A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Amur będzie miało jeszcze dużo czasu, aby zapamiętać każdy zapach. Szczególnie zapach zwierzyny. Jeszcze przed nimi długa droga do zakończenia treningu, więc rudzielec może się skupić na obserwacji natury na naturalnych punktach widokowych. I pewnie, bycie terminatorem jest świetne! Może Wydmowy Wiatr nie była nim tak długo, jak Amur - trening skończyłaby już jakiś księżyc czy dwa temu - jednakże ten czas terminatorki był dobrym czasem. Świetnie się bawiła ucząc z Drżącym Płomieniem i rozmawiając z Klanowiczami... w większości już martwymi. Bycie wojownikiem też jest świetne, można doświadczyć tylu różnych rzeczy!
— Świetnie, to jest część z zasad Kodeksu. W trakcie naszego spaceru będziemy powoli tą wiedzę uzupełniać. Na przykład teraz, kolejna zasada. Starszyzna i kocięta karmieni są pierwszorzędnie, przed terminatorami i wojownikami. Wiąże się z nią następna zasada, mówiąca o tym, że terminator nie może jeść przed zapolowaniem, aby nakarmić starszyznę. Oczywiście, ta zasada cię nie obowiązuje, dopóki nie nauczysz się polować — dodała, uśmiechając się. Cóż, trudno by było Amurowi zapolować, nie znając nawet podstaw od samego pierwszego dnia treningu. Albo leżąc w Królikarni i smarkając.
— Racja, zwą się te koty Samotnikami lub Włóczęgami. Mieszkają zwykle sami lub w małych grupkach. Często nie czczą naszych tradycji i łamią zasady. Temu należy zawsze porozmawiać z samotnikiem, który przekroczył granicę i przekonać go do opuszczenia naszego terytorium. A jeśli trzeba, należy użyć siły. To również jest zasada Kodeksu Wojownika, jednakże odnosi się do każdego wkraczającego na teren twojego Klanu. — dodała, wrzucając kolejną zasadę do puli tych wymienionych. Są już mniej więcej w połowie, a to dzięki Amurowi, które znało już część zasad. — Inną grupą mieszkającą poza Granicami Klanów są pieszczochy. Wiesz, czym się wyróżniają? — zapytała, odwracając się do swego kocięcia, patrząc jak powoli wkracza do wody.
— Pływamy podobnie jak chodzimy. Robimy duże "kroki", machamy łapami na przemian, utrzymując się na powierzchni. Można się zanurzyć pod wodę, aby przyspieszyć, wtedy należy jednak wziąć głęboki oddech, aby ci go nie zabrakło w połowie nura. — wyjaśniła, trochę dogłębniej niż ostatnim razem, prawie pełny obieg pór temu swojemu dawnemu terminatorowi, Wietrznemu Wąsowi. Po chwili przyzwyczaiła się do temperatury wody i odbiła się od dna, pierwsze wyszukując najbliższy punkt na drugim brzegu i w jego stronę się kierowała. Płynęła, machając łapami i kontrolnie odwracając się, gdyby Amurowi coś nie wychodziło. Jeśli by zaczęło się zatapiać, ta była na tyle blisko, by go złapać.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Pierwsze wrażenie z daleka to bez wątpienia kotka, z bliska już nie do końca. Posturę ma męską, nieco wyższe od przeciętnych kotów. Ma damskie rysy pyszczka z lekko skośnymi, kasztanowymi oczętami. Bujne, dobrze wypielęgnowane, długie rude futro z ciemniejszymi tygrysimi pręgami i bielą rozchodzącą się od pyska, do piersi i brzucha. Nie mogło zabraknąć oczywiście śnieżnych skarpetek na łapach!
Nieśmiałe, zamknięte w swoim świecie.
Odetchnęło ze spokojem na słowo "Świetnie" wydobyte z pyszczka mistrzyni. Musi się trochę postarać, aby poprzypominać niektóre rzeczy sprzed trafienia do medyka. Zasady, które przedstawiła Wydma powtarzało sobie w głowie, aby lepiej je zapamiętać. Starszyzna i kocięta są karmieni pierwszorzędnie, terminator przed zjedzeniem ma obowiązek nakarmić starszych i tak dalej. Na tę chwilę zdaję się to łatwe do wrycia w pamięć, ale zobaczy się w przyszłości czy tak naprawdę jest.
Skrzywiło się na wzmiankę o użyciu przemocy na intruzów, lecz skoro jest to nakazane to najwyraźniej nic złego...? Nie złamałoby w ten sposób żadnej zasady z ich szlachtnego kodeksu, ale wolałoby spotkać kota, który bez siniaków zadanych przez niego odeszłoby z terenów Klanu Rzeki. Nie oszukujmy się, rude nie chciałoby brać udziału w żadnych takich akcjach. - Noszą na szyi kolorowe obroże i śpią u Dwunogów. - Rzekło na pytanie matki, a jej późniejsze słowa dodały mu odwagi. Starało się robić duże kroki stawiając je na przemian. Podbródek trzymało jak najbardziej nad wodą nie chcąc nawet skrawka wąsa zamoczyć. Patrzyło pod siebie i na brzeg, tak na przemian. Odbiło się od ziemi, potem jej nie czuło, ale dzielnie przebierało nogami. Mimo starań z wąsów kapały krople do zbiornika, a piaszczysty brzeg wydawał się bardziej oddalony niż wcześniej. Trwało to dla niego prawdziwą wieczność udręki, non stop dyszało bojąc się, że nagle straci panowanie i zwyczajnie jak kamień zatonie. Ale nie, tak się nie stało. Czuł opuszkami łap powierzchnię pod spodem i bok Wydmowego Wiatru. Uśmiechnęło się triumfalnie. Do perfekcji mu daleko, niemalże było blisko do zanurzenia całego łebka.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Zasady kodeksu w większości są już znane przez kocięta. Po prostu nie wiedzą, iż to są zasady. Są dość logiczne, nie ma co się nad nimi zastanawiać ani je spamiętywać. Niestety jednak, zasada o utrzymywaniu swoich granic mówiła o walce. Ruda wojowniczka nie lubiła wbijać pazurów w czyjeś ciało, szczególnie, jeśli to kot z Klanów. Zawsze więc, gdy jakiś kot przekroczył granicę, Wydmowy Wiatr pierwsze próbowała tego kota przekonać do opuszczenia terenów Rzeki słowami.
- Dodatkowo, pieszczochy nie jedzą zwierzyny, mają takie... Jedzenie przypominające królicze odchody. Tak, żyją w Gniazdach Dwunogów, zwykle nie są w stanie przeżyć na wolności, temu nie często się je spotyka. - uzupełniła resztę informacji, na koniec zamknęła swój pyszczek i skupiła się już na przebyciu rzeki.
Amur dało radę z dziwną łatwością przepłynąć wodę. Może wyssało to z mlekiem matki, która uwielbiała pływać, a może to przez fakt, że ma imię po rybie, jak reszta jego rodzenstwa? Nie wiedziała, jak reszcie rybek szło pływanie, Amurowa Łapa jednak jak na pierwszy raz, przepłynęło wręcz świetnie.
Ruda otrzepala mokre futro, próbując się osuszyć. Trochę wody kapało z jej długiego futra, jednakże nie przeszkadzało jej to. Było ciepło, za chwilę będzie sucha. Mogli kontynuować spacer.
Teraz szli po granicy z Klanem Gromu.
- Po naszej prawej stronie są tereny Klanu Gromu. Wiesz, kto jest tam przywódcą, kto zastępcą, kto medykiem? - zapytała, w końcu ruszając się głębiej w stronę terenu pośrodku Klanowych. Czterech Drzew.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Pierwsze wrażenie z daleka to bez wątpienia kotka, z bliska już nie do końca. Posturę ma męską, nieco wyższe od przeciętnych kotów. Ma damskie rysy pyszczka z lekko skośnymi, kasztanowymi oczętami. Bujne, dobrze wypielęgnowane, długie rude futro z ciemniejszymi tygrysimi pręgami i bielą rozchodzącą się od pyska, do piersi i brzucha. Nie mogło zabraknąć oczywiście śnieżnych skarpetek na łapach!
Nieśmiałe, zamknięte w swoim świecie.
Wdrapało się na brzeg i zaczęło otrzepywać sierść z wody, gdzieniegdzie jeszcze skapywało z niego trochę kropel, ale patrząc na to jak świeci słońce to w miarę szybko wyschnie. Zrobiło szybkie ruchy językiem po śnieżnobiałej piersi wygładzając zmierzwione futro, które sterczało na wszystkie możliwe strony świata. Spojrzało na mistrzynię, a następnie w dal na tereny Klanu Gromu. Było jeszcze można zauważyć, że Amur zrobiło zmieszaną minę z zmarszczonymi brwami, gdy do jego uszu dotarły informację o tym, że pieszczochy pożywiają się czymś co przypomina królicze bobki. Bycie takim osobnikiem nie jest na pewno przyjemne, zgaduje że Dwunożni jeszcze robią z nimi jakieś dziwne rzeczy w ich typie, albo nie pozwalają im wychodzić z gniazd. Toż to musi być okropny koszmar, żyć bez świeżego powietrza i nie wiedzieć jak to tarzać się w trawię niczym wolny ptak! - Nie... Nie mam pojęcia kto jest na tych ważnych stanowiskach. A przedstawisz mi też przywódców z innych Klanów? - Spytało dorównując chodu z kotką ,z zainteresowaniem znów wpatrywało się w krajobraz, który go otaczał. Ciekawiło go teraz gdzie się udadzą, bo na pewno nie do Gromowiczów!
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Tak, bycie pieszczochem pewnej nie było niczym przyjemnym. Przynajmniej dla Klanowego kota, bo pewnie kot, który się wychował w Siedlisku Dwunożnych nie widział innego sposobu życia. Chyba nie było to wtedy dla takiego kota... Złe? Chyba było wtedy dobrym życiem, w końcu bez żadnych zmartwień. Cóż, Wydmowy Wiatr nigdy nie zamierzała się wybierać do żadnego Gniazda Dwunogów, więc chyba się nie dowie o Prawdziwym życiu wśród Dwunogów. Ewentualnie, może kiedyś spotka pieszczocha z krwii i kości.
- Oczywiście. No i pamiętaj o tym, że mogą zajść zmiany w tych imionach. Przywódcą Klanu Gromu jest Trzmiela Gwiazda, zastępczynią Żubrze Gardło. Medyczką jest Truskawkowy Gąszcz, terminatorem medyka Wieczorna Łapa. Ostatnio też doszły do nas słuchy o zmianie aż dwóch przywódców. Przywódczynią Klanu Cienia jest Krogulcza Gwiazda, zastępcą Polny Chwast. Medykiem jest Szczypiący Mróz, nie ma Terminatora. W Klanie Wichru mamy zaś Lawendową Gwiazdę, Barwną Ścieżkę i Lśniącą Sadzawkę. Mają dwóch terminatorów medyka, Olchową i Krwawnikową Łapę. - wojowniczka zatrzymywała się przy każdym Klanie, przez chwilę idąc w ciszy. Finalnie jednak skończyła i w tym momencie Amur i Wydma doszli do Czterech Drzew, miejsca Zgromadzeń.
- Jesteśmy teraz przy miejscu, które nie należy do żadnego Klanu, jest terenem neutralnym. Wiesz, co tu się dzieje? Albo co... Mogłoby się dziać? Jest to miejsce w pełni okrążone przez tereny Klanów. - bo niestety, żadne zgromadzenie nie odbyło się jeszcze w tym miejscu. Może w końcu kiedyś coś będzie się tu działo.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Pierwsze wrażenie z daleka to bez wątpienia kotka, z bliska już nie do końca. Posturę ma męską, nieco wyższe od przeciętnych kotów. Ma damskie rysy pyszczka z lekko skośnymi, kasztanowymi oczętami. Bujne, dobrze wypielęgnowane, długie rude futro z ciemniejszymi tygrysimi pręgami i bielą rozchodzącą się od pyska, do piersi i brzucha. Nie mogło zabraknąć oczywiście śnieżnych skarpetek na łapach!
Nieśmiałe, zamknięte w swoim świecie.
Musi przyznać, że dużo kotów zaczęła wymieniać Wydma. Trzy na każdy Klan, no i w niektórych byli terminatorzy medyka, w Klanie Wichru mieli takowych aż dwóch! Wypadałoby znać imiona klanowiczów, jakby kiedykolwiek spotkało na przykład przywódcę, to musi go rozpoznać i odnosić się z szacunkiem. Akurat wiedziało już jak nazywają się Rzeczniacy z owymi rangami, jakby ich nie znało to byłaby w jakimś stopniu chańba i widoczna głupota u Amura. Lecz on nie jest durny! I może to udowodnić.
Wyłoniło się z chaszczy, a jego kasztanowe oczy ujrzały duże, cztery dęba, które wyglądały jakby były podzielone na cztery grupy. Wydawało mu się, że te miejsce miało w sobie cząstke magicznej aury, ale.. Ale no. Nic tu się nie odbywało niestety. Idąc logicznym tokiem, albowiem są to tereny, które nie należą do nikogo, można się tu spotykać na spokojnie bez wysuwania pazurów. - Odbywałyby się tutaj narady przywódców? Medyków? Albo po prostu takie spotkanie dla wszystkich? - Miauknęło przedstawiając swoje ślepe domysły. Zjechał ze skarpy na dół na polanę, na boku jeszcze wystawał jakiś głaz. Gdyby tam stanęło, miałoby możliwość zobaczenia całego tego terenu wokół!
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Na szczęście to były już wszystkie koty o których Amur musiało wiedzieć. Na ten moment przynajmniej. Bo zawsze mogą nastąpić zmiany. I prędzej czy później takowe nadejdą. Wydmowy Wiatr dopiero po tym, jak skończyła wywód, zauważyła, że może mogła opisać, jak te koty wyglądają. No cóż, kiedyś to nadrobią, a może Amur jakiegoś zobaczy któregoś na granicy i będzie się mogło popisać znajomością sąsiednich Klanów?
Tak, Cztery Dęby były cudownym miejscem. Idealnym na... neutralny teren. Miejsce zgromadzeń nie było do niczego używane, po prostu sobie było. Głupia sprawa, bo z pewnością dużo kotów chciałoby kiedyś tu przybyć dużą grupą i popodziwiać, opowiadać historie, dobrze spędzić wieczór. Ale na ten moment żaden Klan chyba nie ma nic ciekawego do powiedzenia by zwoływać Zgromadzenie. Zostaje więc tylko przychodzenie tu raz na jakiś czas z nadzieją, że ktoś wpadnie na ten sam pomysł.
— W teorii Cztery Dęby są miejscem, gdzie odbywać się powinny Zgromadzenia wszystkich Czterech Klanów. Niestety, jak długo żyję żadne się nie odbyło. Ostatni pożytek z miejsca Zgromadzeń to był chyba czas, gdy wszyscy przywódcy się zebrali, aby zadecydować, że Klany się przeniosą. Byłam wtedy trochę młodsza od ciebie, wiesz? — mruknęła, rozglądając się po terenie. Przynajmniej jest tu ładnie i można popatrzeć na to piękno. I luknąć na nieznane dla Rzeczniaków tereny Klanu Cienia, z którym nie dzielą Granicy. — Z tym miejscem wiąże się jedna z zasad Kodeksu Wojownika. Zgromadzenie czterech Klanów odbywa się z woli przywódców podczas pełni księżyca, wtedy też trwa rozejm. Jakiś czas temu w ogóle ta zasada została zmieniona, wcześniej mówiła, że Zgromadzenia winny odbywać się co pełnię Księżyca, przy czystym niebie. O zgrozo, przez długi czas chmury zasłaniały księżyc. — dorzuciła do puli jeszcze jedną zasadę kodeksu, po czym, jeśli Amur nie miał żadnych obiekcji, Wydma ruszyła dalej, tym razem granicą z Klanem Wichru.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Pierwsze wrażenie z daleka to bez wątpienia kotka, z bliska już nie do końca. Posturę ma męską, nieco wyższe od przeciętnych kotów. Ma damskie rysy pyszczka z lekko skośnymi, kasztanowymi oczętami. Bujne, dobrze wypielęgnowane, długie rude futro z ciemniejszymi tygrysimi pręgami i bielą rozchodzącą się od pyska, do piersi i brzucha. Nie mogło zabraknąć oczywiście śnieżnych skarpetek na łapach!
Nieśmiałe, zamknięte w swoim świecie.
Wpatrywało się w widoki swoimi kasztanowymi oczętami. Wszystko było nasycone ładną, jaskrawą zielenią, kwiaty wybiły się z ziemi po ostatnim śnieżnym pokryciu rosnąc wysoko chcąc sięgnąć drzew, które były w ten czas obdarowywane delikatnymi liścmi. Natura na nowo budziła się do życia, ptaki od rana do wieczora nuciły swoją piosenkę bez przerwy. A pod wieczór pasikoniki grały... Właściwie to na czym one grały? Bo bardzo ładnie komponowała się ta muzyka z odgłosami pierzastych przyjaciół! Z westchnień nad życiem, Amura wyrwało cichy trzepot skrzydełek złotego motyla, który przelatywał mu przed różowiótkim nosem. Zaczęło kołysać długą kitą na boki i jak najciszej wykonać ruch łapą. Zamachnęło się z chęcią pacnięcia urodziwego robaka, bez powodu, tak o. Czysta zabawa i instynkt, dopiero zdało sobie sprawę z tego co robi kiedy było po fakcie. Wcale nie chciało zrobić mu krzywdy! Na szczęście, jego szczęście, odleciało w porę wystraszone. Oklapły mu wrażliwe uszu i wymruczało ciche: "Papa motylku...". Odwróciło się przodem do mistrzyni i pognało za nią w stronę nowych terenów, które niedługo pozna. Podczas polowania na stworzonko słuchał uważnie to co mówi kocica o Czterech dębach, mimo to nie zrozumiało czemu zgromadzenia się tutaj nie odbywają. Przywódcy się nie lubią i nie zamierzają rozejmować..? - Dlaczego już nie ma spotkań? Pewnie minął szmat czasu od ostatniego... - Wybąkało z zakłopotaniem, z chęcią pochłaniało nowe informacje. Więc i ta wiedza mu się przyda. Przy okazji, do zasad, które układało sobie w łebku przyszła nowa, mówiąca właśnie o tym o czym był temat rozmowy. Trochę już niepotrzebna, ale nie zamierza kwestionować zdania Gwiezdnego Klanu. Jak wróci do domu, ułoży sobie to wszystki po kolei starając się nie zapomnieć kompletnie niczego.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Kocica rytmicznie unosiła łapy, machając ogonem na obie strony niczym kula. Słuchała w ciszy, jak jej Terminator i kocię bawi się za nią. Cieszyła się, że Amur, pomimo siedzenia tak długo w lecznicy, mogło cieszyć się... Dla cieszenia. Niczym dziecko. Nie straciło dziecięcej radości że świata. Dopiero po chwili zielonooka odwróciła się, słysząc pytanie rudego.
- Jak mówiłam wcześniej, Księżyc zasłaniały chmury, co było znakiem, że Zgromadzenie nie może się odbyć. Teraz, pomimo czystego księżyca nie spotykamy się, bo chyba nie ma takiej potrzeby wiesz? Trudno by to było zorganizować. Niektóre koty nie są przyjaźnie nastawione do kotów z innych Klanow. A na Zgromadzeniu powinien być pokój. - odpowiedziała Amurowej Łapie po chwili zastanowienia. Odwróciła znowu wzrok przed siebie, gdzie znaczenia zapachowe Klanu Wichru stawały się coraz wyraźniejsze. - Jesteśmy na granicy z Klanem Wichru. Nowo pasowany wojownik musi odbyć milczące czuwanie w noc po swej ceremonii. Jak myślisz, czemu to służy? Kot nie może zostać zastępcą, jeśli nei uczył przynajmniej jednego Terminatora. Po śmierci zastępcy nowy ma być wyznaczony przez górowaniem na niebie księżyca. I jeszcze jedna zasada związana z zastępcą, zastępca po śmierci przywódczy staje się nowym przywódcą. - już powoli zbliżali się do końca.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Pierwsze wrażenie z daleka to bez wątpienia kotka, z bliska już nie do końca. Posturę ma męską, nieco wyższe od przeciętnych kotów. Ma damskie rysy pyszczka z lekko skośnymi, kasztanowymi oczętami. Bujne, dobrze wypielęgnowane, długie rude futro z ciemniejszymi tygrysimi pręgami i bielą rozchodzącą się od pyska, do piersi i brzucha. Nie mogło zabraknąć oczywiście śnieżnych skarpetek na łapach!
Nieśmiałe, zamknięte w swoim świecie.
Według Amura zgromadzenia byłyby fajne, podczas trwającego pokoju można by chwilę pogadać i dowiedzieć się co słychać w innym Klanie. Nikt nie prułby się o to, że rozmawia się z obcym.
Postanowiło nic więcej nie mówić i iść dalej za mistrzynią starając się nie zatrzymać w miejscu na dłuższy czas z powodu przyglądania się przyrodzie. Nadal z zaciekawieniem się przyglądało, mimo że widoki były po części takie same. Co się różniło? Właściwie to jedynie ułożenie paproci i drzew co krok było inne. Zatrzymało się z Wydmą i wpatrywało w dal mrużąc przy tym kasztanowe ślepia. Wrzosowiska... Na terenach Klanu Wichru definitywnie okropnie wiało i było zimno podczas końcowych pór, jedyny plus to łatwe dostrzeganie kicających zajęczaków?... No, innych plusów nie dostrzega, woli być otoczone przez chroniące po części wysokie drzewa.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Amur było przez jakiś czas chore, przez co Wydmowy Wiatr nie mogła ich trenować. Ona sama też przez jakiś czas nie czuła się najlepiej. Powoli zbliżała się już do wieku starszyźnianego, trudno było jej w to uwierzyć. Jakiś czas przed drugim obiegiem pór roku od urodzenia się kociąt ruda wojowniczka przejdzie przez mistyczną barierę stu księżyców. Nie wiedziała jeszcze, czy od razu będzie chciała dołączyć do starszyzny, czy może jeszcze jakiś czas będzie jeszcze wojowniczką. Wiedziała jedno, że będzie chcieć do tego czasu wytrenować Amurową Łapę, przydałoby się więc ich znaleźć i zabrać na trening.
Znalazła rudego Terminatora dzień wcześniej i oznajmiła swojemu kociakowi, że mogą wznowić trening. Powiedziała, że będzie na Amura czekać następnego dnia przed wschodem słońca przy wyjściu z obozu. Miejmy nadzieję, że wydmowy klon się zjawi. Czeka ich dokończenie spacerku lub coś innego, zobaczymy co się stanie.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Pierwsze wrażenie z daleka to bez wątpienia kotka, z bliska już nie do końca. Posturę ma męską, nieco wyższe od przeciętnych kotów. Ma damskie rysy pyszczka z lekko skośnymi, kasztanowymi oczętami. Bujne, dobrze wypielęgnowane, długie rude futro z ciemniejszymi tygrysimi pręgami i bielą rozchodzącą się od pyska, do piersi i brzucha. Nie mogło zabraknąć oczywiście śnieżnych skarpetek na łapach!
Nieśmiałe, zamknięte w swoim świecie.
Znów to samo! Amura dopadła choroba, przez co kolejne księżyce przesiedziało u medyka z skawsioną miną. Nie lubiło pobytów u zielarzy, kojarzyło się to z przerywaniem treningu, który lubiło. Zwłaszcza, że odbywały się z mamą - Wydmowym Wiatrem, jako jedynej ufał najbardziej. Oczywiście pełne zaufanie miało swojej trójce rozbrykanych przyjaciół. Żylistek najczęściej odwiedział terminatora, Przygoda najrzadziej, lecz zawsze przychodziła z ciekawą historią, która jej się przydarzyła! Zaś Dziwak, bo imię nie wzięło się z nikąd, robił różne dziwne rzeczy... Dziwne w miły sposób bo przez nie na Amurowym pyszczku zawitywał uśmiech rozbawienia.
Gdy nadszedł wyczekiwany dzień przez rudzielca, połowę nocy nie mogło spać z ekscytacji. Bo po pierwsze - wróciło na swoje legowisko z mchu, a po drugie - szkolenie! Niecierpliwiło się spotkania z mistrzynią, ostatnie nauki jakie wspominało były bardzo udane. Podczas przeziębienia przypominało sobie rzeczy w głowie, kodeks, klany i tereny... To co tylko mogło. Ah, i pływanie! Niestety szczęście przyćmił fakt aktualnej pory, pory nagich drzew. Wyskakując z leża na zimne powietrze podskoczyło do góry zapominając kompletnie o śniegu. Przez nagły mróz zjerzyło sierść na karku pośpiesznie truchtając do wyjścia z obozu. Kiwnął kulturalnie na przywitanie matce i zatrzymał się przed nią dreptając w miejscu. Rozgniatało zgrzytający pod sobą śnieżek.
— Dzień dobry, mamo — przywitało się, a przy każdym otwarciu mordki wydostawał się stamtąd kłąb mgły. — Rajusiu, oby ta pogoda szybko się zmieniła. Nie widzę siebie w takich treningach... — zamruczało zawodząco poruszając smutno wąsami. Co jak znowu zachoruje? Lipa by była wtedy, a kolejnym razem nie ma ochoty na siedzieniu z gębą ziół.
ButI didn't know how Sowe tookit in turns And tomy SURPRISE We foundmywords
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Może to był jakiś nawrót choroby? Chwilę to trwało, ale Amur w końcu się wykurowało, miejmy nadzieję, że już na dobre. Przerywanie treningu zdecydowanie nie było miłą sprawą również dla nauczyciela, który w końcu musiał sobie przypomnieć, co zdążyli już przerobić. Co terminator zdążył już zapomnieć? Czego nie dokończyli? Cóż, najłatwiej będzie się skupić na tym, co już Amurowa Łapa zdążyło zapamiętać i na tym to bazować.
Po chwili Wydmowy Wiatr zauważyła bardziej natężone ruchy w legowisku terminatorów. Już parę uczniów zdążyło opuścić obóz z mistrzami i w końcu wojowniczka dostrzegła swego niebinarnego terminatora (i kociaka), nawet nie zauważyła jak na jej pysk wkradł się uśmiech.
— Dzień dobry, kochanie. Jak się czujesz? — spojrzała prosto w brązowe oczy terminatora, jeszcze bardziej poszerzając swój uśmiech. Cieszyła się, że rudas w końcu wyglądał i (miejmy nadzieję) czuł się zdrowo. — Pora Nagich Drzew jest zawsze dobrym sprawdzianem, można przetestować co się zmienia i porównać świat. No a jaka jest ulga, gdy śniegi zaczną topnieć! Jeszcze parę księżyców i w końcu ujrzymy pierwsze roztopy. Powiedz mi proszę wszystko, co pamiętasz z treningów, spróbujemy na początek uzupełnić wiedzę. — odpowiedziała, ostatnią prośbę mówiąc po chwili. Przymknęła na parę uderzeń serca oczy, próbując wsłuchać się dźwięki roznoszące się zimnym wietrze.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Pierwsze wrażenie z daleka to bez wątpienia kotka, z bliska już nie do końca. Posturę ma męską, nieco wyższe od przeciętnych kotów. Ma damskie rysy pyszczka z lekko skośnymi, kasztanowymi oczętami. Bujne, dobrze wypielęgnowane, długie rude futro z ciemniejszymi tygrysimi pręgami i bielą rozchodzącą się od pyska, do piersi i brzucha. Nie mogło zabraknąć oczywiście śnieżnych skarpetek na łapach!
Nieśmiałe, zamknięte w swoim świecie.
Na uśmiech ze strony mistrzyni odwzajemniło ten sam, ciepły gest podnosząc do góry kąciki ust. Wyprostowało plecy przed mamą stawiając na sztorc uszy słuchając ją uważnie. Stojąc prosto, było w podobnym wzroście co nauczycielka, trochę z niego taki... Przerośnięty terminator, do ukończenia treningu jeszcze dużo czasu na co wcale się nie cieszy. Połowa rodzeństwa to i już nawet ma swoich uczonych z czego kojarzy. Zbyt komfortowa sytuacja to nie jest, zwłaszcza gdy myli się rudzielca z wojownikiem. — Bardzo dobrze, miło że pytasz — zamruczało poruszając wesoło wąsami. Takie krótkie słowa Amura bardzo cieszyły, ktoś jest przecież zainteresowany jego samopoczuciem! Pomimo stwierdzenia przez wojowniczkę, że zimna pora jest dobra na sprawdziany to niezbyt jej ufał. Według Amurowej Łapy, Pora Nagich Drzew bywała najgorsza, podczas niej wszystko umiera, rośliny, kwiatki... A reszta zwierząt idzie spać w swoich kryjówkach, co też jest niby plusem bo nie trzeba się martwić o zagrożenie z ich strony, ale myszy także rzadziej wychylają głowy z norek!
Wzięło głęboki wdech i zaczęło sobie przypominać ostatni trening. — Mamy kodeks, którym kierują się wszystkie cztery klany. My, czyli Klan Rzeki, Klan Gromu, Klan Wichru i Klan Cienia. Zasady zaś brzmią tak: kocię, aby zostać terminatorem musi mieć skończone 6 księżyców. Obowiązkiem klanowiczów jest bronienie własnych pobratymców nawet za cenę życia, honorowy wojownik nie potrzebuje zabijać innych, żeby zwyciężyć. Starszyzna i kociętą są najpierw karmieni... — kontynuowało tak dalej wymieniając kolejne podpunkty, raz czy dwa coś mu się tam pokićkało, ale nie było makabrycznie! — Strzeże nas Gwiezdy Klan, do którego trafiają po śmierci dobre koty, a te złe, do Ciemnego Lasu, za nieuszanowanie panujących reguł w lesie. Gwiezdni zsyłają medykom sny i dają przywódcom dar dziewięcu żywotów — wyjaśniło. Rudy bardzo cenił w życiu członków na Srebrnej Skórze i chciałby tam kiedyś też trafić, bo trafi, nie?... — Och, a kiedy popływamy, Wydmowy Wietrze? Albo nauczysz mnie łowić ryby... Wybacz za moją niecierpliwość, ale ostatnio gdy to robiliśmy bardzo mi się spodobało — rzekł nieśmiało machając nad ziemia puszystą kitą.