Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
- Krokusowa Łapo, wystarczy. - powiedziałem terminatorce. To zrozumiałe, że za wszelką cenę chciała pomóc kotu, który zgubił swoje dziecko. Miała dobre serduszko, ale do niektórych nie warto wyciągać łapy, bo ją odtrącą. Tak jak ten tutaj. Oczywiście, że zaatakowałem bez pytania o przyczynę konfliktu bo kot z mojego klanu bił się z przybłędą na naszych terenach. Zrozumiałym i jedynym słusznym wyjściem było udzielenie pomocy, bez wchodzenia w szczegóły. Natychmiast przerwałem walkę, gdy dowiedziałem się o co chodziło i tyle. Gdyby docierało do niego to, co mówimy to do całej sytuacji by nie doszło. To uwłaczające, żeby wchodzić do dupy komuś, kto obraża cię w taki sposób jak ten tutaj.
- Nikt się nie rusza. Możesz odejść i liczyć na ponowne spotkanie z córką, albo zginąć bez żadnego celu. To twoja ostatnia szansa. - powiedziałem chłodno, dając mu szansę na odwrót i przeżycie. To, czy z niej skorzysta zależy tylko i wyłącznie od niego.
- Za twoją pomoc dziękuję, ale również musisz już iść. Nie możesz tutaj być. - dodałem, zwracając się do samotniczki. Nawet gdyby osłabiony starzec planował ponownie się na nas rzucić, w jego obecnym stanie jesteśmy w stanie sobie z nim poradzić we dwójkę. Jej pomoc była przydatna, jak najbardziej, ale poza słownymi podziękowaniami nie należało się nic więcej - nie prosiliśmy o wsparcie. Samotnik nie ma prawa przebywać na naszych terenach. Żaden.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Bandzior z każdą chwilą patrzył na nich z coraz to większą pogardą. Od zawsze nie lubił, gdy wchodzono mu w paradę. Larwy z klanu nie były inne, nie potrafiły uszanować, że ktoś miał inne życie, inne problemy... oni zdecydowanie nie wiedzieli jak to jest. Stracić córkę. Zgubić ją, do czego za żadne skarby nie potrafił się przyznać. Chciał tylko ją znaleźć, wiedział, że mogła tu być. Nie chciał przecież bójki, a skończyło się tak, że stał przed gromadą kotów gotowych pożreć go żywcem. Nie był głupi, wiedział, że musiał się wycofać. Nie zamierzał jednak przestać szukać córki, jeśli okaże się, że była gdzieś w pobliżu...
Nie odpowiedział. Charknął tylko pod nosem i skrzywił się nieznacznie. W jednym ta głupia larwa miała rację - Robaczek nie musiała tracić dziś ojca. Bandzior przymknął jedno oko i machnął ogonem, po czym rzeczywiście się wycofał aż do samej granicy. I dalej, choć szedł wolno przez nabyte rany w pojedynku.
bandzior: S: 12 (16) | Zr: 8 (15) | Sz: 6 (13) | Zm: 8 (10) | HP: 31/75| W: 53/65
❀ -4 do szybkości i zręczności: walka 1:4
❀ spadek do 1/2 hp: statystyki spadają o 1/4
» rana 0. stopnia: wyrwany skrawek futra spod oka.
» rana 0. stopnia: siniak na piersi.
» rana 1. stopnia: ugryzienie w okolicach gardła (krwawi, -1hp co turę aż do końca walki)
» rana 1. stopnia: ugryzienie na karku (krwawi, -1hp co turę aż do końca walki).
» rana 2. stopnia: drugie ugryzienie na karku (krwawi, w pierwszej turze -3hp, w następnych -2hp aż do końca walki).
» rana 2. stopnia: długie ślady po pazurach na lewym boku (krwawi, w pierwszej turze -3hp, w następnych -2hp aż do końca walki).
Serce waliło jej jak dzwon a sierść pozostawała nastroszona. Zacisnęła pysk w ciasną, prostą linię gdy Nocny Szkwał się odezwał, a raczej zakazał jej dalszego mówienia. Może i miał rację, może to, co mówiła w ogóle nie docierało do obcego kocura.
Rozluźniła się dopiero wtedy, gdy Bandzior, zamiast zaatakować, wycofał się. Pod samą granicę, tak, jak o to prosili; a Krokusowa Łapa odetchnęła, powietrze z niej zeszło. Zrobiła krok w bok, krok do przodu, krok w tył, kręciła się chwilę nerwowo w miejscu... i zaraz odwróciła do swojego mistrza stojącego obok. Oblizała pysk w nerwach. - Robaczek, my- musimy... ją znaleźć i mu odprowadzić, dalej musi gdzieś tu być.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
A Jaśminek, gdy wszystko się działo, po prostu stał w ciszy, skupiając się całkowicie na bandycie i czekając uważnie, aż ten wykona jakiś ruch. Gdy ten zamachnął się łapą, Jaśmin spiął mięśnie gotowy do uniku czy ochrony Krokus, jednak całe szczęście niepotrzebnie, bo była to tylko kulka piachu. W dodatku nie wycelowana w niego czy terminatorkę, więc cicho wypuścił powietrze nosem i poprawił swoją pozycję.
Kilka słów więcej od jego towarzyszy i nastała niepewność... Bandzior przyjmie propozycje czy może dalej będzie bronił swojego honoru. Łaciaty obstawiał drugą wersję, ale jednak... Ku jego zdziwieniu ten odszedł. Z łaciatego wydobył się głęboki oddech ulgi, a następnie zmęczony klapnął sobie na ziemi. Serce mu waliło jak szalone, a w żyłach buzowała krew, ale teraz mógł wreszcie złapać oddech.
- Przepraszam, a-ale nie byłem w stanie go przekonać, by odpuścił. Próbowałem mu powiedzieć, że odnajdziemy jego córkę, ale ten się upierał... I racja, powinniśmy ją jak najszybciej znaleźć... - wyrzucił, czując, że zebranym należą się jakieś wyjaśnienia. Sytuacja może nie była jego winą, ale no, czuł się jakby to on był za nią najbardziej odpowiedzialny. Przez ten cały stres nawet zapomniał, że wciąż krwawi...
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
- Nie przepraszaj. Wszyscy widzieliśmy jak się zachowywał. - odpowiedziałem, zdając sobie sprawę z tego, że to nie jest wina wojownika. Próbowałem jednak wymyślić dalszy plan działania, chcąc uniknąć... cóż, jakichkolwiek komplikacji. Sam byłem zbyt zmęczony, żeby ruszyć na poszukiwania, Kwitnący Jaśmin był ranny, a Krokusowej Łapy nie chciałem zostawiać samej sobie. Szczególnie, gdy samotniczka jeszcze nie odeszła i nie mogliśmy znać jej zamiarów. Westchnąłem.
- Kwitnący Jaśminie, wróć do obozu. Jesteś ranny, to zbyt niebezpieczne. Poinformuj o wszystkim Łabędzią Gwiazdę i wyznacz proszę dwóch wojowników, którzy spatrolują granice po drugiej stronie. Krokusowa Łapo, my przejdziemy się jeszcze tutaj, żeby upewnić się, że jej tu nie ma. - zarządziłem, w międzyczasie widząc, że samotniczka się oddala. Dobrze. Mimo to, nie mogłem pozwolić żeby Krokusowa Łapa wyruszyła na poszukiwania sama, widać było, że bardzo jej na tym zależało. Niestety, przeszedłem z nią jedynie kawałek i musiałem wracać do obozu, zmęczony zawrotami głowami. Wybłagała zgodę na kontynuowanie poszukiwań samotnie i cóż. Tyle.
zt
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Przeskakiwała z łapy na łapę, zdenerwowana i w oczekiwaniu na dalsze rozkazy ze strony mistrza. Łapy ją świerzbiły i chciała ruszyć w poszukiwaniu Robaczek już, teraz, natychmiast, ale nie mogła.
Niemal pobiegła na ślepo przed siebie gdy Nocny Szkwał zarządził, że przejdą się jej szukać, ale mentor szybko z tego zrezygnował. Zresztą, sama go namówiła, aby wrócił do obozu - był zmęczony, widziała to, powinien odpocząć. To samo Kwitnący Jaśmin, a ona? Ona była w pełni sił i bez choćby draśnięcia, a córka Bandziora dalej gdzieś tu była, zagubiona i wystraszona.
Obca samotniczka odeszła, mentor z Jaśminem wrócili do obozu, a ona miała misję do wykonania. Ruszyła przed siebie, szukając... czegoś. Tropu. Woni obcego kota innego, niż Bandzior i szara samotniczka która była tu chwilę temu, cokolwiek.
Wszyscy zniknęli nagle z pola walki, została jedna, biedna Krokus, która nie wyobrażała sobie zostawić tematu zagubionej Robaczek w spokoju. Zaczęła poszukiwać czegokolwiek, tropu, wskazówki, oddalając się nieco od Torfowego Rojstu. I był to dobry wybór, bo jeśli tylko nos jej nie zawiódł, to wyczuła delikatną, słodką woń. Była podobna do tej, którą zostawiał Bandzior, łatwo było można pomylić i kotka nie mogła być pewna, że to rzeczywiście ktoś nowy, a nie ten sam stary dziad, niemniej ten zapach był... świeży, delikatny, bliżej mu było do zapachu kwiatów i wiosny, niż do bagna i błota jak w przypadku burego samotnika.
Przypadła z nosem do ziemi prawie jak pies gończy, intensywnie wdychając woń i analizując ją. To nie był nikt z Klanu Rzeki, prawda? Nie, pachniało obco. Inaczej, niż Bandzior, ale obco, i inaczej niż samotniczka która chwilę temu się tu zjawiła znikąd i równie szybko zniknęła. Krokus żwawo pognała tym tropem, co kilka susów stając w miejscu, rozglądając się, węsząc znowu.
- Robaczku? Robaczku, twój tata cię szuka... jesteś tutaj? Proszę, pokaż się, jeśli mnie słyszysz, zabiorę cię do taty! - wołała gładkim, przepełnionym ciepłem i troską głosem, rozglądając się po zaroślach w poszukiwaniu... czegokolwiek. Kota. Nie wiedziała, jak Robaczek wygląda, niestety.
Terminatorka wołała za zaginioną samotniczką, jednak odpowiadała jej głucha cisza, czasami świst wiatru i szelest suchych gałązek pozbawionych liści. Całe szczęście, że woń się nie urywała, prowadziła ją prosto do Kretowiska. Nie wiadomo jednak było, czy znalazła trop poszukiwanej przez siebie koteczki, czy może czegoś jeszcze innego, nie mogła być tego pewna. Chwila jednak cierpliwości i spora szansa, że się dowie za czym tak truchta.
Kompletna cisza nie napawała jej entuzjazmem. Jeśli Robaczek coś się stało, to będzie to miała na sumieniu. I będzie miała na karku wściekłego Bandziora, to też nie było nic dobrego. Ale może po prostu była zbyt daleko, aby koteczka ją usłyszała? Musi gdzieś tu być, Krokus nie zamierzała się poddać, szukała dalej.
O tyle dobrze, że trop się nie urywał i prowadził dalej. Znalazłszy się na Kretowisku przystanęła, rozejrzała się uważnie w poszukiwaniu jakiejkolwiek obcej sylwetki. Ruszyła za tropem dalej, z nosem nisko przy ziemi.
Córka Raniuszka dotarła na Kretowisko, gdzie zapach zdawał się być jeszcze silniejszy. Co więcej, jeżeli tylko dobrze się przyjrzała, mogła ujrzeć malutkie łapki odbite na mokrej, świeżo przekopanej ziemi. Te zdecydowanie były podobne do kocich, żadnych innych, mogła być więc pewna, że jest coraz to bliżej.
Ślady kocich łap. Drobnych, jak świeżo mianowanego terminatora. Czy to był trop Robaczek? Miała nadzieję, że tak. Chociaż na tą krótką chwilę Krokusowa Łapa odczuła coś na rodzaj ulgi. Musiała być blisko, będzie dobrze, znajdzie Robaczek i odprowadzi ją do ojca. Wszystko będzie dobrze.
- Robaczku? - zawołała znowu, podążając za śladami w ziemi. Musiała być blisko.
Głucha cisza. Szelest liści, skrzypienie mrozu. W pewnym momencie jednak do uszu terminatorki doszedł cienki, cichy głos. Nie były to żadne konkretne słowa, albo kotka nie potrafiła jej zrozumieć, taka też była opcja. Niemniej cienkie, ciche miauknięcie dotarło do Krokusowej Łapy, było jednak odległe, musiała podejść bliżej by dostrzec kogo znalazła.
Przez tą chwilę ciszy Krokus była gotowa cofnąć się i przejść po śladach jeszcze raz. Może coś jej się pomyliło i szła w złą stronę, już sama nie była niczego pewna. Do jej uszu jednak dotarł cienki głos, odległe miauknięcie i to wystarczyło, aby ruszyła pędem w tamtym kierunku. Nawet, jeśli to nie Robaczek - choć, na wszystko, co dobre, jak bardzo chciała, aby to była Robaczek - to jeśli był to ktoś z Klanu Rzeki, może pomógłby jej szukać.
Pobiegła w kierunku dźwięku bez chwili zawahania, znowu wołając imię poszukiwanej kotki.
Krokusowa Łapa biegła, dopóki przed nią nie wyrosła dość głęboka dziura. W środku było parę patyków, liści, był też szron, a obok tego śmieciowiska... mogła dostrzec trzęsącą się kulkę, zdecydowanie mniejszą od niej, drobniejszą. Widziała tylko jej uszka, bo pyszczek miała skierowany do ziemi. Siedziała skulona, nie odezwała się pomimo, że na pewno słyszała wcześniejsze wołania terminatorki. No, Krokus ma to, czego chciała.