Mistrz: Kosowa Pieśń, Skrzące Słowo
Płeć: kocur
Matka: Błękitny Poranek
Ojciec: Brązowy Pysk
Od razu można uznać, że syn Brązowego Pyska wdał się bardziej w matkę, niż w ojca w budowie ciała. Nie ma żadnego zbędnego tłuszczyku bądź kolejnych podbródek. Chudy z niego okaz, co z pewnością zawdzięcza po części chorobie, która uziemiła go na dobre kilka księżyców w Rzecznej lecznicy, jednak nie zapowiada się, aby łatwo byłoby mu przytyć. Szczupłe ciało kocura jest uniesiony na mało umięśnionych łapach, oraz jest pokryte, krótka i miękką sierścią o niebieskich odcieniach. Dokładniej skupiając się na samym rysunku na sierści, niebieski kocurek ma umarszczenie ticked, czyli, że grzbiet, głowa i większość część ciała jest ciemniejsza niż zwykłego, niebieskiego kota. Ciemna barwa odpuszcza sobie, przy kończynach, jak najbliżej łap, przy brzuchu oraz pysku, zostawiając po sobie złośliwe i łatwe do rozróżnienia. Niemniej, na samym końcu tych części ciała pojawia się kremowa barwa, o której pochodzenie tylko Gwiezdny Klan zna. Ślepia posiadają żółtą barwę.
Dziecinny, jak na kociaka zastało, który czerpie radochę z chodzenia i wchodzenia do przeróżnych miejsc i zakamarkach, nie przejmując się, że rozczochra bądź pobrudzi swoje futro. Żadna z tego tragedia, w końcu zawsze można umyć się i ponownie wrócić do zabawy, ale głównie to poddaje się myciu kiedy Błękitny Poranek czy Brązowy Pysk nalegają, że powinien wyglądać jak kot, a nie jakaś wypluwka po sytym obiedzie. Żwirek uwielbia wyolbrzymiać fakty, przez co jego posiedzenie w leczniczy, zamiast trwać z trzy-cztery księżyce, trwała z sześć albo i więcej, zależności z tym, z kim ma okazję porozmawiać. Wszystko, co może być duże, ma być większe w jego myślach. Na dodatek, ciężko mu zauważyć, kiedy ktoś próbuje mu coś delikatnie podsunąć, potrzebuje bezpośredniego mówienia, bo tak to kocurek nie pojmie, co od niego chcą, koniecznie na srebrnej tacy. Ogółem jest otwarty do innych i nie zawaha się przy zaczepieniu, starszych bądź młodszych od siebie, każdy przecież może znać ciekawe rzeczy.
Wierzba [KC]
Kocur poruszył lekko wąsami, po czym kiwnął lekko głową, zgadzając się na długie oraz intensywne treningi. Oczywiście, chciał mieć nieco czasu dla siebie, więc po części cieszył się, że jego mistrz nie zdecydował się na treningi przed i po górowaniu słońca.
— Dobrze, trzymam cię za słowo — mruknął z lekkim uśmiechem. Poruszył lekko ogonem. Cóż, z nim na pewno nadrobi stracony czas i oby zdążył szybko dorównać siostrom oraz bratu, bo ich mistrzowie z pewnością powinni gnać na przód z treningiem i nie wciągnęło ich w ziemię jak Kosową Pieśń. Czasem ich w końcu widywał. — Tylko rano czy kiedy? Chyba że zmiennie — spytał po chwili. Najlepiej byłoby dokładnie wiedzieć i przyszykować się na konkretne pory, gdyby chciał z kimś wyjść. Kiwną lekko na informację o tym, że właśnie przeszli blisko Kwiecistej Łąki.
— Hm, a jak to dokładnie jest bycie wojownikiem? Obawiam się, że to, co ktoś spodziewa się od kociaka nie jest do końca tak. Znaczy się, żadnego szaleństwa nie ma, prawda? — Spytał luźno, patrząc przed siebie.
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Raczej wolałbym w okolicy pory górowania słońca, albo wieczorami. Rano przeważnie patroluję i trenuję — przyznał. Rano powietrze było kompletnie inne niż wieczorem, czy w południe i Skrzące Słowo lubił taką pogodę wykorzystywać. O wiele przyjemniej się wtedy polowało, patrolowało, czy trenowało. Zresztą, zdawał sobie sprawę z tego, że takim rannych ptaszków w klanie było raczej niewiele.
— Zależy czego się spodziewasz. Ja jestem zadowolony, jest dokładnie tak, jak sobie to wyobrażałem. — przyznał. Wyobrażał sobie stosik obowiązków, trenowanie terminatorów, uznanie wśród młodszych, bo tym także mógł się poszczycić, więc nie mógł narzekać. Wszystkie jego wyobrażenia okazały się być prawdziwe. Wszystko było kwestią tego, czego się spodziewało, jakie były oczekiwania związane z rangą wojownika.
— Właśnie doszliśmy do granicy z Klanem Gromu. Zapoznaj się proszę i z tym zapachem i powiedz mi, czy wiesz, kto w tym klanie sprawuje władzę?
Mistrz: Kosowa Pieśń, Skrzące Słowo
Płeć: kocur
Matka: Błękitny Poranek
Ojciec: Brązowy Pysk
Od razu można uznać, że syn Brązowego Pyska wdał się bardziej w matkę, niż w ojca w budowie ciała. Nie ma żadnego zbędnego tłuszczyku bądź kolejnych podbródek. Chudy z niego okaz, co z pewnością zawdzięcza po części chorobie, która uziemiła go na dobre kilka księżyców w Rzecznej lecznicy, jednak nie zapowiada się, aby łatwo byłoby mu przytyć. Szczupłe ciało kocura jest uniesiony na mało umięśnionych łapach, oraz jest pokryte, krótka i miękką sierścią o niebieskich odcieniach. Dokładniej skupiając się na samym rysunku na sierści, niebieski kocurek ma umarszczenie ticked, czyli, że grzbiet, głowa i większość część ciała jest ciemniejsza niż zwykłego, niebieskiego kota. Ciemna barwa odpuszcza sobie, przy kończynach, jak najbliżej łap, przy brzuchu oraz pysku, zostawiając po sobie złośliwe i łatwe do rozróżnienia. Niemniej, na samym końcu tych części ciała pojawia się kremowa barwa, o której pochodzenie tylko Gwiezdny Klan zna. Ślepia posiadają żółtą barwę.
Dziecinny, jak na kociaka zastało, który czerpie radochę z chodzenia i wchodzenia do przeróżnych miejsc i zakamarkach, nie przejmując się, że rozczochra bądź pobrudzi swoje futro. Żadna z tego tragedia, w końcu zawsze można umyć się i ponownie wrócić do zabawy, ale głównie to poddaje się myciu kiedy Błękitny Poranek czy Brązowy Pysk nalegają, że powinien wyglądać jak kot, a nie jakaś wypluwka po sytym obiedzie. Żwirek uwielbia wyolbrzymiać fakty, przez co jego posiedzenie w leczniczy, zamiast trwać z trzy-cztery księżyce, trwała z sześć albo i więcej, zależności z tym, z kim ma okazję porozmawiać. Wszystko, co może być duże, ma być większe w jego myślach. Na dodatek, ciężko mu zauważyć, kiedy ktoś próbuje mu coś delikatnie podsunąć, potrzebuje bezpośredniego mówienia, bo tak to kocurek nie pojmie, co od niego chcą, koniecznie na srebrnej tacy. Ogółem jest otwarty do innych i nie zawaha się przy zaczepieniu, starszych bądź młodszych od siebie, każdy przecież może znać ciekawe rzeczy.
Wierzba [KC]
Cóż, Żwirek nie uważał siebie za rannego ptaszka, wstawał, gdy już przynajmniej część wojowników to zrobiło, więc przyjął wiadomość z lekkim uśmiechem, kiwnięciem łba.
— Mhm, dobrze — mruknął, po czym lekko się zdziwił na część odpowiedzi. — Trenujesz? Masz jeszcze jakiegoś innego terminatora aktualnie czy...? — Spytał się. Nie, że chciał być ciekawski i wciskać nos w nie swoje sprawy, jednak skoro już o tym wspomniał i zaciekawiło go, to niebieski pomyślał, że mógłby się spytać. Chyba to żaden większy sekret, ale w razie czego był gotowy, aby nieco starszy kot mu nie odpowiedział.
— A powiesz mi, jak to z twojej strony wygląda? Mógłbym się ewentualnie spytać kogoś innego, ale wiesz, im większa różnica wiekowa, tym inaczej to widzą — powiedział, podnosząc zainteresowany jedną brew. Gdy doszli do granicy z Klanem Gromu nie podszedł jakoś blisko granicy. Już tam kiedyś był i kojarzył ich woń.
— O ile mnie pamięć nie myli, to przywódcą jest Trzmiela Gwiazda, zastępcą jest Żubrze Gardło a medykiem... huh, nie pamiętam — mruknął. Kojarzył, że ktoś przyniósł o tym wieści, ale nie zakodował sobie tego.
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Wzburzona Łapa niestety zachorował niedługo po swojej ceremonii, nie zdążyliśmy dobrze rozpocząć treningu, nim został wstrzymany. W wolnej chwili trenuję sam, dla siebie — odpowiedział, nie uważając tego za żadną tajemnicę. Ba, nie był to nawet powód to wstydu, a wręcz przeciwnie, więc nie widział powodu, by to ukrywać.
— Oczekiwałem większej ilości obowiązków, liczne patrole, walkę z drapieżnikami, trenowanie terminatorów i... cóż, doczekałem się. Co prawda nie różni się to aż tak od życia terminatora, jeśli mam być szczery, ale mam takie poczucie, że faktycznie robię dla klanu coś więcej, niż tylko wymiana mchu w legowiskach. — przyznał, przedstawiając swój punkt widzenia. Co prawda trenowanie terminatorów to coś, czego doświadcza dopiero od niedawna, bo Wzburzona Łapa zdążył przyjść na trening raptem kilka razy, ale lepiej późno, niż wcale.
— Truskawkowy Gąszcz — dopowiedział, gdy imię to umknęło Żwirowej Łapie i ruszył dalej, w stronę Czterech Dębów, gdy uczeń był na to gotowy.
Mistrz: Kosowa Pieśń, Skrzące Słowo
Płeć: kocur
Matka: Błękitny Poranek
Ojciec: Brązowy Pysk
Od razu można uznać, że syn Brązowego Pyska wdał się bardziej w matkę, niż w ojca w budowie ciała. Nie ma żadnego zbędnego tłuszczyku bądź kolejnych podbródek. Chudy z niego okaz, co z pewnością zawdzięcza po części chorobie, która uziemiła go na dobre kilka księżyców w Rzecznej lecznicy, jednak nie zapowiada się, aby łatwo byłoby mu przytyć. Szczupłe ciało kocura jest uniesiony na mało umięśnionych łapach, oraz jest pokryte, krótka i miękką sierścią o niebieskich odcieniach. Dokładniej skupiając się na samym rysunku na sierści, niebieski kocurek ma umarszczenie ticked, czyli, że grzbiet, głowa i większość część ciała jest ciemniejsza niż zwykłego, niebieskiego kota. Ciemna barwa odpuszcza sobie, przy kończynach, jak najbliżej łap, przy brzuchu oraz pysku, zostawiając po sobie złośliwe i łatwe do rozróżnienia. Niemniej, na samym końcu tych części ciała pojawia się kremowa barwa, o której pochodzenie tylko Gwiezdny Klan zna. Ślepia posiadają żółtą barwę.
Dziecinny, jak na kociaka zastało, który czerpie radochę z chodzenia i wchodzenia do przeróżnych miejsc i zakamarkach, nie przejmując się, że rozczochra bądź pobrudzi swoje futro. Żadna z tego tragedia, w końcu zawsze można umyć się i ponownie wrócić do zabawy, ale głównie to poddaje się myciu kiedy Błękitny Poranek czy Brązowy Pysk nalegają, że powinien wyglądać jak kot, a nie jakaś wypluwka po sytym obiedzie. Żwirek uwielbia wyolbrzymiać fakty, przez co jego posiedzenie w leczniczy, zamiast trwać z trzy-cztery księżyce, trwała z sześć albo i więcej, zależności z tym, z kim ma okazję porozmawiać. Wszystko, co może być duże, ma być większe w jego myślach. Na dodatek, ciężko mu zauważyć, kiedy ktoś próbuje mu coś delikatnie podsunąć, potrzebuje bezpośredniego mówienia, bo tak to kocurek nie pojmie, co od niego chcą, koniecznie na srebrnej tacy. Ogółem jest otwarty do innych i nie zawaha się przy zaczepieniu, starszych bądź młodszych od siebie, każdy przecież może znać ciekawe rzeczy.
Wierzba [KC]
Czyli, że jednak dobrze zapamiętał słowa Czerwonej Gwiazdy i Skrzące Słowo nie miał aktualnie kogo trenować poza nim. Poczuł lekkie ukucie zaciekawienia, w końcu mówił, że rano trenuje, jednak to uczucie szybko minęło, jako iż rdzawy po tym wytłumaczył, o co mu tak dokładnie chodziło. Podniósł lekko uszy, ewidentnie zaintrygowany samotnym treningiem.
— Na czym polegają te twoje treningi? — Spytał się, prostując się do góry, zaintrygowało takie podejście do wolnego czasu. Cóż, każdy miał swój sposób, a że ten zaciekawił syna Błękitnego Poranka to stwierdził, że nie skrzywdzi nikogo swoją ciekawością. Kto wie, może nawet i po zakończeniu treningu skusiłby się, aby pójść ze Skrą choć jeden raz.
— No, wymiana mchu to niezbyt... godne zadanie dla kogoś jak ty, co nie? — Wymruczał z lekkim uśmiechem.
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Na wytrzymałość biegam, dopóki nie czuję, że to już mój limit. Zazwyczaj obieram te samy trasy, żeby móc zobaczyć, w których miejscach zaczyna mi brakować tchu. Siłowo natomiast staram się, na przykład, wspinać po drzewach z jak najmniejszą pomocą tylnych łap. Albo podciągam się na gałęziach — odpowiedział, wymieniając rzeczy, które robi najczęściej. Zdarzało mu się okazyjnie chodzić popływać, czy ćwiczyć skradanie, ale były to rzeczy, które, no, nie były jego priorytetem. Warto było je szlifować, ale uważał, że i tak już radzi sobie z tym całkiem nieźle.
— Nadal zdarza mi się wymieniać mech w Chruśniaku, tak po prostu, aczkolwiek... uważam, że jest to zadanie, które pasuje do mnie najmniej. Tak bym to ujął — odpowiedział, z delikatnym uśmiechem. Owszem, uważał to za zadanie niegodne kogoś takiego jak on, aczkolwiek przyznanie się do tego głośno mogłoby nie zostać za dobrze odebrane. Cenił sobie swoją opinię i dobre imię.
Mistrz: Kosowa Pieśń, Skrzące Słowo
Płeć: kocur
Matka: Błękitny Poranek
Ojciec: Brązowy Pysk
Od razu można uznać, że syn Brązowego Pyska wdał się bardziej w matkę, niż w ojca w budowie ciała. Nie ma żadnego zbędnego tłuszczyku bądź kolejnych podbródek. Chudy z niego okaz, co z pewnością zawdzięcza po części chorobie, która uziemiła go na dobre kilka księżyców w Rzecznej lecznicy, jednak nie zapowiada się, aby łatwo byłoby mu przytyć. Szczupłe ciało kocura jest uniesiony na mało umięśnionych łapach, oraz jest pokryte, krótka i miękką sierścią o niebieskich odcieniach. Dokładniej skupiając się na samym rysunku na sierści, niebieski kocurek ma umarszczenie ticked, czyli, że grzbiet, głowa i większość część ciała jest ciemniejsza niż zwykłego, niebieskiego kota. Ciemna barwa odpuszcza sobie, przy kończynach, jak najbliżej łap, przy brzuchu oraz pysku, zostawiając po sobie złośliwe i łatwe do rozróżnienia. Niemniej, na samym końcu tych części ciała pojawia się kremowa barwa, o której pochodzenie tylko Gwiezdny Klan zna. Ślepia posiadają żółtą barwę.
Dziecinny, jak na kociaka zastało, który czerpie radochę z chodzenia i wchodzenia do przeróżnych miejsc i zakamarkach, nie przejmując się, że rozczochra bądź pobrudzi swoje futro. Żadna z tego tragedia, w końcu zawsze można umyć się i ponownie wrócić do zabawy, ale głównie to poddaje się myciu kiedy Błękitny Poranek czy Brązowy Pysk nalegają, że powinien wyglądać jak kot, a nie jakaś wypluwka po sytym obiedzie. Żwirek uwielbia wyolbrzymiać fakty, przez co jego posiedzenie w leczniczy, zamiast trwać z trzy-cztery księżyce, trwała z sześć albo i więcej, zależności z tym, z kim ma okazję porozmawiać. Wszystko, co może być duże, ma być większe w jego myślach. Na dodatek, ciężko mu zauważyć, kiedy ktoś próbuje mu coś delikatnie podsunąć, potrzebuje bezpośredniego mówienia, bo tak to kocurek nie pojmie, co od niego chcą, koniecznie na srebrnej tacy. Ogółem jest otwarty do innych i nie zawaha się przy zaczepieniu, starszych bądź młodszych od siebie, każdy przecież może znać ciekawe rzeczy.
Wierzba [KC]
Wsłuchiwał się uważnie, zainteresowany w eksplanację treningów, jakie sobie robił młody wojownik. To, co wychodziło z jego pyska było intrygujące, ale i równie miało swój sens. Poruszył lekko wąsami w zamyśleniu, chciałby kiedyś to spróbować, przerobić taki trening przy Skrzącym Słowie.
— Ciekawe, ciekawe. Taki niespotykany trening. Jak doszedłeś do tego, aby robić sobie takie treningi? Pierwsze słyszę, aby jakiś wojownik robił coś takiego — zaobserwował niebieski. Czasami, owszem, jakiś wojownik wychodził z obozu, aby wyładować energię, jednak nie spotkał się jeszcze z takim, co celowo wyprawiał takie rzeczy. Skra, nie dość, że młody wojownik to i miał dobre pomysły. Może lepiej by było jakby inni też brali z niego przykład. — Chodź przyznać muszę, że ciekaw jestem tego, jak wygląda takie podciąganie się na gałęzi — zamruczał, lekko rozbawiony.
— Heh, podziwiam, mnie nie za bardzo bawi wymienianie mchu — przyznał się bez bicia. Było to dla niego lekko wstrętne, jednak nie miał zamiaru wywijać się ze swych obowiązków i robił to, chciał czy nie.
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Szczerze nie pamiętam. Od zawsze... trenowałem dodatkowo. Lubię to i czuję się źle, kiedy nic ze sobą nie robię — przyznał. Nie lubił bezczynności i nie potrafił nie trenować. Po prostu. Chciał być najlepszym z najlepszych i żeby to osiągnąć, nie mógł osiąść na laurach tylko dlatego, że dostał nową rangę i imię Wojownika w dość młodym wieku. Dobrze to o nim świadczyło, jak najbardziej, nie czyniło to z niego najlepszego. — Mogę ci kiedyś urządzić taki trening, jeśli chcesz — zaproponował. Mógłby przygotować dla Terminatora nieco... mniej wymagającą wersję treningu i wtedy sam by zobaczył jak to wygląda i z czym to się je. A łatwo nie było, zwłaszcza na początku.
— Obowiązki mają to do siebie, że nie są zabawne, to fakt, ale ktoś musi to robić — przyznał. Nie robił tego wszystkiego dlatego że lubił, choć patrole i polowania całkiem przypadły mu do gustu, ale robił to dlatego, że czuł taką potrzebę, miał dziwne poczucie obowiązkowości.
Mistrz: Kosowa Pieśń, Skrzące Słowo
Płeć: kocur
Matka: Błękitny Poranek
Ojciec: Brązowy Pysk
Od razu można uznać, że syn Brązowego Pyska wdał się bardziej w matkę, niż w ojca w budowie ciała. Nie ma żadnego zbędnego tłuszczyku bądź kolejnych podbródek. Chudy z niego okaz, co z pewnością zawdzięcza po części chorobie, która uziemiła go na dobre kilka księżyców w Rzecznej lecznicy, jednak nie zapowiada się, aby łatwo byłoby mu przytyć. Szczupłe ciało kocura jest uniesiony na mało umięśnionych łapach, oraz jest pokryte, krótka i miękką sierścią o niebieskich odcieniach. Dokładniej skupiając się na samym rysunku na sierści, niebieski kocurek ma umarszczenie ticked, czyli, że grzbiet, głowa i większość część ciała jest ciemniejsza niż zwykłego, niebieskiego kota. Ciemna barwa odpuszcza sobie, przy kończynach, jak najbliżej łap, przy brzuchu oraz pysku, zostawiając po sobie złośliwe i łatwe do rozróżnienia. Niemniej, na samym końcu tych części ciała pojawia się kremowa barwa, o której pochodzenie tylko Gwiezdny Klan zna. Ślepia posiadają żółtą barwę.
Dziecinny, jak na kociaka zastało, który czerpie radochę z chodzenia i wchodzenia do przeróżnych miejsc i zakamarkach, nie przejmując się, że rozczochra bądź pobrudzi swoje futro. Żadna z tego tragedia, w końcu zawsze można umyć się i ponownie wrócić do zabawy, ale głównie to poddaje się myciu kiedy Błękitny Poranek czy Brązowy Pysk nalegają, że powinien wyglądać jak kot, a nie jakaś wypluwka po sytym obiedzie. Żwirek uwielbia wyolbrzymiać fakty, przez co jego posiedzenie w leczniczy, zamiast trwać z trzy-cztery księżyce, trwała z sześć albo i więcej, zależności z tym, z kim ma okazję porozmawiać. Wszystko, co może być duże, ma być większe w jego myślach. Na dodatek, ciężko mu zauważyć, kiedy ktoś próbuje mu coś delikatnie podsunąć, potrzebuje bezpośredniego mówienia, bo tak to kocurek nie pojmie, co od niego chcą, koniecznie na srebrnej tacy. Ogółem jest otwarty do innych i nie zawaha się przy zaczepieniu, starszych bądź młodszych od siebie, każdy przecież może znać ciekawe rzeczy.
Wierzba [KC]
Kocurek podniósł lekko żuchwę, wsłuchując się chętnie, a gdy padła oferta, aby przeżyć taki trening, to prędko uśmiechnął się i kiwnął z entuzjazmem łbem.
— O, z chęcią — mruknął, delikatnie falując uniesionym ogonem. — Hm, coś bardziej w stylu tego biegania czy podnoszenia się na gałęzi? Bo wiesz, pasowałoby się do czegoś takiego przyszykować, nie chcę chodzić na następny dzień jak na łamliwych gałązkach — zaśmiał się. Cóż, Skrzące Słowo był jego mistrzem, ale chyba nie o to chodziło, żeby rozmawiać ze sobą, jakby się połknęło patyka.
— Nie muszą być zabawne, ale zawsze jest coś lepszego od wymieniania starego mchu — stwierdził, patrząc się na wróbla przelatującego nad nimi. On jakby mógł, to by z chęcią siedział nad wodą i łowił cały dzień niż wymieniać mech w całym obozie, szczególnie w kociarni. Nie miał nic przeciwko kociętom ani matkom, jednak mech tam musiał być częściej zmieniany niż gdziekolwiek indziej. Och, a szczególnie gdy przychodziły na świat nowe pociechy. Wtedy to było co zbierać. Już mu się raz przytrafiło wymienianie mchu po takiej akcji.
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Zależy, co byś chciał poćwiczyć, nie będę ci tego narzucać — mruknął. On ćwiczył według swoich widzimisię i potrze, więc nie zamierzał narzucać tego samego Żwirowej Łapie, który mógł na przykład woleć poprawić swoją wytrzymałość, kiedy jego mistrz większą uwagę przykładał do siły, co chyba było widać po jego sylwetce i ilości mięśni.
— Są gorsze rzeczy. Na przykład odbieranie porodów, babranie się w cudzej krwi — odparł, uważając że wymiana mchu była niczym przy pracy, jaką musiał wykonywać Medyk. Nie chciałby opatrywać ran, ani patrzeć na rodzące kotki. Nie wiedział co prawda jak wygląda cud narodzin, a jedynie o tym słyszał, ale chyba mu to starczyło. Mógł im tylko współczuć, ale cóż. Po to zostały stworzone, by rodzić.
Mistrz: Kosowa Pieśń, Skrzące Słowo
Płeć: kocur
Matka: Błękitny Poranek
Ojciec: Brązowy Pysk
Od razu można uznać, że syn Brązowego Pyska wdał się bardziej w matkę, niż w ojca w budowie ciała. Nie ma żadnego zbędnego tłuszczyku bądź kolejnych podbródek. Chudy z niego okaz, co z pewnością zawdzięcza po części chorobie, która uziemiła go na dobre kilka księżyców w Rzecznej lecznicy, jednak nie zapowiada się, aby łatwo byłoby mu przytyć. Szczupłe ciało kocura jest uniesiony na mało umięśnionych łapach, oraz jest pokryte, krótka i miękką sierścią o niebieskich odcieniach. Dokładniej skupiając się na samym rysunku na sierści, niebieski kocurek ma umarszczenie ticked, czyli, że grzbiet, głowa i większość część ciała jest ciemniejsza niż zwykłego, niebieskiego kota. Ciemna barwa odpuszcza sobie, przy kończynach, jak najbliżej łap, przy brzuchu oraz pysku, zostawiając po sobie złośliwe i łatwe do rozróżnienia. Niemniej, na samym końcu tych części ciała pojawia się kremowa barwa, o której pochodzenie tylko Gwiezdny Klan zna. Ślepia posiadają żółtą barwę.
Dziecinny, jak na kociaka zastało, który czerpie radochę z chodzenia i wchodzenia do przeróżnych miejsc i zakamarkach, nie przejmując się, że rozczochra bądź pobrudzi swoje futro. Żadna z tego tragedia, w końcu zawsze można umyć się i ponownie wrócić do zabawy, ale głównie to poddaje się myciu kiedy Błękitny Poranek czy Brązowy Pysk nalegają, że powinien wyglądać jak kot, a nie jakaś wypluwka po sytym obiedzie. Żwirek uwielbia wyolbrzymiać fakty, przez co jego posiedzenie w leczniczy, zamiast trwać z trzy-cztery księżyce, trwała z sześć albo i więcej, zależności z tym, z kim ma okazję porozmawiać. Wszystko, co może być duże, ma być większe w jego myślach. Na dodatek, ciężko mu zauważyć, kiedy ktoś próbuje mu coś delikatnie podsunąć, potrzebuje bezpośredniego mówienia, bo tak to kocurek nie pojmie, co od niego chcą, koniecznie na srebrnej tacy. Ogółem jest otwarty do innych i nie zawaha się przy zaczepieniu, starszych bądź młodszych od siebie, każdy przecież może znać ciekawe rzeczy.
Wierzba [KC]
— Hm, to w sumie nie wiem — mruknął, zastanawiając się nad ofertą. Z jednej strony wiedział, że z pewnością będzie mu wygodniej z bieganiem, jednak chęć dorównania czy bycie niczym Skrzące Słowo, czy ojciec też go kusiło. W porównaniu do tej dwójki to on był niczym sucha gałązka w porównaniu do pniaka. Oj, tak to marnie wyglądający z niego wojownik będzie, nie upodobni się do dwójki kocurów. — Może by mi pasowało nieco... nie wiem, być silniejszy? — Spytał z entuzjazmem, ale z lekką nutą niepewnością. Cóż, decyzja była trudna a on niezdecydowany.
— Mhm, może, ale nie są na porządku dziennym jak wymienianie mchu — stwierdził po chwili zamyślenia niebieski terminator. Poruszył lekko ogonem, zastanawiając się nad innym tematem do rozmowy, bo ten nie był jakoś szczególnie... ciekawy. — A tak w ogóle, to twoim ojcem był... Bukowa Kora, tak? — Spytał, lekko zagryzając dolną wargę.
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— W porządku. W takim razie coś dla ciebie wymyślę. Dam ci znać, kiedy będę gotów — oznajmił, szanując decyzję terminatora. Wydawał się należeć do tych szybkich i zwinnych, nieźli do tych silnych, więc taki trening może być dla niego wyzwaniem. Ale może być także okazją do podciągnięcia się i wyrobienia sobie trochę mięśni, bo tego mu zdecydowanie brakowało.
— Porody nie, ale opatrywanie ran? Wydaje mi się to dość powszechne, jednak nie jestem Barwną Łapą, by móc to stwierdzić na pewno — przyznał. Wymiana mchu też nie musiała być czymś codziennym - terminatorzy mogli się ze sobą dogadywać i robić to na zmianę, czy coś. Ale to już co kto wolał. — Był. I jest nim nadal, bo z tego co wiem to żyje i ma się całkiem dobrze — odpowiedział, uśmiechając się delikatnie do ucznia.