją towarzyszkę, jakby chciała się przekonać, czy ma rację, aczkolwiek Słonecznik miała zły humor wypisany raczej wielkimi literami na całym ciele. Raczek miałaby do niej normalnie tysiące pytań, ale teraz jakoś nie umiała wykrzesać z siebie normalnego, zwyczajnego ognia, jaki zawsze się w niej palił i to było jeszcze bardziej frustrujące, aż miała ochotę wyrwać sobie wszystkie wąsy, byle jakoś to zmienić.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Niska (jedna z najniższych w klanie i pewnie też w lesie), drobna, krótkowłosa, rudo-biała, tygrysio pręgowana kotka o brązowo-złotych oczach. | KP
Zmieniła się. Może nie jakoś szczególnie mocno, może nie tak, żeby ci, którzy nie znają jej dobrze, to zauważyli, ale z pewnością jest zdecydowanie inna, niż była jeszcze jakiś czas temu. Przede wszystkim zrobiła się dojrzalsza emocjonalnie. Nauczyła się trochę lepiej kontrolować swoje uczucia i chociaż nadal bywa fatalną aktorką, jeśli sytuacja bardzo tego wymaga, potrafi spychać swoje troski gdzieś w głąb siebie, żeby nikogo nie martwić i nie sprawiać problemów. Do tego potrzebuje jednak skupienia, bo jeśli się na tym nie koncentruje, to można z niej czytać jak z otwartej książki! Na szczęście zazwyczaj, mimo swoich gorszych momentów, Słonecznik jest radosna i uśmiechnięta. Dla każdego jest miła i ma przyjazne nastawienie w stosunku do każdego, którego spotka. Dość szybko przywiązuje się do kotów i wielu traktuje jak przyjaciół, a każdy, kto jest dla niej w jakiś sposób ważny, szybko zajmuje specjalne miejsce w jej serduszku. W stosunku do swoich bliskich jest bardzo troskliwa, a doświadczenia z przeszłości dały jej nową siłę i motywację, żeby już nigdy od nikogo się nie odcinać i dbać zarówno o nich, jak i o samą siebie. | KP
Jakoś to było... bardzo dobre określenie na to, jak Słonecznikowa Pestka się czuła. Jakoś. Nie potrafiła tego wyjaśnić. Wiedziała dokładnie, skąd się u niej to wszystko brało, bo miała aż za dużo powodów, żeby czuć się jak flaczek. Nigdy jednak nie była zbyt dobra w tłumaczeniu swoich własnych uczuć i nie do końca je rozumiała, a jedynie kierowała się impulsami i jakoś to szło. Rzadko kiedy znajdowała się w dołku i właściwie to był drugi raz, kiedy czuła się przygnębiona przez aż tak długi czas. Nie miała jednak pojęcia, jak sobie z tym teraz poradzić. Ostatnim razem częściowo pomógł jej upływ czasu, a częściowo także rozmowa z Porywistym Wiatrem, jednak teraz to drugie zdawało się niemożliwe. Nie rozmawiała z nim tak długo, a poza tym... im bardziej zagubiona w swojej własnej sytuacji się czuła, tym bardziej miała wrażenie, że się od niego oddalała. I kiedy tak obojętnie mijali się gdzieś co jakiś czas, bo oboje chyba nie byli w najlepszym stanie i jakoś ich nie ciągnęło do rozmowy, wydawało jej się, że to wszystko było zupełnie inne od tego, co ich dzieliło jeszcze porą Zielonych Liści. Ba, nie oddalała się tylko od niego, a właściwie od wszystkich innych swoich przyjaciół czy nawet dobrych znajomych. Chociaż pogodziła się z Irys, to już nie było to samo co dawniej, a może raczej jeszcze nie, bo chyba potrzebowały czasu, żeby odbudować to, co upadło w trakcie księżyców od jej mianowania. W jednej chwili została bez dwóch najbliższych sobie kotów spoza rodziny i praktycznie całej rodziny, która zaginęła, a chociaż miała też innych znajomych, czułaby się głupio tak po prostu wyżalając się Barwnej Ścieżce czy nawet takiej, załóżmy, Raczej Sadzawce. Albo wykorzystywania do tego znowu Ślimaczek, przed którą raz już się otworzyła. Byłoby dziwnie. Czułaby się tak, jakby była dla nich tylko ciężarem, bo miała takie wrażenie nawet przy najbliższych. I nie miała pojęcia, co z tym wszystkim zrobić. Czuła się lepiej tylko kiedy polowała, przebywała w kociarni i pomagała matkom, odwiedzała legowisko starszyzny albo chociażby kiedy prowadziła nauki takiej Miodek. Nawet treningi nie szły jej tak jak powinny. Poza tym była głównie zagubiona.
– No... chyba tak. Coś się stało, czy... jakoś tak po prostu? – spytała, może niezbyt elokwentnie, ale jednak nie chciała tam siedzieć w niezręcznej ciszy, a miała wrażenie, że wypadało.
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">willyourememberthe word <br> Ilovedwith everybit insideme? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, howstrange itis, thefeeling <br> andastomorrowbreaks <br> I hopeyou loveit too</p></td></table>
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Raczek w pierwszej chwili znowu wzruszyła barkami, co pewnie nie było z jej strony najmądrzejsze, ale nie do końca umiała opowiadać o tym, co się z nią działo. Bo nie rozumiała, o co jej chodziło, po prostu nagle zrobiło jej się jakoś tak ciężko i trudno, a ona nie wiedziała, skąd właściwie miała sobie znaleźć pomoc. Uznała jednak, że skoro spotkały się już ze Słonecznik, to mogła spróbować coś z tym zrobić, a nie jedynie wzruszać ramionami, bo tak było wygodniej.
- Wiesz... Nie ma Pijawki. No i trening Mlecznego właściwie nie idzie, a ja jakoś tak nie bardzo mam, no, co robić? - rzuciła w końcu, ale wyglądała zdecydowanie mało ciekawie. Spojrzała na Słonecznik, jakby chciała, żeby się odezwała i zaczęła sama coś opowiadać, ale widziała, że wojowniczka również nie jest w najlepszym nastroju i to dodatkowo Raczek jakoś tak martwiło i tłamsiło. Jakaś jej część chciała podskoczyć w górę i zacząć się drzeć, śmiać, czy robić cokolwiek podobnego, ale po prostu nie umiała, jakby coś się w niej popsuło albo zablokowało, a ona po prostu nie umiała na nowo rozkręcić samej siebie, co było co najmniej frustrujące. Odetchnęła nieco głębiej, jakby chciała się uspokoić, ale nie była do końca pewna, czy to w czymkolwiek jej pomoże, bo jakoś tak robiło się jej z tego powodu jeszcze bardziej melancholijnie, co tylko ją dobijało.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see