Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Ugh... Pierwszy poznany kot, a raczej kotka z innego klanu i akurat musi być z Cienia! Ruszyła nerwowo ogonem, myśląc przez chwilę, czy lepiej się przedstawić, czy może jednak nie. Ale skoro ona się przedstawiła, to z grzeczności też wypada się przedstawić.
- Sosnowy Szmer, Wojowniczka Klanu Wichru - zamilkła na moment. Na szczęście rozmówczyni nie podeszła do niej na tyle, by wyczuć cienisty zapach. Chociaż to może wina Sosny, bo próbowała rzadziej oddychać. - Ładna pogoda prawda? - rzuciła.
Księżyce: 63 Mistrz: Grząskie Bagno [Wartki Potok] Płeć: Transpłciowa kotka Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Zwiędła Łodyga [*] Ojciec: Orli Szpon [*] Trwałe urazy: ukryta pod futrem blizna w okolicy tyłu głowy; liczne drobne blizny pod futrem
Zmora, wysoka i mocno zbudowana, o prostym profilu z nieznacznym stopem między czołem a grzbietem nosa. Długie futro coraz częściej jest splątane i brudne- tylko miejscami zmierzwione na tyle, by odstawać niżeli wisieć w dół. Również pędzelki na końcach wąskich, trójkątnych uszu zdają się coraz bardziej poddawać sile grawitacji.
Zmatowiałe futro nawet teraz jest wyraźnie płomiennorude; od góry ciemne, na spodzie przechodzące w beż. Wybijają się na nim kasztanowe, tygrysie pręgi o rzadkim rozłożeniu. Białe znaczenia oblewają grzbiet nosa Wojowniczki, a także kończyny- przednie do łokci, tylne to stawów skokowych- i czubek ciągnącego się po ziemi ogona. Lekko skośne oczy są dwubarwne- lewe granatowe, a prawe bursztynowe.
Elementem wyróżniającym Lisi Ogień od wielu innych kotów są całkowicie wybielone uszy, z czego po lewej stronie biel rozlewa się aż do oka. Nieco za czubkiem głowy posiada bliznę, tylko częściowo zasłoniętą przez zaniedbaną kryzę. Drobne blizny rozsiane po ciele wciąż są względnie niewidoczne.
Zdystansowana, często wręcz nieobecna, jakby zamknięta w swojej własnej głowie. Rozmowy są dla niej wysiłkiem, któremu poddaje się coraz bardziej niechętnie. Zdaje się niczym nie interesować, nie pokazuje też po sobie wiele- sama nie wie czy jest czymś więcej niż pustą skorupą. Bierna, flegmatyczna. Tylko czasem coś zapala się w jej głowie, w klatce piersiowej... by w większości przypadków zaraz uciec poza jej zasięg. Nie próbuje zmienić tego stanu rzeczy, wyjść naprzeciw niepewnej przyszłości; brak jej celu, który niczym kotwica mógłby uziemić zmęczone, nieustannie błądzące i często nieskładne myśli.
Obserwuję uważnie kotkę, a przynajmniej na tyle, na ile moje oczy mi pozwalają. Rozważam zupełnie je zamknąć; nie mam pewności jak moja rozmówczyni zareaguje jeśli podejdę bliżej, do krzewów obrastających płaską skałę. Wydaje się nerwowa, głównie z jej inicjalnej reakcji. Wolę zachować ostrożność, by jej niepotrzebnie nie stresować.
Na jej pytanie niemal zerkam w niebo, ale wiem, że byłby to błąd. Nie chcę, by mój narastający ból głowy drastycznie się pogorszył; oznacza to, że nie mogę dłużej stać na zerkającym zza rzadszych chmur słońcu.
- Tak... dość jasna - odpowiadam, po czym również milczę kilka uderzeń serca, nim znów otwieram pysk. - Hm. Nie masz nic przeciwko... jeśli podejdę? Tylko pod krzewy - pytam.
Ihavehadanosebleedevery day since you diedand I know it doesn’t mean anything
casually endangering myself, not looking before crossing the road as cosmicprotesttoacosmologyIdon’taccept callit“soft suicide”,butIamscaredthatI’llneverdie or that I’ll die tomorrow and nothing in-between
it just feels so useless to progress knowing slates are wiping clean
and even if I see the future Iwon’tknowwhatitmeans
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Mruży oczy, gdy kotka nawet na ułamek bicia serca nie zerka w niebo. Sosna jest jednocześnie zaciekawiona, jak i bardzo nieufna. Nieufność do cienistych oczywiście pochodzi od jej mentorki, która wpoiła jej to do tego może nie aż tak pustego łba.
- Po co? - pyta dociekliwie. Mimo tego cofa się na kilka kroków od Lisiego Ognia, robiąc jej miejsce pod krzewami. - Teraz możesz podejść. - zaczyna myć łapę, wciąż zerkając na poczynania kotki z klanu cienia. Może jak będzie tak oceniająco na nią patrzeć i nie zwracać uwagi to sobie pójdzie?
Księżyce: 63 Mistrz: Grząskie Bagno [Wartki Potok] Płeć: Transpłciowa kotka Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Zwiędła Łodyga [*] Ojciec: Orli Szpon [*] Trwałe urazy: ukryta pod futrem blizna w okolicy tyłu głowy; liczne drobne blizny pod futrem
Zmora, wysoka i mocno zbudowana, o prostym profilu z nieznacznym stopem między czołem a grzbietem nosa. Długie futro coraz częściej jest splątane i brudne- tylko miejscami zmierzwione na tyle, by odstawać niżeli wisieć w dół. Również pędzelki na końcach wąskich, trójkątnych uszu zdają się coraz bardziej poddawać sile grawitacji.
Zmatowiałe futro nawet teraz jest wyraźnie płomiennorude; od góry ciemne, na spodzie przechodzące w beż. Wybijają się na nim kasztanowe, tygrysie pręgi o rzadkim rozłożeniu. Białe znaczenia oblewają grzbiet nosa Wojowniczki, a także kończyny- przednie do łokci, tylne to stawów skokowych- i czubek ciągnącego się po ziemi ogona. Lekko skośne oczy są dwubarwne- lewe granatowe, a prawe bursztynowe.
Elementem wyróżniającym Lisi Ogień od wielu innych kotów są całkowicie wybielone uszy, z czego po lewej stronie biel rozlewa się aż do oka. Nieco za czubkiem głowy posiada bliznę, tylko częściowo zasłoniętą przez zaniedbaną kryzę. Drobne blizny rozsiane po ciele wciąż są względnie niewidoczne.
Zdystansowana, często wręcz nieobecna, jakby zamknięta w swojej własnej głowie. Rozmowy są dla niej wysiłkiem, któremu poddaje się coraz bardziej niechętnie. Zdaje się niczym nie interesować, nie pokazuje też po sobie wiele- sama nie wie czy jest czymś więcej niż pustą skorupą. Bierna, flegmatyczna. Tylko czasem coś zapala się w jej głowie, w klatce piersiowej... by w większości przypadków zaraz uciec poza jej zasięg. Nie próbuje zmienić tego stanu rzeczy, wyjść naprzeciw niepewnej przyszłości; brak jej celu, który niczym kotwica mógłby uziemić zmęczone, nieustannie błądzące i często nieskładne myśli.
Normalnie nie jest to coś, o czym chcę mówić wiele na głos, ale przez narastający dyskomfort nie mam innej opcji. Poza tym, chcę poznać koty z innych Klanów, a do tego mam w tej chwili okazję... nawet jeśli kotka zdaje się naprawdę być zestresowana moją obecnością. Nie mam pewności dlaczego. Mam nadzieję, że nie spotkało jej nic złego z łapy innego kota, co powoduje tę reakcję.
- Mh... Bolą mnie oczy - odpowiadam krótko.
Unoszę kąciki ust w krótkim uśmiechu, gdy Sosnowy Szmer pozwala mi podejść. Jej zachowanie jest dla mnie dziwne, ale też nie mam pewności czy błędem jest to wytknąć. Poza tym, na ten moment tylko jedno w głowie mam- podejść pod same krzewy, tam gdzie jest najwięcej cienia, i położyć się. Napieram bokiem na roślinność i kładę głowę na ziemi, zakrywam oczy łapą. Nie zmniejsza to lekkiego bólu w głowie, ale pozwala moim oczom trochę odpocząć. Może dobrym pomysłem jest zostać tak do wieczora.
Po kilku uderzeniach serca zsuwam łapę z jednego oka, choć wciąż trzymam ją tuż nad nim, i zerkam na szylkretkę. W tej pozycji światło jest nieco znośniejsze. Obserwuję jej postawę, mimikę, ale nie mogę wyczytać nic ponad to, co jest oczywiste niemal od początku. Mielę w głowie słowa, zastanawiam się co powiedzieć. Dyskomfort sprawia, że jest to trudniejsze.
- Boisz się... obcych kotów? - pytam wreszcie, głosem całkowicie neutralnym.
Ihavehadanosebleedevery day since you diedand I know it doesn’t mean anything
casually endangering myself, not looking before crossing the road as cosmicprotesttoacosmologyIdon’taccept callit“soft suicide”,butIamscaredthatI’llneverdie or that I’ll die tomorrow and nothing in-between
it just feels so useless to progress knowing slates are wiping clean
and even if I see the future Iwon’tknowwhatitmeans
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Kiwa wyrozumiale głową. Czasem ją samą bolą oczy, więc to zrozumiałe przy takiej ilości światła. Dzisiaj było dosyć słonecznie, że aż Sośnierz miała ochotę się położyć i wygrzać na kamieniu nie zważając na nic innego.
Patrzyła jednak wciąż uważnie, jak Lisi Ogień podchodzi do krzaków, kładzie się i faktycznie zakrywa łapą oczy. Coś w sercu kłuje Sosnowy Szmer. Może… Lisi Ogień wcale nie jest taka zła, jak cieniści zostali opisani przez Krzyk? Nie chciała jednak do tego się przyznawać. Spod przymrużonych powiek wciąż czyściła swoje futro. Na pytanie kotki od razu zastyga w bezruchu.
- Nie - odpowiada ostrożnie, uprzednio rozwalając się na kamieniu. - Po prostu uczyli mnie, by zachowywać czujność przy obcych. - Połowicznie to była prawda, jednak przy spotkaniu z tym kotem (a może kotką?) za drogą grzmotu wolała nie tracić czujności. Szczególnie przy cienistym!
Księżyce: 63 Mistrz: Grząskie Bagno [Wartki Potok] Płeć: Transpłciowa kotka Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Zwiędła Łodyga [*] Ojciec: Orli Szpon [*] Trwałe urazy: ukryta pod futrem blizna w okolicy tyłu głowy; liczne drobne blizny pod futrem
Zmora, wysoka i mocno zbudowana, o prostym profilu z nieznacznym stopem między czołem a grzbietem nosa. Długie futro coraz częściej jest splątane i brudne- tylko miejscami zmierzwione na tyle, by odstawać niżeli wisieć w dół. Również pędzelki na końcach wąskich, trójkątnych uszu zdają się coraz bardziej poddawać sile grawitacji.
Zmatowiałe futro nawet teraz jest wyraźnie płomiennorude; od góry ciemne, na spodzie przechodzące w beż. Wybijają się na nim kasztanowe, tygrysie pręgi o rzadkim rozłożeniu. Białe znaczenia oblewają grzbiet nosa Wojowniczki, a także kończyny- przednie do łokci, tylne to stawów skokowych- i czubek ciągnącego się po ziemi ogona. Lekko skośne oczy są dwubarwne- lewe granatowe, a prawe bursztynowe.
Elementem wyróżniającym Lisi Ogień od wielu innych kotów są całkowicie wybielone uszy, z czego po lewej stronie biel rozlewa się aż do oka. Nieco za czubkiem głowy posiada bliznę, tylko częściowo zasłoniętą przez zaniedbaną kryzę. Drobne blizny rozsiane po ciele wciąż są względnie niewidoczne.
Zdystansowana, często wręcz nieobecna, jakby zamknięta w swojej własnej głowie. Rozmowy są dla niej wysiłkiem, któremu poddaje się coraz bardziej niechętnie. Zdaje się niczym nie interesować, nie pokazuje też po sobie wiele- sama nie wie czy jest czymś więcej niż pustą skorupą. Bierna, flegmatyczna. Tylko czasem coś zapala się w jej głowie, w klatce piersiowej... by w większości przypadków zaraz uciec poza jej zasięg. Nie próbuje zmienić tego stanu rzeczy, wyjść naprzeciw niepewnej przyszłości; brak jej celu, który niczym kotwica mógłby uziemić zmęczone, nieustannie błądzące i często nieskładne myśli.
Strzygę uszami, rozważając odpowiedź Wichrzastej Wojowniczki. Nie pamiętam, czy ktoś mnie uczył zachowywać czujność przy innych kotach, czy świadomość o potencjalnych zagrożeniach przyszła do mnie sama. Mam świadomość, że niektóre koty są nieprzyjazne, ale nie mam w zwyczaju zakładać tego z góry. Nie wiem jednak na ile typowe jest moje nastawienie w porównaniu do nastawienia Sosnowego Szmeru, dlatego jedynie wydaję z siebie cichy pomruk.
Zastanawiam się, czy próbować kontynuować rozmowę, czy pozostać w ciszy. Szylkretka wciąż nie rusza się z miejsca, co może świadczyć o tym, że chce pogadać... albo zwyczajnie lubi to miejsce. Nie wiem też do końca co powiedzieć; nie ważne ile próbuję, ciągnięcie pogawędek z własnej inicjatywy jest dla mnie trudne. Ostatecznie postanawiam pozostawić decyzję w łapach mniejszej kotki. Nie chcę naciskać na kontakt, jeśli nie czuje się z tym komfortowo. Moje odsłonięte oko wciąż skierowane jest w jej stronę, nieustannie próbując analizować jej mimikę i gesty.
Ihavehadanosebleedevery day since you diedand I know it doesn’t mean anything
casually endangering myself, not looking before crossing the road as cosmicprotesttoacosmologyIdon’taccept callit“soft suicide”,butIamscaredthatI’llneverdie or that I’ll die tomorrow and nothing in-between
it just feels so useless to progress knowing slates are wiping clean
and even if I see the future Iwon’tknowwhatitmeans
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Odpowiedź na jej słowa nie nadeszła. Widocznie Lisi Ogień nie jest za dobra w rozmowach... Eh. Sośnie zrobiło się przykro, że tak pesymistycznie podeszła do tego wszystkiego. Poznawanie kotów z innych klanów było dla niej czymś nowym i nie wychodziło jej to, ani trochę. Poprzednia rozmowa z kimś spoza wichrowego klanu wyszła dziwnie i bardziej właśnie to Sosnowy Szmer słuchała tej jakże czarującej i strasznej historii. A teraz? Chyba jednak musiała odrzucić całą odrazę, którą wpoiła jej Krzyk. Ale wciąż pozostanie na baczności, tak na wszelki!
Skierowała swe zielone oczy w stronę cienistej wojowniczki, która ciągle się wpatrywała jednym okiem w szylkretkę. Sosnowy Szmer mrugnęła.
- Eeee... Ugh! Przepraszam, po prostu... Nie jestem przyzwyczajona do cienistego zapachu. Jest dosyć... Mocny. - powiedziała zgodnie z prawdą. Chociaż nie całą, no bo po co rozpowiadać takie mniej miłe rzeczy? Nie chciała już być taka zgryźliwa, na jaką wcześniej wypadła.
Księżyce: 63 Mistrz: Grząskie Bagno [Wartki Potok] Płeć: Transpłciowa kotka Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Zwiędła Łodyga [*] Ojciec: Orli Szpon [*] Trwałe urazy: ukryta pod futrem blizna w okolicy tyłu głowy; liczne drobne blizny pod futrem
Zmora, wysoka i mocno zbudowana, o prostym profilu z nieznacznym stopem między czołem a grzbietem nosa. Długie futro coraz częściej jest splątane i brudne- tylko miejscami zmierzwione na tyle, by odstawać niżeli wisieć w dół. Również pędzelki na końcach wąskich, trójkątnych uszu zdają się coraz bardziej poddawać sile grawitacji.
Zmatowiałe futro nawet teraz jest wyraźnie płomiennorude; od góry ciemne, na spodzie przechodzące w beż. Wybijają się na nim kasztanowe, tygrysie pręgi o rzadkim rozłożeniu. Białe znaczenia oblewają grzbiet nosa Wojowniczki, a także kończyny- przednie do łokci, tylne to stawów skokowych- i czubek ciągnącego się po ziemi ogona. Lekko skośne oczy są dwubarwne- lewe granatowe, a prawe bursztynowe.
Elementem wyróżniającym Lisi Ogień od wielu innych kotów są całkowicie wybielone uszy, z czego po lewej stronie biel rozlewa się aż do oka. Nieco za czubkiem głowy posiada bliznę, tylko częściowo zasłoniętą przez zaniedbaną kryzę. Drobne blizny rozsiane po ciele wciąż są względnie niewidoczne.
Zdystansowana, często wręcz nieobecna, jakby zamknięta w swojej własnej głowie. Rozmowy są dla niej wysiłkiem, któremu poddaje się coraz bardziej niechętnie. Zdaje się niczym nie interesować, nie pokazuje też po sobie wiele- sama nie wie czy jest czymś więcej niż pustą skorupą. Bierna, flegmatyczna. Tylko czasem coś zapala się w jej głowie, w klatce piersiowej... by w większości przypadków zaraz uciec poza jej zasięg. Nie próbuje zmienić tego stanu rzeczy, wyjść naprzeciw niepewnej przyszłości; brak jej celu, który niczym kotwica mógłby uziemić zmęczone, nieustannie błądzące i często nieskładne myśli.
Z każdym uderzeniem serca zaczynam rozważać zapytanie Sosnowego Szmeru wprost, czy preferuje być sama. O ile moje oczy wciąż są nieco przewrażliwione, to ona przybyła tu przede mną; nie mam problemu w razie potrzeby udać się gdzieś indziej, nawet jeśli nie jest to idealne rozwiązanie.
Nim decyzja zostaje przeze mnie jednoznacznie podjęta, Wichrzaczka odwraca się ponownie w moją stronę i otwiera mordkę. Zsuwam łapę na ziemię i podnoszę nieco głowę, mrużąc oczy. Patrzenie na oświetlone słońcem otoczenie jest trochę niekomfortowe, ale przynajmniej moja głowa znajduje się w cieniu. Poruszam uszami z zainteresowaniem na uwagę dotyczącą Cienistego zapachu. Jest ona dla mnie lekkim zaskoczeniem, nawet mimo świadomości, że Klany różnią się od siebie pod tym kątem. Każdy kot ma swoją indywidualną woń- ale życie blisko siebie w grupie, w tym samym otoczeniu sprawia, że część tych różnic się zaciera.
- Hm. Nic się nie stało - odpowiadam, uśmiechając się krótko. - Klan Cienia... ma dość mokre tereny. Pewnie dlatego - dodaję.
Ihavehadanosebleedevery day since you diedand I know it doesn’t mean anything
casually endangering myself, not looking before crossing the road as cosmicprotesttoacosmologyIdon’taccept callit“soft suicide”,butIamscaredthatI’llneverdie or that I’ll die tomorrow and nothing in-between
it just feels so useless to progress knowing slates are wiping clean
and even if I see the future Iwon’tknowwhatitmeans
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Również się krótko uśmiechnęła. Fiu, przynajmniej nie ma mi niczego za złe.
- Mhm... U nas jest dużo traw. I kwiatów! - mówiła z zapałem. Kochała wichrowe tereny. Były dla niej przestronne i często po prostu biegała przez pagórki, bawiąc się w trawie niczym kociak. W końcu wciąż była młodym wojownikiem, bez terminatora. - Macie tam jakieś kwiatki na terenach? Lubisz je? - spytała. W końcu szylkretka nie miała za bardzo możliwości pozwiedzać terenów innych klanów, było to zabronione. A dopytać też nikt nie zabroni. Szczególnie jeśli pyta o kwiatki.
Księżyce: 63 Mistrz: Grząskie Bagno [Wartki Potok] Płeć: Transpłciowa kotka Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Zwiędła Łodyga [*] Ojciec: Orli Szpon [*] Trwałe urazy: ukryta pod futrem blizna w okolicy tyłu głowy; liczne drobne blizny pod futrem
Zmora, wysoka i mocno zbudowana, o prostym profilu z nieznacznym stopem między czołem a grzbietem nosa. Długie futro coraz częściej jest splątane i brudne- tylko miejscami zmierzwione na tyle, by odstawać niżeli wisieć w dół. Również pędzelki na końcach wąskich, trójkątnych uszu zdają się coraz bardziej poddawać sile grawitacji.
Zmatowiałe futro nawet teraz jest wyraźnie płomiennorude; od góry ciemne, na spodzie przechodzące w beż. Wybijają się na nim kasztanowe, tygrysie pręgi o rzadkim rozłożeniu. Białe znaczenia oblewają grzbiet nosa Wojowniczki, a także kończyny- przednie do łokci, tylne to stawów skokowych- i czubek ciągnącego się po ziemi ogona. Lekko skośne oczy są dwubarwne- lewe granatowe, a prawe bursztynowe.
Elementem wyróżniającym Lisi Ogień od wielu innych kotów są całkowicie wybielone uszy, z czego po lewej stronie biel rozlewa się aż do oka. Nieco za czubkiem głowy posiada bliznę, tylko częściowo zasłoniętą przez zaniedbaną kryzę. Drobne blizny rozsiane po ciele wciąż są względnie niewidoczne.
Zdystansowana, często wręcz nieobecna, jakby zamknięta w swojej własnej głowie. Rozmowy są dla niej wysiłkiem, któremu poddaje się coraz bardziej niechętnie. Zdaje się niczym nie interesować, nie pokazuje też po sobie wiele- sama nie wie czy jest czymś więcej niż pustą skorupą. Bierna, flegmatyczna. Tylko czasem coś zapala się w jej głowie, w klatce piersiowej... by w większości przypadków zaraz uciec poza jej zasięg. Nie próbuje zmienić tego stanu rzeczy, wyjść naprzeciw niepewnej przyszłości; brak jej celu, który niczym kotwica mógłby uziemić zmęczone, nieustannie błądzące i często nieskładne myśli.
Trawy i kwiaty, wydaje mi się, występują wszędzie. Może Wichrzaczce chodzi o otwarte tereny, łąki? Mgliście pamiętam coś o tym. Poza tym, różnice w rodzaju terenów nie są zbyt dziwne. Każdy Klan ma prawdopodobnie nieco inne preferencje. Jak Rzeczniacy, którzy potrafią pływać i ryby są regularną częścią ich diety, jeśli mnie pamięć nie myli.
Poruszam uszami w zastanowieniu, gdy Sosnowy Szmer pyta mnie o kwiaty. Nie jest to pytanie, którego się spodziewam, ale zarazem nie przeszkadza mi ono.
- Hm. Nie mam o nich zdania. Ale... są ładne. Mamy ich dużo - informuję szylkretkę.
Ihavehadanosebleedevery day since you diedand I know it doesn’t mean anything
casually endangering myself, not looking before crossing the road as cosmicprotesttoacosmologyIdon’taccept callit“soft suicide”,butIamscaredthatI’llneverdie or that I’ll die tomorrow and nothing in-between
it just feels so useless to progress knowing slates are wiping clean
and even if I see the future Iwon’tknowwhatitmeans
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Przytaknęła głową. No nie każdy musi lubić lub nie lubić kwiatków. Właśnie… Sosna powinna się umówić z Świt, by nazbierać kwiatki, obiecały sobie to kiedyś… Ale to kiedy indziej.
- Rozumiem. Dla mnie są ładne i jest ich tak dużo, całe połacie łąk! Mogłabym biegać w nich bez końca… - rozmarzyła się trochę. - A właśnie! Miałam niedługo iść na patrol… A trochę tu już siedzę, oby Krzyk mnie nie szukała… - wstała i przeciągnęła się, ziewając. - Do zobaczenia! - Pokiwała ogonem Lisiemu Ogniu i truchtem ruszyła do obozu Klanu Wichru.
Księżyce: 63 Mistrz: Grząskie Bagno [Wartki Potok] Płeć: Transpłciowa kotka Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Zwiędła Łodyga [*] Ojciec: Orli Szpon [*] Trwałe urazy: ukryta pod futrem blizna w okolicy tyłu głowy; liczne drobne blizny pod futrem
Zmora, wysoka i mocno zbudowana, o prostym profilu z nieznacznym stopem między czołem a grzbietem nosa. Długie futro coraz częściej jest splątane i brudne- tylko miejscami zmierzwione na tyle, by odstawać niżeli wisieć w dół. Również pędzelki na końcach wąskich, trójkątnych uszu zdają się coraz bardziej poddawać sile grawitacji.
Zmatowiałe futro nawet teraz jest wyraźnie płomiennorude; od góry ciemne, na spodzie przechodzące w beż. Wybijają się na nim kasztanowe, tygrysie pręgi o rzadkim rozłożeniu. Białe znaczenia oblewają grzbiet nosa Wojowniczki, a także kończyny- przednie do łokci, tylne to stawów skokowych- i czubek ciągnącego się po ziemi ogona. Lekko skośne oczy są dwubarwne- lewe granatowe, a prawe bursztynowe.
Elementem wyróżniającym Lisi Ogień od wielu innych kotów są całkowicie wybielone uszy, z czego po lewej stronie biel rozlewa się aż do oka. Nieco za czubkiem głowy posiada bliznę, tylko częściowo zasłoniętą przez zaniedbaną kryzę. Drobne blizny rozsiane po ciele wciąż są względnie niewidoczne.
Zdystansowana, często wręcz nieobecna, jakby zamknięta w swojej własnej głowie. Rozmowy są dla niej wysiłkiem, któremu poddaje się coraz bardziej niechętnie. Zdaje się niczym nie interesować, nie pokazuje też po sobie wiele- sama nie wie czy jest czymś więcej niż pustą skorupą. Bierna, flegmatyczna. Tylko czasem coś zapala się w jej głowie, w klatce piersiowej... by w większości przypadków zaraz uciec poza jej zasięg. Nie próbuje zmienić tego stanu rzeczy, wyjść naprzeciw niepewnej przyszłości; brak jej celu, który niczym kotwica mógłby uziemić zmęczone, nieustannie błądzące i często nieskładne myśli.
Nie wiem jaka jest różnica między zwykłym bieganiem, a bieganiem przez pełne kwiatów łąki, ale nie mam w zwyczaju oceniać. Każdy kot lubi inne rzeczy, inaczej postrzega świat. Z tego powodu poruszam krótko głową. Ostatecznie Wojowniczka oświadcza, że musi iść na patrol- na to również odpowiadam tym gestem. Nie zamierzam jej zatrzymywać. Mam tylko nadzieję, że nie jest to wymówka; mam trudności w zauważaniu takich rzeczy. Wolę jednak założyć, że mówi prawdę.
- Do zobaczenia - odpowiadam, odprowadzając szylkretkę wzrokiem.
Zasłaniam znów oczy i pozostaję w cieniu, aż czuję, że będę w stanie bez problemu dotrzeć do Obozu. Może nawet zdołam zapolować po drodze.
zt.
Ihavehadanosebleedevery day since you diedand I know it doesn’t mean anything
casually endangering myself, not looking before crossing the road as cosmicprotesttoacosmologyIdon’taccept callit“soft suicide”,butIamscaredthatI’llneverdie or that I’ll die tomorrow and nothing in-between
it just feels so useless to progress knowing slates are wiping clean
and even if I see the future Iwon’tknowwhatitmeans
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Z pogodą jaka przyszła do lasu, Brzoza nie lubiła wychodzić z ciepłego legowiska mchu, pierza i swoich materiałöw, które przyniosła z osiedla, by umilić sobie postój w Klanie Cienia.
Klan Cienia - No właśnie. Przemyślenia związane z nim były....Były. Gdzieś z tyłu głowy, gdzieś już i także na froncie. Jak bardzo Brzoza chciał pokazać Psu, że UMIE, tak bardzo coraz to nudziły go dni, gdzie nie było czasu na trening, bo coś zawsze wypadało mu lub mentorowi.
Mentorowi danemu Brzozie przez Psa. Szlag, czy jakby Brzoza spytał się o zmiane, to czy niewidzący kocyr miałby Brzozie to za złe? Poczeka Brzoza ten księżyc, lecz starość wie, że spędzi z powrotem w domu. U ludzi. I nie ma w tym nic złego.
Dzisiejszy późny ranek był pochmurny, szary, bury i pogoda była jak z psa. Przynajmniej nie padało...
Brzoza położył się na jednym z cieplejszych głazów Czterech Drzew i przystanął, by odpocząć.
/Mucha!
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
Bała się zapuszczać w okolice klanu Cienia. Unikała Czterech Dębów jak ognia, ale czasem była wysyłane na patrole, również te samotne. Tym razem nie było inaczej. Bała się poprosić Nocny Szkwał o to, by jej takowych nie przydzielał, uznała że nie postawi jej to w dobrym świetle. Dalej nie miała wytrenowanego terminatora, pomimo bycia wojowniczką od tak dawna, przynajmniej w tej sposób mogła się przesłużyć klanowi. Modliła się jedynie o to, żeby nie spotkać nikogo z tego klanu, ale, cóż, to też nie wyszło bo na miejscu ktoś już był.
Spróbowała po cichutku zaznaczyć granice, mając nadzieję, że nie zostanie zauważona, choć nadzieje były raczej nikłe.
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Do nozdrzy Brzózki dociera zapach rzeki, a sama Brzoza szybko podnosi łeb - widzi kotke, którą cóż, kojarzy. Jeszcze chyba z czasów szukania Topik? Albo już jej oddania do klanu? Trudno powiedzieć, ale napewno w którymś kościele Brzozie gra.
-Siema!- Miauczy głośno, by niebiesko-szara ją usłyszała i pomachała łapą z nad skałki.
-Hej, bo ty to dalej rzeka, co nie?- No, bo w tym lesie różne dziwi się dzieją. Duchy, nie duchy, ucieczki, nie ucieczki...-Ej a jak tam u Topik? Znalazła dzieciaki i chłopa?-
Bo, cóż, izolacja Klanu cienia nie robi dobrze na takie relacje, jakie Brzózka ma w życiu - beztroskie, nie zważające na granice.
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me