Logo Artemidy
Ziołorośla
Szorstka Łapa ogólnie nie był dobry w głębszych rozmowach; jeśli chodzi o głupie pogawędki o niczym, czy jakieś przepychanki słowne - to była jego działka. Sposobem na ułatwienie sobie życia w aktualnej rozmowie z Raczek było po prostu... unikanie tego, co się wydarzyło wcześniej w obozie. Jak będzie unikał tematu, to ten go i tak w końcu dopadnie - odwlekanie tego w czasie było jednak bardzo wygodne. Poza tym, rozmowy o niczym były czasami ciekawe, może teraz też znajdzie się taki temat, na który będą mogli porozmawiać. Nie chciał też sam wyłazić z jakimiś kondolencjami, czy wyrazami współczucia, bo nie chciał wpędzać córki Fiołkowego Świtu w sytuację, w której sam nie chciałby się znaleźć.
- Tak, jak byłem młodszy, to lubiłem tu czasem połazić po tych chaszczach, ale robiłem to rzadko - krótka zabawa zawsze kończyła się wyciąganiem tego całego zielska z futra. A to już nie było takie przyjemne - zaśmiał się, przypominając sobie, jak dawno temu, jeszcze zanim uciekł, faktycznie się tu bawił. Trzeba było coś robić, kiedy się olewało treningi ciepłym moczem - nie da się cały czas tylko spać i podziwiać swojego piękna.
- Prawda, chociaż nie lubię tu polować, zdecydowanie wolę okolice świszczących traw. Później jest mniej pracy z doprowadzaniem się do porządku. - przyznał. Jak na razie obchodzenie tematu szerokim łukiem szło mu całkiem dobrze. Emocje w nim już powoli się uspokajały, miał więc nadzieję, że z czasem rozmowa faktycznie mu nieco pomoże. Może jednak potrzebował towarzystwa, nawet jeśli tylko po to, żeby odwrócić swoją uwagę, skupić się na czymś innym i w końcu przestać myśleć i rozgrzebywać to, co już nigdy nie wróci.
- Przejdziemy się? - zapytał w końcu. Nie chciał już patrzeć na te przeklęte zarośla - przecież jest tyle pięknych, przyjaznych dla długowłosych kotów miejsc na terenach klanu wichru, aż szkoda strzępić nerwy na te przeklęte ziołorośla. Jeśli kotka się zgodziła, zaczął iść spacerkiem w kierunku płaczących wierzb.
aura zepsucia w powietrzu, tracisz te 50 procent
chcę zapomnieć o tobie, zatrzeć w pamięci te noce
[Obrazek: dbl9ml5-b83f228e-3df8-46a0-a1a0-9ed217b1...k9Mq_9zbkg]
wiem to, nie mogę zapomnieć jak było dobrze
wiem to, skończyło się, mój własny pogrzeb
LVL 3 10 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
9
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Raczek z kolei miała już zdecydowanie powyżej dziurek w nosie i czubków uszu wszystkich poważnych rozmów, pytań i dyskusji, odbyła ich w swym życiu tak wiele, że mimo wszystko chciała teraz cieszyć się tym, co miała. Było jej trudno, co zrozumiałe, ale podejrzewała, że Szorstki czuje coś podobnego, gniew, niezrozumienie, żal i w pełni się z nim w tym temacie zgadzała. Ponieważ jednak kocur nie próbował zaczynać dyskusji, ona również tego nie robiła, dochodząc do wniosku, że być może najlepsze, co mogą dla siebie wzajemnie zrobić, to po prostu o siebie dbać, to po prostu spędzić ze sobą czas, co nie? Może pójdą na polowanie, a może wystarczy zwyczajny spacer, to nie miało aż tak wielkiego znaczenia, po prostu czuła, że nie powinna go teraz zostawiać.
- Ale jak się tak zaplączesz, to możesz potem udawać groźnego drapieżnika i straszyć kocięta - powiedziała na to, uśmiechając się do niego lekko i zaczepnie, aczkolwiek wyraz ten nie dotarł do jej oczu, które pozostawały poza tym, nieco puste i zdecydowanie niepasujące do tego, co próbowała mu przekazać. Postanowiła jednak starać się, jak najbardziej, żeby mimo wszystko spędzili przyjemnie czas, oczywiście o ile kocur nie postanowi jej całkiem przegonić, o ile nie uzna, że powinna sobie wsadzić w nos te mysie bobki, o jakich mu pośrednio opowiadała, czy coś. Ale dopóki przybrany syn jej wujków zachowywał się tak, a nie inaczej, to nie miała nic przeciwko temu, żeby faktycznie jeszcze z nim zostać, żeby jeszcze coś dodać, o coś zapytać, żeby po prostu spędzić z nim czas, co nie? Bo to chyba było teraz najistotniejsze, a nie opowiadanie o tym, jak jest jej smutno.
- Oczywiście. Chodźmy, może w tym czasie opowiesz mi o czymś, co jest poza Klanem? Słyszałam, że trochę cię nie było - powiedziała. - Mojej siostry też nie i wróciła później z takim... czymś na szyi, nie wiem właściwie, co to było, ale strasznie trudno było to ściągnąć - zaczęła, opowiadając o czymś, co w chwili obecnej nie miało najmniejszego nawet znaczenia, ale właśnie dlatego wydawało jej się takie ważne i cenne.
[Obrazek: dbthxix-e21024e2-27f4-4dce-b9e9-be74aeb73599.png]
She's gonna' come to her own conclusion
Right w h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brand new way
She said I want something that I want
Something that I tell myself I need
Something that I want
And I need everything I see
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

Chłodny wiatr przemierzał tereny łapaczy królików, wyjąc nieznośnie na Wyjących Wzgórzach. Przechodząc obok nich, kotka ślizgała się na paćkowatej, śnieżnowatej masie. Nie podobało jej się, że biały puch nie utrzymał się na długo a zamiast niego zostało to coś. Z każdym krokiem czuła, jak jej łapy zapadają się w breje oraz jak jej niebieskie futro po prostu przemaka. Było to dla Konwalii niezwykle uciążliwe i w ogóle jej się nie podobało.
- Na Gwiezdny Klan - syknęła, kiedy ponownie weszła w paćkę. Potrząsnęła łapą, strząsając resztki białobrązowej papki z łap, a następnie ruszyła dalej przed siebie. Cóż... Może mogłaby coś upolować? Aby trochę oczyścić swój umysł od różnorodnych myśli. To był w sumie... Dobry pomysł.

[Przebiśnieg :
x
x

[Obrazek: d7yqvjz-1e5a466c-8d17-4c31-88b5-2f7854d8...dRa2m1y17w] <span class="jesion2">All my life I’ve been so lonely</span> [Obrazek: d7yqvvu-3e4664bf-4003-4acc-ab87-3482186d...oILEXLwsr4]
All in the name of being holy
Still, you’d like to think you know me
<span class="jesion2">> You keep buyin’ stars <</span>
And you could buy up all of the stars,
But it wouldn’t change who you are
You’re still living life in the dark
<span class="jesion2">It’s just who you are</span>

...............................................

<link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Cinzel&display=swap" rel="stylesheet"><style>.jesion2 {font-family: 'Cinzel'; font-size:14; line-height:13px}</style>
LVL 4 55 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
15
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przebiśniegowi również nie podobało się, że śnieg spadł, poleżał, poleżał, nawet nie jakoś specjalnie długo, a potem zniknął zostawiając za sobą... To. Brr. Za samym śniegiem również nie przepadał, bo przecież się w tym zapadało, śniegowe kulki przylepiały się do futra i potem trzeba było je godzinami wyciągać z niego, wyrywając je często razem z włosami, co nie było najprzyjemniejszym uczuciem na świecie, no i jego czarne plamy na sierści wyróżniały się na tej okropnej, zamarzniętej wodzie i czasami ciężej mu szło polowanie, jak jakaś niespokojna myszka akurat zerknęła w jego stronę, jak się do niej skradał. A kto by nie zauważył czarnych jak smoła uszu wystających zza śnieżnej zaspy? No chyba tylko ślepiec.
Dlatego też czarno-biały kocur z niezadowoleniem przemierzał klanowe tereny, starając się jak tylko mógł omijać błoto i śnieżne pozostałości, żeby do obozu przyjść jak najbardziej czystym się dało. Jasne, że nie było to możliwe wrócić w całości czystym, nie oszukujmy się, aczkolwiek starał się, w porządku?
I wtedy właśnie, gdy tak szedł, zygzakiem, wysuwając łapy najdalej jak mógł, by możliwie stawać na suchych miejscach, zauważył w oddali rodzoną siostrę. I, choć niespecjalnie zamierzał w ogóle do niej zagadywać, jego pysk wygiął się w złośliwym uśmiechu, gdy ta po chwili wdepnęła w śnieżną masę, a że był złośliwy, to nie mógł powstrzymać kpiącego:
- Ojej, ktoś tu wpadł w błocisko, co? - rzucił, przekrzywiając niewinnie głowę i nawet przystając na chwilę, żeby popatrzeć, jak siostra usilnie stara się nie powtórzyć swojego błędu. No cóż, jej strata, że pomimo otaczających ich gąszczy akurat zdołał to przyuważyć.
[Obrazek: cTxjaOx.png]
LVL 3 95 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
6
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jeszcze jego tutaj brakowało.
Niebieska kotka położyła po sobie uszy, słysząc głos należący do nikogo innego jak Przebiśniegowej Łapy. Konwalia fuknęła cicho, kierując swoje zielone ślepia w stronę czarnobiałego terminatora.
- Ciebie za to matula upuściła, dlatego masz taką krzywą mordę - syknęła w jego stronę, podnosząc łapę, ponownie zanurzoną w błocku i strzepując je tak, aby jak najwięcej wylądowało prosto na pysku jej - o dziwo - rodzonego brata. Zamierzała zmyć mu ten złośliwy uśmieszek z pyszczka.
Jak doszło do tego, że to właśnie Przebiśnieg był jej bratem? Krwawnik jasne, on mimo tego, iż był zbyt grzeczny, to pasował zdecydowanie bardziej jako jej brat niż ten tutaj. Poza tym Krwawnika lubiła, a Przebiśniega lubiła również - ale tylko się z nim droczyć.
x
x

[Obrazek: d7yqvjz-1e5a466c-8d17-4c31-88b5-2f7854d8...dRa2m1y17w] <span class="jesion2">All my life I’ve been so lonely</span> [Obrazek: d7yqvvu-3e4664bf-4003-4acc-ab87-3482186d...oILEXLwsr4]
All in the name of being holy
Still, you’d like to think you know me
<span class="jesion2">> You keep buyin’ stars <</span>
And you could buy up all of the stars,
But it wouldn’t change who you are
You’re still living life in the dark
<span class="jesion2">It’s just who you are</span>

...............................................

<link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Cinzel&display=swap" rel="stylesheet"><style>.jesion2 {font-family: 'Cinzel'; font-size:14; line-height:13px}</style>
LVL 4 55 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
15
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Miał talent zjawiania się tam, gdzie nie powinno go być, bo ktoś akurat cierpiał, no cóż. Tak więc nic dziwnego, że gdy tylko Konwalia omal nie wyrżnęła się na błotku w które wpadła znikąd pojawił się jej brat gotów wyśmiać ją w tym samym uderzeniu serca. Machnął ogonem z irytacji, aczkolwiek gdy się odezwał jego głos nie miał w sobie nawet nutki tej irytacji bardziej zażenowania?
- Och, a więc dochodzimy już do tego momentu, że starasz się mnie obrazić w każdy możliwy sposób, bom zauważył twój błąd? - spytał, unosząc wyżej brwi i przekrzywiając niewinnie łebek. No a nie? Zauważył fakt, iż Konwalia w błoto weszła, a ona już, od razu, postarała się go obrazić, mimo że każdy wiedział, że to ją ktoś upuścił, bo miał zdecydowanie prostszy pysk niż ona kiedykolwiek w swoim życiu, ale miał w sobie tyle kultury, żeby o tym nie wspominać.
Wtedy też niebieska zaczęła potrząsać łapą, a błoto, które się na niej znajdowało rozprysnęło się na boki i, o zgrozo, znalazło sobie miejsce również na jego pysku, gdzie faktycznie jego siostra chciała by się ono znalazło.
Wydał z siebie zdziwione prychnięcie, odskoczył w bok i zaczął natychmiast wycierać go sobie łapą sycząc z wściekłości.
- Czy... ty... masz w ogóle cokolwiek w tej głowie czy tylko zgniłe myszy - warknął.
[Obrazek: cTxjaOx.png]
LVL 3 95 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
6
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Och jeżeli Cię uraziłam to najmocniej przepraszam - fuknęła, kładąc po sobie niebieskie ślepia. Nie zamierzała go przepraszać za to, że po prostu powiedziała prawdę. A prawda czasem bolała o czym zdążyła się przekonać sama, kiedy dowiedziała się, że Zaśnieżona Ścieżka nie jest ich matką. Było to jednak dawno. Uraza, owszem, została ale do białej kocicy. Teraz starała się został tylko najlepszą wojowniczką w lesie, aby pokazać, że samotnicza krew może być równie dobra jak ta klanowa. Szkoda, że Przebiśnieg reprezentował sobą coś odwrotnego...
- No i widzisz? Teraz ty obrażasz mnie - mruknęła, podnosząc brew. Zaraz potem podeszła do kocura, aby usiąść obok.
- Jak idzie ci trening, co, braciszku? - zapytała, przekrzywiając niewinnie głowę w bok. Niech tylko poczeka, aż zostanie wojowniczką. Wtedy będzie mu mogła rozkazywać, a on będzie musiał polecenia wykonywać. Och to będzie piękne.
x
x

[Obrazek: d7yqvjz-1e5a466c-8d17-4c31-88b5-2f7854d8...dRa2m1y17w] <span class="jesion2">All my life I’ve been so lonely</span> [Obrazek: d7yqvvu-3e4664bf-4003-4acc-ab87-3482186d...oILEXLwsr4]
All in the name of being holy
Still, you’d like to think you know me
<span class="jesion2">> You keep buyin’ stars <</span>
And you could buy up all of the stars,
But it wouldn’t change who you are
You’re still living life in the dark
<span class="jesion2">It’s just who you are</span>

...............................................

<link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Cinzel&display=swap" rel="stylesheet"><style>.jesion2 {font-family: 'Cinzel'; font-size:14; line-height:13px}</style>
LVL 4 55 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
15
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Och, nienie - odparł od razu, kręcąc głową na boki. - Ależ absolutnie mnie nie uraziłaś. Ale doceniam, że próbowałaś. Chcesz spróbować jeszcze raz? Może tym razem pójdzie ci lepiej? - zaoferował pomocnie, niewinnie przekręcając łeb na bok i wpatrując się w nią intensywnie. Bawiło go to, jak próbowała go obrazić tylko dlatego, że zauważył, jak ta wpada niemal na błotnistą breję po śniegu i to ubodło ją na tyle, że próbowała go obrazić w jakże nieefektywny sposób, doprawdy. Bo jeśli to miało go urazić, to... Cóż, nie zadziałało. Może ubodłoby go to bardziej, gdyby nie wiedział, że to ona została upuszczona przez ich pożalsięGwiezdnyKlanie matkę, sądząc po krzywiźnie jej pyska, który w porównaniu do jego pyska było wyjątkowo krzywy.
- Ja cię nie obrażam, stwierdzam fakt - odparował, marszcząc nos, gdy podeszła bliżej, a żeby dobitnie jej zakomunikować, że nie życzy sobie tak nagłej zmiany odległości między nimi odsunął się w bok, mrużąc nieco oczy. No co jeszcze, najpierw go omal nie brudzi śniegiem, a teraz się tak przysuwa, tsk!
Zaś na kolejne pytanie omal nie zaczął syczeć i to poważnie, ale jedyne, co zrobił, to położył po sobie uszy, tuląc je gładko do potylicy.
- Na pewno lepiej niż tobie - rzucił, unosząc nieco ogon. Szkoda tylko, że nie wiedział, jak bardzo się mylił - ale następna ceremonia miała mu to udowodnić.
[Obrazek: cTxjaOx.png]
LVL 3 95 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
6
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Świat wciąż się zmieniał. Choć teoretycznie Pora Nagich Drzew powinna jeszcze trwać, to mocniejsze promienie słońca potrzebowały zaledwie paru dni, by pozbyć się śniegu zalegającego na wichrowych terenach. Zaspy śnieżne zniknęły, odsłaniając wymęczoną długim odpoczynkiem trawę, ale także małe, dzielne kwiatki, które wzbiły się w niebo, czując obietnicę cieplejszych dni.
Olchowa Łapa wybrała się więc na spacer pewnego dnia. Pogoda z samego rana nie była zbyt przyjemna; zamiast słonecznych promieni powitały ją jasnoszare chmury, które zasnuły niebo, grożąc deszczem, a chłodny wiatr dmuchał w sierść kocicy, czasem powodując drżenie jej nieco wychudzonego po cięższym sezonie ciała. Krople jednak nie zaczęły spadać, Gałązka uznała więc, że wybierze się na spacer.
Nie zamierzała odchodzić daleko od obozu. Wiedziała, że ma własne obowiązki, chciała jednak dać odpocząć własnej głowie od zgiełku, który panował w obozie, od tego całego chaosu. Wybrała się więc na Ziołorośla, które mogły oszołomić ją ilością zapachów, choć tak naprawdę zbyt wiele jeszcze nie urosło. Widziała jednak białe główki przebiśniegów czy delikatne, fioletowe płatki krokusów, a także w niektórych miejscach śliczne, drobne stokrotki wyglądające z ziemi. Była oczywiście czujna, w końcu nie chciała być zaatakowana przez żadne stworzenie, jednak pozwoliła sobie na relaks. Schyliła się więc, by powąchać kępkę krokusów. Od unoszącego się pyłku zakręciło jej się jednak w nosie i nie mogła powstrzymać się od kichnięcia.

[ Roziskrzona Noc ]
Obrazek
LVL 2 10 / 150
MedLVL 0 5 / 100
4
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Iskra cały trening przeszła, gdy wszystko było przykryte grubą warstwą puchu, więc tak jak się spodziewała - wraz ze śniegiem zniknęło jej prawie całe rozeznanie w terenie. Jasne, jeszcze księżyc czy dwa temu wszystko wyglądało w zasadzie identycznie, więc teraz powinno być prościej. Otóż nie, różnorodność dezorientowała, więc bura sporą część czasu poświęcała na ponowne odkrywanie terenów klanowych. Nie żeby to było przedsięwzięcie na wiele dni, ale kilka jej zapełniło przynajmniej.
Teraz powoli już wracała do punktu wyjścia, gdzie krążyło nad nią widmo nudy. To prawdziwa podłość ze strony Lawendy, że akurat Iskrze nie trafił się żaden terminator, którego mogłaby gnębić codziennymi treningami. Nie rozumiała dlaczego byli z Płomykiem ostatni w kolejce, cała reszta mianowanych z miejsca kogoś dostała, więc dlaczego dla nich akurat zabrakło? Przywódczyni dalej ich miała za dzieciaki? Chyba nie mogła, bo przecież mianowała ich na wojowników. Iskra potrząsnęła głową, nie ma co nad tym siedzieć, bo i tak niczego w ten sposób nie zmieni.
Dostrzegła prawie-medyczkę przy jakiś kwiatkach i już było jasne kogo będzie dzisiaj gnębić. Gdy szylkretka kichnęła, Roziskrzona Noc zmaterializowała się obok. Znaczy - nie skradała się, więc zawału być nie powinno, ale też jakoś specjalnie nie powiadamiała o swoim przybyciu.
- Na zdrowie. - rzuciła na wstępie i nie dając koteczce chwili na oswojenie się z sytuacją, kontynuowała. - Co robisz? Pomóc ci jakoś?
Zerknęła pobieżnie na rosnące kwiatki. Terminatorka je zbierała czy tylko podziwiała?
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wiosna, wiosna, ach to ty! Dla Aszki żadna pogoda nie była przeszkodą do wyjścia poza Obóz, ale kiedy słonko świeciło tak pięknie, pszczółki bzyczały, a wiatru nie było ani widu ani słychu, to jego łapki zdawały się aż swędzieć od biernego siedzenia w miejscu. Nie namyślając się więc długo wybył na spacerek, już w drodze z Obozu rozważając, czy ma ochotę tego dnia udać się na granicę z Klanem Rzeki i spróbować znaleźć rudą, puchatą koleżankę, na tą z Klanem Cienia i może spotkać Zawieje, czy może powłóczyć sie w stronę Leśnych Ostępów i powypatrywać, czy Pomurnik się gdzieś w okolicy nie buja. A może powinien pokręcić się po terenach i spróbować spotkać jakiegoś z lokalnych psiapsi i kumpli?
- Och kurce... - sapnął przystając i rozejrzał się wokół, jakby to pomogło mu w jakikolwiek sposób podjąć tą ciężką decyzje.

| Opucha i Bonk :
° » ° • • ° « °
I'm not your son, you're not my father
we're just two grown men saying
"Goodbye"

and while you're s l e e p i n g
I'll try to make you proud!
so, Daddy, won't you just close your eyes?
don't be AFRAID, it's my turn
to chase the monsters away
° » ° • • ° « °
LVL 2 100 / 150
MedLVL 1 36 / 200
10
Siła
S
5
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Klanowy grubas był na polowaniu.
No, taki był przynajmniej plan. początkowy plan tego wszystkiego. Tego wypadu i tego opuszczenia obozu.
Ogromny zapach ziół w klanowym terenie jednak sprawił, że cętkowany wojownik zamiast biegnąć za myszką, to biegł za zapachem, oj jak kuszącym!
Czy aby nie było w nim nawet nutki miodu? Nutki czegoś smacznego? Chociaż, czy taka myszka nie byłaby smaczna, gdyby ją zanieść do obozu?
Nagle burasowi zapaliła się lampeczka - a co gdyby taką myszke wystawić na słońce w tych cudnie pachnących ziołach?!
Tak więc buras znajdował się tutaj teraz - w swych myślach i dudniącej od jego własnych łap ziemi.
Czemu dudniącej? Gdyż biegł właśnie za grubym gryzoniem, nie zwracając nawet uwagi, że coś znajomego rudego przemknęło mu koło oka.
Złoty wzrok skupiony był teraz na jednym celu - jedzeniu. Jedzonku i przyniesieniu go do obozu.
Jeszcze kawałek, a buras już skoczył ku szaremu zwierzakowi, z całą siłą swych grubych łap, co okazało się, po opadnięciu całej mokrej trawy...
Sukcesem!
Cętkowany wojownik tak więc złapał chytrze za kark myszy, odkopał dobrze znany mu dołek ku miejscu które zapamięta, albo powie komuś innemu by o nim pamiętał i będzie cacy!
Teraz zainteresowanie Bączkowego Lotu złapało wcześniej zauważone rude futro, które jakoś umknęło mu, do kogo należy.
Więc gdy buras ujrzał mordkę kociaka - no... Już nie kociaka, to tak na jego jasnym licu ujawnił się uśmiech, a sam buras miauknął.
-Khogo tho mhoje oczhy widzą! Traszeczkha! Cho no thutaj!
No cóż. Buras sam zrobił to, co polecił rudemu młodzikwoi i podszedł do syna czarnej kotki, tarrgając go lekko za ucho, gdy podszedł już wystarczająvo blisko i śmiejąc się pod ceglanym nosem.
-Cho thy tu rhobisz urwiśhie?
[Obrazek: dd4u6re-734883ec-920e-4204-9c8f-78c154a3...0L2s8duEe0]
LVL 2 25 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Złotooki rozglądał się i rozglądał, nie mogąc się zdecydować, w którą stronę ruszyć, co było, cóż, raczej nowym problemem w jego życiu. Normalnie po prostu szedł tam gdzie poniosły go łapy, czasem w lewo, czasem w prawo, czasem gdzieś gdzie chciał zajść, żeby spotkać kogoś z kim chciał pogadać, a czasem lądował tam przypadkiem. Teraz jednak stał, sam nie wiedząc czemu, nie mógł się zdecydować. Może powinien poczekać właśnie w tym miejscu? Może to tu kogoś spotka, albo znajdzie coś ciekawego?
Słysząc czyjeś nawoływanie odwrócił się machinalnie, chociaż wcale nie musiał tego robić, aby wiedzieć do kogo należy. W końcu wesoły, choć nieco rzężący głos i ta wada wymowy nie były domeną każdego wichrowego klanowicza. Na pyszczku pojawił mu się szeroki uśmiech i aż zamachał energicznie rudą kitą w powietrzu. Więc jednak jego przeczucie go nie myliło, może to jakaś nadprzyrodzona moc, jak u Szkiełka?

- Bonk! Nie uwierzysz kurce, w ogóle cię nie widziałem, a przecież kawał kotka z ciebie! - Zawołał wesoło, gdy ta podchodziła bliżej. Taka prawda! Ani specjalnie maleńka, ani specjalnie chuda nie była. Bonk był mocnym wojownikiem, a nie chabinką. - Ajajajaj... och Bonk, to moje ucho jest - zauważył z rozbawionym uśmieszkiem kiwając głową tak jak ciągnęła go wojowniczka. Zabawne to było, na razie przynajmniej, bo nie bolało. - Ej a, widziałaś gdzieś Opuche? - Zagadnął z wciąż śmiesznie przekrzywioną głową, czekając, aż jego narząd słuchu zostanie uwolniony. Kotki zdawały się przyjaźnić, albo co najmniej lubić.
° » ° • • ° « °
I'm not your son, you're not my father
we're just two grown men saying
"Goodbye"

and while you're s l e e p i n g
I'll try to make you proud!
so, Daddy, won't you just close your eyes?
don't be AFRAID, it's my turn
to chase the monsters away
° » ° • • ° « °
LVL 2 100 / 150
MedLVL 1 36 / 200
10
Siła
S
5
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxTrzy księżyce, tyle minęło od kiedy została mianowana na terminatora wojownika i od kiedy zmarli jej bracia. Jedna trzecia jej życia, szmat czasu by się zdawało, a mimo to… Wrzos czuła, jakkolwiek głupio by to nie zabrzmiała, że tamte wydarzenia ciągle dla niej, w jakiś nienaturalny sposób, trwają. Przynajmniej w tym momencie, gdy siedziała na mokrej trawie, pod szarym niebem, sama i nieruchoma. Nie miała teraz w pobliżu kogo zadziwiać, zaczepiać i zmylać. Martwe ciała wichrzaków, w tym jej braci, leżące pod Płaczącymi Wierzbami za jej plecami raczej nie obchodziłyby jej wygłupy. Cicho odetchnęła. Pozwoliła niewielkiemu obłoczkowi pary opuścić pyszczek. Czekała aż ta chwila jej dziwnego zastoju minie, a stężałe mięśnie wreszcie ruszą ją z miejsca. I ten dziwny, dopadający ją znienacka stan, karykaturalnego dla niej samej spokoju, opuści ją lub ktoś go przerwie. Nie, chwila, nikt tu nie przybędzie, najprawdopodobniej. Spróbowała skupić myśli. Po co tu przyszła, sama? Po zioła. To był jej najbliższy cel i środek dzięki, któremu może rzeczywiście uzyska jakąś konkretną medyczną wiedzę od… Znachora? Tak chyba nazwały kocura plotkujące koty. Wrzos powoli wstała, zmusiła się do uniesienia nieznacznie kącików ust i tupnęła kilka razy nogami o ziemię, jakby chcąc przywrócić w nich krążenia i rozgrzać. Może też naiwnie wierząc, że w ten sposób strząśnie z siebie ostatki melancholii.
xxxCzas ruszyć na zbiory.
LVL 1 70 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
6
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ruda kotka wyruszyła na swoją pierwszą wyprawę. Miała określony cel, teraz tylko zbierała materiały by wszystko mogło się udać bez zbędnych komplikacji. Ziołorośla samą nazwą wskazywały, że na każdym rogu czekały na małą Wrzos pełne kępki intensywnie pachnących i super potrzebnych roślin. Niestety na pierwszy rzut oka nic nie dało się odnaleźć, może prócz suchych liści i zielonych, długich źdźbeł traw.

Wrzosowa Łapa: Med. lvl: 0 | S: 3 | Zr: 6 | Sz: 7 | Zm: 4 | HP: 60 | W: 40
I live by a hospital
☆ And every day, I go out walking past its sickly windows ☆
I see people dying there
But my tender age makes it hard to care

Incinerator and a big [ smoke ] stack
☆ It's a phallic symbol and it makes me laugh ☆
All I need is a [ heart attack ], C'mon, humble my bones with a Cardiac
LVL 1 45 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
4
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości