Księżyce: 98 Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Wierzba [poza grą] Trwałe urazy: sześć drobnych blizn wokół lewej łopatki, niewidoczne pod futrem
standardowa budowa, długie futerko, bury pręgowany klasycznie; brązowy nos, żółte oczy, czarne poduszeczki łap
Ten starszy pan w sklepowej kolejce który wpuści ciebie przed siebie widząc że kupujesz tylko jedną rzecz, jednocześnie opowiadając ci o pogodzie i życząc miłego dnia
Mrówczy Szlak [KW], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Och, to znacznie komplikowało sprawę. Życie poza miastem, zimą? Kompletnie inna sprawa niż w nim i kompletnie inny zestaw problemów. Skinął jednak głową w zrozumieniu. Coś poważnego musiało się stać, że tak stanowczo odrzucał wizję łatwego jedzenia kiedy wokół leży śnieg i mróz gryzie w łapy.
— To brzmi jak dobry kolega. — Uniósł łapę i zabrał się za wylizywanie miejsc między palcami, bo coś mu tam weszło i drażniło przy siedzeniu. Ziarenko jakieś? Patyczek? Może źdźbło. — Jeśli się martwisz o choroby to mógłbym ci powiedzieć czego szukać na przeziębienia... tylko trochę się martwię, że jeśli nigdy ich nie widziałeś na oczy to pomylisz się przy zbieraniu. — Wytłumaczył kremowemu co mu chodziło po głowie, przerywając na chwilę higienę łap. — Poza tym, szukanie ziół zimą... trudna sprawa. Bywa że i latem nie znajduję tego czego szukam, a co dopiero zimą; jak tych przeklętych jeżyn. Jest jeszcze opcja podejścia do klanu Gromu. Tam mieszka taka drobna, szara medyczka, była dla mnie bardzo miła. Na pewno by ci pomogła, może za drobną opłatą. Od mojego kolegi chciała ziół w zamian, ale zaakceptowała też inne które jej przyniósł. — Kolejne liźnięcie czarnej łapy. Zwrócenie się po pomoc do Gromu brzmiało bezpieczniej niż próbowanie... czegokolwiek, tak naprawdę, kiedy nie bardzo się wie co się robi. — Na mnie nie wiem czy byś trafił, a nawet jeśli, to zioła mam w mieście. Zanim przejdę i wrócę miną dwa dni. Mogłoby mu się pogorszyć przez ten czas.
Sam nie wiedział, czemu tak bardzo się tym tematem przejął. Mógł się domyślać, że to jakaś wrodzona ostrożność i szacunek do medycyny, wyssane jeszcze z mlekiem matki. Po części pewnie też ten cały szereg spotkań z kotami, które nawet o leczeniu ran nie miały pojęcia i jakoś sobie tak żyły, nie martwiąc się kolejnym dniem. Jeśli mógł pomóc koledze kolegi, to właściwie czemu nie.
— O! To już nawet nie tak daleko, może w takim razie dotrę jeszcze dziś i rozejrzę się wokół. Dziękuję. — Otrzepał futro i odstawił łapę na ziemię. — Gdybyś rozpytał to na pewno też by pomogło. A jeśli ją spotkasz, przekaż że się martwię.
W porządku, mógł zaryzykować ośmieszenie się. Mógł zaryzykować szeroki uśmiech na poznaczonej bliznami mordce i machnięcie łapą nie takie rzeczy już przeżyłam!. Co jeśli znowu dopadł ją pies? Albo coś gorszego? Naprawdę się martwił. Mieli polować na psy przed zimą, razem.
— Nic. Gdyby powiedziała to nie przejmowałbym się tak bardzo, ale nie mówiła że planuje zniknąć. Nawet nie wspominała nic na ten temat. — Pokręcił głową ze zrezygnowaniem. — Dlatego myślę że coś mogło się stać.
Krótkowłosy, poczochrany, kremowy, cętkowany kocur o europejskiej budowie ciała. Ma zielone, smutne, zmęczone oczyska.
paskudny!!! i tragiczny też. mega smutny, przygnębiony i w ogóle, niechętny na nic. trochę troskliwy, trochę posłucha. samolub z niego w ogóle.
Mustang [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Nie dziwiło go to. W pewien sposób, chyba nawet spodziewał się dokładnie takiej odpowiedzi. Babie Lato za każdym razem się bał, że James się pomyli, a kremowy nie chciał się o to kłócić. Był głupi i pamiętał o rzeczach, które nijak pomagały w nauce. Co więcej - zapychały myśli, więc tylko na gorsze... - Może pomożesz mi zrobić jakiś zapas? Jakbyśmy poszli razem, to ja bym wiedział co zbieram, a ty może byś znalazł coś, co ci potrzebne... - zaproponował niepewnie. Szukanie pomocy po Klanach było nieco głupie. Jak wiedział, że co najmniej jeden Klan - Cień - pomógłby mu ze względu na znajomość z Nektar, tak wszystkie inne... mógł liczyć, że wezmą go na piękne oczy, ale szczerze mówiąc - wątpił, że będą tak mili dla każdego, kogo spotkają. Był samotnikiem, jeśli każdy miałby chodzić po pomoc do Klanów, to Klany miałyby braki w składzikach.
Odpadała też opcja z czekaniem na kolegę. Dwa dni to długo. Może nie tak długo, że Gniewek mógłby się przekręcić, ale o wiele za długo by siedzieć bezradnie i patrzeć się jak ten cierpi. Wolał mieć wszystko pod łapą. - Mogę iść z tobą - nie było problemu, jeśli ten by się nie zgodził. Dwie pary oczu to więcej niż jedna, więc miał nadzieję że szybciej by się udało znaleźć tę koleżankę. Pomachał też głową w zrozumieniu na jego prośbę. Zrobiłby to, oczywiście. Nie widział powodów, by nie. - A... - zaczął po chwili. - Myślisz, że może poszłaby do ludzi? Wiesz, może ją ukradli...
To było abstrakcyjne, ale zniknięcie bez śladu mogło się wiązać właśnie z uprowadzeniem!
Księżyce: 98 Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Wierzba [poza grą] Trwałe urazy: sześć drobnych blizn wokół lewej łopatki, niewidoczne pod futrem
standardowa budowa, długie futerko, bury pręgowany klasycznie; brązowy nos, żółte oczy, czarne poduszeczki łap
Ten starszy pan w sklepowej kolejce który wpuści ciebie przed siebie widząc że kupujesz tylko jedną rzecz, jednocześnie opowiadając ci o pogodzie i życząc miłego dnia
Mrówczy Szlak [KW], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
O! Głupi był, że na to nie wpadł sam. No przecież. Kot syty i mysz cała, przecież mogli iść razem. Powstrzymał się przed uderzeniem łapą o swoje czoło. Zamiast tego parsknął cichym śmiechem i pokręcił łbem.
— Masz rację, o tym nie pomyślałem. Moglibyśmy iść.
Tylko dokąd? Kocimiętkę widział wyłącznie w mieście, miodunkę też tam znalazł... ale musiała też rosnąć w innych miejscach, niemożliwe żeby nie było jej gdzieś indziej. Jałowiec rósł w lasach, rosły tam też maliny. I jeżyna. Może Żejms będzie miał więcej szczęścia do szukania kolczastych krzaczków niż on. Poza tym – pajęczyny. Mógłby mu pokazać jak je nawijać żeby nie zerwać delikatnych nici.
— Jeśli masz czas to nie odmówię. — Kwinął głową. — Jest jakiś las albo chociaż zagajnik w tamtą stronę? Moglibyśmy od razu się przejść, poszukać czegoś na przeziębienia. — Podniósł się z ziemi, i niezależnie od statusu lasów, powolnym krokiem ruszył w stronę, gdzie powinno być jezioro. Zerknął jeszcze przez ramię, czy kremowy idzie za nim.
— Nie wiem. Z własnej inicjatywy na pewno nie, bo nie lubiła być blisko ludzi. A jeśli ją ukradli... — Nie dokończył myśli. Kolejna bliska mu kotka która skończyła zamknięta w domu ze szklanymi ścianami.
Powinien uważniej pilnować Trawy.
Krótkowłosy, poczochrany, kremowy, cętkowany kocur o europejskiej budowie ciała. Ma zielone, smutne, zmęczone oczyska.
paskudny!!! i tragiczny też. mega smutny, przygnębiony i w ogóle, niechętny na nic. trochę troskliwy, trochę posłucha. samolub z niego w ogóle.
Mustang [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Tylko dokąd - dobre pytanie. James się nie znał. Patrzył więc na Babie Lato, czekając aż ten zrobi ruch - nie było opcji, że zacznie gdziekolwiek prowadzić, bo prędzej spotkają wszystkie możliwe drapieżniki, niż zobaczą choćby pół cienia...czegokolwiek, co im mogłoby się przydać do nauki. - Ja... um... chyba coś się znajdzie - nie szedł od tej strony. Nie miał pojęcia jak to będzie wyglądało. Możliwe, że jest tam totalne nic... Ale nie miał zamiaru myśleć o tym aż tak negatywnie, pal licho to właśnie tam będzie największe skupowisko wszystkich ziół z okolic czterech klanów! - Ale pozbierać wolałbym w innym terminie chyba, bo potem to targać...
Uśmiechnął się krzywo. Chciał tylko lekcji. Jeśli mieli coś zbierać - wolał bliżej swojej miejscówki. Nie na drugiej stronie ulicy! - ...Mógłbyś popytać po osiedlu. Łatwo kogoś odbić, jakby tylko wypatrzeć dobry moment... - rzucił niepewnie. Nie sądził, że trudno uciec z domostwa - przecież ludzie ciągle gdzieś wychodzą. Trzeba być szybkim i to wszystko!
Księżyce: 98 Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Wierzba [poza grą] Trwałe urazy: sześć drobnych blizn wokół lewej łopatki, niewidoczne pod futrem
standardowa budowa, długie futerko, bury pręgowany klasycznie; brązowy nos, żółte oczy, czarne poduszeczki łap
Ten starszy pan w sklepowej kolejce który wpuści ciebie przed siebie widząc że kupujesz tylko jedną rzecz, jednocześnie opowiadając ci o pogodzie i życząc miłego dnia
Mrówczy Szlak [KW], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
— W porządku. — Zgodził się, lekko rozbawiony zniesmaczeniem kremowego na targanie ziół taki kawał drogi. Co by powiedział jakby wiedział, że Babie Lato importował liście do miasta aż znad Czarnego Ogona?
— Pytałem. Nikt nie widział. — Wzruszył barkami. Kwestia wyciągania jej z domu w ogóle nie zagnieździła się w jego głowie, bo najpierw chciał w ogóle ją znaleźć, albo dowiedzieć się co się stało. Nieprzekraczalną szybą mógł się martwić później, a najlepiej w ogóle.
Poprowadził ich dalej w stronę jeziora-zalewu, jak zwał tak zwał. Nie znał się aż tak mocno na zbiornikach wodnych, jak kiedyś tam dotrą to może zdecyduje. Po drodze natknęli się na zaorane pole, tak znajomy widok dla burego, że aż przez chwilę zaniemówił z zaskoczenia. Tak blisko miasta? Przebieżka przez pole była kompletnie nieinteresująca, jeżeli nie liczyć pierwotnego zdziwienia, a większe emocje mogła im dostarczyć tylko droga do której dotarli po przetoczeniu się przez zaoraną ziemię. Dla burego – droga jak droga. Koty w mieście nawet nie wspominały że tu jest, Ślimaczek chyba tylko napomknęła... ale te spoza miasta? O, te to wzięły sobie za punkt honoru opisanie mu jakie potwory czyhają na tym kawałku asfaltu. Wysłuchał ich, oczywiście, bardzo grzecznie, ale chyba nie do końca wierzył w ich opowieści o błyszczących ślepiach i dudniących łapach.
— Boisz się dróg? — Zapytał całkiem niewinnie, kiedy czarna powierzchnia zamajaczyła na horyzoncie. Być może kremowy nie będzie chciał jej przekraczać i resztę drogi przejdzie sam? Trudno mu było to zgadnąć, więc wolał zapytać zanim zatrzymają się na samej krawędzi.
Krótkowłosy, poczochrany, kremowy, cętkowany kocur o europejskiej budowie ciała. Ma zielone, smutne, zmęczone oczyska.
paskudny!!! i tragiczny też. mega smutny, przygnębiony i w ogóle, niechętny na nic. trochę troskliwy, trochę posłucha. samolub z niego w ogóle.
Mustang [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Drobny, niezadowolony dźwięk opuścił jego gardło. Coś w stylu "oh", ale tak cichego i tak smutnego, że trudno było określić to jakimś istniejącym dźwiękiem. Był po prostu zawiedziony tym, że coś co może przybliżyłoby go do znalezienia koleżanki już wykorzystał - i to z marnym skutkiem. Najgorzej... James próbował jeszcze coś wymyślić - główkował kilka kolejnych chwil, nim w końcu doszedł do wniosku, że im więcej o tym myśli, tym mniej ma rozwiązań. Okropne.
Chwila minęła i już - byli przy ulicy. James nie gadał większość czasu, ale obecnie cisza jaka od niego biła chyba była odczuwalna, jakby ktoś bił Babie Lato kamieniami po łbie. Kremowy nie tyle co się bał, co... właściwie - sam nie wiedział. Miał w głowie tak dużo myśli, tak wiele różnych emocji. Z jednej strony chciał powiedzieć, że on jednak odpada, z drugiej strony wiedział że nie ma czego się bać. Z innej myślał, że gdyby przyjechał jakiś samochód, to on mógłby... - Co... nie. Ja... nie, chyba nie - pokręcił głową na boki. Babie Lato wyrwał go chyba z najczarniejszej wizji, jaką miał do tej pory w całym pobycie w lesie. - Po prostu... tak sobie myślałem.
Uśmiechnął się krzywo. James zawsze wyglądał na strapionego, nawet kiedy był wesoły. Stres i smutek chyba nigdy nie zeszły mu z pysku odkąd tylko wkroczył na tereny lasu. Ciężko było się doszukiwać w nim jakiejś innej emocji. - ...Przechodziłeś kiedyś?
Księżyce: 98 Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Wierzba [poza grą] Trwałe urazy: sześć drobnych blizn wokół lewej łopatki, niewidoczne pod futrem
standardowa budowa, długie futerko, bury pręgowany klasycznie; brązowy nos, żółte oczy, czarne poduszeczki łap
Ten starszy pan w sklepowej kolejce który wpuści ciebie przed siebie widząc że kupujesz tylko jedną rzecz, jednocześnie opowiadając ci o pogodzie i życząc miłego dnia
Mrówczy Szlak [KW], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Istotnie, oh. Bury też nie wpadł już na nic innego jak tylko chodzić i szukać. Może ktoś, gdzieś, kiedyś ją widział.
— To dobrze. — Chyba nawet nie zwrócił uwagi na dziwne zawahanie. Z pewnością nie podejrzewał niczego – czemu miałby? – i pomyślał po prostu, że swoim pytaniem wyrwał Żejmsa z jego własnych myśli. Sam tak robił, nic dziwnego. Ostatnimi czasy zamyślał się nawet częściej, a potem myślał na co mógłby zrzucić winę za taki stan. Starość? Jesień? Brak Ślimaczek? Pewnie wszystko naraz i każde po trochu. I jak się okazało uderzenie serca później, nawet miał rację. Festiwal myślenia, dwa kocury przed asfaltową ścieżką. Długie, białe wąsy poruszyły się w górę i w dół.
— Przez tę konkretną? Nie. Przez drogę? Mieszkam w mieście, oczywiście że tak. — Wytłumaczył swój punkt widzenia. Przed nimi po drodze przemknął jakiś samotny samochód, z prędkością rzadko spotykaną w mieście. To mógł być jedyny problem z przechodzeniem. Poza miastem nie wlekły się ślimaczym (eh...) tempem, a gnały przed siebie. Tutaj nie dało się przechodzić licząc na łut szczęścia, tu trzeba było mieć sposób. Możliwie bezpieczny sposób.
Krótkowłosy, poczochrany, kremowy, cętkowany kocur o europejskiej budowie ciała. Ma zielone, smutne, zmęczone oczyska.
paskudny!!! i tragiczny też. mega smutny, przygnębiony i w ogóle, niechętny na nic. trochę troskliwy, trochę posłucha. samolub z niego w ogóle.
Mustang [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Ach, no tak... nie wiedział, jak mógł o tym nie pomyśleć. Może to było winą stresu i roztrzepania. Może po prostu chciał usłyszeć cokolwiek, byleby tylko nie musieć przez krótki moment być z myślami, które zachęcały go do najgorszych możliwych rzeczy. Szczególnie, kiedy przejechał samochód. Poczuł, jak dreszcz leci mu po kręgosłupie. Po paru chwilach zaczął się rozglądać na boki. Mógł iść pierwszy. Szczerze, nie obchodziło go jaka będzie kolejność przechodzenia. Spojrzał jedynie ukradkiem na starszego, po czym raz jeszcze rozejrzał się na boki. Chyba nic nie jechało... Spróbował przebiec na drugą stronę.
Księżyce: 98 Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Wierzba [poza grą] Trwałe urazy: sześć drobnych blizn wokół lewej łopatki, niewidoczne pod futrem
standardowa budowa, długie futerko, bury pręgowany klasycznie; brązowy nos, żółte oczy, czarne poduszeczki łap
Ten starszy pan w sklepowej kolejce który wpuści ciebie przed siebie widząc że kupujesz tylko jedną rzecz, jednocześnie opowiadając ci o pogodzie i życząc miłego dnia
Mrówczy Szlak [KW], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Żejms wyglądał jakby wiedział co robi, rozglądając się na boki, podobnie jak robili to ludzie na wyasfaltowanych ulicach miasta. Nie przeszkadzało mu że przejdzie przed nim; powtórzył jego gest, upewniając się że nic nie jechało, i pozwolił mu przekroczyć drogę jako pierwszy. Bury przebiegł zaraz po nim, korzystając z chwili ciszy pomiędzy przemykającymi samochodami. A teraz, kierunek jezioro-zalew-inny zbiornik wodny. Oby nie okazało się, że przeszli taki kawał na marne... [zt 2x]