Logo Artemidy
Nora
XXXXNie wiedzieć czemu, ale odczuwała dziwną ekscytację na sam fakt możliwości spędzenia czasu z Ognistą Łapą, za każdym razem czuła się po prostu dziwnie i nie rozumiała, jaki był tego powód, przecież to był jej kolega, w dodatku całkiem niedawno poznany. Był miły, był… zmienił się nieco fizycznie, wydawało jej się, że nieco urósł, nabrał masy, a jego pysk wydawał się być jeszcze bardziej przyjemniejszy dla oka. Och, nie powinna była się na niego gapić, to niemiłe.
XXXX– Nic się nie stało, n-naprawdę! Miło mi bardzo, że w ogóle cokolwiek przyniosłeś, ja w sumie… nic nie mam, przepraszam – spuściła na moment łepek, przyglądając się czerwonym, intensywnym płatkom. Piękne, och, gdyby tylko wpadła na podobny pomysł i również coś mu przyniosła, to ten z pewnością poczułby się doceniony. Podwinęła ogon pod tylne łapy. – Ale te maki są śliczne, naprawdę. I nie musisz się przejmować. Nawet, jakbyś mi jakiegoś chwasta przyniósł, to byłoby mi miło, że w ogóle o tym pomyślałeś. I się tak postarałeś, żeby je znaleźć, doceniam to bardzo – mruknęła, całkiem szczerze zresztą, bo liczył się przede wszystkim gest i sama chęć obdarowania drugiej osoby. Nikt nigdy nie dał jej takiego prezentu, więc nie do końca wiedziała, jak ma zareagować, ale czuła się… lepiej, może nawet zapomniała o tym, co znów będzie czuć, gdy wróci do obozu. Podniosła kwiaty z ziemi, uśmiechając się do Ognistej Łapy, a jej ogon odsunął się spomiędzy łap i wyprostował, powiewając na lekkim wietrze niczym flaga.
XXXX– Znalazłam nam takie fajne miejsce, nieosłoniętą żadnymi drzewami ani krzewami polankę, z niej będzie dobry widok na niebo, chodźmy – zarządziła, prowadząc go do znalezionego wcześniej miejsca, które wydało jej się być wręcz idealne na wspólne oglądanie gwiazd. – A w międzyczasie… co u ciebie? Umiesz już pływać? – zagaiła, nie chcąc tak iść w ciszy, a bardzo ciekawiło ją to, co działo się w życiu Ognistej Łapy. Jak szedł jego trening, jak wyglądały relacje z klanowiczami, cokolwiek tak naprawdę. Mogła słuchać o wszystkim, nawet, jeśli jej kolega nie uważał tych tematów za ciekawe. Dla Jaskółki były.

my love, take your time,
I’ll see you on the other side,
raise a glass to freedom...

LVL 4 115 / 300
MedLVL 6 754 / 900
8
Siła
S
12
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxxSerce tak mocno biło mi w piersi, że pewny byłem, że niedługo po prostu wyskoczy i będę musiał je gonić. Sam nie wiedziałem dlaczego tak było. Nie miałem tak NIGDY. To nie był taki stres, jaki odczuwałem... zazwyczaj, zawsze. Bo stresowałem się zawsze. Wszystkim. W tym przypadku było inaczej, ale ja nie potrafiłem zrozumieć JAK INACZEJ i czemu było właśnie tak. Migocząca Łapa nic mi nie zrobiła. Wręcz przeciwnie. Czemu reagowałem tak, jakby miało się stać najgorsze? Wytłumaczyć to mogłem sobie tylko w jeden sposób i wcale mi się nie podobało: bo bałem się, że ja doprowadzę do najgorszego. Dlaczego nie mogło przy mnie być Wody? Wtedy byłoby wszystko prostsze, przy niej było wszystko prostsze. Wtedy to ona gadałaby z Jaskółką, wtedy to one by się poznały a ja byłbym... z boku. Dalej spędzałbym czas z terminatorką klanu cienia, tyle, że nie bezpośrednio. Wtedy byłoby lepiej, bo Woda nie była takim pechowym przypadkiem jak ja - ona przede wszystkim nie dygotałaby jak liść na wietrze, na pewno lepiej zajęłaby się rozmową.
xxxx- C-co! Nic... się nie stało, coś ty, niczego nie chciałem! Obiecałem, że coś przyniosę... nie mógłbym przyjść bez niczego! - wytłumaczyłem szybko. Zupełnie nie spodziewałem się jakiegoś prezentu od niej, ona się z niczym nie zapowiadała, nie mógłbym niczego oczekiwać. Ja za to jej obiecałem, a gdybym nie spełnił obietnicy, nawet bym się tu nie pokazywał. Zbyt wstyd by mi było, bardziej niż teraz! Nawet, jeżeli kolorowa zapomniała o moich słowach o bzach - ja pamiętałem i poczucie winy chyba zabiłoby mnie na amen. Ani śniłem więc przychodzić bez niczego. I serce nagle stało się jakby... cieplejsze, gdy mówiła, gdy dziękowała. Więc jej się podobały! Cieszyłem się, naprawdę bardzo. Gdyby zareagowała inaczej... Wzdrygnąłem się. - Dla ciebie przyniósłbym każde kwiaty, serio nie ma sprawy - odparłem z uśmiechem, luźno, aż nie usłyszałem sam swoich słów. Zaczerwieniłem się głęboko, speszyłem się, spojrzałem na własne łapy, a potem znowu na nią. - To znaczy wiesz! Jabardzolubięzbieraćkwiaty... i dlatego to nie problem. No! Tak! Tak! - wyplułem z siebie, mając ochotę zakopać się pod ziemią i nigdy z niej nie wychodzić.
xxxxUśmiechnąłem się. Szukała dla nas miejsca. Szukała miejsca specjalnie z myślą... o mnie? To było tak miłe, że aż sam się zaplątałem, tym razem w myślach całe szczęście. Nie otworzyłem już pyska, bo znowu palnąłbym jakąś głupotę. Niemniej ta myśl napawała mnie takim jakimś!! Miłym uczuciem. Dreptałem więc pośpiesznie za nią, wbijając wzrok w jej drobne ciało. Oglądałem jej plamki na grzbiecie i pręgi, które śmiesznie układały się tak, jak wyobrażałbym sobie, że się będą układać. Jej sierść była... miła dla oka, bardzo ładna! Pokręciłem zaraz głową, uznając za niegrzecznie wpatrywanie się tak... w kogoś. Odwróciłem wzrok więc na drzewa, krzewy, czy końcowo na polankę na którą mnie prowadziła. - O-o, tak! I łowić ryby też... tak się złożyło, że akurat po powrocie od ciebie... zaczęliśmy to robić - i serio nie było tu żadnej mojej ingerencji, w co akurat łatwo uwierzyć. Nikt by nie uwierzył w to, że miałbym odwagę odezwać się do Nocnego Szkwału by poprosić go o... cokolwiek. Chyba nawet sam Nocny Szkwał byłby zszokowany. Dla mnie jakakolwiek rozmowa z mistrzem wydawała się straszna, choć ten dał mi tak wiele powodów do tego, by nie być wystraszonym. Zawsze czułem się przy nim tak źle, tak głupio. Bo on nie zrobił mi krzywdy, a ja zachowywałem się jak ofiara przy oprawcy. - Złapałem ciernika i brzanę i... och! Ciernik jest taką... malutką, srebrną rybką. No i nie ma łusek, to ją wyróżnia. A brzana jest ogromna, serio, bardzo duża! Zielonkawa... może brzuszek ma żółty, tak, tak mógłbym ją opisać - uśmiechnąłem się. Pomyślałem, że w końcu Migocząca Łapa nawet nie może wyobrazić sobie o czym mówię, dlatego jej wytłumaczyłem po krótce! - A ty, umiesz już leczyć? - zapytałem, by zrzucić temat z siebie. Nie lubiłem mówić o sobie. Choć spodziewałem się, że jeszcze nie, w końcu... droga medyka była o wiele dłuższa, niż choćby moja. Choć akurat mój konkretny przypadek nie był tak trafny. - U nas... Harmonijna Łapa i Cisowa Gałązka niedługo wybierają się na mianowanie! Idą... um... tam gdzie jest mianowanie medyków. Harmonijna Łapa mi mówił, ale... ale zapomniałem! Dziwne, bo myślałem, że medycy są mianowani tak, jak wojownicy. Ale okazuje się, że wcale nie - miauknąłem. Zdałem sobie też przez to sprawę, że zupełnie nie rozumiałem posady medyka i wszystkiego co wokół niej się dzieje. A Jaskółka była w to zaplątana! Chyba powinienem wykazać się nieco większym zainteresowaniem...
[Obrazek: jAtNJ2o.png]
LVL 5 510 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
XXXXPrzyglądała się Ogniu, przekrzywiając lekko swój łepek na bok, słuchając rozemocjonowanego głosu i tylko uśmiechała się, zastanawiając, jak może mu jakoś wynagrodzić te starania, może, gdyby spotkali się następny raz, również mu coś podaruje. O ile będzie chciał się z nią spotkać po dzisiejszym wieczorze, nie wiedziała jeszcze, jak to wszystko przebiegnie, ani jak będzie wyglądać, a kto wie, może złapie ich burza i będą musieli w popłochu wracać do obozu? Wszystko było możliwe! ”Dla ciebie przyniósłbym każde kwiaty, serio nie ma sprawy” zadźwięczało jej echem w uszach, przez chwilę starała z lekko uchylonym pyskiem, nie wiedząc, co odpowiedzieć, ale wcale nie musiała, bo rudy kocur szybko wyjaśnił, co miał na myśli mówiąc te słowa, poczuła… zmartwienie widokiem go tak zmieszanego, miała wrażenie, że zaraz jej tu ucieknie. I więcej dziwnego uczucia ciepła w klatce piersiowej, jakby coś tam się tliło, z dziwnego powodu. Delikatny dreszcz przeszedł przez jej łopatki, zakończyło go drgnięcie końcówki puchatego ogona.
XXXX– Hej… wszystko w porządku? Wydajesz się zestresowany, to przeze mnie? Szczerze – zapytała. Czy robiła coś nie tak? Wywierała na nim jakąś presję? Nie chciała w żadnym wypadku wprawiać go w zakłopotanie, nie chciała, aby się stresował, a gołym okiem widziała, że to się działo, przecież nie była ślepa. Z drugiej strony, to było… dość urocze. Że się stara, a jednak mimo wszystko zachowuje tak zdenerwowany tym spotkaniem. Jaskółka, oczywiście, również czuła podobne emocje, ale chyba nauczyła się okładać to wszystko pierzyną spokoju i opanowania, choć doskonale wiedziała, że nie musiała tego robić, zwłaszcza przy Ognistej Łapie, przy którym czuła się swobodniej, ale to chyba mu pomagało, dwa zestresowane kłębki nerwów nie poradziłyby sobie dobrze.
XXXX– Och, to wspaniale! – mruknęła, dobrze było słyszeć, że Ognista Łapa tak dobrze sobie radził na treningu. Musiał mieć dobrego mistrza. – Myślałam, że wszystkie ryby mają łuski, że to taka, wiesz, ich cecha! Tak samo, jak płetwy. A ta brzana to… taka duża, jak zając? Jakiej w ogóle wielkości tak zazwyczaj są ryby? – zapytała. Z pewnością różne gatunki były różnej wielkości, tak samo, jak zwierzyna lądowa, ale jednak ciekawa była, czy była jakaś średnia wielkość, taka standardowa dla ryby.
XXXX– Ja? Uch… – odwróciła wzrok, wpatrując się przez chwilę w swoje własne łapy. Obniżyła ogon, przez kilka uderzeń serca pozostawiając Ognistą Łapę w ciszy. – U-Umiem wykorzystywać niektóre zioła. Na przykład łopian albo pokrzywę, ale więcej to tak średnio. Można powiedzieć, że mój trening trochę stoi ostatnio w miejscu i to n-niekoniecznie przeze mnie – powiedziała, bo nie czuła się dobrze na samo wspomnienie widoku martwego ciała Bobrzego Boru, leżącego na Zapadlisku tak bez życia, ze sztywnymi mięśniami, a jednak bez żadnych objawów chorobowych, bez ran, bez niczego, wyglądającego tak, jakby po prostu spał. Podniosła wzrok na kocura, kiedy ten zaczął temat ich medyków.
XXXX– Szepcząca Sadzawka? – podpwiedziała. To na pewno było to słowo, którego Ogień zapomniał. – Dobrze słyszeć, że będziecie mieli drugiego medyka. Jest wtedy zawsze bezpieczniej, bo gdyby się coś… stało, to zawsze jest ten drugi – albo trzeci, jak w przypadku Klanu Cienia, kiedy pozostała dwójka pełnoprawnych medyków po śmierci Bobrzego Boru. Kiedy wyszli na otwartą przestrzeń, Jaskółka przystanęła. – Aaa jesteśmy na miejscu, podoba ci się? Myślisz, że jest odpowiednie? – dopytała, ciekawa jego reakcji, wyczekująco patrząc na niego i na to, jak zareaguje, jeszcze raz oglądając jego pysk, patrząc mu w oczy, bo z nich również dało się wiele wyczytać. Tak naprawdę to nie było nic zjawiskowego. Polana porośnięta niewysoką trawą, gdzieniegdzie kilkoma kolorowymi kwiatami, a dookoła krzewy i drzewa, które na szczęście nie osłaniały im widoku na niebo, które już zaczynało zmieniać swój kolor, ciemniejąc. Jej się podobało, oby tylko jej koledze również, nie, żeby namęczyła się szukając tego miejsca, teren Czterech Dębów nie był jakiś rozległy, ale to wydawało jej się najlepsze ze wszystkich, ciche, komfortowe, takie w sam raz.

my love, take your time,
I’ll see you on the other side,
raise a glass to freedom...

LVL 4 115 / 300
MedLVL 6 754 / 900
8
Siła
S
12
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxxSpojrzałem na nią spłoszony, jakby nie spodziewając się, że zada takie pytanie. Westchnąłem cicho. Wiedziałem, że po mnie było widać, ciężko żeby nie! Skoro Nocny Szkwał czytał ze mnie wszystkie emocje, każdą oznakę stresu i skrępowania, to każdy inny też będzie potrafił to zrobić. Opadły mi uszy. Nie potrafiłem pokazać swojemu mistrzowi, że go... lubię, że naprawdę zdołałem się... bardzo powolutku do niego przełamać i on o tym nie wiedział, tak samo jak Migocząca Łapa teraz nie wiedziała dlaczego zachowywałem się tak, a nie inaczej. Nie chciałem, żeby pomyślała, że jestem tutaj z przymusu. Nie chciałem, żeby myślała cokolwiek złego o moim nastawieniu, ja po prostu!! Tak trudno było mi jej pokazać, że naprawdę się cieszyłem, że na spotkanie z nią... naprawdę czekałem. - Przepraszam, Jaskółko, naprawdę przepraszam. Wszystko... jest bardzo okej, serio. Szczerze. Cieszę się, że cię widzę, że maki ci się podobają i!! Ja po prostu... taki jestem. Nie przejmuj się mną, proszę. Wszystko jest dobrze, w porządku - wytłumaczyłem, posyłając jej skruszony uśmiech. Nie wiedziałem jak jej wytłumaczyć, że się stresowałem, bo każde następne spotkanie to było ryzyko, że kotka... zauważy we mnie to, co widziałem ja. A ja nie widziałem zbyt wielu pozytywów, w ogóle! Dlatego gdy ktoś to zauważał, ja byłem święcie przekonany, że niedługo... po prostu się na mnie przejedzie. A ja nie chciałem, żeby Migocząca Łapa się na mnie przejechała. Dlatego tak sztywno pilnowałem swoich zachowań, słów, wszystkiego. Ta obawa zżerała mi mózg, a ja nawet nie potrafiłem tego przyznać na głos - bo to stawiało mnie w jeszcze bardziej żałosnej pozycji.
xxxx- Płetwy akurat ma, choć przypominają ciernie... dlatego nazywa się ciernik! Ale tak, to ją wyróżnia. Że nie trzeba się skubać z łuskami. A wielkość... hm, nie wiem, myślę, że trochę większa od takiej sporej sporej myszy. Ale na przykład karaś jest od niej większy. A ukleja jest na przykład bardzo malutka! To zależy tak naprawdę od ryby... - wytłumaczyłem najlepiej jak potrafiłem. Średnio właśnie były takie... takie jak brzana, może troszeczkę mniejsze. To było takie dziwne, że były koty które nie miały pojęcia jak wyglądały ryby. Tak nienaturalne! Przecież ja żyłem wśród ryb od... od zawsze. A kotce z klanu cienia musiałem tłumaczyć jak wyglądają, bo nie była w stanie sobie ich wyobrazić.
xxxxZaświeciły mi się oczy, kiedy jej wzrok zleciał na dół, a sama nieco się zmieszała. Wiedziałem co to oznacza, niemalże zawsze właśnie taka była moja reakcja, gdy ktokolwiek zaczynał temat który nie był... luźny. Dla mnie. Trening dla Migoczącej Łapy musiał kryć coś za sobą. A ja idealnie to rozumiałem, bo gdy ktokolwiek ze mną zaczynał ten temat, zwłaszcza o mojej relacji z Nocnym Szkwałem... zamykałem się jak kwiaty o zmierzchu i koniec. - Och! Wiesz, to jak szybko się czegoś uczysz wcale cię nie definiuje... czasami wolniejsze treningi są lepsze. Jestem pewien, że gdy będzie na to czas, to ruszycie z treningiem i zostaniesz najlepszą medyczką, jakiej potrzebuje twój klan. Wszystko na... spokojnie - uśmiechnąłem się, chcąc powiedzieć cokolwiek by dodać jej otuchy, a jednocześnie nie ciągnąć tematu. Nie chciałem wypytywać i kazać jej dalej mielić o treningu, skoro wyraźnie nie było to dla niej okej. Rozumiałem to chyba jak nikt inny.
xxxx- Tak, właśnie tak! Wybacz, to nie tak, że się nie interesuje... jakoś mi wypadło - nie chciałem żeby pomyślała, że jestem ignorantem. Ona byłą terminatorką medyka i z jakiegoś powodu... chciałem wykazać, że interesuje mnie ten temat. Bo interesowała mnie Migocząca Łapa sama w sobie, wszystko co było z nią związane. Choć zupełnie nie wiedziałem dlaczego. Kiedy przystanęliśmy przed polanką, mój ogon zawirował w powietrzu z ekscytacji. Pięknie. Było piękne. Bo to nie było nic takiego... niezwykłego. Były kwiaty, parę krzewów i drzew, a ja takie najzwyczajniejsze miejscówki ceniłem najbardziej. To miejsce wydawało mi się idealne, właśnie tak... je sobie wyobrażałem. Było cudownie. Na tyle, że chyba trwaliśmy w ciszy nieco za długo, bo ja sam nie potrafiłem odnaleźć oddechu. - Bardzo... prześlicznie, Migocząca Łapo. Idealnie! - uśmiechnąłem się, wpatrując się w łagodny pyszczek kotki. Stała na tle zachodzącego słońca, a ja przez chwilę zapatrzyłem się na aż za długo. Jej piękne futerko idealnie wyglądało na tle ciemniejącego nieba, nie mogłem oderwać od niej wzroku. Przygryzłem wargę, bo to chyba... dziwne. Że się tak wpatrywałem. - Ślicznie wyglądasz na tle... tego nieba. I w ogóle! To znaczy, normalnie też ślicznie wyglądasz, BARDZO, serio, no i... no!! - posłałem jej niezręczny uśmiech, a potem pokręciłem głową. - Kładziemy się?
[Obrazek: jAtNJ2o.png]
LVL 5 510 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
XXXXJego odpowiedź jej w żaden sposób nie przekonywała, ale ciągnięcie go za język chyba nie było dobrym pomysłem.
XXXX– Jesteś pewien? Wiesz, że jeżeli cokolwiek się dzieje, to możesz mi powiedzieć, nie? I, no, jeśli to stres… to ja też się stresuje, wiesz? Tylko chyba tego aż tak po mnie nie widać – powiedziała, uśmiechając się pokrzepiająco. Chciała go jeszcze trącić nosem w bark, żeby go jakoś pocieszyć, ale to by było chyba za dużo, poza tym, mogłoby to go zestresować jeszcze bardziej, a nie o to Migoczącej Łapie chodziło. Chciała, aby Ognista Łapa czuł się jak najbardziej komfortowo w jej towarzystwie, polubiła go i nie chciała, aby było mu źle, ale, z drugiej strony, czy mogła mu się dziwić? Jej samej serce biło szybciej, niż normalnie.
XXXX– Chciałabym je zobaczyć kiedyś tak na żywo, ale proszenie cię o przyniesienie tu każdego gatunku ryby to trochę za dużo, nie uważasz? – powiedziała, śmiejąc się cicho. Biedny Ognik zamęczyłby się niosąc te wszystkie ryby, a to wszystko po to, aby ona mogła w końcu zobaczyć je na żywo i może spróbować, ciekawił ją ich smak, jaki był, czy może podobny do jakiegoś piszczka, może do żab? Te też często można było spotkać w pobliżu zbiorników wodnych. Obawiała się, że może jej nie posmakować, a wtedy będzie musiała powiedzieć o tym Ognikowi i zrobi mu się zapewne przykro, że nie smakują jej ich przysmaki, choć byłoby to dość oczywiste, Klan Rzeki żywi się rybami zapewne od samego początku, więc są przyzwyczajeni do ich smaku, a kocięta przyzwyczajane do takiej diety odkąd w ogóle zaczynają odstawiać mleko.
XXXX– Wiem, ja po prostu… nieważne, nie przejmuj się tym – pokręciła głową, nie chcąc ciągnąć już tematu jej treningu, niech się Ognista Łapa tym tak nie zamartwia. – A jak idzie twój trening? Zbliżasz się do rangi wojownika? – zapytała, odbijając piłeczkę, ciekawa, jak jemu szło, czy czuł, że jest na właściwym miejscu i ranga wojownika rzeczywiście jest dla niego.
XXXX– Nic się nie stało – powiedziała, wzruszając lekko barkami. Ucieszyła się, widząc reakcję Ognistej Łapy na polankę, którą znalazła, wiele dla niej znaczyła jego aprobata, ogólnie, od innych kotów też, ale szczególnie jego miała jakiś inny wydźwięk, przyjemniejszy. – Cieszę się, że ci się podoba, chociaż, muszę przyznać, że mamy dość ograniczony teren, nie ma tu zbyt dużo ładnych miejsc, a to chyba jest najlepsze, jakie zdołałam znaleźć– przyznała, zgodnie z prawdą. Żałowała, że granice z Klanem Rzeki nie przebiegały inaczej, tak, jak z Wichrem i Gromem, wtedy byłoby o wiele łatwiej o spotkania i znalezienie ładnych miejsc do spędzania wspólnego czasu, nie, żeby Jaskółka te spotkania jakoś skrupulatnie planowała, po prostu lubiła spędzać czas z rudym rzeczniakiem, a on chyba lubił spędzać czas z nią… więc mogli to robić częściej. Na słowa Ognistej Łapy Jaskółka… trochę nie wiedziała, jak zareagować, nikt nigdy nie prawił jej takich komplementów, znów zrobiło jej się goręcej pod futrem, jakby dotknęła rozgrzanego intensywnym słońcem kamienia. Odwróciła na chwilę wzrok, już otwierała pysk, aby wybełkotać jakieś bezsensowne, nieskładne przez emocje zdanie, kiedy Ognik zaproponował położenie się, tak, to był dobry pomysł, po to tu przyszli, prawda? Gwiazdy było już widać na niebie, nie ma co tracić czasu. – O-och tak, tak, kładziemy, tak, tu jest miękko – wskazała miejsce, gdzie było dość sporo bujnej, niezbyt wysokiej trawy, która będzie im jak przyjemna, miękka kołderka, na której będzie wygodnie. Położyła się, przekręcając na grzbiet, wcześniej odkładając podarowane maki na bok, aby nie zostały zgniecione i nic się z nimi nie stało, a potem westchnęła, zabierając powietrza, wyciągając łapy do góry, w stronę świecącego księżyca.
XXXX– Zobacz, idealnie widać niebo i wszystkie gwiazdy – rzuciła do niego. – Masz już coś? – dodała jeszcze, starając się znaleźć tak ułożone, świecące punkciki, aby przybrały one jakiś kształt, jakikolwiek. Musiała chwilę popatrzeć, tak od razu niczego nie znajdzie, dopiero po chwili, kiedy jej oczy przyzwyczają się do migającej, czarnej przestrzeni, może coś zobaczy.

my love, take your time,
I’ll see you on the other side,
raise a glass to freedom...

LVL 4 115 / 300
MedLVL 6 754 / 900
8
Siła
S
12
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxxNerwowo popatrzyłem na swoje łapy, a potem na nią. Och, chciałem jej powiedzieć, żeby się mną nie stresowała, naprawdę nie było czym! Jednocześnie przecież to mi stres wiązał gardło na tyle, że ledwo dukałem słowa. Moje słowa w ogóle nie byłyby więc wsparciem, dlatego jedyne co zrobiłem, to uśmiechnąłem się w jej stronę nieśmiało, z wdzięcznością. Była tak uprzejma, tak miła, a jeszcze musiała się martwić jakimiś humorkami Ognia!
xxxx- Uh-m - mruknąłem coś pod nosem. Temat treningu to i dla mnie nie był przyjemny temat. Obawiałem się Nocnego Szkwału i to, jak na mnie patrzy. Bałem się, że widzi we mnie taką łamagę, jak ja w samym sobie. I choć absolutnie nie dał mi do tego powodów, ja i tak z lekkimi obawami przychodziłem na treningi, cały w stresie. Mimo wszystko, całość szła... całkiem sprawnie, to musiałem przyznać. Aż zastraszająco szybko. Wiedziałem, że jednak kawał przede mną - nie przewidywałem się w roli wojownika przed dwudziestym księżycem, na pewno nie. Czułem się niewystarczający na tak ogromną, odpowiedzialną rolę w Klanie. - Jakoś leci, wiesz, coś tam umiem! Po prostu... czuję na sobie większą presję, przez to, że mój mistrz jest zastępcą - podzieliłem się. To faktycznie była jedna z moich obaw, jednak było ich znacznie więcej. Pomyślałem, że mogę jednak podzielić się... jedną. Nie chciałem by kotka myślała, że specjalnie odcinam się i nie chce, by mnie poznawała, to nie była prawda. Ale rozmowa o mnie samym nigdy nie szła mi za dobrze.
xxxxKiedy ta położyła się na trawie, ja, całkiem nieśmiało, położyłem się tuż obok. Nasze barki się stykały, a jednak wcale nie chciałem się odsuwać. Miałem też cichą nadzieję, że i ona się nie odsunie. Wbiłem wzrok w niebo. Było prześliczne, czyste zupełnie tak, jakby Gwiezdni zmietli wszystkie chmury specjalnie dla nas. Dookoła, choć było dość mało miejsca, było magicznie - co jakiś czas wyhaczałem świetlika w oddali, bądź też ślepo latającą ćmę. Było przepięknie, a ja sam nie wiedziałem, czy to zasługa otoczenia, czy może sama obecność Migoczącej Łapy sprawiała, że wszystko było jakieś takie... bardziej kolorowe. - No! Myślę, że tam jest... głowa łabędzia, widzisz? Są rzadkie u nas, w Rzece, można je czasami spotkać przy wodzie... ale ja nigdy nie widziałem. Wiesz, takiego prawdziwego - wyciągnąłem rudą łapę w stronę kształtu, który przypominał mi właśnie białego ptaka.
[Obrazek: jAtNJ2o.png]
LVL 5 510 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
XXXXTemat treningu nie był dla niego przyjemny, to już zdążyła zrozumieć po jego reakcji. Nie musiał odpowiadać, nie chciała przecież, aby czuł się do tego zmuszany i ciągnięty siłą za język.
XXXX– Naprawdę? To… duży zaszczyt! Ale rozumiem, że możesz się tym stresować, w końcu od nadzoruje wszystkie treningi, nie? Ale… skoro nim jest, to na pewno zna się na rzeczy i chce dla ciebie jak najlepiej – powiedziała żywo. Nie miała pojęcia o tym, że Nocny Szkwał był jego mistrzem, to by tłumaczyło ten stres, ale… wciąż, był chyba w możliwie najlepszych łapach, bo kto zajmuje się treningami lepiej, niż sam zastępca, które przecież w swoich obowiązkach ma kontrolowanie przebiegu treningów innych terminatorów, nie tylko swoich. Musiał więc mieć odpowiednią wiedzę i podejście do różnych kotów i była pewna, że Ognista Łapa sobie poradzi, wierzyła w niego całym swoim sercem, poza tym, miał wsparcie w kochającej siostrze.
XXXXKiedy leżeli, nie odsunęła się od Ognistej Łapy, choć poczuła kolejną falę ciepła, i gorąc na polikach, przykrytych przez sierść. Mimo wszystko chciała pozostać przy nim, może podświadomie. Był blisko, bliżej, niż kiedykolwiek wcześniej i to ją onieśmielało, ale jednocześnie radowało, powodowało, że czuła się lepiej, lżej, podciągnęła przednie łapy, opierając głowę o miękką trawę i czując bark rudego terminatora na swoim - wpatrzona w niebo wzdrygnęła się, kiedy ten oświadczył, że coś znalazł. Och, już? Tak szybko? Nastawiła z zaciekawieniem uszy.
XXXX– Chyba widzę…? – mruknęła cicho, mrużąc oczy, przekręcając lekko łeb, przysuwając go do łapy Ognika, który wskazywał na kształt, próbując go zlokalizować i po chwili znalazła. No, łabędź, jak się patrzy! I to jaki wyraźny. – O! Tak! Jest, rzeczywiście – powiedziała głośniej, szczerząc zęby, przyglądając się niebu. Ona sama nigdy łabędzi nie widziała, wiedziała, czym były i mniej więcej, jak wyglądały. Wiedziała też, że zagrożone mogły stanowić dla kota zagrożenie przez swoje ogromne gabaryty. – My mamy takie jezioro na naszych terenach, nazywamy je Księżycowym. I przy jego brzegu jest łabędzie gniazdo, tylko, że jest już opuszczone i od dawna żaden ptak tam nie mieszka… pewnie im nie pasowało towarzystwo kotów – gdybała, chichocząc sobie pod nosem. Całkiem mądre ze strony tych ptaków, w sąsiedztwie Klanów nie zaznałyby raczej spokoju i ciągle byłyby przez nie nękane, a tak postanowiły się wynieść, lepiej dla nich, bezpieczniej dla Kotów. Nagle dostrzegła kilka połyskujących gwiazdek, które wyraźnie różniły się od innych, były w oddaleniu od siebie, ale łączyło je to, że nie świeciły tak intensywnie przez cały czas, a z przerwami.
XXXX– O, a tam migają gwiazdy, widzisz? – teraz sama wyciągnęła łapę, spoglądając przez chwilę na Ognika, upewniając się, że ten patrzy dokładnie tam, gdzie ona pokazuje. – Jak myślisz, czemu niektóre migoczą, a inne nie? A niektóre to w ogóle czasami spadają, myślisz, że… gwiazdy mogą umrzeć? Dlatego spadają? I jak spadają, to gdzie? – zaczęła się zastanawiać nad pozornie błahym tematem, ale było tak wiele rzeczy w naturze, które budziły w niej wiele pytań, na większość z nich zapewne nigdy nie pozna odpowiedzi, ale to nic. Może Ognista Łapa nie wyśmieje jej za tak głupiutkie pytania.

my love, take your time,
I’ll see you on the other side,
raise a glass to freedom...

LVL 4 115 / 300
MedLVL 6 754 / 900
8
Siła
S
12
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxx- Mhm! Tak, sam Nocny Szkwał... jest okej. Bardziej chodzi o moją siostrę, może... może kiedyś ci opowiem dobrze? - zapytałem tylko. Bardzo chciałem jej powiedzieć już teraz, o wszystkim, ale wszystko we mnie blokowało mnie i krzyczało, bym dał sobie spokój. Nie mogłem jej męczyć moimi problemami, nie chciałem też obgadywać mojej siostry. To by było nie na miejscu. Może kiedyś... kiedyś wrócę do tematu, kiedy już z Wodną Łapą będziemy się śmiać o incydencie z naszej pierwszej w życiu ceremonii. Tak chyba będzie najbardziej fair.
xxxxCzułem wyraźnie jej ziołowy zapach. Kojarzył mi się z Harmonijną Łapą, chociaż ten jej był bardziej... słodki. Uśmiechnąłem się na sam ten fakt pod nosem, czułem też, że gorąco atakuje moje policzki. Leżenie obok kotki wydawało się być całkiem normalne, a jednak tak nienaturalne, że automatycznie byłem zawstydzony. Miałem nadzieję, że zaraz się otrząsnę - bardzo nie chciałem, by ta pomyślała, że jestem dziwny. A teraz się czułem dziwakiem, zdecydowanie. Kto normalny tak reaguje na oglądanie gwiazd z koleżanką?
xxxxZamruczałem cicho, kiedy ta stwierdziła, że faktycznie widzi łabędzia. Całe szczęście! Naprawdę był wyjątkowo wyraźny - bardzo ładny, miły dla oka. To zdecydowanie. - Och jak to, nie chciały mieszkać w okolicy ciągłego zagrożenia? Niemożliwe... - zaśmiałem się, spoglądając na kotkę i jej roześmiany pyszczek. Naprawdę wyglądała ślicznie...! - Och, um... może migają zależnie od światła, które rzuca księżyc...? Na jedne świeci bardziej na kolejne mniej - zapytałem, bo w zasadzie absolutnie nie wiedziałem dlaczego tak było. - Może Gwiazdy poświęcają życie, dla... nas? Jeżeli spadają, to gdzieś bardzo daleko. Ale gdy spada, poświęca się, byśmy my mogli mieć jedno życzenie do spełnienia - mówiłem, choć trochę sam nie wiem o czym. Wpatrywałem się w górę oczarowany.
[Obrazek: jAtNJ2o.png]
LVL 5 510 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
XXXX– Jasne – powiedziała. Zdążyła już zrozumieć, że Wodna Łapa odgrywała bardzo dużą rolę w życiu Ognika, póki co to o niej wspominał najczęściej, o reszcie rodzeństwa… nie słyszała, ale nie chciała dopytywać, bo może był to następny drażliwy temat, a teraz chciała, aby było przyjemnie. Żeby chociaż dzisiaj nie myśleć o tym, co złe. Przez myśli wciąż skakały jej obrazy z ceremonii, nieprzyjemne słowa odbijały się w uszach, ale z Ognikiem łatwiej było o nich zapomnieć, właściwie to z czasem same mijały, w jakiś dziwny sposób.
XXXX– To ma… sens. Chyba – powiedziała, z zawahaniem w głosie, bo skąd niby miała wiedzieć, czy tak było, czy nie. Ogień zapewne sam nie wiedział i tylko tak gdybał. Tak, jak i ona. – Życzenie, mówisz… – powtórzyła za nim, wpatrując się w gwiazdy, mimowolnie szukając takiej, która wyglądała, jakby opadała, albo miała zaraz spaść. Czy ona miałaby jakieś życzenia, które chciałaby spełnić? Och, może, żeby Klan Cienia nie był tak okropnym miejscem, żeby mieli lepszego przywódcę, dobrego, który nie był bezdusznym tyranem. Choć takie życzenia z pewnością nie spełniały się od razu. I na pewno nie przez spadające gwiazdy, a przez coś innego. – A… naprawdę w to wierzysz? W to, że spełniają życzenia? – zapytała, przekręcając się powoli na bok, nie chcąc uwalić się swoim ciałem na Ognistej Łapie, choć wciąż być blisko na tyle, na ile mogła sobie pozwolić i aby było komfortowo zarówno jej, jak i jemu. Podwinęła przednie łapy pod siebie, czując, jak trawa łaskocze ją w policzek. Podniosła wzrok, analizując niebo, przyglądając się gwiazdom, aż nie dostrzegła kształtu, ukrywającego się w nich. I aż jej oczka zabłyszczały.
XXXX– Och, zobacz, widzisz tam? Obok księżyca, wygląda mi na... zająca może? Ma takie wielkie uszy – powiedziała, podnosząc łapę i próbowała pokazać Ognikowi, o co jej chodzi. – Albo to wyjątkowo przerośnięta wiewiórka, one mają takie duże pędzle na uszach, przez co wyglądają one na większe – ale to już jak wyobraźnia działała. Dla rudego może była to wiewiórka, może zając, a może coś jeszcze innego.

my love, take your time,
I’ll see you on the other side,
raise a glass to freedom...

LVL 4 115 / 300
MedLVL 6 754 / 900
8
Siła
S
12
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxx- Wierzę - powiedziałem półszeptem, niemalże bez zastanowienia. Naprawdę wierzyłem. W to, że pełnia spełnia życzenia czy nawet spadające gwiazdki, ja... lubiłem takie rzeczy. Nawet, jeżeli nie były prawdziwe - w coś musiałem wierzyć. Bardzo chciałem. Spadające gwiazdki były jednym z tych rzeczy i... raczej o tym nie mówiłem, wstydziłem się. To chyba było głupie, niedorzeczne i dziecinne, ale nie potrafiłem oprzeć się wrażeniu, że natura wokół mnie naprawdę była żywa, że kwiaty były piękne nie bez powodu, drzewa szumią i wiatr gwiżdże bo... chcą coś przekazać, choć nie potrafią zrobić tego zrozumiale. Dlatego ja bardzo szanowałem las. Był niesamowity.
xxxxOdwróciłem wzrok w stronę, w którą ona wskazywała. W pierwszej chwili nie widziałem absolutnie niczego, dopiero po chwili dostrzegałem faktyczne uszy o których mówiła. Uśmiechnąłem się nieśmiało, kiwając głową. - Zdecydowanie zając - mruknąłem cicho, uśmiechając się w jej stronę ciepło. Zaraz jednak zamiast na gwiazdozbiór, mój wzrok zsunął się nieco na jej pyszczek - choć widziałem go od boku, nawet teraz mogłem stwierdzić jak śliczny, drobny i smukły był. I że tak do niej pasował, i że ona cała była taka! Taka! Ciepło z policzków nie chciało zniknąć, a ja chwilę później szybko znów wbiłem wzrok w niebo - nie chciałem, żeby mnie przyłapała. Jakbym robił coś niestosownego. Jednocześnie... z trudem odwracałem od niej wzrok miała w sobie coś takiego, że chciałbym patrzeć na nią bez końca. To chyba dziwne. Nie powinienem.

xxxxOboje patrzyliśmy na gwiazdy tak długo, aż nawet w tak ciepłą porę nie owiał nas chłodny wiatr. Głupio mi było, że przetrzymałem ją tak długo - teraz musiała wracać sama, w ciemności. Przeprosiłem ją za to i obiecałem, że następnym razem nie pozwolę, by szła w tak niebezpiecznych warunkach. W dniach takich jak ten czułem się... wolny. Jak duszek. Duszek, którego nie dotyczą żadne problemy, konflikty czy zgryzy. Byłem tylko ja, Migocząca Łapa i gwiazdy na niebie. Gdybym mógł, chciałbym zostać jeszcze dłużej w tak pięknej chwili.

xxxxPożegnałem ją i obiecałem następne spotkanie. Nie wiedziałem kiedy. W głębi duszy miałem jednak nadzieję, że jak najszybciej.

zt :3
[Obrazek: jAtNJ2o.png]
LVL 5 510 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kacze Piórko cieszyła się ostatnimi chwilami wolności. No może niekoniecznie wolności, ale gdy w k o ń c u zostanie matką, to będzie spędzać więcej czasu w obozie, zajmując się maleństwami. Oczywiście dalej planowała chodzić na spacerki i zbieranie kwiatków, ale to już nie będzie to samo. Jednak trening Kaczej Łapy jeszcze się nie skończył, chociaż niewiele do tego zostało. Młoda kotka, była całkiem zabawna w swoich próbach bycia wiecznie oburzona na cały świat. Starsza Kaczuszka zupełnie tego nie rozumiała. Po co się tak denerwować, kiedy można było po prostu cieszyć się z drobnych rzeczy, jak piękna pogoda czy pełny brzuch. Znaczy, tak oczywiście okazywania emocji było zdrowe, ale Gwiezdny Klanie, nie można było się ograniczać do samych negatywnych. Czy to nie było męczące?
No cóż to mimo wszystko nie jej życie, chociaż mogła o tym myśleć co chce. Wybrała się na dłuższy spacer. Najpierw wzdłuż granicy z Klanem Rzeki. Wyglądała swojego ukochanego... przyjaciela... co ona wygaduje, wcale, ale to wcale nie zależy jej na Pierwiosnkowym Przesmyku. Znaczy pewnie chciałaby się ponownie wtulić w to puszyste kremowe futerko i zapomnieć o wszystkich kłopotach... ale to już przeszłość. Podobnie jak wszystkie uczucia do niego. To było tylko no... drobne zauroczenie, jeszcze nie odnalazła tego jedynego. Może wcale nie był z rzeki jak jej tata. Może był z Gromu, Cienia, a może nawet samotnikiem. Takim, który szuka kotki, z którą chciałby się osiąść i założyć rodzinę. Marzyła o takim. Doszła do Czterech Dębów. Trochę celowo, bo to tu pierwszy raz spotkała Pierwiosnka, trochę po prostu by powspominać. Pierwiosnek nie był jedynym kotem, który chodził jej po głowie.
Jej wzrok spoczął na Czterech Dębach. Przypomniały jej o zgromadzeniu na którym poznała Pierwiosnkowego Przesmyka, postawiła jedną z łap na pniu. W tedy jeszcze jej mama była przywódczynią. Wdrapała się na górę i spojrzała w dół na polane. Lawendowa Gwiazda była wspaniałą matką i liderką. Nie wszyscy się jednak z tym zgadzali. Prychnęła na samą myśl o Lśniącej Sadzawce i trzepnęła ogonem. Zeskoczyła z drzewa i w tedy zauważyła znajdującą się pod nim norkę. Podeszła bliżej, przyglądała się jej przez chwilę z ciekawością, zanim postanowiła wczołgać się do środka.

//Muchomorowy Bór
Sweeter than candy on a stick
Huckleberry, chimry or lime
Her kiss is sweeter than an apple pie
Lollipop lollipop
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
W ostatnim czasie miał całkiem dużo zajęć na głowie. Gdyby trzy terminatorki same w sobie nie były wystarczającą ilością obowiązków, jego trzy konkretne uczennice dawały całkiem różne wyzwania każdego dnia – czy mógłby mieć chociaż jednego terminatora, przy którym trening od początku do końca przebiegł by bez żadnych niespodzianek? Niby z Wyjącą Wilczycą tak było, ale teraz została znów zdegradowana więc nawet to przestało być aktualne.
Mimo wszystko i tak starał się znaleźć chwile na wybranie się na trochę dłuższe spacery, trudno było mu jednak zrezygnować z chodzenia w miejsca, które uznawał za interesujące. Co oznaczało wiele miejsc, takich jak chociażby to.
Całkiem często opowiadał ostatnio o Zgromadzeniu, w którym brał tu udział w czasie swojej młodości, ale teraz, gdy pod Czterema Dębami nie było całych tłumów kotów, wyglądało to właściwie jak zupełnie inne miejsce. Nie sprawiało to jednak, że teraz koniecznie było to mniej fascynujący punkt – połączenie terenów wszystkich klanów, nigdy nie wiadomo kogo albo co można było tu spotkać.
Czy tego dnia także miał natrafić tu na innego kota? W pierwszym momencie nikogo nie zauważył, zaczynając spacerować po kawałku wspólnych terenów, przy tym zwracając uwagę na obecną w pobliżu norę – takie znalezisko trudno byłoby ominąć, dlatego skierował się w jego stronę. Nie spodziewał się, że akurat tam odnajdzie towarzystwo.
- Dzień dobry. Wiesz, co mogło tutaj mieszkać? – spytał spokojnym głosem, rozglądając się po korytarzu, na progu którego stanął.
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
17
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Już od dawna nie był na pełnoprawnym, długim spacerze. Naprawdę, absolutnie nie wiedział kiedy ostatnio udało mu się po prostu wyjść. Samemu, bez patrolu, bez specjalnych zmartwień kłębiących się gdzieś z tyłu głowy... chociaż wyjście z Klanu i zostawienie go samego sobie to JUŻ problem, znając Klanowiczów.
Niemniej, teraz o tym nie myślał. Wypada rozprostować kości nim spadnie śnieg. Cztery Dęby zaś zdawały się być ku temu odpowiednie, bo szanse na to że ktoś tu przyjdzie i będzie mu przeszkadzał były niewielkie (chociaż nigdy zerowe). To niemniej było lepsze, niż myśl że w każdej chwili może mieć wokół siebie milion spraw!

[krzykacz]
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 30 / 100
27
Siła
S
18
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zdecydowanie zbyt długi czas minął, odkąd widział się z Cyprys. I to obiektywnie rzecz biorąc, nie mówiąc już o czasie definiowanym przez to, ile pozmieniało się w życiu Okruszka. Znaczy, nie dokonał żadnego przewrotu w Cieniu, a jego stan dalej wahał się między wesołym, głupkowatym albo zamartwiającym (szczególnie, gdy jego przyjaciel był na wyprawie po oficjalne nadanie mu rangi medyka), ale zyskał kolejną terminatorkę, i to w postaci swojej siostry, a także... Trochę się odciął. Wokół działo się wiele, rodziło się ogrom miotów, a on jakby przestał się orientować. Co brzmiało równie błogo, co przerażająco.
Wracając - kiedy w końcu miał okazję na chwilę wytchnienia, tknięty nagłą świadomością upływu czasu, od razu postanowił pognać do Czterech Dębów i zapolować wzrokiem na patrol Klanu Rzeki, aby poprosić kogoś o kontakt z Cyprysią-...ową Łapą.
Oczekiwanie trochę się dłużyło, więc krążył po okolicy, aby w końcu znaleźć norę - i to nie byle jaką! Idealnie chroniła przed nieprzyjemnymi warunkami pogodowymi (zdecydowanie zbierało się na deszcz). To w niej postanowił poczekać na Rzeczniaczkę.
[Obrazek: rCY2ZFc.png]
LVL 4 135 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
14
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Trzeba przyznać, że pomiędzy ich spotkaniami zawsze musiało trochę minąć. Życie musiało nabrać parę nowych doświadczeń, aby można się nimi dzielić z druga osobą. Akurat tym razem, kiedy Cyprysowa Łapa czasowo była pomiędzy jednym spotkaniem, a następnym - tym, które miało nadejść - zwyczajnie dochodziła do siebie. Po ostatniej rozmowie znacząco wydobrzała. Z dnia na dzień było coraz lepiej, a już wszystko potoczyło się jak powinno po rozmowie z Bzycząc Muchą, było to swego rodzaju pojednanie między siostrami. Od tamtej pory Cyprys nabierała z powrotem pewności siebie, a nawet jej charakter rozkwitał w zupełnie dotąd nieznanym kierunku. Z pewnością była bardziej otwarta niż sprzed zajścia Muchy w ciążę. Pozwalała sobie na odkrywanie nowych miejsc i poznawanie nowych kotów. I choć teraz była nieco śmielsza, Cyprysia wciąż pozostawała miłą i empatyczną kotką, która z tyłu głowy zawsze myślała o swoim dobrym przyjacielu z Klanu Cienia.
Dlatego też nie mogła się nacieszyć wieścią, że ten na nią czeka. Nie chciała dać po sobie poznać jak prędko jej było do ujrzenia Okruszka, więc z obozu wychodziła lekkim krokiem. Mimo to na ostatnim odcinku trasy już truchtała niesiona uczuciem szczęścia. Dotarłszy do Czterech Dębów zdziwiło ją, że nie ujrzała od razu wojownika. Jednak niezbyt ją to zdemotywowało i od razu poczęła się rozglądać za nim. Znalezienie go też długo jej nie zajęło, gdyż dość szybko wychwyciła jego zapach.
Najpierw do nory włożyła tylko sam łeb.
- Okruszku, ukrywasz się przede mną? - posłała mu niby to zmartwione spojrzenie. Jednak dość szybko wyraz jej pyszczka się zmienił na szeroki uśmiech. Weszła cała do środka i na powitanie otarła się bokiem o kocura. - Dawno się nie widzieliśmy. Jak się czujesz? Wszystko u ciebie dobrze?
[Obrazek: Untitled_Artwork.png?ex=675fda1f&is=675e...height=207]

You are the dawn of a new day that's waking
A masterpiece still in the making
The blue in an ocean of grey
You are right where you need to be
Poised to inspire and to succeed
You'll look back and you'll realize one day
***
Soon you'll finally find your own way

LVL 2 145 / 150
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
5
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości