Księżyce: 151
Mistrz: Śliwkowa Pestka || Kornikowy Konar
Płeć: kotka
Matka: Błękitny Poranek
Ojciec: Brązowy Pysk
Trochę niska, szczupła, długowłosa biała kotka o kremowo-płowych uszach i ogonie i dużych, błękitnych oczach.
Chmurna Łapa niewiele się różni od małej Chmurki. Nadal jest roztrzepana, zapominalska i naiwna. Można powiedzieć, że nadal jest w głębi duszy kociakiem. Nie umie czytać kotów, wierzy we wszystko, co jej się powie, o ile oczywiście nie zapomni o tym już chwilę po fakcie. Ale nie jest też bez zalet - lubi rozmawiać z innymi kotami, jest radosna, jeśli wydaje jej się, że ktoś ma zły humor, to bez zawahania spróbuje go rozbawić. Łatwo się przywiązuje do innych, kocha swoich przyjaciół całym sercem, chociaż nie raz zdarzy jej się zapomnieć ich imion. Zdecydowanie woli mieć towarzystwo, siedzenie samej jakoś jej nie pasuje. Żyje chwilą, cieszy się z małych rzeczy, lubi wszystko, co ładne. Zdarza jej się jednak myśleć nad przyszłością, nad tym, kim zostanie w przyszłości i czego oczekują od niej inni. Czuje się też źle z tym, że ma problemy z pamięcią, ale woli o tym nie mówić i nie myśleć, bo nie chce żeby inni się o nią martwili.
Gwiazdka
Chmurce nie przeszkadzało dodatkowe opóźnienie w treningu w postaci choroby mistrza. Jedynie trochę się o niego martwiła, bo wydawał się całkiem miły i kotka nie chciała, żeby coś mu się stało, to było chyba oczywiste. Nie zmienia to jednak faktu, że Chmurka, będąc Chmurką, zaspała na kolejny termin. Biedny Kornik, nikt go nie ostrzegł. Szylkretka obudziła się chwilę po górowaniu słońca, przeciągnęła się jak gdyby nigdy nic i leżała sobie jeszcze chwilę w legowisku. Większość terminatorów już była na treningach, więc Zrośnięte Drzewa były całkiem puste. Mimo, że niedawno była ceremonia sporej ilości kociąt. Moment. Ceremonia. Na ceremonii Chmurna Łapa dostała nowego mistrza. Mistrza, z którym miała umówiony trening. Gdy do kotki powoli dopłynęła ta myśl, szybko zerwała się z legowiska, nawet nie przejmując się stanem jej futra i wybiegła z legowiska terminatorów. Spojrzała na niebo, po czym z ciężkim sercem uświadomiła sobie, że jest spóźniona na pierwszy dzień treningu. Znowu. Bez zawahania wypruła przed siebie, pędząc w stronę Kocich Grzbietów, rzucając jeszcze jakimś krótkim "trening" w stronę stróżujących obóz kotów, jakby chcieli ją zatrzymać. Miała ogromną nadzieję, że Kornikowy Konar nadal czekał na nią, a nie stwierdził, że nie ma to sensu i gdzieś sobie poszedł. Tak więc gdy w końcu dotarła do Kocich Grzbietów i zobaczyła czarną sylwetkę, jak najszybciej umiała zjawiła się przed nią. Gwałtownie zahamowała, gdy była już przed mistrzem, co poskutkowało tym, że straciła równowagę po stałym biegu i zwyczajnie przewróciła się. Cudownie, pewnie teraz wojownik nie będzie chciał jej trenować. Zerwała się na równe łapy, otrzepała i zdyszana wyrzuciła:
- Przepraszam, zaspałam, bardzo bardzo przepraszam. - mięśnie w łapach ją paliły, podobnie, jak płuca. Dawno nie wysilała się aż tak. Większość jej polowań to łowienie ryb, zazwyczaj nie musiała też uciekać przed drapieżnikami, więc nic dziwnego, że jej kondycja nie była najlepsza. No i jeszcze dochodzą do tego dosyć krótkie łapki.
Whybotherremaining No more ruminating
Takeachance I bet you won’t regret
We’ll take lifeby the hornsand
Ride it into the sunset Go on without a thought
☁
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Czas mijał. Słońce nadal przyjemnie grzało w grzbiet, ale wędrowało dalej po niebie, zniżając swój poziom. Natomiast Chmurka się nie zjawiała, przez co Kornik zaczął się zastanawiać czy zrobił coś nie tak. Może terminatorce został przekazany zły termin? A może to on się pomylił, bo choroba zaburzyła mu poczucie czasu? Szykował się nawet, by przejść się do obozu i sprawdzić, czy tam nie ma córki Błękitnego Poranka, ale wtedy pomyślał, że mogą się minąć! Wtedy nie tylko on szukałby jej, ale też ona jego i nastąpiłaby kompletna porażka... Dlatego siedział na zadku, trochę niecierpliwie i z nutą niepokoju, ale bez złości.
Właściwie to odetchnął z ulgą, kiedy w końcu zobaczył na horyzoncie rozpędzoną kotkę. Pędziła jak gnana wiatrem burzowa chmurka. - Dobra, dobra, zdarza się! Ja też zaspałem na swój pierwszy trening więc doskonale rozumiem. Tylko się zmartwiłem trochę, że się nie dogadaliśmy. - Miauknął wesoło, bez żadnej nagany przyjmując przeprosiny Chmurki. Uważał, że są naprawdę gorsze rzeczy od drobnego spóźnienia. - Odsapnij trochę, bo zaraz płuca wyplujesz! A jak już złapiesz dech to przybliż mi, czego nauczyłaś się ze Śliwką, dobrze? - Niestety, nie miał u kogo zasięgnąć języka w sprawie dotychczasowej edukacji koteczki. Kiedy przejmował trening Łabędzia było łatwiej, bo wcześniej Kałuża na bieżąco zdawał mu raporty z postępów.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Księżyce: 151
Mistrz: Śliwkowa Pestka || Kornikowy Konar
Płeć: kotka
Matka: Błękitny Poranek
Ojciec: Brązowy Pysk
Trochę niska, szczupła, długowłosa biała kotka o kremowo-płowych uszach i ogonie i dużych, błękitnych oczach.
Chmurna Łapa niewiele się różni od małej Chmurki. Nadal jest roztrzepana, zapominalska i naiwna. Można powiedzieć, że nadal jest w głębi duszy kociakiem. Nie umie czytać kotów, wierzy we wszystko, co jej się powie, o ile oczywiście nie zapomni o tym już chwilę po fakcie. Ale nie jest też bez zalet - lubi rozmawiać z innymi kotami, jest radosna, jeśli wydaje jej się, że ktoś ma zły humor, to bez zawahania spróbuje go rozbawić. Łatwo się przywiązuje do innych, kocha swoich przyjaciół całym sercem, chociaż nie raz zdarzy jej się zapomnieć ich imion. Zdecydowanie woli mieć towarzystwo, siedzenie samej jakoś jej nie pasuje. Żyje chwilą, cieszy się z małych rzeczy, lubi wszystko, co ładne. Zdarza jej się jednak myśleć nad przyszłością, nad tym, kim zostanie w przyszłości i czego oczekują od niej inni. Czuje się też źle z tym, że ma problemy z pamięcią, ale woli o tym nie mówić i nie myśleć, bo nie chce żeby inni się o nią martwili.
Gwiazdka
Odetchnęła z ulgą, gdy nowy mistrz nie wydawał się być na nią zły. Nawet uśmiechnęłaby się lekko, gdy wspomniał, że sam się spóźnił na pierwszy trening, gdyby nie to, że obecnie była zajęta łapaniem oddechu po szalonym biegu. Na pytanie szybko skinęła głową, nie chcąc dawać kolejnej zdyszanej odpowiedzi. Chwilę jej zajęło uspokojenie oddechu i bicia serca, w międzyczasie klapnęła sobie na ziemi, aby dać odpocząć i łapom. Gdy już uznała, że będzie w stanie normalnie mówić, spojrzała znowu na Kornika (bo wcześniej jej wzrok utkwiony był gdzieś w skale, to w trawie obok, to w niebie) i wzięła głębszy oddech.
- Nie przerobiłyśmy wiele, bo większość treningów to było powtarzanie tego samego, żebym zapamiętała, bo trochę mam problemy z pamięcią, ale nauczyłam się łowić ryby i rang w klanie, o. - powiedziała. Fragment o problemach z pamięcią powiedziała trochę szybciej, jakby chciała uniknąć tematu, ale poza tym zdanie brzmiało całkiem normalnie, wcale nie tak, jakby przed kilkoma momentami przesprintowała tu z obozu. Szczerze mówiąc dobrze, że pierwszego dnia treningu Chmurce zachciało się uczyć łowić ryb, z pewnością ułatwiło jej to bycie przydatną, gdy jej trening stał, a potem gdy jej mistrzyni zniknęła.
Whybotherremaining No more ruminating
Takeachance I bet you won’t regret
We’ll take lifeby the hornsand
Ride it into the sunset Go on without a thought
☁
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
W czasie, kiedy Chmurka łapała oddech, Kornik w zamyśleniu przyłożył łapkę do pyszczka i zaczął ogryzać pazury. Córka Błękitnego Poranka była kolejnym terminatorem, którego otrzymał w spadku po zaginionym przyjacielu. Cieszył się z możliwości nauki młodego pokolenia, ale wolałby uczniów dostawać w normalnym trybie, a nie w związku z czyimś zniknięciem. Minęło już kilka solidnych księżycy, od kiedy nie widział Kałuży, nawet więcej od przepadnięcia Śliwki... Kocur nie miał tyle wolnego czasu, by siedzieć i płakać, ale gdzieś głęboko ukryta za warstwami optymizmu kuła go tęsknota. - Teoria taka jest! Trzeba ją ciągle powtarzać, żeby zapamiętać, nawet nie wiesz ile czasu mieliłem kodeks, żeby go w końcu wbić do głowy! Nawet jak dostaliśmy z Kałużą swoich pierwszych terminatorów to umówiliśmy się, że się w którymś momencie zamienimy i on zrobi z moim Kodeks, a ja z jego walkę, żeby nie było wtopy. - Oznajmił Chmurce, na razie niezbyt poważnie traktując jej wzmiankę o kłopotach z pamięcią. Dał się nabrać na to, że wspomniała to mimochodem, jakby to rzeczywiście nie było nic istotnego. - No, ale dobra, jak się czujesz z rangami, chcesz je powtórzyć? Czy idziemy dalej? - Zapytał. - Dosłownie to idziemy dalej, bo przejdziemy dzisiaj jakaś granicę, proponuje tą z terenami niczyimi, bo tam będzie najsuszej. - Zaproponował i wstał, ale jeszcze nie ruszył, czekając aż Chmurka się zbierze.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Księżyce: 151
Mistrz: Śliwkowa Pestka || Kornikowy Konar
Płeć: kotka
Matka: Błękitny Poranek
Ojciec: Brązowy Pysk
Trochę niska, szczupła, długowłosa biała kotka o kremowo-płowych uszach i ogonie i dużych, błękitnych oczach.
Chmurna Łapa niewiele się różni od małej Chmurki. Nadal jest roztrzepana, zapominalska i naiwna. Można powiedzieć, że nadal jest w głębi duszy kociakiem. Nie umie czytać kotów, wierzy we wszystko, co jej się powie, o ile oczywiście nie zapomni o tym już chwilę po fakcie. Ale nie jest też bez zalet - lubi rozmawiać z innymi kotami, jest radosna, jeśli wydaje jej się, że ktoś ma zły humor, to bez zawahania spróbuje go rozbawić. Łatwo się przywiązuje do innych, kocha swoich przyjaciół całym sercem, chociaż nie raz zdarzy jej się zapomnieć ich imion. Zdecydowanie woli mieć towarzystwo, siedzenie samej jakoś jej nie pasuje. Żyje chwilą, cieszy się z małych rzeczy, lubi wszystko, co ładne. Zdarza jej się jednak myśleć nad przyszłością, nad tym, kim zostanie w przyszłości i czego oczekują od niej inni. Czuje się też źle z tym, że ma problemy z pamięcią, ale woli o tym nie mówić i nie myśleć, bo nie chce żeby inni się o nią martwili.
Gwiazdka
Chmurkę pocieszyła nieco świadomość, że ktoś inny też miał problem z zapamiętywaniem rzeczy. Nawet, jeśli nie było to tak ogólne, jak jej braki w pamięci, to nadal ją to pocieszało. Tym bardziej, że Kornik powinien być z tym wyrozumiały, skoro sam się z tym męczył. Tak więc jej jedyne wątpliwości zostały rozwiane!
- A kodeks to trzeba znać na pamięć? - spytała nieco niepewnie. No to cudownie, nigdy się nie nauczy i nigdy nie zostanie wojownikiem. Tym bardziej, jak straciła już tyle czasu powtarzając to samo, czy nie mając treningów. Ale to nic, na pewno sobie poradzą. Przecież musieli. A nawet, jeśli nie, to nic złego w byciu terminatorem do końca życia, o ile nadal jest się przydatnym dla klanu, o.
- Możemy iść dalej. - uśmiechnęła się. Znała rangi, to nie było nic trudnego. Zachichotała na kolejne zdanie, bo w kontekście było zabawne. - Może być. A myślisz, że długo jeszcze będzie stała woda z roztopów? - zapytała, tak skoro wojownik wspomniał o suchych granicach. Bo niektóre takie nie były. Co było nieco irytujące, ale cóż można było poradzić. Więcej skarbów do znalezienia! Zawsze były jakieś pozytywy.
Whybotherremaining No more ruminating
Takeachance I bet you won’t regret
We’ll take lifeby the hornsand
Ride it into the sunset Go on without a thought
☁
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Kiedy zgodziła się na pójście dalej machnął ogonem i ruszył w stronę Ptasich Krzewów - rozmowę mogli kontynuować maszerując. Nadawał równe tempo, energiczne za sprawą swoich długich łap, ale też nie na tyle szybkie, by od razu zarżnąć Chmurkę i jej niewybitną kondycję. - No tak. Znaczy, nie musisz tak słowo w słowo, żeby recytować bez zająknięcia, ale musisz wiedzieć co w nim jest i pamiętać wszystkie zasady. Jak inaczej będziesz ich przestrzegać, co nie? - Miauknął, nie dając zabić swojego optymizmu. Przecież skoro on dał radę się tego nauczyć to terminatorka też, co nie? Nie widział innej ewentualności. - To zależy, czy będzie jeszcze padać i czy będzie świeciło słońce... Mam nadzieję, ze niedługo, bo to strasznie denerwujące i niebezpieczne, bo można utknąć. Mnie się zdarzyło, wiesz?
- W ogóle ja to się staram ten Kodeks tak przemycać w trakcie treningu, rozumiesz? Nie tak, że teraz będziemy sobie szli, a ja wyrecytuje cały i będę oczekiwać, że go zapamiętasz. Tylko na przykład teraz idziemy na granicę. A dlaczego? Bo w Kodeksie jest taki punkt, który każe sprawdzać i znakować wszystkie granice, codziennie. Jasne? Byłaś już kiedyś na patrolu granicy?
- Przerwał na chwilę paplaninę, by wysłuchać odpowiedzi. Przy okazji przeciągnął spojrzeniem po okolicy.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Księżyce: 151
Mistrz: Śliwkowa Pestka || Kornikowy Konar
Płeć: kotka
Matka: Błękitny Poranek
Ojciec: Brązowy Pysk
Trochę niska, szczupła, długowłosa biała kotka o kremowo-płowych uszach i ogonie i dużych, błękitnych oczach.
Chmurna Łapa niewiele się różni od małej Chmurki. Nadal jest roztrzepana, zapominalska i naiwna. Można powiedzieć, że nadal jest w głębi duszy kociakiem. Nie umie czytać kotów, wierzy we wszystko, co jej się powie, o ile oczywiście nie zapomni o tym już chwilę po fakcie. Ale nie jest też bez zalet - lubi rozmawiać z innymi kotami, jest radosna, jeśli wydaje jej się, że ktoś ma zły humor, to bez zawahania spróbuje go rozbawić. Łatwo się przywiązuje do innych, kocha swoich przyjaciół całym sercem, chociaż nie raz zdarzy jej się zapomnieć ich imion. Zdecydowanie woli mieć towarzystwo, siedzenie samej jakoś jej nie pasuje. Żyje chwilą, cieszy się z małych rzeczy, lubi wszystko, co ładne. Zdarza jej się jednak myśleć nad przyszłością, nad tym, kim zostanie w przyszłości i czego oczekują od niej inni. Czuje się też źle z tym, że ma problemy z pamięcią, ale woli o tym nie mówić i nie myśleć, bo nie chce żeby inni się o nią martwili.
Gwiazdka
Przytaknęła. To miało sens, trzeba było znać kodeks, żeby go przestrzegać. Zdolność wyrecytowania go to pewnie przydatna była tylko jak się miało terminatora, a ona pewnie przez dłuuugi czas nie będzie takowego miała. O ile w ogóle. Wątpiła, żeby - nawet, jak zostanie wojownikiem - dobrym pomysłem byłoby dać terminatora komuś, kto nie jest punktualny i zapomina o dosłownie najważniejszych rzeczach. Jakby jakimś cudem wstała i czekała na swojego teoretycznego terminatora, to pewnie zapomniałaby jego imienia i jak wygląda. A jakby się nie zjawił, to dopiero byłby koszmar. Jak miałaby szukać kogoś, gdy nie wie, jak wygląda i jak ma na imię?
- Utknąłeś? - spytała, przechylając głowę z szeroko otwartymi oczami wlepionymi w kocura. Utrzymywanie tempa nie stanowiło już zbytniego problemu, więc mogła iść automatycznie, patrząc na mistrza, który może miał jakąś fajną historię do opowiedzenia. - Jak ta cała woda wróci do rzeki, to może zostawi jakieś skarby po sobie. Jak na brzegu czasem można znaleźć. - powiedziała optymistycznie. Perspektywa znalezienia ciekawych rzeczy, do których normalnie nie miałaby dostępu, była ciekawa. Szczególnie, że rzeka przynosiła nieraz takie ładne rzeczy!
- Byłam! - odparła z nutką dumy w głosie. Była na patrolu i to nie raz. Co nie było zbyt zaskakujące, bo przecież była już na tym świecie przez długi czas. Ponad jeden obieg pór. Więc czasem była na jakimś patrolu. Zdecydowanie rzadziej, niż wojownicy, ale jednak. - Tylko zazwyczaj idę na patrole z większą ilością kotów, bo nie umiem walczyć i raczej nie przydałabym się, jakby coś się stało. - dodała jeszcze po chwili, nieco mniej dumnie. Jakby napotkali jakiegokolwiek drapieżnika, albo, co gorsza, doszło do bójki na granicy, to byłaby kompletnie bezużyteczna. No, może poza pobiegnięciem po posiłki.
Whybotherremaining No more ruminating
Takeachance I bet you won’t regret
We’ll take lifeby the hornsand
Ride it into the sunset Go on without a thought
☁
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Nie miał pojęcia, że w przypadku Chmurki istnieje nawet ryzyko zapomnienia wyglądu kota. Jakoś jego odnalazła bez problemu, a przecież nie należał do najbardziej charakterystycznych wojowników Rzeki. Był po prostu duży, ale po za tym całkiem przeciętny z wyglądu. We własnym mniemaniu przynajmniej. - Tak, podczas wyprawy Ćmiej Gwiazdy! Musieliśmy przejść przez roztopy i mimo, że uważałem to i tak bagno mnie trochę wciągnęło. Całe szczęście pozostali pomogli mi się wydostać. - Opowiedział bez krztyny zażenowania, a nawet zaśmiał się na końcu. Niby nie było czym się chwalić, ale nie mógł sobie odpuścić opowiadania tego jako przestrogi lub zabawnej anegdotki. - To całkiem prawdopodobne. - Potwierdził, kiedy wspomniała o skarbach zostawionych przez rzekę.
Wieść, że bywała już na patrolu nie była dla niego specjalni zaskakująca, ale jednak wolał usłyszeć ten fakt wprost. Uśmiechnął się szerzej, kiedy usłyszał dumę w jej głosie. - Ale w takim wypadku, chyba całkiem dobrze orientujesz się w granicach i terenach, co? Przynajmniej nie są ci obce?- Zapytał, z ukosa strzelając ku niej spojrzeniem. - A walkę, raz dwa nadrobimy! Może nawet dzisiaj, co ty na to? - Miauknął dziarsko.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Księżyce: 151
Mistrz: Śliwkowa Pestka || Kornikowy Konar
Płeć: kotka
Matka: Błękitny Poranek
Ojciec: Brązowy Pysk
Trochę niska, szczupła, długowłosa biała kotka o kremowo-płowych uszach i ogonie i dużych, błękitnych oczach.
Chmurna Łapa niewiele się różni od małej Chmurki. Nadal jest roztrzepana, zapominalska i naiwna. Można powiedzieć, że nadal jest w głębi duszy kociakiem. Nie umie czytać kotów, wierzy we wszystko, co jej się powie, o ile oczywiście nie zapomni o tym już chwilę po fakcie. Ale nie jest też bez zalet - lubi rozmawiać z innymi kotami, jest radosna, jeśli wydaje jej się, że ktoś ma zły humor, to bez zawahania spróbuje go rozbawić. Łatwo się przywiązuje do innych, kocha swoich przyjaciół całym sercem, chociaż nie raz zdarzy jej się zapomnieć ich imion. Zdecydowanie woli mieć towarzystwo, siedzenie samej jakoś jej nie pasuje. Żyje chwilą, cieszy się z małych rzeczy, lubi wszystko, co ładne. Zdarza jej się jednak myśleć nad przyszłością, nad tym, kim zostanie w przyszłości i czego oczekują od niej inni. Czuje się też źle z tym, że ma problemy z pamięcią, ale woli o tym nie mówić i nie myśleć, bo nie chce żeby inni się o nią martwili.
Gwiazdka
Szczerze, Chmurka odnalazła Kornika tylko dlatego, że się wyróżniał. Nie zauważyła żadnego innego kota czekającego na Kocim Grzbiecie, a tam została skierowana, więc zwyczajnie miała nadzieję, że trafiła. Jakby to był ktoś inny, to byłoby nieco niezręcznie. Ale terminatorka nie chciała o tym nawet myśleć - cieszyła się z sukcesu, tyle jej wystarczyło.
- To musiało być straszne! - zawołała z szeroko otwartymi oczami. Sama nie mogła sobie wyobrazić, jak przerażona byłaby, jakby coś złapało ją za łapy i nie pozwoliło jej się wydostać, zamiast tego wciągając ją bardziej jakby próbowała się ruszyć. Instynktownie przeszedł ją dreszcz na samą myśl o takiej sytuacji. Nie pomagał wcale fakt, że szylkretka z natury była raczej strachliwa.
- Tak, raczej tak, bo musiałam je zapamiętać, bo to ważne. I cały czas przydatne. - odpowiedziała na pytanie o terenach. Na wspomnienie nadrabiania walki jej oczy zabłyszczały z zainteresowaniem. Fakt, sama niekoniecznie rwała się do nauczenia się jak krzywdzić inne koty, czy zwierzęta, ale była to umiejętność wymagana od wojowników. Zresztą, pewnie fajnie było wyładować w ten sposób trochę energii, gdy nie była to poważna sytuacja, tylko zwykły trening, czy sparing. - Możemy. - odpowiedziała, a w jej głosie było słychać nutkę podekscytowania. Czy było to spowodowane tym, że zawsze była chętna do poznawania nowych rzeczy, a może tym, że chciała jak najszybciej mieć to za sobą?
Whybotherremaining No more ruminating
Takeachance I bet you won’t regret
We’ll take lifeby the hornsand
Ride it into the sunset Go on without a thought
☁
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
- To prawda! Jakby nie było, wypada znać tereny swoje Klanu, prawda? W innym wypadku może się zrobić trochę niezręcznie. - Miauknął dziarsko. Krajobraz wkoło zaczął się zmieniać z bezdrzewnego na zarośnięty gęstymi chaszczami. Zaczęły ich otaczać Ptasie Krzewy. - W takim razie poćwiczymy walkę jak dojdziemy do Kwiecistej Łąki. - Oznajmił, kiedy wyraziła aprobatę dla sparringu. Zauważył błysk zainteresowania w jej ślepiach - poprzedni terminator, chociaż w każdej grubości wąsa cudowny, niezbyt entuzjastycznie podchodził do walki i Kornik musiał włożyć trochę starania w przekonaniu go, że nie jest to najgorsza aktywność pod słońcem. Sam wojownik czerpał z przyjacielskich przepychanek przyjemność i miał nadzieję, że Chmurce również sprawi trochę radości. Nie chciał jednak walczyć w chaszczach, nie tylko dlatego, żeby przypadkiem nie wydłubać sobie oka, ale również z takich względów jak bardzo słaba widoczność. Niewykluczone, że mógł się w nich czaić jakiś drapieżnik. - Po drugiej stronie granicy jest Kłujący Gąszcz. Nie odcina się jakoś wyraźnie od Ptasich Krzewów, więc trzeba się kierować zapachem.- Miauknął. - Byłaś kiedyś poza granicami Klanu? - Spytał konwersacyjnie.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Księżyce: 151
Mistrz: Śliwkowa Pestka || Kornikowy Konar
Płeć: kotka
Matka: Błękitny Poranek
Ojciec: Brązowy Pysk
Trochę niska, szczupła, długowłosa biała kotka o kremowo-płowych uszach i ogonie i dużych, błękitnych oczach.
Chmurna Łapa niewiele się różni od małej Chmurki. Nadal jest roztrzepana, zapominalska i naiwna. Można powiedzieć, że nadal jest w głębi duszy kociakiem. Nie umie czytać kotów, wierzy we wszystko, co jej się powie, o ile oczywiście nie zapomni o tym już chwilę po fakcie. Ale nie jest też bez zalet - lubi rozmawiać z innymi kotami, jest radosna, jeśli wydaje jej się, że ktoś ma zły humor, to bez zawahania spróbuje go rozbawić. Łatwo się przywiązuje do innych, kocha swoich przyjaciół całym sercem, chociaż nie raz zdarzy jej się zapomnieć ich imion. Zdecydowanie woli mieć towarzystwo, siedzenie samej jakoś jej nie pasuje. Żyje chwilą, cieszy się z małych rzeczy, lubi wszystko, co ładne. Zdarza jej się jednak myśleć nad przyszłością, nad tym, kim zostanie w przyszłości i czego oczekują od niej inni. Czuje się też źle z tym, że ma problemy z pamięcią, ale woli o tym nie mówić i nie myśleć, bo nie chce żeby inni się o nią martwili.
Gwiazdka
- Okej! - odpowiedziała, gdy wojownik zdecydował, gdzie będą walczyć. Może i Chmurka nie uważała walki za coś wspaniałego, bardziej coś, co musiała umieć czy tego chciała, czy nie, ale jednak była zainteresowana. Jeśli nauczyłaby się walczyć szybko, to byłby duży krok do wojowniczego imienia. No i chciała wiedzieć, czy faktycznie wszystko będzie ją boleć tak, jak się nieco obawiała.
- Nie byłam. Trzymam się granic raczej. Na tereny innego klanu nie można wchodzić, a tereny niczyje są straszne. - wyjaśniła. Nie to, żeby była przerażona i nigdy nie chciała wystawić łapki poza granicę, ale zawsze jak była przy krańcu terenów Rzeki, to ogarniał ją pewien... niepokój. O ile, oczywiście, nie była zajęta zbieraniem kwiatków, czy inną radosną czynnością. Wtedy to nie. - Bo poza terenami klanu mogą być drapieżnicy, albo jacyś niemili samotnicy i co wtedy? Byłabym za daleko od obozu, żeby zawołać o pomoc. - powiedziała poważnie ze zmarszczonym czołem. - W ogóle nigdy nie wychodzę z obozu sama, o. Zazwyczaj z jakimś patrolem, albo zaczepię tatę, żeby ze mną poszedł. - dokończyła myśl już nieco radośniej. Wbrew pozorom Chmurka nie była kompletnie głupia - wiedziała, że świat może być niebezpieczny i nie chciała sprowadzać na siebie niepotrzebnego ryzyka. Szczególnie, jak mogła je zminimalizować. Przecież jakby jej coś się stało, to jej bliskim byłoby smutno, a tego nie chciała.
Whybotherremaining No more ruminating
Takeachance I bet you won’t regret
We’ll take lifeby the hornsand
Ride it into the sunset Go on without a thought
☁
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
- To prawda. Jest taki punkt kodeksu nawet, wiesz? Nie poluj i nie wstępuj na teren innego Klanu! Widzisz, to znasz już jeden do przodu. - Ucieszył się Kornik. Skoro już wiedziała, że nie wolno wchodzić na tereny innego Klanu, to zapamiętanie, że jest taki punkt w Kodeksie powinno także jej pójść. Pokiwał z aprobatą łbem, gdy wyjawiła, że trzyma się w obrębie granic, ale prawdę mówiąc, w innym wypadku wcale by jej nie zganił. Doskonal rozumiał ciekawość terminatorów, nawet jeżeli nie zawsze szła w parze ze zdrowym rozsądkiem. - Mądrze robisz. Zwłaszcza przed naszym treningiem walki. - Miauknął z uśmiechem.
Kroczyli dalej przez Ptasie Krzewy, otaczające wybraną przez Kornika ścieżkę gęstą ścianą. - To zanim nie dojdziemy do Kwiecistej Łąki, pogadamy trochę o teorii walki! Na pewno coś słyszałaś, albo masz własne wnioski jak powinna wyglądać walka i na czym należy się w niej skupić. - Kiwnął brodą w jej stronę, zachęcając do mówienia.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Księżyce: 151
Mistrz: Śliwkowa Pestka || Kornikowy Konar
Płeć: kotka
Matka: Błękitny Poranek
Ojciec: Brązowy Pysk
Trochę niska, szczupła, długowłosa biała kotka o kremowo-płowych uszach i ogonie i dużych, błękitnych oczach.
Chmurna Łapa niewiele się różni od małej Chmurki. Nadal jest roztrzepana, zapominalska i naiwna. Można powiedzieć, że nadal jest w głębi duszy kociakiem. Nie umie czytać kotów, wierzy we wszystko, co jej się powie, o ile oczywiście nie zapomni o tym już chwilę po fakcie. Ale nie jest też bez zalet - lubi rozmawiać z innymi kotami, jest radosna, jeśli wydaje jej się, że ktoś ma zły humor, to bez zawahania spróbuje go rozbawić. Łatwo się przywiązuje do innych, kocha swoich przyjaciół całym sercem, chociaż nie raz zdarzy jej się zapomnieć ich imion. Zdecydowanie woli mieć towarzystwo, siedzenie samej jakoś jej nie pasuje. Żyje chwilą, cieszy się z małych rzeczy, lubi wszystko, co ładne. Zdarza jej się jednak myśleć nad przyszłością, nad tym, kim zostanie w przyszłości i czego oczekują od niej inni. Czuje się też źle z tym, że ma problemy z pamięcią, ale woli o tym nie mówić i nie myśleć, bo nie chce żeby inni się o nią martwili.
Gwiazdka
- O. - wydała z siebie krótki dźwięk, gdy dowiedziała się o jednym z punktów kodeksu. Nie myślała, że to z kodeksu, raczej wydawało jej się, że to taka ogólnie przyjęta zasada. No i jeszcze jest kwestia tego, że jakby weszła na teren innego klanu, to mogłoby się skończyć nieprzyjemnie, bo jeszcze by ją ktoś pobił, a wtedy co?
Uśmiechnęła się, gdy Kornik ją pochwalił. Chmurka może i nie była jakaś szczególnie inteligentna, ale daleko jej było do nierozwagi. Głównie jednak była to zasługa tego, że nie chciała robić swojej rodzinie przykrości. Jakby wróciła do obozu poobijana, to z pewnością by ich to zabolało. Już i tak straciła większą część rodzeństwa, nie chciała być kolejną, która zniknie i wbije cierń w serce jej rodziców. No i Paprocia, który zostałby sam. Tylko on przynajmniej miał swoją bliską przyjaciółkę, to nie byłoby mu aż tak źle.
- Umm... to ten, pewnie trzeba jakoś oślepić przeciwnika, nie? Ciężko kogoś trafić jak się nic nie widzi. Można się potknąć, czy coś! - zastanowiła się, choć trochę nieswojo czuła się z perspektywą zranienia kogoś, tym bardziej w miejsce tak wrażliwe, jak oczy. Jej samej nie raz wpadło coś do oka i potem dużo czasu minęło, zanim przestawało piec. Nie wyobrażała sobie jak bardzo musiała boleć taka rana w oko. - Może przewrócić? Bo jak się ktoś przewróci, to musi najpierw wstać, a to może dać chwilę czasu na ucieczkę, czy przybycie pomocy. - ta myśl już była nieco okrężna, ale zdecydowanie bardziej jej się podobała, niż udrapanie kogoś w oko. Tyle, że sama nie miała wystarczająco siły, żeby kogokolwiek przewrócić.
Whybotherremaining No more ruminating
Takeachance I bet you won’t regret
We’ll take lifeby the hornsand
Ride it into the sunset Go on without a thought
☁
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
- Dobrze kombinujesz! - Pochwalił ja kolejny raz. Był mistrzem stosującym zasadę pozytywnego wzmocnienia, zdecydowanie wolał wskazywać terminatorom co robią dobrze i kiedy myślą właściwie, a nie wytykać błędy, które przecież każdemu się zdarzały, a zwłaszcza młodym i niedoświadczonym kotom. Więc po co tak na starcie je demotywować?
- Masz pomysł w jaki sposób go oślepić? - Zadał pytanie, nienachalnie wpatrując się w terminatorkę. -Co do powalenia, masz rację, że leżący przeciwnik musi wstać, by ponownie zaatakować, co zabiera trochę czasu, a poza tym, leżąc bardzo często odsłania wrażliwe części ciała -[b] gardło, brzuch, pachwiny. Atakując te miejsca masz duże szanse poważnie go zranić, albo przynajmniej zadać trochę bólu. Nawet nie mając dużo siły spokojnie możesz atakować łapy przeciwnika, by spróbować go wytrącić z równowagi, bo czasem nie potrzeba siły, a wystarczy trochę rozpędu, albo wyczucie momentu, kiedy przeciwnik ląduje, albo nie ma dobrego podparcia na ziemi... Rozumiesz? - Mimochodem rozwiał jej wątpliwości. Dla niego obalanie przeciwników było jedną z lepszych taktyk, ponieważ przy jego gabarytach i sile rzadko kiedy się nie powodziło, a dawało solidną przewagę. Jednak piórkowa waga Chmurki wcale nie była przeszkodą, by od czasu do czasu spróbować takiego ruchu w walce.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Księżyce: 151
Mistrz: Śliwkowa Pestka || Kornikowy Konar
Płeć: kotka
Matka: Błękitny Poranek
Ojciec: Brązowy Pysk
Trochę niska, szczupła, długowłosa biała kotka o kremowo-płowych uszach i ogonie i dużych, błękitnych oczach.
Chmurna Łapa niewiele się różni od małej Chmurki. Nadal jest roztrzepana, zapominalska i naiwna. Można powiedzieć, że nadal jest w głębi duszy kociakiem. Nie umie czytać kotów, wierzy we wszystko, co jej się powie, o ile oczywiście nie zapomni o tym już chwilę po fakcie. Ale nie jest też bez zalet - lubi rozmawiać z innymi kotami, jest radosna, jeśli wydaje jej się, że ktoś ma zły humor, to bez zawahania spróbuje go rozbawić. Łatwo się przywiązuje do innych, kocha swoich przyjaciół całym sercem, chociaż nie raz zdarzy jej się zapomnieć ich imion. Zdecydowanie woli mieć towarzystwo, siedzenie samej jakoś jej nie pasuje. Żyje chwilą, cieszy się z małych rzeczy, lubi wszystko, co ładne. Zdarza jej się jednak myśleć nad przyszłością, nad tym, kim zostanie w przyszłości i czego oczekują od niej inni. Czuje się też źle z tym, że ma problemy z pamięcią, ale woli o tym nie mówić i nie myśleć, bo nie chce żeby inni się o nią martwili.
Gwiazdka
- Hmm... - mruknęła, marszcząc czoło w zamyśleniu. Oczywistą odpowiedzią byłoby zaatakować oczy, spróbować je zranić, jednak Chmurka była zbyt miękka, żeby wpaść na taki pomysł. Skierowała wzrok nieco w ziemię i doznała olśnienia. - Można rzucić komuś piachem w oczy, o! - powiedziała, zadowolona z tego, że znalazła odpowiedź. Taką w miarę łagodną.
- ...a takie rany bardzo bolą? W sensie tak w brzuch na przykład... - położyła uszy po sobie i nieco skuliła się, jakby chciała chronić swój własny, odsłonięty podczas spaceru brzuch. Nie uśmiechało jej się jakoś próbować kogoś skrzywdzić, czemu miałaby? Nie wystarczy komuś powiedzieć "hej, jesteś na terenach Klanu Rzeki, proszę, idź sobie!" i sprawa rozwiązana? Jeśli nie, to świat był bardzo niemiły. - ...a co, jakby się kogoś zraniło tak za bardzo? Tak, żeby... - aż zadrżała, urywając w pół zdania. Nie, nie, nie, tak bardzo jej się to nie podobało. Nie chciała sobie nawet wyobrażać bycia powodem, dla którego jakiś kot mógłby zostać z blizną, albo gorzej. Jej niewinne serduszko zaczęło bić szybciej, jakby ze strachu. Wiedziała, że nic jej teraz nie grozi, ale jej myśli zeszły w nieprzyjemnym kierunku.
Whybotherremaining No more ruminating
Takeachance I bet you won’t regret
We’ll take lifeby the hornsand
Ride it into the sunset Go on without a thought
☁