Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Już otwierał pysk by zaprzeczyć i tkwić przy pierwotnym planie, w którym nic nie słyszał, gdy został mu przedstawiony... kamień. Aha, no fajnie, został zastąpiony przez kawałek gruzu.
– Słychać ciebie z daleka, z takimi uszami nie dało się nie słyszeć. – zdecydował się na inną linię obrony, gdy był mu prezentowany nowy ziomek. Chociaż w zasadzie jedynie stwierdzał fakt, nieco ciszej, nieco zbyt spokojnie by zostało to wyłapane, bo Cis kontynuował. Może to i dobrze, bo istniała szansa, że wtedy ten potok słów nie byłby taki radosny i sympatyczny.
W międzyczasie odłożył trzymane kwiatki na jeden z większych kamieni, żeby uchronić je przed zadeptaniem, ale jednak mieć wolny pysk.
– Ej, ej, zasadniczo to wiesz, gdzie mieszkam. Blisko, łatwo trafić. I z tego co pamiętam to obiecywałeś co jakiś czas tam wpadać i sprawdzać czy żyję, hmm? – to prawdziwa tragedia, że został obdarty z możliwości grania księżniczki zamkniętej w wieży. Tak to musiał być silny i niezależny, beznadzieja, nic nowego. Ale nie zamierzał tylko krytykować Cisa, bo istniał cień szansy, że kocur uzna wtedy, że co to za miejsce nie do życia i sobie pójdzie. Nieprzyjemna perspektywa. – Ale jasne, to wręcz wybitny pomysł. Starczy tylko ustalić miejsce i czas, co proponujesz? Takiego bardziej charakterystycznego niż moje legowisko? – rzucił szybko, by krótkowłosy oriental skupił się na zgodzie, a nie na tym wszystkim innym. A tak, gdzieś mu zawieruszyło się pytanie o nowości w jego życiu, które padło chwilę temu. Dopiero teraz sobie przypomniał, ale... w zasadzie nawet nie wiedział gdzie zacząć i co się w ogóle nadawało do opowiedzenia. Więc zmienił temat, wracając poniekąd do poprzedniego. – Ale wiesz co, najprościej to by było, gdybym mógł ciebie odwiedzać po prostu. Na pewno łatwiej znaleźć jednego kota gdzieś w granicach klanu, niż w wielkim świecie poza granicami.
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Chłód dało się lubić. W chwili kiedy w większości łatwiej przyzwyczajały się do niego koty o długim futrze, Askeladd z dnia na dzień coraz mniej się nim przejmował. Był nieprzyjemny, owszem, ale... chyba nie było nic bardziej nieprzyjemnego niż pobudka na terenach Klanu Gromu! Rudy cenił sobie swoją wolność, żywił się nią dziennie coraz bardziej, ciągle poznając nowe tereny i ciesząc się tym, że robić może co tylko się mu podoba. I to samo właśnie robił dziś - po prostu łaził gdzie się da, szukając ciekawych rzeczy gdzie tylko było to możliwe.
[jinx]
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Perełka może i wyrosła, ale nic a nic się nie zmieniła. Wciąż jest kruszyną, zdecydowanie mniejszą od przeciętnego kota i wygląda na to, że tak zostanie. Trochę straciła już kocięcej okrągłości, robi się bardziej smukła, wydoraśla powolutku. Cieniutkie nóżki, krótki tułów, przeciętnej długości ogonek. Każda część ciała koteczki naznaczona jest kruchością, a rysy w żadnym przypadku nie zapowiadają się na ostre. Jedynymi "ostrzejszymi" elementami jest końcówka ogona i szpiczaste pędzelki na uszach.
Futerko maluszkiej niemniej trzyma się ogólnej "subtelności". Lśniąca biel sierści - na łebku, grzbiecie i kitce, osnuta jest szarym nalotem. Gdzieniegdzie widać również przebijające się pręgi, głównie na policzkach. Na czole zaś nieśmiało zarysowuje się M-ka. Nosek ma różowy, a poduszeczki łap są koloru czarnego.
To taka mała gwiazdka, której mordka zawsze ma ciepły wyraz. Chętnie omija zasady i z ciekawością patrzy na powszechne dziwactwa. Ale jak tu się na nią gniewać? Zaraz po wszystkich wybrykach, dostrzec można jak Perełka układa kwiatki na posłaniach różnych kotów, i wyczesuje brudne futerka starszych. Maluszka ma pełno w sobie śmiałości i potrafi z zawadiackim grymasem zadawać niekomfortowe pytania, śmiać się najgłośniej ze wszystkich kociaków i z pełnym przekonaniem opowiadać zmyśloną opowieść. Wszystko to jednak robi z dozą delikatności i pieczętuje końcowym promiennym uśmiechem. Nie jest natrętna, a przynajmniej nie lubi być tak postrzegana. To bardzo wrażliwe kocie, które przypadkowe komentarze może wziąć głęboko do siebie, a wtedy chodzić jak smutny pijaczek, chwiejąc się na łapkach, przez kolejny księżyc.
Jinx co jakiś czas zdarzało się opuszczać tereny swoich przedmieści i zazwyczaj zmierzała wtedy albo głębiej w miasto albo odwrotnie, ruszała ku bardziej dzikiej części swoich okolic. Pomimo uroków ulic, uliczek, parków i cmentarzy, kotka musiała sama przed sobą przyznać, że tutaj przynajmniej nie ryzykowała wpadnięciem pod samochód albo byciem zmuszonym do prowadzenia dialogu pomiędzy dwoma gangami w środku których potyczkę o tereny się wlazło. Perełka do teraz nie wierzyła, że wyszła z tamtej sytuacji w jednym kawałku, ale po długich pertrakcjach, kiedy już obie strony zaczynały się uspokajać i Jinx zaczynała wierzyć, że wyjdzie z tego w całości, pozwoliła sobie na dość wredną odpowiedź na zalotny komentarz jednego z kocurów. Który okazał się synem przywódcy jednego z gangów. Uciekała aż się furczało, na szczęście druga grupa wzięła sobie obronienie jej za punkt honoru, w końcu i tak mieli ze sobą na pieńku. Dlatego, gdy wolała pobyć sama, a musiała opuścić ogrzewane domostwo dwunogów (rodzice dziewczyny znowu darli na siebie pyski i zwyczajnie głowa od tego bolała), kierowała się do lasu i dalej, na bezdroża. Dzwoneczek przy jej obroży radośnie brzęczał przy każdym kroku, ale już dawno nauczyła się go ignorować. Nie czuła potrzeby ukrywania się przed nikim, a za zwierzyną nie chciało jej się gonić - po co, skoro dostawała jedzenie w domu? Niby oczywistym było, że się zbliżała dla każdego w zasięgu słuchu, ale małej Perełce nikt nigdy nie przełożył zasad skradania się czy hazardu, jakie mogło to stanowić, dla bezpieczeństwa. Jinx wiedziała, że nieśmiertelna nie jest, ale każda sytuacja, w którą do teraz się wpakowała, kończyła się bez większej uszczerbki na zdrowiu, więc kocięca pewność siebie nakazywała myśleć, że poradzi sobie ze wszystkim. Zwolniła kroku, gdy do jej nosa doleciał jakiś... zapach. Zatrzymała się, unosząc lekko łeb i rozchylając pyszczek, chcąc zweryfikować co to mogłoby być. Inny kot, bez wątpienia, ale gdzie dokładnie, czy niedaleko, nie wiadomo. Pomimo swoich wypraw, tropienie nigdy nie było dobrą stroną Perełki.
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Askeladd zaś nie miał problemów ze słuchem - w odróżnieniu z nosem, bo dużo szybciej słyszał rzeczy niż je zauważał. Stąd też brzdęki szybko go zaalarmowały o nadchodzącym... kimkolwiek. Albo skończonym idiocie, który nawet nie wie gdzie idzie i co robi, stąd się nie boi tego co się może stać, albo kimś tak odważnym, że nie potrzebuje się kryć. Osąd zostawi na sam koniec, póki co preferował samemu się skupić na tym co się dzieje, by czasem nie został zaatakowany. Nie, aby się bał... ale bez Faret walki go nie obchodziły aż tak.
Wychylił łeb. Ostrożnie, spokojnie... dostrzegając koteczkę. Malutkie to, nawet pełnego obiegu pór jeszcze nie przeszło. Samo, w obroży. Trzepnął jednym uchem, rozejrzał się na boki. Rodziców brak. Zgubiła się? - Dokąd to? - rzucił luźno. Nie brzmiał agresywnie, miał ten swój typowy, stanowczy, ostry ton głosu, ale daleko było mu od ostrzeżenia przed atakiem. Nie będzie bił czegoś, co ewidentnie jest dzieckiem. Nie miałby z tego żadnych profitów. W końcu mała nie miała nawet jedzenia. Gdyby miała, może miałby inne plany.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
***
Tego dnia łapy zaniosły księcia całkiem daleko. Przeszedł nieraz dłuższy dystans w trakcie połowy dnia, owszem, zwłaszcza po odejściu z Klanu Wichru, ale przez ostatnie dwa księżyca wyjątkowo nie oddalał się zbytnio od granic swojego Klanu. Aż do teraz, w każdym razie. Tak to już było z Pajęczyną, że czasami potrzebował trochę samotności... a właściwie to dużo samotności. Miewał po prostu takie humory, dni w których tego potrzebował. Zazwyczaj wybierał się wtedy na samotne polowania, a to wyjście nie miało być wyjątkiem. Wyszedł z obozu i pokierował się w losowo obranym kierunku, zaszedł całkiem daleko, przekroczył granicę. Stwierdził, że zapoluje dopiero w drodze powrotnej. Teraz musiał pospacerować, pobiegać, porozciągać się... i pomyśleć. Ostatnio wiele się wydarzyło, a to wiele wywoływało w nim najróżniejsze emocje. Wciąż nie był zbyt dobry w rozmawianiu o tym, co czuł, więc musiał znaleźć inny sposób na radzenie sobie z uczuciami. Dlatego wybrał polowanie. Nic tak nie odświeżało umysłu jak posmak krwi ofiary na języku!
Znalazł jakąś norę. Nie myślał o tym zbyt wiele, ale zatrzymał się przy niej. Postanowił w myślach, że dalej nie będzie szedł. Usiądzie tutaj na chwilę, porozgląda się za czymś wartym uwagi, a jeśli nic fajnego nie znajdzie, to zacznie skradać się w poszukiwaniu jakiegoś kąska. Teraz jednak rozsiadł się nieopodal nory i westchnął cicho, obserwując czujnie otoczenie.
Piękna koteczka kręciła się po okolicy dokładnie tak, jak miała to w zwyczaju. Jej dnie nie były za bardzo ciekawe czy intrygujące, ale w żadnym wypadku jej to nie przeszkadzało - lubiła krzątać się po krzakach i mniej uczęszczanych miejscach dokładnie tak samo, jak lubił siedzieć w tych zatłoczonych i wyłapywać koty do pogaduszek, nic nowego. Zależało wszystko od jej humoru, teraz na przykład kręciła się sama i nie miała żadnego parcia na towarzystwo, ale jakby sobie takowe znalazła, to wcale by nie narzekała! Chociaż mocno wątpiła, ze na takim pustkowiu znajdzie kogokolwiek chętnego do rozmowy, a nie do przywalenia jej w mordę. - Są w niej węże jak coś - powiedziała, nagle znajdując się przy jakimś białym kocurze, który przesaidywał przy norce. W życiu jej wcześniej nie widziała, nie miała pojęcia czy to, co powiedziała to prawda, ale kogo to interesowało? No właśnie. - Może poszły na obiad, czy coś. Nigdy nie wiadomo, co nie.
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Mógł spodziewać się, że jeśli sam nic ciekawego nie znajdzie, to coś prędzej czy później znajdzie go samodzielnie. Czy będzie to jednak tak interesujące, jak miał nadzieję? To miało się dopiero okazać. Gdy napatoczyła mu się jakaś kotka, Pajęczyna uniósł jedną brewkę w zastanowieniu, zwłaszcza jej słowami. Przyjrzał się nieznajomej - kotka jak kotka, nie widział nic co wyróżniałoby ją z tłumów kotek, z którymi miał w życiu do czynienia. Co więcej mógł stwierdzić? Była jakaś towarzyska, skoro podeszła i od razu przeszła do rzeczy, nawet bez przedstawienia się... a mówiła mu o wężach, które podobno przesiadują w noże.
Białofutry spojrzał na moment na to wgłębienie w ziemi, tak jakby sprawdzał czy zaraz coś stamtąd nie wypełznie. Jego uwaga nie została tam jednak na długo, bo po kilku uderzeniach serca odwrócił się z powrotem do szylkretki.
- Hm, w takim razie niech te węże uważają, bo ja też przyszedłem na obiad. - powiedział lekkim tonem. To chyba miało być jakiegoś rodzaju żartem, ponieważ mówiąc to uśmiechnął się leciutko, odsłaniając kilka zębów. - Boisz się węży? - dodał, bo nie wpadł na nic innego, a właściwie byłoby trochę śmiesznie gdyby ta kotka potwierdziła.
Posłała mu krótki uśmiech. Czy był wymuszony, czy nie, to już zostawiła jemu do oceny, nie było to takie ważne. Na jego pytanie machnęła ogonem nieco rozbawiona, jednak nie okazała tego w żaden inny sposób. - Nie, raczej mi nie straszne - wzruszyła ramionami, a potem zerknęła do norki dokładnie tak, jak Pajęcza Łapa zrobił to przed chwilą. - Tak naprawdę to nie wiem, czy są tam węże. Wymyśliłam to - przyznała się po chwili, tak nagle, a potem przeskoczyła przez norkę i stanęła na przeciwko kocura, mrużąc oczy. - Śmierdzisz gromem. Ostatnio spotykam tylko takie koty, ja nie wiem. Aż tak wam źle, że się tulicie do ziem niczyich? - zaśmiała się cicho, co było oczywistym żartem. Niemniej faktycznie miała wrażenie, że znała więcej gromowych kotów niż z czasów, gdy jeszcze do niego uczęszczała, co było dla niej na swój sposób zabawne, nie dało się ukryć.
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Odpowiedziała mu uśmiechem, co pomimo braku zainteresowania napełniło go jakiegoś rodzaju zadowoleniem. W końcu każdy lubił, gdy jego żart był doceniany! Odpowiedź kotki na temat strachu przed wężami była tylko delikatnie zawodząca. Pajęczynka już myślał, że może nawinie mu się powód do wyśmiania tej nowo poznanej! Ale nie, jeszcze nie na to pora, najwyraźniej. Na całe szczęście był tego dnia całkiem cierpliwy.
- Wymyśliłaś, po co? Myślałaś, że mnie wystraszysz? - uniósł brewkę, nadal uśmiechnięty. A potem wyraźnie wpadł na inny pomysł, bo ten złowieszczy uśmieszek przybrał na intensywności. - A może chciałaś się wykazać tą nieistniejącą wiedzą? - spytał, jako zwykły domysł, bo ciekawiła go możliwa reakcja na taki zarzut. Ah, jakże Pająk uwielbiał wywoływać w poznanych kotach najróżniejsze emocje i reakcje!
Nie poruszył się, gdy szylkretka zmniejszyła dzielący ich dystans. Przyglądał się jej jedynie i... oh. Naprawdę miał do czynienia z istotką kochającą żartować. Jego uśmiech, choć był teraz delikatniejszy, wcale nie zniknął z jasnego pyska.
- Przeciwnie, myszko. W Gromie jest mi lepiej, niż kiedykolwiek... bo widzisz, wcale z Gromu nie pochodzę. - zdradził jej, chyba tylko po to, żeby popisać się swoją wyjątkowością. Czy będzie dopytywała o szczegóły? Tego już nie wiedział, ale w każdym razie dodał coś ciekawego od siebie. - Kogo jeszcze spotkałaś, kto tak gromem śmierdział? Wiem, że to zapach nie do pomylenia... Nie sądziłem, że jeszcze ktoś poza mną wychodzi tak daleko od obozu na spacery. - przyznał nieco ciszej. - Ale ty... jesteś samotnikiem, tak? Sypiasz gdzieś niedaleko, czy jedynie polujesz w tych okolicach? - w końcu niegrzecznie byłoby nie spytać o coś dotyczącego jej samej! A Pająk był bardzo, bardzo grzeczny i uprzejmy, o tak.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Nienawidziła gorąca. Ale z drugiej nienawidziła zimna. Jej nie można było dogodzić. Ale w każdym razie; temperatura, która ostatnimi czasy opanowała lasy była nie do wytrzymania, więc Kukułkę łatwiej było znaleźć w okolicy klanów, gdzie mogła schronić się w jakichś niewielkich norkach, w cieniach drzew, czy między ich korzeniami, gdzie chłodna ziemia dawała ukojenie. Raczej nie przebywała wtedy w okolicy osiedla, bo tam duża ilość kamienia i dwunogów skutecznie utrudniała chowanie się przed gorącem.
I akurat tak się zdarzyło, że po krótkim polowaniu, nad wyraz krótkim, bo przecież jak polować w takich warunkach, z niewielką, chudą, ledwie już żyjącą przed zabiciem jej myszą, skitrała się w jakiejś niewielkiej, nieco już przysypanej i widocznie nieużywanej norce, żeby spożyć swój posiłek w spokoju i względnym... hm, nie chłodzie na pewno, ale na pewno nie gorącu!
Księżyce: 99 Mistrz: łuna Płeć: kocur Matka: łuna Trwałe urazy: blizna po uderzeniu kamieniem na czubku głowy; anizokoria (prawa źrenica zawsze nieco większa od lewej), problemy z pamięcią, bezsenność. wiele drobnych, cienkich blizn pod futrem
Księżyce: 99 Mistrz: łuna Płeć: kocur Matka: łuna Trwałe urazy: blizna po uderzeniu kamieniem na czubku głowy; anizokoria (prawa źrenica zawsze nieco większa od lewej), problemy z pamięcią, bezsenność. wiele drobnych, cienkich blizn pod futrem
wysoki, atletycznie zbudowany | krótkowłosy | czarny lynx point [tygrysie pręgi] | białe znaczenia | błękitne oczy | anizokoria: źrenice o dwóch różnych rozmiarach (prawa źrenica zawsze nieco większa od lewej)
smutny | flegmatyczny | pesymista | antyspołeczny | o dobrym sercu | ma kręćka na punkcie odnalezienia klanów, sam nie rozumie czemu | ma problemy z pamięcią
Po rozmowie z Wężową Gwiazdą był w złym nastroju. Powinien był się tego spodziewać - to, że miał w sobie Klanową krew nie znaczyło wcale, że zostanie do Klanu przyjęty ot tak. Mimo to odpowiedź Gromowego przywódcy go zawiodła. Poczuł się tak, jakby zupełnie niepotrzebnie w ogóle wyruszał w podróż znad morza, jakby zmarnował godziny, dni, księżyce na szukaniu czegoś co było poza jego zasięgiem.
A upały wcale nie pomagały w poprawie humoru.
Oblizując suchy nos Wawrzynek szedł przed siebie zupełnie bez celu. Ani to polował, ani to nie szedł w żadne konkretne miejsce, po prostu... szedł. Aby nie siedzieć w miejscu. Kręcił się wokół Łanu Rzepaku i nie wiedział, co ze sobą zrobić. Do nory pod drzewem wszedł zupełnie nieświadomie, a z zamyślenia wyrwał go dopiero widok czarnej kotki w środku.
Zamarł i cofnął się pół kroku. - Och, wybacz, nie wiedziałem, że ktoś tutaj jest.
znam swojemyśli – prowadzą mnie xxxxxxxxxxxxxxxxtak jak PROWADZĘ się sam wciąż jestem czysty a czuję się xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxjakbym coś brał budzą mnie nerwyxtrujące jak wilczego łykakrzew xxxxxxxxxxkwitnie mi w oczachczerwony krzak xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxPRZELEWAM KREW
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Sama nie zareagowała od razu, bo upał spowolnił jej procesy myślowe, które i tak nigdy nie były najwyższych lotów, no i musiała najpierw przetrawić to, co się stało. A nie stało się dużo, ot, nagle na norę padł cień, a po chwili próbował się do niej władować jakiś inny samotnik, a przynajmniej tak uznała, bowiem nie poczuła żadnej większej ilości klanowego zapachu. Najpierw pozwoliła sobie na zamruganie, pełne lekkiego zdumienia, a po chwili cicho się zaśmiała.
- Och, nie, nie, w porządku, skąd mogłeś wiedzieć - rzuciła przyjaźnie. - Jak się zmieścisz, to mogę nawet zaoferować ci trochę tej kryjówki - dodała wesoło. Nigdy nie miała nic przeciwko poznania kogoś nowego, a tego tutaj nie znała w ogóle, więc hej! - Mogłabym nawet podzielić się myszą, ale wiesz, ledwie to żywe było nim je uśmierciłam, to średnio cokolwiek w niej jest, ja na przykład czuję się, jakbym jadła już kości - dodała, tu trochę się krzywiąc. - Kukułka jestem! - powiedziała już na koniec, jak nakazywała kultura, a następnie w końcu się zamknęła, by dać kocurowi przestrzeń do mówienia.
Nie wiedział, co go tu przywiało.
Był w absolutnie złym stanie, jeśli chodzi o ciało - rany po potyczce z psem wciąż się goiły. Psychicznie też nie był lepszy, bo o ile palił się z ekscytacji na myśl o skończeniu treningu i byciu pełnoprawnym medykiem, tak... Oznaczało to, że zbliżała się jego konfrontacja z mitycznymi Gwiezdnymi i bzdurnym obowiązkiem wiary.
Nie wiedział, co robić. Chodził spać późno i przewracał się z boku na bok i myślał. Szukał rozwiązań, odpowiedzi. Nadmiernie porządkował składzik i swoje legowisko.
Stwierdził, że musi koniecznie wyjść. Za ciasno mu było w korzeniach Królikarni. Poinformował Cisa, że ma zamiar rozejrzeć się za ziołami i rozruszać łapy przed długą podróżą i wyszedł. Zbył po drodze patrol, który dla bezpieczeństwa miał się za nim oglądać i ruszył. Gdzie? Gdzie go łapy poniosą.
Gdyby ktoś chciał go teraz zaatakować, miałby łatwą okazję. Dreptał bez wyraźnego celu z głową w chmurach i nie widział ani nie słyszał tego, co się wokół niego dzieje.
//BRAT!!!!!!!
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Od czasów, gdy ostatnio był widziany w tych okolicach, zdążył wyrosnąć na całkiem sporego kocura. Nie należy może do tych największych w lesie, ale znajduje się nieco powyżej przeciętnego wzrostu, a wygląd jego (w rzeczywistości dość szczupłej sylwetki) powiększa długie, grube futro pokrywające go w całości. Na większości powierzchni pozostaje ono jednolicie czarne, jedynie w niektórych miejscach ozdobione białymi znaczeniami – pierwsza taka plamka pojawia się pod nosem, skąd przechodzi na brodę, a następnie rozprzestrzenia się na szyję, pierś i brzuch, do którego połowy sięga. Również na każdej z jego stóp można znaleźć podobne łaty, gdzie tworzą krótkie skarpetki, poza tym śnieżnobiałe są także wąsy kocura. Ostatnim z wyróżniających się kolorystycznie elementów Nemo są jego oczy – o żółtej, jakby miodowej barwie.
] Na pierwszy plan charakteru Nemo wysuwa się nie on sam, a wszystko, w co wierzy, zasady i tradycje, które zostały mu przekazane przez jego opiekuna i które teraz sam chciałby rozprzestrzenić wśród innych kotów. Stara się to jednak robić zawsze w sposób spokojny i uprzejmy, jest przecież dobrze wychowanym młodzieńcem, podchodzącym przyjaźnie do każdego napotkanego osobnika. Zdecydowanie unika przy tym agresji i walk, zresztą również większość pozostałych zajęć wymagających fizycznego męczenia się nie należy do jego ulubionych. Woli za to spędzać czas na spokojnych rozmowach i odpoczynku. Oraz rozmyślaniu o wszystkich swoich marzeniach, o tym, by zdołać wszystkim przekazać swoją wiarę, by odnaleźć swoją dawną rodzinę i koty, z którymi będzie w stanie stworzyć nową. Spędzenie dużej części w jednym, dość odciętym od świata miejscu zaowocowała również jego dość niewielką wiedzą na temat wszystkiego, co dzieje się poza jego dotychczasową społecznością, a przez to i pewną naiwnością – a może po prostu wrodzoną wiarą również w to, że wszystkie koty są jednak dobre z natury.
Przemierzał okoliczne tereny, chłonąc wszystkie jego elementy, wciąż całkiem nowe i inne od tego, co znał wcześniej. A jednak momentami pojawiało się wrażenie, że jednak nie każda z ścieżek, którą podążał, była zupełnie mu nieznaną.
Zresztą podobnie było z kotem, którego dostrzegł na horyzoncie. Czy mógł go znać? Chyba nie, bo skąd? A jednak miał wrażenie, że jest w tym kocie coś, co go do niego przyciąga, coś, czego do końca nie rozumiał. A to było dla niego największym znakiem na to, że powinien z nim porozmawiać.
Drugi kocur wydawał się póki co go nie zauważać, jednak powinno się to szybko zmienić, gdy Nemo zbliżył się, stając mu właściwie na drodze i odezwał się przyjaznym głosem: - Witaj. – Powiedział nieco głośniej, by na pewno zwrócić na siebie jego uwagę - Gdzie zmierzasz w ten piękny dzień? – Spytał, wciąż czując, że gdzieś głęboko, w jego myślach, istniało w tej chwili coś więcej, coś, czego nie do końca rozumiał, czego być może nie pamiętał. Jednak może jego odpowiedź miała go uświadomić, jaki cel miało ich spotkanie w całym planie świata.
Poeta chyba zapomniał, że jeżeli wychodzi poza Klan, istnieje ryzyko spotkania obcych kotów.
Na dźwięk głosu podskoczył do góry i ze zdziwienia obrócił się za dźwiękiem. Miał przed sobą kocura, dorosłego już, bez wątpienia w jego wieku i ze znajomym futerkiem. Możliwe jednak, że pomylił go z kimś z Klanu, ponieważ nic mu jego głos nie mówił. Nie przypominał niczego, co słyszał w swoim życiu. Chociaż, pewne nuty...? Może...? Ale skąd by go znał...?
Zanim zdążył pomyśleć, że grozi mu niebezpieczeństwo, kocur odezwał się przyjaznym tonem i rzucił coś do zagadania, czemu Poeta zbytnio się nie przysłuchał. Zaczął roztrząsać wszystko, co pamiętał do tej pory i kogo spotkał na swojej drodze życia. Kocur nie pachnął Rzeką, więc nie był z Klanu. Nie pachnął ani Cieniem, ani Wichrem, ani Gromem, więc zdecydowanie nie był z lasu. Dalej, dalej... Nie, Poeta nie spotkał żadnych samotników w życiu, więc kim był ten jegomość, skoro wydawał mu się znajomy? Może był czyimś dzieckiem?
Ale czyim? Byli w jednym wieku, więc szanse na to, że ktoś ze znanych mu dorosłych był jego rodzicem były nikłe. Patyk jest przecież młodszy od niego i nie ma partnera. Może syn Łabędzia? Nie, to też nie miało sensu.
Dalej, dalej w historię. Pustka, ciemność, lecznica, gdy zachorował po Nowym Świcie. Też nie. Nowy Świt? Czarno-białe futro. Były tam takie koty, ale jednym z nich był...
- Gryzipiórek - wyszeptał, bardziej sam do siebie niż do niego.
Jakie są na to szanse? Wiekowo się zgadza, oczywiście, ba, widzi w nim cień podobieństwa do taty Raniuszka, ale... Jego brat zaginął dawno, dawno temu, jeszcze przed pożarem. Wyglądał całkiem podobnie, jeśli dobrze pamięta. A może pamięć mu szwankuje? A głos? Może dorósł do poważnego głosu? Czy pamiętał go? Czy pamiętał jego srebrne futro, imię i jego rymowania?
- Och, och wybacz mi ciekawość, lecz spotkanie to niesie mi pewną radość. Czy zechcesz mi powiedzieć, co pamiętasz z dzieciństwa dni? Co było, zanim dorosłeś do dorosłej krwi? Czy wspominasz je dobrze, czy może ze zgrzytem? Czy żyły tam może koty zwące się Nowym Świtem? - przed następnym pytaniem zatrząsnął mu się głos. - Czy były tam kocury imieniem Raniuszek i Pęd?
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek