Trzepnął uchem, uśmiechnął się delikatnie na to podkreślenie "niektórych", z góry przypisując je do siebie. Być może doszło do wiedzy innych, że przypadkiem wkroczył na teren Wichru? Nie miał zamiaru o tym jeszcze wspominać. - Któż to taki ich nie szanuje? - zagadał wesoło. Jeśliby powiedziała mu w pysk, że on, najpewniej zacząłby z tego wpierw żartować. A później... przeprosiłby i wyjaśnił sytuację. Nie było się o co spinać w tej kwestii.
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
Na całe szczęście dla Wiaterka, Zgniła Łapa nie miała świadomości o jego schadzkach w stronę wichru, czy takie były, czy dopiero miały się odbyć, więc nie mogła go o nic oskarżać w tym momencie, dlatego też nic nie zrobiła sobie z jego wesołej reakcji, a jedynie zabujała się lekko na boki i przymrużyła ślepia na krótki moment.
-Tajemnice klanowe. - wymruczała łagodnie, w jej głosie słyszalna lekka nutka rozbawienia. Tajne sekrety, o których wiedział tylko Klan Wichru! ...albo i nie, bo oni też nie zostali do końca poinformowali o tym, kto niby tych granicz nie potrafił uszanować. Bardziej niż klanowa, była to Lawendowa tajemnica, chociaż może to i dobrze, że nikt nie został wtedy wytkany łapą. -Hm, może powinnam chyba jednak wracać w takim razie. - odezwała się, nagle orientując się, że jakby granicą szedł patrol i napotkał ją na pogawędkach z gromowym terminatorem, to mogłaby mieć problemy. Obejrzała się za siebie, krzywiąc lekko mordkę i spuszczając nieco uszy. -U was też wojownicy tacy narwani na ten temat? Opuszczania terenów? - zagadnęła, ponownie odwracając łeb w stronę pointa.
Tajemnice? Niechaj będzie. Przynajmniej miał teraz minimum więcej pewności, że on niczemu i nikomu nie winił, nie o nim była mowa. W innym wypadku raczej na pewno wprost by mu o tym powiedziała... Prawda? Tak zakładał, tego był niemal pewien. Zaraz rzuciła, że powinna wracać. Być może on też? Jeśli tu zostanie, będzie wiadomym, że na kogoś czeka. I jak ten ktoś się pojawi, ich sekret zostanie wydany... - Cały czas. Mój ojciec chyba był już wszędzie, gdzie tylko dało się dojść - Osiedle, u koni, odprowadzał kogoś do Wichru, był przy Rzece. Wszędzie, był wszędzie. - Miło było cię poznać, Zgnilizno. Mam nadzieję, że do następnego razu?
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
Wszędzie? Poruszyła uszami i starała sobie wyobrazić, jak daleko mogło zachodzić takie wszędzie, bo na pewno brzmiało ciekawie. Może któregoś dnia również spróbuje zajść w każde możliwe miejsce. A może jednak przyklei się do własnego obozu i zostanie równie sztywna co jej ojciec. Wciąż była rozdarta pomiędzy tymi dwoma opcjami i niestety, ale nikt inny nie mógł za nią podejmować tych decyzji.
-I nawzajem, Wietrze! Do zobaczenia. - zamruczała ciepło na jego pożegnanie, jednocześnie ruszając się z miejsca i dając parę kroków w stronę wichrowych granic. -Mam nadzieję, że sytuacja z treningiem się polepszy i następnym razem usłyszę twoje nowe imię! - miauknęła jeszcze, odwracając przelotnie łeb i przyśpieszyła w końcu kroku, za chwilę przechodząc w trucht a następnie bieg, śmigając ze wzgórza czterech dębów z zadowoleniem wymalowanym na mordce. Nie wiedziała czego spodziewała się po kotach z innego klanu, ale to spotkanie na pewno przebiegło dużo lepiej niż sobie to wyobrażała. Sympatyczny był ten Wietrzna Łapa, przypominał jej nieco jej siostrę.
Bury tygrysio pręgowany kociak z bielą na pyszczku, gardle, piersi i brzuchu oraz białymi skarpetkami. || pełny w kp.
Jednym słowem: zahukany. Dwoma: niepewny siebie. Wydaje się być cały czas zagubiony, jakby nie do końca wiedział, gdzie się znajduje i co powinien zrobić, czego dokładnie się od niego oczekuje. Nawet w tak młodym wieku bez ustanku koryguje swoje ruchy i mowę ciała, bezskutecznie starając się nie wyglądać na tak wewnętrznie rozdygotanego jak faktycznie jest. Ciągle zestresowany, czasami wręcz na skraju płaczu, mimo wszystko stara się być tak silny i dzielny, jak rodzice chcą, żądają, aby był - z bardzo różnym skutkiem. Jaki będzie to miało na niego wpływ - okaże się pewnie w niedalekiej przyszłości, bo w tym momencie więcej zwyczajnie powiedzieć się nie da. Ot, mało pewny siebie kociak.
Jeszcze kilka księżyców temu nie wyobrażał sobie, że mógłby tak po prostu, bez opieki czy towarzystwa, opuścić tereny klanu, wyjść poza granice. Dziś jednak, zaraz po wschodzie słońca, otulony ciężką mgłą, wymknął się z obozu niedługo po wyjściu porannego patrolu. Szedł spokojnie, cicho, nie chcąc zmącić nastroju tego dziwnego poranka, a łapy same go niosły dalej i dalej od obozu. W pierwszej chwili chciał zapolować, złapać coś na śniadanie, jednak wtedy rzucił okiem w kierunku Czterech Dębów i wiedział już, gdzie powinien się teraz znaleźć.
Wkrótce stanął pod rozwidlającym się drzewem, gdzie mieszały się zapachy wszystkich klanów. Widział już to miejsce co najmniej dwa razy z bliska, pierwszego dnia treningu oraz w noc zgromadzenia, ale teraz miało zupełnie inny nastrój, którego Drewno nie potrafił ująć w słowa. Kilkoma zwinnymi susami wskoczył na jeden z wystających ponad ziemię korzeni, aby znaleźć się jak najwyżej i zadarł głowę. Nie był w stanie nawet dojrzeć gałęzi. Sapnął cicho z wrażenia.
//wiatr
x
I alwayssimplify thisall thetime somehowI thinkthatI'm alone I wake upevery dayandchangemy mind ✧*̥ ˚xgoodmorningx*̥ ˚✧ I'vebeen herebeforethe warning it opensupthe door and now I'm falling ﹉﹊﹉﹊﹉﹊﹉
Kolejna próba znalezienia Pająka, tym razem znów bezpieczniejsza. Wiatr nie miał zamiaru przechodzić przez granicę (póki co), stąd też jedynie Cztery Dęby zdawały się być jedynym miejscem, gdzie swojego przyjaciela mógłby znów spotkać. Stąd też dzisiejszego dnia postanowił tu przyjść i... nie, nie było Pająka. Co za to spotkał, zdawało się być równie interesujące. - Juhuuu, Wichrzaku! - zamiauczał wesoło. Nie Pająk. Zdecydowanie nie. Ni trochę go obcy przypominał, ale... to źródło informacji o Pająku. I kolejny znajomy z tego Klanu! Wiatr znał już chyba więcej Wichru, niż Gromu! - Cześć! Co tak oglądasz?
Bury tygrysio pręgowany kociak z bielą na pyszczku, gardle, piersi i brzuchu oraz białymi skarpetkami. || pełny w kp.
Jednym słowem: zahukany. Dwoma: niepewny siebie. Wydaje się być cały czas zagubiony, jakby nie do końca wiedział, gdzie się znajduje i co powinien zrobić, czego dokładnie się od niego oczekuje. Nawet w tak młodym wieku bez ustanku koryguje swoje ruchy i mowę ciała, bezskutecznie starając się nie wyglądać na tak wewnętrznie rozdygotanego jak faktycznie jest. Ciągle zestresowany, czasami wręcz na skraju płaczu, mimo wszystko stara się być tak silny i dzielny, jak rodzice chcą, żądają, aby był - z bardzo różnym skutkiem. Jaki będzie to miało na niego wpływ - okaże się pewnie w niedalekiej przyszłości, bo w tym momencie więcej zwyczajnie powiedzieć się nie da. Ot, mało pewny siebie kociak.
O czymkolwiek myślał, nagle do rzeczywistości przywrócił go nieznajomy głos, dobiegający z dołu. Drewno zamrugał, otrząsając się i spróbował namierzyć przybysza wzrokiem.
- ...dzień dobry - powiedział w końcu, wciąż zaskoczony, że spotkał kogokolwiek o tej porze w tym miejscu. Przez chwilę rozważał, czy nieznajomy w ogóle spał, a może jednak wracał z jakichś nocnych przygód, więc pytanie dotarło do niego z opóźnieniem. - Och. Właściwie nic. Prawie niczego nie widać przez mgłę. - Przyznał. Rzucił jeszcze jedno spojrzenie na majaczące się gałęzie i zeskoczył z korzenia, aby stanąć z tym kotem na równym poziomie. - Jestem Drewniana Łapa - przedstawił się, żeby nie wyjść na zupełnego dzikusa.
x
I alwayssimplify thisall thetime somehowI thinkthatI'm alone I wake upevery dayandchangemy mind ✧*̥ ˚xgoodmorningx*̥ ˚✧ I'vebeen herebeforethe warning it opensupthe door and now I'm falling ﹉﹊﹉﹊﹉﹊﹉
- No, to tym lepiej! Fajny klimat się przez to robi, nie?! Taki mrrrroczny i super tajemniczy! Ja tam takie lubię. Przynajmniej jest ciekawiej, niż jak jest jasno i no... nijak, zwyczajnie tak - powiedział niemal od razu. Wiatr nie musiał nawet myśleć o tym, czy go znał czy nie - mógł z góry traktować go jak kogoś, kogo znał od księżyców i po prostu przechodzić do zwykłych, wesołych rozmówek. - A ja Wiatr! Całkiem miło cię poznać. Czaisz, że tutaj nie ma chyba nikogo poza Wichrem? Ile razy tu byłem, ciągle spotykam koty jedynie z twojego Klanu! No, jakby te inne w ogóle nie istniały! A może nie istnieją i inni tylko nam wciskają kit że jest więcej niż my?! To by dopiero było!
Bury tygrysio pręgowany kociak z bielą na pyszczku, gardle, piersi i brzuchu oraz białymi skarpetkami. || pełny w kp.
Jednym słowem: zahukany. Dwoma: niepewny siebie. Wydaje się być cały czas zagubiony, jakby nie do końca wiedział, gdzie się znajduje i co powinien zrobić, czego dokładnie się od niego oczekuje. Nawet w tak młodym wieku bez ustanku koryguje swoje ruchy i mowę ciała, bezskutecznie starając się nie wyglądać na tak wewnętrznie rozdygotanego jak faktycznie jest. Ciągle zestresowany, czasami wręcz na skraju płaczu, mimo wszystko stara się być tak silny i dzielny, jak rodzice chcą, żądają, aby był - z bardzo różnym skutkiem. Jaki będzie to miało na niego wpływ - okaże się pewnie w niedalekiej przyszłości, bo w tym momencie więcej zwyczajnie powiedzieć się nie da. Ot, mało pewny siebie kociak.
Cały potok słów, nawet więcej, grzmiąca rzeka wylała się z ciemnego pyska kocura. Nawet, gdyby wiedział jak, to nie zdążyłby zareagować na to wszystko, co zostało właśnie powiedziane. Mógł tylko patrzeć i przytakiwać. Tak, skinął głową, też mu się podobała aktualna aura, zdecydowanie bardziej niż niedawne upały. Może nie do końca najlepiej się obserwowało teraz okolicę, ale akurat to było mało istotne, gdy pogoda tak dobrze współgrała z jego ogólnym samopoczuciem.
- Są inne klany - powiedział w końcu, chociaż daleko mu było do entuzjazmu nowego znajomego. - Widziałem koty ze wszystkich klanów na zgromadzeniu. Może nie mają po prostu chęci na poznawanie kogoś nowego. - Nie zdziwiłby się. Nie po tym, jak wyglądał występ Lśniącej Sadzawki przy tej ostatniej okazji do spotkania. Gdyby to od niego zależało, za samo to Wicher byłby skazany na zupełną izolację od reszty kotów w lesie, przynajmniej do śmierci białej kocicy.
x
I alwayssimplify thisall thetime somehowI thinkthatI'm alone I wake upevery dayandchangemy mind ✧*̥ ˚xgoodmorningx*̥ ˚✧ I'vebeen herebeforethe warning it opensupthe door and now I'm falling ﹉﹊﹉﹊﹉﹊﹉
- Byłeś na zgromadzeniu!!! Ja jeszcze nigdy. Raz było, tak całkiem niedawno, ale Żubrza Gwiazda mnie nie wzięła - co niby mu nie przeszkadzało, ale... ta... z drugiej strony miał żal. Chciał widzieć inne koty, poznać je, wiedzieć jakie są, czy coś ciekawego umieją, czy wiedzą coś czego Wiatr nie wie. A tak? Pff, mógł jedynie sobie gdybać i myśleć o tych sprawach. Zresztą, może dobrze że nie poszedł? Z jego temperamentem, minimalnie zbyt duży tłum mógłby doprowadzić go do jakiejś niepotrzebnej złości. - Co się tam w sumie działo? Bo ani tata, ani nikt inny, niespecjalnie mi cokolwiek o tym mówili... No a jak ty byłeś, to musisz wiedzieć cokolwiek!
Bury tygrysio pręgowany kociak z bielą na pyszczku, gardle, piersi i brzuchu oraz białymi skarpetkami. || pełny w kp.
Jednym słowem: zahukany. Dwoma: niepewny siebie. Wydaje się być cały czas zagubiony, jakby nie do końca wiedział, gdzie się znajduje i co powinien zrobić, czego dokładnie się od niego oczekuje. Nawet w tak młodym wieku bez ustanku koryguje swoje ruchy i mowę ciała, bezskutecznie starając się nie wyglądać na tak wewnętrznie rozdygotanego jak faktycznie jest. Ciągle zestresowany, czasami wręcz na skraju płaczu, mimo wszystko stara się być tak silny i dzielny, jak rodzice chcą, żądają, aby był - z bardzo różnym skutkiem. Jaki będzie to miało na niego wpływ - okaże się pewnie w niedalekiej przyszłości, bo w tym momencie więcej zwyczajnie powiedzieć się nie da. Ot, mało pewny siebie kociak.
- To musi być to samo, na którym mi się udało być - stwierdził trzeźwo. W końcu nie było żadnego innego zgromadzenia w ostatnim czasie. Nawet nie musiał się specjalnie zastanawiać, przecież takie rzeczy były jedynym tematem rozmów w klanie przez kilka dni przed i po nich.
- Nie ma czego żałować - powiedział, wzdychając lekko. - Niezbyt wiele... konkretnych rzeczy się działo. - Pozwolił sobie przemilczeć, co wyprawiała Lśniąca Sadzawka. Starej prukwie nie należały się nawet cztery myśli, a w trakcie tej - póki co - krótkiej rozmowy z Wiatrem Drewno poświęcił jej już zdecydowanie więcej. - Przywódcy rozmawiali między sobą, ale nie wiem o czym, a reszta kotów rozmawiała ze sobą, jeśli chciała. - On nie chciał. Nie czuł potrzeby.
x
I alwayssimplify thisall thetime somehowI thinkthatI'm alone I wake upevery dayandchangemy mind ✧*̥ ˚xgoodmorningx*̥ ˚✧ I'vebeen herebeforethe warning it opensupthe door and now I'm falling ﹉﹊﹉﹊﹉﹊﹉
- I to tylko tyle? - zmrużył oczy. Niemożliwe, wszystkie koty musiały się zbierać żeby tylko... gadać? I to nawet o niczym konkretnym? Tylko między sobą jeśli się chciało? No... to faktycznie, nie przegapił zupełnie niczego. - Bez sensu w takim razie. Chciało ci się iść na to? Przecież... to głupie w ogóle. Skoro przywódcy nawet nic konkretnego nie robili? To jest, robili ale... chyba jak byłoby to ważne, to wszyscy by wiedzieli o czym gadali.
Bury tygrysio pręgowany kociak z bielą na pyszczku, gardle, piersi i brzuchu oraz białymi skarpetkami. || pełny w kp.
Jednym słowem: zahukany. Dwoma: niepewny siebie. Wydaje się być cały czas zagubiony, jakby nie do końca wiedział, gdzie się znajduje i co powinien zrobić, czego dokładnie się od niego oczekuje. Nawet w tak młodym wieku bez ustanku koryguje swoje ruchy i mowę ciała, bezskutecznie starając się nie wyglądać na tak wewnętrznie rozdygotanego jak faktycznie jest. Ciągle zestresowany, czasami wręcz na skraju płaczu, mimo wszystko stara się być tak silny i dzielny, jak rodzice chcą, żądają, aby był - z bardzo różnym skutkiem. Jaki będzie to miało na niego wpływ - okaże się pewnie w niedalekiej przyszłości, bo w tym momencie więcej zwyczajnie powiedzieć się nie da. Ot, mało pewny siebie kociak.
- Chyba wystarczy? Co niby takiego miało się zdarzyć? - Przekrzywił lekko głowę. Czego jeszcze Wiatr oczekiwał? Nawet gdyby Drewno chciał mu wszystko streścić, to i tak nie byłby w stanie - zbyt wiele kotów rozmawiało tylko między sobą, a po tym śmiechu i łez wartym wystąpieniu Lśniącej Sadzawki księżyc został przykryty chmurami. Ktoś zinterpretował to jako sygnał, że zgromadzenie się zakończyło, więc koty wróciły do siebie z poczuciem niedosytu. - Chciałem czy nie, zostałem wybrany przez Lawendową Gwiazdę, więc nie miałem wyboru. - Nie sprzeciwiłby się nawet, gdyby kazała mu przez całą tamtą noc pilnować jedynego drzewa w obozie, bo co miał do gadania? - Przywódcy rozmawiali, ale nie wiem o czym. Nie powiedzieli, nikt nie pytał.
x
I alwayssimplify thisall thetime somehowI thinkthatI'm alone I wake upevery dayandchangemy mind ✧*̥ ˚xgoodmorningx*̥ ˚✧ I'vebeen herebeforethe warning it opensupthe door and now I'm falling ﹉﹊﹉﹊﹉﹊﹉
- O... meh, nudy. Myślałem, że te Zgromadzenia to jakieś wielkie wydarzenie, że pioruny biją z nieba, chmury się rozstępują, nie wiem! Dzieje się dużo. A tak serio, to brzmi to jak jakaś zwykła, zatłoczona ceremonia. Jakbym ja tam był, to by się działo więcej. No... Może nie tyle co na całej cerem- zgromadzeniu, ale chociaż warto byłoby coś z tego zapamiętać - rzucił krótko, wzruszając barkami. Dosłownie, zawiódł się. I zawodził z każdą chwilą bardziej, wyobrażając sobie jak ten big-deal okazywał się być absolutnym niczym, praktycznie karą dla kogoś kto nie chciał się nudzić - jak właśnie Wiatr. Żałosne. - A, no to ten - co powiesz? Trening jakoś idzie? I jak tam w Wichrze w ogóle, coś ciekawego się dzieje? Mój znajomy... Ten... Znajoma, Zgnilizna, mieszka tutaj. Co u niej słychać?
Bo nie Pająk. Miał być w końcu jego sekretem, więc lepiej spytać o kogoś innego - i wyrazić zainteresowanie kimś innym, niż nim. Chyba, raczej... nie był pewien.
Bury tygrysio pręgowany kociak z bielą na pyszczku, gardle, piersi i brzuchu oraz białymi skarpetkami. || pełny w kp.
Jednym słowem: zahukany. Dwoma: niepewny siebie. Wydaje się być cały czas zagubiony, jakby nie do końca wiedział, gdzie się znajduje i co powinien zrobić, czego dokładnie się od niego oczekuje. Nawet w tak młodym wieku bez ustanku koryguje swoje ruchy i mowę ciała, bezskutecznie starając się nie wyglądać na tak wewnętrznie rozdygotanego jak faktycznie jest. Ciągle zestresowany, czasami wręcz na skraju płaczu, mimo wszystko stara się być tak silny i dzielny, jak rodzice chcą, żądają, aby był - z bardzo różnym skutkiem. Jaki będzie to miało na niego wpływ - okaże się pewnie w niedalekiej przyszłości, bo w tym momencie więcej zwyczajnie powiedzieć się nie da. Ot, mało pewny siebie kociak.
- Nikt nie mówił, że będzie ciekawie - Drewno poruszył uchem. - Chyba nawet nie miało być. Tym bardziej, jak ktoś nie ma dużo znajomych w innych klanach. - Albo nie zna się na międzyklanowej polityce czy nie obchodzą go podstarzałe medyczki robiące fikołki z jakiegoś korzenia czy innego kamienia.
- Zgnilizna... Zgniła Łapa, tak? Nie wiem za dużo, nie rozmawiałem z nią - nigdy. Wiedział o niej tyle, że istnieje, żyje, a do tego też sypia w legowisku terminatorów. Więcej, niż o niektórych wojownikach, ale wciąż niewiele. Domyślał się, że taka odpowiedź pewnie nie usatysfakcjonuje Wiatra, tak samo, jak mało satysfakcjonujące były opowieści Drewna o zgromadzeniu. Jeszcze trochę, a buras zacząłby wierzyć, że to on sam był mało zadowalający, jako wspólny mianownik wszystkich tych odpowiedzi.