Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Miał wrażenie, że połowa jego dzieciństwa polegała na siedzeniu na kolejnych pogrzebach, które nadchodziły w Rzece w nieskończoność. Czy podczas jego nieobecności trzeba było zorganizować kolejny? Ile ich było? Lepiej było o tym nie myśleć. - Widziałem całkiem sporo. – odpowiedział, nie skupiając się na tym zbytnio. Nie wierzył, że ktokolwiek mógł żyć w lesie dłużej niż kilka księżyców i nie widzieć martwych ciał. Zresztą jakby miał się na tym skupiać, gdy jako następne kotka opowiadała takie bzdury? - Żeby zobaczyć… martwe koty. Ich dusze. Idzie się do Szepczącej Sadzawki, a nie… tutaj. – Nie był nawet pewny jak nazywało się to miejsce. Jego wiedza (i zainteresowanie) o terenach poza granicami Rzeki nie była nigdy zbyt duża. Jednak gdyby rzeczywiście istniało tu miejsce o którym opowiadała, powinien o nim słyszeć.
Chyba. W ostatnim czasie miał coraz więcej wątpliwości ile z tego, co widział podczas wyprawy rzeczywiście było prawdą.
Nie wiedział o nich zbyt wiele, spotkał stamtąd chyba tylko jednego kota, dość dawno. I nawet jeśli tamten wydawał się normalny, to czy cokolwiek znaczyło? Jednak nawet jeśli wszystko, co mówiła miałoby być prawdą, to nie było rozwiązanie. - Więc tak po prostu uciekłaś? Zostawiłaś swój klan? – syknął, strosząc nieco swoje futro. Bo to, co mówiła było rzeczą dla niego niewyobrażalną. Jedną z najgorszych, jakie kot mógł zrobić. Gdyby nie to, że miejsce, w którym można było zobaczyć zmarłych go interesowało, pewnie już by sobie poszedł, uznając, że nie ma po co marnować czasu na kogoś takiego.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Uniosła brew. Szepcząca Sadzawka? Bzdury. Zarechotała sztucznie na samo wspomnienie tych kłamstw. Jak niektóre koty mogły być tak głupie? Szczególnie taki rosły prawdopodobnie wojownik. Śmierdział trochę rybnie, więc pewnie nie był samotnikiem zbyt długo. Albo lubi siedzieć przy wodzie. Nie jej sprawa.
- E, nie. Może po prostu masz za mało rozwinięty mózg i zmysły i nie potrafisz ich dostrzec. Są wszędzie. Tu, tu, tam, tam też. No wszędzie. A te bzdury o Gwiezdnym Klanie czy innym takim, które wam wmawiają to głupota i tyle. I ty w to niby wierzysz, pha! Ta, jasne, że niby dostaje się dziewięć żyć bo ci przodkowie dali buzi w czółko? DOBRE SOBIE. Ja myślę, że jak przywódcy tam idą to żeby się sztachnąć jakichś śmierdzących kwiatków czy grzybów, odlatują trochę i BAM. Myślą, że widzą duchy - wyjaśniła swój punkt widzenia, który oczywiście uważała za jedyny słuszny. Była może trochę w stanie się ugiąć żeby wmawiać Sowie, że tak, owszem, jego przekonania były równie ważne bla bla bla. Ale w to też nie wierzyła.
- Oj, już się tak nie denerwuj. To Klan zostawił mnie, jakby nie patrzeć - wzruszyła barkami. - Co miało zrobić małe, bezbronne kocię, kiedy je biją i głodzą, huh? Chciałam chociaż zmienić klan, ale Wicher uznał, że też mają to gdzieś, więc chcieli mnie odesłać z powrotem. Uratował mnie kot, któremu zawsze będę wdzięczna za podarowanie nowego, lepszego życia. Jasne, samotnictwo nie jest tak proste, ale przynajmniej mogę obudzić się rano i nie masować kolejnych siniaków - spojrzała wściekle na kocura, który uważał się za nie wiadomo kogo! - Ty myślisz, że jesteś jakiś lepszy? Gdzie jest twój Klan, hm? Nigdy go nie miałeś, odszedłeś, rozpadło się, wszyscy zdechli?
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Z każdym jej kolejnym słowem, futro Skały stroszyło się trochę bardziej. Jedynie jakieś resztki rozsądku, które mu jeszcze pozostały, powstrzymywały go przed tym, by zaatakować od razu. Był sam, chory i osłabiony, musiał skupić się na czymś innym. Ale jak miałby pozostawić to bez żadnej odpowiedzi?
W najlepszym przypadku była tylko najbardziej pozbawioną mózgu istotą na jaką zdarzyło mu się natknąć. W najgorszym – kimś wysłanym przez Bezgwiezdnych, by jedynie wpędzić go w pułapkę, tym bardziej oddalającą go od celu.
Jeśli nawet jej poprzedni klan był dla niej tak okropny, jak opowiadała, to nie było w tym nic dziwnego. Gdyby Skaliste Zbocze spotkał w Rzece kogoś podobnego do niej, od razu taki kot trafiłby na listę tych, których dla bezpieczeństwa ogółu należałoby się pozbyć jak najszybciej. Teraz, gdy żyła od nich tak daleko, nie mając z nimi pewnie żadnego kontaktu teoretycznie mógłby po prostu odejść, jednak nie potrafił. Coś w słowach kotki przekroczyło już granicę, przed którą potrafiłby to zrobić. - Mam mój klan i niedługo do niego wrócę, ktoś taki jak ty i tak nie byłby w stanie zrozumieć co teraz robię. – syknął, nim musiał przerwać na kolejny moment kaszlu - A teraz przestań wygadywać takie bzdury, jeśli nie chcesz dołączyć do tych wszystkich zmarłych. – dodał, wysuwając pazury i przygotowując się na każdą reakcję, która mogła nadejść ze strony samotniczki.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Miała kamienny wyraz pyszczka, gdy słuchała jego bzdur. Znudzona, nieprzejęta, trochę odleciała myślami nawet. Jego syczenie, kaszlenie i zjeżona sierść nie robiły na niej wrażenia. Powinny, oczywiście, ale jakoś nie robiły. Uważała, że łgał i tylko próbował postraszyć, a przecież Myszy nie da się tak łatwo wystraszyć. O ile w ogóle!
Ziewnęła przeciągle i trzepnęła uszami, podnosząc nieco wzrok, by móc ponownie spojrzeć wyraźniej na kocura. - Myślisz że się ciebie boję? Twoje niedoczekanie, koleżko. Mam pewnie większe życiowe doświadczenie niż ty. Masz głowę we własnej dupie, skoro nie zauważasz niektórych rzeczy, wiesz o tym? Klany są złe, głupie i bez sensu, ot. Twój tak samo. A Gwiezdni to jeszcze większa bujda niż możesz sobie wyobrażać. No, o ile miałbyś odrobinę wyobraźni. Odrobinę!! - mruknęła, odchodząc parę kroków. - Jesteś głupcem i tyle. Jak przyjdzie co do czego, to zobaczysz prawdę. A prawda jest taka, że jesteś głupi. Hahaha
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Gdyby znała jakiekolwiek istotne w życiu wartości, pewnie wiedziałaby, że jego ostrzeżenie należy traktować poważnie. Niektórym kotom rzeczywiście zależało na swoim klanie, a Skaliste Zbocze był przekonany, że jemu na niczym w życiu nie zależało tak bardzo jak na Rzece. Co oznaczało również, że nie mógł pozwolić, by kotka, której imienia wciąż nie znał i nie zamierzał poznawać, kontynuowała wypowiadanie tych bredni.
Nareszcie przyszedł czas, by ktoś nauczył ją podstaw dobrego zachowania, nawet jeśli miała być to ostania rzecz, którą pozna w życiu. Nie wahał się z atakowaniem już ani chwili dłużej, ktoś taki jak ona nie zasługiwał na ani odrobinę jego szacunku. To było jedyne poprawne wyjście.
Nie miał nic więcej do powiedzenia samotniczce, akcje powinny wystarczyć jako odpowiedź. A tym co zrobił, była próba przejechania po jej szyi swoimi pazurami. Już miała tam jedną bliznę, na tym nie powinno się skończyć.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Może i mogła się tego spodziewać, możliwe że trochę przeholowała jeśli chodzi o wkurzanie świeżo upieczonego samotnika. Ale cóż mogła zrobić, pozostawić biedaka z dezinformacją? To byłoby niepodobne do Myszy, która tak dba o odpowiednią wiedzę okolicznych kotów! To, że jej nie wierzył to nie była jej wina. A za takie narwaństwo powinni skazać jego rodziców na kopanie nor czy czegokolwiek, bo dzieci to oni wychować nie potrafią.
Widząc, że się zamachuje, sama chciała wykorzystać drobny wzrostu i ruszyła przed siebie, chcąc przebiec mu pod nogami, tak dla dezorientacji.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Atak Skały > krytyczny! Unik myszy > krytyczny! Ostateczny atak Skały > nieudany
Cóż za komiczny początek walki! Przynajmniej dla Myszy, bo dla Skały mógłby być on nieźle irytujący po swoich ostrych słowach. Cios Skały mógłby być śmiertelny dla kogoś tak drobnego i kruchego jak samotniczka, ale ten rozmiar również okazał się jej atutem, bo ledwo, ale uniknęła ostrych pazurów. Łapa kocura uderzyła o ziemię, a Myszka zwinnie przebiegła pod łapami byłego rzeczniaka. Scena jak z jakiejś kreskówki...
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Czy i tym razem walka miała wyglądać tak jak tamta, którą stoczył z Mglistą Łapą? Dlaczego te wszystkie okropne stworzenia nie umiały nawet stanąć do porządnego pojedynku? Na pewno coś musiało być nie tak z tą kotką, a nie z nim samym (fakt, że podczas ostatniego sparingu, jaki stoczył jeszcze w Obozie z Patykiem, również poszło mu tragicznie, można było pominąć).
Nie zamierzał jednak poddawać się tak łatwo. Może i sam nie był w najlepszej formie, ale wciąż był doświadczonym wojownikiem, na pewno musiał dać radę sobie z jakąś samotniczką, która pewnie nigdy nawet nie otrzymała rzeczywistego treningu.
Odwrócił się w stronę, gdzie teraz znajdowała się kotka, teraz już zdecydowanie mniej chętna do mówienia. Wciąż planował trafić w jej szyję, jednak zamiast pazurów tym razem zdecydował się użyć kłów, które planował zacisnąć na jej gardle.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Unik był udany i do tego zabawny, bo raczej rzadko kiedy miała okazję komuś przebiec pod nogami. Właściwie to nie tak rzadko, jak praktycznie każdy był wyższy od niej. Sęk w tym, że jakoś nie było okazji żeby zastosować taki ruch. Bardzo zadowolona z siebie chciała już sobie nawet iść, traktując tamten ruch jak zwykłą groźbę ze strony kocura. Ten jednak się odwrócił i nie wyglądało na to by miał odpuścić.
Mysz westchnęła jedynie i ruszyła przed siebie, tym razem chcąc zaatakować i ugryźć przeciwnika w przednią nogę.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Atak Skały > nieudany > przerzut > krytyczny! > (24-20)*1,5 > 6hp Atak Myszy > udany > (23-22) > 1hp
No i znowu, o włos od tragedii. Szczęki wojownika głośno kłapnęły tuż za uchem samotniczki, ale całe szczęście nie do końca trafiły w upragniony cel. Jedynie złapały za spory kawałek futra, który z łatwością wojownik był w stanie wyrwać. Mniam, trofeum! Mysz z drugiej strony też nie miała czym się popisać. Złapała kiełkami za łapę wojownika, ale jego skóra okazała się twardsza, niż mogła się tego spodziewać. Zwykłe dziabnięcie jak na myszkę przystało.
Skaliste Zbocze - lvl: 5 | S: 15 (21) | Zr: 8(11) | Sz: 5(7) | Zm: 4(6) | HP: 80-1=79 (80) | W: 58-2=56 (60) • rana 0 stopnia: ślady kłów na prawej przedniej łapie
statystyki obniżone o 1/4 przez niewyleczoną chorobę 1 stopnia
przerzuty w walce: 3/4
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Już był pewny, że prawie ją miał, a jednak, wciąż nie osiągnął tego, co chciał. Jedyną pozytywną częścią tej sytuacji był fakt, że ona swoim atakiem również nie zrobiła mu zbyt wiele. Czy rzeczywiście tak wyglądały prawdziwe walki? Widział w życiu wiele kotów poważnie poranionych po spotkaniach z samotnikami, dlaczego zawsze, gdy on musiał stoczyć bój z innym kotem, nie przynosiło to nic konkretnego?
Może jednak tym razem mogło jeszcze być inaczej. Wypluł z pyska kłębek jej sierści, po czym przygotował się na następny ruch. Może jednak lepiej było zostać przy pazurach, nigdy nie lubił zbytnio czuć futra w swoim pysku, nawet podczas polowania, dlatego zwykle decydował się na łowienie ryb… To wszystko było w tym momencie zupełnie nieistotne, liczył się fakt, że zamachnął się łapą w stronę jej pyska. Jeśli tym razem miało mu się udać pozostawić jej bliznę, to może mogła znaleźć się ona w miejscu, gdzie każdy ją zobaczy.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Samotnik był zaskakująco przewidywalny. A może wcale nie? Czego się spodziewać po klanowym kotku? Ona wyrwała się wystarczająco szybko by móc tego uniknąć, na takiego Trzmiela było już za późno. Z pewnością przeżarli mu już mózg Kodeksem, bezmyślnym oddaniem za Klan, który nie daje nic w zamian, ślepą wiarą w Gwiezdnych. Żałosne.
Niezadowolona ze słabego ataku na jego łapę, postanowiła wykorzystać nieco potężniejsze działa, miejmy nadzieję. Cofnęła się o krok i, chcąc uniknąć pazurów, skoczyła szybko w stronę dymka, zamierzając zacisnąć szczęki na jego policzku, o ile w ogóle doskoczyła.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Atak Skały > krytyczny! (27-25)*1,5 > 3hp Atak Myszy > udany > (24-16) > 8hp
Hmmmm, ta walka zdecydowanie nie szła po myśli Skały. Pazury zahaczyły o bok kotki, ale nie zadały poważnych ran, jedynie trochę irytujące zadrapania. Mysz poszło o wiele lepiej, bo bez problemu dosięgła polika kocura i och, wbiła nawet w niego kły i to całkiem głęboko jak na swój rozmiar!! Tak też zawisła, jak jakiś wkurzający gryzoń, którym zresztą w tej walce była.
Skaliste Zbocze - lvl: 5 | S: 15 (21) | Zr: 8(11) | Sz: 5(7) | Zm: 4(6) | HP: 79-8=71 (80) | W: 56-2=54 (60) • rana 1 stopnia: ślady kłów na poliku, krwawi, -1hp do końca walki • rana 0 stopnia: ślady kłów na prawej przedniej łapie
statystyki obniżone o 1/4 przez niewyleczoną chorobę 1 stopnia
przerzuty w walce: 3/4
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Wystarczało to jednak, by wojownik był w stanie uznać, że z pewnością musiała być ona jakimś pomiotem bezgwiezdnych – nie było innego wyjaśniania na to, czemu miałoby jej iść lepiej. Pozostawał jednak jeden, istotny związany z tym problem: wciąż nie wiedział jak sobie z takimi radzić, a po całej ich wyprawie do Szepczącej Sadzawki czuł się w tym temacie tylko jeszcze bardziej zagubiony.
To wszystko jedynie zirytowało to bardziej Skałę, który od razu spróbował wykonać kolejny atak. Kolejne machnięcie łapą, teraz skierowane gdzieś nisko, mogący trafić pewnie również właśnie gdzieś w nogi samotniczki. O ile oczywiście zdarzył by się jakiś cud i tym razem rzeczywiście by trafił.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Puściła jego policzek dość szybko, posyłając mu po tym złośliwy uśmieszek. Była lepsza i tyle. Sama mu mówiła zresztą, że ma większe doświadczenie, więc sam się prosił. Ale cóż wymagać od takich typów!
Nie zamierzała odpuszczać ani tym bardziej uciekać, szczególnie, że jeszcze nie ponapawała się własną siłą i umiejętnościami. Postanowiła więc, ponownie zresztą, skoczyć w stronę Skały, tym razem chcąc uczepić się zębami jego nosa, o ile zdążyła.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]