Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
- Szumowi - Poprawiła, śmiejąc się delikatnie na imię, którym nazwał Mistrza przypadkiem Szpon. - Ale Oszołom też mu pasuje. Chociaż gbur byłoby lepsze - Ale gbur nie jest podobne do jego faktycznego imienia, więc odpada. Trzeba będzie coś mu lepszego wymyślić. - No mam nadzieję. Znaczy wiesz, ja go walnę dopiero wtedy, gdy sobie na to zasłuży, nie jestem taka jak on, żeby bić innych za taką drobnostkę jak stanie w miejscu. - Przewróciła oczyma. Eh, będzie musiała trochę jednak potrenować, jeśli chciałaby się zmierzyć z Szumem. Bo syn Skry nawet pomimo swojego doświadczenia był jeszcze Terminatorem, a Szuma Przywódczyni uznała za gotowego, aby został nawet mistrzem. I to na tej samej ceremonii co jego awans na Woja. Chociaż kto wie, może go faworyzowała. Może był maminsynkiem.
Na pytanie Szpona zamyśliła się przez chwilę, spoglądając w niebo. - No cóż, trochę nam zleciał czas, więc chyba by było lepiej, abym już wracała. Nie jestem aż tak głupia, aby sobie nagrabić za przebywanie poza obozem przez tyle czasu. - Niby była terminatorem, ale jednak ledwo co zaczęła trening. I w sumie była w pojedynkę, nie było w okolicy żadnego patrolu. No i była poza granicami, szlag wie, czy za to też kary nie dostanie, jak ktoś się o tym dowie. - Ale możemy się niedługo znowu spotkać. Znowu sobie zrobimy trening z walki, co ty na to?
- Wydaje mi się, że z jego charakterem to o zasłużony trzask w pysk nie trzeba dużo się prosić! - cmoknął szybko, krzywiąc się pod nosem. Chyba, że Koza miała więcej cierpliwości od białego, wtedy to inna sprawa. Szpon pewnie by się tłukł z Szumem co krok, bo nie miałby ani cierpliwości do niego, ani Szum nie chciałby się użerać z takim bachorem jak biały. Chyba? Raczej! Nie znali się, ale wnioski mógł wysuwać. - Normalnie! To co, do potem?? Żeby cię ten Szum nie wykończył tylko! Miłego - rzucił wesoło do nowej znajomej, samemu zaraz się odsuwając, żeby pójść kawałek dalej. Ale milutko, no takiego znajomego to mu brakowało!!!
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Przytaknęła głową na słowa kolegi. O tak, jeśli znowu dojdzie do takiej samej sytuacji, to Kózka się nie zawaha dać mu w pysk. No chyba, że Szum będzie sprowokowany przez jeszcze bardziej błahą drobnostkę, to dla Kózki będzie to chyba zbyt żałosne, aby używać przemocy. Nawet takie w której nie używa pazurów.
- Ee tam, nie wykończy. Jestem silna baba, aż tak łatwo mnie nie załamie. - Zaśmiała się. - Nara! Szykuj się na kolejną walkę, bo już nie dam się tak łatwo jak tym razem! - Pożegnała się z nowo nabytym kolegą, po czym ruszyła z szerokim uśmiechem na pysku w stronę Klanu Cienia. Musi dużo poćwiczyć, pokaże Szponowi na następnym spotkaniu, jak dobrze potrafi walczyć.
Księżyce: 89 Płeć: Kotka Matka: Modliszkowy Zagajnik Ojciec: Świergot Partner: Śpiewająca Knieja Trwałe urazy: Brak palca u jednej tylnej łapy.
Niebieska szylkretka (kremowy jest jedynie jeden palec); minimalne białe znaczenia na tylnych łapach; nie ma jednego palca (u drugiej tylnej łapy, tej gdzie nie ma kremowego palca); zółto-zielone oczy; niska; smukła; z wiecznym uśmiechem na pyszczku.
Z charakteru Ćma jest bardzo wybuchowa. Jest impulsywna, pierwsze robi potem myśli. Wskakuje w ogień niczym ćma lecąca w stronę światła. Jest również zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do swojego rodzeństwa. Jeśli tylko dowiedziałaby się, że ktoś wyszedł o zachodzie słońca z kociarni... to oj było z tobą źle. W tym sensie, że prawdopodobnie trochę na ciebie pokrzyczała, a potem rzuciłaby się z tobą na legowisko i kazała spać, ciągle na tobie leżąc. Jest kochanym kociakiem, bardzo ciekawym świata i chcącym nauczyć się jak najwięcej. Łatwo nawiązuje nowe znajomości i bardzo się przywiązuje do nowych najlepszych przyjaciół. Uwielbia towarzystwo praktycznie tak samo jak bieganie w kółko wokół obozu. Jest nabuzowana i pełna energii, cały czas.
Byłam bliżej. Czułam to. I chyba też kojarzyłam, tak, zdecydowanie gdzieś w pobliżu tego miejsca zdarzyło mi się spacerować. Znowu gdzieś poskręcałam, ALE miałam prawie-że-pewność, że idę w dobrym kierunku. To musiał być Szuwar Turzycy, a więc to Czarny Ogon... tak. Łatwiej by było, jakbym szła wzdłuż Czarnego Ogona... ale... w sumie nie pamiętam, czemu tego nie zrobiłam. Nie no. Na pewno jestem na dobrej drodze. Teraz po prostu potrzebowałam zrobić sobie przerwę. I tyle, mhm! Może zapoluję jak już tu jestem, może jakaś drzemka, może po prostu prześpię do następnego dnia. Chyba najgorszym, co zrobili dwunożni, to dali tyle wolnego czasu, że większość dnia przesypiałam i nadal ten nawyk mnie nie opuszczał. Przydałoby się, aby powoli już znikał. Zaraz będę musieć przejmować obowiązki wojownicze, nie mogę połowę dnia spać, bo jeszcze prześpię jakiś patrol!
Coś udało mi się złapać. I właśnie to sobie jadłam, leżąc nad wejściem do lisiej (?) nory.
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Brzózka nie spędziła u dwunogów ani jednego dnia w swoim życiu (w ich towarzystwie wiele, ale u nich żadnego), a jednak i ją najwyraźniej dopadają złe nawyki. W porównaniu do dni wypełnionych treningami, patrolami i polowaniami nie tylko na swój żołądek, teraz ma wolne praktycznie całe dnie. Zero obowiązków, zero jakichkolwiek zobowiązań. Technicznie nawet za piszczkami nie musi się uganiać jeśli jest skłonna przegłodować do dnia następnego, albo zakręcić się koło budki z kurczakami jak ziomeczek ją uczył (nieszczęśliwie porwany moment później ziomeczek). Często więc nie robi nic konkretnego i jakoś jej tak czas mija.
Teraz chociażby, nie ma pojęcia co ją przywiało w te rejony i jak tu się znalazła, ale nie zastanawia się nad tym nadmiernie. Jedynie zatrzymuje się w pół kroku widząc szarego kota w zasięgu wzroku. Na popielatym czole pojawia się zmarszczka, gdy Brzózka intensywnie łączy wątki.
– Wyglądasz znajomo. – oświadcza po chwili.
Księżyce: 89 Płeć: Kotka Matka: Modliszkowy Zagajnik Ojciec: Świergot Partner: Śpiewająca Knieja Trwałe urazy: Brak palca u jednej tylnej łapy.
Niebieska szylkretka (kremowy jest jedynie jeden palec); minimalne białe znaczenia na tylnych łapach; nie ma jednego palca (u drugiej tylnej łapy, tej gdzie nie ma kremowego palca); zółto-zielone oczy; niska; smukła; z wiecznym uśmiechem na pyszczku.
Z charakteru Ćma jest bardzo wybuchowa. Jest impulsywna, pierwsze robi potem myśli. Wskakuje w ogień niczym ćma lecąca w stronę światła. Jest również zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do swojego rodzeństwa. Jeśli tylko dowiedziałaby się, że ktoś wyszedł o zachodzie słońca z kociarni... to oj było z tobą źle. W tym sensie, że prawdopodobnie trochę na ciebie pokrzyczała, a potem rzuciłaby się z tobą na legowisko i kazała spać, ciągle na tobie leżąc. Jest kochanym kociakiem, bardzo ciekawym świata i chcącym nauczyć się jak najwięcej. Łatwo nawiązuje nowe znajomości i bardzo się przywiązuje do nowych najlepszych przyjaciół. Uwielbia towarzystwo praktycznie tak samo jak bieganie w kółko wokół obozu. Jest nabuzowana i pełna energii, cały czas.
To prawda, przynajmniej jest trochę mniej obowiązków do ogarnięcia. Nie musiałam łapać więcej, niż sama bym zjadła, mogłam spać bez myśli o tym, że rano muszę wstać wcześnie i wyjść na patrol. Albo powiedzieć terminatorowi, że spotkają się wtedy i wtedy, tam i tam. Nie ma tego. Niektóre dni z mojego pyska nie wyleciało więcej niż paręnaście zdań, co bolało... ale przynajmniej zamiast tego mogłam sobie dłużej poleżakować. I to było przyjemnym zajęciem, bardzo.
Spojrzałam na nowoprzybyłego kota. I... chwila--
— Kojarzę cię!! — powiedziałam, w tym samym czasie co druga niebieskofutra, więc tak trochę nasze głosy się zlały. Ale... chyba mówiła coś podobnego co ja? Chyba? — Ćma jestem... a ty... Hm. Podpowiedź? Daj mi podpowiadkę! — poprosiłam, zrywając się z miejsca na którym sobie leżałam. Zeskoczyłam, podeszłam bliżej.
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
Dawno go nie było na tych terenach.
Czy dobrze, czy źle, diabeł jeden go wie. Wiedział, że przywłóczył się tutaj ponownie, aby znowu się zabawić. Aczkolwiek teraz nie zniknie. Śmierć matki jedynej w Klanie, i w ogóle jakoś Klan Rzeki był dla niego dziwny.
Ale też nie czuł się dobrze w obroży. Tak jak raz ją zdjął, tak na zawsze zostało.
Zadarł nos ku górze, wąchając powietrze dookoła. Wiatr przywiał mu zapach Klanu Wichru, gdzieś niedaleko najwyraźniej zające tutaj były. Aha.
Rozglądnął się dookoła.
Może spotka swoją kolejną zabawkę? Ciekawe, jak u Szyszki.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Białe futro Pajęczyny było nieco poczochrane, tu i ówdzie pokryte pojedynczymi kroplami wody które spadły z górujących nad kocurem drzew. Samotnik nie był tym zbytnio przejęty, jako że niedawno dopiero wybudził się z drzemki. Poprzedniego wieczoru udało mu się upolować zająca. Zapewniło mu to największy posiłek jaki miał od wielu księżycy, więc książę spał po tym długo i przyjemnie. Obudził się rozleniwiony i teraz sunął przez trawę, mrugając leniwie oczami, przyzwyczajając się do blasku słońca.
Poczuł kogoś. Był zaspany, ale nie na tyle by nie zwracać uwagi na swoje otoczenie. Zapach był... nie tutejszy, to na pewno. Był nieco wywietrzały, ale wciąż znajomy w jakiś dziwny sposób. Pajęczyna obrócił łeb w kierunku kota i zbliżył się powolnym krokiem, po chwili spotykając wzrokiem winowajcę tego zaskoczenia.
To mdłe futro, ostre uszy i długie łapy, te oczy... cechy same w sobie nie były niczym wyjątkowym, ale w tym połączeniu wydały się aż zbytnio znajome. Pająk nie był pewien kiedy, ale spotkali się.
I chyba nie było to zbyt miłe spotkanie, bo od razu poczuł niezwykłą irytację.
- Znamy się? - zaczął, bez wstydu gapiąc się na kocura, nie pozwalając sobie na pokazanie jakiejkolwiek emocji poza głęboką obojętnością.
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
Drgnął delikatnie uchem, słysząc kroki nieopodal niego. Później głos, na który się odwrócił.
- Hm? - mruknął cicho, lustrując wzrokiem białego kocura. Koniuszek ogona delikatnie drgnął, kiedy zauważył charakterystyczną bliznę na barku. Oh. Oh tak, znali się.
Przychlast Węża.
- Zależy. Poznałem wiele kotów o białym futrze i niebieskich oczach w swoim życiu - odparł, wzruszając barkami. Podszedł w stronę kocura, chcąc się na pewno upewnić, że ma dobrego kota.
- Jak ci na imię, książę - dodał wesoło.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Gdy nieco zbliżyli się do siebie, Pajęczyna otworzył pysk, wdychając zapach drugiego kota po raz kolejny. Znali się, owszem, choć dopiero po tak długiej chwili zaczął przypominać sobie tamto jedno spotkanie, które przecież wywołało w nim wiele emocji. Sam obserwował, jak zielone oczy badają jego sylwetkę. Zmienił się trochę przez te księżyce, nie tylko z wyglądu, bo choć był obserwowany i tak nie postanowił się ładnie wyprostować.
- Ale nie takich kotów, to na pewno… – mruknął w odpowiedzi, a potem zdobył się na uniesienie trochę głosu. Na tyle, żeby nie burczeć już pod nosem, tylko rozmawiać z dawnym kolegą zrozumiale. – Niewiele się zmieniłeś, myszko. Nie spodziewałem się spotkać akurat ciebie. – dodał ze wzruszeniem ramion, mającym pokazać jak bardzo mu nie zależy. Nie myślał o nim przez ten czas. Zbyt wiele się działo… a prawdę mówiąc, przy tamtym jednym spotkaniu i tak nie zostali przyjaciółmi. Czemu miałby marnować czas rozmyślając?
- Mów mi Zroszona Pajęczyna… lub Pajęczyna, po prostu. – odpowiedział, czujnym wzrokiem pilnując reakcji na te słowa. Spodziewał się chociaż odrobiny szacunku. Z samego rana nie miał ochoty obrywać nikomu uszu. – Co tutaj robisz? Nie znudziło ci się jeszcze włóczenie łapami po granicach?
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
- Hm, czyli mnie pamiętasz, pajączku. Aż chyba mi miło - zamruczał ciepło, uśmiechając się do kocura. Zbliżył się do niego, wciągnął głęboko jego woń.
To, co mógł wyczuć to delikatny smród Wichrzaków, ale poza tym? Losowe koty, niektóre zapachy silniejsze, inne kompletnie przelotne. Na pytanie o włóczenie się po granicach zadrżał wibrysami.
- Hmm, jak ja ci się wtedy przedstawiłem? Szafir? Sol czy Chaber? - mruknął, zastanawiając się. Miał wiele imion, tylko jedno prawdziwe. Jedno i pół, może.
- Ja się nie spodziewałem ciebie. Przez dłuższy czas mnie nie było na terenach. A do Rzeki raczej nie mam co liczyć na powrót - bąknął, przegryzając środek policzka. - Nie czuć na tobie Gromu. Co się stało, mój drogi? - dodał, niby zmartwiony losami białego.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Zasłużył sobie najwyraźniej na uśmiech. Pajęczyna wpatrzył się w drugiego kocura, a jego warga również drgnęła, bo aż nie potrafił ukryć zadowolenia. Brakowało mu pozytywnych rozmów... zwłaszcza po tak długim czasie samotności, z dala od znajomych terenów. Spośród wszystkich znajomych kotów, Szafirek był kimś kogo Pająk spodziewał się chyba najmniej, ale został zaskoczony... [i]miło[i/], póki co.
- Powinno być ci miło. - potwierdził, albowiem jego sympatia była czymś ciężkim do zdobycia. Ten kocur jeszcze jej nie zdobył, ale był już w pamięci Pajączka, a to wiele znaczyło. Tak to już z nim jest... od zawsze zapamiętywał kocury, które grały mu na nerwach.
- Nie wiedziałem, że masz tyle imion. - przyznał, nie odpowiadając przy tym na zadanie mu pytanie. - Które z nich jest prawdziwe? - dodał, spoglądając w zielone oczy wyczekująco. Zasłużył na prawdę, zwłaszcza, gdy to nie jest ich pierwszym spotkaniem. Oh, Szafirek bardzo by sobie zapunktował szczerością!
Zaskoczył go nieco słowa rozmówcy. Nie wiedział nawet, jaką Szafir ma przeszłość klanową. Jeśli coś o tym słyszał, to zapomniał, ale ogólnie... minęło tak wiele księżyców. Zmieniła się niejedna rzecz, w jego własnym życiu również. Pajęczynę zaskoczyło jednak to, że najwyraźniej oboje znajdowali się w podobnej sytuacji. Byli samotnikami, powiązani z klanowym życiem, ale aktualnie z niego wykluczeni. Czy Szafir czuł się tak samo rozdarty, jak Pająk?
- Też zniknąłem stąd na pewien czas. Długi... czas. Niedawno uznałem, że może jednak warto wrócić w te okolice. Życie w otoczeniu dwunogów nie jest dla mnie... zbyt tam śmierdzi. - uśmiechnął się leciutko, starając się obrócić całą tą historię w coś lekkiego, niczym żart. Ominął fakt, że nie odszedł z własnej woli, że był poważnie ranny i że wcale nie wrócił tylko dlatego, że tak mu się nagle zachciało... ale tego nie musiał wiedzieć nikt poza nim samym. - Z Klanem Gromu od wielu księżyców nic mnie nie łączy... Szczerze, nie wiem nawet, jak aktualnie wygląda sytuacja w Klanach. - przyznał, próbując zachować wyluzowany wygląd.
Zastanowił się jeszcze chwilę. Wydawało mu się, czy Szafir wydawał się... zmartwiony?
- A ty, myszko... tęsknisz za życiem w Klanie? - spytał delikatnym tonem głosu, prawie jakby chciał zatroszczyć się o dobro swojego dawnego znajomego.
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
Zamruczał ciepło na słowa białego kocura. Zbliżył się do samotnika, mrużąc cieplutko swoje ślepia.
- Każde po trochę! Od matki dostałem imię Chaber. Od dwunożnych Sol. W sumie... Szafirek to tak sobie sam wymyśliłem. Najbardziej to Sol, bo najdłużej go używam - odparł, swoim łbem dotykając barku Pajączka.
Sol... lubił to imię. Dobrze, że mógł sobie być taki, jaki chciał. Doceniał to. Miał nadzieję, że to nie skończy się szybko. (Heh.)
Odsunął się, spoglądając na kocura. Tak...
- Hm... rozumiem. Jest bardzo tłoczno i no... jestem w stanie pojąć twe rozumowanie - odparł, mrużąc oczy. O ile on się na to uodpornił to... mógł to zrozumieć. Osiedle Dwunożnych nie było dla każdego, rozumiał bardzo mocno. Osiedle Dwunożnych było dla kotów, które mogły wytrzymać tłok, smród dwunożnych i potworów, głośne dźwięki.
- A to interesujące - mruknął, obserwując Zroszoną Pajęczynę. A tak był zakochany w Gwieździe Gromowej. Interesujące, co się stało w jego życiu? Co się zmieniło. Uśmiechnął się delikatnie.
- Hm - mruknął. - Może troszkę? Ale raczej... nie - odparł.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
***
Zwierzyny było mało, a więc Ślimaczek wykorzystywała każdą możliwą okazję do polowania. Nigdy przecież nie wiadomo co może się trafić! Nie lubiła chodzić głodna, więc wolała ubezpieczać się na zapas, nawet jeśli to znaczyło zjadanie nie świeżo upolowanej zwierzyny, a takiej odleżanej, która dawno zdążyła stracić swoje ciepło. Ale w ten sposób przynajmniej nie ryzykowała, że będzie chodzić z pustym brzuchem.
Wracała z wycieczki. Postanowiła zrobić w lesie krótki postój, właśnie po to, by zapolować. Śnieg nieco utrudniał całą sprawę, ale była zmobilizowana i na pewno nic nie zdusi jej zapału. Rozpoczęła poszukiwania.
wysoka | ruda tygrysio-pręgowana | heterochromia, prawe oko bursztynowe, lewe żółtozielone | białe znaczenia na lewym uchu i końcówce ogona | łysy kawałek ogona
zamknięta w sobie | nieszczęśliwa | skupiona na sobie
Mrówczy Szlak [KW], Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW]
Ślimaczek miała dzisiaj szczęście, albo może to jakiś Gwiezdny spojrzał na nią przychylnie tego ładnego zimowego dnia. Na pokrytym białym puchem skrawku łąki pod lasem przechadzała się wrona. Nie zauważyła jeszcze, że już nie była tutaj sama. Jeśli kotka będzie miała szczęście, czarne ptaszysko nie zobaczy jej dopóki nie będzie za późno...