Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Tak, jak Czereśniowa Gałązka powiedziała swojej terminatorce, czekała na nią przy wyjściu z Obozu o samym poranku.
Sama wstała wcześnie, wcześniej, niż robiła to zwykle i spędziła jeszcze więcej czasu niż zwykle na czyszczeniu i układaniu swojego futerka. Naprawdę chciała zrobić dobre wrażenie na Karasiowej Łapie i wygląd był do tego pierwszym krokiem. W ogóle chciała, by ten trening poszedł dobrze, a najlepiej to lepiej, niż dobrze; chciała zrobić z kotki silną, świetnie wyszkoloną wojowniczkę, nie ważne, czy ta miała ambicję taką zostać, czy też nie. Będzie najlepsza, albo będzie kisić się jako łapa do śmierci — to właśnie postanowiła Czereśnia, gdy w nocy rozmyślała, jak powinna ten trening przeprowadzić. A rozmyślała dużo. I miała plany. Oby tylko Karasiowa Łapa się nie spóźniła.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Karasiowa Łapa bardzo się starała wyspać przed dzisiejszym dniem. I chyba aż za bardzo, bo kilka razy obudziła się w nocy przekonana, że słońce już od dawna jest na niebie, a ona spóźniła się już na pierwszy trening, jak największa porażka.
Jednak, wbrew obawom, udało jej się wstać przed słońcem. Nieco bardziej zmęczona niż zamierzała, ale wszystko było w granicach normy (gdzie winę można zrzucić na to, że jeszcze nie do końca się rozbudziła) a nie na skraju zmęczenia, gdzie z każdą kolejną chwilą będzie tylko gorzej. No i ekscytacja robiła swoje, więc podbiegła do mistrzyni (która już na nią czekała, więc zaraz wrócił stres do szarej kotki).
- Dzień dobry, nie spóźniłam się? - spytała na wszelki wypadek, bo z jednej strony była przekonana, że udało jej się dotrzeć na czas, a z drugiej strony... no skoro Czereśniowa Gałązka już tutaj była i czekała na nią to wątpliwości narastały.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Czereśnia czekała dosyć cierpliwie, starając się niczym nie stresować. W końcu wszystko będzie dobrze, prawda? Musi być. Na pewno się z Karasiową Łapą polubią i będą się świetnie bawić, a terminatorka wyrośnie na doskonałą wojowniczkę, z której Gałązka będzie mogła być dumna. Oczywiście, że tak będzie. Zero stresu.
Gdy tylko dostrzegła podbiegającą do niej uczennicę, na jej zgrabny pyszczek natychmiast wstąpił szeroki uśmiech, słodki jak miód i promienny jak słońce o poranku. Młoda miała energię i była podekscytowana, a to dobrze o niej świadczyło. Czereśnia wolała nawet nie myśleć, co by się stało, gdyby pod swoje skrzydła dostała jakaś powłócząca łapami bułę pokroju jej własnego brata, Kleszcza.
— Cześć. Nie, nie, jest w porządku. — Fakt, że Karaś martwiła się ewentualnym spóźnieniem wojowniczka, również odebrała jako dobry znak. Tylko kogoś, kto miał wszystko wyjątkowo gdzieś, nie obchodziłoby czy przyszedł na czas, czy nie. — W porządku, zanim zaczniemy... potrzebujesz może czegoś zjeść? Będziemy dzisiaj trochę chodzić, więc dobrze by było, żebyś miała dużo energii.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Odetchnęła z ulgą, a wszystkie obawy co do karasiowej punktualności zniknęły... robiąc miejsce dla tych, które jeszcze miały nadejść - przecież to dzień pełen nowości i nieznanego, a dzień bez wątpienia we własne umiejętności i dotychczasową wiedzę to dzień stracony.
- Nie trzeba, jest w porządku, dam radę. - zapewniła szybko, a wręcz za szybko, bo gdy tylko ostatnie słowo opuściło jej mordkę, dotarło do niej, że wybrała nierozsądnie. Co będzie gorsze, wyjść na niezdecydowaną już teraz, czy zasłabnąć na treningu jakoś później? Oczywiście, że pierwsza opcja, bo była już teraz, ale Karaś miała wrażenie, że drugiej będzie bardziej żałować, więc zaraz dodała nieco ciszej, spuszczając wzrok na ziemię przed swoimi łapkami. - Chociaż może jednak by się przydało.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Czereśnia zmarszczyła brwi. Nie miała pojęcia, czy Karasiowa Łapa jest taką miękką bułą na co dzień, czy to po prostu stres związany z pierwszym dniem treningu tak na nią wpływał, ale to nic. Córka Świetlikowego Zagajniku jeszcze zrobi z niej twardą babę godną Klanu Rzeki, nie ma co się martwić.
— No dobrze, to chodź — powiedziała i wstała, prowadząc terminatorkę do stosu zwierzyny. — Zjedz coś, byle w miarę szybko, a ja przy okazji wyjaśnię ci parę rzeczy. — Teraz nadszedł czas na pobawienie się w ciocię Niedźwiedź — coś, czego perspektywa nieźle Czereśnię ekscytowała. gdy Karaś jadła, jej mistrzyni nie usiadła obok, zamiast tego powoli wędrując dookoła niej i mówiąc: — Trening ze mną ma parę zasad... Po pierwsze, żadnego spóźniania się albo wagarowania, rozumiemy się? Jak masz zamiar przychodzić na treningi wybiórczo, to równie dobrze możesz nie przychodzić na nie wcale. Po drugie, wiem, że pewnie nie możesz się doczekać, aż będziesz mogła chodzić po trenach, ale dopóki nie nauczysz się walki i nie poznasz terenów, możesz zapomnieć o wychodzeniu bez towarzystwa innego wojownika. Dowiem się, jeśli to zrobisz, uwierz mi i nic przyjemnego z tego nie wyjdzie. Po trzecie, nie mam zamiaru być tu jakimś tyranem, ale miło by było, gdybyś była, chociaż odrobinę posłuszna, także poza treningiem, co znaczy, że jak poproszę cię, żebyś wymieniła mi mech w legowisku, masz to zrobić. Po czwarte, i najważniejsze, myśl sama. Nauczyć się klepać regułek każdy głupi umie. Ty masz je rozumieć. — Przez cały czas zachowywała poważny ton i równie poważną minę, lecz jeśli Karaś była wystarczająco uważna, mogła dostrzec, że wąsy jej mistrzyni drgają z rozbawienia. Zresztą, gdy tylko skończyła mówić, parsknęła śmiechem. — Dobra, z tym mchem to był żart, sama sobie świetnie radzę, no i trochę głupio byłoby się wysługiwać terminatorem. Ale reszta była jak najbardziej na serio. Jakieś sprzeciwy, cokolwiek? — Teraz na jej pyszczek w pełni powrócił już zwyczajowy uśmiech, bo w końcu nie chciała przestraszyć młodej za bardzo.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Młodsza kotka poszła za mentorką. Szybko się usadowiła przy mięsnym stosie i pochwyciła rybkę z brzegu, pozwalając sobie tylko na krótkie oderwanie wzroku od starszej. Miała słuchać, prawda? Miała się skupić. Nie mogła sobie pozwolić na oskarżenia o niesubordynację, przecież nigdy nie chciała tego zrobić. Po takich zarzutach nie wiedziałaby nawet, jak się bronić, o ile zasługuje na takie bronienie.
Karaś miała problem z ciągłym obserwowaniem Czereśniowej Gałązki. Czemu kręciła się wokół niej jak podczas jakiegoś jednoosobowego otoczenia wroga? Mogłaby otoczyć, przecież jest większa, zdecydowanie szybsza i silniejsza. Może z tym jedzeniem to była podpucha i zaczynały trening już teraz, a nie jak Ość skończy jeść? I to jeszcze od ataku z zaskoczenia na szarą? Pierwsza lekcja - zawsze bądź przygotowana na wszystko, nie trać czujności?
Gdy za to usłyszała o trzeciej zasadzie o mało się nie zakrztusiła. Przerażona Karaś spojrzała na mentorkę, ale szybko się opamiętała i próbowała przyjąć bardziej neutralny wyraz pyska. Bycie na każde zawołanie kotki nie było bynajmniej jej marzeniem. Z tym, że za kogo ona się uważa, żeby kwestionować coś, na czym się zupełnie nie zna? Może takie praktyki były zupełnie normalne w Klanie Rzeki? Powinna znać swoje miejsce, a nie wysuwać się przed szereg w swojej ignorancji. Głupia strzela miny, nic dziwnego, że nic jej nie wychodzi.
Te nieinspirujące rozważania przerwał nagły i niespodziewany wybuch śmiechu, od którego na chwilkę zatrzymało się młode karasiowe serce. To był żart, zwykłe nabijanie się. Kotka zakłopotana odwzajemniła uśmiech. Po części kamień spadł jej z serca, bo ostatecznie nie będzie dokładać się do pokręconego systemu legalnego niewolnictwa, ale żart? Czemu nowych zawsze musi to spotykać? Czy to nie zakrawa już o znęcanie się? Prześladowania żółtodziobów? - Wszystko jasne, zero sprzeciwów. - Karaś powiedziała to szybciej niż planowała, przełknęła kęs ryby szybciej niż planowała, kolejny raz ryzykując zadławienia. Nie chciała pozwolić swojej mentorce na wrażenie, że mała kotka nie traktuje jej z szacunkiem lub przejawia nonszalancję. To nigdy nie kończy się dobrze. A mimo to już pozwala sobie na niesubordynacje. W końcu przynajmniej jedna zasada jej się nie podoba. Punkt czwarty brzmiał jak wymuszanie zaradności. To wcale proste, gdy zaradnym się nie jest. To bariera nie do przeskoczenia, jednak wspominanie o tej dysfunkcji Czereśniowej chyba też jest nie na miejscu? Jeszcze się zdenerwuje, bo już zmarnowała tyle czasu na głupie dziecko.
Na moment zawiesiła wzrok na stosie. Czy jej starczy? Chyba tak? Nie chce zemdleć na treningu, ale nie chce się też porzygać od własnego łakomstwa. Podniosła się i patrzyła w stronę mentorki, oczekując poleceń, jednak nie była w stanie utrzymać kontaktu wzrokowego.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Czereśniowa Gałązka wyraźnie widziała karuzelę emocji, którą stanowił teraz pyszczek biednej Karasiowej Łapy i, no dobra, może było to trochę znęcanie się, ale takie... wypływające z dobrego serca, a przynajmniej tak na to patrzyła sama wojowniczka. Nie miała przecież zamiaru naprawdę pognębić młodą, po prostu uważała takie żarciki za szalenie zabawne, zwłaszcza że w prowadzeniu treningów (jak i w wielu innych aspektach życia) wzorowała się na Niedźwiedzim Kle, która również miała tendencję do robienia takich rzeczy swoim terminatorom.
— No to świetnie — powiedziała, uśmiechając się jeszcze szerzej, oczy błyszczące z ekscytacji, puchaty ogon energicznie przecinający powietrze. Jak na kogoś, kto nie był do końca pewien, co robi i tylko maskował to odpowiednio dużą pewnością siebie, nie szło jej aż tak źle, chociaż oczywiście było to po części też dzięki terminatorce, która wyraźnie chciała współpracować, nawet jeśli zdawała się być odrobinę zagubiona. — W takim razie chodź, pochodzimy sobie dzisiaj po granicach. — Energicznym krokiem ruszyła ku wyjściu z Obozu. — Na początku... powiedz mi, miałaś jakieś nauki? — Dobrze by było, gdyby okazało się, że Karaś jakieś nauki odbyła, by miały podstawy, na których mogłyby zacząć pracować, lecz jeśli ich nie miała, to też zero problemów, dadzą sobie radę.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Za jakiś czas Karaś pewnie będzie nieco inaczej wspominać żarciki, które w tym momencie uważała za formę znęcania się. Ale w chwili obecnej za bardzo mieszały jej w głowie i tylko dokładały kolejnych zmartwień, bo właśnie takim typem kota była. Starczył mały kamyczek zwątpienia i zaraz leciała za nim cała lawina niechcianych myśli, których szara nie była w stanie powstrzymać. Nie wszystkich w każdym razie.
Żaden niespodziewany atak (czy to słowny, czy też fizyczny) dalej nie nadchodził, więc kotka powoli się rozluźniała. Z naciskiem na powoli - nie przestawała obserwować mistrzyni, a gdzieś z tyłu głowy nadal czaiła się myśl, że trzeba tu być czujnym i spodziewać się takich atrakcji. Z drugiej strony Czereśniowa Gałązka nie dawała swoim zachowaniem teraz żadnych powodów do podejrzewania jej o jakiś niecny plan. I tu się pojawiało pytanie - czy to tak specjalnie jako przebiegła taktyka, czy po prostu terminatorka miała już paranoję?
W nagłym przypływie zachwytu drgnął jej ogon na wspomnienie granic klanowych. No tam jej jeszcze nie było, więc jak tu się nie cieszyć, że wyjdzie poza obszar, na którym przebywała od urodzenia? Bez ociągania się, ruszyła za długowłosą.
- Miałam, ale późno zaczęłam przez chorobę i nie zdążyliśmy dużo przerobić. - przyznała bez bicia, bo fakt, że ma braki i tak szybko by ujrzał światło dzienne. Już otwierała mordkę by usprawiedliwić swoją niewiedzę kolejnymi nieciekawymi sytuacjami z życia, by przypadkiem Czereśniowa Gałązka nie miała zbyt wielkich nadziei, ale w porę się powstrzymała - przecież gdyby jej zależało to by zadbała o to by dowiedzieć się wszystkich ważnych rzeczy, a nie zasłaniała słabym skupieniem, chorobą czy beznadziejnymi relacjami z matką. No musiała spojrzeć prawdzie w oczy - była leniwa i tyle. Mogła tylko liczyć na to, że nie zostanie spytana o takie ogólne no to czego się nauczyłaś, bo była pewna, że wtedy ją zdradzi jej własna, wadliwa pamięć.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Wysłuchała odpowiedzi terminatorki i skinęła głową.
— No nic, zdarza się — powiedziała. Naprawdę, nie było czym aż tak się przejmować — Czereśnia dobrze rozumiała, że nie była to wina Karasiowej Łapy, w końcu pewnie nie zachorowała z własnej woli, więc nie było czemu się denerwować. — Poradzimy sobie tak czy siak, nie ma się co przejmować. W sensie nie martw się, że czegoś nie wiesz, po to tu jesteś, żeby się dowiedzieć — dodała, starając się brzmieć... pocieszająco? Coś w tym guście. Chociaż Czereśnie ciężko było nazywać mistrzem empatii, Karaś była na tyle zestresowana, że nawet ona potrafiła wyraźnie to wyczuć, co... nie do końca jej się podobało. Nie była na nią zła, nie miała dlaczego, po prostu martwiła się, że jeśli nie są to emocje wywołane pierwszym dniem treningu, a coś, co terminatorka czuła na co dzień, może jej to przeszkodzić w zostaniu wojowniczką. Według Czereśniowej Gałązki wojownik powinien być odważny i pewny siebie, i jeśli Karaś tego nie przeskoczy, z pewnością nie otrzyma pełnej rangi. Nie chciała jednak zostawić ją z tym samej, chociaż też nie miała pojęcia, jak pomóc swojej uczennicy, jak sprawić, by była mniej... miękka i rozlazła. Zdecydowanie nie był to problem, na który była przygotowana. Chyba będzie musiała zapytać kogoś o poradę. — No dobra — odezwała się po chwili szybkiego marszu, gdy na horyzoncie zaczął majaczyć Koci Grzbiet. — Zaczniemy od podstaw, co? Wymień mi, proszę, rangi w Klanie i co o nich wiesz. — Nie oczekiwała, że Karaś powie jej wszystko śpiewająco, skoro nie miała nauk, lecz spodziewała się też, że będzie wiedzieć, chociaż jakieś... podstawy podstaw, bo trochę już w tym Klanie sobie pożyła, więc coś tam powinna podłapać.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Zdarza się? Nie ma co się przejmować? Nie martw się? Po to tu jest, by się nauczyć? Powiedzieć, że Karasiowa Łapa się zdziwiła to za mało, ona była po prostu srogo rozdarta. Słowa Czereśniowej Gałązki brzmiały sensownie i ciężko było im zaprzeczyć, ale jednocześnie w szarej głowie wszystko krzyczało, ze to bardzo nielogiczne podejście. No jasne, trening był po to by się uczyć, ale rzeczy dostosowanych do jej wieku, a nie zupełnych podstaw. Mogła czegoś nie wiedzieć, ale odnosila wrażenie, że w porównaniu z jej równieśnikami, ba, nawet z młodszymi kotami, to miała okropne braki i długowłosa kotka tylko marnowała na nią czas. Bo żeby jeszcze Karaś to wszystko nadrabiała niesamowitą zwinnością, szybkością czy jakimkolwiek innym aspektem fizycznym. Ale nie wyróżniała się. Więc szła obok mentorki dość zdezorientowana. W delikatnie pozytywny sposób, jednak obawy wciąż przeważały - bo Czereśniowa po prostu jeszcze nie zdążyła się przekonać jak beznadziejny przypadek jej się trafił.
Gdy usłyszała pierwsze pytanie, na jej jasną mordkę wpełzł uśmiech, na krótki moment. Ha, rangi w klanowe to akurat coś co zdążyła przerobić na spotkaniach ze Skrzącym Słowem, więc jeśli tylko pamięć jej teraz nie zawiedzie to może uda jej się nawet zabłysnąć na tym treningu. Pierwszy i ostatni raz, bo już teraz czuła w kościach, że nawet jeśli przy obecnym pytaniu jej się poszczęści, to już kolejne ją rozłoży na łopatki. To nie mogło się inaczej skończyć.
- Najpierw jest Przywódca, który odpowiada za bezpieczeństwo Klanu, zwołuje ceremonie, podejmuje ważne decyzje, hmm, reprezentuje Klan. Zaraz obok jest jego prawa łapa, Zastępca, który nadzoruje treningi... i... uh... za patrole odpowiada. Poza tym zajmuje miejsce Przywódcy po jego śmierci. - przerwała na moment, zastanawiając się czy to już wszystko co miała do powiedzenia na temat tych dwóch rang. O, jednak nie. - A właśnie, a Przywódca ma jeszcze dar dziewięciu żyć. - dodała, zadowolona, że dała radę przypomnieć sobie coś jeszcze.
- Jest też Medyk, który leczy chorych i rannych, szuka też ziół. I szkoli swojego Terminatora. Nie wiem co tu jeszcze można. Są Matki, które zajmują się wychowaniem kociąt. I Starsi, którzy... no byli Wojownikami, ale już są za starzy na tę funkcję. Terminatorzy, którzy uczą się na Wojowników... i no właśnie, Wojownicy, którzy polują i bronią Klanu. - odetchnęła kończąc wypowiedź. Miała nieodparte przeczucie, że jak na kota planującego zostać Wojownikiem, wiedziała o nich bardzo niewiele.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Oj tam zaraz beznadziejny przypadek. Czereśniowa Gałązka nie wierzyła w beznadziejne przypadki, no, chyba że ktoś miał nieszczęście nazywać się Kleszczowa Łapa. Oczywiście, nie każdy rodził się tak piękny i utalentowany jak ona sama, lecz wciąż wierzyła, że każdego da się jakoś wytrenować — w końcu ona sama musiała popracować nad paroma rzeczami, zwłaszcza polowaniem. Pamiętała, że nieco ją to wkurzyło, ale też zaskoczyło, bo liczyła, że będzie w tym o wiele lepsza. Na szczęście, przyłożyła się do ćwiczenia i wyszła na, cóż, koty, więc z Karaś nie powinno być tak źle. Oczywiście, dopiero co ją poznała i nie mogła wyrobić o niej pełnej opinii, lecz wątpiła, żeby młoda była aż tak beznadziejna jak, przykładowo, Kleszcz.
Wysłuchała odpowiedzi kotki, co jakiś czas kiwając głową, bo generalnie Karasiowa Łapa mówiła całkiem do rzeczy. Może nie idealnie, ale lepiej, niż się spodziewała, słysząc o tym, że nie przerobiła na naukach zbyt wiele.
— Bardzo dobrze! — pochwaliła ją, uśmiechając się słodko. Pochwały były ważne, wiedziała to po sobie samej. — Przywódca zawsze ma w imieniu Gwiazda. Medyk poza leczeniem jest też łącznikiem z Gwiezdnym Klanem. Terminatorzy też polują, kiedy już się nauczą, pomagają też ogarniać legowiska i inne takie. Jest jeszcze terminator medyka, to w sumie osobna ranga, ale on też głównie się uczy, tyle że rzeczy potrzebnych, żeby być medykiem, chociaż jak chce, może uczyć się też rzeczy potrzebnych do zostania wojownikiem. Są też kociaki, ale one w sumie nie robią nic ciekawego, poza najwyżej uczeniem się. — Czereśnia narzucała swojej uczennicy dosyć szybkie tempo, więc nic dziwnego, że zaraz dotarły na Koci Grzbiet, gdzie wojowniczka zatrzymała się. — No dobra. To miejsce nazywa się Koci Grzbiet. Zapamiętaj je, bo od następnego razu będziemy spotykać się właśnie tutaj. Czasem będziemy też tu trenować, czasem pójdziemy sobie gdzieś indziej, zależy. Dzisiaj idziemy dalej, na granicę z Ziemiami Niczyimi, później na granice z Gromem i do Czterech Dębów... — Zerknęła na uczennicę pytająco. — Słyszałaś kiedyś o Czterech Dębach? W każdym razie chodź. — Skinęła na Karaś i ruszyła przed siebie, nieco wolniej niż wcześniej, chociaż wciąż dosyć energicznie, kierując się ku granicy z Kłującym Gąszczem i dalej, Łanem Rzepaku. — A potem... hm, zobaczymy. Jak będziesz zmęczona, będziemy mogli wrócić do Obozu i ogarniemy resztę granic później, a jak nie, to zrobimy je teraz, jak będziesz wolała. Będziemy dzisiaj głównie gadać, bo chodzenie jest wystarczająco męczące, chociaż chciałabym też ogarnąć chodzenie po drzewach... no, chyba że już cię ktoś nauczył. — Ponownie zerknęła na uczennice pytająco przez ramię. Trochę miała nadzieję, że jednak na drzewa wspinać się nie umie, bo sama dosyć dobrze wspominała własną naukę wspinaczki i z chęcią by to powtórzyła. — No ale dobra, wracając do rang. U nas przywódcą jest Czerwona Gwiazda, zastępcą Ćmi Zmierzch, a medyk cóż, naszą ostatnią medyczką była Księżycowy Pył, ale niestety ostatnio jej się umarło. Jej terminatorem jest mój brat, Barwna Łapa i to on zostanie medykiem, jak tylko skończy trening. — Ostatnie zdanie wypowiedziała trochę tak, jakby się chwaliła, chociaż nie robiła tego świadomie. Kiedyś pewnie nie powiedziałaby tego takim tonem, lecz teraz lubiła swoje życie wojowniczki i cieszyła się z faktu, że jej brat jest ważny. — Jakieś pytania?
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Nie słyszała nigdy o Kleszczowej Łapie. Ani o innych beznadziejnych przypadkach, chociaż spore szanse, że takie historie, zamiast ją uspokoić, że nie będzie tak źle, tylko by ją dodatkowo przeraziły, że i o niej Rzeczni będą rozmawiać jako o jednym z najgorszych przypadków. To chyba nawet nie tak, że nie chciała, ale coś jej mówiło, że po prostu sukces i Karasiowa Łapa nijak się nie łączą.
Spojrzała zdziwiona na wojowniczkę. Bardzo dobrze? Jakby samo dobrze nie było już wystarczającym szaleństwem w przypadku szarej. Ale brzmiało miło, dodawało sił, więc Karaś podjęła bardzo świadomą decyzję ignorowania podszeptów, które starały się jej udowodnić, że wcale nie zasługuje na aż taką pochwałę. Szła teraz nieco radośniej, a nie tylko starała się nie zostawać zbytnio w tyle i słuchała co mistrzyni dodawała jeszcze w temacie rang, starając się z tego zapamiętać jak najwięcej. Zdziwiło ją trochę, że o Wojownikach nie dowiedziała się nic więcej, co to za tajemnicza ranga? A może po prostu już niczego więcej do nich nie było? Ewentualnie, skoro to trening na Wojownika, to wszystkiego ważnego dowie się w trakcie? Albo co gorsza będzie musiała sama to wykminić z tego czego się będą uczyć, okropna wizja.
Gdy zatrzymały się, rozejrzała się dookoła, a na wspomnienie, że tu będą się zaczynać kolejne treningi, obrzuciła uważnym spojrzeniem trasę, którą przybyły. No chyba spoko, raczej ciężko przegapić Koci Grzbiet?
- Uhh... raczej nie? - odpowiedziała niepewnie, bo Cztery Dęby z niczym jej się natychmiastowo nie kojarzyły, więc wolała nie poświęcać kilkunastu uderzeń serca na próby przypomnienia sobie co to takiego, tylko po to by na koniec stwierdzić, że jednak nic z tego.
Ruszyła za Czereśnią, słuchając dalszego planu na dzisiejszy trening i trzeba było przyznać, że doceniała to, że kotka nie postanowiła zrobić z dzisiejszego dnia jednej, wielkiej, stresującej niespodzianki. Co prawda dalej nie miała żadnej gwarancji, że nie nadejdzie atak z zaskoczenia, gdy będzie się go najmniej spodziewać, ale przynajmniej nie była to główna myśl zaprzątająca szarą główkę, uniemożliwiając skupienie się na czymkolwiek innym.
- Noo... nie. - przyznała niechętnie, odwracając spojrzenie. - Sama próbowałam trochę, ale to nie było takie proste.
Nie żeby odczuwała z ziemią szczególną więź i najchętniej trzymała się tak blisko gruntu jak to tylko możliwe, bo przecież lubiła obserwować świat z wyższych punktów, ale najwygodniej się do nich dostawało z... takich mniej pionowych powierzchni niż drzewo.
Słuchała o kotach zajmujących najwyższe stanowiska w ich klanie i próbowała od razu skojarzyć je z opisami z nauk. Czerwona Gwiazda była szarą kotką, Ćmi Zmierzch była czarną kotką, a Ksieżycowy Pył kremowym kocurem... chwila, co? Nie żyje? Ale chwila, chwila... medyczka? Zmrużyła oczy zastanawiając się czemu rzeczy zaczęły jej się nie zgadzać już na etapie, który myślała, że ma opanowany. Może coś źle zapamiętała? Znaczy dałaby sobie łapę odgryźć, że tych informacji słuchała z uwagą, bo to chwilę po tym jak dowiedziała się, że się po prostu za mało stara i lekceważy rozmówcę, ale przecież była porażką, więc wszystko możliwe. Ale zaraz znalazła jeszcze jeden problem - skoro Księżycowy Pył nie żyje to jak Barwna Łapa ma ukończyć trening?
Ocknęła się z rozmyślań słysząc pytanie i potrząsnęła przecząco głową. - Raczej nie. Tylko same nieistotne.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
— Więc Cztery Dęby to... w sumie to nie są cztery drzewa, wbrew temu co sugeruje nazwa, tylko, uh, jedno drzewo, które... rozdziela się? — Czereśnia uroczo skrzywiła grzbiet nosa, zastanawiając się, jak powinna to wyjaśnić. — Trochę ciężko to opisać, ale to nic. Sama zobaczysz. W tym miejscu stykają się tereny Czterech Klanów, więc nie należą do żadnego Klanu. Albo należą do wszystkich? Zależy jak na to patrzeć, bez różnicy. Tam odbywają się też zgromadzenia. Zgromadzenie to takie zebranie Klanów, podczas których panuje pokój, można się wymieniać plotkami i inne takie. Ciężko powiedzieć coś dokładniej, bo na żadnym nie byłam. Mało kto był tak w sumie, bo zgromadzenia odbywają się bardzo rzadko — wyjaśniła kotce. Trzepnęła puchatym ogonem i rozejrzała się dookoła, sprawdzając, ile jeszcze zostało im do faktycznej granicy z ziemiami niczyimi. — Właśnie, Klany! Wymienisz mi nazwy wszystkich? — Ponownie, podejrzewała, że jest to coś, co Karaś powinna wiedzieć przez samo życie w Rzece, ale jeśli nie wiedziała, to Czereśnia może będzie nieco zdziwiona, ale znów — nic się nie stało.
Słysząc kolejną odpowiedź uczennicy, wojowniczka rozpromieniła się. Czyli jednak nie umie wchodzić po drzewach! Super! — No to nic się nie martw, wszystkiego się nauczysz. To w sumie dosyć łatwe, jak już wiesz jak to zrobić. — Kolejne słowa Karasiowej Łapy za to zdziwiły ją nieco. — To masz, czy nie masz? — zapytała, unosząc brew. — Nieistotne pytanie to też pytanie. Zresztą, nie wiesz, jakie pytanie jest nieistotne, a jakie nie. Może akurat się okazać, że zapytasz o coś ważnego. A nawet jak nie, to co z tego? Nie jesteśmy tu tylko po to, żeby klepać na pamięć Kodeks. Możemy też, no wiesz, pogadać. Ja na moim treningu plotkowałam z mistrzynią o partnerze mojej ciotki. Nie ma nic w tym złego, pytaj o co chcesz. — Czereśnia naprawdę nie miała zamiaru irytować się na Karasiową Łapę, bo zadawała niewłaściwie pytania czy inne głupoty, bo i nie widziała w tym celu. Jej zdaniem zawsze lepiej było zadać pytanie, nieważne co. W końcu dzięki temu zawsze można się czegoś dowiedzieć, a przecież po to Karaś tu była. No i jeśli miała być całkowicie szczera, trochę liczyła na to, że uda jej się nawiązać ze swoją podopieczną dosyć przyjacielską relację, wychodzącą poza formalną relację mistrz-uczeń.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Starała się patrzeć na kotkę, gdy ta tłumaczyła jej kolejne kwestie, ale ciągle też musiała zerkać na drogę. Więc koniec końców, Czereśniowa Gałązka mogła na sobie czuć karasiowe spojrzenie niemalże ilekroć zaczynała nowe zdanie, ale z każdym kolejnym słowem szara znowu coraz bardziej skupiała się na wypatrywaniu zdradzieckich kamieni i korzeni, a nie mordce mistrzyni. I tak w kółko. Nie bardzo wiedziała jak sobie wyobrażać te Cztery Dęby, skoro były jednym drzewem, ale skoro będzie mogła przekonać się na własne oczy jak to wygląda, postanowiła nie poświęcać czasu na wizualizowanie drzew... jednego drzewa.
- Jasne. - odparła bez wahania. - Jest Klan Rzeki, Wichru, Cienia i Gromu.
Nazwy Czterech Klanów pamiętała bardzo dobrze, co prawda nie wiedziała (nie interesowała się jakoś bardziej?) kto w pozostałych zajmuje najwyższe stanowiska, czy ogólnie życie poza Rzeką było dla niej tajemnicą, do odkrywania której wcale aż tak się nie śpieszyła znowu.
Nie do końca rozumiała czemu wojowniczka ucieszyła się, że Karaś czegoś nie potrafiła. A nawet bezpiecznie było stwierdzić, że całkowicie ją zgubiła reakcja kotki.
Położyła uszy po sobie, bo rzeczywiście głupio się odezwała z tymi pytaniami i mogła po prostu powiedzieć, że żadnych nie ma, a nie niepotrzebnie komplikować. Z nakręcania się w tej spirali wyrzutów i rozczarowania, wyrwały ją kolejne słowa Czereśni. Co prawda wątpiła by przypadkiem zapytała o coś ważnego, ale podobała jej się wizja niestresowania tym czy aby na pewno zadane pytanie było bezpośrednio związane z jej treningiem.
- Czemu te zgromadzenia się rzadko odbywają? - zaczęła od kwestii, którą uznała za taką... no która najbardziej ją dotyczyła. - No i... jak twój brat ma skończyć trening skoro, no ten, nie mamy już medyka? - dodała kolejne pytanie, ze słabnącą pewnością, czy rzeczywiście powinna się tym interesować. A skoro już o medyku... - Uh... no i jeszcze taka sprawa, może źle zapamiętałam, bo ja dużo źle zapamiętuję, bo się za mało skupiam czasem, a w zasadzie często i staram się nie rozpraszać, ale to nie zawsze wychodzi, w każdym razie chodzi o to, że... - tu się zawahała na moment, chociaż chyba i tak było za późno na wycofanie się? - Bo na naukach dowiedziałam się, że medykiem u nas jest no... no kocur i byłam pewna, że dobrze to zapamiętałam, ale ty mówiłaś o medyczce?
No nie miała pojęcia jak zgrabnie ująć swój problem, a skoro Księżycowy Pył nie żyje to Karaś mogła sobie darować ten temat, no bo to rzeczywiście było nieistotne pytanie, a tak to tylko ryzykowała przyznanie się do niezbyt sprawnej pamięci.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Z uśmiechem skinęła głową. Czyli jednak Karaś najważniejsze podstawy miała i nie było tak źle, jak twierdziła.
— Aha. My wyróżniamy się od innych Klanów tym, że umiemy pływać i łowimy ryby, czego też się będziesz niedługo uczyć, więc mam nadzieję, że nie boisz się wody — zażartowała. Dopiero po wypowiedzeniu tych słów zdała sobie sprawę, że biorąc pod uwagę wrażliwą naturę Karaś, może nie był to najlepszy żart. Kto wie, czy nie przypadkiem nie naruszyła jakiejś jej wrażliwej struny? Jeśli tak to cóż, ups, ale bywa. Co powiedziała, to już tego nie od-powie. — Wicher jest szybki i poluje na zające. Przywódcą jest tam Porywista Gwiazda, zastępcą Lawendowy Kwiat, a medykiem Lśniąca Sadzawka. Lśniąca Sadzawka ma w sumie dwóch terminatorów, Olchową Łapę i Krwawnikową Łapę. — Czereśnia nie wiedziała nawet, że medyk może mieć dwóch uczniów i jej wewnętrzna sześcioksiężycowa ledwo co mianowana terminatorka czuła się bardzo oszukana. — Grom jest, eee, silny. Podobno. Przywódcą jest Trzmiela Gwiazda, zastępcą Żubrze Gardło, a medyczką Truskawkowy Gąszcz. Ona też sobie ostatnio znalazła terminatora, Wieczorna Łapa się nazywa. A co do Cienia to... nie mają za bardzo nic, czym mogą się pochwalić. A poza tym ich przywódczyni ma głupio na imię. — Czy mówienie takich rzeczy swojej uczennicy było wychowawcze? Nie bardzo, ale Czereśnia przeszła trening z Niedźwiedzim Kłem, naprawdę nikt nie powinien oczekiwać po niej wychowawczości. — Płomykówkowa Gwiazda się nazywa. Od ptaka, nie ognia, podobno. Ich zastępca to Krogulczy Szpon, a medyk to Szczypiący Mróz. — Tym oto sposobem dotarły nie tylko do końca najważniejszych rang w innych Klanach, ale również do granicy z Ziemiami Niczyimi. — Rozejrzyj się dookoła. Powęsz trochę — poleciła Karaś i sama również demonstracyjnie kilka razy zawęszyła w powietrzu, smakując dziwny zapach dochodzący z Ziem Niczyich, taki, który nie kojarzył się z żadnym innym Klanem. — Czujesz coś dziwnego? — zapytała, zerkając na młodą.
— Ciężko powiedzieć. — Wzruszyła barkami. — Pewnie dlatego, że przywódcy uznają, że nie ma potrzeby, by takie zgromadzenie zwoływać? W sumie nic dziwnego, w Klanach nie dzieje się nic szczególnego. Nie ma żadnych wojen ani innych zagrożeń, nie przenosimy się też na nowe tereny. — Jeśli Czereśnia miała być szczera, zawsze było jej szkoda, że zgromadzenia były bardziej legendą niż czymś, co faktycznie istniało i miało wpływ na życie Klanu, bo sama z chęcią by na takie poszła. — Pewnie medyk z innego Klanu. O ile wiem, już się takie sytuacje zdarzały. — Nie była pewna, który z obecnych medyków został wytrenowany przez któregoś z medyków innego Klanu, ale wiedziała, że takie sytuacje się zdarzają i tyle jej wystarczyło. Za to kolejne słowa Karaś sprawiły, że zmarszczyła brwi. Nie przez pytanie, które zadała, ale przez to, jak je zadała. Nie rozumiała, czemu kotka aż tak się plątała, czego aż tak się obawiała. Przecież w zapomnieniu czegoś nie było nic złego, zwłaszcza jeśli później miała zamiar zapytać o to i wiedzę uzupełnić, tak, jak robiła to w tym momencie. — Dobra, po pierwsze, nie stresuj się tak, każdemu zdarza się zapomnieć coś albo pomylić, tak? — Nie była pewna, na ile pocieszająco brzmi, ale nie miała też pojęcia, jak inaczej podejść do terminatorki. Młoda definitywnie potrzebowała więcej pewności siebie, bo inaczej skończy, jąkając się, jak ciocia Przepiórka, a to nie była przyszłość, której Czereśnia chciała dla swojej uczennicy. Nie mogła wypuścić spod swoich skrzydeł jakiejś strachajły. Wszyscy zawsze oceniali wojowników przez pryzmat ich terminatorów i kotka dobrze wiedziała, jak by to na nią rzutowało. — A po drugie... to trochę skomplikowana sprawa? Księżycowy Pył pachniała jak kocur, tak, ale i ona, i większość innych kotów, mówili o niej jak o kotce, w tym Czerwona Gwiazda i mój brat, który z pewnością znał ją lepiej, niż większość kotów w Rzece. Nie wydaje mi się, bym mogła się z nimi kłócić. — Czy Czereśnia rozumiała, o co chodziło medyczce? Ani trochę. Czy uważała to za zbędne wydziwianie? Jak najbardziej. Księżycowy Pył była jednak jednym z najważniejszych kotów w Klanie, więc nie nigdy nie miała zamiaru jej tego wytykać. Lepiej nie zachodzić za skórę komuś, kto odpowiada za twoje zdrowie.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal