Księżyce: 55 Mistrz: Wężowa Gwiazda ✝, Puszczykowy Huk ✝ Płeć: nonbinary [afab] Zaimki: ona/jej Matka: ??? ✝ Ojciec: Płonący Liść ✝ Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, rozcięcie na prawym uchu,
ślady pazurów na prawym policzku,
ślady psich kłów na lewej przedniej łapie,
ugryzienie na szyi od bobra
Księżyce: 55 Mistrz: Wężowa Gwiazda ✝, Puszczykowy Huk ✝ Płeć: nonbinary [afab] Zaimki: ona/jej Matka: ??? ✝ Ojciec: Płonący Liść ✝ Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, rozcięcie na prawym uchu,
ślady pazurów na prawym policzku,
ślady psich kłów na lewej przedniej łapie,
ugryzienie na szyi od bobra
zgarbiona, niska, przysadzista o grubych, dobrze zbudowanych nogach || krótka czarna sierść || białe palce prawej przedniej łapy, dwie plamki po lewej stronie brzucha || rozety || bladożółte oczy ||
Straciła zainteresowanie światem, przestała wesoło patrzeć na otaczający ją Klan i jedyne co ją raduje to samotne polowania, gdzie może się wyżyć i zrobić coś pożytecznego przy okazji. Obrażona na los, zła na rodzinę i kompletnie odcięta od wszelkich ciepłych uczuć. Chłodno podchodzi do innych, traktuje współklanowiczów na dystans i nie pozwala sobie zbliżyć się do nikogo w strachu przed porzuceniem.
Nagle cały obraz jej misji i planu wyparował, zastąpiony inną myślą. 'Miałbym'? Róża pokręciła głową, z nadzieją że inny kąt widzenia wyklaruje jej nieco obraz Wichrowej kotki w głowie. Kocura? Mogło to być oczywiście zwykłe przejęzyczenie, dosłownie moment pomyłki, która się nigdy więcej nie wydarzy. Dla Róży jednak takie pomyłki nie istniały bez momentalnej poprawki. Szczególnie, że kot brzmiał wystarczająco pewnie siebie, by nie zwrócić uwagę na inne zaimki.
Czarny nosek zaczął poruszać się w teatralnym wręcz niuchaniu, wyciągając głowę i szyję w stronę nieznajomej. nieznajomego? Zmrużyła oczy podczas krótkiej kalkulacji i ostatecznie się odezwała równie wesoło co zawsze, choć z większą konsternacją w tonie.
- Słyszałam opowieści, ale nie sądziłam, że są prawdziwe - zaczęła, przysuwając się krok bliżej do szylkreta. - Myślałam, że jesteś kotką. Pachniesz jak kotka. I wyglądasz jak taka. I brzmisz. A ty jesteś on? Jak to działa? - spytała, rozwierając powieki. W jej głosie nie było krzty kpiny ani nienawiści, jedynie czysta ciekawość.
«Iledałbym,byzapomniećCię» wszystkie chwile te, które są na nie . . . . . .┌┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈ b o . c h c ę
b o . c h c ę ┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┘. . . . . . 「 nie myśleć o tym już 」. . . . » zdmuchnąć » wszystkie wspomnienia. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . niczym zaległyk u r z TAK JUŻ,po prostunie pamiętać. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . s y t u a c j i, . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. . . . w których serceklęka 「 wiem, nie wyrwę się 」. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .╰┈➤ chociaż bardzochcę mam nadzieję, że to wiesz i Ty x — x — x ┌┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┐ Znowu staniesz p r z e d e .m n ą,zawsze robisz mi to we śnie
Będę patrzył jak odchodzisz, chociaż chciałbym się odwrócić └┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┘
Księżyce: 57 Płeć: Trans kocur Matka: Czarna Łapa Ojciec: Jęczmienne Ziarno Trwałe urazy: blizna po prawej stronie pyska, odsłaniająca górny kieł; urwany fragment lewego ucha
Księżyce: 57 Płeć: Trans kocur Matka: Czarna Łapa Ojciec: Jęczmienne Ziarno Trwałe urazy: blizna po prawej stronie pyska, odsłaniająca górny kieł; urwany fragment lewego ucha
długowłosy, czarno-rudy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, pysku i łapach; oczy wybarwione na odcień zżółkłej zieleni; nierówne, potargane futro; dodatkowy palec na obu przednich łapach, pozbawiony możliwości wciągania pazura
Czuł na sobie ciężar spojrzenia terminatorki – niezbyt uciążliwy, lecz nieprzyjemny i wyczuwalny, jak fragment mokrej ziemi przylepiony do futra lub drobny kamień uwierający pomiędzy palcami, jak strup, który swędział w miejscu, do którego nie sposób było dosięgnąć pazurem. Zauważył, jak kotka poruszyła nosem, próbując rozpoznać ciążący w powietrzu zapach i zmarszczyła czoło, a jej tęczówki ustąpiły miejsca źrenicom i poczuł, jak powoli zaczynał wzbierać w nim gniew, zupełnie jak krew wypełniająca otwór po wyrwanym zębie. Kiedy terminatorka się odezwała, zjeżył się odruchowo, lecz mimo stojącej na karku sierści, wciąż wydawał się niski – jego złość zawsze sprawiała wrażenie większej niż on sam.
– Zamknij się – wycedził przez zaciśnięte zęby, ze złością, jaka zaskoczyła jego samego. Jego ciało zesztywniało, a on świadomie powstrzymał się przed cofnięciem, kiedy nieznajoma podeszła w jego stronę – wyobrażał sobie, że w ten sposób zdradziłby słabość, że to ona powinna odsunąć się od niego, ale stał się nagle niewygodnie świadomy koloru swojej sierści i zapachu, który zawsze zdradzał go jako pierwszy; wyglądał tak samo jak swoja matka. – Jestem kocurem. Nie muszę ci się z tego tłumaczyć – głos ciążył mu w gardle, szorstki i nieprzyjemny. – Czego ode mnie chcesz? Przyszłaś mi powiedzieć, że tak nie wolno? Że to wbrew naturze? To masz pecha. Nie obchodzi mnie co o tym myślisz. Ty pachniesz jak zgniły szczur i ci tego nie wypominam. A powinienem, bo naprawdę śmierdzi.
Księżyce: 55 Mistrz: Wężowa Gwiazda ✝, Puszczykowy Huk ✝ Płeć: nonbinary [afab] Zaimki: ona/jej Matka: ??? ✝ Ojciec: Płonący Liść ✝ Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, rozcięcie na prawym uchu,
ślady pazurów na prawym policzku,
ślady psich kłów na lewej przedniej łapie,
ugryzienie na szyi od bobra
Księżyce: 55 Mistrz: Wężowa Gwiazda ✝, Puszczykowy Huk ✝ Płeć: nonbinary [afab] Zaimki: ona/jej Matka: ??? ✝ Ojciec: Płonący Liść ✝ Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, rozcięcie na prawym uchu,
ślady pazurów na prawym policzku,
ślady psich kłów na lewej przedniej łapie,
ugryzienie na szyi od bobra
zgarbiona, niska, przysadzista o grubych, dobrze zbudowanych nogach || krótka czarna sierść || białe palce prawej przedniej łapy, dwie plamki po lewej stronie brzucha || rozety || bladożółte oczy ||
Straciła zainteresowanie światem, przestała wesoło patrzeć na otaczający ją Klan i jedyne co ją raduje to samotne polowania, gdzie może się wyżyć i zrobić coś pożytecznego przy okazji. Obrażona na los, zła na rodzinę i kompletnie odcięta od wszelkich ciepłych uczuć. Chłodno podchodzi do innych, traktuje współklanowiczów na dystans i nie pozwala sobie zbliżyć się do nikogo w strachu przed porzuceniem.
Ze strony szylkreta padło sporo słów, ale tak naprawdę żadne nic nie znaczyły. Bo o czym on w ogóle gadał? Róża nie zamierzała mu co prawda przerywać, choć w niektórych momentach nie mogła powstrzymywać uśmieszków. Nie robiła tego dla pogardy względem wichrzaka. Ani nawet nie chciała mu uprzykrzyć. Po prostu szczerze uważała, że niektóre zdania, którymi strzelał były naprawdę głupie. Tak głupie, że aż zabawne.
- Nie no, ale mógłbyś. Wytłumaczyć mi się znaczy. Bo ja to nie bardzo rozumiem o co się tak pieklisz - wzruszyła barkami, robiąc kolejny krok wprzód.
- No bo patrz. Jesteś kocurem, tak. To ustaliliśmy. Ale wyglądasz i pachniesz jak kotka. I no nie mówię, że nią jesteś, no bo sam powiedziałeś, że nie jesteś. I jeśli logicznie by na to spojrzeć, to znaczy, że coś jest nie tak w twojej głowie. I się nie denerwuj teraz! Ja tylko mówię moje obserwacje, okej? Bo to, że ma się nie po kolei w głowie to też nie jest nic złego. Ja też nie mam! Do czego zmierzam to to, że bycie kotką ssie i tyle - wyburczała ostatnie słowa. Nigdy się nie czuła niczyją córeczką ani siostrzyczką, ale jakoś nie miała podstaw, żeby myśleć, że może być inaczej. W Klanie nie miała żadnych kotów, których płeć nie pasowała do ciała, słyszała tylko urywki z rozmów i tyle.
- Poza tym wcale nie śmierdzę, bo się dzisiaj myłam! Pachnę co najwyżej... - zrobiła krótką przerwę, by rzeczywiście powąchać swoje futerko i upewnić się, że go zaraz nie okłamie. Bo pewnie i do tego by się przyczepił. - Mhm. Swoim językiem, Może trochę jakimś trupem. Ale nie szczurem! I na pewno nie zgniłym.
«Iledałbym,byzapomniećCię» wszystkie chwile te, które są na nie . . . . . .┌┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈ b o . c h c ę
b o . c h c ę ┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┘. . . . . . 「 nie myśleć o tym już 」. . . . » zdmuchnąć » wszystkie wspomnienia. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . niczym zaległyk u r z TAK JUŻ,po prostunie pamiętać. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . s y t u a c j i, . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. . . . w których serceklęka 「 wiem, nie wyrwę się 」. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .╰┈➤ chociaż bardzochcę mam nadzieję, że to wiesz i Ty x — x — x ┌┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┐ Znowu staniesz p r z e d e .m n ą,zawsze robisz mi to we śnie
Będę patrzył jak odchodzisz, chociaż chciałbym się odwrócić └┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┘
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
Od kiedy tylko sięgał pamięcią, było w nim wiele… zwątpienia.
Nadziei, choć i wątpliwości, czy kiedykolwiek spełni oczekiwania matki. Chorej ambicji, by stać się kimś. Kimś godnym. Nigdy jednak nie było w nim równie wiele niepewności, co teraz. Nie wiedział już, kim w istocie był. Do kogo należał i czy istniało w tym Lesie miejsce dla kogoś takiego, jak on. Zaczynał w to wątpić.
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Chłodny wiatr wyróżniał się teraz w połączeniu ze słonecznym, kolorowym otoczeniem. Pajęczyna szedł z otwartym pyskiem, zbierając zapachy z otoczenia. Nie szukał nawet zwierzyny, lecz chciał zachować ostrożność przebywając tak blisko granic wszystkich czterech klanów. Jeśli w pobliżu zjawi się inny kot, on chciał mieć tego świadomość... zwłaszcza, że odrobinkę zahaczył o gromowe i cieniste terytoria wędrując w kierunku Czterech Dębów.
Tym bardziej zaskoczyło go, gdy wyczuł świeży zapach właśnie cienistego kota.
Książę zmrużył oczy, w końcu wypatrując w otoczeniu ciekawie ubarwionego młodzieńca. Nie wyglądał, jakby go zauważył... nie wyglądał w ogóle, jakby zbytnio skupiał się na swoim otoczeniu. Pajęczyna mógł odejść i najpewniej nie zostałby przyłapany.. ale mógł też zacząć pogawędkę. Przez kilka uderzeń serca siedział w bezruchu, pochylony w trawie, zastanawiając się. W końcu westchnął cicho i podszedł kilka kroków bliżej, choć trzymał bezpieczny dystans aby nie wystraszyć nowego kolegi.
- Jak życie w Klanie Cienia? Czy ta Pora Nowych Liści obdarowuje was zwierzyną? - zagadał przyjaznym tonem, lekko zmrużonymi oczami badając mowę ciała drugiego kota. Sam był spokojny, tak jakby był na swojej ziemi.
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
W zupełności pochłonięty własnymi myślami. Obawami, które od księżyców podtruwały jego krew. Zlękniony, a zarazem zmotywowany do dalszej walki. Ze zmorami, z własnymi strachami, choć to strach pozostawał jego najwierniejszym towarzyszem, padającym od niego cieniem.
Zadumany na tyle, by nie zauważyć zbliżającego się do niego białego kocura. Niebieska sierść okalająca jego kark momentalnie się zjeżyła, by opaść dopiero wtedy, gdy jego wzrok napotkał błękitne ślepia przybysza.
- W Klanie Cienia...? - powtórzył niepewnie - W Klanie Cienia... wszystko w porządku. Jest tak, jak mówisz. Las nam... sprzyja.
Nie mógł powiedzieć o tym, co dręczyło Klan Cienia. Obiecał milczeć. Sprawić, by to, co powinno zostać w Cieniu, nie ujrzało światła. Mógł zdawać się nieobecny, choć za wszelką cenę chciał ukazać w sobie pewność. Nikt nie mógł się dowiedzieć.
- Znasz Klany. Pochodzisz z któregoś z nich? - zapytał w końcu - Jestem Zimna Krew. Wojownik Klanu Cienia.
Czy samotnik mógł o tym wiedzieć? Nie miał prawa. A jednak synowi Zbutwiałego Pnia ciężko było wierzyć w przypadki.
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Reakcja nieznajomego była przezabawna, ale Pajęczynka miał tak dobre serce, że powstrzymał śmiech. Jedynie wpatrzył się w ciemną mordkę, uśmiechając się leciutko i oczekując jakiejś odpowiedzi. Od razu dowiedział się, że ma do czynienia z kimś albo niepewnym siebie, albo bardzo niewyspanym, co mogło okazać się irytujące... ale postanowił poczekać i się upewnić.
- Mmm, dobrze to słyszeć. Przez wiele księżyców nie było mnie na tych terenach... tym lepiej wrócić do dobrych wiadomości. - mruknął w odpowiedzi, bo musiał przyznać przynajmniej przed samym sobą, że interesował się Klanem Cienia bardziej niż kiedykolwiek odkąd... odkąd, cóż, zakazano mu wstępu na tereny Wichru.
Został przyłapany na byciu klanowego pochodzenia, choć cienisty pewnie zdążył zauważyć, że Pajączek nie pachnie żadnym z Klanów. Na całe szczęście, on nie chciał ukrywać, że aktualnie jest samotnikiem.
- Owszem. Nazywam się Zroszona Pajęczyna... i niedawno wróciłem tutaj po wielu księżycach dalekiej wędrówki. Zapragnąłem powrotu do domu, choć nie widzę swojego miejsca w Klanie, z którego pochodzę... - opowiedział smutno, dla podkreślenia ostatniego zdania pochylając lekko łeb. Sam nie był pewien, dokąd z tym zmierza, ale postanowił iść za głosem serca. - Zimna Krew... podoba mi się to imię. - dodał milutko, poszerzając nieco uśmiech. - Gratuluję nowej rangi... Bez obrazy, po prostu wyglądasz dosyć młodo.
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
Było w białofutrym samotniku coś intrygującego.
Coś, co imponowało synowi Zbutwiałego Pnia. Coś, czego sam niebieski dymny kocur nie miał, a czego pragnął mieć. Niezachwiana pewność. Siła, która wykraczała nawet poza postać nieznajomego. Czy nie taki miał być i sam syn medyczki? Pełen młodzieńczej buty i spokoju. W końcu oderwał wzrok od niebieskookiego rozmówcy, by spojrzeń na siebie. Wątłego i miałkiego przy białej postaci.
- Wędrowałeś? - zapytał w końcu - To musi być ciekawe. Zależeć tylko od samego siebie, chodzić tam, gdzie się chce. Sam to wybrałeś... by tak żyć? Chyba też bym tak mógł, gdybym nie miał, gdzie wracać. Do Klanu Cienia, choć nie wiem, czy to najlepsza możliwa droga.
Z zainteresowaniem wysłuchał tego, co miał mu do powiedzenia wędrowiec. Jak wiele był w stanie mu zdradzić - i czy mogli wzajemnie sobie zaufać - w jakiejkolwiek sprawie? Wierność Klanowym trzewiom, tego musiał przestrzegać - jednak jak bardzo?
- Gdzie jest - gdzie był twój dom? - spojrzał na syna Lśniącej Sadzawki - Dziękuję. Masz rację... to dobre miano. Zostałem mianowany kilka wschodów słońca temu.
Znalazł odwagę, by zapytać:
- Dlaczego nie chcesz wracać?
Bo czy i jego nie nawiedzały podobne myśli? O ucieczce, życiu na własnych zasadach. A jednak obiecał zostać.
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Pajęczyna również badał spojrzeniem nowo poznanego kota. Widział w nim młodego, jeszcze nie doświadczonego wojownika, który chyba nie wie jeszcze gdzie ma się podziać. Może po prostu miał taki charakter, a może niedawno przydarzyło mu się coś nieprzyjemnego... W każdym razie, widać było po jego postawie, że nosi w sobie coś ciężkiego, aż uczucie to przenika na samo jego ciało, odbiera tej młodzieńczej energii. Pająk doskonale wiedział, jak to jest, choć on sam nigdy nie dał się temu ponieść. Był silny i wygadany zawsze, nieważne jak inni na niego warczeli i patrzyli krzywo.
- Było ciekawe. Poza klanowymi terenami zaskoczyło mnie wiele rzeczy... Spotykałem koty, których życia wyglądały zupełnie inaczej niż nasze. Dotąd nie rozumiem, jak można żyć u boku Dwunożnych! - prychnął, przypominając sobie wszystkie pieszczochy z którymi wdawał się w bójki. Prawie się uśmiechnął, znowu widząc ich wielkie ze strachu oczy i ucieczkę z nastroszonym futrem.
Zastopował, nieco zaskoczony pytaniem... choć pewnie powinien był się tego spodziewać.
Czy sam to wybrał? Cóż...
- W pewnym sensie... choć nie chciałem zniknąć na tak długo, ani w tak dalekie tereny. - przyznał, nawet nie czując potrzeby aby naginać tutaj prawdę. - Zostałem ranny, więc przez kilka księżyców nie byłem w stanie wędrować. Gdyby nie to, zapewne wróciłbym tu bardzo szybko. - wzruszył lekko barkami i nieświadomie oblizał naderwaną wargę - teraz jeden z jego kłów był nieprzerwanie odsłonięty, ale pysk już dawno przestał boleć.
Przyjrzał się młodszemu kotu uważniej, na moment mrużąc lodowate oczy.
- Czy w Klanie Cienia czegoś ci brakuje? - spytał delikatnie, jakby z troską, delikatnie przechylając łeb. - A może ktoś uznał, że tam nie pasujesz? - dodał nieco ciszej, starając się ukryć zaciekawienie i ukryć prawdziwe odczucia pod przykrywką zmartwienia.
Miło było nie być ocenianym ze względu na pochodzenie. Teraz Pajęczyna miał przed sobą decyzję. Czy powinien powiedzieć Zimnej Krwi prawdę? Nie wiedział, ile Klan Cienia wiedział o jego występkach... ale jeżeli ten wojownik faktycznie jest tak młody, jak wygląda, to nie mógł nawet o nim słyszeć. Pająk wziął głęboki oddech.
- Wychowałem się w Klanie Wichru. Jestem synem Lśniącej Sadzawki... byłej medyczki, choć pewnie o niej nie słyszałeś. - mruknął, uciekając spojrzeniem na bok gdy wymawiał imię matki. Dlaczego nawet po tylu księżycach, rozmowy o niej były dla niego ciężkie? Nie wiedział, czy powinien dodawać coś jeszcze, więc postanowił sobie odpuścić. Jeśli Zimna Krew okaże się ciekawskim kotem, to sam go dopyta o szczegóły.
Poruszył uchem na kolejne pytanie rozmówcy. Przez uderzenie serca mógł wyglądać na zirytowanego, ale ten wyraz pyska szybko zniknął, zastąpiony ciężką do rozczytania powagą.
- Nie odnalazłem się pośród otaczających mnie kotów... a może to oni nie potrafili istnieć w moim towarzystwie. - mruknął, starając się wybrzmieć obojętnie. - Moja matka była szanowaną medyczką i miała wymagania, których nie spełniłem. Natomiast przywódczyni Klanu Wichru chciała się mnie pozbyć, ponieważ nie zgadzałem się z jej decyzjami. Jeden kot za drugim... i stałem obcym we własnym Klanie. Dlatego odszedłem, bo wiedziałem, że zasługuję na lepsze życie. - I co z tego wyszło? Myśl pojawiła się w głowie Pajęczyny znikąd i sprawiła, że skrzywił się lekko.
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
- Ja chyba... też bym nie potrafił. Żyć z dwunogami. - stwierdził - Pewnie wiele się przez to nauczyłeś, wiele widziałeś. Poznałeś wiele kotów. Życie samotnika nie musi być złe, prawda? Poznałem kilku takich, wolnych, ale bez celu. W Klanie to łatwiejsze, wiesz, mieć cel.
Tak, jak niegdyś jego celem było zostać najlepszym wojownikiem. Gwiazdą, prawie jak Gwiezdnym. Byle matka byłaby z niego prawdziwie dumna - byle dać jej powód.
- Ale może celem powinno być życie na własnych zasadach. Chyba tego chciałbym najbardziej.
Westchnął, gdy białofutry kocur zapytał o miejsce, z którego niebieski dymny pochodził - o Klan Cienia. Jak wiele winien był mu powiedzieć - i jaką cenę miała prawda?
- Sam tak uznałem. - powiedział w końcu - Chyba... dość długo nie było cię wśród Klanowych kotów, prawda? To wiele wyjaśnia. I chyba ci tego zazdroszczę. Tam nie dzieje się najlepiej, w Lesie nie dzieje się najlepiej. Jeśli nie jesteś kotem zgodnym z jego wizją... być może lepiej jest szukać swojego miejsca, gdzie indziej.
Kim był on - wiecznie zawieszony między jednym a drugim obozem? Niepasującym do żadnego z nich, niepotrafiącym wybrać strony i obrać drogi. Gdzież znajdowało się jego miejsce? Drżące łapy, spuszczony łeb. Zimna krew, lecz nie ta płynąca w jego żyłach.
- Brzmi... znajomo. - odpowiedział miałko - Moja matka również jest medyczką... nieważne, jak bardzo bym się starał - nigdy nie dostrzeże we mnie tego, kim chciałbym zostać w jej oczach. To takie dziwne... spotkać kogoś podobnego. Wiem, że tam nie pasuję. Wiem, że gdybym mógł, już dawno bym odszedł. Nie mógłbym służyć naszemu liderowi, ale nie mogę się mu sprzeciwić... Ja... też sądzę, że zasługuję na coś lepszego. Każdy kot zasługuje.
Spojrzał na syna Lśniącej Sadzawki:
- Dobrze, że cię spotkałem. Chyba cię rozumiem, Zroszona Pajęczyno.
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Zgodnie z umową zawartą z kocurem z Gromu, kociak miał być oddany we wskazanym czasie. I wskazany czas nadszedł. A to, że jest uszkodzony? Trudno, takie czasy, nie ma łatwo. Zające zrobiły się dużo bardziej wredne i walczyły o to, by nie stać się przekąską ze stosu zwierzyny. Tyle dobrego, że Roziskrzona Gwiazda zgodnie z umową, którą również miały, postanowiła poinformować innych i stać po jej stronie.
Zabrała rano kociaka delikatnie w pysk, mówiąc mu tylko, że mają kawałek drogi i ona go poniesie, ale nie może mu teraz powiedzieć gdzie się udają. "Nie bój się", "Nie martw się" mógł usłyszeć tylko on, gdy wynosiła go przez przejście obozu i kierowała się do Czterech Dębów. Resztę kociąt zostawiła z Gołębią Łapą, oczywiście.
Skierowała się z nim na granicę, przekraczając ją i wchodząc na teren Czterech Dębów, tam wyczekiwała ojca. Kociaka otuliła ogonem. Miał nowy opatrunek, był pod jej okiem, oboje oczekiwali ojca. Spoglądała co jakiś czas na malca, nawet polizała go po poliku. Jakaś jej część lekko przymierała w tej chwili, choć się tego nie spodziewała.
Powyżej przeciętnego wzrostu, puchaty długowłosy czarny mink z bielą na palcach przednich łap i piersi, pomarańczowymi oczami oraz oklapniętymi uszami.
Gadatliwy, głupi dzieciak. Kocha się bawić, odkrywać i biegać. Czasami zrobi czy palnie coś głupiego, ale nigdy nie specjalnie.
A kocurek zupełnie niczego się nie spodziewał… Nikt mu nic nie powiedział o żadnej umowie, że ma ojca w innym klanie i w ogóle niemiło że to wszystko ukryli!! Gdy mama go zabrała za kark nic wielkiego nie myślał, może to czas by przeniósł się do legowiska terminatorów? Albo czas na wizytę u medyka? Wzmianka o kawałku drogi była dziwna, ale nie dopytywał… Ale gdy przeszli przez wejście zaczęły się pytania i ciągła paplanina. A gdzie idziemy? A co to? A mogę dotknąć? Chce sam iść! A mogę to zjeść? Mamo zerwij mi tego kwiatka! Uuu, jakie fajne drzewo. Czy to łajno lisa? A ta dziura ma koniec? Mamo, strasznie tu. Jak daleko jest obóz? Dokąd idziemy? Długa ta przygoda. Chcę do domu. Kiedy wracamy?
Po jakimś czasie znudziło mu się gadanie, więc się zamknął. Trochę zaniepokojony, ale wciąż z nutą ciekawości cały czas się rozglądał. Aż w końcu został postawiony na ziemię i… Czekali na coś? Chyba tak to wyglądało… Przytulił się do mamy. Było strasznie, ale w sumie całkiem fajnie… Choć nie mógł się doczekać tej części, aż wrócą do domu.
Księżyce: 68 Mistrz: Tupocząca Salamandra, Pustynna Róża Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Cicha Noc Ojciec: Danieli Trop Partner: Zatopiona Wyspa Trwałe urazy: Blizna po borsuczym ugryzieniu na prawym barku
Wysoki, pulchny, szeroki w barach kocur o czarnym krótkim dymnym (ghost markingi) tygrysio pręgowanym futrze. Ma białą końcówkę ogona i podeszwy tylnych łap. Lewe oko - pomarańczowe, prawe - niebieskie. Oklapnięte uszy typu fold.
Egocentryk, narcyz, plotkarz i gaduła. Bardzo nieudolny w żartach. Bardzo łatwo go zdenerwować - ostatnio jednak zrobił się nieco bardziej markotny.
Mógł się rozmyślić, zwyczajnie nie stawić się w umówione miejsce w umówionym czasie, a jednak z jakiegoś powodu łapy niosły go w stronę Czterech Dębów.
Chrabąszcza Łapa zwyczajnie się stresował. Ostatnie dni uświadomiły mu, że podjął nieprzemyślaną decyzję. Jasne, weźmie sobie kocięta, ale co jeśli jego plan się nie ziści? Zostanie sam z jakimiś mlekosiorbami, a on nawet nie lubił kociąt. Zastanawiał się jak powinien zareagować, jak powinien przedstawić się swoim kociętom, może nawet gdzieś w środku tliła się nadzieją na obudzenie się instynktu rodzicielskiego i samo jego ciało będzie wiedziało co zrobić.
Wziął głęboki wdech, co będzie to będzie. I z tą myślą wyłonił się zza pagórka, gdzie czekali na niego pointka i... jedno kocię. Spodziewał się co najmniej dwóch, ale jakby się tak zastanowić to dla niego to nawet lepiej. Mniej roboty. Wtem jednak sierść na jego karku się zjeżyła. - Co to ma być? -Zapytał ostro, gdy jego spojrzenie padło na opatrunek na łebku kociaka. Sam nie wiedział, czy przemawiał przez niego gniew z powodu wybrakowanego towaru, czy może zmartwienie o własną krew. Jedno było pewne, nie było to pierwsze dobre wrażenie jakie mógł wywołać u kociaka...
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Zjawił się w końcu. Klacz już zapomniała, jaki brzydki i gruby był. Przede wszystkim trzymała się z daleka, bo przy ostatniej okazji, kiedy go dotknęła, to w kolejne 2-3 wschody słońca dostała świerzbu i bólu łap. Nie chciała znów sobie zaszkodzić. Szkoda tylko dzieciaka... oby Nurt miała jakąś dobrą maść na to.
- Twój kociak. Jego brat się z nim bawił i zahaczył o niego zębami w zabawie. Zabawa, "haha". Ucho się goi, nic złego się nie dzieje, wystarczy zmieniać opatrunek. Według medyczek zagoi się za kilka dni, także nie rób sceny i afery, tylko się ciesz, że w ogóle przyszłam. - Gdy skończyła mówić, dało się słyszeć lekkie bulgotanie z jej gardła, przypominające warczenie. Zaprzestała jednak, by spojrzeć na kocurka. - Atak, to twój... tata. - Ciężko jej te słowa przeszły przez gardło, chciała powiedzieć "ojciec", ale może słowo "tata" bardziej mu się spodoba. - Będziesz teraz mieszkał z nim, poznasz inne kociaki, inne koty. Tata się tobą zaopiekuje. - Mruknęła, rzucając krótkie spojrzenie na srebrnego, żeby ruszył dupę, przyszedł, zrobił dobre wrażenie, a nie tylko narzekał i zabrał kociaka.
Powyżej przeciętnego wzrostu, puchaty długowłosy czarny mink z bielą na palcach przednich łap i piersi, pomarańczowymi oczami oraz oklapniętymi uszami.
Gadatliwy, głupi dzieciak. Kocha się bawić, odkrywać i biegać. Czasami zrobi czy palnie coś głupiego, ale nigdy nie specjalnie.
Czekali. Nie miał pojęcia na co ale czekali dobrą chwilę i... Pojawił się jakiś kot. Pachniał dziwnie, a Atak w ogóle nie kojarzył jego mordki czy nawet futerka. Choć było coś czego nie widział u nikogo poza jego własnym rodzeństwem. Uszy!! Miał takie same oklapniéte uszy!! Oczy młodzika zabłysnęły ekscytacją i łapą wskazał na głowę jegomościa. - Mamo patrz!! Ma takie uszy jak ja!! - zawołał wesoło w stronę Klacz, choć trochę cicho bo... Wstydził się i troszkę bał grubego pana.
I tyle było z radości. Czemu ten ktoś był niezadowolony gdy na niego spojrzał... Oparł się mocniej o bok matki, choć jej słowa w żaden sposób nie pomogły. Jak to jego kociak?? Nie był niczyj oprócz Gołąb i Klacz. Wyjaśnienia również wiele nie dały bo... Jak to to jego ojciec? Miał już dwie mamy, nie potrzebował jakiegoś ojca... Chociaż może dlatego miał się wybrać tu dzisiaj. Honorowo jako pierwszy z rodzeństwa pozna swojego trzeciego rodzica... Jak wróci do obozu to na pewno rozpowie każdemu, że nie tylko ma dwie mamy, ale też tatę. Na pewno nikt tak nie ma!
Jak wróci do obozu... No właśnie... Chyba ma nie wrócić już do niego. Bo mama powiedziała że teraz zamieszka z tatą. Bał się trochę sprzeciwiać ale... Ale... - Ale ja nie chce... - dodał cicho, smutno spoglądając na mamę.