Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Korzenie dębu znajdującego się na najwyższym pagórku są grube i pozakręcane. W wielu miejscach wystają ponad powierzchnię ziemi, a nawet tworzą nad nią niewielkie łuki - te znajdujące się u podstawy drzewa są na tyle szerokie i stabilne, by zmieścić i utrzymać na sobie dorosłego kota.
Mistrz: Sensei Zając! (Dziadek Zajęczy Sus [*]) -> Sensei Szyszka! (Szyszkowy Ogon) Płeć: kocur Matka: Splątany Wąs Ojciec: Gładki Grzbiet Partner: Może tak, może nie? To się zobaczy
Mistrz: Sensei Zając! (Dziadek Zajęczy Sus [*]) -> Sensei Szyszka! (Szyszkowy Ogon) Płeć: kocur Matka: Splątany Wąs Ojciec: Gładki Grzbiet Partner: Może tak, może nie? To się zobaczy
Aksamitne, zakrywające pręgi o tygrysim stylu, niebieskie futerko stało się jedwabiste i gęste, przez co wymaga teraz jeszcze dłuższej pielęgnacji. Dłuższej i monotonnej. No ale do rzeczy. Kocur nie zmienił się za wiele z wyglądu. Przynajmniej nie według niego. Wciąż przewyższa każdego rówieśnika i odrobinę starszego kota w klanie, jego duże ślepia przybrały barwę świeżej trawy Pory Zielonych Liści, a jego barki stały się szerokie i masywniejsze. Ma ogromne łapy, którymi bez problemu mógłby złapać jakąś pulchną mysz. Ma dość chudą sylwetkę, jednak wygląda na bardzo potężnego. Aż trudno uwierzyć, że praktycznie dopiero rozpoczął trening! Urody dodają mu jego długaśne, bialutkie wibrysy. Plama na jego piersi przypomina ogromną, bialutką śnieżkę, która lśni w promieniach słońca. Nic dodać, nic ująć! Piękniś!
Wydoroślał na tyle, aby wiedzieć, że najpierw trzeba pomyśleć dwa razy, zanim coś się zrobi i że wszystko ma swój początek i koniec. Jego ton głosu staje się bardziej spokojniejszy i opanowany, a sam terminator ma większe skłonności do pomocy. Nigdy nie zostawiłby kota w potrzebie. Rannego, chorego, smutnego, czy też samotnego. Żadnego. Jest to poniekąt spowodowane tym, że jako Wichrzak jest bardzo zdeterminowany, aby pomagać swojemu Klanowi i być jego wiernym klanowiczem. Już od początków swojego treningu wykazywał się silną pamięcią i starał się zapamiętywać każdy, najmniejszy szczegół. Czy to okolica, czy to słowa, czy to dźwięki, czy to zapachy. Nie jest zbyt spokojny, jednak nie jest też jakimś energicznym szaleńcem. Jest za to bardzo, ale to bardzo pracowity. Zamiast zabawy woli rozmawiać, a zamiast odpoczynku woli pracować.
Kocur planował wybrać się na granice dopiero za Wojownika, ale... Gdy Wietrzyk przyszedł do niego z propozycją wędrówki na Cztery Dęby, po prostu nie mógł mu odmówić!
Terminator poczekał więc na brata przy umówionym, aby razem ruszyć na Cztery Dęby.
-Ciekawe, czy kogoś spotkamy- Mruknął do siebie, a raczej do umysłowego brata. "Na pewno. Taki adny dzień, ptaszki ćwierkają, kwiatki kwitną... Idealny dzień na marnowanie czasu." Prychnął brat, na co Lot zareagował przewróceniem oczyma.
-Jak zwykle gbułowaty- Zachichotał ciszej, rozglądając się za Gwiżdżącą Łapą.
Zaraz będzie pora o której mieli iść, więc miał nadzieję, że Wietrzyk się nie spóźni.
Brat Wietrzyk, pewnie potem jeszcze jakaś osóbka. ^^//
nieco wyższy od przeciętnego kota; szerokie barki i biodra, masywny, dość umięśniony; długowłosy; niebieski jednolity z białymi znaczeniami; złotooki
Spokojny, powolny kocurek, któremu uśmiech niemalże nie znika z pyszczka. Przyjazny wobec wszystkich i wszystkiego, rozmowny, pełen optymizmu. Lubi towarzystwo innych wichrzaków, choć nie zabiega specjalnie o uwagę - tak samo jak od niej nie stroni. Nie należy do wycofanych i nieśmiałych kotów, Najlepiej czuje się w swobodnych rozmowach. Nieco roztargniony, jednak pracowity i zaangażowany tak mocno, jak tylko umie. Daleko mu do analityków, kieruje się emocjami, tym, co podpowie mu serduszko. Wpływowy, dobroduszny i poczciwy. Uroku dodaje mu wada wymowy (która na pewno utrudnia zrozumienie słów malca), polegająca na wymowie "r" jako "ł", a głosek podobnych do "s" jako "f". Wydaje się, że Wietrzyk jest kompletnie niezdolny do złych czynów. Niestety, mimo tych wszystkich pozytywów, młodzik chyba zapomniał ustać w kolejkę po rozum, bo ma problem z zapamiętywaniem informacji czy rozwiązywaniem jakichś małych zagadek.
Ano, Wietrzyk pomyślał sobie, że może pora ruszyć się na granicę w towarzystwie Lota, w celu poznania kogoś spoza wichru, a nie tylko odbębnienia patrolu. Rano pogadali w legowisku terminatorów, umówili się, że kiedy skończą trening na dzisiaj, to będą czekać przy stosie zwierzyny. Kapryśny los sprawił, że to pręgowany poradził sobie szybciej i to jemu przyszło czekać, jednak Gwiezdni byli na tyle łaskawi, że Wietrzyk zjawił się całkiem szybko.
Przywitali się serdecznie, może chwilkę pogadali, a w końcu ruszyli na wędrówkę w stronę Czterech Dębów. Niebieski terminator zdążył już poznać to miejsce na treningu, jego brat pewnie też, więc wiedzieli, gdzie iść. Zajęło im to dostatecznie dużo czasu, by mogli po drodze trochę ze sobą porozmawiać, ale w końcu doszli na miejsce.
— Tiekawe, w któłego klanu będie — rzucił do brata z pewnym podekscytowaniem, kiedy oficjalnie opuścili teren Wichru i stanęli na ziemiach niczyich. Gwizd podszedł do grubych korzeni dębu, przyglądając im się z pewnym zainteresowaniem – chociaż czekał oczywiście przede wszystkim na tajemniczego przybysza z innego klanu. Korzenie dębu wyglądały fantazyjnie, trochę podobnie do korzeni Skręconego Pnia, ale były bardziej potężne, a do tego podnosiły się, tworząc ciekawe konstrukcje.
Mistrz: Sensei Zając! (Dziadek Zajęczy Sus [*]) -> Sensei Szyszka! (Szyszkowy Ogon) Płeć: kocur Matka: Splątany Wąs Ojciec: Gładki Grzbiet Partner: Może tak, może nie? To się zobaczy
Mistrz: Sensei Zając! (Dziadek Zajęczy Sus [*]) -> Sensei Szyszka! (Szyszkowy Ogon) Płeć: kocur Matka: Splątany Wąs Ojciec: Gładki Grzbiet Partner: Może tak, może nie? To się zobaczy
Aksamitne, zakrywające pręgi o tygrysim stylu, niebieskie futerko stało się jedwabiste i gęste, przez co wymaga teraz jeszcze dłuższej pielęgnacji. Dłuższej i monotonnej. No ale do rzeczy. Kocur nie zmienił się za wiele z wyglądu. Przynajmniej nie według niego. Wciąż przewyższa każdego rówieśnika i odrobinę starszego kota w klanie, jego duże ślepia przybrały barwę świeżej trawy Pory Zielonych Liści, a jego barki stały się szerokie i masywniejsze. Ma ogromne łapy, którymi bez problemu mógłby złapać jakąś pulchną mysz. Ma dość chudą sylwetkę, jednak wygląda na bardzo potężnego. Aż trudno uwierzyć, że praktycznie dopiero rozpoczął trening! Urody dodają mu jego długaśne, bialutkie wibrysy. Plama na jego piersi przypomina ogromną, bialutką śnieżkę, która lśni w promieniach słońca. Nic dodać, nic ująć! Piękniś!
Wydoroślał na tyle, aby wiedzieć, że najpierw trzeba pomyśleć dwa razy, zanim coś się zrobi i że wszystko ma swój początek i koniec. Jego ton głosu staje się bardziej spokojniejszy i opanowany, a sam terminator ma większe skłonności do pomocy. Nigdy nie zostawiłby kota w potrzebie. Rannego, chorego, smutnego, czy też samotnego. Żadnego. Jest to poniekąt spowodowane tym, że jako Wichrzak jest bardzo zdeterminowany, aby pomagać swojemu Klanowi i być jego wiernym klanowiczem. Już od początków swojego treningu wykazywał się silną pamięcią i starał się zapamiętywać każdy, najmniejszy szczegół. Czy to okolica, czy to słowa, czy to dźwięki, czy to zapachy. Nie jest zbyt spokojny, jednak nie jest też jakimś energicznym szaleńcem. Jest za to bardzo, ale to bardzo pracowity. Zamiast zabawy woli rozmawiać, a zamiast odpoczynku woli pracować.
Brat przyszedł dość szybko, a więc mogli ruszyć na ziemie niczyje, zwane Czterema Dębami.
Lot tam nigdy nie był, bo jeszcze nie miał na treningu Granic, ale za to miał walkę, polowanie, a granice rozpoznał po intensywnym zapachu ich Klanu, który panoszył się tak samo w obozie.
-Mhm!- Zamruczał na słowa brata.
Opuszczenie Klanowych Terenów to jedno, a wchodzenie na Tereny Niczyje to drugie. Kocur spojrzał się na Cztery Dęby, otwierając z zaskoczenia lekko pysk.
-Słyszel- Słyszałem, że Czteły Dęby są ogłomne, ale że aż tak?- Miauknął, podchodząc do brata i spoglądając na granice z innymi Klanami.
nieco wyższy od przeciętnego kota; szerokie barki i biodra, masywny, dość umięśniony; długowłosy; niebieski jednolity z białymi znaczeniami; złotooki
Spokojny, powolny kocurek, któremu uśmiech niemalże nie znika z pyszczka. Przyjazny wobec wszystkich i wszystkiego, rozmowny, pełen optymizmu. Lubi towarzystwo innych wichrzaków, choć nie zabiega specjalnie o uwagę - tak samo jak od niej nie stroni. Nie należy do wycofanych i nieśmiałych kotów, Najlepiej czuje się w swobodnych rozmowach. Nieco roztargniony, jednak pracowity i zaangażowany tak mocno, jak tylko umie. Daleko mu do analityków, kieruje się emocjami, tym, co podpowie mu serduszko. Wpływowy, dobroduszny i poczciwy. Uroku dodaje mu wada wymowy (która na pewno utrudnia zrozumienie słów malca), polegająca na wymowie "r" jako "ł", a głosek podobnych do "s" jako "f". Wydaje się, że Wietrzyk jest kompletnie niezdolny do złych czynów. Niestety, mimo tych wszystkich pozytywów, młodzik chyba zapomniał ustać w kolejkę po rozum, bo ma problem z zapamiętywaniem informacji czy rozwiązywaniem jakichś małych zagadek.
— Maf łatję, duwe, chyba więkfe od obowu? — zapytał, odwracając na chwilkę łeb w kierunku brata. Gwizd nie wiedział, czy Szybującemu chodzi o cały teren dębów, czy konkretnie o drzewa, jednak on sam miał na myśli głównie ziemię. Chociaż, jakby się uprzeć, to pnie, wyciągające się górę nad nimi, przerastały obozowe drzewa. Wietrzyk był tu po raz pierwszy, bo wcześniej nigdy nie wyszedł poza ziemie Wichru, zwykle patrzył na tereny niczyje z oddali, co najwyżej z granicy. Na razie panowała tu cisza; zapachy wszystkich klanów mieszały się ze sobą, tworząc dziwny aromat, jednak nos niebieskiego wciąż był w stanie wyłowić z tego woń, która była obecna i na jego sierści.
Wskoczył na jeden korzeń, balansując na nim przez chwilę, potem zeskoczył. Drzewa rzucały cień, tworząc tajemniczy półmrok, który chętnie lizał ich szarawe futra. Gwiżdżący wyczuwał tę atmosferę, nie mogąc się doczekać, aż jakiś nieznajomy w końcu zawita.
— Któły klan byf obftawiał? — zagaił do brata, rozglądając się dokoła w poszukiwaniu jakichś kocich sylwetek.
Mistrz: Sensei Zając! (Dziadek Zajęczy Sus [*]) -> Sensei Szyszka! (Szyszkowy Ogon) Płeć: kocur Matka: Splątany Wąs Ojciec: Gładki Grzbiet Partner: Może tak, może nie? To się zobaczy
Mistrz: Sensei Zając! (Dziadek Zajęczy Sus [*]) -> Sensei Szyszka! (Szyszkowy Ogon) Płeć: kocur Matka: Splątany Wąs Ojciec: Gładki Grzbiet Partner: Może tak, może nie? To się zobaczy
Aksamitne, zakrywające pręgi o tygrysim stylu, niebieskie futerko stało się jedwabiste i gęste, przez co wymaga teraz jeszcze dłuższej pielęgnacji. Dłuższej i monotonnej. No ale do rzeczy. Kocur nie zmienił się za wiele z wyglądu. Przynajmniej nie według niego. Wciąż przewyższa każdego rówieśnika i odrobinę starszego kota w klanie, jego duże ślepia przybrały barwę świeżej trawy Pory Zielonych Liści, a jego barki stały się szerokie i masywniejsze. Ma ogromne łapy, którymi bez problemu mógłby złapać jakąś pulchną mysz. Ma dość chudą sylwetkę, jednak wygląda na bardzo potężnego. Aż trudno uwierzyć, że praktycznie dopiero rozpoczął trening! Urody dodają mu jego długaśne, bialutkie wibrysy. Plama na jego piersi przypomina ogromną, bialutką śnieżkę, która lśni w promieniach słońca. Nic dodać, nic ująć! Piękniś!
Wydoroślał na tyle, aby wiedzieć, że najpierw trzeba pomyśleć dwa razy, zanim coś się zrobi i że wszystko ma swój początek i koniec. Jego ton głosu staje się bardziej spokojniejszy i opanowany, a sam terminator ma większe skłonności do pomocy. Nigdy nie zostawiłby kota w potrzebie. Rannego, chorego, smutnego, czy też samotnego. Żadnego. Jest to poniekąt spowodowane tym, że jako Wichrzak jest bardzo zdeterminowany, aby pomagać swojemu Klanowi i być jego wiernym klanowiczem. Już od początków swojego treningu wykazywał się silną pamięcią i starał się zapamiętywać każdy, najmniejszy szczegół. Czy to okolica, czy to słowa, czy to dźwięki, czy to zapachy. Nie jest zbyt spokojny, jednak nie jest też jakimś energicznym szaleńcem. Jest za to bardzo, ale to bardzo pracowity. Zamiast zabawy woli rozmawiać, a zamiast odpoczynku woli pracować.
Większe od obozu... Na pewno były. I Ziemie i drzewa. Chociaż Lot miał bardziej na myśli akurat Dęby, nie teren.
-Noo, rzeczywiście. Mogą być większe niż obóz- Przyznał, siadając na jednym z korzeni i rozglądając się z zaciekawieniem.'
Korzenie są duże, jak się na nich siedzi, to można nawet zobaczyć część terenów. No, przynajmniej Lot widział, bo on wyrośnięty i w ogóle. Gwizdek pewnie też mógłby widzieć.
"Wracajmy już. Nie ma co marnować tu czasu, skoro nikt nie przychodzi." Ale Lot nie dawał za wygraną. Chciał najpierw kogoś poznać. Kogoś z innego Klanu.
-Jeszcze nie...- Mruknął cicho, a po chwili dobiegł go głos Wietrzyka, który zadał mu pytanie.
-Hmmm... Może ktoś z Klanu Głomu? Albo Klanu Rzeki... Nie wiadomo. Każdy może się przytrafić.
sporawy kociak; jasne, bure futro z tygrysimi pręgami; biel pokrywająca dolne partie ciała i pysk; jasna plama na prawej wardze; pstrokaty nos; niewybarwione, szaro-błękitne oczy | kp
problematyczne dziecko, robi sobie żarty z papieża, inteligentny inaczej, kamikaze
Każdy może się przytrafić... no, ani to z Klanu Gromu, ani to z Klanu Rzeki, bo po raz kolejny przy Czterech Dębach zmaterializowała się postać z najlepszego Klanu - z Klanu CIENIA, oczywiście!
Pomidor z każdym dniem robił się coraz pewniejszy siebie, coraz bardziej butny, chętny do wychodzenia z obozu samotnie lub dołączając się do jakiegoś patrolu, aby zaraz potem zniknąć w nieznanych okolicznościach. I wyjątkowo często te podróże kończyły się, ha, zgadliście, przy Czterech Dębach. I świetnie, bo dawało to mnóstwo okazji na poznawanie nowych kotów z innych Klanów! Młody terminator zdążył już poznać Jajcarza z Rzeki, ale z Wichrem? Z Wichrem jeszcze nie miał styczności.
Na skałkach które były jeszcze ziemiami Klanu Cienia, niczym na lwiej skale, na tle bijącego słońca pojawił się jasny, włochaty kształt, który z uśmiechem na burej mordzie w kilku susach znalazł się na dole, przy dwóch szarych kocurach z Wichru. - Oi, siema chłopaki! - rzucił donośnym głosem Pomidor, zmniejszając dystans pomiędzy sobą a Wichrowymi braćmi, lustrując ich od stóp do głów, bezpardonowo wciskając nos w srebrzyste futro jednego z nich. - Co tam?! Którry Klan, co? Na pewno nie Rzeka, Rzeka tak nie pachnie! A, no, i ten, Pomidorr jestem, miło poznać, z Klanu Cienia, wiadomo.
Mistrz: Sensei Zając! (Dziadek Zajęczy Sus [*]) -> Sensei Szyszka! (Szyszkowy Ogon) Płeć: kocur Matka: Splątany Wąs Ojciec: Gładki Grzbiet Partner: Może tak, może nie? To się zobaczy
Mistrz: Sensei Zając! (Dziadek Zajęczy Sus [*]) -> Sensei Szyszka! (Szyszkowy Ogon) Płeć: kocur Matka: Splątany Wąs Ojciec: Gładki Grzbiet Partner: Może tak, może nie? To się zobaczy
Aksamitne, zakrywające pręgi o tygrysim stylu, niebieskie futerko stało się jedwabiste i gęste, przez co wymaga teraz jeszcze dłuższej pielęgnacji. Dłuższej i monotonnej. No ale do rzeczy. Kocur nie zmienił się za wiele z wyglądu. Przynajmniej nie według niego. Wciąż przewyższa każdego rówieśnika i odrobinę starszego kota w klanie, jego duże ślepia przybrały barwę świeżej trawy Pory Zielonych Liści, a jego barki stały się szerokie i masywniejsze. Ma ogromne łapy, którymi bez problemu mógłby złapać jakąś pulchną mysz. Ma dość chudą sylwetkę, jednak wygląda na bardzo potężnego. Aż trudno uwierzyć, że praktycznie dopiero rozpoczął trening! Urody dodają mu jego długaśne, bialutkie wibrysy. Plama na jego piersi przypomina ogromną, bialutką śnieżkę, która lśni w promieniach słońca. Nic dodać, nic ująć! Piękniś!
Wydoroślał na tyle, aby wiedzieć, że najpierw trzeba pomyśleć dwa razy, zanim coś się zrobi i że wszystko ma swój początek i koniec. Jego ton głosu staje się bardziej spokojniejszy i opanowany, a sam terminator ma większe skłonności do pomocy. Nigdy nie zostawiłby kota w potrzebie. Rannego, chorego, smutnego, czy też samotnego. Żadnego. Jest to poniekąt spowodowane tym, że jako Wichrzak jest bardzo zdeterminowany, aby pomagać swojemu Klanowi i być jego wiernym klanowiczem. Już od początków swojego treningu wykazywał się silną pamięcią i starał się zapamiętywać każdy, najmniejszy szczegół. Czy to okolica, czy to słowa, czy to dźwięki, czy to zapachy. Nie jest zbyt spokojny, jednak nie jest też jakimś energicznym szaleńcem. Jest za to bardzo, ale to bardzo pracowity. Zamiast zabawy woli rozmawiać, a zamiast odpoczynku woli pracować.
Kocur strzepnął uchem, gdyż nawet Umysłowy Brat nie zdążył mu odpowiedzieć, a co dopiero prawdziwy brat, a gdzieś w pobliżu usłyszał jakiś głos. Oho, chcieli kota z innego Klanu, to dostaną.
Terminator odwrócił się na pięcie, a tam zobaczył jakiegoś kota, który na pewno nie należał ani do Gromu, ani do Rzeki. Cień? Na to wygląda. Sam z resztą im powiedział.
-Pomidoł? A co jeszcze Tełminatołem nie zostałeś, a już się latasz po głanicach? Odważnie!- Zachichotał, spoglądając na Pomidorową Łapę.
Domyślił się, że buro-biały zdążył już zostać Terminatorem, bo był zbyt wyrośnięty jak na kociaka. Wichrowi bracia z resztą też, ale w sumie, to oni trenują już tak długo... A gdyby tak spróbować wkręcić Cienistego Kocurka?
"Co planujesz?" Spytał głos. "Zaraz się przekonasz." Odpowiedział, a następnie odwrócił łeb do Wietrzyka i puścił mu oczko.
-Nooo, tłafiłeś na dwójkę Wichłowych Wojowników, młody!- Zaśmiał się żartobliwie, puszczając Pomidorowej Łapie oczko. W prawdzie mogliby już być Wojownikami. Mieli już osiemnaście księżyców!
-A przed Tobą stoją Szybujący Jastrząb i Gwiżdżący Wiatł we własnych osobach- Nie był pewien, czy Wietrzykowi podoba się imię Gwiżdżący Wiatr, ale miał nadzieję, że tak.
Lot oczywiście nie miał zamiaru długo się tak bawić z Pomidorem i wprowadzać go w błąd, no bo nie oszukujmy się, Szybujący kłamcą nie był. Był szczery i szlachetny.
"Taaa, nawet zbyt szczery." Prychnął brat. "Ale podoba mi się Twoje podejście z tym Wojownikiem."
nieco wyższy od przeciętnego kota; szerokie barki i biodra, masywny, dość umięśniony; długowłosy; niebieski jednolity z białymi znaczeniami; złotooki
Spokojny, powolny kocurek, któremu uśmiech niemalże nie znika z pyszczka. Przyjazny wobec wszystkich i wszystkiego, rozmowny, pełen optymizmu. Lubi towarzystwo innych wichrzaków, choć nie zabiega specjalnie o uwagę - tak samo jak od niej nie stroni. Nie należy do wycofanych i nieśmiałych kotów, Najlepiej czuje się w swobodnych rozmowach. Nieco roztargniony, jednak pracowity i zaangażowany tak mocno, jak tylko umie. Daleko mu do analityków, kieruje się emocjami, tym, co podpowie mu serduszko. Wpływowy, dobroduszny i poczciwy. Uroku dodaje mu wada wymowy (która na pewno utrudnia zrozumienie słów malca), polegająca na wymowie "r" jako "ł", a głosek podobnych do "s" jako "f". Wydaje się, że Wietrzyk jest kompletnie niezdolny do złych czynów. Niestety, mimo tych wszystkich pozytywów, młodzik chyba zapomniał ustać w kolejkę po rozum, bo ma problem z zapamiętywaniem informacji czy rozwiązywaniem jakichś małych zagadek.
Pokiwał z przekonaniem głową. Mógł się trafić każdy, w końcu do Czterech Dębów taki sam dostęp miały wszystkie klany. Tylko szanse na samotnika były trochę małe, ale samotnicy wydawali się odrobinkę mniej cywilizowani od klanowiczów, więc Gwizd ucieszyłby się, gdyby któryś z tych ostatnich zaszczycił ich swoją obecnością.
Nim zdążyli się porządniej wynudzić, zjawił się przy nich jakiś pewny siebie, całkiem sympatyczny młodziak. Nadszedł od strony, która wydawała się należeć do Cienia, pachniał też innym klanem, więc Gwizd powoli połączył fakty i domyślił się, że buras jest podwładnym Płomykówki. Terminator nie pozwolił mu jednak na wątpliwości; obwieścił wszem i wobec, że jest Cieniakiem, a do tego, przy okazji, Pomidorrem.
— Teft, Pomidowe! — przywitał się z uśmiechem, a potem zawtórował śmiechem bratu. Wietrzyk nie miał pojęcia, czy Pomidor po prostu przedstawił się ksywką, czy rzeczywiście był kociakiem. Niby był spory, jednak zdarzały się i kociaki jego wzrostu. Gwiżdżąca Łapa uchylił mordkę, by powiedzieć coś jeszcze, ale nagle znowu odezwał się Lot, a jednolity zamknął pysk, ciekaw, co też brat znowu wymyślił.
On, wojownikiem? Gwizd uśmiechnął się odrobinę szerzej. Gwiżdżący Wiatr brzmiało dumnie – niebieski podejrzewał, że to najlepsza, jak nie jedyna opcja jego przyszłego miana. Tylko co planował Lot? Po co podpuszczał napotkanego Cieniaka? Owszem, przyjemnie jest udawać wojownika przez chociaż chwilę, ale czy… tak można? Gwiezdni się nie obrażą? Cóż, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Nie zaprzeczył bratu, a jego przekrzywiony uśmiech błysnął światełkiem dumy. Pozwolił Lotu brnąć dalej, a sam łypał na burego, chcąc zobaczyć jego reakcję.
sporawy kociak; jasne, bure futro z tygrysimi pręgami; biel pokrywająca dolne partie ciała i pysk; jasna plama na prawej wardze; pstrokaty nos; niewybarwione, szaro-błękitne oczy | kp
problematyczne dziecko, robi sobie żarty z papieża, inteligentny inaczej, kamikaze
Ha, i proszę jak łatwo można zapunktować u nowych znajomych! Wystarczy się przedstawić swoim oryginalnym imieniem a nie, jakąś lamerską łapą. Syn Popieliczki wyszczerzył kiełki w zębatym uśmiechu, śmiejąc się gromko i przebierając łapami w miejscu, przeskakując spojrzeniem z jednego szaraka na drugiego. Trochę mu papę przypominali z wyglądu, ale papa miał lepsze oczy! I ogólnie był, no, LEPSZY i się nie jąkał.
- Ha, no, możliwe, i co? Ba, że odważnie! Kpię sobie z niebezpieczeństwa! - zaśmiał się, w teatralnej, dramatycznej manierze dociskając jedną z białych łap do piersi i unosząc dumnie podbródek. Podziwiajcie najodważniejszego kociaka w całych Czterech Klanach, panowie, podziwiajcie się uczcie się!
Jasna broda Pomidorowej Łapy opadła w zaskoczeniu a jego brewki uniosły się wyżej; oblizał z wrażenia pieprzyk na prawej wardze i uśmiechnął się powoli. - No, i TO są mocarne wojownicze imiona! - ryknął entuzjastycznie, włochatą kitą i uszami machając na boki jakby zaraz miał odlecieć. - Dwójka wojowników Klanu Wichrru, co? Myślałem, że w Wichrze to są, te, takie miękkie pałki, co mają rrrrównie miałkie imiona, a tu proszę! Żebyście się tak jeszcze nie jąkali, to faktycznie, mocarnie! Szybujący Jastrząb brzmi prrawie tak dobrze, jak imię mojej mentorrki! Ale no, Lisiego Wrzasku nie pobijecie, choćbyście chcieli - odparł Pomidor, siadając w końcu na półdupku. Uwierzył w drobne kłamstewko Wichrowych braci bez szemrania; albo nie uwierzył ale doskonale to ukrywał i po prostu szedł w tą gierkę razem z nimi.
Średniej wielkości krótkowłosa czarno-biała kocica o oliwkowych oczach.
Odkąd Pestka została Winogronową Łapą, w jej życiu dość wiele się pozmieniało - doskonale opanowała zdolność zapamiętywania wszelakich rzeczy, czy to z nazw, czy z wyglądu, co z resztą bardzo pomagało jej na treningach z Żubrzym Gardłem. Nie zaprzestała z używaniem swej pięknej, bogatej mowy, a każde słowo, które wypowiada brzmi jeszcze lepiej, niż wcześniej. Krzywy Skok to jej wielki autorytet, nie wyobraża sobie, aby kiedyś mogło jej go zabraknąć. W zasadzie, to ojciec został jej najlepszym przyjacielem, naprawdę rzadko zdarza się, by czarno-biała mu się sprzeciwiła. Ba! Przecież ona zawsze go słucha, bo on wie wszystko najlepiej, uczy ją tyle ciekawych rzeczy... To jednak nie znaczy, że wcale nie jest uparta. A bo właśnie jest, ma swoje zdanie i nie rozumie, kiedy ktoś śmie jej się sprzeciwiać. Zawsze musi być tak, jak ona zechce i będzie walczyć o swoje, dopóki nie dopnie celu. Nadal ocenia koty po wyglądzie, no i w sumie nie tylko koty. Każdą rzecz z osobna - jak coś jest brzydkie, to automatycznie nie weźmie tego do pyska, nie dotknie, już nie spojrzy. Nie uważała tego za coś złego - przecież dlaczego ma być blisko czegoś, lub kogoś, skoro wcale jej się to nie podoba? Nie będzie robić czegoś wbrew własnej woli!
Jak się okazało - Krzywy Skok postanowił spełnić swoje obietnice i zabrał mnie na prywatne szkolenie. Byłam mu oczywiście bardzo wdzięczna, że poświęca mi tyle czasu. Jest moim najlepszym przyjacielem, co pokazał już wiele księżycy temu, gdy siedziałam w lecznicy, a on czasami spędzał nade mną noce mimo tego, że następnego poranka miał wyruszyć na patrol. Szkoda, że matka nie poświęca mi tyle uwagi, niżeli jej partner...
Górowanie słońca. Właśnie o tej porze spotkałam się z tatą w Iglastym Zagajniku. Potem zwiedzałam tereny, każde miejsce zostało mi dokładnie opisane, a w międzyczasie powtarzaliśmy również kodeks i rangi. Zatrzymaliśmy się przy Czterech Dębach. Czarno-biały upolował dla nas średniej wielkości mysz, którą podzieliliśmy na pół i zaczęliśmy jeść. Swoją drogą, to Huraganowy Szum miała rację - drzewo to robiło ogromne wrażenie. Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś podobnego! Cztery odnogi, tak wielkie i rozłożyste jak żadne inne drzewo... Miło było siedzieć tu razem z ojcem... Z moim kochanym, troskliwym ojcem.
Nieco poniżej średniej wielkości długowłosa, barwna kotka. Z budowy ciała przypomina kota z klanu gromu niż z wichru; bliżej jej do małego czołgu, niż do wysokiej, smukłej trzcinki. Jest krępa, dzięki treningowi wyrobiła sobie mięśnie, posiada też silne, duże łapy. Żmija jest czarno-rudym dymnym szylkretem ze znaczącą przewagą wyblakłej rudości, które praktycznie całkowicie zdominowała czerń. Blado-czarne delikatne smugi okrywają całe jej ciało (najbardziej widoczne są na ogonie, głowie i łapach). Na mordce czerń przybiera nieregularny kształt ciapek i kropek. Warto też zauważyć, że futro w szczególności jaśnieje na szyi i bokach, ponieważ tam się rozstępuje ukazując podszerstek, który jest praktycznie bezbarwny. Posiada duże niebieskie oczy oraz długi puszysty ogon. Żmija jest jedną z ładniejszych kotek i od kiedy zwrócono jej na to uwagę przywiązuje odrobinkę większą wagę do swojego wyglądu i stara się wyglądać schludniej oraz czyściej niż dawniej.
Wydoroślała i spoważniała. Stała się bardziej konkretna. Nie zalewa już swoich rozmówców nieprzerwanym potokiem słów, jest bardziej stonowana i mądrzejsza niż za młodu. Daleko jej do sztywnego ponuraka; Barwna Ścieżka to optymistycznie nastawiona do życia. Bywa uparta i z niezachwianą pewnością dąży do wyznaczonego celu, jest również bystra. Wciąż jest skłonna do ryzyka, często niepotrzebnego, zaś jej odwaga ociera się o lekkomyślność. Uwielbia spacery i spędzanie czasu w ruchu, bezczynność sprawia, że staje się niespokojna. Od czasu mianowania stała się obowiązkowa i sumienna. Życie u boku ojca obdarzonego trudnym charakterem nauczyło ją dystansu w stosunku do cudzych opinii.
Popielate Niebo (wicher)
Na córce Pomarańczowej Skórki drzewo nie robiło już żadnego wrażenia. Tak często tu bywała, tak często szukała nowych pyszczków, które pozwolą jej zabić czas. Nie szukała już trwałych przyjaźni. Wszystkie które miała utraciła i uważała to za jeden wielki kit, lecz nie miała nic przeciwko chwilowym pogawędkom. Zwłaszcza takich, w którch jedna ze stron nie należała do klanu wichru.
- Heej - przywitała się pogodnie z dwójką kotów. Kocica wyglądała na młodą, za to kocur był dojrzały i Barwna Ścieżka uznała, iż właśnie trafiła na czyjś trening. Wow, wesoło!
- Trenujecie? - zagadnęła beztrosko. Rzadko kiedy trafiała na więcej niż jednego kota, z którym mogła pogadać i powymieniać się ploteczkami.
Średniej wielkości krótkowłosa czarno-biała kocica o oliwkowych oczach.
Odkąd Pestka została Winogronową Łapą, w jej życiu dość wiele się pozmieniało - doskonale opanowała zdolność zapamiętywania wszelakich rzeczy, czy to z nazw, czy z wyglądu, co z resztą bardzo pomagało jej na treningach z Żubrzym Gardłem. Nie zaprzestała z używaniem swej pięknej, bogatej mowy, a każde słowo, które wypowiada brzmi jeszcze lepiej, niż wcześniej. Krzywy Skok to jej wielki autorytet, nie wyobraża sobie, aby kiedyś mogło jej go zabraknąć. W zasadzie, to ojciec został jej najlepszym przyjacielem, naprawdę rzadko zdarza się, by czarno-biała mu się sprzeciwiła. Ba! Przecież ona zawsze go słucha, bo on wie wszystko najlepiej, uczy ją tyle ciekawych rzeczy... To jednak nie znaczy, że wcale nie jest uparta. A bo właśnie jest, ma swoje zdanie i nie rozumie, kiedy ktoś śmie jej się sprzeciwiać. Zawsze musi być tak, jak ona zechce i będzie walczyć o swoje, dopóki nie dopnie celu. Nadal ocenia koty po wyglądzie, no i w sumie nie tylko koty. Każdą rzecz z osobna - jak coś jest brzydkie, to automatycznie nie weźmie tego do pyska, nie dotknie, już nie spojrzy. Nie uważała tego za coś złego - przecież dlaczego ma być blisko czegoś, lub kogoś, skoro wcale jej się to nie podoba? Nie będzie robić czegoś wbrew własnej woli!
Nagle usłyszałam głos. Kiedy wreszcie obróciłam się w stronę szylkretowej sylwetki, w moich oczach coś błysnęło. Spojrzałam jeszcze na tatę i szeroko uśmiechnęłam się. O mamuniu, jaka ona była piękna!
- Witaj, nieznajoma. Owszem, trenujemy, ale twoja obecność nam nie przeszkadza, ależ skąd! Usiądź, usiądź, proszę! - zrobiłam jej miejsce obok siebie, na co ojciec nieco skrzywił się, ale finalnie nie odezwał się ani słowem. - Jesteśmy z Gromu, a ty? To jest mój tato, Krzywy Skok, a ja jestem Winogronowa Łapa, jednak możesz mówić mi Pestka. - przedstawiłam naszą dwójkę z jeszcze szerszym uśmiechem. Nie byłam pewna, czy tacie to się podoba, ale trudno. Musiałam ją poznać. Nie zawsze trafia się na takie cudne koteczki, a z takimi w końcu najlepiej się rozmawia.
Nieco poniżej średniej wielkości długowłosa, barwna kotka. Z budowy ciała przypomina kota z klanu gromu niż z wichru; bliżej jej do małego czołgu, niż do wysokiej, smukłej trzcinki. Jest krępa, dzięki treningowi wyrobiła sobie mięśnie, posiada też silne, duże łapy. Żmija jest czarno-rudym dymnym szylkretem ze znaczącą przewagą wyblakłej rudości, które praktycznie całkowicie zdominowała czerń. Blado-czarne delikatne smugi okrywają całe jej ciało (najbardziej widoczne są na ogonie, głowie i łapach). Na mordce czerń przybiera nieregularny kształt ciapek i kropek. Warto też zauważyć, że futro w szczególności jaśnieje na szyi i bokach, ponieważ tam się rozstępuje ukazując podszerstek, który jest praktycznie bezbarwny. Posiada duże niebieskie oczy oraz długi puszysty ogon. Żmija jest jedną z ładniejszych kotek i od kiedy zwrócono jej na to uwagę przywiązuje odrobinkę większą wagę do swojego wyglądu i stara się wyglądać schludniej oraz czyściej niż dawniej.
Wydoroślała i spoważniała. Stała się bardziej konkretna. Nie zalewa już swoich rozmówców nieprzerwanym potokiem słów, jest bardziej stonowana i mądrzejsza niż za młodu. Daleko jej do sztywnego ponuraka; Barwna Ścieżka to optymistycznie nastawiona do życia. Bywa uparta i z niezachwianą pewnością dąży do wyznaczonego celu, jest również bystra. Wciąż jest skłonna do ryzyka, często niepotrzebnego, zaś jej odwaga ociera się o lekkomyślność. Uwielbia spacery i spędzanie czasu w ruchu, bezczynność sprawia, że staje się niespokojna. Od czasu mianowania stała się obowiązkowa i sumienna. Życie u boku ojca obdarzonego trudnym charakterem nauczyło ją dystansu w stosunku do cudzych opinii.
Popielate Niebo (wicher)
Kocur nie wyglądał na zadowolenego z obecności Barwnej Ścieżki, lecz młodsza kotka podekscytowała się i wykazała o wiele więcej kultury, dlatego kolorowa wojowniczka to do niej postanowiła się zwracać. Usiadła parę kroków od gromowych kotów z przyjaznym uśmiechem, który na jej pyszczku gościł o wiele rzadziej niż w dzieciństwie.
- Z wichru i nazywam się Barwna Ścieżka. Winogronowa Łapa... To pewnie będzie Winogronową Pestką? - zasugerowała lekko. Panowała moda na to, by kocięce imiona przerzucać na drugie człony w wojowniczych imionach. Nic w tym złego nie było i na pewno brzmiało lepiej niż Pestkowa Łapa, chociaż jej zdaniem odbierało to trochę dreszczyku, który sama czuła, gdy poprosiła Malinową Gwiazdę o jakieś inne imię niż Żmija i nie miała pojęcia, co to będzie
Średniej wielkości krótkowłosa czarno-biała kocica o oliwkowych oczach.
Odkąd Pestka została Winogronową Łapą, w jej życiu dość wiele się pozmieniało - doskonale opanowała zdolność zapamiętywania wszelakich rzeczy, czy to z nazw, czy z wyglądu, co z resztą bardzo pomagało jej na treningach z Żubrzym Gardłem. Nie zaprzestała z używaniem swej pięknej, bogatej mowy, a każde słowo, które wypowiada brzmi jeszcze lepiej, niż wcześniej. Krzywy Skok to jej wielki autorytet, nie wyobraża sobie, aby kiedyś mogło jej go zabraknąć. W zasadzie, to ojciec został jej najlepszym przyjacielem, naprawdę rzadko zdarza się, by czarno-biała mu się sprzeciwiła. Ba! Przecież ona zawsze go słucha, bo on wie wszystko najlepiej, uczy ją tyle ciekawych rzeczy... To jednak nie znaczy, że wcale nie jest uparta. A bo właśnie jest, ma swoje zdanie i nie rozumie, kiedy ktoś śmie jej się sprzeciwiać. Zawsze musi być tak, jak ona zechce i będzie walczyć o swoje, dopóki nie dopnie celu. Nadal ocenia koty po wyglądzie, no i w sumie nie tylko koty. Każdą rzecz z osobna - jak coś jest brzydkie, to automatycznie nie weźmie tego do pyska, nie dotknie, już nie spojrzy. Nie uważała tego za coś złego - przecież dlaczego ma być blisko czegoś, lub kogoś, skoro wcale jej się to nie podoba? Nie będzie robić czegoś wbrew własnej woli!
Winogronowa Pestka?
Spojrzałam się na ojca z nieco szerszym uśmiechem, a potem wróciłam wzrokiem na pstrokatą kotkę. To brzmiało bezbłędnie!
- Być może! Podoba mi się! A Barwna Ścieżka to równie cudowne imię! - odparłam przyjaznym tonem. Szczerze mówiąc, to wcześniej niekoniecznie zastanawiałam się nad swoim imieniem. W ogóle nie spodziewałam się, że zostanę Winogronem i może nie byłam największą fanką tego miana, to było na tyle oryginalne, że je zaakceptowałam. Bo co innego miałam zrobić?
- Tatusiu, a tobie się podoba? Winogronowa Pestka, chyba nieźle, prawda? - zwróciłam się teraz do ojca, który pokiwał głową i delikatnie uśmiechnął się w moją stronę. Widać było, że był trochę nieśmiały, co delikatnie zdziwiło mnie, bo kiedy byliśmy sam na sam zachowywał się normalnie. Może nie lubił nowego towarzystwa? Nie wiedziałam, ale miałam zamiar porozmawiać z nim o tym później.