Przyglądała się chwilę kotce. Z początku rzeczywiście wyglądało to prawdziwie i jedyne czemu nie mogła uwierzyć Mysz to to, że tak łatwo jej się trafi świeża padlina. Nie zamierzała jej jeść oczywiście (chociaż nie pogardziłaby spróbowaniem czy choćby skubnięciem), ale gdzieś schować i czekać aż się rozpadnie. Nawet jakby miało to zająć kolejne kilkadziesiąt księżyców. Ot tak, na pamiątkę. Czarnofutra jednak niestety sobie z niej kpiła, więc za odpowiedź dostała jedynie zażenowane przekręcenie oczami.
- Nie musi być. Co z ciebie za samotnik, jak nie wiesz takich rzeczy? To miejsce jest moje i Sowiego Spojrzenia. Ale bardziej moje. Mam ci tu nasikać żebyś wiedziała, że nie należy do ciebie? Strasznie starodawne myślenie muszę przyznać - uniosła brew, spoglądając oceniająco na nieznajomą.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Lubiła się droczyć, taka już była. A teraz, po księżycach samotnikowania, stała się w tym jeszcze gorsza, wiedząc że połowy kotów, z którymi rozmawiała, już nigdy prawdopodobnie nie spotka. Niektórzy faktycznie dzielili z nią las, bywali tu często i w ogóle, natomiast las był dość spory. Okrążenie całych terenów klanów zajmowało cały dzień, jak nie więcej, nigdy nie zrobiła tego naraz w sumie, a co dopiero mówić o terenach, które trochę odchodziły od granic. Była też Grzmiąca Ścieżka i tereny za nią, gdzie też często bywała - jeśli samotnicy nie mieli swojego terenu, gdzie zawsze ich widywała, to zazwyczaj drugi raz już nigdy się nie spotykali. Dlatego lubiła się droczyć; bo nawet jeśli drugi kot weźmie to w jakikolwiek sposób za obrazę, czy jej bycie niemiłym, to cóż i tak istniała szansa, że się nigdy nie spotkają, więc mogła mieć gdzieś co o niej myślą. Dlatego teraz bawiła się przednio.
- Mhm, dokładnie. Nie słyszałaś nigdy o klanach? Ha, oni szczają gdzie popadnie, ale przynajmniej nie mają niezapowiedzianych gości, albo jednego na trzy księżyce, który i tak ucieka z podkulonym ogonem! - przytaknęła radośnie. Imię Sowiego Spojrzenia przywołało zaś pewne wspomnienia, ale jeszcze nie wiedziała z którego kościoła jej dzwoni.
Przekręciła oczami. Samotniczka była dziwna. I to dodatkowo w bardzo dziwny sposób. Mysz nie była w stanie zrozumieć do końca, jak miała ją traktować. Była głupia, droczyła się, miała wszystko gdzieś? Wszystko na raz? Nie brzmiała ani poważnie, ani jakoś rzeczywiście zabawnie. No, do zabawnej to było jej daleko.
- Nie no, nie oceniam, co kto lubi, ja raczej nie interesuję się sikaniem przy kimś - wzruszyła barkami, dalej nie do końca nadążając za rozmową. O czym ona w ogóle mówiła. - Mówisz z doświadczenia? Ja uciec uciekłam, ale miałam ku temu dobry powód. Zresztą miałam zaledwie, hmm. Cztery księżyce, może pięć?
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
- Spokojnie, mogę odejść kawałek, zrobisz co musisz - mruknęła, wzruszając barkami. Czy starała się być śmieszna? Hm, może trochę, bardziej po prostu odpowiadała na słowa, które wymawiała z siebie Mysz w sposób prześmiewczy. Dla niej to miało być śmieszne - dla młodej samotniczki? Hm. Zależy. Nie znała jeszcze jej poczucia humoru i nie wiedziała, czy to jak jej odpowiada jest dla tamtej śmieszne, czy bardziej irytujące, czy jakie, więc po prostu odpowiadała tak, jak jej się żywnie podobało.
Na kolejne zaś słowa zmarszczyła brwi z zastanowieniem. Uciekła? Z klanu? Mając ILE? Zaciekawiło ją to wyraźnie, a zobaczyć to można było poprzez uważny wzrok, którym po chwili biało-bura została zmierzona.
- Nie podobało ci się w klanie? Jakież to teraz klany mają wychowanie, że nawet kocięta od nich uciekają? - parsknęła, udając śmiech. W rzeczywistości tak do śmiechu jej nie było do końca. Cóż, jasne, że sama odeszła z klanu, ale nie dlatego, że jej się w nim nie podobało, po prostu... zawsze miała smykałkę do zwiedzania, poznawania nowych kotów, braku obowiązków, po prostu luźnego życia z dnia na dzień, co w klanie nie było możliwe. Ale nie uciekła z powodu kotów, czy tego że tak bardzo nie podobało jej się w klanie. Ciekawiła się więc który to klan tak obraził biedną Mysz, że ta z niego uciekła w tak młodym wieku.
- Poproś matkę żeby ci uszy wylizała bo nie słyszysz co mówię. A może to już przez ten przejrzały wiek, hm? Jeny, jesteś kropka w kropkę jak Onyks, dwie stare baby. Tylko ty jesteś ciut ładniejsza - w sumie to nie była, w jej głowie były praktycznie takie same. Czarne, stare, samotne, nic nadzwyczajnego z pewnością. Chociaż to ta pierwsza miała długi pysk jakby za długo go trzymała w mysiej norze. - W sumie to jest całkiem dobre miejsce żeby umrzeć. Sowie Spojrzenie ma w swojej miejscówce kocią czaszkę, co nie? No i ja od jakiegoś czasu próbuję znaleźć coś równie odlotowego ale może bardziej. A jakbyś ty i ta druga sobie zamierzały umierać to, no wiesz, zapraszam co nie? Dwie czachy lepsze niż jedna - złożyła samotniczce propozycję według niej nie do odrzucenia.
- A tobie by się podobało gdyby w klanie cię regularnie bito i głodzono? Teraz może i bym sobie poradziła, ale dalej jestem dość drobna a jako kocię można było mnie łatwo zdeptać. Nie wiem gdzieś ty się uchowała, ale mnie Cień tak urządził. Wicher wcale nie jest lepszy - prychnęła, odwracając nieco wzrok na wspomnienie "traumatycznych przeżyć". Zmyślonych, ale nadal.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
- Może być ciężko, dawno jej nie widziałam, ale jak kiedyś jakimś cudem na siebie wpadniemy, to ją poproszę. Bo ja średnio dosięgam, wiesz, łapy też już nie te - powiedziała, kręcąc głową. Lubiła się droczyć, a widok młodej kotki, która zaczynała się trochę irytować był zabawny, dlatego bawiła się coraz lepiej. A szczególnie dobrze zaczęła, gdy padło imię Onyks. - Och? Jestem od niej ładniejsza? Ha, jak jej powiem, to się chyba przekręci - miauknęła z rozbawieniem. Totalnie będzie musiała teraz znaleźć orientalną kotkę i jej o tym opowiedzieć! Niecodziennie się słyszy, że jest się ładniejszym od przyjaciółki, ha!
- Dobra, jak będę umierać, to ci zdecydowanie powiem. Albo się tu przytargam, a ty będziesz mogła wziąć sobie co tam chcesz, nie mam z tym co zrobić po śmierci - obiecała. Oczywiście nie zamierzała słowa dotrzymywać, bez przesady, ale sam pomysł brzmiał tak kuriozalnie, że aż się na niego zgodziła, a co!
Następne jednak, co wyszło z pyska byłej klanowiczki sprawiło, że Kukuła dostała potężnego zwarcia, takiego, jakiego chyba nigdy nie doznała, a jej pysk najpierw się otworzył, a potem zamknął, bo właściwie to nawet nie wiedziała od czego zacząć swoje pytanie. Nigdy by nie uwierzyła, że w klanie Cienia mogłyby się takie rzeczy dziać, ba, że w jakimkolwiek klanie mogłyby, przecież kodeks nakazywał chronić kocięta za wszelką cenę, jako jego przyszłość. Podejrzewała więc potężne zmyślanie.
- Mhm, a punkt kodeksu o chronieniu kociąt wyrzucili, bo im się znudził, co? - rzuciła.
- Hm, fakt - kiwnęła łebkiem. Rzeczywiście, starość nie radość. Chociaż czy dwie stare, zniedołężniałe kotki rzeczywiście mogły sobie pomóc? Może sobie jeszcze tylko zaszkodzą! Cóż, na plus dla Myszy, z pewnością. - Tylko minimalnie, więc się nie ciesz za mocno - zmarszczyła brwi. Miała wrażenie, że z nimi jak z dziećmi. Onyks była dziwna i coś zbyt pewna siebie, jakby pozjadała wszystkie rozumy, choć w rzeczywistości nie miała pojęcia jak żałośnie brzmiała w uszach burej. Jej długowłosa koleżanka jeszcze nie została do końca rozgryziona. Niby się zgadzała, niby przystawała na propozycje, ale raczej nie była na tyle głupia?
- Coś kręcisz - burknęła. Mysz jakby miała umrzeć to rzuciłaby się do najgłębszego dna jeziora albo zadbała, żeby nie dało się wykorzystać ani jednej kosteczki po jej śmierci. Nawet Sowie by nie dała.
- Śmieszna jesteś, jeśli myślisz, że rzeczywiście ktoś tak mocno przestrzega kodeksu. Nadużycia to żadna nowość. No i wiesz, jest jeszcze ta kwestia o własnej interpretacji, tak? Chronienie kociąt może brzmi bardziej jak utrzymywanie kociąt przy życiu podczas lania ich? No wiesz, zahartowanie ducha, ale zarazem dobicie pewności siebie, żeby przypadkiem nikt się nie ważył podnieść pazurka na władzę.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
- Minimalnie, ale zawsze - odpowiedziała, uśmiechając się lisio. Oj, już opowie Onyks, jak to inna samotniczka nazwała ją ładniejszą, pomijając oczywiście kwestię ile razy zaznaczyła, że to tylko minimalnie. Ciekawe, jak orientalna zareaguje na takie słowa, oj ciekawe! Zawsze lubiła obserwować jej reakcje, a takiej to nie mogła po prostu ominąć.
- Czemu? Nie mogę oddać moich kości na lepsze jutro? Po co mi będą, jak już umrę? Wezmę je ze sobą? Z tego co widziałam, to to tak nie działa, nie można zabrać ani kawałeczka siebie - odpowiedziała, a następnie przekręciła pytająco głową. Nie to, że naprawdę chciała to robić, ale teraz zaczynał ją bawić ten temat, do tego stopnia, że zaraz naprawdę się wkręci i podpisze nawet cyrograf!
- Klany są zmuszone przestrzegać kodeksu, chyba że na przywódcę wejdzie kot, który mało się nim przejmuje. Ale w klanie jest tyle kotów, że wątpliwe jest, by to przeszło na dłuższą metę, bo powstałaby rebelia - mruknęła, mrużąc oczy. Nie wierzyła za nic samotniczce przed nią. Ale jaki miała cel w oczernianiu klanów? Co jej to dawało? I to jeszcze klan, z którego tak naprawdę obie pochodziły? - Prędzej uwierzę, że wiewiórki zaczęły latać - dodała dobitnie na koniec.
- Myślisz, że jestem głupia? - mruknęła, unosząc brwi. Nie była zaskoczona, wiele kotów jej nie doceniało. Czy to z powodu wzrostu, wyglądu, marnej postury, niewinnego imienia czy charakteru. Szkoda tylko, że w pewnym momencie takie traktowanie zaczynało być zwyczajnie męczące. Nie zamierzała jednak bić każdego napotkanego nieznajomego, żeby wyrobić sobie jakikolwiek szacunek na dzielni.
- Dobra, nie zesraj się - przekręciła oczami. Rzeczywiście bardziej męczący byli tacy niedowiarkowie, którzy niestety słusznie kwestionowali jej kłamstewka. A szkoda. - Mimo to uważam, że mogłabyś przekazać takie wieści. Widzisz, wiele samotników, których spotkałam jest głupszych od ciebie. Chociaż poprzeczka też nie stoi jakoś wysoko. Klanowe pieszczoszki to jednak głąby, im wciśniesz wszystko. Ja tam się świetnie bawię i szczerze polecam wmawiać im to samo. A nuż rozwinie się z tego jakiś większy konflikt? Wiesz. To takie moje małe marzenie.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Teraz to Kukułka uniosła brwi, by po chwili je zmarszczyć i wpatrywać w Mysz jakby powiedziała właśnie, że niebo jest różowe, a trawa fioletowa. Dlaczego rozgadywała takie rzeczy o klanie, skoro nie miała w tym większego interesu? Liczyła, że jakaś grupa samotników, którym zrobi się jej szkoda po prostu napadną na klan Cienia, by ten nigdy więcej nie skrzywdził żadnego kociaka? I dlaczego niby miałoby tak być? Co klan Cienia naprawdę jej zrobił, że tak się od nich odwróciła?
Czarna nie miała już nic, co trzymałoby ją w klanie. Straciła całą rodzinę, Toń żył na osiedlu, z resztą nie wiedziała co się działo, Polna Gwiazda miał już swoje księżyce, więc albo rządził ostatkiem sił, albo już był na Srebrnej Skórce i stamtąd, być może, czasami obserwował jej poczynania, wszyscy znajomi odeszli lub zaginęli. Prawdopodobnie miała tylko strzępki dalekiej rodziny, kuzynostwa, czy coś, ale tak naprawdę nic nie trzymało jej w klanie. Nic nie kazało jej być lojalną, nic nie sprawiało, że miałaby kiedykolwiek wesprzeć w czymkolwiek kota z klanu Cienia, a mimo to nigdy nie powiedziałaby o nich złego słowa. I właśnie zamierzała ich bronić choćby słowami.
- Chciałabyś, żeby, hm, klany się pobiły, jak rozgadasz to na granicach? Albo żeby samotnicy się na nich rzucili? - spytała z cichym prychnięciem. Och, jakże nieodgadniona i dziwna wydawała się jej teraz Mysz, bardziej, niż na początku ich rozmowy. - Sądzisz, że mogłoby do tego dojść? Żaden samotnik o zdrowych zmysłach nie rzuci się na w pełni wytrenowanych wojowników. I wątpię, by za naszego życia miało dojść do wojny między klanami; o dziwo dobrze się dogadują - dodała jeszcze.
Samotniczka nie rozumiała jej, a Mysz coraz bardziej irytowała się samotniczką. Nie żyła w Klanie, może nawet od dawna a może nigdy jej w nich tak naprawdę nie było. Do tego komentowała marzenia Plagi, co też było bardzo niemiłe. W dodatku wydawała się być strasznie głupia! Albo to Mysz miała tak skomplikowane plany, że do móżdżka czarnofutrej nawet nie docierały takie koncepty. Ah, ciężko było być najmądrzejszym kotem w okolicy.
- Kto powiedział o samotnikach rzucających się na wojowników? Ci za zadanie mają tylko rozgłosić parę plotek. A potem się zobaczy. Chcę po prostu zobaczyć jak Klany padają, nie uważasz że to piękne? Niech walczą, niech się biją, cokolwiek, byle coś się działo. Oprócz ewentualnych drapieżników czy świrów to życie ma według mnie trochę za mało do zaoferowania.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Fakt, Kukułka nie do końca rozumiała. Może plan nie był zbyt skomplikowany, aczkolwiek dla Kukułki nic się w nim nie łączyło. I totalnie nie widziała w nim sensu, a przynajmniej nie w tym, jak wyobrażała sobie to wszystko, bo osobiście czarnofutra sobie tego nijak nie wyobrażała. Że niby co, przepowie tą plotkę na lewo i prawo i wszyscy uwierzą? Skoro ona, wychowana w klanie, tego nie łyknęła, to co dopiero koty w klanach, które są nieco mądrzejsze? A samotnicy? Co oni mogli z tym wszystkim zrobić? Jasne, przekazać dalej, ale to nadal tylko plotka. A przywódcy chyba nie byli na tyle głupi, by urządzać sobie wyprawę na tereny innego klanu, by zweryfikować, czy klan Cienia bije kocięta.
- Cóż, na pewno byłoby to niecodzienne - przyznała. - Fakt, że w lesie jest ostatnio trochę nudno i powtarzalnie, ale wydaje mi się, że taka plotka musiałaby być potężniejsza. Taka, która faktycznie zaalarmuje przywódców innego klanu do działania w kierunku Cienia, a potem do jakiejś wielkiej kłótni. Może nawet warto puścić coś na każdy klan - powiedziała dobrodusznie. Wątpiła, by takie plotki coś dały, a kto wie, może jednak okaże się śmiesznie. Zresztą, musiała udawać, że jej to nie obchodzi, bo jeszcze Mysz domyśliłaby się, że Kukuła sama jest klanowa. Nie wstydziła się tego, co prawda, ale też nie zamierzała przyznawać wszystkim samotnikom że tak było.
Księżyce: 99 Mistrz: łuna Płeć: kocur Matka: łuna Trwałe urazy: blizna po uderzeniu kamieniem na czubku głowy; anizokoria (prawa źrenica zawsze nieco większa od lewej), problemy z pamięcią, bezsenność. wiele drobnych, cienkich blizn pod futrem
Księżyce: 99 Mistrz: łuna Płeć: kocur Matka: łuna Trwałe urazy: blizna po uderzeniu kamieniem na czubku głowy; anizokoria (prawa źrenica zawsze nieco większa od lewej), problemy z pamięcią, bezsenność. wiele drobnych, cienkich blizn pod futrem
wysoki, atletycznie zbudowany | krótkowłosy | czarny lynx point [tygrysie pręgi] | białe znaczenia | błękitne oczy | anizokoria: źrenice o dwóch różnych rozmiarach (prawa źrenica zawsze nieco większa od lewej)
smutny | flegmatyczny | pesymista | antyspołeczny | o dobrym sercu | ma kręćka na punkcie odnalezienia klanów, sam nie rozumie czemu | ma problemy z pamięcią
Widywał nieraz podobne konstrukcje nad morzem. Zastanawiał się - co go tu sprowadziło? Obudził się rankiem i zapomniał, co tu robił, w jakim celu wrócił do lasu. Kogo szukał, o ile w ogóle szukał czegokolwiek. Co go tu sprowadziło, czemu znowu zapomniał? Krążył między budynkami osiedla, potem między drzewami lasu, zdezorientowany i zagubiony. Nie wiedział, o co pytać inne koty. Liczył, że poprzestawiane wspomnienia w jego głowie powrócą na swoje miejsce i tak, jak zawsze, przypomni sobie cel swojej wizyty w lesie.
Tak ogólnie, cel tej podróży, bo cel wizyty w lesie w tej konkretnej chwili znał. Na osiedlu usłyszał o niejakiej Błyskotce która miała przepowiadać przyszłość, za opłatą. Z upolowaną kuropatwą w szczękach, Wawrzynek ruszył na jej poszukiwania. Zatrzymała go obserwacja kapliczki na drzewie, ale zaraz powrócił do swojego zadania - poszukiwania Błyskotki. Jeśli opowieści są prawdą, mogła mieć informacje których potrzebował.
znam swojemyśli – prowadzą mnie xxxxxxxxxxxxxxxxtak jak PROWADZĘ się sam wciąż jestem czysty a czuję się xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxjakbym coś brał budzą mnie nerwyxtrujące jak wilczego łykakrzew xxxxxxxxxxkwitnie mi w oczachczerwony krzak xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxPRZELEWAM KREW
Wieści dość szybko się rozchodziły, dzięki czemu Błyskotce stale przybywało klientów. Czasem nawet ustawiali się w kolejkach! Dziś była jednak posucha, dlatego widząc na horyzoncie jakiegoś samotnego kocura, zdecydowała się dopomóc szczęściu. Wyskoczyła zza drzewa, stając wprost przed nieznajomym.
- Witaj, piękny nieznajomy. Jesteś może ciekawy swojej przyszłości? A może masz problemy sercowe? Mam wszystkie odpowiedzi! - zareklamowała się, czując jak ślina zaczyna jej się zbierać w pysku na sam widok kuropatwy. Wyglądała pysznie.
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Usłyszałam, że na terenach obok Wichru rozrzucono jakieś śmieci, oczywiście nie mogłam ominąć takiej okazji, lubiłam ciekawostki dwunożnych; było to również dobrym sposobem na oczyszczenie umysłu, który ciągle przypominał mi o tym co zrobiłam. Wyszłam z terenów dość wcześnie, jakoś delikatnie po pierwszych promieniach słońcach na niebie, chociaż nie mogłam tego tak nawet nazwać - niebo zdawało się chcieć zostać tylko w kolorach bieli; nie traciłam nadziei, że zmieni się to na słońce, ale również nie brałam za pewnik, że nie zacznie padać. Rosa delikatnie dotykała moich łap, a ja po przejściu przez Czarny Ogon i tak ociekałam lekko wodą, w końcu jednak mogłam wyruszyć; może przestać myśleć.
mg
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins