A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Wojowniczka tak, jak zapowiedziała, czekała na swojego syna przy wyjściu z obozu rano. Konkretniej - ruda przybyła na miejsce, kiedy słońce zaczynało wschodzić. Wydma przemyślała to, czym się zajmą na treningu. I zdecydowała, że da wybór swojemu rudemu kociaków.
Usiadła po lewej stronie wyjścia, obierając się o ścianę obozu i czekając na to, aż Amurowa Łapa zjawi się na treningu. O ile to zrobi - chociaż wierzyła że przyjdzie. Mają dużo do zrobienia i lepiej zacząć od razu.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Pierwsze wrażenie z daleka to bez wątpienia kotka, z bliska już nie do końca. Posturę ma męską, nieco wyższe od przeciętnych kotów. Ma damskie rysy pyszczka z lekko skośnymi, kasztanowymi oczętami. Bujne, dobrze wypielęgnowane, długie rude futro z ciemniejszymi tygrysimi pręgami i bielą rozchodzącą się od pyska, do piersi i brzucha. Nie mogło zabraknąć oczywiście śnieżnych skarpetek na łapach!
Nieśmiałe, zamknięte w swoim świecie.
Miało przyjść, więc i przyszło, przedtem zamartwiając się przez pół nocy swoimi nowymi obowiązkami i tym, jak źle w nich wypadnie, a następną połowę nocy nie mogąc zasnąć przez ścisk, chrapanie innych kotów i gorąco panujące w legowisku terminatorów. Żałowało głęboko, że zdecydowało się tutaj spać, ażeby przypadkiem niczego nie pokręcić i na pewno rankiem znaleźć się w dobrym miejscu. Kiedy nadchodził świt, Amur, po przespaniu nieledwie godziny lub nawet mniej, postanowiło, że koniecznie znajdzie sobie własne miejsce odosobnienia, bo inaczej rychło oszaleje do reszty.
Całe szczęście, że matka była jego mistrzynią. Całe szczęście. Inny mistrz mógłby go zupełnie nie zrozumieć i zranić wrażliwe Amurze uszy swym krzykiem rozczarowania. Matka, wiedziało o tym, kochała je bez względu na jego dziwactwa. Nawet, jeżeli zawali wszystko, a przecież na pewno się tak stanie, będzie je kochała. Być może jako jedyna osoba na świecie.
Pojawiło się zatem, niezbyt wyspane i chore ze zmartwienia, o umówionej porze i podeszło do czekającej nań matki.
- Mamo - przywitało ją cichym, wysokim głosem, próbując odepchnąć myśli kłębiące się pod czaszką.
ButI didn't know how Sowe tookit in turns And tomy SURPRISE We foundmywords
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Ruda wolałaby, aby jej dzieci jednak spały przez większość nocy, zamiast myśleć nad czymś, co dopiero zostanie wyjawnione - lub wyjaśnione - na treningu. Gdyby więc wojowniczka i zarazem matka Amura wiedziała o tym, co jej rudy klon robił w nocy, pewnie zdecydowałaby się je odesłać do legowiska terminatorów, aby zyskało jeszcze parę godzin tak potrzebnego w młodym wieku snu.
Matka Amurowej Łapy przywitała je liźnięciem w czoło i miłym uśmiechem, zaraz potem odzywając się spokojnym głosem.
- Kochanie, wszystko dobrze? Mam wrażenie, że jesteś trochę niewyspany...e - zielonooka czasami nie była pewna, jak miała się do swojego biologicznie syna zwracać. Długowłosa córka Ubłoconej Mordki zdecydowała, że prosto z mostu, jeszcze na samym początku się Amura zapyta. W kociarni matka też nie była pewna, jednak udawało jej się obejść tę sytuację. Jednak teraz miała prowadzić trening swojego kociaka i musiała się upewnić, czy nie zrani jego uczuć w żaden sposób. - Amurku, mam... ci mówić jak do kocurka, do kotki czy jakoś inaczej? - zielonooka spojrzała jeszcze raz na pyszczek swego dziecka i dorzuciła jeszcze - Jak poszły nauki? Nauczyłeś się czegoś?
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Pierwsze wrażenie z daleka to bez wątpienia kotka, z bliska już nie do końca. Posturę ma męską, nieco wyższe od przeciętnych kotów. Ma damskie rysy pyszczka z lekko skośnymi, kasztanowymi oczętami. Bujne, dobrze wypielęgnowane, długie rude futro z ciemniejszymi tygrysimi pręgami i bielą rozchodzącą się od pyska, do piersi i brzucha. Nie mogło zabraknąć oczywiście śnieżnych skarpetek na łapach!
Nieśmiałe, zamknięte w swoim świecie.
Rozluźniło się, gdy matka polizała je po czole i uśmiechnęła się na powitanie; poczytało to sobie za dobrą wróżbę na resztę treningu. Mruknęło cicho z czułością, gdy jej język ślizgał się po jego czole, czyjąc jednocześnie ciepło w okolicy serca, jako że trójka jego zmyślonych, jedynych zarazem przyjaciół, zjawiła się przy nim, jak zwykle bezszelestnie wyłaniając się z niebytu. Będzie miało więcej odwagi w ich obecności.
- Tak... jest dobrze... - odpowiedziało cicho na pytanie matki, powstrzymując przy tym ziewnięcie i decydując się poszukać zaraz po treningu legowiska, w którym ono i jego koledzy będą mieli szansę się wyspać. Kolejne pytanie matki nieco je zaskoczyło; powodowane jednak podszeptem ze strony trójki, zaproponowało jej formę, którą stosowali w odniesieniu do niego. - Moi przyjaciele mówią o mnie: ono. Na przykład: zrobiło, wyspane. Ale Ty mów mi jak chcesz, mamo - dodało po chwili. Na wzmiankę o naukach lekko przygryzło wargę; Świetlik najwyraźniej straciła nim zainteresowanie po tym, jak ogłosiło, że jego ulubioną czynnością jest opowiadanie i słuchanie historii. - Nie, nic nie zdążyliśmy zrobić. Nie zdołaliśmy się spotkać więcej razy.
ButI didn't know how Sowe tookit in turns And tomy SURPRISE We foundmywords
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Kotka też się lepiej czuła. Po pierwsze - cieszyła się, że jej dziecko czuło się dobrze. Po drugie była szczęśliwa, bo przynajmniej mogła spędzić więcej czasu ze swoimi kociętami, cóż, przynajmniej jednym z nich.
Wiedziała, że rudzielec lubi słuchać opowieści i od tego zdecydowała się zacząć. Na rozmowie, na podzieleniu się z Amurem informacjami, których będzie potrzebowało, aby stać się prawdziwym kotem Klanu.
- Rozumiem, dobre. Jak mówisz o swoich przyjaciołach... przedstawisz mi ich? - zapytała. Oprócz treningu chciała ze swoim dzieckiem nawiązać lepszy kontakt. Zanim więc zaczną trening, wolała trochę porozmawiać z Amurową Łapą. A później zaproponować trochę informacji do przetworzenia i pomyślenia. Jak przykładowo Kod. Trochę smuciło ją, że Świetlikowy Zagajnik zaniedbała swojego ucznia. Ruda chciała przydzielić części swoich kociąt na nauczyciela mało znanego jej kota, aby się w nim poznać. I Świetlik zawiodła.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Pierwsze wrażenie z daleka to bez wątpienia kotka, z bliska już nie do końca. Posturę ma męską, nieco wyższe od przeciętnych kotów. Ma damskie rysy pyszczka z lekko skośnymi, kasztanowymi oczętami. Bujne, dobrze wypielęgnowane, długie rude futro z ciemniejszymi tygrysimi pręgami i bielą rozchodzącą się od pyska, do piersi i brzucha. Nie mogło zabraknąć oczywiście śnieżnych skarpetek na łapach!
Nieśmiałe, zamknięte w swoim świecie.
Rozchmurzyło się już niemal zupełnie, gdy matka zapytała je o przyjaciół; szaleniec uśmiechnął się i odwrócił się w stronę wymyślonej trójki. Byli tam, oczywiście, jak zawsze... Uniosło łapkę i wskazało w miejsce, gdzie widziało swoją gwardię.
- Oczywiście - rzekło prostodusznie i pogodnie. - To jest Przygoda, to Żylistek, a to Dziwak - wyjaśniało, wskazując łapką kolejno na nastroszoną kocicę, przejrzyste widmo i lewitującego kocura. Pierwszy raz otwarło swój zamknięty światek na innych i, chociaż nie było pewne, co ma o tym myśleć, to jednak chciało być pewne, że wszystko będzie dobrze. Matka by go nie skrzywdziła, prawda? - To wierni przyjaciele, są ze mną od kilku księżyców i bardzo mi z nimi dobrze - dodało z nieśmiałym uśmiechem. - Czy mogą być z nami na treningu? Nie dostali swoich mistrzów, a na pewno nie będą nam przeszkadzać - rzekło jeszcze. Nie chciałoby, żeby matka kazała jego kolegom wracać do obozu, podczas gdy ono zgłębiałby tajniki wiedzy dostępnej tylko wojownikom.
ButI didn't know how Sowe tookit in turns And tomy SURPRISE We foundmywords
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Oh, jej kocięta miały podobnie bujną wyobraźnię jak ona! Wiatr w dzieciństwie też miała zmyślonego kolegę, Trzepotka. Wspomnienia te przypomniały jej się, gdy Amur przedstawiał...o swoją trójkę przyjaciół. Nie chciała niszczyć marzeń swego kocięcia i postanowiła nie mówić o tym, że niestety ich nie widzi. Ale Amur było mądre i z pewnością da sobie z tym radę, i zda sobie z tego sprawę.
Na propozycję pozostania niewidzialnych przyjaciół Amurowej Łapy kotka kiwnęła głową. Pewnie, że mogą zostać, towarzystwo się przyda. Może nie przeprowadzi z nimi sparingu, ale myślenie m, że ma się kogoś otaczającego cię zawsze wojowniczkę podnosiło na duchu. Tak jak polowania w większą ilość osób.
- Zaczniemy od Gwiezdnego Klanu. Już dość trochę wam opowiadałam, pamiętasz coś z tego? - zapytala z lekkim sumie uśmiechem. Ten trening będzie miłą odskocznią od monotonnych dni i dodatkowo sprawi, że matka przybliży się do swojego kocięcia.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Amur przez parę księżyców było niezdolne do treningu. Było chore i leżało w lecznicy, dopiero jakiś czas pod śmierci medyczki... Jakimś sposobem w końcu wyzdrowiało. Wydma bardzo z tego faktu się cieszyła, mogła w końcu przekazać swojemu klonowi trochę wiedzy, gdyż nie posiadało praktycznie żadnej.
W sumie nie przerobili na treningu dosłownie nic. Ruda skończyła na pytaniu o Gwiezdny Klan, jednakże nie uzyskała już odpowiedzi. Czas to zmienić.
Gdy rudzielec było już w pełni zdrowe, Wydmowy Wiatr przyszła do ono (?) i zaproponowała wznowienie treningu. Ustaliła spotkanie na następny dzień, który właśnie teraz leniwie wstawał. Kocica wstała wcześnie, to samo kazała zrobić Amurowi. Rozciągnęła się i finalnie podniosła się z legowiska. Czekała na swe dziecko pod wyjściem z obozu, jak wcześniej ustaliła.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Pierwsze wrażenie z daleka to bez wątpienia kotka, z bliska już nie do końca. Posturę ma męską, nieco wyższe od przeciętnych kotów. Ma damskie rysy pyszczka z lekko skośnymi, kasztanowymi oczętami. Bujne, dobrze wypielęgnowane, długie rude futro z ciemniejszymi tygrysimi pręgami i bielą rozchodzącą się od pyska, do piersi i brzucha. Nie mogło zabraknąć oczywiście śnieżnych skarpetek na łapach!
Nieśmiałe, zamknięte w swoim świecie.
Wyszło wczesnym rankiem ze swojego legowiska, tak jak mama nakazała poprzedniego dnia. Oczy mu się jeszcze kleiły, ale wykonało szybkie ruchy językiem po piersi, a następnie łapą po łebku. Nie wstawi się przecież z szopą na głowie, nie wyglądałoby to ani dobrze ani nie świadczyłyby o nim dobre rzeczy. Rozejrzało się parokrotnie za mistrzynią, stała już tam gdzie powinna. Podeszło cichym krokiem pod wyjście obozu i przywitało Wydmowy Wiatr skinięciem głowy. - Dzień Dobry, co dzisiaj będziemy robić? - Spytało podnosząc lekko kąciki ust do góry, tworząc dziewczęcy uśmiech. Znało już odpowiedź na swe pytanie, - podstawy oczywiście. Ale wolało wiedzieć dokładniej, aby przygotować się na zapamiętywanie informacji. Ledwie zaczęło swój pierwszy trening i zachorowało. Teraz musi po wyzdrowieniu wszystko nadrobić, będąc opóźnione w nauce.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
W końcu Wydmowy Wiatr dostrzegła wyłaniające się z legowiska terminatorów rudo-białe futro jej kociaka. Tylko Amur i Pstrąg odziedziczyli futro po swojej matce. Śliz był kopią ojca, Ciernik był niebiesko-szarym kociakiem z bielą, nie przypominał zbytnio żadnego z rodziców. Karp jest śnieżnobiały, Węgorz ma kruczoczarne futro. Płotka, podobnie jak Ciernik... Nie przypominała ani matki, ani ojca.
Nie trudno więc byłoby się domyśleć, które rude dziecko Wydmy zmierza w jej stronę. Z dwójki rudych synów to Amur miało więcej bieli na sobie. Podobne było też do matki z budowy. Gdyby nie zapach, doświadczenie, głos i parę innych aspektów, ktoś mógłby kiedyś ich pomylić.
- Zaczniemy od tego, od czego mieliśmy. Co pamiętasz z moich lub innych kotów opowieści o Gwiezdnym Klanie? - Zapytała się Amura, przerzucając ogon w drugą stronę, przykrywając łapy puszystym zakończeniem smukłego ciała. Po chwili zapytała się jeszcze. - Czujesz się na siłach, aby wyjść z obozu? Może przejdziemy się na spacer po terenach Klanu? - w końcu Amur mogło jeszcze nie czuć się pewne. Mogło jeszcze nie wyzdrowieć do końca. Wolała się upewnić, czy Amur czuję się gotowe na wyjście z obozu.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Pierwsze wrażenie z daleka to bez wątpienia kotka, z bliska już nie do końca. Posturę ma męską, nieco wyższe od przeciętnych kotów. Ma damskie rysy pyszczka z lekko skośnymi, kasztanowymi oczętami. Bujne, dobrze wypielęgnowane, długie rude futro z ciemniejszymi tygrysimi pręgami i bielą rozchodzącą się od pyska, do piersi i brzucha. Nie mogło zabraknąć oczywiście śnieżnych skarpetek na łapach!
Nieśmiałe, zamknięte w swoim świecie.
Na zadane pytanie wyprostowało się marszcząc brwi i zagłębiając się we łasne wspomnienia, starając przypomnieć sobie czym był Gwiezdny Klan, o którym wspomniała mentorka. Coś tam mu świta z opowieści w kociarni, które słuchało z dużym zaciekawieniem. Wolało zdecydowanie historie mamy, niż udawane walki. - To miejsce, do którego dobre koty trafiają po śmierci? - Nie było w stu procentach pewne swoich słów, a nie chciało też wyjść na głupola. Lepiej chyba powiedzieć coś, niż nic..? Strzygnął rudymi uszami ciesząc się z zaproponowanego spaceru po terenach Klanu Rzeki. Wreszcie nadszedł ten czas, nie będzie musiało się kisić tylko w jednym miejscu, odgrodzonym roślinnym murem. - Z wielką chęcią! - Wymruczał, zaczynając machać pręgowanym ogonem nad ziemią. Z rana i pod wieczór zawsze ma najwięcej energii, a teraz, może ją wykorzystywać do zwiedzania i poznawania nowych zakątków.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Z tym pytaniem Amur nie powinno mieć problemu. W końcu to ono zawsze najchętniej słuchało opowieści. A Wydmowy Wiatr uwielbia opowiadać, więc zdecydowanie jej kociak zapamiętał dużo! ...Chyba, że księżyce w lecznicy coś w nim zmieniły. Mina Wiatr trochę zrzedła. Czy Amur na pewno zapamiętało tylko tyle? Miało przecież jeszcze trzy koty do podpowiedzi, z pewnością kociak Wydmy i Głoga zapamiętało więcej!
- A... Pamiętasz jakieś szczegóły? Może to, jak nazywają się takie koty i co mogą robić? - chciała podsunąć rudemu parę pomysłów, by może zaświeciła się mu lampka w głowie. Albo zapomniało o tym, co już wiedziało, albo... to było tyle, ile było zdolne się nauczyć od swej matki. Jeśli to drugie... to wtopa. Chciała, by jej kocięta były dobrze wyszkolone, również pod względem religijnym.
- To chodź, przejdziemy się po granicach Klanu Rzeki. Może coś po drodze jeszcze zrobimy? - uśmiechnęła się czule. Będą przekraczać Grzmiącą Ścieżkę, gdzie może Amur nauczy się, jaka jest różnica między innymi kotami a Rzeczniakami. Wstała ze swojego miejsca i przekroczyła granicę obozu. Teraz Amur będzie mogło podziwiać. - Obserwuj i zapamiętuj co widzisz. Łatwiej będzie ci zapamiętać drogę do obozu, Amurowa Łapo. Musisz tylko patrzeć. - powiedziała, prostując się. Ruszyła, gdy w końcu poczuła wiatr przeszywający jej ciało. Wzięła głęboki oddech i zaczęła truchtać w stronę Bobrowej Tamy. Poranna rozgrzewka!
W trakcie biegu do Granicy między Klanem Rzeki, Gromu, a Ziemiami Niczyimi, Wydmowy Wiatr na chwilę zwolniła, aby ogłosić jedną ważną rzecz swojemu terminatorowi. - Dopóki nie nauczysz się walczyć, nie wychodź samo z obozu. Jak już, weź ze sobą wojownika czy dwóch. - mruknęła, po czym kontynuowała trucht.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Pierwsze wrażenie z daleka to bez wątpienia kotka, z bliska już nie do końca. Posturę ma męską, nieco wyższe od przeciętnych kotów. Ma damskie rysy pyszczka z lekko skośnymi, kasztanowymi oczętami. Bujne, dobrze wypielęgnowane, długie rude futro z ciemniejszymi tygrysimi pręgami i bielą rozchodzącą się od pyska, do piersi i brzucha. Nie mogło zabraknąć oczywiście śnieżnych skarpetek na łapach!
Nieśmiałe, zamknięte w swoim świecie.
Trochę się zestresowało przez własną głupotę i potrząsneło łbem na boki. To... To na pewno przez to, że przed chwilą wstało i był jedną łapą w stanie snu! Nerwowo zaczęło patrzeć się wszędzie i nigdzie starając się wydukać jakiekolwiek słowa, ale nic. Wielkie nic. Skupiło się bardziej przełykając ślinę. Może to dużo na jedną chwilę, ale tak. Te wszystkie ruchy zrobiło w jedną chwilę, wyglądało to akurat nieco dziwnie, ale od razu zaczęło mówić, nie pozwalając na reakcję. - Trafiają tam koty po śmierci, które przestrzegały kodeksu wojownika, nazywane są wtedy Gwiezdnymi. Zsyłają oni sny medykom i pomagają w potrzebie czterem klanom. - Trzepnęło kitą o ziemię i miauknęło, mając nadzieję, że teraz rozwinęło swoją poprzednią wypowiedź wystarczająco, bez brakujących elementów.
Posłusznie podążało za mistrzynią, niepokój od razu przejął jego rude ciało, gdy wyszedł z zarośli. W środku obozu czuło się bezpiecznie, tam by go nie skrzywdzili, a tutaj - wszystko tak stało się obce i niebezpieczne. Ale hej, głowa do góry. Powinno iść przed siebie z łebkiem uniesionym ku górze, to ono tutaj jest łowcą, no nie..? Lepiej oddali od siebie te myśli zaprzątające jego umysł i zapamięta drogę powrotną do domu. Teraz, ten cały obszar będzie mogło nazywać domem. Wpuściło powietrze do nosa, a wiatr mierzwił jego futro poruszając nim na boki. Oh, i jeszcze informacja od Wydmy, dość ważna dla niego. I tak by sam na początku nie zamierzało wychodzić!
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Pewnie, każdy na początek dnia jest roztrzepany. No i Amur nigdy nie miało Prawdziwego Treningu, nigdy nie poznało wymagań. Nie dowiedziało się, że na treningu potrzeba rozwiniętych wypowiedzi, bo na nich potem będzie polegać reszta życia. Właśnie na tej wiedzy, przekazanej na Wojowniczym treningu Amura. Ruda była lekko przestraszona tym, jak bardzo jej kociak się zmienił w trakcie czasu spędzonego w lecznicy. Potem jednak przypomniała sobie, że ona miała dość podobnie. Wcześniej była bardziej nieśmiała, jednak po wyjściu z Lecznicy, która wtedy nie była Królikarnią a Korzenną Norą, stała się innym kotem! Wybuchnęła, wkraczając szybko na właściwy tor. Teraz trochę się już uspokoiła, ale to ciekawe, jaka by była bez tej kocięcej choroby.
- Dodatkowo, Gwiezdni dają Przywódcom dar Dziewięciu żywotów. Ogólnie obserwują, co tu się dzieje. Są naszymi przodkami, zmarłymi członkami rodziny i przyjaciółmi. Mieszkają nad Nami, na Srebrnej Skórce. Należy im dziękować, przykładowo za pomyślne złapanie zwierzyny. Ah, no i jest jeszcze Miejsce Gdzie Brak Gwiazd, inaczej Ciemny Las. Trafiają tam koty, które łamały kodeks wojownika. Jedna z zasad kodeksu wojownika to właśnie ta o dziękowaniu Gwiezdnym, znasz może jakieś inne zasady, Amurowa Łapo? - zapytała się niebinarnego terminatora, zgrabnie przechodząc do następnego tematu. Kodeks wojownika był zwykle wiedzą, którą Wydmowy Wiatr przekazywała swoim Terminatorom w trakcie spaceru po granicach.
Cóż, Amur tu nie jest łowcą, dopóki nie nauczy się polować. Jednakże nie ma co się bać, bo Wydmowy Wiatr jest jedną z najbardziej doświadczonych wojowniczek w Klanie i nie pozwoli by jakiś głupi stwór skrzywdził jej dziecko! W tym czasie, dotarli już do granicy.
- Tu możesz poczuć mocniejszy zapach Klanu Rzeki, gdyż dotarliśmy do Granicy z Terenami Niczyimi. Jak myślisz, kto tam mieszka? Bo chyba nie muszę ci tłumaczyć, że Teren Niczyi nie należy do nikogo, prawda? - posłała Amurowi krótki uśmiech, po czym zwróciła się w stronę Rzeki, obok której truchtali. - To Grzmiąca Rzeka, przepływa przez nasze terytoria. Ten odcinek nazywamy Bobrową Tamą, bo tu, przy samej granicy znajduje się takowa. Chcesz spróbować ją przepłynąć? - zapytała, z rozpędem wskakując do wody. Ta była jeszcze trochę zimna, jednakże było to przyjemne orzeźwienie.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Pierwsze wrażenie z daleka to bez wątpienia kotka, z bliska już nie do końca. Posturę ma męską, nieco wyższe od przeciętnych kotów. Ma damskie rysy pyszczka z lekko skośnymi, kasztanowymi oczętami. Bujne, dobrze wypielęgnowane, długie rude futro z ciemniejszymi tygrysimi pręgami i bielą rozchodzącą się od pyska, do piersi i brzucha. Nie mogło zabraknąć oczywiście śnieżnych skarpetek na łapach!
Nieśmiałe, zamknięte w swoim świecie.
Szło krok w krok za matką przyglądając się z zainteresowaniem w otoczenie, poczuło tyle nowych zapachów! Chciało je poznać, natychmiast. Teraz. Może jednym z nich to była woń myszy cicho przemykająca przez paprocie? Bycie terminatorem jednak nie jest, aż takie złe. Poznaję się mase nowych informacji i terenów. Potem będzie tylko z górki, okres wojownika też pewnie jest ciekawy. Albo jeszcze ciekawszy! Wtedy, wolno wszystko. Chodzić wszędzie, wstawać o wyznaczonych porach ranem.. Dużo można wymieniać. Przy mamie czuło się właśnie tak swobodnie, bez wstydu, no może nie zupełnie. Czasem spali buraka jak coś źle odpowie, wtedy to jaki on speszony. Mogłoby się zakopać nawet pod ziemię. - Kocię, aby zostać terminatorem musi mieć skończone 6 księżyców. Słowo przywódcy jest prawem, trzeba bronić własny klan nawet za cenę życia, honorowy wojownik nie potrzebuje zabijać innych, żeby zwyciężyć, nie wolno polować na kogoś terenach i... Tyle. - Mruknęło pod nosem. Co jak znowu nie wystarczy? Przeklnęło samo siebie zatrzymując się obok hałasującej wody. Rzeka, stanowiąca jedną z granic. - Koty bez przynależności! Nie należące do żadnego z czterech Klanów. - To było łatwe pytanie, nie ma bata, że odpowie źle.
Pochyliło się nad taflą wody, przyglądając się swemu odbiciu. Damsko-męski kot... Miało już powoli stawać tam łapkami, lecz mroźne krople spadające na jego pyszczek przez skok kocicy go wystraszyły. Odsunęło się instynktownie w tył, ale potem śmiało wlazło do Grzmiącej Rzeki. Było naprawdę zimno i orzeźwiająco, ale nie chciało już ukazywać choć trochę lęku. Uniosło do góry rudy ogon z zamiarem nie zmoknięcia. Zaczęło powoli stawiać na przód kroki, patrząc pod sobą czy dotyka dna. W pierwszym dniu nie chciałoby utonąć!