Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Musiała przyznać, że po prostu słowa Onyks, które wypowiedziała na sam koniec zainteresowały ją do tego stopnia, że nawet, gdyby naprawdę była na nią obrażona, to właśnie skończyłaby te swoje obrażanie się, żeby tylko zobaczyć o co chodziło orientalce. Niemniej, nie była na nią obrażona, a więc nie mogła ukryć uśmieszku, który pojawił się jej na pysku, gdy tylko Onyks się odezwała.
- No, takie słowa mi się podobają - odpowiedziała z rozbawieniem, równając krok z przyjaciółką, by wspólnie podążyć do miejsca, które ta obiecała jej pokazać, zastanawiając się, czy to było tego warte, czy nie!
Księżyce: 46 Płeć: kocur Matka: Perła Ojciec: Galopujący Koń, syn Galopującego Konia [ Marcepan ] Trwałe urazy: rozerwane prawe ucho [po walce z lisem]
wysoki, umięśniony, szczupły, długie, białe futro z pędzelkami na uszach, prawe oko niebieskie, lewe oko złote, rozerwane prawe ucho
Pewna część charakteru zdecydowanie pochodzi od jego dziadka - zwłaszcza tą część, która najpierw zmusza go do myślenia i potem do działania. W końcu po co się z kimś kłócić, skoro można załatwić to w inny sposób? Wykorzystał to w wymianie ze Strzygą i wykorzystywał jeszcze wcześniej. Sposób wymiany dóbr niezwykle przypadł mu do gustu.
Kocur jednak nie pragnął nigdy ani uznania ani... niczego. Po prostu sobie żyje, aby żyć i w niektórych momentach wykorzystać aby poznać coś nowego. Nie miał nigdy głębszego celu, raczej bezkonfliktowy typ. Nie jest chłodny ani wyrachowany. Po prostu... jest. I stara się zrozumieć życie na tyle, aby je przeżyć z godnością i móc coś z niego mieć.
Kokosanka wziął na swoje barki wyżywienie zarówno siebie jak i Strzygi. Każdego dnia starał się dawać jej coś dobrego - jej karma kota domowego na pewno nie przebijała świeżej myszy albo wróbla! W każdym razie, udało mu się w końcu znaleźć tą interesującą istotkę.
Kocur polubił ją. Uważał, że była nie tylko wyjątkowo urodziwa pod względem wyglądu, ale po prostu była... urocza. I trochę naiwna. Ale lubił ją! Dlatego też rzucił pod jej łapy tłustą, szarą mysz, po czym wyprężył się dumnie.
- To miejsce jest idealne do polowania! Zdecydowanie inaczej, niż w lesie. Pełno ich tutaj. - rzucił, spoglądając wymownie na zdobycz. - Jak ci minął dzień?
xxxxKiedy Kokosanka polował, Strzyga zazwyczaj kręciła się dookoła i szukała sobie zajęcia. Od paru dni byli na gospodarstwie i życie tutaj było naprawdę SUPER. Strzyga bawiła się z krowami, wchodziła koniom na grzbiety i ganiała się z kurami, a wieczorem kładła się na miękkiej słomie i wcale nie było tak bardzo źle, jak na początku myślała. Problem był taki, że kotka bardzo szybko się nudziła. Ile można bawić się z tymi wszystkimi zwierzętami? Zwłaszcza, że Kokosanka spał dużo dłużej od niej, więc pierwsze godziny dnia musiała zajmować się sama. Potem on polował dwa razy na dzień i też go nie było! N u d y! xxxxKiedy kocur przyszedł, akurat leżała grzbietem na podłodze i bawiła się zwisającą słomą. Przewróciła się jednak na bok, uśmiechając się szeroko. - Mmm!! Dziękuję! Wiesz, ostatnio widziałam jakiegoś ptaszka! Chciałam go złapać, ale zaraz odleciał... NIE DA SIĘ polować, przysięgam, to jakaś czarna magia! - przyznała, biorąc zachłanny kęs tłustej myszy. Bardzo doceniała pracę Kokosanki, gdyby nie on, umarłaby z głodu. - Kiedy w końcu JA będę umieć polować? - zapytała z wyczekiwaniem. Nie chciała być zależna od f a c e t a, nie było takiej opcji. xxxx- Och! Wiesz, byłam dziś u kur. Goniłam je, a one uciekały, śmieszne są! Widziałam jeszcze krowy... wiedziałeś, że nie wszystkie są czarno-białe? Niektóre są brązowo-białe!
Księżyce: 46 Płeć: kocur Matka: Perła Ojciec: Galopujący Koń, syn Galopującego Konia [ Marcepan ] Trwałe urazy: rozerwane prawe ucho [po walce z lisem]
wysoki, umięśniony, szczupły, długie, białe futro z pędzelkami na uszach, prawe oko niebieskie, lewe oko złote, rozerwane prawe ucho
Pewna część charakteru zdecydowanie pochodzi od jego dziadka - zwłaszcza tą część, która najpierw zmusza go do myślenia i potem do działania. W końcu po co się z kimś kłócić, skoro można załatwić to w inny sposób? Wykorzystał to w wymianie ze Strzygą i wykorzystywał jeszcze wcześniej. Sposób wymiany dóbr niezwykle przypadł mu do gustu.
Kocur jednak nie pragnął nigdy ani uznania ani... niczego. Po prostu sobie żyje, aby żyć i w niektórych momentach wykorzystać aby poznać coś nowego. Nie miał nigdy głębszego celu, raczej bezkonfliktowy typ. Nie jest chłodny ani wyrachowany. Po prostu... jest. I stara się zrozumieć życie na tyle, aby je przeżyć z godnością i móc coś z niego mieć.
Kokosanka lubił Strzygę. Jej towarzystwo było dla niego czymś potrzebnym, a dowiedział się o tym dopiero wtedy, gdy zaczął spędzać z nią więcej czasu. Z jednej strony żałował on, że opuściła swój dom i właścicieli, z drugiej jednak strony, niezwykle go to radowało. Łaknął on jej towarzystwa, gdyż było one czymś zupełnie innym. Nowym. Matka kocura była po prostu... irytująca i uznawała wszystko za niezwykle zabawne, jego siostry sobie po prostu żyły. Koty z jego grupy otaczały go całe życie! Za to Strzyga była kimś zupełnie nowym.
- Wystarczy wprawa - stwierdził spokojnie, uśmiechając się lekko do kotki. Delikatnie przejechał ogonem po ziemi, przekrzywiając głowę w bok - Kiedyś cię nauczę... Najlepiej jak coś upoluję szybciej, to wtedy nie będziemy się przejmować głodówką, gdyby się nie udało. - dodał, przykrywając łapy ogonem. Kokosanka nie chciał uczyć Strzygi polować. W każdym razie nie tak szybko. Aktualnie podobało mu się to, iż była zależna od tego, czy coś upoluje czy nie. Była zależna od jego dobra, a to oznaczało, że go potrzebowała! A Kokosanka lubił czuć się potrzebny. Poza tym wolał się wymienić z nią czymś za to, że ją nauczy polować - a wierząc temu, co mówił mu dziadek, to w Klanie Gromu i tak niestety prędzej czy później będą ją tego uczyć.
- Niesamowite! - wiedział, że krowy miały różne kolory, ale nie chciał ostudzać jej entuzjazmu. Koniec końców on wychowywał się na wolności, dla Strzygi wszystko było nowe i miała prawo się ekscytować. Poza tym było to dziwnie satysfakcjonujące, móc patrzeć na to, jak odkrywa świat i się nim zachwyca.
- Zorientowałem się nieco w terenie dzisiaj. Wydaje mi się, że jesteśmy już co raz bliżej Klanu Gromu, ale wolę się jeszcze upewnić. - biały wiedział, że już byli przy granicach Klanu Gromu, ale sytuacja w jakiej się znaleźli była dla niego... komfortowa. I gdyby nie dziadek, nękający go w snach, to byłoby zdecydowanie lepiej!
xxxx- Mmm! Wiesz, spotkałam ostatnio paru kocurówww - przeciągnęła melodyjnie. Dziwnym trafem zawsze spotykała kocurów, sama nie wiedziała czemu! Jakby ich sama przyciągała, tylko po co? - Jeden mi nieco opowiedział o podstawach polowania! Jeszcze trochę poćwiczę i dam radę złapać coś SAMA - pochwaliła się dumnie, nie mając pojęcia, że Kokosanka wcale nie chciał by ta tak szybko się uczyła. Niemniej faktycznie, Smok zaproponował jej naukę i ona z niej skorzystała. W końcu wiedza sama wpadła jej w łapy, nie mogła zrezygnować! Jej ogon zawirował z ekscytacją gdy o tym opowiadała. - Wiesz, jak już będę w Klanie Gromu, to będę NAJLEPSZĄ gromową wszechczasów! Na pewno - dodała dumna z siebie. Wiedziała, że tak będzie. Była mega odważna i szybko się uczyła, musiała zostać mega super hiper fajna jak najszybciej się tylko dało. xxxx- Och! Okej! I co... co, jak już będziemy. Przy terenach Klanu Gromu. Co dalej? - zapytała z zainteresowaniem, jedząc dalej swoją myszkę.
Księżyce: 46 Płeć: kocur Matka: Perła Ojciec: Galopujący Koń, syn Galopującego Konia [ Marcepan ] Trwałe urazy: rozerwane prawe ucho [po walce z lisem]
wysoki, umięśniony, szczupły, długie, białe futro z pędzelkami na uszach, prawe oko niebieskie, lewe oko złote, rozerwane prawe ucho
Pewna część charakteru zdecydowanie pochodzi od jego dziadka - zwłaszcza tą część, która najpierw zmusza go do myślenia i potem do działania. W końcu po co się z kimś kłócić, skoro można załatwić to w inny sposób? Wykorzystał to w wymianie ze Strzygą i wykorzystywał jeszcze wcześniej. Sposób wymiany dóbr niezwykle przypadł mu do gustu.
Kocur jednak nie pragnął nigdy ani uznania ani... niczego. Po prostu sobie żyje, aby żyć i w niektórych momentach wykorzystać aby poznać coś nowego. Nie miał nigdy głębszego celu, raczej bezkonfliktowy typ. Nie jest chłodny ani wyrachowany. Po prostu... jest. I stara się zrozumieć życie na tyle, aby je przeżyć z godnością i móc coś z niego mieć.
- Ko...OH...To...miło... - Kokosanka powstrzymywał się przed skrzywieniem się. Wizja tego, iż kotka pozna kogoś bardziej interesującego, była dla nieco nieco... paraliżująca. Nie chciałby, aby go zostawiła, ponieważ jakiś inny kocur stanie się ciekawszy i po prostu lepszy we wszystkim. A sam fakt, że jeden już OPOWIEDZIAŁ JEJ o POLOWANIU! Przecież to oznaczało, że się usamodzielni! I że nie będzie go potrzebować! Aktualnie była od niego zależna pod względem jedzenia, a jeśli nauczy się polować to zda sobie sprawę, że Kokosanka nie jest jej potrzebny! No przecież to oczywiście! Kocur zauważył jej ekscytację, gdy podzieliła się z nim tym faktem. Ciężko było mu przełknąć ten fakt.
- Oczywiście, że będziesz najlepsza - odparł, uśmiechając się do niej lekko, chcąc zamaskować swoje poprzednie, skrajne emocje. - A ja będę zaraz obok ciebie i będziemy najlepsi razem. - dodał.
- Wtedy będziemy musieli poczekać na ich patrol i poprosić o spotkanie z ich przywódcą. Potem ja zacznę mówić, przedstawię nas i co robimy oraz czego oczekujemy... A skoro już o tym mowa, to może lepiej byłoby jakbyśmy przedstawili cię jako potomka kogoś z Klanu Gromu... Tylko nie wiem kogo, bo nikogo poza moim dziadkiem nie znam...
xxxx- Mmm! Miło! Wiesz, jeden mnie nazwał słoneczkiem. Ty mnie tak nigdy nie nazywasz słoneczkiem - opuściła uszy, pokazując, że jest jej bardzo smutno z tego powodu. - Wymyśl mi jakąś ksywkę! - powiedziała zaraz, a po jej smutku nie było śladu. Lubiła dostawać ksywki, podobało jej się! Od Kokosanki też chciałaby mieć. W końcu to z nim ma spędzić następne... dłuuuugo, więc chciałaby mieć od niego coś takiego, no, specjalnego! xxxx- Mhm! Najlepsi razem - pokiwała głową. Zupełnie nie była świadoma myśli kocura, nie wiedziała, że tylko podsycała jego zazdrość i strach przed porzuceniem. Była tak beztroska w swojej niewiedzy, że aż urocza. Nie robiła tego z premedytacją, choć gdyby wiedziała, pewnie by robiła. Zabawnym było wzbudzać w nim takie uczucia. xxxxPokręciła szybko głową. - Nie.... chcę - powiedziała szybko, nagle poważniejąc. Chyba pierwszy raz w ich znajomości, nie licząc sytuacji, gdzie uciekała z płonącego domu. - Nie chcę... udawać, że jestem powiązana. Powiem, że mieszkałam w domu. I, że ten się zajął... og... niem - dodała. Nie chciała udawać, nie chciała kłamać, nie w tym temacie. Jakoś jej... było z tym źle. Nie byłoby to fair w stosunku do jej właścicieli.
Księżyce: 46 Płeć: kocur Matka: Perła Ojciec: Galopujący Koń, syn Galopującego Konia [ Marcepan ] Trwałe urazy: rozerwane prawe ucho [po walce z lisem]
wysoki, umięśniony, szczupły, długie, białe futro z pędzelkami na uszach, prawe oko niebieskie, lewe oko złote, rozerwane prawe ucho
Pewna część charakteru zdecydowanie pochodzi od jego dziadka - zwłaszcza tą część, która najpierw zmusza go do myślenia i potem do działania. W końcu po co się z kimś kłócić, skoro można załatwić to w inny sposób? Wykorzystał to w wymianie ze Strzygą i wykorzystywał jeszcze wcześniej. Sposób wymiany dóbr niezwykle przypadł mu do gustu.
Kocur jednak nie pragnął nigdy ani uznania ani... niczego. Po prostu sobie żyje, aby żyć i w niektórych momentach wykorzystać aby poznać coś nowego. Nie miał nigdy głębszego celu, raczej bezkonfliktowy typ. Nie jest chłodny ani wyrachowany. Po prostu... jest. I stara się zrozumieć życie na tyle, aby je przeżyć z godnością i móc coś z niego mieć.
- Słoneczkiem? - Kokosanka ledwo powstrzymał się przed położeniem uszu po sobie i skrzywieniem mordki. Nie podobało mu się, że jakieś obce kocury tak nazwały Strzygę. Nie powinny. Jeszcze postanowi zostać z nimi! I co wtedy miały ze sobą zrobić? - Ksywkę? - powtórzył z lekkim niedowierzaniem. Nie sądził, że dostanie takie zadanie od młodszej kotki. - No dobra. Ale to będzie coś bardziej oryginalnego niż słoneczko. Taką to każdy głupi potrafi wymyślać - stwierdził po chwili, uśmiechając się do niej delikatnie. Musiał jej pokazać, że traktował ją lepiej, jako kogoś bardziej wyjątkowego! A nie tak pospolicie.
Ucieszyło go to, iż chciała być najlepsza z nim. Nie sama, nie z nikim innym. Z nim. Podobało mu się to.
- Wybacz, że to zaproponowałem - przeprosiłem ją, lekko chyląc przed nią głowę. Nie chciał, aby czuła się źle z tego powodu. - Zrobimy tak, jak chcesz. Przekonamy przywódcę, żeby przyjął cię ze mną. No bo bez ciebie nie zamierzam dołączać do Klanu Gromu. Możemy wtedy spróbować dołączyć do innego klanu albo założyć własny.
xxxx- Aha! - potwierdziła bez zawahania. - Co ci, żeś taki zmarkotniały? - zapytała, ponownie wgryzając się w jej obiad. Jakiś dziwny się teraz zaczął wydawać, niemniej nie przejęła się tym jakoś bardziej. Każdy w końcu miał swoje humorki, Kokosanka także mógł je mieć. A ona przecież nie zrobiła niczego złego, to też nawet do głowy jej nie przyszło, że to z jej winy biały kocur był taki jakiś... dziwaczny. - Mhm, czekam! I raczej, że będzie to coś bardziej oryginalnego. Jednak chyba stać cię na więcej, niż zwykłego, losowego kocura, co? - podniosła brew z zaciekawieniem. xxxxKiwnęła głową. - Okej. Założyć własny? - parsknęła śmiechem. - Ledwo mnie wykarmiasz, a miałbyś się troszczyć o cały klan? Proszę cię, Kokosanka, może się trzymaj dziadka i jego misji, co?
Księżyce: 46 Płeć: kocur Matka: Perła Ojciec: Galopujący Koń, syn Galopującego Konia [ Marcepan ] Trwałe urazy: rozerwane prawe ucho [po walce z lisem]
wysoki, umięśniony, szczupły, długie, białe futro z pędzelkami na uszach, prawe oko niebieskie, lewe oko złote, rozerwane prawe ucho
Pewna część charakteru zdecydowanie pochodzi od jego dziadka - zwłaszcza tą część, która najpierw zmusza go do myślenia i potem do działania. W końcu po co się z kimś kłócić, skoro można załatwić to w inny sposób? Wykorzystał to w wymianie ze Strzygą i wykorzystywał jeszcze wcześniej. Sposób wymiany dóbr niezwykle przypadł mu do gustu.
Kocur jednak nie pragnął nigdy ani uznania ani... niczego. Po prostu sobie żyje, aby żyć i w niektórych momentach wykorzystać aby poznać coś nowego. Nie miał nigdy głębszego celu, raczej bezkonfliktowy typ. Nie jest chłodny ani wyrachowany. Po prostu... jest. I stara się zrozumieć życie na tyle, aby je przeżyć z godnością i móc coś z niego mieć.
- Co ty. To pewnie przez... eeee... zmęczenie. Zdecydowanie przez to. - Kokosanka wykrzesał z siebie chociaż odrobinę energii, uśmiechając się lekko do kotki. Przyszło mu to z trudem, gdyż ciężko było mu myśleć o tym, że jakiś inny kocur nazwał ją tak zdrobniale... No i jeszcze uczył polować! A on nie chciał czuć się niepotrzebny. Wolał, aby Strzyga chciała się go trzymać ze względu na jego unikalne umiejętności i po prostu przydatność! Aktualnie miał jednak wrażenie, że stawał się dla niej co raz mniej interesujący... - Oczywiście! - dodał z lekkim oburzeniem. Końcówka białego samotnika zadrżała, a on wysilił się nieco, aby wymyślić jakąś fajną ksywkę dla kotki. - Słońce jest takie pospolite, no i każdy je widzi albo czuję. A ty mogłabyś być... Perłą. Perły są wyjątkowe i każdy, kto miał okazję taką zobaczyć się nią zachwyca. Więc idealna ksywka dla ciebie, perełko - uśmiechnął się do niej, szczerząc ząbki i nachylając się delikatnie w jej stronę. Nie ukrywał, iż był z siebie niezwykle dumny, iż udało mu się wymyślić coś tak oryginalnego.
- Ha. Ha. Ha. Myślisz, że nie nadawałbym się na przywódcę? - miauknął, wypinając dumnie pierś do przodu, aby upodobnić się do obrazu przywódcy, jaki miał w głowie. - Jak nie dostaniemy się do Klanu Gromu, to dziadek niemalże na pewno nie da mi już nigdy spać spokojnie. Straszny jest. I ciągle mówi o tym samym. Nuuudy. - przewrócił oczami. - A jeśli stworzylibyśmy własny klan, to moglibyśmy go nazwać. Na przykład Klan... Klan Morza, o.
Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
Niby mieli zrobić komuś aua, kto zwiał z osiedla nie płacąc swoich długów, ale tego kogoś nie znaleźli. Kłopot szedł więc za czarno-białym kocurem, nucąc jakąś własną kompozycję pod nosem.
- Psiaaaakrew... cały spacer na darmo - mruknął znudzony brakiem interakcji i postanowił sięgnąć do swojej ulubionej zabawy ze Skunksem. Ile razy uda mu się wcisnąć w rozmowie słowo, które w jakikolwiek sposób kojarzyło mu się z "Psianką" i jak czarno-biały na nie zareaguje.
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it
Skunks to duży kocur, masywny i umięśniony. Jego długowłose futro jest zawsze ułożone i ładnie pachnące, nie ważne w jakich jest warunkach. Dba o swój wygląd najbardziej jak potrafi. Jest prostego umaszczenia, bo po co coś trudniejszego, jeśli i tak jest piękny! Jest czarnym kotem, poplamiony białymi plamami. Posiada białe środki uszu, trójkątną plama na głowie, z wyłączeniem grzbietu nosa i brody. Na jego ciele widać również duże plamy pokrywające większość ciała, w tym kryzę, barki, brzuch, przednie łapy, z wyłączeniem plamek na obydwóch łapach i dwóch palców lewej łapy. Cały aspekt bieli kończą białe palce na tylnych łapach. Ma zakręcone do tyłu uszka, jego oczka są jasno-zielone, można powiedzieć, że szałwiowe. Całą budowę kocura kończą białe wibrysy oraz czarny nos. Cechami charakterystycznymi kocura są na pewno zakręcone do tyłu uszy oraz dodatkowy palec u przedniej, prawej łapy.
Skunks zawsze był kocurem o silnym charakterze. Dumny i pewny siebie, nie znający smaku przegranej. Być może trochę ostentacyjny w swojej dumie, ale generalnie chce dobrze. Chyba. Jest kotem o przekonaniu, że potrafi najlepiej i kto jak nie on, jest kotem o wolnej duszy, pragnący doświadczeń, przeżyć i przygód, jakby to było powietrze. Prędko się odnajduje w nowych sytuacjach, jest charyzmatyczny, zadufany w sobie. Kręci wszystkimi tak, aby wyszło na niego, jak tylko może! Prawdy to on raczej nigdy nie powie ci prosto w twarz. Chyba, że nagle mu się zapomni, że ma kłamać. Stara się grać mądrzejszego niż jest, co też nie oznacza, że jest głupi.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowe Rozlewisko, Błędna Skra, Gryka [KC], Rdzawa Wiewiórka, Jesionowy Las [KRz], Sol [S] | Nawalnicowy Ryk i inni [GK]
Mieli znaleźć kogoś, no ale nie poszło. Zdarza się i tak, niestety. Żadnej fajnej bitki czy coś podobnego, po prostu nic. Ay.
Drgnął delikatnie na słowa Kłopota. Spojrzał nagle na niego, mrużąc oczy. Dobrze, że był Kłopot potrzebny do Gangu, bo już teraz by się na niego rzucił. Fuknął delikatnie z nosa.
- Bywa - mruknął.
Wszedł do środka opuszczonego gospodarstwa, marszcząc niezadowolony nos. Syknął cicho i rozglądnął się dookoła.
- Co to tak wali?
Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
Krzywy uśmieszek zatańczył na wargach Kłopota, kiedy Skunks się wzdrygnął. Czy mógł to wziąć za dowód na to, że ten faktycznie był jego bratem? Może, chociaż równie dobrze, mógł po prostu bać się psów, a koniec końców nie miało to wielkiego znaczenia, poza dostarczeniem mu odrobiny rozrywki. Bo co prawda spędził z tymi bąblami trochę czasu, nauczył ich wybekiwać alfabet i któremuś wmówił, że jest ich bratem z miotu, kładąc się na krzyczącej na niego Żbik, żeby mamusia opowiedziała mu bajeczkę, ale nie obchodziły go za bardzo. Nie były w końcu ani Psotem, ani Promyczkiem, ani Falą...
Słysząc pytanie Skunksa, Kłopot zmrużył ślepka i wetknął nos w jego futro. Zanim jednak wesoły rechot, poprzedzony śmiesznym jedynie dla niego żartem związanym z zapachem i imieniem drugiego gangusa opuścił jego pysk, charakterystyczna woń dotarła również do jego nozdrzy. Zadarł łeb i ruszył przodem w stronę spróchniałych desek. - Ej Skunks... - zaczął, z pomarańczowymi ślepkami utkwionymi w czarnej sylwetce. Wiatr zapewne był odpowiedzialny za ukryciem jej częściowo pod wilgotną słomą, tak że martwe ciało, gdyby nie zapach, budziłoby wrażenie, jakby jedynie odpoczywało w ciepłym zakątku. - Czeeeeeść! - Zawołał nieco niewyraźnie przez łapę martwego którą złapał w zęby i uniósł do góry. Ruchem głowy "machając" nią do Skunksa.
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it
Skunks to duży kocur, masywny i umięśniony. Jego długowłose futro jest zawsze ułożone i ładnie pachnące, nie ważne w jakich jest warunkach. Dba o swój wygląd najbardziej jak potrafi. Jest prostego umaszczenia, bo po co coś trudniejszego, jeśli i tak jest piękny! Jest czarnym kotem, poplamiony białymi plamami. Posiada białe środki uszu, trójkątną plama na głowie, z wyłączeniem grzbietu nosa i brody. Na jego ciele widać również duże plamy pokrywające większość ciała, w tym kryzę, barki, brzuch, przednie łapy, z wyłączeniem plamek na obydwóch łapach i dwóch palców lewej łapy. Cały aspekt bieli kończą białe palce na tylnych łapach. Ma zakręcone do tyłu uszka, jego oczka są jasno-zielone, można powiedzieć, że szałwiowe. Całą budowę kocura kończą białe wibrysy oraz czarny nos. Cechami charakterystycznymi kocura są na pewno zakręcone do tyłu uszy oraz dodatkowy palec u przedniej, prawej łapy.
Skunks zawsze był kocurem o silnym charakterze. Dumny i pewny siebie, nie znający smaku przegranej. Być może trochę ostentacyjny w swojej dumie, ale generalnie chce dobrze. Chyba. Jest kotem o przekonaniu, że potrafi najlepiej i kto jak nie on, jest kotem o wolnej duszy, pragnący doświadczeń, przeżyć i przygód, jakby to było powietrze. Prędko się odnajduje w nowych sytuacjach, jest charyzmatyczny, zadufany w sobie. Kręci wszystkimi tak, aby wyszło na niego, jak tylko może! Prawdy to on raczej nigdy nie powie ci prosto w twarz. Chyba, że nagle mu się zapomni, że ma kłamać. Stara się grać mądrzejszego niż jest, co też nie oznacza, że jest głupi.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowe Rozlewisko, Błędna Skra, Gryka [KC], Rdzawa Wiewiórka, Jesionowy Las [KRz], Sol [S] | Nawalnicowy Ryk i inni [GK]
Gdy tylko Kłopot wcisnął nos w jego futro Skunks syknął, a łapą uderzył prosto między uszy kocura. Idiota, drogie ulice.
Ruszył za kocurem, z delikatnie nastawionym futrem, oglądając się uważnie dookoła. Nagle usłyszał wołanie jego imienia i zobaczył... Kłopota, który machał do niego czarną łapą.
Skunks drgnął delikatnie ogonem. Uegh.
- Trup? - mruknął, podchodząc bliżej. Pochylił się delikatnie nad ciałem. Nie czuł ciepła kota, nie widział oddechu. Czuł za to zapach Gromu. - Trup z Gromu. Co z nim robimy?
Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
- Yhym - wybełkotał, dopiero po tym puszczając łapę z mordy. Ta padła na ziemię z cichym "pup", wznosząc w powietrze drobinki kurzu.
Przekrzywił łeb, kiedy kocur podszedł do ciała, obwąchując je, a gdy otworzył mordę, na wargach Kłopota zatańczył krzywy uśmiech. No bo jak mógłby nie docenić tego, że Skunks sam mu się podkładał? - No pies mi mordę lizał! To ty, znasz się aż tak dobrze na klanach, żeby rozróżniać ich nazwy i zapachy? - Zagadnął z teatralnym zdziwieniem, chociaż jego głos wyraźnie drżał z rozbawienia. - Ciekawi mnie gdzie się tego nauczyłeś... - zmrużył lekko ślepia i jednocześnie sam zaniuchał.
Ciało nie pachniało ulicami osiedla, a mimo że zapach słomy w której leżał, zdążył przesiąknąć futro, to czarno-biały miały rację. Wciąż dało się wyczuć charakterystyczną klanową woń. Mieszankę wielu kotów, drzew, ale też wrzosów. Domyślał się, że faktycznie mógł to być ktoś z Gromu. - Hm? Jak to co? Skoro się zgubił to trzeba go odnieść kekeke - rzucił rozbawiony pomysłem, który nagle pojawił się w jego głowie. - Łap za zad, co? - Nie czekając na to co Skunks powie, sam zaczął wsuwać się pod łapy nieboszczyka, żeby móc podnieść go na plecach.
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it