Niziutka koteczka o krągłym brzuszku, czterech patyczkowatych nogach, biczowatym ogonie i lekko podłużnym pyszczku wyposażonym w nietoperze uszy i piegowaty nos, otoczony długimi, mlecznobiałymi wibrysami. Krótkowłosa, biała w rude pręgowane tygrysio plamy na szczycie głowy i uszach, całym ogonie, przednim lewym „łokciu” i plecach. Oczy duże, ciemnobrązowe, prawie zlewające się barwą ze źrenicą. Szelmowski uśmiech.
Śmiała, wesoła, niepokorna koteczka ze skłonnością do zadawania dziwnych pytań. Uparta, dziecinna jak to kociak, ale też pamiętliwa i niezdająca sobie sprawy z granic innych kotów.
Omszała Łapa [KC]
xxxWrzos ostrożnie przemykała się między kępami wilgotnych traw i uważnie się im przyglądała, w dużej części przypadków nie musząc nawet schylać po to głowy. Trawa, trawa, trawa, trawa… liść. Przekręciła główkę i niewiele myśląc odrzuciła wyjątkowo duży i krzykliwo czerwony liść. Kolejna kępa trawy. Wepchnęła w nią nos. Nie uderzył ją jednak żaden nowy zapach ani nie zintensyfikował się żaden z obecnych w powietrzu, wręcz przeciwnie. Silnie ziołowy zapach, zagrodzony ziemią i kępką dla odmiany suchej trawy, przestał kręcić ją w nosie. Podniosła na nowo głowę. Te źdźbła raczej do niczego nie służą. Chyba. Zresztą występują na tyle często, że może bez problemu zebrać je na sam koniec. Na razie szukała czegoś… bardziej charakterystycznego. A skoro w zasięgu wzroku nie widziała nic takiego, postanowiła spróbować inaczej. Zamknęła oczy. Wzięła głęboki wdech, aż zakręciło jej się w głowie od ziołowej woni. Skupiła się na niej i spróbowała rozłożyć ją na części pierwsze. Znaleźć w niej punkty wspólne z tą Ziołowego Wzgórza, rozdzielić je od tła po czym pójść za nimi. Pytanie, tylko czy jej niewyćwiczony węch będzie w stanie coś takiego zrobić i cokolwiek znaleźć…
Ruda szła w ogóle nie przejęta chwilowym brakiem... czegokolwiek. Skanowała każde źdźbło trawy, dopóki nie wpadła na nową, ulepszoną taktykę. Wykorzystanie zupełnie innego, silniejszego zmysłu było dobrym pomysłem, oczywiście. Do noska terminatorki docierały różne zapachy - wilgoć traw i liści, przyjemne zapachy prawie przekwitłych kwiatów, różnorodne zwierzątka skaczące z krzaka na krzak, nawet niedaleka, cuchnąca padlina którą być może uda jej się odnaleźć. Nic jednak nie przypominało zapachów z Ziołowego Wzgórza, co może się spotkać z dużym rozczarowaniem od strony terminatorki Roziskrzonej Nocy.
Niziutka koteczka o krągłym brzuszku, czterech patyczkowatych nogach, biczowatym ogonie i lekko podłużnym pyszczku wyposażonym w nietoperze uszy i piegowaty nos, otoczony długimi, mlecznobiałymi wibrysami. Krótkowłosa, biała w rude pręgowane tygrysio plamy na szczycie głowy i uszach, całym ogonie, przednim lewym „łokciu” i plecach. Oczy duże, ciemnobrązowe, prawie zlewające się barwą ze źrenicą. Szelmowski uśmiech.
Śmiała, wesoła, niepokorna koteczka ze skłonnością do zadawania dziwnych pytań. Uparta, dziecinna jak to kociak, ale też pamiętliwa i niezdająca sobie sprawy z granic innych kotów.
Omszała Łapa [KC]
xxxZnowu to samo, tylko tym razem z zapachem. Trawa, trawa, trawa… liście, wilgoć charakterystyczna dla obecnej pory. Wrzos zmarszczyła mocniej nos, wstała niesiona iskierką nadziei. Co to był za zapach? Czuła go przed chwilą, nie był trawą ani liśćmi, kojarzył się z obozem. Zrobiła kilka kroków w przód, podniosła wyżej nos. Zmarszczyła się. Tym razem nie w wyrazie skupienia. Zapach piszczek. To była ostatnia interesująca ją w tym momencie rzecz, mniej nawet niż ta padlina. Chwila, padlina? Wrzos otworzyła oczy. Nie było to co prawda to samym co zioła, ale… zawsze to jakieś urozmaicenie wycieczki. Zresztą w najbliższej okolicy przekonała się już że nie ma ziół, więc co jej szkodzi podejść? Może tam bardziej jej się poszczęści.
Kotka wodzona przeróżnymi zapachami gnała przed siebie, tym razem nie zwracając uwagi na najmniejszy szczegół pod łapami. Kiedy to przed nią pojawiał się coraz to bardziej żywy, bogaty krajobraz, dostrzegła wysokie, nienaturalne łodyżki. No, trawą to nie było, na chwasta też nie wyglądało. Obok dużych liści pokazywały się małe, białe kwiatki, które jednak były zwinięte i nieśmiało pokazywały się na światło dziennie. Oho! Czyżby znalazła coś interesującego? Czyżby zioła pojawiały się w momencie, gdy ich szczególnie nie szukano?
Niziutka koteczka o krągłym brzuszku, czterech patyczkowatych nogach, biczowatym ogonie i lekko podłużnym pyszczku wyposażonym w nietoperze uszy i piegowaty nos, otoczony długimi, mlecznobiałymi wibrysami. Krótkowłosa, biała w rude pręgowane tygrysio plamy na szczycie głowy i uszach, całym ogonie, przednim lewym „łokciu” i plecach. Oczy duże, ciemnobrązowe, prawie zlewające się barwą ze źrenicą. Szelmowski uśmiech.
Śmiała, wesoła, niepokorna koteczka ze skłonnością do zadawania dziwnych pytań. Uparta, dziecinna jak to kociak, ale też pamiętliwa i niezdająca sobie sprawy z granic innych kotów.
Omszała Łapa [KC]
xxxZ uniesionym nosem kroczyła za może niezbyt przyjemną, ale z pewnością ciekawą wonią wroniej strawy, na krótką chwilę zrzucając poszukiwanie ziół na dalszy plan… które jednak nadal na jej liście priorytetów znajdowało się bardzo wysoko. Nic więc dziwnego, że dostrzegając po drodze kątem oka biel, nijak mającą się do żółci i zieleni uschniętych traw czy ciepłych barw opadłych liści, natychmiast się zatrzymała i szybko odwróciła w stronę ukwiecionej roślinki. Wręcz doskoczyła do niej uśmiechając się nieznacznie, nawet nie komentując w myślach paradoksu, jakim było znalezienie ziela akurat w momencie gdy się go szczególnie nie wypatrywano. xxxZamiast tego rozwarła szczęki wzdłuż łodygi i… zawahała się. A co jeśli sok tej niepozornej rośliny jest trucizną? Albo to nie łodyga i jej liście leczą, tylko korzenie? Takie drobne kwiatki mają w ogóle coś na wzór drzewnych korzeni? Zmarszczyła delikatnie brewki. Nie przekona się dopóki nie sprawdzi. Powoli zaczęła podkopywać roślinę ze zdziwieniem odkrywając… coś na wzór żółtawej, wytrzymalszej pajęczyny ciasno oplatającej grudki ziemi i wyrastającej prosto z łodygi. Wrzos jakoś nie widziało się by komukolwiek chciało się czyścić te niteczki, z zamiarem ich zjedzenia, ale kto wie? Wzruszyła ramionami i ostrożnie podniosła (przez jakiś znaleziony na boku kolorowy liść) wykopaną roślinę. Zadowolona z ogonem u góry, rozglądnęła się dookoła. Może było tu więcej podobnych roślinek?
Nic dziwnego, że młoda terminatorka zainteresowała się swoim znaleziskiem. Znalezione zielsko znacznie różniło się od zwykłych traw i krzewów, choć nie mogła mieć pewności, że to zioło - zawsze mogła znaleźć najzwyklejszy chwast, taki jak każdy inny. Podchodząc jednak do znaleziska mogła zdać sobie sprawę, że zioło było zupełnie wyniszczone i niezdatne o użytku. Niestety, to chyba nie był szczęśliwy dzień Wrzosowej Łapy. Dalsze poszukiwania również okazały się bezowocne.
Niziutka koteczka o krągłym brzuszku, czterech patyczkowatych nogach, biczowatym ogonie i lekko podłużnym pyszczku wyposażonym w nietoperze uszy i piegowaty nos, otoczony długimi, mlecznobiałymi wibrysami. Krótkowłosa, biała w rude pręgowane tygrysio plamy na szczycie głowy i uszach, całym ogonie, przednim lewym „łokciu” i plecach. Oczy duże, ciemnobrązowe, prawie zlewające się barwą ze źrenicą. Szelmowski uśmiech.
Śmiała, wesoła, niepokorna koteczka ze skłonnością do zadawania dziwnych pytań. Uparta, dziecinna jak to kociak, ale też pamiętliwa i niezdająca sobie sprawy z granic innych kotów.
Omszała Łapa [KC]
xxxZdając sobie sprawę z kruchości znalezisko, nie tylko metaforycznego, ale też całkowicie dosłownego - w końcu liście, choć duże i bez wątpienia pochodzące od przyziemnej roślinki, zdawały się kruchsze od nawet najsuchszych liści Rozłożystego Drzewa, łodyżka żółciutka, a kwiatuszki zwiędłe - nosiła w pysku roślinkę jak najdelikatniej umiała i skutecznie odpędzając od siebie wątpliwości co do możliwej przydatności tej roślinki (przecież korzenie były nienaruszone, na pewno da się z nich coś zrobić! A ususzone liście? Tym lepiej, przynajmniej nie zgniją), parła dalej do przodu. Dopiero po pochyleniu się nad kolejną kępką (okazało się, że znowu tej najpowszechniejszej) zorientowawszy się iż… krucha roślinka wykruszyła się do połowy od samego noszenia. Zganiła ją wzrokiem i pokręciła głową z dezaprobatą. xxx– Nie ładnie tak bez ostrzeżenia – Prychnęła cicho, rozśmieszona sama przez siebie nonsensownością swoich słów. – Teraz nie wyleczysz… Kota. Może nawet nie ocalisz mu życia! Masz jego krew na… na liściach! – Okrzyknęła oskarżycielsko i znowu cicho prychnęła, grożąc pazurem roślince pazurem, po czym… odcinając sobie jeden zeschnięty, ostatni kompletny liść, korzonki, a nieliczne poszarpane malutkie kwiatki wkładają sobie… na głowę! A co! Z tak ograniczonym aasortymentem bardziej chyba botanicznym niż leczniczym ruszyła uparcie dalej, dla rozgrzania przyspieszając trochę przy wypatrywaniu wyjątkowych roślinek tempa.
Ruda kotka ruszyła dalej, niestety z zerowymi zdobyczami, ale spokojnie, dzień był jeszcze młody, a zdawało się że terminatorce wcale nie ubywało zapału. Mijała różne rośliny, lecz żadne z nich nie przypominały czegoś, co można było nazwać ziołem. A jeśli rzeczywiście coś takiego było, to były albo zdeptane, poniszczone i suche, albo tak małe, że nie dało się tego nawet w zęby chwycić. I kiedy już można było powiedzieć, że kolejne poszukiwanie Wrzosowej Łapy spaliło na panewce, kiedy to dostrzegła... kocią sylwetkę. Nieznajoma była średniego wzrostu, miała krótki, poszarpany ogon. Jedno ucho miała małe, podwinięte pod siebie, drugiego zaś... najwyraźniej nie było. Jej krótka sierść była posklejana, brudna i zakurzona, a mimo to dobrze można było stwierdzić, że widnieją na niej trzy kolory - jedna, duża szara plama rozprzestrzeniała się na jej zadzie, druga, mniejsza, występowała zaś między uszami. Rude pasma przecinały grzbiet kotki, a także pokrywały całe zdrowe ucho. Rude plamy występowały także na jej trzech łapach - obu tylnych i jednej przedniej, tej lewej. Śnieżnobiały kolor za to górował nad absolutnie wszystkimi - pokrył cały ogon, łapy, pysk, pierś i barki nieznajomej. Kotka stała tyłem do rudawej terminatorki, przez co nie zauważyła jej zupełnie.
Niziutka koteczka o krągłym brzuszku, czterech patyczkowatych nogach, biczowatym ogonie i lekko podłużnym pyszczku wyposażonym w nietoperze uszy i piegowaty nos, otoczony długimi, mlecznobiałymi wibrysami. Krótkowłosa, biała w rude pręgowane tygrysio plamy na szczycie głowy i uszach, całym ogonie, przednim lewym „łokciu” i plecach. Oczy duże, ciemnobrązowe, prawie zlewające się barwą ze źrenicą. Szelmowski uśmiech.
Śmiała, wesoła, niepokorna koteczka ze skłonnością do zadawania dziwnych pytań. Uparta, dziecinna jak to kociak, ale też pamiętliwa i niezdająca sobie sprawy z granic innych kotów.
Omszała Łapa [KC]
xxxSzła i szła, raz na jakiś czas tupnąwszy silniej nogą, wynuciwszy jakąś krótką melodię czy to nachyliwszy się nad jakąś roślinką - i w zależności od humoru, udzielając ją spojrzeniem pełnym litości, nagany lub rozbawienia - wytrwale wędrowała, czujnie pilnując swoich ruchów (by te nie stały się monotonne) i myśli (by te nie zawędrowały w niechcianym kierunku). xxxPokręciła głową nad kolejnym zdekompletowanym kwiatkiem. Zaczynały jej się kończyć pomysły na reakcje na te mikre znaleziska! Jak Lśniąca Sadzawka i Krwawnikowy Liść cokolwiek znajdowali w tych zakątkach?! Może pora poszukać gdzieś indziej? Albo bieluchy podstępnie ogołociły całe wichrowe tereny z wszystkich pożytecznych chaszczy! Jeszcze chwila i naprawdę w to uwierzy!! Chyba, że... do szukania ziół też potrzebna jest jakaś tajemna medyczna wiedza? Ale przecież udało jej się znaleźć jeden okaz nie-trawy! Wprawdzie udało jej się z niego wyciągnąć zaledwie korzonki, jeden ususzony i może nadgniły liść oraz kilka zdobiących ją teraz kwiatuszków… no ale jednak! xxxZ zaciętą minką podniosła głowę znad kępki traw i… xxx– No leczniczym ziołem to ty chyba nie jesteś – prychnęła rozbawiona, ale też trochę… zawiedziona. Zapachy zwierzyny, padlina, kwiatki, a teraz jakiś nie-klanowy kot w samym środku terenów Klanu Wichru. To wszystko było naprawdę interesujące, no ale nie w tym momencie!
Mała, smukła kotka o drobnej budowie i dużych, zielonkawych oczach. Ślepia zdają się wręcz emanować ciepłem, wewnętrznym spokojem, życzliwością, w jej przypadku całkowicie odzwierciedlając duszę. Szaro-bura, raczej krótsza, niż dłuższa sierść przeplatana jest ciemniejszym futerkiem, tworzącym tygrysie pręgi. Najwyraźniejsze na mordce, ozdabiają ją wraz z wąsami. Jaśniejszy odcień szarości przyjmują końcówki łapek, podbrzusze oraz pyszczek. Spośród innych może wyróżniać ją lewe, ciemniejsze ucho, dzięki któremu łatwo rozpoznać jej sylwetkę z daleka.
Zmienna. To słowo powie o niej najwięcej. Trzyma się jednak ustalonych przez siebie zasad, podążając od dawna znaną ścieżką. Bez względu na wszystko pozostanie lojalna, szczera, lecz nie do bólu i ciepła, chociaż czasem tylko w głębi serca. Bywa zdystansowana, ironiczna, chociaż to jedynie pozory. Wynikają z faktu, że kotka jest nieufna i nie chce zostać zraniona. Często 'gra' kogoś innego, zazwyczaj, gdy przebywa wśród obcych. W obozie jest po prostu sobą - oddana, pomocna, ale pozostająca na uboczu. Woli słuchać niż się wypowiadać, częściej milczy, odpływając w świat własnych przemyśleń. Zdecydowanie można na niej polegać, wiedząc że dotrzyma danego słowa.
Mętna Łapa [krz], Mała Łapa vel Huba [kw]
W większości biała, nieznajoma bez jednego ucha drgnęła na dźwięk głosu. I to chyba nie tylko z zaskoczenia. Sprawiała wrażenie kota, który nieczęsto słyszał innych, raczej nie przebywał w towarzystwie. Odwróciła się powoli przez prawy bark. Wrzosowa Łapa nie mogła widzieć, że asekuracyjnie wysunęła pazury, ale gdy dostrzegła kątem oka zadziorną, acz nie niebezpieczną (na pierwszy rzut oka!) mordkę terminatorki, wypuściła z siebie powietrze ze świstem.
– Czy dojdę tędy do wody? – spytała pewnie, od razu, tak jakby to pytanie chodziło jej po głowie od samego świtu. Ustawiła się do kotki przodem, ukazując całą swoją aparycję.
Niziutka koteczka o krągłym brzuszku, czterech patyczkowatych nogach, biczowatym ogonie i lekko podłużnym pyszczku wyposażonym w nietoperze uszy i piegowaty nos, otoczony długimi, mlecznobiałymi wibrysami. Krótkowłosa, biała w rude pręgowane tygrysio plamy na szczycie głowy i uszach, całym ogonie, przednim lewym „łokciu” i plecach. Oczy duże, ciemnobrązowe, prawie zlewające się barwą ze źrenicą. Szelmowski uśmiech.
Śmiała, wesoła, niepokorna koteczka ze skłonnością do zadawania dziwnych pytań. Uparta, dziecinna jak to kociak, ale też pamiętliwa i niezdająca sobie sprawy z granic innych kotów.
Omszała Łapa [KC]
xxx– A gdzie maniery? – odparła karcąco, równocześnie unosząc jedną brew i przekręcając główkę. Zupełnie jakby sama, regularnie, i w dodatku specjalnie nie ignorowała przy kontaktach z prawie wszystkimi klanowiczami wszelkie grzecznościowe formuły. Zresztą, samotniczka i tak nie mogła jej tego wypomnieć. W końcu kompletnie jej nie znała! Wrzos uśmiechnęła się szerzej. Samotniczka-jej-kompletnie-nie-znała, nawet z widzenia czy najpowierzchowniejszych plotek! Wrzos mogłaby jej powiedzieć, że jest córką Khrniklpluska, na co dzień śpi w wielkim kwiatku i zarządza Klanem kotów-gigantów, a nie-ucha kłapoucha nie miałaby nic (prócz zdrowego rozsądku, ale ten z pewnością dało się przegadać!) by podważyć jej słowa. To było na swój sposób ekscytujące. xxx– Niedźwiedzica – zaprezentowała swoje naprędce wymyślone imię i ani na chwilę nie spuszczając - z pyska szelmowskiego uśmiechu - a z nowopoznanej kocicy wzroku, ukłoniła się niczym dama…. po czym wyrwała do przodu, w mgnienie niwelując, dzielący je dystans. xxx– Tędy? – szybko rzuciła, zadarła głowę do góry, jak ciekawski brzdąc. Zerknęła za kocicę. Z jednej strony, z drugiej strony, wreszcie wstała i obeszła ją. Przelotnie spojrzała na poczochrany krótki ogonek, uniosła brwi, ale to nie on ją interesował! Odwróciła gwałtownie główkę, rozejrzała po fragmencie przedtem zasłoniętych przez kocicę ziołorośli. To by była dopiero farsa, gdyby przez jakąś samotniczkę, przeoczyła być może przydatną roślinę! – Którędy? – dodała w eter.
Mała, smukła kotka o drobnej budowie i dużych, zielonkawych oczach. Ślepia zdają się wręcz emanować ciepłem, wewnętrznym spokojem, życzliwością, w jej przypadku całkowicie odzwierciedlając duszę. Szaro-bura, raczej krótsza, niż dłuższa sierść przeplatana jest ciemniejszym futerkiem, tworzącym tygrysie pręgi. Najwyraźniejsze na mordce, ozdabiają ją wraz z wąsami. Jaśniejszy odcień szarości przyjmują końcówki łapek, podbrzusze oraz pyszczek. Spośród innych może wyróżniać ją lewe, ciemniejsze ucho, dzięki któremu łatwo rozpoznać jej sylwetkę z daleka.
Zmienna. To słowo powie o niej najwięcej. Trzyma się jednak ustalonych przez siebie zasad, podążając od dawna znaną ścieżką. Bez względu na wszystko pozostanie lojalna, szczera, lecz nie do bólu i ciepła, chociaż czasem tylko w głębi serca. Bywa zdystansowana, ironiczna, chociaż to jedynie pozory. Wynikają z faktu, że kotka jest nieufna i nie chce zostać zraniona. Często 'gra' kogoś innego, zazwyczaj, gdy przebywa wśród obcych. W obozie jest po prostu sobą - oddana, pomocna, ale pozostająca na uboczu. Woli słuchać niż się wypowiadać, częściej milczy, odpływając w świat własnych przemyśleń. Zdecydowanie można na niej polegać, wiedząc że dotrzyma danego słowa.
Mętna Łapa [krz], Mała Łapa vel Huba [kw]
Nieznajoma przypominała potencjalnego-typowego Wichrzaka doborem kolorów na futrze. Poza tym była mocno postrzępiona przez życie; to jest niewiadomego pochodzenia kły i pazury. Ktoś mógłby wziąć ją za wojowniczkę, ale zapach nie wskazywał na klanowe pochodzenie. Chwilowa nerwowość, którą można było zaobserwować u niej na pierwszy rzut oka, ulotniła się. Była z pewnością zaprawioną w bojach kocicą, lecz aktualnie wyczerpaną, stąd brak wystarczającej czujności. Mimo to, prezentowała się całkiem dumnie, a w oczach lśniła jakaś motywacja do działania.
– Gdyby w życiu spotkało Cię tyle, ile przytrafiło się mi, wiedziałabyś już, że maniery nie pomagają w przeżyciu. Powiem Ci więcej: zwykle okazują się całkowicie zbędne. No, chyba że, nie wiem, planujesz przypodobać się ludziom, by wyżebrać kość kurczaka i resztki mięsa, które i tak zostaną przez te kreatury wyrzucone do śmieci. – odgryzła się kocica, mrużąc ślepia, tak jakby przed oczami stanęła jej sytuacja z życia wzięta. – Powiem Ci, że nie wyglądasz, ale istotnie, pozory mylą. Słuchaj. Nie mam nieskończenie dużo czasu. Widzę, że i ty, i ja czegoś szukamy. Szybko się mnie pozbędziesz i wrócisz do swoich spraw, a ja zaoszczędzę drogi.
Trójbarwna omiotła wzrokiem krzewy, po których chwilę temu przesuwało się czujne spojrzenie terminatorki. Ta pierwsza zwróciła uwagę na ewidentnie podgniłą resztkę, która kiedyś musiała być kwiatem, być może czerwonym.
Niziutka koteczka o krągłym brzuszku, czterech patyczkowatych nogach, biczowatym ogonie i lekko podłużnym pyszczku wyposażonym w nietoperze uszy i piegowaty nos, otoczony długimi, mlecznobiałymi wibrysami. Krótkowłosa, biała w rude pręgowane tygrysio plamy na szczycie głowy i uszach, całym ogonie, przednim lewym „łokciu” i plecach. Oczy duże, ciemnobrązowe, prawie zlewające się barwą ze źrenicą. Szelmowski uśmiech.
Śmiała, wesoła, niepokorna koteczka ze skłonnością do zadawania dziwnych pytań. Uparta, dziecinna jak to kociak, ale też pamiętliwa i niezdająca sobie sprawy z granic innych kotów.
Omszała Łapa [KC]
xxx– Skoro tak mówisz – odparła niezobowiązująco, nie zerkając nawet w stronę kocicy o, dopiero teraz zwróciła na to uwagę, wybrakowanym zapachu. Ciągle uważnie rozglądając się za jakąkolwiek przydatną rośliną, wzięła głęboki wdech i spróbowała się skupić na woni nie-uchej kłapouchej i wyłuskać z niej cokolwiek znanego lub wręcz przeciwnie - kompletnie obcego. Może właśnie tego kurczaka i śmieci, o których wspominała? Wrzos uśmiechnęła się sama do siebie pod nosem i zerknęła kątem oka na szylkretkę… która wpatrywała się prosto w jakieś czerwone strzępki! xxx– Ha! – z okrzykiem doskoczyła do kwiecistych resztek i z nieprzystającą wręcz szelmowskiemu pyskowi uwagą oraz ostrożnością obwąchała nadgniłą roślinkę. Pokręciła nad nią głową, zrezygnowana. Na krótko! Rozpromieniona ustawiła każdą swoją część ciała na sztorc, natchniona pomysłem. Odwróciła się w pełnym obrocie. Jednym susem wylądowała tuż przed kocicą… Czochranicą? Wrzos kiwnęła główką sama sobie. Taki przydomek o wiele lepiej pasował do doświadczonej, postrzępionej i szorstkiej, niewyjawiającej (i na własne życzenie dorabiającej się coraz to nowszych pseudonimów) swego imienia kocicy, niż nie-ucha kłapoucha! xxx– Albo pozbędę się dwóch spraw! – triumfalnie obwieszczyła Wrzos, po czym przekręciwszy łebek, spokojnie dodała: xxx– Drogę do wody, wskazują zioła i kwiaty. Widzisz tu jakieś nie-trawy? – Z szelmowskim uśmiechem zmieniła stronę nachylenia główki.
Mała, smukła kotka o drobnej budowie i dużych, zielonkawych oczach. Ślepia zdają się wręcz emanować ciepłem, wewnętrznym spokojem, życzliwością, w jej przypadku całkowicie odzwierciedlając duszę. Szaro-bura, raczej krótsza, niż dłuższa sierść przeplatana jest ciemniejszym futerkiem, tworzącym tygrysie pręgi. Najwyraźniejsze na mordce, ozdabiają ją wraz z wąsami. Jaśniejszy odcień szarości przyjmują końcówki łapek, podbrzusze oraz pyszczek. Spośród innych może wyróżniać ją lewe, ciemniejsze ucho, dzięki któremu łatwo rozpoznać jej sylwetkę z daleka.
Zmienna. To słowo powie o niej najwięcej. Trzyma się jednak ustalonych przez siebie zasad, podążając od dawna znaną ścieżką. Bez względu na wszystko pozostanie lojalna, szczera, lecz nie do bólu i ciepła, chociaż czasem tylko w głębi serca. Bywa zdystansowana, ironiczna, chociaż to jedynie pozory. Wynikają z faktu, że kotka jest nieufna i nie chce zostać zraniona. Często 'gra' kogoś innego, zazwyczaj, gdy przebywa wśród obcych. W obozie jest po prostu sobą - oddana, pomocna, ale pozostająca na uboczu. Woli słuchać niż się wypowiadać, częściej milczy, odpływając w świat własnych przemyśleń. Zdecydowanie można na niej polegać, wiedząc że dotrzyma danego słowa.
Mętna Łapa [krz], Mała Łapa vel Huba [kw]
Bezucha zmrużyła podejrzliwie ślepa. Widocznie nadpobudliwość biało-rudej pchły wydała się w jej opinii lekko na wyrost. Czemu ta młoda tak skakała? Nie znała lepszych sposobów na spożytkowanie energii? Gdy Wrzos w końcu prezentowała się względnie nieruchomo, zmierzyła ją zirytowanym spojrzeniem.
– Swojej sprawy też chcesz się pozbyć? Wyglądasz raczej na taką, która za czymś usilnie węszy. Myślisz, że ja Ci w czymś pomogę? – doklejony uśmiech terminatorki zaczynał działać starszej kotce na nerwy. – Chyba nażarłaś się mysich bobków. Przecież wszędzie leży błoto, w powietrzu kręcą się jak głupie, sterty liści, okropnie leje, a na dodatek zaraz zaczną się przymrozki. To się nazywa jesień i to nawet nie sam początek tej pory. Pewnie miałaś jeszcze mleko pod nosem, gdy wszystko kwitło. Kolejne miesiące przespałaś? Nawet z trawami nie jest teraz najlepiej, a co dopiero z kwiatami. Zachciało Ci się jeszcze ziół? Gdyby zielsko było w stanie wskazać drogę, może mniej kotów włóczyłoby się po świecie bez celu. Naiwnym sprzedawaj takie teksty.
Powstrzymała się przed prychnięciem, ale nie zrezygnowała z trzepnięcia kikutem. Cały czas stała, a z czasem coraz mocniej się garbiła. Krótka sierść była wyraźnie napięta na odstających łopatkach, ale łapy nieznajomej przyozdabiały wyrzeźbione mięśnie i to takie z prawdziwego zdarzenia, kontrastujące z oklapniętym uchem. Bohaterka dzisiejszego spotkania miała bez wątpienia ciekawy rodowód: ale jaki? Poturbowana przez los samotniczka; skrzywdzona ex-pieszczoszka walcząca o przeżycie każdego kolejnego dnia na wolności czy jeszcze bardziej zagadkowa kocia persona? Cóż, nie wyglądała jednak jak świętej pamięci Krzywucha, ani jej potomkini.
Niziutka koteczka o krągłym brzuszku, czterech patyczkowatych nogach, biczowatym ogonie i lekko podłużnym pyszczku wyposażonym w nietoperze uszy i piegowaty nos, otoczony długimi, mlecznobiałymi wibrysami. Krótkowłosa, biała w rude pręgowane tygrysio plamy na szczycie głowy i uszach, całym ogonie, przednim lewym „łokciu” i plecach. Oczy duże, ciemnobrązowe, prawie zlewające się barwą ze źrenicą. Szelmowski uśmiech.
Śmiała, wesoła, niepokorna koteczka ze skłonnością do zadawania dziwnych pytań. Uparta, dziecinna jak to kociak, ale też pamiętliwa i niezdająca sobie sprawy z granic innych kotów.
Omszała Łapa [KC]
xxxMyślisz, że ja Ci w czymś pomogę? Wrzos puściła oczko do samotniczki. A co, nie pomożesz? Wolisz się błąkać? A może bić z jakimś patrolem? - cichutko i wesoło (, bo jakżeby inaczej!) parsknęła do swoich myśli. Co za niedomyślna sztuka. I napięta. Z niezdzieralnym uśmiechem Wrzosik cofnęła się na spiętych nogach o krok, jakby chcąc objąć Czochranicę w całości wzrokiem. xxx– Jesień – zasmakowała w ustach (już trzecie!) nieznane słowo niczym delikatne mięsko młodej, tłustej myszki. Zapatrzyła się na chwilę przed siebie nieobecnym wzrokiem czarnych, głębokich patrzałek. Zamrugała. Rozwarła szerzej powieki, niezrażona opryskliwością rozmówczyni, na nowo pogodnie, może odrobinę zaczepnie się do niej zwróciła. – Ziółka, kwiatki, miodek, nitki pajęczych plecionek… – prędko wymieniła, robiąc jedno małe kółko wokół własnej osi. Stanęła, skłoniła się nisko, zupełnie jak na samym początku ich znajomości. – cokolwiek przydatnego medykowi – dookreśliła– za wskazanie drogi. – No już jaśniej tego powiedzieć nie mogła! – To chyba niewysoka cena? – zakończyła i powróciła do wyjściowej pozycji. Szerokiego uśmiechu, przekręconej na bok główki, ciekawskiego spojrzenia… tylko tylnie nogi ustawiły się trochę inaczej, spięte, gotowe do ucieczki. Najwidoczniej przejawiały więcej rozsądku niż ich właścicielka.