Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Jeśli byłaby potrzeba... cóż, Wróbelek na pewno podzieliłaby się ze swoją siostrą wiedzą na temat polowania. Mimo wszystko – nie teraz. Widziała, jak chuda jest starsza o parę uderzeń serca kotka, więc nie mogła pozwolić na to, by się teraz przemęczała. Powinna nabrać nieco masy, jedząc coś zdrowszego, niż pożywienie znalezione w śmietniku. Bura kotka czuła potrzebę pomocy, z tego więc powodu nie widziała problemów z obciążaniem zarówno Jaskółki i Mchu, jak i teraz – również Bogatki. Byli rodziną, więc powinni sobie pomagać, a co za tym idzie: nie patrzeć jedynie na siebie.
– Ale ja muszę! NIE mogę pozwolić na to, żebyś robiła to sama. Zdecydowanie trwało to za długo. – Mówiąc to, oczywiście miała na myśli, że dorastanie zajęło im nieco za dużo czasu, co wiązało się z tym, że przez długi okres Jaskółka harowała samotnie. Teraz, gdy jej córka była dorosła i umiała polować, nie widziała innego rozwiązania, jak wspierać matkę. I przy okazji brata, którego rzadko widywała, i siostrę, która teraz wróciła do domu, zdecydowanie wychudzona.
– Nareszcie... – miauknęła zatem, rozchmurzając się. – Nic nigdy nie powinno nas rozdzielać. – Dotknęła lekko noskiem policzka siostry, i radośnie uśmiechnęła się do obu kotek, zwłaszcza matki, która zdawała się być teraz znacznie mniej spięta.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
No wiadomo. Jaskółka pewnie się martwiła kiedy Wróbelek sama wychodziła. Bogatka też myślałaby wtedy cały czas o siostrze. Nie chce, żeby się zgubiła jak ona sama wiele miesięcy temu. Niech nie popełni tego samego błędu co ona. Dobrze będzie jeść i po woli do siebie wróci, ale potem nie ma przeproś. Też chce pomóc. Inaczej myśli by ją zameczyły. Ten straszny duży kocur i życie samotnie jej pokazały, że to nie takie łatwe. Wszyscy muszą polować.
Na razie jednak siedziała cicho. Nie wtrącała się w rozmowę matki i Wróbelek. Znowu źle się odezwie i tego pożałuje. Boi się tego nawet w gronie rodzinnym. Nie było też mowy, żeby jej teraz pozwoliły nawet zasugerować, że będzie polować. Siedziała po prostu cicho i słuchała. Chciałaby się zgodzić z burą, bo też tak uważa, ale na razie zostawiła tą sprawę Jaskółce i Wróbelek. Nie będzie się wtrącać.
Kiwnęła głową na stwierdzenie siostry i otarła się policzkiem o bark kocicy. Już nic ich nie rozdzieli. Będą razem na zawsze. Zamruczała nawet cicho i lekko się uśmiechnęła. - Ja już drugi raz zgubić się nie zamierzam.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
— To zacznij chodzić razem ze mną. Tak będzie bezpieczniej — westchnęła. Skoro Wróbelek za wszelką cenę musiała chodzić na polowania, to niech robi u boku Jaskółki, a nie samodzielnie. Wówczas samotniczka będzie w stanie zareagować, gdy córce będzie groziło niebezpieczeństwo i będzie miała pewność, że zrobi wszystko, co w jej mocy, by ją jakkolwiek ochronić.
— Już zawsze będziemy razem, macie rację — mruknęła, uśmiechając się do obu córek, po czym niechcący wymsknęło jej się ziewnięcie. — Wróbelku, byłabyś tak miła i poinformowała Tonące Słońce o tym, że Bogatka jest ranna i spytała, czy mógłby na to spojrzeć? Chętnie bym się przespała, a wcześniej nie mogłam go znaleźć. Może już wrócił — poprosiła burą, patrząc na nią przymykającymi się oczami. Nawet nie wiedziała co ją tak znużyło, ale może to to polowanie? Albo niewystarczająca ilość snu? Hm.
W każdym razie, licząc na to, że córeczka nie będzie stawiała oporu, Jaskółka weszła wgłąb nory i położyła się na swoim posłaniu, odlatując.
zt
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Westchnęła cichutko, przystając na propozycję? rozkaz? matki. Wiedziała, że ta się o nią martwi, ale młodsza córka robiła to właśnie w głównej mierze dla niej – żeby nie musiała polować sama. Skoro jednak miały robić to wspólnie, niechaj tak będzie. Przynajmniej dzięki temu będzie miała jak pomóc rodzicielce w razie niebezpieczeństw. Wróbelek co prawda nigdy nie spotkała drapieżnika ani złego samotnika, ale na przykładzie Modrzewia zdawała sobie sprawę, że nie zawsze jest bezpiecznie i powinny trzymać się razem.
– Jasne! – powiedziała, puszczając również oczko do swojej siostry. Kocur na pewno się nią zajmie, w końcu samej Wróblicy również pomógł. Kiedy więc srebrzysta ruszyła się przespać, bura pożegnała się z siostrą i poszła szukać sąsiada – może i go nie znalazła, ale nie miało to już znaczenia.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Bogatce podobał się pomysł wspólnych polowań. Tak będzie bezpieczniej dla Wróbelek. Kiedyś do nich dołączy i będzie łowić zwierzynę razem z nimi. Na razie nie potrafi, jest wychudzona i zmęczona i boli ją rana na plecach. Przyjdzie na nią czas. Muszą się trzymać razem i bronić nawzajem. Na tym świecie jest zdecydowanie więcej kotów takich jak kocur z Osiedla i morderca Modrzewia.
Gdy bura siostrzyczka wyszła z nory było jej trochę przykro, bo z chęcią by z nią jeszcze porozmawiała. Ale musiała iść poinformować tego całego Tonące Słońce. Zaraz na pewno wróci. Rozumiała mamę. Na pewno się zmęczyła po polowaniu. Bogatka też była osłabiona i bez siły, ale wynikało to głównie z tego, że jadła zbyt mało i niezdrowo. Teraz gdy zjadła zająca była taka najedzona i szczęśliwa. Z rodziną. Kiedyś też upoluje Jaskółce jakiegoś króliczka lub ptaka. Położyła się w wolnym miejscu w jej nowym domu. Teraz mieszka tutaj. Razem z mamą, Wróbelek i Mchem. Z powrotem byli w komplecie, no prawie...
//zt
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Grzyby po deszczu wyrastały. Skubane korzystały z dni pełnych opadów i potem były większe, liczniejsze. Orion jednak był dużo bardziej złożonym organizmem niż taki grzyb i nie czerpał żadnych korzyści z wody gromadzącej się w białym futrze. Cierpiał, gdy niebo pokrywały szare chmury i cierpiał jeszcze mocniej, gdy zaczynały się ulewy. Oj, zdecydowanie nie był fanem pogody, której skutki zaburzały wszelki ład i harmonię w jego szacie. Jasne, był piękny i nawet z futrem potarganym przez deszcze prezentował się lepiej niż statystyczny dzikus z lasu, ale co mu po tym, skoro mógł być perfekcyjny, co?
Słońce, na szczęście, zaczęło w ostatnich dniach częściej wychodzić zza chmur, więc i w życiu Oriona znalazło się więcej miejsca na optymizm. I przede wszystkim - więcej czasu na wyprawy po okolicach, bo tymczasowo zniknął mu problem poprawiania kłaczków po każdej przeprawie przez deszcz (pożerało mu to zawsze lwią część doby i psuło nastrój na równi z czyszczeniem łap z błota). I tak dzisiaj znalazł się po drugiej stronie Grzmiącej Ścieżki, kręcąc się w pobliżu wrzosowisk. Krzewinki nie były wysokie czy okazałe, a kwiaty nie miały intensywnego zapachu, ale miło było znaleźć się na środku różowego dywaniu. To znaczy - dużo milej niż pomiędzy mokrymi chaszczami, które starczyło tylko lekko trącić by zaraz być całym przemoczonym. No i na dodatek, kwiaty były ładne, a Orion lubił ładne rzeczy, więc nie potrzebował wiele czasu do namysłu nim zaczął urywać zdrewniałe łodyżki.
Płeć: kocur Matka: Delta Ojciec: Gammoń bo zniknął Trwałe urazy: długa blizna sięgająca od grzbietu aż do lewej łopatki
Niemałe z niego chłopisko, ale patrząc na niego można z całą dozą pewności oznajmić, że to jeszcze nie koniec i zapewne przyjdzie mu sporo urosnąć, aby końcowo stać się niezłym olbrzymem. Mocne, długie łapy dźwigają jego szczupłe ciało, pokryte krótką, niegdyś jaśniutką sierścią. Z biegiem księżyców jednak biel na jego pysku, łapach, bokach i ogonie zaczęła ciemnieć i nabierać coraz wyraźniejszej burej barwy, układając się przy tym w charakterystyczne cętki. Jego brzuch i pierś natomiast pozostały nietknięte, nadal lśniąc bielą - i to dosłownie, bo choć kocur nie przykłada dużej wagi do czystości własnego futra, geny okazały się łaskawe i nie brudzi się niemal wcale. Jego oczy niewiele zmieniły się od czasów kocięcych, niegdyś szaro-niebieskie, teraz stały się jaskrawo-błękitne - i to tak intensywnie, że aż przyciągają wzrok, stanowiąc niewątpliwie jego największą atrakcję. Ma jasno-różowy nosek z ciemną obwódką otoczony jest przez długie, białe wibrysy. Średnio wychodzi mu koordynowanie swojego wielkiego cielska, nie porusza się więc ze zbyteczną gracją - niezmiennie jednak w komicznie elegancki, dostojny sposób kołysze się za nim jego długi ogon.
Nie ma takiego słowa, które objęłoby skalę jego gadatliwości. Buźka mu się nie zamyka, wypadają z niej zarówno niezliczone pytania, przechwałki, jak i zwykłe głupoty, wszystko zależy od humoru i okoliczności. Jedno jest pewne - ciekawi go wszystko, co według jego pokrętnego umysłu klasyfikuje się jako przydatne. Zbiera wiedzę ile się da, w jakiś sposób przy tym zachowując się tak, jakby od dawna już wszystko wiedział. Nie ma w tym jednak przerośniętej dumy czy wywyższania się - po prostu, chłop do błędu czy niewiedzy się nie przyzna, ale przy całej tej beztroskiej, dziecięcej otoczce łatwo mu to wybaczyć. Szuka przyjaciela w każdym, kogo napotka i nie tyczy się to tylko jego gatunku - jego rozbudowana wyobraźnia sprawiła, że kocurek przywykł do rozmawiania z dosłownie wszystkim - kwiatki, słońce, chmury, trawa, nawet kamyki czy fale w rzece są jego kompanami w życiu, z którymi rozmawia jak z przyjaciółmi, może więc sprawiać wrażenie, jakby gadał sam do siebie. Mimo ciągłej fali słów, która wylewa się z jego pyska jest nader spokojny i ułożony - nie narzuca się i akceptuje przestrzeń i prywatność innych, oczekując tego samego. Jest przy tym bardzo wrażliwy, drobiazgowy i spostrzegawczy, zwraca bardzo dużą uwagę na szczegóły i dużo zapamiętuje - czy wykorzystuje tą wiedzę dla siebie, trudno powiedzieć, bo nie ma w nim nawet odrobiny złych chęci, które zostały wyparte przez beztroskę i naiwną wiarę w dobroć innych.
Barwny Płomień [KG], Pszczela Łapa [KG]
Cardan natomiast, w przeciwieństwie do kocura, był oczarowany pogodą towarzyszącą mu od jakiegoś czasu. To jakby niebo wylewało łzy na wieść o jego rozstaniu z Deltą, tak tłumaczył sobie nagłe deszcze, które pojawiły się właśnie w tym czasie. Czuł się jak władca, główny bohater, jak pępek świata! Musiał nim być, skoro samo niebo uczciło jego poświęcenie dla wolności. Z tego powodu nawet nie przyszłoby mu do głowy, aby być niezadowolonym, a co dopiero narzekać. Był samotnikiem, w pełnym znaczeniu tego słowa, a oni przecież właśnie tak żyją, prawda? Mokną w deszczu, marzną w nocy i drżą z zimna. Marzył o takich niewygodach, bo to przecież takie romantyczne. Dostał to co chciał, nie mógł więc uwierzyć w łaskawość świata.
Mniej wdzięczny światu natomiast był z pewnością jakiś kocur, którego napotkały jego piękne oczy. Nie zwrócił nawet uwagi, że jest to pierwszy kot, którego widział od kilku wschodów słońca, nie przykładał nawet wagi do tego, że zapewne należy do któregoś z klanów, a więc jego wędrówka właśnie się zakończyła, całą jego uwagę bowiem skupiło barbarzyństwo, którego się dopuścił. Pokracznym biegiem doskoczył do nieznajomego i zatrzymał się tuż przed nim, schylając głowę w stronę kwiatów, już pozbawionych życia i wiszących smętnie w pysku owego mordercy. - Wszystko w porządku? - spytał troskliwie pozostałe rośliny, nietknięte jeszcze destrukcyjną siłą kocura. Były takie piękne. Tak dzielnie znoszące niepogodę, kwitnące kolorami dla uciechy jego oczu. A ten... ten tego nie docenia. Uniósł głowę i spojrzał z wyraźną pretensją prosto w jego oczy. - Kim jesteś i co te biedne kwiatuszki ci zrobiły - spytał ze śmiertelną powagą.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Może gdyby został nazwany mordercą prosto w twarz to zaistniała sytuacja bawiłaby mocniej. Patrząc na wagę jego zbrodni śmiesznie by go było dawać do tej samej kategorii co tamtego leśnego dzikusa, który zabił własnego brata. A może nie byli od siebie tacy różni? Orion właśnie bezlitośnie zakończył żywot paru kwiatków. Mordercy pewnie powinni się trzymać razem, tak jak pajacyki w wesołym cyrku.
Ale nic takiego nie padło z pyska nieznajomego. Do cynamonowych uszu dotarły tylko pytania, które w połączeniu z reakcjami w pierwszej kolejności dezorientowały. W drugiej żenowały. Dopiero w trzeciej bawiły. Przez moment przeszło mu nawet przez myśl, że przypadkiem trafił na jakieś święte miejsce dzikusów i stąd tak żywa reakcja na zerwanie paru kwiatków, ale szybko odrzucił tę opcję. W takiej sytuacji nieznajomy pewnie najpierw by mordował, a dopiero potem pytał kwiatki o samopoczucie. Absurdalne. Co mu te kwiatuszki zrobiły?
- Jak to co? Zabiły mi matkę, więc poprzysiągłem zemstę. - odparł, przewracając oczami. Jezu, co za głupie pytanie. Rozważał przez moment wyplucie uzbieranych roślinek, żeby wygodniej było mówić, ale prędko odrzucił tę opcję. Miał całkiem konkretne plany względem różowych kwiatków. - A ty co? Strażnik chwaścików? Czemu aż tak interesujesz się losem paru kwiatków?
Płeć: kocur Matka: Delta Ojciec: Gammoń bo zniknął Trwałe urazy: długa blizna sięgająca od grzbietu aż do lewej łopatki
Niemałe z niego chłopisko, ale patrząc na niego można z całą dozą pewności oznajmić, że to jeszcze nie koniec i zapewne przyjdzie mu sporo urosnąć, aby końcowo stać się niezłym olbrzymem. Mocne, długie łapy dźwigają jego szczupłe ciało, pokryte krótką, niegdyś jaśniutką sierścią. Z biegiem księżyców jednak biel na jego pysku, łapach, bokach i ogonie zaczęła ciemnieć i nabierać coraz wyraźniejszej burej barwy, układając się przy tym w charakterystyczne cętki. Jego brzuch i pierś natomiast pozostały nietknięte, nadal lśniąc bielą - i to dosłownie, bo choć kocur nie przykłada dużej wagi do czystości własnego futra, geny okazały się łaskawe i nie brudzi się niemal wcale. Jego oczy niewiele zmieniły się od czasów kocięcych, niegdyś szaro-niebieskie, teraz stały się jaskrawo-błękitne - i to tak intensywnie, że aż przyciągają wzrok, stanowiąc niewątpliwie jego największą atrakcję. Ma jasno-różowy nosek z ciemną obwódką otoczony jest przez długie, białe wibrysy. Średnio wychodzi mu koordynowanie swojego wielkiego cielska, nie porusza się więc ze zbyteczną gracją - niezmiennie jednak w komicznie elegancki, dostojny sposób kołysze się za nim jego długi ogon.
Nie ma takiego słowa, które objęłoby skalę jego gadatliwości. Buźka mu się nie zamyka, wypadają z niej zarówno niezliczone pytania, przechwałki, jak i zwykłe głupoty, wszystko zależy od humoru i okoliczności. Jedno jest pewne - ciekawi go wszystko, co według jego pokrętnego umysłu klasyfikuje się jako przydatne. Zbiera wiedzę ile się da, w jakiś sposób przy tym zachowując się tak, jakby od dawna już wszystko wiedział. Nie ma w tym jednak przerośniętej dumy czy wywyższania się - po prostu, chłop do błędu czy niewiedzy się nie przyzna, ale przy całej tej beztroskiej, dziecięcej otoczce łatwo mu to wybaczyć. Szuka przyjaciela w każdym, kogo napotka i nie tyczy się to tylko jego gatunku - jego rozbudowana wyobraźnia sprawiła, że kocurek przywykł do rozmawiania z dosłownie wszystkim - kwiatki, słońce, chmury, trawa, nawet kamyki czy fale w rzece są jego kompanami w życiu, z którymi rozmawia jak z przyjaciółmi, może więc sprawiać wrażenie, jakby gadał sam do siebie. Mimo ciągłej fali słów, która wylewa się z jego pyska jest nader spokojny i ułożony - nie narzuca się i akceptuje przestrzeń i prywatność innych, oczekując tego samego. Jest przy tym bardzo wrażliwy, drobiazgowy i spostrzegawczy, zwraca bardzo dużą uwagę na szczegóły i dużo zapamiętuje - czy wykorzystuje tą wiedzę dla siebie, trudno powiedzieć, bo nie ma w nim nawet odrobiny złych chęci, które zostały wyparte przez beztroskę i naiwną wiarę w dobroć innych.
Barwny Płomień [KG], Pszczela Łapa [KG]
Trudno było powiedzieć, jakiej dokładnie odpowiedzi oczekiwał od kocura, było przecież powszechnie wiadomo, że kwiatki w łagodności swojego usposobienia raczej nikomu się nie narażają. Niemniej, spodziewałby się przeprosin, skruchy, jak nie skierowanych do kwiatów, do chociaż do niego samego, samozwańczego strażnika. Wypowiedź pointa jednak w żaden sposób nie przypominała przeprosin, wręcz przeciwnie, drwinę - ciężko jednak ukryć cień rozbawienia, który przemknął przez pysk centkowanego po jego słowach. - Aha. W takim razie wybacz nagłe najście i niepokojenie cię. Nie wspieram kwiatków matkobójców - przyznał z przekąsem, zaraz jednak na powrót zmarszczył brwi i przyjrzał mu się uważniej. - No tak, bo jakbyś ty zobaczył, jak z niewzruszoną miną pozbawiam życia bezbronne stworzenie, minąłbyś mnie bezmyślnie i nie zwrócił uwagi - zironizował, nawet przewracając oczami. - Nie zrobiłbyś tego, bo to tak, jakbyś prawie ty dokonał tego morderstwa. W końcu nawet nie spróbowałeś mnie powstrzymać, więc to tak, jakbyś wyraził na to zgodę. Więc nie miej mi za złe, że ja chciałem coś zrobić. Jestem młody. Wyobrażasz sobie dorastać i spędzić całe życie z oddechem wyrzutów sumienia na karku? - dodał, wykorzystując fakt, że udało mu się odezwać nim kocur zdążył udzielić mu jakiejś odpowiedzi. - Co tak w ogóle zamierzałeś zrobić z tymi kwiatkami? Wiesz, da się je jeszcze uratować. Jak je wsadzisz do ziemi i ładnie przysypiesz, to jeszcze urosną - spytał jeszcze, po czym wreszcie się przymknął, czekając na jakieś sensowniejsze wytłumaczenie albo jakąkolwiek odpowiedź.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Przyjął z umiarkowanym zadowoleniem reakcję pręgusa. Może jednak nie był taki oderwany od rzeczywistości jak po jego pierwszej wypowiedzi można by się spodziewać. Z drugiej strony szkoda, bo Orion miał już pod łapą gotową całą wzruszającą historię o swojej zmarłej matce. A co najważniejsze - nie byłaby tak absurdalna jak kwiatuszki z maczetami, żądne kociej krwi. Nie, cynamonowy point był rozsądnym osobnikiem i był w stanie ułożyć logiczny plan wydarzeń, nawet jeśli zaczynał z absurdalnego kwiaty zabiły mi matkę. Nieznajomy się nieźle rozgadał, z prędkością światła wyrzucał z siebie kolejne słowa, więc Orion, zamiast wcinać mu się w zdanie, zdecydował spożytkować ten moment na odłożenie zerwanego bukieciku pod pobliską krzewinkę. Jednym uchem wciąż słuchał, chociaż ciężko było powstrzymywać rozbawiony uśmiech, gdy szybko okazało się, że mordowanie kwiatków to jednak zbrodnia, która będzie go nękać do końca życia.
- Po co je ratować? Krótko pożyją wtedy i za jakiś czas już nikt nie będzie pamiętał, że tu rosły takie kwiatki. - nie potrafił podać dokładnego przedziału czasowego, bo nie znał się na roślinach. Wiedział tylko, że kwiatki miały to do siebie, że szybko więdły. Nie licząc stokrotek. Na nie wpadał na swoich pierwszych spacerach po świecie i widywał je również teraz. - Chciałem ususzyć kilka z nich. - dodał, odpowiadając tym samym na wcześniejsze pytanie. Ale darował sobie jakiekolwiek tłumaczenia, bo były ważniejsze sprawy do omówienia. - Ale widzisz, prawdopodobnie owszem, minąłbym ciebie bez zwracania jakiejkolwiek uwagi, gdyby tym bezbronnym stworzeniem byłaby przykładowo mysz. - czemu miałby przerywać polowanie? Żeby kocur głodował? O chwila. Orion spojrzał na nieznajomego z żywszym zaciekawieniem w błękitnych oczach. - Czekaj, czy ty kiedykolwiek zabiłeś? Bo brzmisz jakbyś nigdy przenigdy nie przyczynił się do niczyjej śmierci, nawet zwierzyny.
ed.
Ich rozmowa została przerwana przez jakąś influencerkę z pieskiem, która wymyśliła sobie sesję na wrzosowisku, więc Orion zmył się z tej lokalizacji nim wspomniany pchlarz zdążył zwęszyć obecność kotów.
z.t
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Wyschnięte, zwiędłe wrzosy pokryte warstwą śniegu miały w sobie jakiś taki urok, nawet ktoś tak na pierwszy rzut oka prymitywny jak Bobrzyca to widział i musiał to przyznać. Nigdy nie kręciły ją kwiaty, nie była takim rodzajem kocicy - pamiętała jednak, że wrzosy poza wyglądaniem ładnie miały jakieś zastosowanie lecznicze. Chyba. Może myliła je z lawendą? Nigdy nie była w stanie też ich odróżnić.
Gladiatorka przeszła się wzdłuż wrzosowiska, zastanawiając się, czy nie rozpocząć tu polowania. Kwiaty ukryłyby ją przed wzrokiem zwierząt, może nawet zamaskowałyby jej zapach... nie był to głupi pomysł.
Po namyśle Bobrzy Kieł wlazła centralnie w pole wrzosów, skradając się, lawirując pomiędzy nimi.
sekwoja
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Sekwoja była na jednym z swoich spacerów, gdy usłyszała szelest wśród wrzosów. Zaczęła się przyglądać wrzosowisku pokrytym śniegiem, gdy ujżała rudą kępkę futra. Wiewiórka! Nie, to jednak nie mogła być wiewiórka. Rude futro było pokryte pręgami, a bynajmniej dostrzegła jeden ciemniejszy pasek. W pobliżu też nie było drzew, a poza tym nie da się ich praktycznie w ogóle spotkać o tej porze roku. Lis! Nie on też nie ma pręg. Co to do cholery było? Kot. Po prostu kot. Ale co on wyprawiał wśród tych wrzosów. Sekwoja nie miała zielonego pojęcia. Postanowiła jednak nie robić od razu rabanu i postanowiła najpierw trochę poobserwować z nadzieją że może w taki sposób znajdzie odpowiedź. Jeśli nie to cóż, niech lepiej ktokolwiek się tam chowa będzie przygotowany na trochę darcia mordy.
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Poranny patrol, który szedł wzdłuż Granicy od strony Grzmiącej Ścieżki doniósł jej, że w okolicy widzieli kilka nieznanych dotąd im istot sporych rozmiarów. Klekoczący Bocian zaraz zaczął gadkę, że stanowią one poważne zagrożenie dla Klanu, więc Lawendowa Gwiazda nie zamierzała zwlekać, tylko dowiedzieć się, co to za jedni, dlaczego tutaj są i czy naprawdę stanowią zagrożenie. Jakby nie patrzeć konie też są ogromnymi stworzeniami, ale w ogóle nie są dla nich niebezpiecznie, podobnie jak owce czy barany, które raz zawitały na ich terenach. Najważniejsze to nie wpadać w panikę i dokładnie ocenić całą sytuację. Lawenda zabrała ze sobą Donośny Krzyk oraz Borsuczą Mordkę, młodzi, pełni sił, na pewno dadzą radę, a w razie kłopotów pomogą staruszce lub ją zostawią na pożarcie ratując siebie i Klan. Również Borsucza Mordka może dowieść swojej wartości i trochę odpokutować swoje młodzieńcze wybryki.
Niebieska kotka prowadziła patrol, aż dotarli do Grzmiącej Ścieżki. Przykucnęła przy drodze, starając się normalnie oddychać. Czuła jakby miała na gardle zawiązany sznur. Zawsze bała się przekraczać Grzmiącą Ścieżkę. To tu doszło do nie jednej tragedii. Przeważnie też przekraczała ją z Tonącym Słońcem. Ach, jej partner... Teraz nie ma go już po drugiej stronie... Nie czeka na nią. Lawendowa Gwiazda szybko przepędziła myśli o swojej miłości życia i postanowiła skupić się na działaniu. - Zaraz przekroczymy Grzmiącą Ścieżkę. Gotowi?- zapytała. Czuła ogromną odpowiedzialność za tę dwójkę. - Czy w ogóle widzicie już jakieś stworzenie?- dopytała. Lepiej nie przebiegać na drugą stronę prosto w paszczę potencjalnego drapieżnika.
średniej wielkości, długie, puchate, dymne futerko głównie w odcieniach czerni i szarości z lekkimi pręgami, białe znaczenia, żółtawo-zielone oczy
problematyczny, zdziecinniały, łobuz, nie ma szacunku do starszych, nie ma problemów z kłamaniem i wyśmiewaniem się z innych, praktycznie nieistniejący kompas moralny, dobrze traktuje tylko przyjaciół, pewny siebie, trzyma się tylko tych zasad, które mu się podobają
Nie spodziewał się, że Lawendowa Gwiazda weźmie go ze sobą na jakiś patrol. Po niej raczej spodziewał się stchórzenia i nawet nie pójścia gdziekolwiek poza swoją przywódczą norę. Zdziwiło go to, ale postanowił tak czy siak skorzystać z okazji i pójść z nią i Donośnym Krzykiem na sprawdzenie tego "wielkiego niebezpieczeństwa", o którym tak kłapał Klekoczący Bocian. On zawsze nieźle zmyślał i koloryzował, ale może tym razem się nie mylił? To by było ciekawe.
Dymny kocur szybko kapnął się, że idą w stronę Grzmiącej Ścieżki. Nie było ciężko to zauważyć, bo nie dość że w okolicy niemiłosiernie cuchnęło to jeszcze przecież praktycznie codziennie tutaj był. Tereny Klanu Wichru znał jak własną łapę.
Szedł trochę z tyłu kiedy Lawendowa Gwiazda przykucnęła przy Ścieżce i zapytała się czy są gotowi na przejście. Pfff. Zachowywała się jakby to było coś strasznego. Dla Borsuczej Mordki na pewno nie było to tak przerażające jak wszyscy mówią. Nudna ścieżka, na której ledwo co biega.
-Patrz na to, pierwszy będę -zapowiedział, kocięcy duch rywalizacji dalej w nim żył- Tylko nie krzycz za mną zbyt donośnie, bo Lawendowa Gwiazda zawału dostanie -parsknął ze śmiechem do siostry i ruszył do przodu niczym strzała. Nie zatrzymał się nawet żeby spojrzeć czy nic po Grzmiącej Ścieżce nie biegnie. Po prostu przeleciał na pałę na drugą stronę, żeby przypadkiem nikt nie wpadł na pomysł zatrzymania go zanim nie będzie już na to za późno. Chciał pierwszy przejść i może nawet jako pierwszy wypatrzeć jedno z tych dziwnych stworzeń, które podobno miały się znajdować gdzieś w okolicy.
a nas wiedzie trójka demonów con a m isię karmią:
na przedziexxx,,pychaxx,,podąża ztańczącą latarnią chciwośćwczepiła się wsiodłoi grzebie po sakwach broipod zbrojąxxxxlubieżnośćxxxxpokusa niełatwa
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Paplanina Klekoczącego Bociana, a co za tym idzie ogólne poruszenie dotarło również i do czarnych uszu. Fala ekscytacji przebiegła po krzykliwym kręgosłupie. Gdyby tylko mogła, to zapewne sama ruszyłaby na zwiad, co by znowu ją cos ciekawego nie ominęło. Jednak, o dziwo nie było to wcale takie konieczne. Ku jej pozytywnym zaskoczeniu, Lawendowa Gwiazda zdecydowała się włączyć ją w patrol mający wybadać sytuację. Aż spuchła z dumy.
Kroczyła żwawym krokiem tuż za przywódczynią na czele i z Borsukiem tuż obok. Trochę niedowierzała, że jej brat, taki chuligan podobno również został wytypowany na tego patrolu. Tutaj musiał być jakiś podstęp. Niemniej jednak taki obrót spraw bardzo ją cieszył, brakowało jej takiego obcowania z rodzeństwem. Może uda mu się troszkę podroczyć z najlepszym braciakiem.
Wpatrywała się w kamienną drogę z dużymi oczami. Była całkiem podekscytowana możliwością przyjrzenia się tej słynnej Grzmiącej Ścieżce z bliska. Choć ku jej rozczarowaniu w pobliżu nie było żadnego potwora, tylko ta długa droga.- Tak! Iiiiiii... -Wytężyła wzrok, chcąc dostrzec jakieś niepokojące kształty po drugiej stronie. Póki co nic jednak nie zauważyła.- I nie! -Odpowiedziała przywódczyni, nie wiedzieć czemu całkiem dumna z siebie. Jakby dokonała cudownego odkrycia. - Aha! Chciałbyś, nie dam ci tak łatwo! -Sama dała się ponieść duchowi rywalizacji. I na to liczyła mając kocura u boku.- Ta?! A ty spróbuj się nie zborsuczyć jak z tobą wygram! -I wystrzeliła zaraz za bratem. Miała się pokazać z jak najlepszej strony przed przywódczynią, a zamiast tego rzuciła się do biegu jak kocie grające w berka. Biedna Lawenda.