Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Oczywiście, że trzeba być uważnym, zawsze i wszędzie! x— Wiem! — przytaknął chętnie i ponownie zapatrzył się na otaczające go tereny. Pożółkła trawa pięknie falowała, targana podmuchami wiatru, w grzbiet drapała go pojedyncza gałązka bzu. Podobało mu się poza obozem. Było zupełnie inaczej, niż w nim - inne zapachy, świeższe powietrze, mniej kotów. Nagle poczuł niepokojące ukłucie zmartwienia. Nie będzie tego widział tak często, jakby chciał, jeśli nie może wychodzić samotnie. Ale hej, w końcu Śliwkowa Pestka sama zaproponowała, że będzie z nim wychodzić, wiec nie ma się czym martwić, prawda? Uśmiechnął się przyjemnie na tą myśl i nastroszył futerko, by utrzymać ciepło. Nie dało się ukryć, pora nagich drzew nadchodziła wielkimi krokami, a Sroka już nie mógł się doczekać! Czego? Otóż odpowiedź była prosta - śniegu! x— Kiedyś zapytam się o to Księżycowy Pył, może ona będzie wiedziała. Powiem ci, co o tym myśli, Śliwkowa Pestko! — zaproponował wesoło, zerkając na mistrzynię. Skoro ona nie wiedziała, to w takim razie sam będzie musiał to odkryć! A potem się tym podzielić, żeby i czarno-biała nie musiała się już zamartwiać. Rangi? Nie było to coś, czego Srocza Łapa nie znał, jednak wciąż musiał się zastanowić. Jeszcze nigdy nie musiał ich wymieniać! x— Kocięta! Terminator i terminator medyka, wojownik, matka... starszy. I jeszcze medyk, zastępca przywódcy i przywódca! — O terminatorze medyka słyszał tylko dlatego, że Lśniące Futerko coś o nim przebąknęła pod nosem, bardzo dawno temu. Cóż, może nie tak dawno, ale z pewnością nie było to wczoraj, ani też przedwczoraj. A jeśli coś było wcześniej, niż wczoraj, czy przedwczoraj, to znaczy, że było BARDZO DAWNO TEMU.
Mistrz: Kosowa Pieśń
Płeć: kotka
Matka: Kosowa Pieśń
Ojciec: Głogowy Cień
Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Śliwkowa Pestka skinęła łebkiem z delikatnym uśmiechem, kiedy kocurek obiecał, że poinformuje ją co do stanu wiedzy Księżycowego Pyłu odnośnie sytuacji w Klanie Gromu. Ze wszystkich Rzeczniaków, to własnie Księżycowy Pył miała największe szanse otrzymać taka informacje. Medyków nie wiązały klanowe zgrzyty i kłótnie. Chociaż...czarno-biała obawiała się, że to co kiełkuje sobie między Gromem a Rzeką jest już na tyle poważną niechęcią, że może udzielać się też medykom. Mogła się mylić, a rozmowa Sroczej Łapy z Księżyc i jej ewentualne skutki powinny rozwiać bądź potwierdzić jej wątpliwości. Nic dalej nie powiedziała w spokoju słuchając jego dalszej wypowiedzi odnośnie rang. xx— Bardzo dobrze, wymieniłeś prawie wszystkie rangi! Zapomniałeś o...pomocniku medyka — zamruczała, spoglądając na swojego terminatora troskliwie. Była to ważna ranga, jednak cóż... Przez to, że w Klanie Rzeki żaden kot jej nie piastował na ten moment, mogła nie rysować się w umyśle młodszych kociąt. Sama Śliwka też miała lekki problem z odróżnieniem pomocnika od samego terminatora medyka. Może Kapustka również i dlatego wymienił jedynie jedno z nich? Nawet jeżeli, Głogówna była tutaj po to, aby uzupełnić jego wiedzę i spokojnie mu wszystko wyjaśnić. Innej opcji nie widziała. Odchrząknęła cichutko i sama nastroszyła futerko, aby było jej nieco cieplej. Dotykające ją w bok i grzbiet gałązki Kolczastego Bzu tylko przyprawiały ją o dreszcze, a to wcale nie pomagało jej się skupić i zachować ciepło! — Więc tak. Każda z tych rang ma swoje obowiązki, bądź po prostu charakterystyczne czynności które musi wykonywać i reprezentować. Zaczniemy od trójki najważniejszych kotów, które tak jak ja i ty przed chwilą wymieniłeś. Chodzi tutaj o przywódcę, zastępcę przywódcy oraz medyka. — zrobiła krótki wstęp, aby skupić na sobie uwagę biało-czarnego. Nie chciała wrzucać go od razu na głęboką wodę słów, bo i sama by się pewnie w nich utopiła. Czuła, jak powoli jej język znów zaczyna się plątać a słowa układać w nieodpowiednich szykach. Na całe szczęście, na razie udawało jej się mówić poprawnie bez...Żadnych niepożądanych niespodzianek pokroju znikających literek, braku odpowiedniego odmienienia czy złego szyku wypowiadanych słów. Gwiezdny Klan jej światkiem, zapadłaby się chyba pod ziemie! xx— Przywódca to kot, który reprezentuje dany klan i jest jego najważniejszym członkiem. Drugim członem jego imienia jest "Gwiazda".Posiada 9 żyć przekazanych mu przez przodków w Gwiezdnym Klanie. P'owadzi ceremonie, nadaje kotom imi'na wojowników oraz terminatorów a po jego śmier'i - przywództwo obejmuje zastępca. — wzięła głęboki wdech i wypuściła białą chmurkę z pyszczka, która po chwili zniknęła. Musiała na moment przerwać, bowiem już czuła jak niektóre literki uciekają i nie zostają wypowiedziane. Czy to stres? Nie...nie miała się czym tutaj stresować! Zostały jeszcze dwie rangi do objaśnienia na początek a potem...potem coś wymyśli. — D-dalej, zastępca to kot, który pilnuje porządku w klanie, zastępuje przywódce pod jego nieobecność bądź w czasie ciężkiej choroby. Dba o treningi, wyznacza patrole czy polowania. Zostaje przywódcą po śmierdzi poprzedniego. Potem mamy medyka, kota, który został zaakceptowany przez Gwiezdny Klan i ma z nimi kontakt. Zajmuje się leczeniem kotów. Medycy nie walczą i nie kierują się Kodeksem Wojownika a Kodeksem Medyka. S-są jakby...Nie wiążą ich klanowe konflikty, są jakby poza nimi, oraz nie mogą mieć kociąt. — kolejna dłuższa wypowiedź kosztowała Śliwkową Pestkę masę dyskomfortu, jednak udało jej się nie popełniać masy innych błędów niż znikające literki. Poruszyła wibrysami a koniuszek jej ogona podrygiwał delikatnie. Czy powiedziała wszystko? Chyba tak...Na pewno! Jak jej się coś przypomni, na pewno doda w drodze do Bobrowej Tamy, gdzie ich spacer miałby się zakończyć. Ale najpierw... — To były trzy najważniejsze rangi w każdym klanie. Wymieniłeś jednak więcej, czy byłbyś w stanie powiedzieć mi, jakie obowiązki mają wojowniczy oraz terminatorzy?
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Wydał z siebie zaskoczony pomruk. Pomocnik medyka? A któż to taki, Kapustka nigdy o nim nie słyszał! Z łatwością domyślił się jego zadań, jednak wciąż pozostawał zdziwiony istnieniem takiego stanowiska. Słyszał, że niektórzy wojownicy pomagali Księżycowy Pył, ale wciąż byli wojownikami, czyli byli jej pomocnikami, ale nie P O M O C N I K A M I. Skoro była to oddzielna ranga, to znaczy, że była pełnoetatowa!
Nastawił uszy, gdy Śliwkowa Pestka zaczęła dłuższą wypowiedź, pełną zupełnie nowych informacji. Znał parę faktów, zwłaszcza tych o przywódcach (przecież nawet on trochę bawił się w rządzenie klanem i musiał wiedzieć, czemu bycie Gwiazdą jest takie fajne!), jednak obowiązki zastępcy niesamowicie go zaskoczyły. Nie spodziewał się ilości zwykłej, "brudnej" roboty, którą musiał wykonywać! Nie spodziewał się również, że medycy są ponad podziałami i nie obowiązują ich kłótnie klanów - nie mógł jednak zaprzeczyć, że było to dobre rozwiązanie, bardzo na łapę. A teraz jego kolej na gadanie! x— No więc... terminatorzy uczą się, żeby zostać wojownikiem i mają do nich bardzo podobne obowiązki. Muszą polować, patrolować, walczyć w obronie klanu i działać dla jego dobra - i to chyba też dlatego nie powinno się być niegrzecznym i wydziwiać, bo wtedy zaburza się jedność klanu, prawda? Jak się narażę, to Rzeka może stracić ważnego członka, bo każdy członek jest ważny! Ale, wymieniają mech w legowiskach kociąt... Widziałem też, że czasem łatają ściany w legowiskach, jak przeciekają. Powinni być posłuszni przywódcy i okazywać szacunek kotom wyższym rangą. Wojownicy muszą robić prawie to samo, tylko zamiast uczyć się na wojownika, muszą szkolić przyszłych wojowników! — Nie wiedział, czy wiedza, którą przekazał była imponująca. Tak właściwie, to wymienił banały i rzeczy, które sam zdążył zauważyć. Pamiętał, że widział koty wymieniające mech z posłań i uszczelniające ściany, nie wydawało mu się to zbyt oczywiste. Ojej! — Śliwkowa Gałązko, ja przecież nie umiem polować! Walki mam unikać, to wiem, ale co z polowaniem? Jak mam przynosić zwierzynę dla klanu, jeśli nie umiem jej złapać? — zapytał pełnym emocji głosem, cudem nie podrywając się z miejsca i nie stając przed mentorką na wszystkich czterech cieniutkich łapach. Co teraz zrobią?
Mistrz: Kosowa Pieśń
Płeć: kotka
Matka: Kosowa Pieśń
Ojciec: Głogowy Cień
Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Zachichotała cichutko jak kocurek wydał z siebie zaskoczone piśnięcie na dźwięk nowego, nieznanego dotąd stanowiska w klanie. Cóż, mogłaby powiedzieć, że jej pyszczek wyglądał równie komicznie kiedy sama usłyszała to słowo - pomocnik medyka. Chociaż jej było bliższe niż synowi Lisiego Ogona. W końcu kiedy ona była mała, Księżycowy Pył sprawowała tę rangę a medyczką była Łososiowa Łuska. Uśmiechnęła się ciepło i oczekiwała cierpliwie aż kocurek wypowie się co do wymienionych rang; wojownika i terminatora. Kiedy w końcu zaczął, a po długiej wypowiedzi Śliwkowej Pestki w powietrzu nie pozostało nic - wsłuchała się w to co też wiedział jej terminator. Wszystko się zgadzało! Nie mogła się powstrzymać od uniesienia kącików ust - Srocza Łapa mówił to w taki uroczy sposób! Pokiwała parę razy krągłym łebkiem i zamruczała z aprobatą. Akurat rangi nie były niczym trudnym. Kocię mogło obserwować co też dzieje się w klanie, słuchać nazw i opowieści; nie koniecznie tylko na swoich naukach! Śliwka na przykład trochę usłyszała od starszych, a trochę przez przypadek czy od Ważkowej Łapy. Aż ukuło ją coś w serce na myśl, że bury kocur nie mógł jej teraz widzieć w roli mentorki i wojowniczki. Pewnie sam miałby terminatorów jak kwiatów! Jednak przepadł bez śladu. Jak kamień w wodę, jak...jak! xx— Dokładnie tak — odparła w końcu przed emocjonalnym wybuchem kocurka z delikatnym uśmiechem. Szło im..bardzo sprawnie! — Wojownicy, tak jak każdy kot w klanie powinni jeszcze przestrzegać Kodeksu Wojownika, jednak wierzę, że miałeś to na myśli kiedy mówiłeś o dbanie o klan. Drugi człon imienia terminatora to ''Łapa'' i kiedy ukończy swój trening zostaje mianowany na wojownika. J-jednak to już wiesz. Powracając jeszcze szybko do rangi, którą tak się zdziwiłeś to... — wzięła głębszy wdech i ułożyła sobie wszystko co też miała na ten temat w głowie. Wibrysy jej zadrżały a ogon delikatnie zafalował, mocniej owijając się wokół łap. Swędziało ją aby ruszyć dalej, jednak! Nim rusza, musi jeszcze poruszyć kilka innych kwestii. Zerknęła na zachmurzone niebo. Chciała wrócić do obozu nim zacznie się ściemniać. Może jutro wybierze się z kocurkiem na dłuższy spacer nieco wcześniej? Nie... Będzie wygodniej od południa i wtedy też wrócą jak nieco się ściemni. Oj nie wie! Nie może tak planować... xx— Pomocnik medyka różni się od terminatora tym, że ukończył swój trening na medyka i uzyskał imię. Prawdziwym medykiem zostaje dopiero wtedy, kiedy jego poprzednich umrze. Zarówno pomocnik jak i terminator jest po jednym na każdy klan. Terminator zdobywa wiedzę, aby później stać się pomocnikiem. Tak było, jak jeszcze byłam kociakiem. Księżycowy Pył była pomocnikiem medyka bo ukończyła swój trening a Łososiowa Łuska jeszcze żyła. Wtedy też- — zamilkła w połowie zdania, słysząc nagły, emocjonalny wybuch u Kapustki. Spojrzała na niego i zamrugała kilka razy a na jej pyszczku pojawiło się zaskoczenie. Dopiero po chwili zachichotała ciepło i posłała w jego kierunku troskliwe spojrzenie. Jak się rwał! Wstała i ogonem delikatnie przejechała po jego grzbiecie w kojącym geście. — Spokojnie, Srocza Łapo. Na wszystko przyjdzie pora. Nauczę cię i walczyć i polować, tym się nie przejmuj. Nie mogę ominąć tak ważnych umiejętności — zapewniła, dając sygnał aby ruszyli takiej. Powolnym krokiem kierowała się w stronę Bobrowej Tamy bo tam miał się zakończyć ich spacer i omawianie rang. Spokojnym gestem ogona zachęciła Srokę aby podążał obok. Pragnęła jakoś o uspokoić i zapewnić, że jeszcze będzie polował dla klanu jak nikt! xx— Mogę ci obiecać, że jutro zajmiemy się polowaniem po poznaniu granicy z Klanem Gromu, słońce. Nauczę cię polować i będziesz mógł przynosić zwierzynę na stos. Chce cię tylko zapewnić, że nawet jak tego teraz nie robisz; jesteś ważnym ogniwem. Bo jak powiedziałeś - każdy kot w klanie jest ważny. Teraz jednak skupmy się na rangach, dobrze? Opowiedz mi co wiesz o matkach, kociętach i starszyźnie.
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
x— Ojej, to dobrze! Czyli jeszcze nie muszę przynosić nic na stos, tak? — zapytał wyraźnie uspokojony, dając upust emocjom, wyskakując na cztery łapy jak sprężyna, gdy tylko wojowniczka wstała. Ucieszyła go wizja nauki polowania i walki, w końcu jak już będzie umiał się bić, to będzie mógł bronić innych! Albo wykarmiać klan! I musi oddać wiewiórkę Wiewiórce - co było bardzo istotne. No i będzie mógł wychodzić szukać z Bawinkiem bawinków i kapustek - gdy tylko srebrny zostanie terminatorem. — Czy w takim razie, skoro w klanie może być jeden medyk, jeden pomocnik medyka i tylko jeden terminator medyka, to mogą istnieć razem, Śliwkowa Pestko? I wtedy terminator medyka będzie nim do momentu, aż medyk nie umrze i wtedy ówczesny pomocnik zajmie tą rangę, a ten terminator stanie się pomocnikiem? — zapytał zaciekawiony i nieco rozbawiony. Sroczkę bawiło mnóstwo rzeczy, które po głębszym zastanowieniu się nie były wcale takie zabawne, a po prostu normalne. Uznawał to jednak za jedną ze swoich zalet, bo w końcu kto się potrafi w życiu śmiać, ten żyje szczęśliwiej! Był młody i zasługiwał na trochę głupkowatej rozrywki, przyjdzie czas na powagę i nadęcie. A potem zostanie starszym i znowu będzie mógł się dobrze bawić! Tylko wolniej, bo będą go bolały łapy.
Powstrzymał cisnące się na pyszczek pytanie, mało istotne i nie związane z treningiem. Takie zostawiał na koniec, zwłaszcza, ze Śliwkowa Pestka dała mu kolejne zadanie. x— Matki opiekują się kociętami, karmią je, bawią się z nimi, opowiadają im historie, no, dbają o nie! A starsi są prawie jak matki, bo też opowiadają historie i czasem bawią się z kociętami, ale są starsi. To członkowie klanu, którzy już nie mogą pełnić funkcji wojownika przez swój wiek albo zdrowie. Dają rady! I należy im się duży szacunek, bo mają dużo doświadczenia. A kocięta... będą terminatorami i są do tego przygotowywane. Albo same się przygotowują przez zabawę — opowiedział, falując w powietrzu cienkim ogonem. To były zdecydowanie prostsze rangi, niż wojownicy i terminatorzy.
Mistrz: Kosowa Pieśń
Płeć: kotka
Matka: Kosowa Pieśń
Ojciec: Głogowy Cień
Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
xx— Dopóki nie potrafisz walczyć, nie. Możesz brać ze stosu jedzenie kiedy chcesz, jednak z umiarem. Zbliża się Pora Nagich Drzew kiedy zwierzyna się chowa i jest jej naprawdę mało. Jako twoja mistrzyni mogę...cóż, zabronić ci jeść przed kociętami, matkami i starszyzną. Jak na razie nie jest najgorzej. Jednak! Jak tylko nauczysz się polować, nie będzie zmiłuj! Najpierw polowanie dla klanu, później własny posiłek, zrozumiano? — pacnęła kocurka ogonem w zaczepnym geście i posłała w jego kierunku delikatny uśmiech. Wiedziała, że zrozumie powagę sytuacji jaką niewątpliwie była Pora Nagich Drzew. Zwierzyny nawet już teraz zaczynało być coraz mniej a jak już jakaś się trafiła - była mizerna. Miała nadzieję, że kiedy jutro uda im się zapolować, Gwiezdny Klan będzie dla nich łaskawy i ześle dorodne piszczki. Zarówno te wodne jak i kryjące się w zgniłej ściółce. Kroczyła spokojnie, co jakiś czas odwracając krągły łepek w stronę idącego obok Sroki aby go pilnować? Tak, można tak to nazwać. Słysząc jednak zaciekawiony i rozbawiony głos, który towarzyszył zadanemu w jej stronę pytaniu odnośnie rang - poruszyła uszami i chwile analizowała to, co zostało jej zadane. Sama cicho zachichotała i westchnęła kręcąc łebkiem. Ach...! xx— Oczywiście, że mogą istnieć razem w tym samym czasie, Srocza Łapo. Brzmi to...dość abstrakcyjnie, ale jest to możliwe. — mruknęła i po chwili jeszcze chwile się zastanowiła i jej wibrysy zadrżały. — Wiesz, pomocnikiem medyka, terminator staje się dopiero wtedy kiedy ukończy swój trening. Więc wydaje mi się, że byłoby tak jak mówisz. Dopiero po śmierci medyka jego pomocnik stałby się prawdziwym medykiem a terminator pomocnikiem. In-innego wyjścia nie ma. — jej głos lekko zadrżał pod sam koniec. Odchrząknęła i prowadziła kocurka dalej w stronę Bobrowej Tamy tym razem oczekując odpowiedzi na swoje pytanie odnośnie rang; matki, kociaka i starszego. Chciała wiedzieć, co też Srocza Łapa o tym wie, bo...Cóż, rangi te były jednymi z prostszych! Jej ogon lekko zafalował a uszy skierowały się w stronę biało-czarnego kiedy zaczął mówić. Co jakiś czas kiwała łebkiem w geście potwierdzenia jego słów. Było...dobrze! Zamierzała jeszcze trochę dopowiedzieć aby...cóż, uzupełnić jego wypowiedź. Posłała w jego kierunku uśmiech i nim raczyła dopowiedzieć to co zamierzała, przed nimi ukazała się charakterystyczna budowla zwierząt o wielkich kłach - bobrów. Zaczepnie pacnęła kocurka ogonem w bok i mocno wybijając się od ziemi wskoczyła na tamę, bez problemu utrzymując na niej równowagę. Przysiadła na niej i owinęła ogon wokół łap. Oto docelowe miejsce ich dzisiejszego spaceru! xx— Tak tylko w ramach uzupełnienia, dodam, że matką zostaje kotka która spodziewa się kociąt. Jednak po osiągnięciu przez nie 6 księżyców, wraca do poprzedniej rangi. Są tez kotki, które już od samego początku uzyskują rangę matki. Starsi, to wojownicy, którzy zrzekli się swojej rangi po księżycach służby klanowi. Owszem, należy im się dużo szacunku, bowiem mają doświadczenie i...tak jak to powiedziałeś, wiele ciekawych historii. Co się jednak tyczy kociąt; należy je chronić, jedzą przed wojownikami i terminatorami, odbywają nauki w wieku 4 księżyców a potem w wieku 6 księżyców powinny zostać mianowane na terminatorów. — wzięła głęboki wdech i cichutko mlasnęła, jakby chcąc rozluźnić nakrapiany jak nos język. — Jesteśmy teraz przy Bobrowej Tamie. Tu kończą się nasze granice z Ziemiami Niczyimi. Po drugiej stronie są granice z Klanem Gromu, jednak tam przejdziemy się już jutro. Czy...masz jakieś pytania odnośnie rang, władz i klanów nim wrócimy do obozu?
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
x— Się wie! — odparł wesoło i zafalował ogonem w górze. Nie miał zamiaru oddawać pacnięcia ogonem, które odebrał jako pocieszająco-zobowiązujące klepnięcie w plecy. Jak już będzie wiedział, jak polować, to dbanie o stos zdobyczy będzie dla niego pestką, z pewnością! Zachichotał wraz z mentorką na rozwiązanie dotyczącego całej tej medycznej zagadki, po czym spokojnie pokiwał głową. No tak, rzeczywiście. Nie było innego wyjścia. Mógł się w tym jeszcze upewnić podczas wizyty u Księżycowego Pyłu, którą planował. Biedna, oby tylko nie załamała się pod naporem pytań! Chociaż pewnie i tak nie byłyby to najtrudniejsze, jakie kiedykolwiek usłyszała, w końcu musiała być mądra, skoro była medyczką.
Westchnął z zachwytem, gdy dotarli do Bobrowej Tamy i z podziwem popatrzył, jak Śliwkowa Gałązka z łatwością na nią wskakuje. Też tak chciał! Do jego uszu dochodziło ciche chlupotanie wody przelewającej się przez zaporę i przeszedł go dreszcz. No, może niedługo, jak już będzie więcej umiał. Dopiero wtedy spróbuje - teraz nie chciał się zmoczyć i zachorować. x— O, o! Wierzbowa Gałązka jest matką, cały czas! — zawołał znane imię i uśmiechnął się na myśl o puchatej kocicy. Była miła! Nie znał jej aż tak dobrze, ale pamiętał, że pomagała w jego wychowywaniu. Pokiwał głową, słuchając dalszych słów czarno-białej i zastrzygł uchem. Chwilka, granica z Gromem była po drugiej stronie? Ojej, to znaczy, że będzie musiał przechodzić przez tamę już jutro! — Pytania? N-nie! Nie mam! — miauknął niepewnie po chwili, czując jak wcześniejsze zagadnienie wylatuje mu z głowy. No proszę, co nowe doświadczenia, a nawet zapowiadanie ich potrafi zrobić!
Mistrz: Kosowa Pieśń
Płeć: kotka
Matka: Kosowa Pieśń
Ojciec: Głogowy Cień
Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Cieszyło ją to jak biało-czarny szybko łapie wszystko co mu się mówiła. Czuła jak już po pierwszym dniu kiełkuje w niej duma. Wyczuwała, że ich współpraca okaże się owocna a Srocza Łapa niedługo zostanie wojownikiem nadrabiając rozpoczęte treningi swojego rodzeństwa. Siedząc na tamie wsłuchała się w szum wody i napawała się chłodnym powietrzem muskającym jej łapy. Pamiętała jak łowiła tutaj ryby u boku Nurt, jak proponowała jej pomoc i pytała o stan treningu. Może gdyby otrzymała odpowiedź zdołałaby zaradzić jej brakowi wiedzy w niektórych tematach? Zacisnęła lekko zęby na te wspomnienia. Grzęzłaby w nich dalej gdyby nie głos terminatora, który miauknął czyjeś imię. Chwile czarno-białej zajęło zrozumienie kontekstu a kiedy w końcu jej się udało - skinęła łebkiem w geście potwierdzenia. xx— Dokładnie tak. Kotki, które mają ta rangę cały czas pomagają w wychowywaniu kociąt jeżeli no...hmm...jest to pierwszy miot danej kotki. — dodała jeszcze aby uzupełnić nieco podane informacje. Kiedy usłyszała, że kocurek nie już pytań, zeskoczyła zgrabnie z tamy i ustała obok niego z przyjaznym uśmiechem. Wskazała mu łbem trasę i ruszyli wzdłuż Grzmiącej Ścieżki w drogę powrotną. — W takim razie, skoro nie masz żadnych pytań, wracamy do obozu. Nie będziemy szli tak samo jak wcześniej. Pokażę ci szybszą drogę od obozu do Bobrowej Tamy. Zapamiętaj ją dobrze. — poleciła. Planowała zrobić kocurkowi taki sam test jak też uczyniła Kos. Pamiętała to aż za dobrze, kiedy pewnego dnia treningu jej mentorko-mama kazała Owocówce prowadzić do jakiegoś miejsca. Było to stresujące, jednak Śliwka jakoś temu podołała i wykonała zadanie. Wojowniczka miała szczerą nadzieje, że Srocza Łapa również sobie poradzi. Droga nie była długa a do tego...Łatwa do skojarzenia. Sama trafiła tędy drogą dedukcji. Łatwo było skojarzyć, że aby trafić do Bobrowej od obozu należy kierować się wzdłuż rzeki! Miała nadzieje, że jak dzisiaj pokażę ową trasę, syn Lisiego Ogona podłapie i zapamięta ja na tyle aby jutro trafić bez problemu. Już chciała skręcić w łęgi, jednak...zawahała się i ominęła ten punkt jedynie o nim wspominając idącemu obok terminatorowi. Szybko dotarli do obozu a kiedy koteczka przecisnęła się przez wejście, delikatnie trzepnęła koniuszkiem ogona ucho Kapustki. xx— Twoim zadaniem na dzisiaj jest przyniesienie starszyźnie i matkom mchu i sytego piszczaka. Sam też powinieneś coś zjeść. — zamruczała i rozejrzała się po obozie dostrzegając niebieską, dobrze znaną sylwetkę. Przełknęła ślinę i wróciła spojrzeniem na terminatora. — Jutro wyjątkowo spotkamy się o wschodzie słońca. Będę czekać na ciebie przed wyjściem z obozu. Wyśpij się dobrze. — pożegnała się z synem Lisiego Ogona i odeszła w stronę Sokolej Łapy przy którym przysiadła i chwile porozmawiała aby później udać się na patrol.
[możesz zacząć następny dzień!]
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Pokiwał głową na informacje od wojowniczki i wspiął się na palce, tak dla rozciągnięcia. Nie siedzieli długo, jednak zimno zdążyło wgryźć się w ciało kocurka, w końcu byli poza obozem już sporą ilość czasu. x— Tak jest, Śliwkowa Pestko! — miauknął radośnie, odwracając głowę od wody w rzece. Pierwszy raz widział ją z tak bliska, była... niesamowita! Srocza Łapa nie umiał jej opisać, jednak wprawiała go w zdumieni i zachwyt. Że też coś takiego w ogóle mogło istnieć! Po słowach mentorki, starał się jednak na niej nie skupiać, a poświęcić uwagę drodze do obozu. W końcu takie było polecenie! Ciekawe, kiedy będzie uczył się łapać ryby albo pływać. Słyszał, ze tylko Rzeczniacy to potrafili, zatem jak najprędzej chciał posiąść tak ciekawe i unikalne zdolności! Chociaż pływanie, teraz? Kiedy było tak zimno? Zapewne zostawią to na cieplejszy dzień lub na sam koniec, kiedy minie pora nagich drzew. Wtedy nie złapie żadnej choroby!
Droga rzeczywiście była o wiele krótsza, nim łaciaty się spostrzegł, stali przed obozem, przeciskając się przez jałowiec. Uniósł ogon, widząc znajomy pyszczek matki i uśmiechnął się do niej szeroko. Będzie miał tyle do opowiadania! Przed popędzeniem do białej kotki powstrzymał go jednak głos Śliwkowej Pestki, przydzielającej mu OBOWIĄZKI! Takie prawdziwe, terminatorskie! x— Dobrze, Śliwkowa Pestko! Każdy będzie najedzony! — zawołał wesoło, zmierzając do stosu zdobyczy, po zwierzynę potrzebną do zadania. No, czyli porozmawia z mamą trochę później!
__________
Przeciągnął się i zmierzył zaspanym wzrokiem obóz. Wstawanie rano było... zaskakująco ciężkie po tak wyczerpującym dniu. Świeżo po powrocie z treningu nie odczuwał zmęczenia, jednak wieczorem, gdy kładł się spać? Zdecydowanie, nawet trochę bolały go łapy po tym całym bieganiu! Nie miał zamiaru jednak narzekać, cieszył się możliwością nowych doznań i nauki, dlatego w umówionym miejscu stawił się trochę przed czasem, wyszykowany i pełen na kolejny intensywny dzień, z ogromem entuzjazmu ukrytym pod cienką warstwą klejących się oczu. Przylizał trochę futerko na piersi i cicho wyczekiwał Śliwkowej Pestki.
Mistrz: Kosowa Pieśń
Płeć: kotka
Matka: Kosowa Pieśń
Ojciec: Głogowy Cień
Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Koteczka była już na łapach właściwie przed wschodem słońca. Dlaczego? Musiała iść na grób Nurt aby...cóż, po prostu tam pobyć. Pozbyła się z powoli porastającego trawą kopca zgniłych liści i przyozdobiła go jakimiś polnymi, ostałymi się kwiatami. Poprosiła o pomoc w ich szukaniu swojego rata - Mrozika, kocur wiedział doskonale gdzie znajdują się jakieś ładne kwiaty. W taki oto sposób, kiedy słońca oblało swoimi jasnymi i jak na razie chłodnymi promieniami słońca obóz Klany Rzeki, czekający już przy wyjściu Srocza Łapa mógł dojrzeć czarno-białą sylwetkę przeciskającą się przez krzewy na krańcu obozu. Otrzepała się delikatnie i nastroszyła futerko. Ziewnęła szeroko, chcąc się nieco wybudzić i widząc czekającego terminatora - zamrugała zdziwiona i czym prędzej podtruchtała do niego. Oj! Czyżby się zasiedziała i przyszła jako druga? xx— Och! Przepraszam, długo czekałeś? Z-zasiedziałam się przy...grobie siostry — jej głos lekko się załamał a nieco starsza od niego samego kocica zabrzmiała jakby się zawstydziła owym wyznaniem. Odchrząknęła cicho i posłała w kierunku kocurka delikatny uśmiech, dając znak aby poszedł za nią. Wyprowadziła go poza obóz i ustała przed wejściem. Było wcześnie i chłodnawo. Na niektórych źdźbłach trawy pokazywał się biały osad a z nozdrzy i pyszczków kotów uchodziła biała para. Śliwkowa Pestka mogłaby przysiąc, że było na tych mroźno, że szczypało ją w różowo-czarne poduszeczki u łap! Trzepnęła uchem i zerknęła w stronę syna Lisiego Ogona z uśmiechem i iskierkami w zielono-żółtych ślepiach. — No! Więc to już drugi dzień naszego treningu. Jak wiesz, dzisiaj poznasz granice z Klanem Gromu i jak dobrze pójdzie to również z Klanem Cienia i Czterema Dębami. Jak tez obiecałam nauczę cię polować. Jednak najpierw... — tu nastąpiła iście dramatyczna przerwa w wypowiedzi i czarno-białej Owocówce zadrżały wąsy z swoistej ekscytacji. Miała zamiar przepytać swojego terminatora z tego, co wczoraj omówili, jednak najważniejszym punktem dzisiejszego początku treningu jest; — Chciałabym cię poprosić, abyś zaprowadził nas do Bobrowej Tamy.
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
x— Tylko chwilkę, nic się nie stało! — miauknął uspokajająco i uśmiechnął się życzliwie. Cieszył się i podziwiał Śliwkową Pestką za to, że w ogóle była zdolna do prowadzenia jego treningu. W końcu strata rodzeństwa, zwłaszcza jeśli było się z nim blisko, była olbrzymim ciosem i Kapustka wcale by się nie zdziwił, gdyby wojowniczka wzięła trochę czasu wolnego na uspokojenie umysłu. Cieszył się, że miał tak duże szczęście i w jego najbliższej rodzinie nikt nie odszedł jeszcze do Gwiezdnych. Ziewnął ostatni raz, postawił krótkie futerko na sztorc dla ocieplenia i dziarskim krokiem ruszył za czarno-białą. Spokojnie stanął z boku wejścia do obozu, tak by nie torowa ruchu i posłuchał słów mistrzyni. Granice z Klanem Gromu, Cienia i Czterema Dębami! Nie mógł się doczekać! To było bardzo dużo terenu, Sroka nie mógł zaprzeczyć, jednak buzująca w łapach energia dawała mu pewność, że pokona go bez cienia zmęczenia - a przynajmniej do powrotu do obozu. W legowisku wszystko czuć trzy razy bardziej, zwłaszcza bolące kończyny.
Ze zdziwieniem przyjął przerwę i drżące wąsy Śliwkowej Pestki. Co takiego planowała? Co mogło wywołać w niej aż takie emocje, no co? Chce go zapoznać z jakimiś nowymi kotami z innych klanów? Rzucić w objęcia borsuka? Otóż NIE! Sroka otworzył szeroko oczy ze zdziwienia i wydał z siebie zduszone jęknięcie. Ma poprowadzić? O nie! Przebierając ze zdenerwowania łapami, pokręcił dookoła głową. x— No to... w stronę rzeki. Grzmiącej Rzeki? — Nie był pewien swoich słów, jednak pamiętał trasę, którą wczoraj przebył. Była prosta i się na niej skupiał, więc nie było to nic dziwnego. Długimi krokami, chcąc jakoś wyładować stres, skręcił w stronę rzeki. Spojrzał niepewnie na Śliwkę, oczekując jakiejś wskazówki na jej pysku. Może jednak nie znał drogi tak dobrze? Niespodzianka, jaką mu zrobiła, zżerała od środka jego wiedzę i poczucie nauczenia. — A teraz — miauknął gdy tylko dotarli na brzeg, trochę pewniej i głośniej, niż poprzednim razem (w końcu, kto wie, może wojowniczka nie usłyszałaby go przez szum wody?) — A teraz przed siebie — dokończył i kontynuował prędki marsz. Trasa była oczywista. W przeciwną stronę do tych dużych kamieni, które rozpoczynały się jeszcze w obozie klany Rzeki, a kończyły... gdzieś. Co jakiś czas zerkał na mistrzynię, by upewnić się, że tak, idzie idealnie prostą drogą i nie ma przywidzeń, że obok jest rzeka. Bo tak mogło być, może powietrze było dzisiaj jakieś podejrzane i wpuściło pszczoły do jego mózgu? I teraz miał HALUCYNACJE??? W końcu jednak na horyzoncie pojawił się niewyraźny zarys Bobrowej Tamy, a Kapustka poczuł, jak kamień spada mu z serca. — To tutaj, Śliwkowa Pestko! — zawołał wesoło, prędko podbiegając do najbliższej wystającej gałązki. Trochę to trwało, w końcu to nie takie hop siup i nie mógł się teleportować.
Mistrz: Kosowa Pieśń
Płeć: kotka
Matka: Kosowa Pieśń
Ojciec: Głogowy Cień
Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Kotka nieco się odprężyła słysząc zapewnienie kocurka odnośnie tego, że nie czekał na nią zbyt długo na tym mrozie. Jeszcze by się rozchorował i co? Ją już zaczynało coś powoli brać, a co dopiero Kapustkę, który siedziałby Gwiezdny Klan wie ile w oczekiwaniu na nią. Skinęła łbem z delikatnym i nieco spokojniejszym uśmiechem i ruszyła poza obóz gdzie po obwieszczeniu nowego zadania dla Sroczej Łapy, dojrzała w jego oczach stres. Czy ona wyglądała tak samo w momencie usłyszenia wręcz identycznych słów od Kosowej Pieśni podczas własnego treningu? Oczywiście, że tak! Ta mieszanina stresu i niedowierzania. Słysząc zduszone jęknięcie i obserwując nerwowe dreptanie połączone z rozglądaniem się, cichutko zachichotała. xx— Spokojnie, jakbyś potrzebował pomocy jestem tutaj. Chcę tylko zobaczyć, czy zapamiętałeś wczorajszą trasę. — zapewniła spokojnie. Kapustka miał o tyle łatwiej, że wczoraj Śliwka uraczyła go tym, że wrócili ową trasą. Ją wrzucono na głęboką wodę już na starcie i sama musiała wykminić jak też dojść do Bobrowej Tamy. Kierowała się kojarzeniem faktów i zwyczajną logikom. Udało się? Oczywiście, jakby nie...Nie stałaby tu teraz jako wojowniczka i nie szkoliła kolejnego pokolenia Rzeczniaków. Kiedy ruszyli, Śliwkowa Pestka nie odzywała się za wiele. W momentach w których biało-czarny zerkał w jej stronę kontrolnie, kiwała mu łebkiem i potwierdzała prawidłowość obranej trasy. Od czasu do czasu delikatnie prostowała, kiedy kocurek zbaczał z trasy, ale! Poszło mu bardzo dobrze. Po dłuższym czasie w końcu na horyzoncie pojawił się zarys Bobrowej Tamy, do której z wesołym okrzykiem podbiegł syn Lisiego Ogona. Po paru uderzeniach serca dołączyła do niego i czarno-biała kotka z zadowolonym mruczeniem. xx— Bardzo dobrze, Srocza Łapo! — pochwaliła go i wskoczyła na tamę, dając znak ogonem aby kocurek również wykonał taki skok i powolnym krokiem ruszyła wzdłuż bobrzej budowli, aby móc przejść na drugą cześć terenów Klanu Rzeki, po drugiej stronie Grzmiącej Rzeki. Przecież to właśnie tam znajdowały się obiecane tereny które terminator miał dzisiaj poznać! Pierwszym przystankiem zaraz po zeskoczeniu z tamy miały zostać Obgryzione Drzewa. To właśnie tam również kocurek miałby szanse poznać pierwszy, obcy zapach należący do Klanu Gromu. Czarno-biała kocica prowadziła go ostrożnie po tamie, zerkając co jakiś czas na niego czy ten nie poślizgnął się i nie wpadł do wody! — Więc, spisałeś się w zaprowadzeniu nas do Bobrowej Tamy. Mógłbyś mi teraz jeszcze przypomnieć co takiego przerobiliśmy wczoraj nim zaczniemy rozmawiać na temat Klanu Gromu?
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Uśmiechnął się zwycięsko i zafalował ogonem, słysząc pochwałę od Śliwkowej Pestki. Ha, on to jednak potrafił! I wcale nie zabłądzili, ani nie doznali halucynacji po drodze, ani nie popełnił żadnej kompromitującej głupoty. Sukces! Ale przecież nie był taki głupi, żeby cały czas popełniać gafy, a chwilę od nich wolną uważać, za sukces, prawda? No właśnie.
Nie był to jednak koniec gryzącego w pięty stresu, bo wojowniczka właśnie wskoczyła na tamę, zachęcając do powtórzenia ruchu. W porównaniu do wcześniejszego zadania wydawało się to jednak zupełnie nie straszne, mała pestka, dla kogoś tak wprawionego, jak Kapustka. Uważając na swoje kroki kocur wtargał się na samą górę i podążył za mistrzynią zastanawiając się nad pytaniem. x— Wczoraj... mówiliśmy o rangach i ich przedstawicielach, i obowiązkach! I zwiedziliśmy granicę z terenami niczyimi, i porozmawialiśmy o drapieżnikach, kotach spoza klanów... Tak w skrócie, o tym mówiliśmy — wymienił, niezbyt rozwodząc się nad żadnym z punktów. Nie był pewny, czy powinien, a nie chciał niepotrzebnie zabierać czasu, który mogli poświęcić na coś bardzo ważnego - naukę nowego materiału. Chociaż... skoro zmierzają na granicę z klanem Gromu, to wypadałoby coś o nich wspomnieć, prawda? — A o Gromie mówiliśmy, że jego przywódcą jest Trzmiela Gwiazda, zastępczynią Żubrze Gardło, którą wcześniej była Łani Krok, a jeszcze wcześniej Turkuciowy Grzbiet... to strasznie stary musi być ten Trzmiela Gwiazda, skoro miał już trzech zastępców! I nie mają medyka — miauknął, zgrabnie schodząc z Bobrzej Tamy. No proszę, wcale nie była taka straszna, jak myślał. A jeszcze wczoraj tak się przed nią trząsł, jak jakieś źdźbło na wietrze. Wciąż przerażała go wizja upadku do wody, jednak miał już jakieś doświadczenie, wiec wiedział, że przechodząc po czymś tak szerokim i całkiem stabilnym trudno było wpaść do rzeki.
Mistrz: Kosowa Pieśń
Płeć: kotka
Matka: Kosowa Pieśń
Ojciec: Głogowy Cień
Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Wojowniczka uśmiechnęła się delikatnie, jakby zachęcająco w kierunku kocurka kiedy zaczął mówić. Na sam koniec skinęła łbem w geście potwierdzenia tego co powiedział i zamruczała z aprobatą. Zapamiętał wszystko! Pewnie jeszcze nie raz będzie go o to wypytywać, aby sprawdzić, czy mimo sporej ilości materiału, syn Lisiego Ogona ze wszystkim nadąża i zapamiętuje wskazane i wymienione rzeczy. Po bezpiecznej przeprawie po Bobrowej Tamie, czarno-biała kocica delikatnie zafalowała ogonem, kiedy Srocza Łapa sam ochoczo zaczął mówić o tym co już wie o Klanie Gromu, a dokładnie o kotach będących na wysokich stanowiskach i tych, którzy byli przed nimi. W prawdzie Owocówka podała mu dwa dodatkowe imiona zastępców gromowego przywódcy. Mruknęła z aprobatą i delikatnie poruszyła łbem, wskazując kocurkowi kierunek ich marszu. xx— Bardzo dobrze. Tak, przywódcą Klanu Gromu jest Trzmiela Gwiazda a zastępcą jest Żubrze Gardło. Zapomniałeś wspomnieć, że na ostatniej dość...spontanicznej ceremonii, Czerwona Gwiazda przekazała nam informacje o tym, że nowym terminatorem medyka w Klanie Gromu jest Truskawkowa Łapa. — Spokojnym krokiem odbili od Obgryzionych Drzew i ruszyli bliżej Kamienistego Brzegu Grzmiącej Rzeki, w kierunku Samotnej Brzozy od której tylko kilka susów będzie ich dzielić do Czterech Drzew. Idąc tak, Śliwkowa Pestka zbierała myśli, co dzisiaj mogłaby jeszcze powiedzieć i czym urozmaicić ten trening Kapustce. Mówiąc szczerze, chciałaby w końcu poruszyć temat Kodeksu Wojownika, jednak...Dzisiaj i tak wiele będą robić, a powrót po długim spacerze będzie nazbyt męczący aby jeszcze dokładać do tego spamiętanie kilku punktów kodeksu, tym bardziej w momencie jak Głogówna planowała nauczyć dzisiaj Sroczą Łapę polowania! Postawiła więc na coś luźniejszego, aczkolwiek wartego uwagi odnośnie Klanu Gromu. Kontakty między-klanowe są bardzo ważne, a ta informacja może...Przydać mu się na przyszłość. xx— Klan Rzeki i Klan Gromu nie mają najlepszych stosunków ze sobą.— zaczęła spokojnie, zerkając w kierunku terminatora, który dzielnie przemierzał trasę obok niej. Jak an zawołanie przed oczami pojawiła jej się opowieść Czerwonej Gwiazdy o tym jak dwie Gromowe terminatorki - Żubrza Łapa i Krowia Łapa, naśmiewały się z Klanu Rzeki i oberwały za to podczas złego oznaczania granicy. Przełknęła ślinę mając przed oczami również inną, gorszą rzecz jakiej dopuścił się Klan Gromu, oczywiście...w postaci pojedynczej jednostki. — W-wiesz, słyszałam o potyczce na granicy między Czerwoną Gwiazdą i dwójką młodych kotek po tym jak klany przeniosły się na nowe tereny. Jednak..Gorszą rzeczą na pewno był gwałt na Czerwonej Gwieździe przez byłego przywódcę Klanu Gromu. N-nazywał się hm..Błysk? Połysk? Błysk! Tak, teraz pamiętam. No, stosunki między nami są chwiejne, jak będziesz tu kiedykolwiek sam, uważaj na siebie.
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
x— No tak, nie wiem jak mogłem zapomnieć! — zakrzyknął i na chwilę wspiął się na palce. Cała ta ceremonia wydawała się kocurkowi dziwna, było mu trochę przykro, że nikt ze znajomych nie zauważył jego przybycia i go nie powitał. Widać oryginalna, niepraktyczna ozdoba na szyi Pajęczej Łapy skutecznie przykuwała uwagę i kto tylko na nią spojrzał, ten wpadał błyszczącą pułapkę i nie potrafił widzieć już niczego więcej na świecie! Przynajmniej jedna jedyna Czereśnia się nim zainteresowała, biedny... i oczywiście Śliwkowa Pestka, ale ona zawsze była nienaganna i dbała o swoich podopiecznych! Nawet jeśli danego dnia byli bardzo oderwani od rzeczywistości. x— Grom chyba niezbyt szanuje koty z innych klanów. Nawet, jeśli pełnią ważną rangę. Powinienem chyba zachowywać w stosunku do nich większą rezerwę, niż do innych — zauważył, marszcząc nos. Jakim cudem PRZYWÓDCA mógł dopuścić się gwałtu? I jeśli on był najważniejszym kotem, sprawował władzę, to co działo się wewnątrz? Kapustkę przeszedł dreszcz, po którym odpuścił grymasu na pysku. Słyszał niepochlebne opinie na temat Gromiaków, a te dwie sytuacje wcale nie poprawiły ich wizerunku w oczach łaciatego. Chociaż co by ich obchodziła opinia młodego terminatora, skoro nie było dla nich żadnej świętości.