Logo Artemidy
Krzewy Dzikich Róż
Nie ciągnęła przepychanki słownej dalej. Nie miała na to zwyczajnie siły. Miała ochotę zasnąć i obudzić się za miesiąc, jak będzie już cieplej. Mimo niezłej pogody, ciało drżało jej co chwila a zimne dreszcze przechodziły po kręgosłupie, tworząc łańcuch mimowolnych reakcji, jak szybkie poruszenie łbem czy zbicie barków bliżej szyi. Język Sarny działał kojąco, a Mysz coraz bardziej odpływała w dość płytki sen. Nic więc dziwnego, że nagłe polizanie po policzku poczuła bez problemu. Nie otwierała jednak oczu, a głowę dalej opierała o ściankę. Było jej wyjątkowo dobrze. Chyba jak nigdy dotąd. Nieważne piekące rany, bliskość Wichrzaczki i słodkie pocałunki to było coś, czego w życiu nie wyobrażała sobie polubić, a jednak były wspaniałe i miała nadzieję, że chwila w półśnie będzie trwać wiecznie.
Look me in my eyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }

──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ────
.
Oh, the people ain't. h a p p y
And the river has run dry
You thought you could go free
But { the system } is done for
.
⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅
.
if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
[Obrazek: 0cWbM8w.png]
LVL 5 25 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
255
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Huh… samotniczka nawet nie zareagowała. Nic. Zero. Mniej, niż zwierzyna. W sumie nim dotarło do niej samej co zrobiła to była przygotowana na jakiś krzyk, czy może chamski tekścik albo łapę na pysku, a tutaj zaskoczenie. I do tego chyba miłe. Nie przestawała, bardziej przytulając się do kotki, której chyba w przeciwieństwie do niej, było zimniej, a obie były chuderlawe. Najwidoczniej utrata krwi podziałała na biało-burą gorzej. Dla Sarny było zaś jednak zagadką czemu w sumie było jej gorąco, ale to może przez sam fakt, że nigdy wcześniej nie była w takiej sytuacji? Tak… eee nowe sytuacje, stres (jakiś miły ten stres) i to dlatego tak. Sama powoli też coraz bardziej odpływała w sen, ale trzymała się tak długo, aż nie była przekonana, że Mysz usnęła… potem w końcu przestała myć typiarę (bo oczywiście czyściła futerko biało-burej, nie było tam żadnego ukrytego motywu) i przycisnęła się do kotki jako kuleczka cicho mrucząc. Sen.

ztx2 <3
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹
♦ Przecież gorzej być nie może ♦
▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼
♦ Diabeł też mi nie pomoże ♦
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹
♦ Spadam wolno w czarną dziurę ♦
▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼


♦ Muszę jutro odbić w górę ♦
LVL 4 160 / 300
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie przypominał sobie szczerze, żeby Wicher kiedykolwiek był jakiś... ciekawy. Nie znał stąd chyba żadnego kota. A jeśli znał, wniosek był prosty, skoro takowego nawet nie kojarzył. Musiał im jednak przyznać, że zapach kwiatów miały wyborny. Ciekawe, ilu nieszczęśników wpadło w zbyt bliski kontakt z pszczołami? W końcu, te nie będą pytały czy ktoś przechodząc przypadkiem przydepnął kwiatek, czy zrobił celowy zamach na ich życie.
Nie trzymał się blisko granic. Nie, aby się bał. Może i nie był już pierwszego wieku - miał ile? Sześćdziesiąt księżyców? Mógłby mieć już wnuki - ale był silny, być może na równi z Wężowym Błyskiem. Jeśli nie, prawie tak samo silny jak on. Na pewno mógł sobie zarzucić nieco więcej sprytu i mądrości, których Gromowy Zastępca nie posiadał. Mimo to, i tak im dalej szedł, to i tak trafiał na szlak kwiatów. Nic dziwnego, pewnie się od Wichru zaciągnęły. Wiatr roznosi pył... i tym podobne. Nie? Tak? Nie wiedział, ale zgadywał, że Wicher musiał maczać w tym łapska.
Nie miał chyba specjalnego celu. Drogą okrężną szedł do cmentarzyska, gdzie jakiś czas temu przebywał z Bluszcz. No, teraz już... nie wiedział czy będzie tam z nią czy nie. Nie wiedział, czy go to obchodziło. W pewnym stopniu tak. W każdym innym? Nie. Bluszcz była, to wszystko. Mlasnął pod nosem. Nie obchodziło go to. Myśli przekierował szybko na sprawy ważniejsze, jakimi było myślenie chociażby o tym obłąkańcu, który także był kiedyś na cmentarzu. Nie wiedział, czy i tego tam spotka. Nie pamiętał, jaki był. Miał mu dać wizję o Cyprys... Ale nie pamiętał, aby coś z tego wyszło. Zmarszczył lekko brwi. A może właśnie chciał go spotkać? Jeśliby dobrze to rozegrał, mógłby zyskać silnego sprzymierzeńca, a wtedy droga do tronu byłaby nieco prostsza. W końcu od niego chciałby jedynie paru wskazówek jak się ruszyć, a skoro Gwiezdni mogli go w tym pokierować...
O ile żył. Ci szaleni mieli tylko dwie drogi; popadać w obłęd i umierać, albo być szalonymi odludkami. Obie opcje przykre. Odetchnął cicho, wzrok unosząc nieco wyżej, dotychczas trzymał go na łapach. I chyba zrobił to w chwili niemal idealnej, jako że bladoniebieskie ślepia pojęły widok aż zbyt znajomy.
Stanął w miejscu. Skrucha? Chyba tak. Nie wiedział czy powinien teraz zagadać lub odejść bez słowa, nie rzucając nawet najbardziej oschłego "cześć".
Orion był dobrym znajomym. Był zawsze idealnym znajomym. Takim, za którym skoczyłby w ogień, dla którego mógłby zabić, któremu mógłby rzucić najskrytszy z sekretów, i nie bać się, że zostanie wyśmiany czy wydany. Ufał mu. Nie rozumiał nigdy jak właściwie do tego doszło, że się dogadali tak... prosto.
Nie wiedział go od czasów tego spotkania, gdzie rzekomo mieli widzieć duchy. Wszyscy. Nie rozmawiali od wieków. Nie wiedział co z nim, nie wiedział jakie ma teraz życie. Ale nadal był taki... zwyczajnie wspaniały. Teraz tutaj, pośród krzewów róż. Po prostu był. Jego uszy na moment odsunęły się na bok, a wraz z jednym głębokim oddechem, trema która mu towarzyszyła parę chwil, rozpłynęła się jak mgła.
- Za każdym razem, kiedy się mi przewiniesz przed oczami, wyglądasz jedynie lepiej - powitał się, rzucając mu ciepły uśmiech. Ostatni raz powiedział mu tak chyba dwa obiegi pór roku temu! Na bogów.
Nic więcej. Czekał na reakcję, jakąkolwiek. Bo właściwie, mógł być teraz zwyczajnie bezczelny. Nie było go od wieków w Lesie.

[onion <3]
✦ ✮ ✦
I'm alive but I'm D E A D
hear my voice up in your head
watch it fill you full of dread
TILL YOU GO POW
xx
LVL 5 45 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Na róże było jeszcze zdecydowanie za zimno, jednak nie przeszkadzało to Orionowi w skierowaniu swoich kroków właśnie w ich rejony. Nie spodziewał się różowych płatków na gałęziach, nawet pod postacią pąków, ale nie wykluczał możliwości natrafienia na odrobinę barw bliżej ziemi, wśród odbijających po śniegach traw. Zamiast wczesnych kwiatów, dokonał odkrycia dużo mniej spodziewanego, zakrawającego wręcz o nierealne.
Usłyszał za sobą głos, którego właściciel już dawno temu opuścił te tereny, a jednak oriental nie potrzebował więcej niż chwilę, by zidentyfikować do kogo należał. Obrócił się gwałtownie, aż długa kita świsnęła w powietrzu i faktycznie, miał przed sobą Askeladda. Nie żeby to właśnie jego nie spodziewał się zobaczyć, ale jednocześnie... no nie spodziewał się.
I nie wiedział jak zareagować.
Nie była to ewentualność na jaką się przygotowywał, obserwował więc rudą sylwetkę spod zmrużonych powiek, chociaż poza tym jego ekspresja wiele nie zdradzała. Zastanawiał się. Nie miał przed sobą Cisa, który zawsze obiecywał wiele, by następnie rozpłynąć się w powietrzu. Wciąż jednak, zniknięcie bez słowa, było jakimś przewinieniem. Czy niewybaczalnym? Nie, z pewnością nie aż tak. Był to jednak pewien nietakt i były samotnik nie był do końca przekonany czy mógł go przemilczeć. Może jednak udawanie, że nic się nie stało było brakiem szacunku do siebie.
– Taki już los nieskończenie pięknych. Za każdym razem wydaje ci się, że osiągnęli już ideał, a przy kolejnym spotkaniu okazuje się, że granica się przesunęła. – rzucił, przywdziewając swój typowy uśmiech. Przechylił lekko głowę w prawo i dodał. – Ale ten los nie jest ci obcy, nieprawdaż?
No to może jednak siebie nie szanował, nie w tej ekonomii.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie był zły... a to już coś. Zaskakujące coś, z czym się nie spodziewał spotkać. Jego uszy drgnęły delikatnie ku górze, a uśmiech - mniej lub bardziej świadomie - wcisnął się na twarz. Nie ten szczery, a ten który zwykł witać na pysku gdy słyszało się o rzeczach nagłych. Jak teraz; gdy spodziewał się uwag i reprymend, bo zniknął, a nie stwierdzenia, że i on jest ładny.
- A skąd... chociaż jakieś siły wyższe usiłowały targnąć na moją urodę. Spójrz - to mówiąc, nachylił lekko prawą stronę, by pokazać bliznę. Nie była szpetna, ledwo dało się ją dostrzec. Koty często miały przerzedzone futro niedaleko skroni, toteż umiejscowienie blizny było dość fortunne. - Nie spodziewałem się, że cię spotkam.
Dodał zaraz, kiedy był o krok, góra dwa dalej od niego. Ach, to chyba Orion bardziej nie spodziewał się Askeladda.
✦ ✮ ✦
I'm alive but I'm D E A D
hear my voice up in your head
watch it fill you full of dread
TILL YOU GO POW
xx
LVL 5 45 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Orion nachylił się z uwagą nad głową by dostrzec bliznę. Nie spodziewał się niczego zatrważającego – każda większa skaza od razu rzuciłaby mu się w oczy przecież. Ale sam fakt, że była niezbyt wygodnie mu leżał w świadomości. jego opinia na temat wszelkich szram na bliskich kotach wciąż nie uległa zmianie, jedna z niewielu stałych w jego życiu. Każde inne zdanie był dużo bardziej skłonny zmienić.
– Faktycznie. Próbowały to dobre słowo. – odparł po krótkich oględzinach. Przeniósł spojrzenie na szarawe oczy. – Jak do tego doszło?
Może tu się kryła jakaś ciekawsza opowieść, kto wie. Jakby nie było, Askeladd zniknął na jakiś czas, w ramach zadośćuczynienia mógłby uraczyć orientala jakąś opowiastką. Na stwierdzenie, wzruszył barkami i przerwał kontakt wzrokowy, odchodząc parę kroków w bok. Pod pretekstem większego pola do żywszej gestykulacji ogonem, czy niedbałych machnięć łapą tak by przy okazji nie uderzyć rudzielca. Żeby przypadkiem to wszystko nie było zbyt łatwe.
– Cóż, trudno ci się dziwić, bliżej mi raczej do ulotnych, polnych kwiatów niż głazów... – ... ale ktoś z naszej dwójki musiał przecież pilnować Nurt. – ... ale najwyraźniej wszechświat miał jakiś cel w zatrzymaniu mnie tu na chwilę dłużej, w ponownym skrzyżowaniu naszych dróg.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Uśmiechnął się lekko. Próbowały... Przyznanie mu racji zagnieździły przyjemne ciepło na jego sercu. Pytanie je zmroziło, ale uśmiech pozostał.
- Jak byłem na osiedlu, znalazłem sobie paru chłopa - zaczął. - Wierni idioci, silni, nie mogę im odmówić tych rzeczy. Tylko bić się lubią! I jakoś tak wyszło, że jeden mnie drasnął.
Po skrótach. Szczegóły nie były istotne. Nie, dopóki nie wiedział czego mógł się spodziewać po jego reakcji. Dorzucenie, tak po prostu, "no, a potem go zabiliśmy" byłoby nieco... zbyt prędkie. Być może, w pewnym sensie, nawet się obawiał że po takim wyznaniu Orion uznałby, że chyba pora zakończyć rozmowę i się zwinąć.
- Na szczęście. To jest, rozumiałbym gdybyś zniknął, sam sobie poszedłem w świat... gdzie śpisz? Mógłbym przekimać z dwie noce u ciebie. Upoluję ci coś, tak w zamian - cyk, tak bezpośrednio. Może było to nieco niekulturalne, ale chyba z przyzwyczajenia (lub tęsknoty za przyjacielem?) wolał być nieco bliżej niego odrobinę dłużej. O ile się zgodzi...
✦ ✮ ✦
I'm alive but I'm D E A D
hear my voice up in your head
watch it fill you full of dread
TILL YOU GO POW
xx
LVL 5 45 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Gang? A przynajmniej jakaś szajka, tak to brzmiało, zdaniem orientala, chociaż prawidłowe nazewnictwo pewnie było najmniejszym problemem w tym momencie.
– Ach, czyli to jednak przypadłość każdej grupy kotów, a nie jedynie klanowa. – westchnął ciężko, niby to zawiedziony odkryciem jak to przemoc napędzała każdą grupę społeczną. – Ale jeden z twoich drasnął? – tu już uniósł brew w zdziwieniu, bowiem jak uwielbienie do mordobicia zdawało się być normą, tak rzadko była skierowana do środka grupy. Przynajmniej nie w formie zostawiającej trwałe ślady.
Zakłopotanie orientala nie wynikało z pytania Askeladda, a z nagłej realizacji, że... najwyraźniej musiała ich ominąć rozmowa o tym, że Orion tymczasowo rezydował w Wichrze. Przez moment rozważał przemilczenie tego faktu i zaoferowanie noclegu w dawnym legowisku (jakby nie było, wciąż je odwiedzał i dbał by się prezentowało), ale zaraz zaklasyfikował to rozwiązanie jako głupie.
– Obawiam się, że z tym mógłby być lekki problem. Jakkolwiek miejsca u mnie dostatek, szczególnie od ostatniego pogrzebu, tak podejrzewam, że Wichrzacy by mogli mieć lekki problem, że zapraszam gości do ich obozu. – przyznał i chociaż słowa gładko opuszczały jego język, same gwiazdy mu świadkiem, że podjęcie tematu przyszło mu z trudem. Strzepnął uchem i teraz już mógł już zaoferować z czystym sumieniem.
– Zawsze zostaje jeszcze legowisko w Kłującym Gąszczu, wyraźnie mniejsze, ale jeśli nie masz nic przeciwko tuleniu to bez trudu się zmieścimy.
Zmieści się też sam, jeśli liczył jedynie na nocleg, nie towarzystwo.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Nie wyglądam jak napakowany osiłek, co umiałby się bronić - odpowiedział krótko. To dość oczywiste, że co drugi wolałby być nieco wyżej, z jakiejkolwiek idei. Askeladd raczej zawsze wychodził z byciem równym, on i reszta, nie ma bycia ponad nich... w teorii, w praktyce wyglądało to różnie. Ale inni, nawet i w teorii mogli chcieć czuć się więksi, lepsi, silniejsi. Kto ich tam wie? To już nie był problem rudego.
Uszy podbiły mu do góry. Dołączył do... Wichru?
- Czemu akurat oni? - do chyba najistotniejsza rzecz. Nie był nikim, kto mógłby mu dyktować zasady, niemniej ciekawość go aż łaskotała. Stali się kimś? Obiecali mu coś? Został przekupiony, porwano go? Groził mu ktoś? Nie miał zamiaru traktować go jak damy w opałach, ale dobrze byłoby wiedzieć co się dzieje u innych... tak po prostu.
- Nie mam nic przeciwko niczemu... o ile ci dadzą spać poza obozem. Smród samotnika na tobie zostanie - upomniał go, z niemałą powagą. Cholera wie jak inni postrzegają takie wybryki. Żubr najpewniej urwałaby takiemu parę wąsów, za znikanie z obozu, rzecz jasna.
✦ ✮ ✦
I'm alive but I'm D E A D
hear my voice up in your head
watch it fill you full of dread
TILL YOU GO POW
xx
LVL 5 45 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Nie uważam by to było wystarczającym uzasadnieniem. – zauważył, chociaż nie naciskał. Zbył temat wzruszeniem barkami, szufladkując sytuację jako kolejny przykład zachowań nieokiełznanych dzikusów, których raczej spodziewałby się spotkać w lesie niż na osiedlu. Wszędzie jednak zdarzały się osobniki... specjalne.
– Można powiedzieć, że dla żartu, który trochę za daleko zaszedł. – wyjaśnił z wątłym uśmiechem. Mimo że była to zupełnie inna wersja historii niż przedstawiana księżyce temu zainteresowanym Wichrzakom, w gruncie rzeczy nie odbiegała od prawdy, a wręcz sięgała głębiej, bliżej początku całej tej historii. Paradoksalnie była bliższa prawdy niż wszystkie inne wersje, a na języku zostawiała posmak kłamstwa. Uśmiech na cynamonowym pysku nabrał pewności. – A przecież nie porzucę żartu w połowie, dociągnę go do końca, choćby dla własnej satysfakcji.
Tym to wszystko było w gruncie rzeczy. Żartem.
– Dołączyłem do Wichru, ale nie należę do nich. – zaznaczył, a w głowie pobrzmiewał mu wciąż początek wypowiedzi rudego. Nie mam nic przeciwko niczemu. W swojej odpowiedzi Orion skupiał się jednak na całej reszcie. – To nie ich decyzja gdzie będę spał. A jak będą mieć jakieś pytania co do zapachu na mnie to może im odpowiem. Jeśli grzecznie spytają. Może nie. Jeśli uznam, że to nie ich sprawa. Wątpię by ewentualne konsekwencje faktycznie miały mnie dotknąć.
Tak długo jak nie ominie treningu, wszystko będzie w porządku.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czy powinna wychodzić nieuleczoną? Pewnie nie, pewnie nie powinna, ale czy kiedykolwiek robiła coś odpowiedzialnie? Przemyślanie? Z głową? Nie. Znaczy jasne odwiedziła już Medyka, ale czy to znaczy, że na pewno wyzdrowieje? Szczególnie, że leczył ją Falująca Łapa… a jak się dowiedziała nie udało mu się uleczyć Myszy… no to nie miała jakichś wielkich nadziei, ale nie umierała. Nie umierała. A… a co z biało-burą? Nie słyszała od niej od dłuższego czasu, nie widziała jej na granicach, jeszcze jak tchórz(!) zawróciła się, gdy miała zaprowadzić ją do innego Medyka… czy ona przeżyła? Nie chciała mieć kota na sumieniu, nie wiedziała, czy udźwignęłaby myśl zabicia kogoś bez powodu…
– Jesteś tu gdzieś? – krzyknęła w przestrzeń, rozglądając się po miejscu, które… no było miejscem ich drugiego spotkania, ale za to jak krwawego. Straciła kawałek ucha, a na dodatek rozdrapała pysk samotniczce. Nie wiedziała gdzie mogła jej szukać, dlatego był to jej jedyny pomysł i zaglądając za każdy krzak i przyglądając się każdemu drzewu naprawdę miała nadzieję… – że cię znajdę. Gdzie Ty jesteś… – rzuciła w przestrzeń i ruszyła w stronę nory, w której zasnęły, może… tam?

Mysz uwu
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹
♦ Przecież gorzej być nie może ♦
▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼
♦ Diabeł też mi nie pomoże ♦
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹
♦ Spadam wolno w czarną dziurę ♦
▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼


♦ Muszę jutro odbić w górę ♦
LVL 4 160 / 300
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mysz sentymentalna nie była. A przynajmniej do czasu, póki nie spędziła dość intymnej chwili z Sarną w norze w lesie. Nigdy nie czuła się tak odsłonięta i wrażliwa, a jednak było jej dobrze. Niestety od pewnego czasu nie mogła trafić ani na czekoladową koleżankę ani na jakiś sensowny patrol, który przekazałby wiadomość natychmiast zamiast pod koniec obowiązków. Zresztą, zawsze o tym zapominali.
Bura zwinęła się późną nocą głęboko w ciemnej norce i przespała tam do rana, przytulona policzkiem do ziemistej ścianki. W łapach trzymała kępkę mchu i tuliła do siebie. Ostatnie księżyce były dziwnie...tęskne? Szkoda tylko, że nie była w stanie przyznać przed samą sobą, na czym tak bardzo jej zależało. Bo przecież powrót do tej konkretnej chwili z Sarną nie było wystarczający.

Pysk skierowany miała ku wejściu do nory. Lekki sen został przerwany szmerem i obcym zapachem, który podświadomie rozpoznała dość szybko, ale zanim świadomość zrozumiała, z kim mają do czynienia, czekoladowo-biały łeb zaglądał już przez dziurę. Żółte oczy otworzyły się momentalnie, a ciało poderwało się zbyt szybko, powodując silne uderzenie czubkiem łba o ziemisty sufit. I jakoś skupienie się na guzie było bardziej komfortowe niż spojrzenie w piaskowo-żółte oczy.
Look me in my eyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }

──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ────
.
Oh, the people ain't. h a p p y
And the river has run dry
You thought you could go free
But { the system } is done for
.
⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅
.
if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
[Obrazek: 0cWbM8w.png]
LVL 5 25 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
255
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Och, czy naprawdę spodziewała się ją spotkać? Nie. Nie spodziewała. I uświadomiła sobie to dopiero po zobaczeniu tego samego pyszczka, który zawsze miał tyle niewyparzonych rzeczy do powiedzenia, ale tym razem poszybował wysoko, aż przywalił w sufit. Auć.
– Och… mocno się walnęłaś? – zapytała z lekkim zmartwieniem(?) i podeszła bliżej rozejrzeć się… w sumie za czym? Za guzem? A może po prostu podeszła chcąc się upewnić, że to nie głowa płata jej figle, że… Mysz naprawdę tu jest cała i zdrowa. Nie ma nikogo na sumieniu. Ona ma się dobrze, prawda? Chyba? Khh. Co tu teraz powiedzieć? O co zapytać? Czego nie mówić? – Czemu tu spałaś? – Jedno z pytań, których nie powinna zadać.
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹
♦ Przecież gorzej być nie może ♦
▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼
♦ Diabeł też mi nie pomoże ♦
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹
♦ Spadam wolno w czarną dziurę ♦
▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼


♦ Muszę jutro odbić w górę ♦
LVL 4 160 / 300
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zmarszczyła brwi, łapę przycisnęła do głowy, a zmrużone oczy skierowała na Sarnę, która najwidoczniej podjęła decyzję, żeby się zbliżyć. Mysz nie miała problemów z rozmowami, rzadko kiedy czuła wstyd czy rzeczywisty strach. Czemu więc, gdy patrzyła się na czekoladową mordkę, czuła jak gula w gardle tylko się powiększa?
Cofnęła uszy, zastanawiając się nad odpowiedzią. Szczęśliwie terminatorka postanowiła zadać inne. Gorsze. Bura sama nie znała odpowiedzi na to pytanie, choć momentalnie odrzuciła stopą walający się mech.
- Wiedziałam, że przyjdziesz... - wymamrotała, odchrząkując i ściągając łapę z obolałej głowy. - W sensie, ha, wiedziałam, że tak za mną tęsknisz, że przyleziesz w miejsce, gdzie tak milutko spędziłyśmy czas - zarechotała sztuczniej niż zwykle. - Co, chcesz to powtórzyć? - ugryzła się w język. Chciała brzmieć pewnie siebie i złośliwie, a zamiast tego czuła zbyt dużą szczyptę nadziei w głosie.
Look me in my eyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }

──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ────
.
Oh, the people ain't. h a p p y
And the river has run dry
You thought you could go free
But { the system } is done for
.
⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅
.
if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
[Obrazek: 0cWbM8w.png]
LVL 5 25 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
255
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Chyba wiele rzeczy spodziewała się usłyszeć, chociażby obelgi albo głupie teksty, a zanim to nastąpiło do jej uszu doszło ciche “wiedziałam, że przyjdziesz”, którego nie mogła rozszyfrować. No bo jak? Chwilę po tym już wszystko wydawało się po staremu, ale w powietrzu wisiało coś czego nie mogła nazwać i coś czego nie potrafiła złożyć w całość. Może najlepiej więc było o tym zapomnieć?
– Teraz trudno by było pójść spać… chyba, że mówisz o biciu się, ale wolałabym nie. Już i tak się przestraszyłam, że te głupie rany Cię… no wiesz – wymamrotała i w sumie bez większego pomyślunku skróciła odległość między nimi, by rozejrzeć się, czy znowu gdzieś sobie coś zrobiła lub dała zrobić. Obchodząc głupią biało-burą raz czy dwa, by się upewnić, że na pewno już nic jej nie jest, a ona będzie mogła spać spokojnie. Chęć podrapania się za uchem w końcu z nią wygrała jednak i gdy w końcu klapła kawałek dalej to po chwili już rozdrapała sobie kawałek skóry. Głupie choróbska.
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹
♦ Przecież gorzej być nie może ♦
▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼
♦ Diabeł też mi nie pomoże ♦
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹
♦ Spadam wolno w czarną dziurę ♦
▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼


♦ Muszę jutro odbić w górę ♦
LVL 4 160 / 300
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości