Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Słysząc pytanie Płotki, pokręciła głową i parsknęła pod nosem w rozbawieniu. Odgryźć? RYBA? Dobry żart. Mogłaby sobie spróbować, ale dobrze by na tym nie wyszła, heh.
– A gdzie tam, rryby są żałosne. Nawet ślad ci po tym nie zostanie, może cię co najwyżej trrochę połaskotać, czy coś – stwierdziła. Ryby nie miały takich zębów jak chociażby gryzonie, a więc nie było się co martwić. Nawet ich skubanie było takie, że w sumie prawie się go nie czuło. A ponieważ Płotkowa Łapa innych ciekawych pytań już raczej nie miała, Chaber odsunęła się i dała jej pole do popisu. Oby trafiła się jej jakaś gruba ryba.
Przez jakiś czas nic się nie działo, a żadnych ryb – małych czy też dużych – w pobliżu nie było. W końcu jednak cierpliwość Płotki popłaciła, a kotka mogła zobaczyć, jak pod wodą lśnią łuski jakiejś ryby. Był to leszcz, który przez chwilę kręcił się w pobliżu, stopniowo zbliżając się do Płotkowej Łapy, aby w końcu lekko skubnąć ją w ogon. To był czas, żeby działać.
Księżyce: 126
Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*]
Płeć: kotka
Matka: Wydmowy Wiatr [*]
Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*]
Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126
Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*]
Płeć: kotka
Matka: Wydmowy Wiatr [*]
Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*]
Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Słowa mistrzyni trochę ją uspokoiły, ale wciąż jakoś najbardziej chętna do tego nie była. Poza tym samo czekanie na rybki trwało dość... Długo. I w przeciwieństwie do łapania zwierzyny lądowej, przy łowieniu ryb trzeba było być cicho i się nie ruszać co było trochę nudne. Teraz zdecydowanie bardziej będzie doceniać każdą rybkę leżącą na stosie.
Ale w końcu, jakaś ryba się trafiła i to nawet spora... Niestety nie miała pojęcia, jaki to gatunek, zupełnie się na tym nie znała. Tak więc wciąż starając się nie rzucać cienia na wodę i siedząc, najciszej jak potrafiła, wyczekiwała, aż łaskawie nieświadoma rybka podpłynie do Terminatorki. Trochę się stresowała, będąc w tym całym bezruchu, bo gdyby leszcz jakoś nagle wyskoczył, zapewne dostałaby zawału. Gdy w końcu ryba podpłynęła wystarczająco blisko i skubnęła fałszywą zdobycz, kotka natychmiastowo zareagowała, robiąc zamach łapą, by szybko wybić zwierzynę, zanim ta zdąży odpłynąć. Gdyby jej się udało, rzuciłaby się na miotającą zdobycz i jak najszybciej dobiła.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Płotkowa Łapa zachowała ostrożność i nie zapominała o zasadach, nawet kiedy już miała rybę na widoku. Dzięki temu udało jej się doczekać odpowiedniego momentu, aby chwycić rybę pazurami i wyciągnąć ją prosto na brzeg. Co prawda ryba walczyła, miotała się i próbowała jak najszybciej wrócić do wody, ale Płotka była jeszcze szybsza i z łatwością ją dobiła.
A wtedy Niedźwiedzica podeszła do niej z zadowolonym uśmiechem. Mogłaby jej kazać ślęczeć nad tym brzegiem i łowić te rybki, bla, bla, ale to byłoby NUDNE. Łowienie było proste, zasad było mało i właściwie to głównie się siedziało, a ryby nie były nawet aż takie smaczne, pff. Dlatego też uznała, że tyle jak najbardziej starczy.
– Jak wrrażenia? Nudno i mokrro, nie? – spytała z rozbawieniem. – Nie będziemy marrrnować czasu na siedzenie nad rzeką. Łowienie rrryb nie jest skomplikowane, tyle mi starrrczy, żeby wiedzieć, że umiesz. Cho, zbierzemy rrresztę twoich zdobyczy i pójdziemy do obozu – powiedziała. Po drodze Płotkowa Łapa miała jeszcze czas na zadanie ewentualnych pytań, a jak nie... to nie, no.
/jeżeli płotka nie ma pytań, możesz zacząć nowy dzień :lgbt:
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Księżyce: 126
Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*]
Płeć: kotka
Matka: Wydmowy Wiatr [*]
Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*]
Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126
Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*]
Płeć: kotka
Matka: Wydmowy Wiatr [*]
Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*]
Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Nie odgryzło jej ogona sukces! Było zupełnie, jak mistrzyni powiedziała, rybka skubnęła i tyle z niej było hah. Może nie było tak źle, aleee wciąż wolała polować na jakieś myszy czy wróbelki, o ile nie uciekają przed nią. Dalej będzie źle wspominać tę gałązkę.
- I ślisko... - Dodała, spoglądając na rybę. Dobijanie jej było dość nieprzyjemne, szczególnie gdy się mocno miotała. Na szczęście mistrzyni zadecydowała, że będzie to tyle z łowienia. - Ja biorę wróbla i żabę - Dodała od razu, słysząc, że trzeba zabrać zwierzynę ze sobą. Nie chciało jej się ciągnąć tego całego leszcza, bo zapewne wyślizgiwałby się jej z pyska, albo... Po prostu nie chciało jej się taszczyć tej całej ryby. Była zapewne ciężka i by musiała cały wieczór spędzić, na wylizywaniu śluzu z futerka. Poza tym mistrzyni była silniejsza, więc zapewne by jej to lepiej poszło. Następnie ruszyła za mentorką, po drodze zbierając zakopaną zwierzynę. W międzyczasie trochę pytała o gatunki ryb, ale trudno się mówiło, trzymając w pysku aż dwie zdobycze.
***
Przez następne dni kotka wraz z mistrzynią ćwiczyła polowanie zwierzyny lądowej, jak i wodnej. Oczywiście częściej na jakieś gryzonie, niż na ryby, bo to drugie było nudne i... obślizgłe. Plus wciąż lekko się martwiła o swój ogon, ale to szczegół.
Tak więc nastał kolejny piękny dzień treningu. Na niebie były tylko nieliczne chmury, a więc wręcz idealna pogoda na trening. Dzisiejszej lekcji o dziwno znów była pierwsza... dziwne. Zapewne przyszła trochę za wcześnie, tak więc, zanim mistrzyni przyszła Płotka po prostu się położyła. Skoro może się położyć na miękkiej trawie, to czemu ma nie skorzystać. Oczywiście nie miała zamiaru spać, ciągle rozglądała się czujnie po otoczeniu, tylko... Tak było jej wygodniej.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
– Prrawda? Rrryby są obleśne, norrrmalne polowanie jest znaaacznie ciekawsze i fajniejsze – stwierdziła, uśmiechając się lekko. Krew i błoto były lepsze niż jakieś tam, meh, śliskie i mokre coś. Jeszcze te wszystkie łuski, ten smród, te ości... Łowienie ryb mogło być co NAJWYŻEJ popisem, bo Niedźwiedzica nie lubiła się moczyć tylko dla takiego, ugh, niesmacznego posiłku. Mogła przynieść nawet i dwadzieścia piszczków, byleby nie łowić, fu. Słysząc następne słowa Płotki, zmarszczyła brwi. – Ej, zarrraz, nie tak prrędko, weź tego... Ech. Dobrra, poniosę za ciebie tę rrrybę, bo jestem MIŁA, a ty się dobrze spisałaś, ale następnym rrazem sama bierzesz swoje rrryby – fuknęła z rozbawieniem, a potem chwyciła tego nieszczęsnego leszcza i razem z Płotkową Łapą ruszyła po jej poprzednie zdobycze, a następnie do obozu.
***
Niedźwiedziemu Kłowi zazwyczaj nie chciało się przychodzić za wcześnie. Nawet jeśli nie można jej było nazwać LENIWĄ, to szanowała sobie swój czas. Kolejny raz pojawiła się więc po Płotce, huh. Nie, żeby miała coś przeciwko temu. Dobrze było widzieć, że jej terminatorka stawia się na miejscu na czas i się nie spóźnia. Chaber nie lubiła spóźnialstwa. BARDZO nie lubiła spóźnialstwa. Kiedy więc zastała swoją terminatorkę o czasie, posłała jej zadowolony uśmiech i kiwnęła łbem na powitanie.
– Cze, Płotka. Dzisiaj się trrochę przejdziemy... i pogadamy o nudnej teorrrii, bo w sumie tylko to nam zostało – powiedziała. Z jednej strony teoria była okropnie nudna, a z drugiej cieszyła się, że kolejny trening zmierzał ku końcowi. Mimo początkowej niewiedzy, Płotka z pewnością będzie SUPER wojowniczką. Może nie tak super jak Czereśnia, ale była zaraz za nią w rankingu, hmpf. Ruszyła więc w stronę Wilgotnych Skałek. – Dobrra, to tak na początek, co wiesz o Kodeksie i, ee, jak myślisz, jakie zasady mogą w nim być? – spytała.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Księżyce: 126
Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*]
Płeć: kotka
Matka: Wydmowy Wiatr [*]
Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*]
Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126
Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*]
Płeć: kotka
Matka: Wydmowy Wiatr [*]
Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*]
Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Zdążyła dostrzec mistrzynie, zanim ta podeszła do niej. Następnie szybko z szacunku do niej wstała z trawy. Bo jakby to wyglądało, gdyby Płotka ciągle się wylegiwała. Rozciągnęła się, przy okazji rozprostowując łapy, lecz nie ziewając, bo w sumie mistrzyni aż tak długo nie było, by zdążyła się znudzić. - Dzień dobry - odpowiedziała na przywitanie, odwzajemniając uśmiech mentorki. Po przywitaniu usłyszała dość nieprzyjemną wiadomość, a mianowicie... Zaczynają kolejny rozdział o teorii. Nudnej teorii. Na początku treningu też jej trochę było, ale wtedy była wymieszana z poznawaniem terenów, więc obstawia, że ta dzisiejsza będzie gorsza. Następnie ruszyła tuż obok mistrzyni, w stronę wilgotnych skałek.
- Ważne - odpowiedziała natychmiastowo, bo szczerze nie znała ani jednej zasady z tego kodeksu... chyba. - Na pewno takie, które usprawniają życie w klanie - dodała po krótkiej chwili zastanowienia i w sumie tyle na razie wymyśliła, uhh. Lekko schyliła głowę, pokazując, że nie zna żadnych konkretnych zasad.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Na szczęście Kodeks był NIECO ciekawszy niż gadanina o rangach, innych klanach i tak dalej, ale paplanie bez działania wciąż było dla Niedźwiedzicy OKROPNIE nudne. Nie do końca miała ochotę się w to bawić i żałowała, że nie wplatała drobnych części Kodeksu wcześniej, żeby teraz mieć mniej do roboty, ale pocieszała ją myśl, że jak już przez to przebrną, to będą miały załatwione WSZYSTKO, a ona wytrenuje kolejnego terminatora. No i Płotka całkiem zasługiwała na imię wojowniczki, a więc skończenie z nią treningu szybko wydawało jej się dobrą opcją.
– Aha, w skrrócie można tak to ująć. – Ważne, usprawniające życie w klanie, taa, zdecydowanie, ale było tego znacznie więcej. Nie przeszkadzało jej w sumie to, że Płotka za dużo o Kodeksie nie wiedziała. Nie dziwiła jej się. Kodeks był nudny, a skoro zostało im tylko to z całego materiału treningowego, to mogła jej wybaczyć. – Są zasady, którrre rrregulują życie w klanie. Takie, którrre towarzyszą nam na co dzień. Są takie, którrre mówią trrochę o stosunkach między klanami. Jest dużo o rrrangach, grranicach i w ogóle. Będziemy je omawiać w taki sposób, że ja ci będę mówić zasady Kodeksu, a ty odpowiadać, jak je interrrprretujesz, dobrra? – poleciła. – Pierrrwsze dwie zasady to brroń swojego klanu nawet kosztem własnego życia. Możesz zawierrrać przyjaźnie poza klanem, ale twoja lojalność musi pozostać przy własnym klanie, kiedy pewnego dnia przyjdzie ci walczyć z przyjacielem. Orrraz nie poluj i nie wstępuj na terrreny innego klanu. Jak myślisz, dlaczego te zasady są takie ważne? – zapytała.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Księżyce: 126
Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*]
Płeć: kotka
Matka: Wydmowy Wiatr [*]
Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*]
Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126
Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*]
Płeć: kotka
Matka: Wydmowy Wiatr [*]
Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*]
Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Dla Płotki kodeks i tak był nudniejszy. No bo w końcu były to zasady, a zasady zazwyczaj były nudne. No przynajmniej tak je kojarzyła, choć poznanie kodeksu na pewno jej się przyda. Tym bardziej, gdy będzie miała zamiar zapuszczać się w okolice granic swojego klanu czy uczestniczyć w jakiejś ważnej walce.
Wysłuchała tego, co w skrócie jest omawiane w kodeksie i... To było dużo. Już samo streszczenie było trudne do zapamiętania, a co dopiero dokładny opis każdej z zasad, uh. Chociaż na początku treningu te wszystkie rangi, to też było dla niej dużo, ale jakoś sobie poradziła, więc na pewno też tutaj da radę. - Okej - odpowiedziała na pytanie mistrzyni na temat sposobu omawiania kodeksu. To będzie dość trudne zadanie, bo zapamiętać jakoś zapamięta, a interpretacja... Cóż to inna sprawa. Wysłuchała pierwszej i drugiej zasady. Na szczęście nie były one tak skomplikowane, jak myślała. Krótką chwilę zastanowiła się nad odpowiedzią dla mistrzyni.
- By nie było chaosu między klanami. Jeżeli nikt by nie był lojalny wobec klanu i łaził sobie, gdzie chce, zmieniał klan co wschód słońca, byłoby to nie do ogarnięcia przez przywódców. - odpowiedziała tyle, ile potrafiła.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Czy chciała, czy nie, prędzej czy później musiała ten Kodeks poznać, bo jednak były to zasady, zgodnie z którymi żyły wszystkie cztery klany. Bez tej wiedzy łatwo byłoby wplątać się w kłopoty, a Chaber nie mogła pozwolić, żeby JEJ terminatorka odwaliła jakieś głupoty, nie? Kto jak kto, ale ona była PORZĄDNYM mistrzem i nie zamierzała przepuścić przez trening kogokolwiek, kto mógłby w jakikolwiek sposób wyrządzić szkodę klanowi. Po prostu nie poszłaby do Czerwonej Gwiazdy i JUŻ, nie będzie się męczyła z kimś, z kogo nie da się nic skleić. Zresztą, gdyby uznała, że dla jakiegoś kota nie ma ratunku, to pewnie pofatygowałaby się do przywódczyni szybciej, żeby poprosić o kogoś PORZĄDNEGO, bo trenowanie frajerów byłoby stratą czasu. No, zakładając, że jej duma POZWALAŁABY jej przyznać się do tego, że ONA nie zrobi z kogoś wojownika. O to mogłoby być trochę ciężko.
– Ano, to też, ale przede wszystkim w tej pierrrwszej chodzi o to, że jako wojownik musisz być LOJALNA i twój klan powinien być prriorrrytetem. Wojownik nie powinien nawet myśleć o zmienianiu klanu. A wchodzenie i polowanie na terrrenie innego to krradnięcie im zwierzyny. Każdy klan ma swoje terrrytorrrium i swoją zwierzynę, więc zabierrranie jakiemuś innemu byłoby niesprrawiedliwe – powiedziała. To, co powiedziała Płotka, miało sens, jednak nie było tym, o co głównie w tym wszystkim chodziło. W międzyczasie zdążyły dojść do Wilgotnych Skałek, a więc Niedźwiedzica zrobiła chwilę przerwy i kontynuowała mówienie dopiero po drugiej stronie. – Za moment zbliżmy się do grranicy z klanem Wichrru. Pewnie już czułaś trrochę ich zapach, jak pierrrwszy rrraz wzięłam ich na łowienie. To było całkiem blisko niej. Zanim przejdziemy do dalszych zasad, wiesz, kto w klanie Wichrru jest przywódcą, zastępcą, medykiem i terrrminatorrrem... a właściwie terrrminatorrrami medyka? – spytała.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Księżyce: 126
Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*]
Płeć: kotka
Matka: Wydmowy Wiatr [*]
Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*]
Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126
Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*]
Płeć: kotka
Matka: Wydmowy Wiatr [*]
Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*]
Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Płotka na razie nie miała w planach łamania zasad. Moooże je lekko naginała, ale to zupełnie co innego! Jako kociak wręcz uwielbiała próbować wszystkiego co zakazane, ucieczki z obozu, zwiedzanie świata, wspinanie się na najwyższe drzewa w klanie nie potrafiąc z nich zejść, ale teraz gdy mogła robić to legalnie... przeszło jej. Może to dzięki mistrzyni, że sprowadziła ją na dobre tory? Albo po prostu z tego wyrosła? Kto wie.
Prawie trafiła z odpowiedzią albo po części? Ważne, że była blisko, z czego się ucieszyła. W sumie odpowiedź mistrzyni była lepsza niż ta Płotki. No przynajmniej młodej kotce się ona bardziej podobała. Dlaczego? Była w niej mowa o lojalności, czy niesprawiedliwości co już samo w sobie brzmiało ciekawie. Tuż po tym dotarły za wilgotne skałki, tuż przy granicy z klanem Wichru. Gdy mistrzyni powiedziała o zapachu, lekko się zaciąga i rzeczywiście. To ten sam zapach, który czuła na swym pierwszym łowieniu. Wcześniej nie zwróciła na niego aż takiej uwagi, ale zapach zdążyła dobrze zapamiętać.
- Przywódcą jest Malinowa Gwiazda, Zastępcą Sokoli Cień, medykiem Lśniąca Sadzawka, a terminatorami Krwawnikowa Łapa i Olchowa Łapa - wyrecytowała. Przerabiały to bardzo dokładnie na początku treningu, więc można był powiedzieć, że wyryła to sobie w pamięci. Może mądrością nie grzeszyła, ale pamięć co jak co miała dość dobrą. No, chyba że chodziło o imiona, ale to inna kwestia.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Niedźwiedzi Kieł też dawniej mało robiła sobie z zasad. Ba, właściwie to dalej zasady były dla niej drugorzędne, bo przede wszystkim postępowała według swojego WŁASNEGO kodeksu, który był dla niej ważniejszy niż jakieś tam formułki. W końcu, no, ktokolwiek je tam stworzył, nie mógł przewidzieć WSZYSTKICH opcji. Póki było jej po drodze z tym, co mówił Kodeks, nie miała zamiaru łamać prawa w żaden sposób, bo nie ciągnęło jej do bawienia się w jakiegoś złego chochlika, ale gdyby uznała coś za głupie, to chętnie by to zademonstrowała, hmpf. Tymczasem jednak była stosunkowo grzeczną wojowniczką, która w dodatku została zatrudniona do ustawiania tych mniej grzecznych, jak Kleszczowa Łapa. Przynajmniej z Płotkową Łapą nie było takich problemów.
– Ta, tak było, jak zaczynałyśmy trrening, ale niedawno się pozmieniało. Malinowa Gwiazda zrrezygnowała z bycia przywódcą, a Sokoli Cień z bycia zastępcą, więc terrraz przywódcą jest Porrrywista Gwiazda, a zastępczynią Lawendowy Kwiat. W innych klanach nic się nie pozmieniało, no, poza tym, że Szczypiąca Łapa z Cienia skończył trrening i jest Szczypiącym Mrrozem – poprawiła, a że do tego czasu zdążyły się już znaleźć przy granicy, która wcale daleko nie była, Niedźwiadka odbiła w bok, żeby nie naruszać terenów Wichru i udać się w stronę Czterech Dębów. – Uważaj. Grranice nie są tutaj tak wyrrraźne jak Szarrre Brzozy, trzeba patrzeć po zapachu, czy nie zaszło się za daleko. A terrraz wrracamy do Kodeksu. Następne trzy zasady dotyczą polowania. Starrrszyzna i kocięta muszą zostać nakarrrmieni przed terrrminatorrrami i wojownikami. Terrrminatorrrom nie wolno jeść bez pozwolenia, dopóki nie zapolują, żeby nakarrrmić starrrszyznę. Zwierzyna zabijana jest tylko po to, żeby się nią pożywić. Podziękuj Gwiezdnemu Klanowi za jej życie. Wyjaśnij mi, dlaczego starrrrszyzna i kocięta mają pierrrwszeństwo i dlaczego to akurrrat terrrminatorzy polują, zanim zjedzą. Oczywiście dotyczy to tylko tych, którzy już przerrrabiali polowanie na trreningu. O, no i jak rrozumiesz to o dziękowaniu Gwiezdnym – poleciła.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Księżyce: 126
Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*]
Płeć: kotka
Matka: Wydmowy Wiatr [*]
Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*]
Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126
Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*]
Płeć: kotka
Matka: Wydmowy Wiatr [*]
Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*]
Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
No i super teraz musi od nowa zapamiętywać te wszystkie imiona uhh... Chociaż zapamiętała wcześniej, to i teraz sobie poradzi. - Co się dzieje z życiami, gdy ktoś rezygnuje z bycia przywódcą. Na przykład stracił dwa życia i ma teraz siedem. I co się dzieje z tymi życiami? Skoro zużył dwa, to nie powinien umrzeć po oddaniu rangi? Czy zostaje mu tylko jedno? - Nie kojarzyła, by mistrzyni mówiła o tym na ich treningu, ale słysząc, że Malinowa Gwiazda zrezygnowała z przywództwa, jakoś w jej głowie zrodziło się to pytanie.
Tym bliżej docierały do granicy, tym bardziej wyczuwała zapach innego klanu. Było to niczym jakaś przeźroczysta bariera, dziwna bariera. Odbiła w bok, wciąż idąc tuż przy mistrzyni i wysłuchując jej. Pierwszy punk z wymienionych znała, bo w sumie po tym, jak przerobiła teorię polowania, zaczął ją obowiązywać, a dwóch pozostałych to najwyżej mogła się domyślać. - Bo kocięta są przyszłością klanu, a starszyzna to zasłużone koty. Terminatorzy muszą nakarmić starszyznę... w tamach wdzięczności za ich ciężką pracę dla klanu? Bo gdyby każdy polował dla siebie, wszyscy w starszyźnie by byli wygłodzeni. A czemu tylko terminatorzy muszą to robić, to nie wiem. Co do zwierzyny... Gdyby każdy se polował dla samego polowania, w lesie nie byłoby zwierzyny i po czasie powstałby problem ze znalezieniem jej. A musimy dziękować, bo zwierzyna również żyje? W sensie może nie jest tak mądra, jak my, ale na pewno czuła ból i to tak w ramach szacunku dla tej zwierzyny, nie wiem. - odpowiedziała, próbując wymyślić, tyle ile mogła.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
No, teraz przynajmniej miała tylko trzy imiona do zapamiętania, a nie, yy, więcej. Chaber nie chciało się liczyć, ile tamtego konkretnie było, ale w każdym razie za pierwszym razem sporo więcej. Skoro Płotka pamiętała Wicher, to założyła, że resztę też pamięta, a nic się nie zmieniło, więc na razie mogła zostawić temat. Były rzeczy ważne i ważniejsze, a ważniejszą była w tej chwili nauka Kodeksu, żeby Płotkowa Łapa mogła wkrótce zostać KOLEJNĄ dobrą wojowniczką, którą wytrenowała, no.
– W sumie nie wiem, bo z bycia przywódcą, yy, nie powinno się rrrezygnować. Zakładam, że zabierrra się im te dodatkowe życia i zostają z jednym, ale nie było okazji, żeby się przekonać. I lepiej, żeby nie było, nie? Głupio tak rrezygnować z bycia Gwiazdą – stwierdziła. Nie miała pojęcia, czemu Malinowa Gwiazda się na to zdecydowała. Może i była stara, ale Czerwona Gwiazda też, a nie wycofywała się jak jakiś frajer, nie? Niedźwiadka uważała to za zwyczajnie GŁUPIE, ale... niech tam im będzie. Była w sumie ciekawa, kim był ten cały Porywista Gwiazda, skoro zrezygnowali i zastępca, i przywódca, ale pewnie szybko nie będzie miała okazji, żeby się przekonać.
– Poniekąd sama sobie odpowiedziałaś – wtrąciła, kiedy Płotka Łapa uznała, że nie wie, dlaczego to akurat terminatorzy mieli polować. – Częściowo kwestia szacunku i nauki szacunku, częściowo tego, że, no, mamy pewną hierrrarrrchię. Wiesz, tak jak terrrminatorzy muszą wymieniać mech w legowiskach, a wojownicy nie – dodała mimochodem. Ugh, bycie terminatorem było takie męczące! I nawet nie miało się porządnego imienia, tylko jakąś tam Łapę. Żenada. – A z tym dziękowaniem to ta, w sumie ta. W całej tej zasadzie chodzi o to, że życie zwierzyny to też życie i należy je szanować, bla, bla... Ale szczerze to chyba i tak mało kto o tym dziękowaniu Gwiezdnym pamięta – stwierdziła i wzruszyła ramionami. Kto tak w ogóle serio im dziękował? Bo na pewno nie ona. – Dobrra, zanim dojdziemy do Czterrrech Dębów, zdążymy sobie jeszcze coś omówić. Kolejne dwie zasady: kocię musi mieć przynajmniej sześć księżyców, by zostać terrrminatorrrem, orraz nowo pasowany wojownik musi odbyć milczące czuwanie przez jedną noc po cerrremonii. Jak myślisz, skąd taki wiek i po co to całe czuwanie? – spytała.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Księżyce: 126
Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*]
Płeć: kotka
Matka: Wydmowy Wiatr [*]
Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*]
Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126
Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*]
Płeć: kotka
Matka: Wydmowy Wiatr [*]
Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*]
Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Może i tylko trzy imiona, ale wciąż trzeba było je zapamiętać! Chociaż pewnie często będą jakieś zmiany we władzy klanów, więc będzie musiała takie zmiany zapamiętywać na bieżąco, szczególnie gdy zostanie mistrzem eh...
- Po co rezygnować, ma się dziewięć żyć, nie trzeba polować, wymyśla się imienia dla kotów, nie licząc obowiązków i tremy to super stanowisko. Te właśnie! Chciałabyś zostać przywódcą? Jak Czerwona Gwiazda zrezygnuje lub odejdzie. Niedźwiedzia Gwiazda! To by było dobre imie przywódcy, zapewne najfajniejsze wśród czterech klanów. - przyznała. No bo taka płomykówka, trzmiel, czy poryw były okej, ale niedźwiedź było silne! Mocne i tak dominowało nad innymi. Poza tym mogłaby się wtedy chwalić na lewo i prawo, że jej mistrzynią była gwiazda!
- Czekaj to wy tego nie musicie robić? Ja chce już ceremoniee. - No to teraz ma kolejny powód, by szybciej skończyć trening. Komu by się chciało być wiecznie terminatorem? Wojownik miał super imię, mógł se łazić gdzie chce, nie musiał słuchać się jakiegoś mistrza, dzielił legowisko z najstarszymi kotami w klanie, a ich obowiązki zapewne dało się zliczyć na palcach jednej łapy! Natomiast terminatorzy... Szkoda gadać. Oczywiście kotka nie odczuwała tak mocno tych wszystkich terminatorskich rzeczy, bo w sumie nigdy na własnej skórze nie doświadczyła bycia wojownikiem, więc nie miała do czego to porównać.
- Bo to chyba najlepszy wiek? Młodsze kociaki są dziecinne i za młode, więc by było ich trudno szkolić, a późniejszy wiek byłby za późny. W sensie te sześć księżyców to taki odpowiedni wiek, by zacząć naukę. A czuwanie... Nie wiem. Nie mogę nic wymyślić. - odpowiedziała. Krótką chwilę jeszcze myślała nad tym, dlaczego ma się odbyć to czuwanie, ale ostatecznie nic nie wymyśliła.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Ano, fakt, władze w klanach zmieniały się dość często. ZA często jak na standardy Chaber, bo sądziła, że dla wszystkich byłoby lepiej, gdyby nie było przekombinowywania, huh. Przywódcą powinno się być do śmierci, a tu proszę, Wicher nagle przywódcę stracił, bo sobie zrezygnował. Grom za to miał jakieś wieczne problemy z medykami... i dopiero niedługo później miały się one rozwiązać, ale jeszcze nie w tej czasoprzestrzeni.
– Co nie? Też tak sądzę! Niedźwiedź w porrrównaniu do jakichś płomykówek czy innych trzmieli... Mm. Kiedyś chciałam być przywódcą, ale tak terrraz sobie myślę, że bycie wojownikiem mi pasuje. W sensie, no, na pewno mam więcej wolności niż przywódcy, nie? – spytała i uśmiechnęła się lekko. Mogła latać po terenach niczyich do woli i nie musiała się martwić o jakieś tam ceremonie, kary i szczekających terminatorów. Pełna wolność, czilera i utopia. – Ale jakbym miała być przywódcą, to na pewno byłabym superrr i nie rrrezygnowałabym z byle powodu, pff. Nie wiem, co tam się dokładnie stało w Wichrze, ale takie zmiany są bez sensu – mruknęła i skrzywiła się lekko. Więcej chaosu, więcej babrania się z życiami i tak dalej. No i Gwiezdni pewnie też nie patrzyli na to jakoś super przychylnie, w końcu Kodeks stawiał sprawę jasno. Nie, żeby Chaber uznawała TAKIE łamanie Kodeksu za coś dużego, ale dziadki na Srebrnej Skórce pewnie już tak.
– No jasne, że nie? Wyobrrażasz sobie wojownika, którrry siedzi w kociarrrni i wymienia mech? Pff – parsknęła. Na słowa o ceremonii nic nie powiedziała, bo nie wiedziała w sumie, kiedy dokładnie wypadała ta następna, ale chciała spróbować wyrobić się z Płotką przed nią. I pewnie da radę, no bo jak to ONA miałaby nie dać rady?, ale lepiej nie obiecywać na zapas, tsk.
– Ta, ale nie chodzi tylko o dojrzałość, bo niektórzy w wieku sześciu księżyców wciąż są niedojrzali. A czasem nawet jak mają trzydzieści czy pięćdziesiąt księżyców, jak taki Trzaskający Mrróz, którrry dalej zachowuje się jakby miał trzy księżyce, albo Zachodzące Światło, którrra wiecznie fuka i się obrraża. Chodzi przede wszystkim o to, że w tym wieku koty są już... no, wyrrrośnięte. Po wieku sześciu księżyców w sumie nie rrrośnie się rrraczej dużo więcej – sprostowała. – A z czuwaniem to jest tak, że to w sumie głównie kwestia trradycji, ale mówi się też, że to czas dla wojownika na przemyślenie sobie swojej nowej rrangi i obowiązków, bla, bla – powiedziała. Była trochę sceptycznie nastawiona do tej zasady, bo jedna noc z frajera wojownika nie zrobi. Jak ktoś się nadawał, to nie potrzebował się zastanawiać, nie? Ale, heh, nie ona wymyślała tu zasady. W każdym razie w międzyczasie zdążyły dojść na pagórek, na którym znajdowały się Cztery Dęby, a więc Niedźwiadka stanęła na chwilę.
– To właśnie Czterrry Dęby. Tam za nimi jest klan Cienia, z którrrym bezpośrrednio nie grraniczymy, więc tylko tu czuć jego zapach z naszych terrrenów. A z tamtej strrony jest grranica z Grromem, wzdłuż którrrej zarrraz się przejdziemy. – Dała terminatorce jeszcze chwilę na oswojenie się z zapachem, a następnie ruszyła w stronę tej gromowej granicy. – Słyszałaś kiedyś o zgrromadzeniach? – zapytała po chwili.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew