Nie od razu Rzekę zbudowano, tak samo nikt nie rodził się z głową pełną wiedzy. A Skierek niech się nie martwi, już Wschód o to zadba, by do łba mu włożyć całą potrzebną wiedzę, nawet jeśli miałaby mu się uszami wylewać.
- Jak widać na przykładzie tych półgłówków, można. - stwierdził po prostu. - Podobno jakaś kotka go do tego doprowadziła, ale o szczegóły nie pytaj, bo ich nie znam. Może chodziło o coś poważnego, a może mieli tak wrażliwego medyka, że wystarczyło usłyszenie na przykład, że jego ziółka śmierdzą. - parsknął wręcz. Nie wyobrażał sobie kogoś o słabym charakterze na tym stanowisku, no błagam. Nawet Księżyc sobie jakoś radzi, no nie?
- Bezbłędnie. - mruknął, potwierdzając oczywistą rzecz. Bo co tu było wymyślać, te koty wszyscy znali.
- Oto przed nami Bobrowa Tama. - mruknął, przystając przed zaporą na rzece zbudowaną z nawilgotniałych patyków. Trzymała się jednak księżycami, więc musiała wytrzymać i teraz. - To jedno z przejść na drugą stronę rzeki w miarę suchą łapą. Chcesz iść pierwszy czy mam najpierw iść ja i pokazać ci, jak to się robi? - zapytał, patrząc na Skierkę. No, młody, twój wybór. - Trzeba ostrożnie stawiać łapy, żeby tego nie rozwalić.
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Rozumiem — odpowiedział. Teraz miało to nieco więcej sensu. Domyślił się, że mistrzowi chodziło o to, że poprzedni Medyk zmarł, choć początkowo był przekonany, że chodzi o to, że klan... po prostu go wygnał, co byłoby głupie i to przecież byłoby świadome narażanie się na niebezpieczeństwo. Najwidoczniej klan Gromu nie był... aż tak głupi. Tylko troszkę mniej.
Przyjął pochwałę, powstrzymując się od triumfalnego uniesienia głowy. W gruncie rzeczy, to nie miał powodu do dumy, przecież powiedział oczywiste oczywistości. Coś jednak sprawiło, że jego ego się ucieszyło nawet z pochwały za taką błahostkę. Huh.
Zatrzymał się na moment i zastanowił. Spróbował przeanalizować wszystkie za i przeciw temu, aby przejść przez Bobrową Tamę jako pierwszy i po dogłębnej analizie, podjął decyzję.
— Wolałbym, abyś poszedł przodem — mruknął. Cóż, nawet jeśli nie była to najniebezpieczniejsza rzecz na świcie, wolał, aby to jego mistrz szedł przodem i pokazał mu, jak to się robi, by mógł sobie to zaobserwować i powtórzyć. Jeszcze nie daj Gwiezdny Klanie wpadłby do wody i zachorował.
Skrząca Łapa był rozumny, co już udowodnił podczas tej dotychczas krótkiej wycieczki. A przede wszystkim był myślący, czego najwyraźniej brakowało poprzednim terminatorom Wschoda. A także nie był nadpobudliwy albo przesadnie lękliwy. Jak na razie same plusy, Bursztyn nie wiedział więc, czemu Sokół miał z nim problemy. Młody się spisywał.
- Jasne. Patrz, jak idę i gdzie stawiam łapy. - rzucił, po czym podszedł pewnie do tamy. Przechodził tędy już nie raz, więc wiedział, z czym to się gryzie. Grunt to znaleźć dobre oparcie. Stawiał więc łapy, wcześniej upewniając się, że patyki są stabilne i nie wbijają mu się w poduszki. Kiedy czuł luz, od razu szukał łapą innego miejsca; raz nawet specjalnie mocniej pchnął łapą patyki, by pokazać Skierkowi, że takie luźne mogą się rozwalić. W końcu udało mu się jednak zejść bezpiecznie, suchą łapą pod drugiej stronie, gdzie skinął Skrzącej Łapie, by do niego dołączył.
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Skrząca Łapa obserwował uważnie jak mistrz przechodzi przez Bobrową Tamę i spróbował to powtórzyć. Nie poszło mu aż tak dobrze, bo po drodze stracił raz równowagę i prawie się przewrócił, ale na szczęście szybko wrócił do pionu. Przechodzenie przez tamę było... niezwykłym doświadczeniem i z pewnością zapamięta to na długo, a ponadto, zacznie przychodzić tutaj sam, aby usprawnić swój chód po tejże budowli. Musiał być idealny we wszystkim.
— Moglibyśmy kontynuować kodeks? — zapytał, gdy w końcu postawił łapę na suchym lądzie. Nie chciał niczego narzucać, ale pomyślał, że fajnie by było, gdyby omówili dzisiaj także i resztę kodeksu. Chciał poznać wszystkie prawa zesłane przez Gwiezdnych i być im wierny. Nie chciałby przez przypadek łamać którejś z zasad, nawet nieświadomie.
Wschód, chociaż przejawiał dość luźne podejście do życia, obserwował Skrzącą Łapę uważnie, a kiedy kocurek stracił równowagę, jego mięśnie się napięły, a ciało szarpnęło lekko do przodu, instynktownie chcąc doskoczyć do terminatora i mu pomóc, jednak Skierka sam ogarnął sytuację.
- Widzisz, nie było tak źle, jak na pierwszy raz. - mruknął, szczerząc zęby, po czym znowu ruszył przed siebie, narzucając nieco szybsze tempo marszu.
- Tak, oczywiście. Granice muszą by sprawdzone i oznakowane każdego dnia. Przegoń każdego intruza, który wkroczył na terytorium klanu, to jest ważny punkt kodeksu. - poza tym to był nieprzypadkowy wybór, bo po przejściu Bobrowej Tamy do nosa Skierka mógł już dolecieć smrodek Gromu. - I tak przy okazji, właśnie tu zaczyna się nasza granica z Klanem Gromu. Bądź czujny, nie wiadomo, co wymyślą. - rzucił, dodając jeszcze, że to jest kamienisty brzeg Grzmiącej Rzeki.
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Na całe szczęście, pomoc od mistrza okazała się być zbędna i poradził sobie sam, ale doceniał fakt, iż mistrz gotów był rzucić mu się na ratunek. Dobrze, że był czujny. Pochwałę przyjął kiwnięciem głowy i ruszył dalej, starając się nadążyć za dość szybkim tempem Bursztynowego Wschodu.
Punkt, choć przedstawiony mu został tylko jeden, natychmiast powtórzył parę razy w głowie, chcąc go jak najszybciej zapamiętać, a na wieść, że dotarli do klanu Gromu, spróbował zapamiętać ich zapach. Był jeszcze dość słaby, ale z każdym kolejnym krokiem robił się coraz silniejszy i coraz bardziej drażnił nosek Skierki.
— A wymyślili już coś kiedyś? — zapytał, nie do końca rozumiejąc słowa mistrza.
Co poradzić, jakby się Skra utopił, to znacząco spadłby iloraz inteligencji rzecznego klanu, a Wschód mógłby zapomnieć o dostaniu jakiegokolwiek terminatora albo w ogóle pewnie o życiu w obozie. No nie zamierzał do tego dopuścić, po części że polubił Skierkę, a po części, że ratowałby własny tyłek. Ale nic nie trzeba było zrobić, niebezpieczeństwo zażegnane.
- Tak, gwałty i wkradanie się na nasze tereny. - fuknął, sam dobrze pamiętając bezczelnego terminatora, który przekroczył granicę i napluł na rzeczne ziemie. A żeby mu futro wypadło. Jednak szybko wrócił do siebie zanim Wschód go dopadł i skopał mu ogon. - Dobra, lecimy dalej z kodeksem. Broń swojego klanu, nawet kosztem własnego życia. Możesz zawierać przyjaźnie poza Klanem, ale twoja lojalność musi pozostać przy własnym Klanie, kiedy pewnego dnia przyjdzie ci walczyć z przyjacielem. - i choć pierwsza część była powiedziana poważnym tonem, a Wschód odpowiednią przerwą po zdaniu sprawił, że dobrze wybrzmiała, to już drugą część powiedział bardziej niedbale. Cóż, on oczywiście stawiał na pierwszym miejscu klan i nikt zza granicy nie mógł być ważniejszy od tego, co teoretycznie go wychowało. - I jeszcze nie poluj i nie wstępuj na teren innego klanu. Ten punkt się łączy z tym, który przed chwilą usłyszałeś. My nie możemy iść do kogoś, ktoś nie może przyjść do nas, proste i logiczne.
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Jakie były tego konsekwencje? — zapytał, nie do końca świadom tego, czym był gwałt. Wiedział, że było to robienie coś wbrew czyjejś woli, ale nie do końca wiedział o co chodziło, co zapewne pojmie dopiero po czasie. Ciekaw był, jaką karę poniósł klan Gromu za łamanie kodeksu i wkraczanie na ich terenu, choć miał wrażenie, że poniekąd ich sytuacja z brakiem Medyka mogła mieć z tym coś wspólnego.
Na kolejne dwa punkty przytaknął i tak jak za każdym razem - starał się je zapamiętać, powtarzając sobie kilka razy w głowie. Będzie sobie to także powtarzał przed snem i w każdej wolnej chwili, aby mieć pewność, że zapamięta je co do joty.
Gdy już zakodował wszystko, dał mistrzowi znak, że jest gotów do tego, aby przejść dalej. Dwa punkty na raz to nie było jakoś dużo, toteż kocur nie potrzebował wiele czasu, by je przetrawić. Nie miał także co do nich żadnych pytań, gdyż były one proste i zrozumiałe.
- Dostali po mordzie i na razie jest spokój. - rzucił, właściwie nawet nie wiedząc, czy jakieś większe konsekwencje spotkały koty, które przekroczyły granice ze strony Rzeki. - A czy Trzmiel sobie coś z nimi zrobił, nie wiem. Wiem, że za gwałt to poprzedniego przywódcę wywalili, ale to było dawno temu. - coś tam słyszał, ale żeby pamiętał to już raczej niekoniecznie, więc lepiej niech Skierek nie dopytuje, bo się spotka z rozczarowaniem.
- Dobra, następne, jak już jesteśmy przy polowaniu. Zwierzyna jest zabijana po to, by się nią pożywić, podziękuj Gwiezdnym za nią. - tak jakby to ci mistyczni Gwiezdni zsyłali zwierzynę, jasne, a Wschód potrafi fruwać. - O, i wojownik odrzuca wygodne życie pieszczoszka. Wiesz, kim są pieszczochy i dwunożni? - zapytał, patrząc na Skierka. Tymczasem tuptali sobie granicą z Gromem, tak rozmawiając. Lada moment, a dojdą do Czterech Dębów.
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Rozumiem — mruknął, przyjmując to do wiadomości. W istocie, była to ciekawa informacja. Poprzedni przywódca klanu Gromu został wyrzucony, ponieważ zrobił coś bardzo złego. Cóż, najwidoczniej nie wszystkie Gwiazdy nadawały się na swoje stanowisko i dobrze, że klan potrafił coś z tym zrobić. Szkoda, że dopiero po czasie, kiedy komuś zdążyła już stać się krzywda, ale... lepiej późno, niż wcale, jak to mówią, czyż nie?
Kolejny punkt kodeksu był dość jasny. Skierka i tak to robił, czując taką potrzebę, nie mając pojęcia, że i tak należy tak robić. Nie dziwiło go, iż był to jeden punkt z kodeksu, ale szczerze powiedziawszy, to nie przypuszczał, że taka rzecz będzie w nim zawarta. Co chwila się zaskakiwał i dowiadywał nowych rzeczy co, nie ukrywajmy, bardzo mu się podobało. Czuł, jak z każdą kolejną chwilą staje się mądrzejszy.
— Pieszczochy, to koty mieszkające z dwunogami, a dwunożni... to duże istoty poruszające się na dwóch łapach. Niestety tylko tyle wiem — odparł, ku swojemu rozczarowaniu, nie będąc w stanie znaleźć więcej informacji na temat dwunogów w swojej głowie.
To dobrze, że Skierek rozumiał, jak na razie chyba wszystko. Wschód nie miał nic przeciwko odpowiadaniu na pytania, o ile nie były głupie. Albo bezczelne. Albo oba na raz.
- Pieszczoszki - prychnął, zaczynając. Głupie imitacje porządnych kotów. - to koty, które żyją z dwunożnymi w ich legowiskach. Noszą takie dziwne rzeczy na szyi, nie polują, tylko obżerają się mysimi bobkami, bo tylko to im dwunożni dają. A dwunożni to groźne stwory, które chodzą na dwóch łapach i często porywają koty. Czemu, nie wiem. - mruknął, robiąc krzywą minę. - Dwunożni mają we władaniu też potwory, które poruszają się tylko po Grzmiącej Ścieżce, potem ci ją pokażę bo jest po drugiej stronie naszych terenów. I, co dziwne, te potwory nigdy nie schodzą ze Ścieżki. - dodał, poruszając nieco gwałtowniej ogonem. To na serio było bardzo dziwne, i do tego wręcz niepokojące.
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Temat pieszczochów, po wysłuchaniu słów Bursztynowego Wschodu, wydawał się Skrzącej Łapie ciekawy. Koty, które dobrowolnie żyły w niewoli, zajadając się mysimi bobkami, które podawali im dwunożni oraz zakładają dziwne rzeczy na szyję. On sam wiedział, że nie byłby w stanie prowadzić takiego trybu życia. Musiał sam o siebie dbać, musiał pokazać że jest najlepszy, a przede wszystkim - musiał być wolny. Nie zniósłby życia w zamknięciu. Rozniósłby całe to Gniazdo Dwunogów w drobny mak.
Całe te Potwory także były dość intrygujące. Zawsze poruszały się tylko po Grzmiącej Ścieżce i nigdy z niej nie zbaczały, a nikt nie potrafił odpowiedzieć na pytanie dlaczego.
Choć były to rzeczy interesujące, nie miał żadnych pytań. Nie wiedział, jak mógłby je zadać i wątpił w to, by mistrz znał na nie odpowiedzi. Prawdopodobnie odpowiedzieć na nie zdołałyby jedynie pieszczochy we własnej osobie, więc Skierka nie mógł zrobić nic innego, jak dać rudzielcowi znać, że wszystko jest dla niego jasne i mogą przejść dalej.
Cóż, dla Wschoda pieszczochy były nudne i po prostu głupie. Sam znał jednego byłego pieszczocha, Kałużę. Bezczelny, rudy smark, który uczył się żyć w lesie od nowa, mając niewiele mniej księżyców od własnego mistrza. No ale co poradzić, nie wszyscy rodzili się z inteligencją.
Mogą przejść dalej bez pytań? Wyśmienicie, bo dwa kocury akurat dotarły do Czterech Dębów. Drzewa pięły się wysoko w górę i rzucały cień na całą okolicę.
- To właśnie są Cztery Dęby, tereny niczyje w środku terenów wszystkich klanów. - wyjaśnił Wschód, kiedy zbliżyli się do drzew. - Przy nich teoretycznie odbywały się zgromadzenia, czyli takie spotkania wszystkich klanów. Jest o nich w kodeksie - zgromadzenie czterech klanów odbywa się z woli przywódców podczas pełni księżyca, kiedy trwa rozejm. Żadnego zgromadzenia jednak dawno nie było, przynajmniej odkąd ja żyję to nic się nie działo. - mruknął, poruszając wąsami, by zaraz przeskoczyć do kolejnego tematu. - O, w tamtą stronę są tereny Klanu Cienia. Z nimi nie mamy żadnej granicy. Rządzi nimi Płomykówkowa Gwiazda, zastępczynią jest Krogulczy Szpon, a medykiem jest Szczypiący Mróz. - wymienił imiona cienistego zarządu, po czym ruchem głowy dał znać Skrze, żeby polazł sobie tam poznać ich zapach; sam zaś pozostał na miejscu. Był tu już tyle razy, że znał to miejsce niemal na pamięć.
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Skąd nazwa "Cztery Dęby" skoro to jedno drzewo? — zapytał spoglądając na ogromne drzewo. Domyślał się, że nazwa ta była bardziej symboliczna, niż rzeczywiście nawiązująca do rzekomych Czterech Drzew, których, no, nie było, ale wolał się upewnić, coby w przyszłości nie opowiadał głupot na podstawie własnych domysłów, bo była to ostatnia rzecz, której pragnął.
Natychmiast obrócił się w stronę, z której ciągnęły się tereny klanu Cienia, starając się przy okazji zapamiętać ten punkt o zgromadzeniach oraz władzę ów klanu, co w sumie nie było takie ciężkie. Nie mieli skomplikowanych imion, choć bardziej podobały mu się imiona tych, którzy rządzili w klanie Rzeki. Może to przez przyzwyczajenie.
Wszystko to nie było w żaden sposób skomplikowane, więc gotów był, by iść dalej, jeśli jest tak możliwość.
- Pewnie stąd, że na samej górze ma cztery te swoje czubki a nie tylko jeden. - strzepnął ogonem, bo w sumie pień rozdzielał się faktycznie niczym na cztery drzewa. Zresztą, tu sobie można gdybać na temat tego, co autor miał na myśli. Tak się to nazywało, i tyle.
Kiedy Skierka wyraził gotowość, Wschód ruszył dalej, narzucając ponownie nieco szybsze tempo. Ot, ożywczy truchcik, tak dla zdrowotności. Przynajmniej tematycznie co do kolejnego klanu.
- Klan Wichru. - przedstawił, kiedy oddalili się od dębów, czy tam dębu, a w ich nozdrzach pozostał tylko zapach Rzeki i właśnie zającojadów. - Podobno szybko biegają, a że u nich mało drzew, polują głównie na zające na wzgórzach. Pewnie dlatego w większości są szczuplutcy i mają długie łapy. - normalnie jak sarenki. Żadnego Wichrzaka jednak w pobliży nie było, buras więc musiał mu uwierzyć na słowo. - Rządzi nimi Malinowa Gwiazda, zastępcą jest Sokoli Cień, medyczką Lśniąca Sadzawka i uczy ona aż dwójkę uczniów - Olchową Łapę i Krwawnikową Łapę. - skoro jej wolno to niech sobie uczy, Wschoda szczególnie to nie obchodziło.