Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
Kiedy powoli zaczął docierać do niego zapach Klanu Rzeki - konkretnie to Cyprysowej Łapy z Klanu Rzeki! - wojownik ruszył się z miejsca, drepcząc po swojej kryjówce, zastanawiając się, czy nie powinien z niej wyjść, aby na pewno przyjaciółka mogła go znaleźć. Ostatecznie poderwał się z miejsca nie w wyniku decyzji, a zaskoczenia, kiedy to przed jego mordką pojawiła się cudza! Wciągnął głośno powietrze, by zaraz zacząć się tłumaczyć przed zmartwioną Cyprysią.
- Och, nie, to nie tak! Po prostu pomyślałem, że to bardzo dobre miejsce, bo teraz jest zimno i deszcz- - przerwał, zorientowawszy się, że chyba został właśnie ofiarą drobnego żartu, który sam rozdmuchał do dużych rozmiarów. Zaśmiał się sam z siebie, i natychmiast otarł o kotkę.
Już wcześniej zdawał sobie z tego sprawę, ale w tym momencie jeszcze bardziej odczuł, jak bardzo brakowało mu rozmów z Cyprysową Łapą. Księżyce mijały mu w miarę spokojnie, jeśli nie liczyć zmartwienia - o Niepylak, o Czaszkę, o Czosnka - i co chwilę łapał się na potrzebie bezpiecznej rozmowy o tym wszystkim, i o pozytywnych sprawach też. Tych drugich nawet bardziej.
- Tak dobrze cię widzieć! Tak, u mnie wszystko dobrze, trenuję teraz jeszcze moją młodszą siostrę, Storczyk. - pochwalił się na wstępie pierwszą dobrą wieścią. - A ty, Cyprysiu? Jak ty się czujesz? Mam nadzieję, że dobrze, bo na pewno tak wyglądasz! Znaczy, no wiesz, jakbyś się dobrze czuła!
Mała, puszysta kulka z dwoma niebieskimi oczkami. Tu i ówdzie da się zobaczyć białe znaczenia - od brzucha, poprzez łapy i pierś, kończąc gdzieniegdzie na pyszczku. Uroku dodaje jej biała plama na czole - tak jakby ktoś ją tam czule liznął i tak już zostało. Z białym idealnie dopasowuje się niebieski odcień futra, który pokrywa resztę ciała.
delikatna | cicha | spokojna | wrażliwa
Promienna Łapa [KW] Czyścioch [KRz]
Od razu niemal zachichotała widząc, że jej drobny żart się udał. Poza tym tak dawno go nie widziała, że zapomniała jaki do bólu słodki potrafił być. Tak samo jak on, tęskniła za nim i cieszyła się, że właśnie w tej chwili mogą nadrobić ostatnie dni.
- Zgodzę się, że to naprawdę dobre miejsce. - rozejrzała się wokół. - Idealne aby się ukryć przed jakimiś złośliwymi rzeczniakami. - uśmiechnęła się w jego stronę. Jeszcze raz mogła o tym zażartować, prawda?
Obecnie Cyprysowa Łapa była w naprawdę dobrym humorze. Złe wydarzenia minęły, ona zdążyła wszystko przepracować i wyszła z tego na pewno nieco silniejsza niż wcześniej. Dodatkowo, idealnie w moment, nastąpiło spotkanie ze Skruszonym Sercem. Cyprysia dawno nie czuła się, aż tak dobrze, samo szczęście wylewało się z niej uszami. Nie mogła przestać się uśmiechać, kiedy kocur opowiadał co u niego. Zero złych wieści! Czy może być lepiej?
- To naprawdę niesamowita nowina! Jestem pewna, że pod twoim okiem wyrośnie na wspaniałą wojowniczkę. A jak sprawa z Niepylącą Łapą? Pamiętam, że ostatnim razem martwiłeś się o nią. - po tych słowach usiadła przed nim i owinęła ogon wokół lap - Dziękuję, Okruszku, ty też dobrze dziś wyglądasz... Po prostu. - lekko się zawahała, jednak czemu by miała tego nie mówić? Może dawna Cyprysowa Łapa powstrzymałaby się i jedynie zarumieniła, jednak to było kiedyś. Teraz jest czas dla Swobodnej Cyprys. - U mnie jak najlepiej, choć dużo się nie dzieje. Miałam ciężki czas z Muszką, ale porozmawiałyśmy i myślę, że między nami jest coraz lepiej. Do tego moi siostrzeńcy też doczekali się mianowania, Liściasta Łapa i Czysta Łapa! Wszystko idzie w dobra stronę.
I naprawdę tak myślała! Była to niesamowita zmiana, patrząc na to, że na ostatnim spotkaniu z wojownikiem czuła, że nic nigdy nie będzie dobrze, a ona sama jest największym ciężarem. Teraz kiedy wszystko się wyprostowało, a Cyprysowa Łapa (dość dużo) myślała o tym wszystkim doszła do wniosku, że już nie pozwoli aby takie coś stało się drugi raz. Może jej wina była tylko częściowa w tym całym zamieszaniu, jednak postanowiła, że koniec z nieśmiałą i wiecznie cichą wersją siebie, która do tego wszystkiego dopuściła. Teraz trzeba było stawiać na pewność siebie.
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
Na szczęście i Skruszone Serce z wiekiem - chcąc czy nie chcąc - nabierał odrobiny rozumu, i choć nie miało to wpływu na jego ogólne usposobienie, to po kolejnym żarcie na temat chowania się nie przybrał na nowo przepraszającej pozy, tylko zaśmiał się jeszcze raz. Wiedział (i wierzył!), że Cyprysia nie trzymałaby wobec niego urazy za coś takiego, a na pewno nie okazywałaby tego w postaci takich komentarzy na poważnie.
- No widzisz, a jednak nie do końca mi się udało! - nawet kontynuował ten żart, choć jego ton przybrał nieco bardziej niezręczną barwę, kiedy wszedł na ten rodzaj humoru. Natychmiast się zaśmiał, aby podkreślić, że nadal jedynie dowcipkuje. Może jednak nie dojrzał aż tak bardzo.
Cóż, miał w zanadrzu też trochę gorszych wieści, ale żadna z nich nie należała do tragicznych. Normalnie podchodził z pewną nadzieją i wiarą do kwestii wszelkich nowych członków klanu, tak mocno zależnych od Psiej Gwiazdy, a w towarzystwie przyjaciółki z zupełnie innego miejsca nawet Ośmiooki jako zastępca zdawał się czymś do przepracowania.
- Och, Niepyląca Łapa... No, na pewno robi postępy. I wiesz, ja myślę, że bardzo dobrze sobie radzi, i bardzo się stara, i dołącza do patroli. Po prostu mam wrażenie, że cały czas się stresuje, no i... Nie wiem, sam jeszcze nie wiem. Chyba- chyba jeszcze się nie przebiłem. Ale może robię małe kroczki. - nakreślił mniej więcej sytuację. Miał wrażenie, że - niestety - nie udało mu się wiele zmienić w tej sytuacji od ostatniej rozmowy z przyjaciółką. Niepylak nie była tu problemem, tylko on jako mentor najwyraźniej nie wzbudzał wystarczającego zaufania.
Uśmiechnął się niepewnie w reakcji na komplement. Oczywiście, akurat Okruszek niezmiennie się zawstydzał i kłopotał, a teraz zastanawiał się, czy nie powinien się poprawić i też dodać, że Cyprys wyglądała też dobrze tak po prostu! Na szczęście jego rozważania szybko zostały zastąpione przez najbardziej interesujący go element - ostatnie przeżycia Rzeczniaczki.
- Och, to bardzo, bardzo się cieszę! Pamiętam, jak to wszystko przeżywałaś, ale skoro i z Muchą, i z wami, i tobą jest dobrze, no to... no to bardzo dobrze! I, och, możesz mi o nich opowiedzieć, znaczy o twoich siostrzeńcach. Jacy są z charakteru? Podobni do Muchy? A może bardziej do ciebie?
Mała, puszysta kulka z dwoma niebieskimi oczkami. Tu i ówdzie da się zobaczyć białe znaczenia - od brzucha, poprzez łapy i pierś, kończąc gdzieniegdzie na pyszczku. Uroku dodaje jej biała plama na czole - tak jakby ktoś ją tam czule liznął i tak już zostało. Z białym idealnie dopasowuje się niebieski odcień futra, który pokrywa resztę ciała.
delikatna | cicha | spokojna | wrażliwa
Promienna Łapa [KW] Czyścioch [KRz]
Cyprysowa Łapa na komentarz kocura zmarszczyła nos i uśmiechnęła się. Chciała udawać, że dotknął ją jego komentarz, jednak zrezygnowała z tego, przeczuwając, że ten może zacząć znów ją przepraszać. Zaśmiała się razem z nim kończąc temat.
Skoro już przywitanie oprószone żartami mieli za sobą, kotkę interesowały konkrety. Słuchała uważnie o terminatorce przyjaciela. Początkowo zapowiadało się nieźle to też jej uśmiech rósł, jednak nieco później wypowiedź zmieniła tor i sama Cyprys popadła w lekką konsternację.
- Hmm... To faktycznie ciężki orzech do zgryzienia. Rozmawiałeś z nią może o innych wyborach niż bycie wojownikiem? Wiesz, może będzie się lepiej czuła wiedząc, że ukończenie jej treningu nie prowadzi do zostania wojownikiem, ale na przykład opiekunką. Albo może to nawet nie o to chodzi, tylko... - zacięła się. Zdała sobie sprawę, że próbuje na siłę pomóc, tak naprawdę nie znając szczegółów sprawy. Westchnęła tylko. - Przepraszam cię, czuję ogromną potrzebę, aby ci jakoś pomóc, lecz w tym przypadku chyba nie mogę. Nie znam w ogóle Niepylącej Łapy i nie mogę udawać, że jakieś przypuszczenia ci pomogą. Mogę ci jedynie życzyć powodzenia. Jestem pewna, że dasz sobie z tym radę.
Na koniec posłała mu lekki przepraszający uśmiech. Wiedziała, że Okruszek nie będzie na nią zły o coś takiego, mimo to czuła się po prostu głupio. Przyjaciel jej się zwierza z trudnych spraw, a ona nie chce jedynie kiwać głową. Jednak w tej sytuacji naprawdę nic nie mogła poradzić.
Na szczęście zawsze był nowy temat do obgadania.
- Przeżywałam, przeżywałam. Muszę przyznać, że teraz staram się być lepszą wersją siebie. Taką wiesz, pewniejszą. Chcę być kimś na kim można polegać i kto podejmuje dobre decyzje. - odparła szczerze. Wszystko będzie inaczej, lepiej. - Ah! Jaka to jest intrygująca sprawa! Oboje są znacząco podobni do Muchy! Bardzo energiczni i rezolutni! Czasami kiedy ich widzę, ich zachowanie przypomina mi małą Muszkę, zawsze mnie to rozczula. Wiesz, że są tak podobni do niej. Czasami się zastanawiam jakby to było ze mną. Jakie cechy moje kociaki odziedziczyłyby po mnie. - rozmarzyła się na moment. Widząc kocięta swojej siostry, nie mogła nie pomyśleć o jej przyszłych. O tych, o których marzyła od małego.
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
Z uwagą słuchał rady, której zaczęła mu udzielać Cyprys. Faktycznie, nie miał przecież okazji rozmawiać z Niepylak o jej dalszej ścieżce. Może nawet nie rozważała innej opcji, niż stanie się wojowniczką, a kto wie, czy ranga matki by jej nie pasowała. Albo, och, mógłby porozmawiać z Czosnkiem, gdy ten powróci z wyprawy, i spytać, co sądzi o terminatorce... Oczywiście, jeśli najpierw jego uczennica wyraziłaby taką chęć. Z drugiej strony wepchnięcie Niepylącej Łapy pod opiekę przyjaciela mogłoby przyciągnąć uwagę ich przywódcy, co nie pomogłoby żadnemu kotu z tej dwójki. Musiał to przemyśleć. Uniósł brwi, gdy Cyprysowa Łapa wspomniała o innej opcji, by zaraz wycofać się z całości. Pokręcił głową.
- Nie, nie! Tak naprawdę to dałaś mi już jakiś pomysł, możesz mówić dalej! Znaczy, nie musisz, ale może jak ty coś powiesz, ja o tym pomyślę, i coś się uda. I tak na pewno będę z nią rozmawiać, wiadomo, ale... ale każdy pomysł może być dobry. I i tak już pomogłaś, więc dziękuję! - uśmiechnął się. Oczywiście, mówił szczerze, choć chęć podbudowania przyjaciółki także miała wpływ na jego entuzjazm. Dotychczas chciała być matką, niedawno zaczęła w to wątpić, przestając wierzyć w swoje rady, więc na pewno przydałoby się jej wzmocnienie. Właśnie... opiekunką? - Och, a w ogóle to... opiekunka? Znaczy, matka?
Słowa Cyprysi na własny temat na nowo poszerzały uśmiech Okruszka. Czuł się wręcz dumny z Rzeczniaczki, która mówiła zdecydowanie pewniej, ze zdecydowanie większą nadzieją. Nie mógł powstrzymać się od komentarza.
- Zawsze można było na tobie polegać! Ale to super, że chcesz być pewniejsza, to- to widać, tak myślę. W sensie to działa! - dodał kolejną szczerą pochwałę. A dalej już tylko słuchał, zainteresowany stanem rzeczy panującym w rodzinie Cyprysowej Łapy. Również uśmiechał się z rozczuleniem na słowa o tym, jak kociaki przypominały małe wersje swojej mamy. To musiało być miłe dla Bzyczącej Muchy. Widzieć kawałek siebie w maluchach. Przyjrzał się także Cyprys, aby wyobrazić sobie, jak wyglądałyby z kolei jej kocięta, jak by się zachowywały. Poczuł odrobinę zawstydzenia, jakby wkraczał na jakiś stopień intymności, ale temat należał do tak przyjemnych, że myślał dalej. - Hmmm, ja to widzę tak, że jest sobie taki kociak z taką sierścią podobną do twojej, ale nie musi być taka sama, najważniejsze, żeby była puchata, i o! Żeby na czole miał tę taką plamkę. No i ten kociak jest troszkę nieśmiały, pewnie by się za tobą trochę chował, ale zawsze dbałby o swoje rodzeństwo i innych, i tak śmiesznie seplenił wszystkie te ładne słowa, jakie mówisz! - rozmarzył się, chichocząc podczas snucia wizji, powoli się kładąc i układając łapy pod swoim ciałem.
Mała, puszysta kulka z dwoma niebieskimi oczkami. Tu i ówdzie da się zobaczyć białe znaczenia - od brzucha, poprzez łapy i pierś, kończąc gdzieniegdzie na pyszczku. Uroku dodaje jej biała plama na czole - tak jakby ktoś ją tam czule liznął i tak już zostało. Z białym idealnie dopasowuje się niebieski odcień futra, który pokrywa resztę ciała.
delikatna | cicha | spokojna | wrażliwa
Promienna Łapa [KW] Czyścioch [KRz]
Musiała przyznać sama przed sobą, że podejście Okruszka wywoływało w niej mimowolny uśmiech. Cała jego wypowiedź sprawiła, że nie czuła się już głupio przez "gadanie od rzeczy", a jedynie poczuła nadzieję, że może dzięki niej życie Niepylącej Łapy w ten sposób się odmieni. I to dzięki niej. Miała nadzieję, że nieważne co się stanie, kotka w przyszłości będzie miała się lepiej. Na pewno ufała wojownikowi w tej kwestii. Ani na chwilę nie wątpiła w jego możliwości.
- W takim razie powodzenia. I informuj mnie na bieżąco w jej sprawie, sama się strasznie zaangażowałam, a nawet jej nie znam! - zaśmiała się. - Tak, tak matka. U nas w klanie jest jeden kocur, który też zajmuje cię kociakami, dlatego trochę głupio wołać na niego matka. Lepiej jest opiekun.
Komentarz o tym, że widać po niej, że jest pewniejsza również podziałał na nią pokrzepiająco. W głębi duszy miała taką nadzieję, że jej wysiłki nad sobą będą widoczne. A kto jak nie Skruszone Serce miały to zauważyć? Z pewnością napełniło ja tą nieukrywaną, dziecięca radością. Tak samo jak kolejny temat ich rozmowy. Cyprys nie mogła ukryć tego, że obraz takiego kociaka bardzo ją rozczuliła. Zwłaszcza, że wizja Okruszka była dość barwnie przedstawiona.
- Brzmi jak prawdziwy, młody dżentelmen. - odparła uradowana. - Po tobie widziałabym takiego gagatka, który jest strasznie ciekawski i przez to wpada w kłopoty. Jednak byłby rozkoszny i szczery przez co zawsze wychodziłby z opałów cało i zdrowo. Myślę, że stawałby w obronie słabszych, nawet jeśli miałby z tego tytuły nieprzyjemności. Mógłby mieć twoje oczy, to sprawiłoby, że wszyscy jeszcze bardziej by odpuszczali mu wszystkie winy. - odbiła pałeczkę. Czuła, że naturalnie musiała się wypowiedzieć o nim, mimo, że Okruszek wcale o to nie pytał.
Dla zabawy opuszkiem ogona zaczęła co jakiś czas łaskotać nos kocura.
- A tak w ogóle... Myślałeś kiedyś o tym? Żeby mieć kocięta? - nie była pewna czy może zadawać takie pytania. Co prawda byli przyjaciółmi, ale nie chciała aby ten poczuł się komfortowo. - Chociaż wiadomo, jeszcze nie pora na takie rzeczy.
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
Nawet jej nie znam. To stwierdzenie pobudziło nieco zębatki w Skruszonej głowie do pracy. Sam zaczął zastanawiać się, czy tak naprawdę jakoś szczególnie dobrze zna swoją terminatorkę. Może nie pytał wystarczająco? Oczywiście, interesował się jej samopoczuciem, ale przecież na pewno poprawiałby je lepiej, gdyby po prostu zrobił coś więcej, aby się czegoś dowiedzieć. Musiał zmienić ten stan.
- No widzisz, bo taka jesteś po prostu, że pomagasz! Na pewno ci opowiem następnym razem, jak poszło. I dziękuję! - zapewnił ją po chwili zamyślenia spędzonej na zastanawianiu się, w jaki sposób lepiej poznać Niepylącą Łapę. Tak porządnie. - Oooch, to w sumie nawet lepiej brzmi, tak myślę.
A Cyprys po raz kolejny użyła idealnego słowa, aby podsumować to, co Skruszone Serce wił wieloma wyrażeniami naraz. Uśmiechnął się ciepło i już miał skomentować tę umiejętność przyjaciółki, ale zaraz rozproszył go kolejny opis, tym razem dotyczący jego potencjalnego potomstwa. I słuchanie tego brzmiało jeszcze bardziej rozczulająco, niż wyobrażanie sobie kociaka Rzeczniaczki.
- Wiesz, myślę, że byłbym z niego dumny! - skomentował, zanim w głowie ponownie coś mu przeskoczyło i zaczął zastanawiać się nad ostatnim komentarzem Cyprys. - A z tymi oczami... myślisz, że na moje oczy inni mi odpuszczają? - zapytał, ciut speszony, a ciut rozbawiony.
Końcówka puchatego ogona natychmiast zadziałała - nie minęło wiele, akurat jakaś połowa kolejnego pytania, a Okruszek dwukrotnie kichnął. Potrząsnął głową i zaśmiał się, dmuchając na ogon Cyprys. Dopiero potem mógł skupić się na pytaniu.
- Tak, a już w ogóle, odkąd mam młodsze rodzeństwo! Wiesz, po prostu fajnie byłoby tak opiekować się tymi kociakami, no i wychować je na dobre koty, i być takim... takim pierwszym kotem, do którego mogą przyjść, i na pewno dostaną pomoc. Tylko, tak, ja się nadal czuję właśnie jak bardziej taki starszy brat, a nie, no, tata. Ja sobie nie wyobrażam być tak spokojny i mądry, jak moi rodzice! No i... ja to nie wiem, czy dobrze by im było w Klanie Cienia. Na razie. - zakończył trochę niepewnie. - Wiem, że na pewno chciałaś mieć kociaki, skoro Mucha... No, chciała ci je dać. A, no, teraz?
Mała, puszysta kulka z dwoma niebieskimi oczkami. Tu i ówdzie da się zobaczyć białe znaczenia - od brzucha, poprzez łapy i pierś, kończąc gdzieniegdzie na pyszczku. Uroku dodaje jej biała plama na czole - tak jakby ktoś ją tam czule liznął i tak już zostało. Z białym idealnie dopasowuje się niebieski odcień futra, który pokrywa resztę ciała.
delikatna | cicha | spokojna | wrażliwa
Promienna Łapa [KW] Czyścioch [KRz]
Fakt faktem, że Cyprysowa Łapa zawsze starała się pomóc każdemu. Jednak czy naprawdę powinna to robić skoro ledwie potrafiła pomóc sobie? Wiele trudu jej to zajęło, a także skłoniło do refleksji. Na pewno nie wszystko było takie proste jakie się jej wydawało wcześniej. Dlatego też nabrała dystansu. Mimo to na komentarz Skruszonego Serca zarumieniła się. Jego wypowiedzi zawsze były pozytywne i sprawiały, że Cyprysia ani na chwilę nie czuła się źle sama ze sobą.
Kolejny temat rozmowy wprawiał ją w stan zadumy. Nigdy głośno nie rozmawiała na ten temat. Nigdy też nie omawiała takiej wizji. To sprawiło, że znowu o tym wszystkim myślała na nowo. O byciu mamą, a także posiadaniu dużej rodziny.
- Och, widzę już jakbyś dumnie wypinał pierś na mianowaniu na wojownika swojego syna! Miałbyś minę mówiącą: "Tak to mój syn!". - zachichotała. Nie trudno było jej to sobie wyobrazić. Widziała przed sobą Okruszka tak jak teraz, który wzruszony chowa łzy szczęścia. Taki obraz bardzo ją rozczulił. Od razu chciała zapytać czy myśli, że ich dzieci by się ze sobą przyjaźniły jak oni teraz. Jednak powstrzymała się w ostatnim momencie. Nie potrafiła do końca tego wyjaśnić, ale mimo, że mówili o dwóch osobnych kociakach przez chwilę poczuła się jakby mówili o ich wspólnych. Jednak było to nie na miejscu i próbowała jak najszybciej ściszyć te myśli. Kocur znacznie jej w tym pomógł zadając pytanie. - Hm? Zdecydowanie! Są bardzo czarujące, myślę, że nie jednego możesz na nie naciągnąć. Czego ja bym nie zrobiła dla tego spojrzenia! - zaśmiała się z własnego żartu.
Drobne dokuczanie przyjacielowi sprawiało małą frajdę Cyprysi. Dlatego mimo iż już udało jej się doprowadzić go do kichania, zaraz potem zaczęła go łaskotać po uszach.
- Myślę, że jak na razie jesteś świetnym materiałem na starszego brata, który dopiero później stanie się świetnym materiałem na ojca. Nic dziwnego, że nie czujesz się tak dojrzały jak twoi rodzice, bo jeszcze nie jesteś! I nie ma w tym nic złego, jeszcze dużo przed tobą. Myślę, że jak na razie jesteś na dobrej drodze. - podsumowała szczerze. Zaraz później wrócił temat kociąt, na co kotka lekko się speszyła, jednak żeby to ukryć zaczęła obserwować otoczenie i w miarę na bieżąco odpowiadała. - To całkiem ciężka sytuacja. Jednak czasami opiekując się moimi siostrzeńcami i w ogóle mam pewne pomysły. Myślę, że jednak chciałabym? Ale zdecydowanie później. I też wiele aspektów się na to składa! Bo... bo wiadomo na pewno po mianowaniu, i no... Ważne z kim. Chciałabym aby mój partner był dobrym ojcem! Nie wyobrażam sobie mieć dzieci z kimś niezaangażowanym w wychowanie je. Ale no, serce nie sługa i nie wiem w kim... W kim się w przyszłości zakocham. Jest wiele niewiadomych i nie wiem, duże jeszcze przede mną. - słowotok zakończył się kiedy Cyprysowa Łapa spojrzała na Okruszka. Westchnęła lekko. - Na razie muszę się skupić na treningu.
To zabawne, ale poczuła się tak jak wtedy kiedy po raz pierwszy gadała o tym z Muchą, kiedy jeszcze były małe. Zwyczajnie się zawstydziła.
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
- I wołałbym jego imię taaak głośno, że przywódca by na mnie dziwnie- dziwnie patrzył. - rzucił tym żartem dość nieostrożnie, bo w ich wymyślonym, hipotetycznym świecie, w którym Skruszone Serce miał dzieci, nie było zagrożenia, że za zachowywanie się jak ktoś mniej godny groziło cokolwiek ponad dziwne spojrzenie. Prawdopodobnie Psia Gwiazda akurat niczego innego, niż głośne okrzyki, nie spodziewałby się po swoim byłym uczniu, ale... gula na chwilę stanęła kocurowi w gardle. Szybko ją przełknął. Ostatnio było w miarę spokojnie.
Komplement szybko wyrwał go z tego uczucia, zastępując je zaskoczeniem i zawstydzeniem, już takim pełnym. Przez chwilę błądził wzrokiem to gdzieś za Cyprys, to z powrotem na jej mordce, zająkując się.
- No, ja- ja myślę, że twoje są bardzo ładne też! I nie mówię tego tylko dlatego, że ty mi mówisz coś miłego, tylko, no, nie wiem, dziwnie mi by tak było tak nagle ci to mówić, ale- ale to prawda, o!
Przekomarzanki i łaskotanie wcale nie pomogły mu wyrwać się z tego zawstydzenia. Zdążył otrząsnąć się z kichnięcia, by zaraz na nowo poczuć puchaty ogon z powrotem w okolicach głowy. Praktycznie pisnął coś niezrozumiale, potrząsając łbem. Nie chciał prosić, by Cyprys przestała - wiedział, że to tylko zabawa, i także poniekąd dobrze się bawił... więc postanowił nagle się odchylić i złapać jej ogon w pyszczek, najdelikatniej, jak tylko mógł. Wyszczerzył się i zaraz go puścił, aby na pewno nie zrobić jej krzywdy czy nie spowodować dyskomfortu.
- Widzisz! Eee, no, uważaj sobie! - rzucił kompletna bzdurę, która przyszła mu do głowy, po czym prychnął w rozbawieniu. - Ale, no, nie ugryzłem za mocno, prawda? - nie mógł się jednak powstrzymać przed zabezpieczającym pytaniem.
Słowa Cyprysowej Łapy zdecydowanie udowadniały, jak dobrą opiekunką by była, przynajmniej w oczach Okruszka. Wszystko brzmiało rozsądnie i kojąco, tak, że wojownik poczuł, że może faktycznie jest na dobrym etapie w tej potencjalnej drodze do ojcostwa. Zapatrzył się w przyjaciółkę dłużej, a na jego pyszczku malował się wielki podziw. Dał jej mówić bez przerw.
- No to dobrze, że dalej byś chciała, bo naprawdę będziesz bardzo dobrą mamą! No, to, co powiedziałaś, było takie, takie mądre, i, o, wychowawcze! Naprawdę! I to, co mówisz o byciu tą mamą, też, jesteś super rozsądna! I, ja dalej ci bardzo chętnie pomogę! - zawiesił się. - W treningu! Jeśli chcesz, oczywiście!
Mała, puszysta kulka z dwoma niebieskimi oczkami. Tu i ówdzie da się zobaczyć białe znaczenia - od brzucha, poprzez łapy i pierś, kończąc gdzieniegdzie na pyszczku. Uroku dodaje jej biała plama na czole - tak jakby ktoś ją tam czule liznął i tak już zostało. Z białym idealnie dopasowuje się niebieski odcień futra, który pokrywa resztę ciała.
delikatna | cicha | spokojna | wrażliwa
Promienna Łapa [KW] Czyścioch [KRz]
Ciągłe fantazjowanie o przyszłym potomstwie na pewno rozluźniło Cyprysową Łapę i sprawiło, że nie była odpowiednio czujna. W ogóle nie zwróciła uwagi na zawahanie Okruszka, tłumacząc to sobie tym, że nie wiedział jakie słowo byłoby odpowiedniejsze. Łatwo nie myśleć o przywódcy-tyranie swojego przyjaciela kiedy samemu ma się swoistego Opiekuna Klanu niezdolnego zrobić nikomu krzywdy.
- Oh, jestem pewna, że nie tylko przywódca. - odparła rozweselona.
I nim mogła się naprawdę zastanowić nad zachowaniem kocura, kolejny temat znów szybko się pojawił, zostawiając poprzedni daleko w tyle. Przez chwilę kotka miała ochotę jeszcze trochę sobie pożartować i zarzucić Skruszonemu Sercu, że ma zbyt słabe te wymówki, jednak nie mogła się na to zdobyć. Wiedziała, że mimo iż to niewinne żarty, wojownik faktycznie może wziąć trochę tych słów do siebie. Zamiast tego postanowiła poprowadzić rozmowę z innym kierunku.
- O, proszę, właśnie moje oczy mam po tacie! On jest taki duży i cały biały, więc złote oczy są bardzo wyeksponowane i, moim zdaniem, jeszcze piękniejsze. Miło mi słyszeć, że moje mogą dawać podobny efekt. - uśmiechnęła się delikatnie.
Przekomarzanki, dowcipy i swawole sprawiły, że Cyprys teraz czuła się jak kocię. Było to naprawdę błogie uczucie i wolałaby aby ten stan trwał jak najdłużej. Zwłaszcza, że to pierwsze takie spotkanie z Okruszkiem, aby w ogóle nie była pochłonięta przez stres, złe samopoczucie lub inne niedogodności. Teraz jedynie spędzała czas ze swoim najlepszym przyjacielem. Reakcje kocura jedynie podkręcały ten stan, a kiedy w końcu delikatnie złapał ją w zęby, zaśmiała się głośno.
- Tylko nie to! Okruszek i jego potężny, nieokiełznany gniew! - wypowiedziała pomiędzy salwami śmiechu. - Ani trochę, jest w porządku. - na koniec zapewniła go, aby na pewno się nie martwił.
Jego czujność, nawet podczas najłagodniejszej zabawy, rozczulała ją. Sprawiało to też, że za każdym razem czuła się jeszcze bardziej komfortowo w jego towarzystwie.
To co powiedział sprawiło, że całe zakłopotanie znikło. Teraz czuła się doceniona i nawet dumna z tego jak rozsądna potrafi być. Mimo że czasami szczerze w to wątpiła.
- Może kiedyś się uda... - skwitowała. - W treningu? Ach, oczywiście, że bym chciała. Może masz mi do powiedzenia jakieś dobre triki, hm? Pochwal mi się swoją wiedzą.
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
W zasadzie nieuwaga Cyprysowej Łapy posłużyła wojownikowi. Przecież nie miał na celu martwić koleżanki i zdał sobie sprawę z tego, jak realistycznie wyglądałaby sytuacja, dopiero po wypowiedzeniu swoich słów. Z tego powodu kolejny żart szybko go z powrotem rozluźnił i wywołał uśmiech. Na szczęście nie musiał na nowo tłumaczyć się także z niewprawności w używaniu słów (miał przecież dopiero nieco ponad 20 księżyców, jasne, że nie był w tym jeszcze tak dobry!) i jego komplement został przyjęty. Dzięki temu mógł skupić się faktycznie na dalszym oglądaniu koleżanki i... docenianiu widoku. Oczu, konkretnie.
- Bo są piękne! I też są na białym, no i szary wygląda tak, jakby miał je trochę zasłonić, więc jest tak... młodo? Nie wiem, jak to powiedzieć, ale, no, jakby wesoło.
Zawstydził się trochę. Oczywiście.
I, oczywiście, Cyprys nie musiała ani trochę obawiać się gniewu Okruszka (to znaczy - czego Okruszka?), bo ten także podłapał nastrój i głośno się śmiał, upewniony, że faktycznie nie zrobił przypadkiem krzywdy kotce.
- No jasne, że mam! Znaczy... jak sobie przypomnę. - przyznał się, skruszony, ale zaraz skupił się, zamyślił i wpadł na kilka pomysłów. - O, na przykład mi ciężko było zapamiętać wszystkich przywódców i zastępców, i w ogóle, ale jak ktoś mi powiedział o nich coś ciekawego, to od razu było łatwiej. Więc, na przykład, nie muszę ci mówić o Psiej Gwieździe, ale Ośmiooki... - co mógł ciekawego, ale przyjemnego powiedzieć o tak intensywnym zastępcy? - O, on na przykład szkolił mojego brata, Ropucha. On, znaczy Ropuch... Był trochę... nie za bardzo chciał trenować. Ale przeszli przez trening i też został mianowany!
Mała, puszysta kulka z dwoma niebieskimi oczkami. Tu i ówdzie da się zobaczyć białe znaczenia - od brzucha, poprzez łapy i pierś, kończąc gdzieniegdzie na pyszczku. Uroku dodaje jej biała plama na czole - tak jakby ktoś ją tam czule liznął i tak już zostało. Z białym idealnie dopasowuje się niebieski odcień futra, który pokrywa resztę ciała.
delikatna | cicha | spokojna | wrażliwa
Promienna Łapa [KW] Czyścioch [KRz]
Dalsze mówienie o jej oczach ją samo zaczęło zawstydzać. Nie myślała, że Okruszek będzie kontynuował i wzięło ją to znienacka. Przez chwilę nie wiedziała co powiedzieć, patrząc się na niego trochę jakby zauroczona jego wylewnością. W końcu musiała się otrząsnąć.
- Więc postrzegasz mnie jako młodą i wesołą? Nawet nie wiesz jak dobrze to słyszeć po tym jak nazywa się mnie ciocią! Czuję się starsza o parę księżyców, naprawdę! - obrócić całą sprawę w żart było najlepszą metodą, a przez Cyprys coraz częściej wykorzystywaną. Ciężko było jej sobie poradzić z komplementami jakie dawał jej kocur. I także nie mogła znaleźć odpowiedniego uzasadnienia dla swoich emocji. - Naturalnie dziękuję ci, Okruszku, zawsze umiesz poprawić mój nastrój.
Tak naprawdę w ogóle nie przejmowała się tym, że nazywano ją ciotką. Pf, dla niej to była najbardziej rozczulająca rzecz na świecie! Jednak jak się okazało był to też wspaniały pretekst przed tłumieniem w sobie nieznanych uczuć. Wybornie!
Później już napięcie znikło, a Cyprysia ponownie mogła się nieco rozluźnić. Słysząc ciekawą sztuczkę od Skruszonego Serca uśmiechnęła się.
- Tak w zasadzie to ma dużo sensu! O wiele łatwiej jest zapamiętać imię osoby, która się pozna. Takie ciekawostki mogą być pośrednią formą znajomości, znaczy, no prawie. - zaśmiała się. - Ośmiooki miał za ucznia Ropucha, brata mojego Okruszka. - powiedziała pod nosem dla utrwalenia. - Co tam masz jeszcze? Wasz medyk?
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
- Ciocia? O rany, też bym się tak dziwnie czuł, gdyby mnie ktoś nazywał wujkiem! Wiesz, jak ktoś mówi do mnie pełnym imieniem, to już nawet wtedy myślę, że ja przecież nadal jestem po prostu Okruszkiem!
Kocur natychmiast podłapał ten żartobliwy nastrój. Może i zaangażował się w porządny opis oczu Cyprys, a jeszcze bardziej w objaśnianie, dlaczego są one tak ładne, ale zawstydzenie także popychało go do podjęcia luźniejszego kierunku rozmowy. Takiego ostudzającego, o. Uśmiechnął się do kotki w reakcji na podziękowanie. Akurat możliwość poprawienia komuś nastroju nigdy nie należała do niekomfortowych.
Ani pomoc komuś w zakończeniu treningu. Oczywiście, Cyprysowej Łapie nie musiało się spieszyć tak, jak ówczesnemu Skruszonej Łapie, ale możliwość popchnięcia nauk do przodu powinna przynieść tylko pozytywne skutki.
- Och, mamy dwójkę medyków! Jest Rwąca Zawieja i Huraganowy Szept. Huraganowy Szept szkoli mojego... tą przyjaciółkę, o której mówiłem, wiesz? A Rwąca Zawieja, hm... No, ona na tej okropnej ceremonii kiedyś naprawdę dobrze ją obroniła, tak bardzo mądrze! - nie czuł się do końca komfortowo z nazywaniem Czosnka przyjaciółką, a nie przyjacielem, ale pamiętał, że miał nikomu nie mówić. I choć zupełnie ufał Cyprysi, to wiedział, że powinien usłuchać nakazu. W przyszłości na pewno nie obraziłaby się po poznaniu prawdy.
Mała, puszysta kulka z dwoma niebieskimi oczkami. Tu i ówdzie da się zobaczyć białe znaczenia - od brzucha, poprzez łapy i pierś, kończąc gdzieniegdzie na pyszczku. Uroku dodaje jej biała plama na czole - tak jakby ktoś ją tam czule liznął i tak już zostało. Z białym idealnie dopasowuje się niebieski odcień futra, który pokrywa resztę ciała.
delikatna | cicha | spokojna | wrażliwa
Promienna Łapa [KW] Czyścioch [KRz]
Ach, ciężko się było nie zaśmiać na ten przeuroczy komentarz! Jednocześnie kotka musiała przyznać, że faktycznie, ona sama czuła się jak zwyczajna Cyprysia. Mimo, że księżyców na karku było coraz więcej - ani trochę tego nie odczuwała. Jedynie co, to zaczynała czuć minimalną presję co do swojego stojącego w miejscu treningu i faktu, że w końcu musi się zdecydować czy być wojownikiem czy raczej opiekunką. No, ale czasu jeszcze było, raczej.
- Kiedy słyszę swoje pełne imię to od razu czuję się bardziej formalnie, jakbym miała przeprowadzić jakąś bardzo poważną rozmowę. Zdecydowanie wolę po prostu Cyprys. - dodała. - Ty to już w ogóle, bo taka Łapa to jeszcze ujdzie w tłumie innych, ale mając już swoje własne niepowtarzalne imię, to coś zupełnie innego. Nie wiem jakbym zareagowała, gdybym usłyszała jak ktoś się do mnie zwróci takim. Możliwe, że bym na początku nie zareagowała.
Dumanie nad jej imieniem sprawiło, że zaczęła zastanawiać nie tylko nad tym jak to jest, ale jakie by ono było. Z pewnością wolała zachować swój pierwszy człon, miała do niego przywiązanie, w końcu tak nazwała ją mama! Specjalne, wyselekcjowane imię, które zawsze będzie pamiątką po rodzicielce, czyż nie?
- Ach, jak myślisz, jak Łabędzia Gwiazda mnie nazwie? Co by do mnie pasowało?
Niech zrobi się z tego przyjacielska burza mózgów.
- Wow, już i tak wyróżniające jest to, że macie ich, aż dwóch. To chyba wyjątkowo dobrze, co nie? I jeszcze terminator medyka, na pewno nie musicie się bać, że nie dostaniecie potrzebnej uwagi podczas choroby! - odleciała od tematu, myśląc o tym, że im został już tylko dość enigmatyczny Poeta.
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
- Och, bo jak ktoś dodaje Łapę, to czujesz, że zaraz będą jakieś kłopoty, co nie?! - od razu utożsamił się z tym odczuciem. Przyszło mu to szczególnie łatwo - w końcu trening miał, jaki miał. Wszelkie oficjalne zwroty dość szybko zaczęły mu się kojarzyć z tymi trudniejszymi aspektami życia w Klanie cienia. - A jak ktoś mówi takim pełnym po mianowaniu, to jeszcze nie jest tak źle. Przyzwyczaimy się na pewno, znaczy, mam nadzieję!
Zaraz dostał do rozwiązania bardzo trudny problem - dywagowanie w temacie imienia. Odkąd był kociakiem, jego umiejętności w tym aspekcie ani trochę się nie zmieniły. Nie należał do wybitnie kreatywnych stworzeń, więc propozycje, nad którymi zaczął głęboko się zastanawiać, przywódcy mogły już nawet nie wpadać do głowy.
- Hm, może na przykład... Cyprysowa Gałązka? Albooo Cyprysowy Kwiat? Albo Cyprysowa... Rosa? - wyrzucił kilka pierwszych imion, które brzmiały jakkolwiek sensownie. Spojrzał na kotkę przepraszająco. - Przepraszam, dalej nie jestem taki dobry ze słowami. Na pewno Łabędzia Gwiazda jakoś ładniej to wymyśli, tak, żeby pasowało do tego, jaka jesteś!
Cóż, niektórzy w Klanie Cienia nie zgodziliby się ze słowami terminatorki. A Okruszek jeszcze nie wspomniał o terminatorach!
- No, tak naprawdę to trójka terminator-ek! Czosnkowa Łapa, Migocząca Łapa i Ciernista Łapa. Dwie szkoli Rwąca Zawieja właśnie.