Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Więc widocznie pasowali do siebie, pod względem komplementów - ona lubiła je dawać, on lubił je przyjmować, no jak idealnie, proszę państwa!
Kiwnął krótko głową, uginając delikatnie łapy. Miał plan jak spróbować swoich sił, heh, dosłownie, bo w końcu przodowała u niego siła. Nie zamierzał dawać Mięcie ani chwili na oddanie jakiegoś ataku, czy patyczkować się w uniki - czy mu się to uda? Kto wie. W każdym razie, był już gotów, już nawet miał ochotę wyciągnąć pazury i zwyczajnie wczepić się w grzbiet mistrzyni, ale cóż, ostrzegła go ona, że nie ma atakować za pomocą pazurów i kłów, więc wypuścił ciężko powietrze przez nos, trochę tego widocznie żałując, ale nie zamierzał się pogrążać, skoro chciał szybko ukończyć trening. Szczególnie że wiedział, że ma z kim rywalizować o jak najszybsze zostanie wojownikiem. Tak więc ledwo szylkretowa zdążyła dokończyć swoje zdanie on właśnie to zrobił - skoczył w stronę jej grzbietu, sprawdzając czy uda mu się wywołać jakąkolwiek reakcję, może nie od razu upadek, bo kotka była starsza i pewnie silniejsza przez księżyce treningów, ale hej, może chociaż jej równowaga chociaż na chwilę się zaburzy - o ile nie zdąży przed nim czmychnąć, czego w zasadzie nie brał pod uwagę.
I tak oto Przebiśnieg rozpoczął swoją szarżę jak tylko Mistrzyni mu to poleciła. Choć szylkretka wydawała się być przygotowaną na atak, to jednak szybkie rozpoczęcie nieco ją zaskoczyło. Choć drgnęła, chcąc uskoczyć w bok, terminator był szybszy. Wybił się z łap i skoczył w stronę srebrnego grzbietu, w który trafił! Obił przy tym nieznacznie mistrzyni okolice kręgosłupa, lecz poza tym niewiele więcej. Starsza kocica nadal stała pewnie na swoich nogach. To jakie następne posunięcie?
Mięta nie spodziewała się tak szybkiej reakcji Przebiśniega. Choć próbowała uskoczyć, młody kocur był zdecydowanie szybszy. Miał przy tym przewagę, jaką był element zaskoczenia. Poczuła więc jego łapy na swoim grzbiecie, a uderzenie ją zabolało. Nie zamierzała jednak się poddawać! Nadal chciała uciec, zamierzała więc zrobić długi, niski sus w przód. Na razie chciała trochę Przebiśniega zmęczyć, a także zobaczyć jego reakcję.
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
No cóż, nie zamierzał czekać i dawać jej jakiejkolwiek przewagi - choćby tej na przygotowanie się do walki! Zamierzał zaatakować jak najszybciej, coby wytrącić ją z równowagi i samemu zdobyć przewagę. No i w miarę mu to wyszło, albowiem jego atak zadziałał - no prawie. Bo co prawda, kotka nie straciła jakoś spektakularnie równowagi, nie zaburzył jej życia w ten sposób, ale hej, przynajmniej ją uderzył, nie? A to już progres. A gdy jego atak się udał, nie zamierzał dawać mistrzyni dużo czasu tylko skoczył w jej stronę, by zamachnąć się łapą na jej szyję - w końcu wrażliwy punkt nie? Chociaż ta akurat robiła sus w przód, więc czy dosięgnął?
Terminator ponownie miał okazję zaskoczyć swoją mistrzynię, jednak dwójka znalazła się w tak niefortunnym położeniu, że ciężko było cokolwiek wykombinować. Czarno-biały kocur jednak znalazł wyjścia - zamachnięcie się łapą w stronę szyi srebrnej wojowniczki. Cóż, niewiele by to dało, jednak satysfakcję Przebiśnieg mógł odczuć, bo zdołał pacnąć przyszywaną ciotkę w bok szyi, zanim ta odskoczyła w przód na długość ogona.
Gdy odskakiwała, poczuła pacnięcie na swojej szyi. No proszę, Przebiśnieg i w ten sposób ją zaskoczył, ciekawie. Mięta jednak oddaliła się trochę od niego, co mogło im obojgu dać lepsze pole do popisów. Odwróciła się w stronę terminatora, po czym chciała zbliżyć się do niego, a przy okazji teraz chciała przypuścić pierwszy atak - łapą celowała w przednie łapy kocurka.
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
No cóż, zadziałał szybko, chcąc ją chociaż faktycznie pacnąć, gdy spróbowała mu uciec, co nawet że mu się udało! No proszę. Od razu po ataku cofnął się nieco, stając na ugiętych łapach i czekając na to, co zrobi Mięta, równocześnie samemu planując kolejny atak. Widząc, że odwraca się w jego stronę nie zastanawiając się długo, sypnął piachem tak, by ten trafił jej do oczu i skutecznie ją oślepił, i nawet nie patrząc, czy to zadziałało, sam rzucił się w jej stronę, celując nieco wyżej, niż wojowniczka - w klatkę piersiową, tam, gdzie zaczynała się szyja.
Wzbity przez Przebiśniega piach niestety nie poleciał zbyt daleko. Trafił w niewielkiej ilości w pysk wojowniczki,a do jej oczu nie dostało się właściwie żadne ziarenko. Czarny kocur słusznie jednak nie czekał na wynik tej akcji, bo kiedy wojowniczka zamachnęła się na jego łapy, ten swoim ruchem skutecznie ominął ciosu, a sam trafił w szyję wojowniczki. Nic wielkiego jej nie zrobił, może tylko nabił siniaka, ale trafił!
Mięta aż sapnęła, kiedy poczuła łapy Przebiśniega na swojej klatce piersiowej, a właściwie już na szyi. Przebiśnieg był szybki i strasznie zawzięty, co w tej walce działało tylko na jego plus! Mięta jednak nie zamierzała mu dać wygrać tak łatwo. Korzystając z tego, że byli blisko siebie, wojowniczka zdecydowała się sięgnąć i chwycić w zęby delikatnie ucho przyszywanego siostrzeńca.
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Co prawda, atak piachem nie był zbyt efektywny, albowiem ten nawet nie doleciał tam, gdzie czarno-biały chciał, by doleciał. Na szczęście, to co zrobił później już opłaciło mu się o wiele bardziej, albowiem gdy tylko skoczył w stronę szylkretowej wojowniczki nie dość, że zdołał, przypadkiem zupełnym, ominąć jej atak, to jeszcze udało mu się samemu uderzyć w nią łapami, co odkrył z zaskakującą dumą z samego siebie. Walczył po raz pierwszy, a czuł się, jakby już był w tym mistrzem - ale co się dziwić, w końcu on we wszystkim, za co się zabierze, był wręcz wyśmienity, ha. W każdym razie, gdy tylko opadł na ziemię, rzucił się ponownie w stronę wojowniczki, obracając się szybko na tylnych łapach i skacząc na jej grzbiet, delikatnie, ale tylko delikatnie, wysuwając pazury żeby wczepić się w jej długą sierść.
Czy Przebiśnieg mógł już nazywać się mistrzem? Nieco wątpliwie, w końcu walczył z wojownikiem tak naprawdę po raz pierwszy odkąd poznał bardziej teorię walki. Myślał jednak błyskawicznie i szukał różnych okazji na atak, co się na tę chwilę opłacało.
Tym razem to jednak Miętowy Pąk była szybsza, głównie dlatego, że zdecydowała się na prostszy manewr - wyciągnęła szyję i schwyciła czarne ucho terminatora między zęby, by po chwili je puścić, ale jednak przy tym delikatnie je uszczypnęła. Sam Przebiśnieg zaś odwrócił się na tylnych łapach i skoczył ku wojowniczce, jednak nie zrealizował swojego planu. Upadł za nisko i jedyne co mu się udało, to oprzeć przednie łapy o bok wojowniczki.
Mięta musiała przyznać, że w starciu z nią, jednak doświadczoną wojowniczką Przebiśnieg spisywał się znakomicie. Oczywiście nie oczekiwała cudów od młodego terminatora, bo to by się mijało z celem, Przebiśnieg był jednak pomysłowy i szybki. Także był pewny siebie, co było ważne przy walce, jednak czasem zbytnia pewność siebie mogła kocurka zgubić. Tym razem jednak to jej się udało chwycić ucho syna Lśniącej Sadzawki nawet nieco mocniej, niż zamierzała, jednak zaraz je wypuściła, Przebiśnieg zaś oparł łapy o jej bok. Mięta chciała więc odskoczyć w bok przeciwny do tego, o który opierał się terminator, by w ten sposób uniknąć ewentualnej kontynuacji ataku.
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Pf, ależ on był faktycznie mistrzem! W końcu, walczył właśnie z wojowniczką i wcale nie szło mu najgorzej, ba, zdołał ją parę razy uderzyć, a więc można powiedzieć, że urodził się jako wojownik, nie? A i owszem, mhm. Co prawda, Miętowy Pąk zdołała go capnąć w ucho, na co ten syknął cicho, nie z bólu, a z irytacji, że udało jej się go sięgnąć, podczas gdy jemu atak nie wyszedł. Dosłownie przez uderzenie serca chciał go powtórzyć, ale uznał, że szylkretka będzie spodziewać się tego konkretnego ataku, więc zatrzymał się dosłownie na chwilę, wpatrując się w ten grzbiet uparcie, by po chwili skoczyć do przodu - ale nie w stronę grzbietu, na który uparcie patrzył, a w stronę pyska kocicy, by tam wylądował jego cios łapą. Bez pazurów, oczywiście.
Ależ to była zawzięta akcja! Choć Przebiśniegowi nie wszystko wychodziło tak, jak zaplanował, to jednak nie poddawał się i wymyślał coraz to nowsze pomysły, by zaskoczyć swoją konkurentkę. Teraz zdążył podnieść łapę ponownie na nią, jednak ruszył do ataku kiedy już szarpnęła ciałem, by zrobić unik, więc jego łapa jedynie przejechała po pysku Mięty, gładząc ją po boku.
- Okej, myślę, że wystarczy. - mruknęła szylkretka szybko, kiedy odsunęła się od Przebiśniega i przy okazji poczuła jego łapę na swoim pysku. Stanęła przodem do terminatora i obdarzyła go delikatnym uśmiechem. - To była świetna walka jak na pierwszy raz! Miałeś świetne pomysły. - pochwaliła kocurka. Uważała, że ta pochwała w pełni mu przysługuje! - Masz jakieś pytania albo uwagi co do tego?
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Już napinał mięśnie, by poprawić swój błąd, gdy kocica przerwała ich mały pojedynek, stwierdzając, że póki co to na tyle. No cóż, on bardzo chętnie dalej by walczył, ale powstrzymał się od kolejnego ataku, cofając się o krok i wydmuchując powietrze przez nos. Uśmiechnął się delikatnie, słysząc że poradził sobie świetnie. No oczywiście, że sobie dobrze poradził, w końcu był jednym z lepszych wojowników, będąc terminatorem. Czy to ma sens? Nie, ale w jego głowie - jak najbardziej. Pochlebiało mu, że kocica to zauważyła, że bardzo dobrze walczy i nawet go pochwaliła, chociaż i bez tego wiedział że jest najlepszy z najlepszych, mhm!
- Nie mam - odparł luźno, machając delikatnie ogonem na boki. Nie miał pytań, przecież był, ha, mistrzem w walce, jakże miałby więc mieć jakiekolwiek pytania? Uwag też nie, o dziwo.
O dziwo! Cóż, dobrze sobie poradził, a Miętowy Pąk widziała, że kocur myśli nad tym, co robi. Niewiele więcej mogła od niego wymagać, bo właściwie jedyne, czego mu brakowało, to doświadczenia, a tego na samym tylko treningu nie nadrobi, to przyjdzie z czasem. Kiwnęła teraz więc głową i uśmiechnęła się szeroko do kocurka, a potem ruszyła z nim do obozu, obwieszczając koniec tego dnia treningu.
* * *
Kolejny dzień, a więc i kolejny trening z Przebiśniegową Łapą. Mięta jak zwykle zjawiła się na Wyjących Wzgórzach niewiele przed czasem i przycupnęła na jednym z pagórków, owijając sobie ogon wokół łap. Wszystkie praktyczne rzeczy mieli przerobione, przyszedł więc czas na wyraźnie nie lubianą przez Przebiśniega teorię. Srebrna kocica nieco się tego obawiała, bo bała się, że kocur może robić jakieś problemy, jednak Przebiśnieg na pewno był świadomy, że bez tej wiedzy nie będzie mianowany wojownikiem. Ale Mięta postara się, żeby nie było nudno, o nie! Podczas rozmawiania o wszystkim jednocześnie chciała zabrać go na spacer po okolicy, po granicach, może chociaż to mu wynagrodzi ogrom teorii.
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
No cóż, większych problemów odnośnie teorii robić nie zamierzał, bo faktycznie był świadomy tego, że musi to wszystko przerobić, by w ogóle zostać kiedykolwiek wojownikiem, ale z drugiej strony nie zamierzał też być w całości spokojny, jak to on zresztą. Trochę pomarudzić, trochę ponarzekać, trochę poprzeszkadzać swoimi docinkami, ale w zasadzie - nie robić większych problemów, by mieć to w końcu za sobą.
No, w każdym razie, przyszedł idealnie na czas, chociaż Miętowy Pąk była już na miejscu. Widocznie przyszła nieco przed czasem. Och, raczej podejrzewałby że byłoby na odwrót, że to on przyjdzie pierwszy, a ona dojdzie, bo on przyszedł sporo przed czasem, podekscytowany na myśl o treningu. Ale nie. Bo spodziewał się, każdego dnia, że mogą w końcu przystąpić do teorii. Więc niespecjalnie pałał takim entuzjazmem, jak jeszcze parę księżyców temu i nie spieszyło mu się aż tak bardzo, by zjawić się na treningu. No, ale niestety, zjawić się musiał, bo pewnie szylkretowa kocica nie powiedziałaby Porywistej Gwieździe, że no, ogólnie jej terminator to już skończył trening i ogólnie jest tak zacny, że nie musi umieć teorii, bo jest wybitny w praktyce, a ogólnie teoria to syf i powinni przestać tego uczyć terminatorów, bo to zbędne utrudnienie życia. Mhm.
Podszedł do mistrzyni, skinął jej krótko głową i przystanął niedaleko, nawet nie siadając i zastanawiając się co będą dzisiaj robić.
Mięta na widok Przebiśniegowej Łapy uśmiechnęła się; siedziała jednak na miejscu, dopóki kocur do niej nie dołączył, w bardziej ponurym nastroju, niż zwykle. To jednak nie zepsuło jej pogodnego nastawienia, wiedziała bowiem, że Przebiśnieg nie przepadał za teorią. To był jednak obowiązkowy punkt treningu, nie mogli go więc pominąć.
- Dzień dobry, Przebiśniegu. - zamruczała, kiedy syn Lśniącej Sadzawki przystanął, sama zaś podniosła się na łapy. - Wiesz, co dziś robimy, prawda? Przejdziemy się dookoła granic, a przy okazji powiem ci to, co musisz wiedzieć o kodeksie, rangach i przywódcach w innych klanach. - wyjaśniła i tak pokrótce, po czym podjęła marsz powolnym krokiem.
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Westchnął cierpiętniczo słysząc, że będą robić to, czego najbardziej się obawiał - gadać o teorii. Nawet to, że w międzyczasie przejdą się po terenach, więc będzie chociaż coś do oglądania niespecjalnie go podniecał w tym przypadku. O wiele bardziej wolał naukę praktyki - polowanie, walka, żeby mógł się robić coraz lepszy w tych tematach. Ale, no co zrobisz, jak nic nie zrobisz, samą walką i polowaniami terminator nie żyje, a szkoda. W czym mu się bowiem przyda wiedza kto gdzie pełni jakąkolwiek funkcję? Ważne że wiedział jak to jest w wichrze, prawda? Skinął jednak krótko głową, po czym ruszył za przybraną ciotką z cierpiętniczą miną i opuszczonym ogonem, który ciągnął się za nim po ziemi, gdy to terminator szedł łapa za łapą za mistrzynią, czekając aż zacznie się cyrk na kółkach. Przy okazji miał do niej nieco pytań, ale zastanawiał się co będzie pierwsze, no i czekał na sposobność by je zadać. Jednak jeśli mieli zacząć od rang to... NUDY.