Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
Śliwkowa Pestka należała do najbliższych kotów Gęsiopiórego. Kochał ją tak, jak członków swojej najbliższej rodziny – ich dawna więź Mistrzyni i Terminatora przerodziła się w ostatnich księżycach w szczerą przyjaźń. Gdy zniknęła z Obozu na dzień, uznał, że to trochę nie w jej stylu, ale z nikim się tą myślą nie podzielił. Gdy nie wróciła nazajutrz, z frasunkiem skomentował ten fakt do Pajęczej Nogi. Trzeciego dnia był już naprawdę zmartwiony. Czwartego – poszedł do Ćmiego Zmierzchu i oznajmił, że chce poprowadzić oficjalne poszukiwania.
Zebrał trzy koty, gotowe towarzyszyć mu w tej misji. Zastępczyni zasugerowała swojego własnego Terminatora, Szumiącą Łapę. Księżycowe Jezioro i Wydmowy Wiatr zgłosiły się na ochotniczki. Stanął naprzeciw nich i spojrzał każdemu z kolei w oczy. Starał się nie pokazywać po sobie, jak bardzo się martwi – utrzymywał spokojny, łagodny wyraz pyszczka.
– Idziemy znaleźć Śliwkową Pestkę – „znaleźć”, nie „szukać” – nie chciał, by ktokolwiek nastawiał się na niepowodzenie – Czy macie jakikolwiek pomysł, gdzie powinniśmy zacząć? Jakieś specjalne miejsce, w które mogłaby się udać? Ja myślałem, żeby pójść w dół rzeki. Ostatnio mocno rozlała...
„I mogła porwać nam Śliweczkę”, dodał w myślach, ale choć nie powiedział tego na głos, miał wrażenie, że każdy usłyszał to samo we własnej głowie.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Szczerze - gdy tylko usłyszała o wyprawie, praktycznie zaczęła skakać z radości. Miała nadzieję rozgryźć tajemnicę jej znikającej rodziny, a ciocia Śliwka mogła mieć coś wspólnego z mamą Świetlik. Chciała, naprawdę chciała je znaleźć - właśnie w tej chwili potrzebowała jednocześnie i matki i ciotki, aby poradzić sobie z tym, co ostatnią nią targa. Którakolwiek, ach, gdyby tylko którakolwiek się znalazła... jak bardzo byłoby jej łatwiej!
Drugą sprawą była... ostatnia sytuacja ze Skrzącym Słowem. I to nie tak, że go unikała! Ta sprawa jednak była dosyć świeża i prawdopodobnie właśnie z tego powodu Jezioro potrzebowała trochę miejsca dla siebie, trochę czasu i zmiany... towarzystwa. Być może aby chociaż na chwilę zapomnieć o tym, jak umiera w środku. Aby przez chwilę przestać rozpamiętywać jego słowa, które finalnie zmierzały do odrzucenia jej. Nie miała pojęcia, czego oczekiwała - ha, w sumie sam Szkiełko próbował ją na to przygotować. Iskry potrafią parzyć, pamiętasz? w jej głowie przypomniał się głos dziwnego kocura, jakby właśnie dawał jej wykład. Tak, pamięta. Ale... co innego mogła zrobić w sytuacji, gdzie Skra podstawił ją pod ścianą i praktycznie wymusił na niej przyznanie się do swoich uczuć?
Chciała zrobić to... w innych okolicznościach. Lepszych okolicznościach. I prawdopodobnie trochę później - pewnie gdyby nabrała trochę pewności, że ma jakieś szanse. A tu popatrz - wyszło jak wyszło, Zioro teraz wypłakuje się do mchu całymi nocami, zagryzać wargi, by nie przeszkadzać innym wojownikom w śnie. Dobrze, że Skra ma legowisko gdzie indziej.
Nie znała zbyt dobrze Wydmowego Wiatru, ale za to doskonale znała swojego brata - chociaż to jest zbyt dużo powiedziane. Ruczaj... mimo iż został jednym z niewielu z jej rodzeństwa, to wciąż ich relacje były... raczej odległe. Może właśnie dzięki tej wyprawie się to zmieni?
Stawiła się na miejsce, zwarta i gotowa, z wytartymi oczami - dosyć mazgajenia się, jest misja do wykonania. Przywitała się cicho z bratem i skinęła drugiej wojowniczce, po czym słuchała uważnie Gęsiopiórego - ten to przynajmniej miał szczęście w miłości. - Zgadzam się z rozpoczęciem poszukiwań przy rzece. Nawet jeśli to nie da odpowiedniego tropu, warto rozejrzeć się, jak daleko zaszła. - powiedziała poważnie. Tak, chciała zacząć tam. Czemu nie. Wszędzie, tylko nie być tutaj. Ale na Gwiezdnych, jeśli po drodze spotka trenującego Skrę, rozedrze Gwiezdną Skórkę na dwie części...
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Długowłosy czarny dymny kocur z bielą o dość wysokiej sylwetce. Nie jest czołgiem ale też nie jest sosenką na cienkich łapach. Jego sierść wygląda jak jakaś mieszanka żwiru, przez źle wypigmentowaną czerń z bielą na przednich łapach i piersi. Na pysku ma osadzone oczy w kształcie migdałów o pomarańczowo matowy odcień, który w zależności od światła padającego na niego - może mieć delikatny żółty odcień.
Ten mały gagatek dopiero się urodził, i jego charakter to tak naprawde chłonna gąbka, która wciąż się kształtuje. Widać jednak już na ten moment pare rzeczy, na których ten będzie opierać fundamenty. Ruczaj jest dość energiczny i mimo iż stara się być grzeczny, posłuszny by matka jak i ojciec nie musieli się na niego denerwować, to po prostu nie umie momentami usiedzieć w miejscu przez swoją ciekawość.
Ciekawość która pewnie nie raz sprawi że wlezie w miejsce w którym nie powinien być i ściągnie na siebie problemy, lub chociaż dostanie po uszach. Co do rodzeństwa, kocurek jest dość mocno do nich przywiązany. Najchętniej by z nimi chodził wszędzie gdzie tylko możliwe. Jesli ktoś doczepi się do któregoś z nich, będzie pierwszym który przyleci by dać z bani delikwentowi. Oraz... lubi ładne rzeczy. Naprawdę lubi wszelkiego rodzaju kolorowe kamyczki, pióra oraz inne znaleziska które może znaleźć wokół siebie. Bo po prostu mu się spodobały to je skitra gdzieś by nikt nie znalazł, by po czasie się nimi pochwalić. Tak Sroka na błyskotki.
Śliwkowa Pestka była częścią rodziny. Nie pamiętał jej dokładnie, przez wzgląd na czas zacierający wspomniana, ale patrząc na to że większość klanu zdawało się mieć o niej dość ciepłe mniemanie - nie zdziwił go fakt że została zorganizowana wyprawa poszukiwawcza. Był tylko nieco zaskoczony że Ćmi Zmierzch zaproponowała jego na tą wyprawę. Zaskoczenie szybko uciekło z pierwszego planu gdy usłyszał o kogo chodzi. Jego rodzina miała niezdrową tendencje do znikania, przynajmniej gdy stawili się na omówione miejsce - zobaczył znajomy pysk który widział już w pierwszych dniach od otworzeniu oczu. Od czasu pogrzebu zerkał co jakiś czas w stronę legowiska wojowników z lekko zmartwionym wyrazem. Na samym wydarzeniu nie chciał jej wypytywać czy w jakikolwiek sposób wymuszać spowiedzi - to nie był ich czas, ale od tamtego momentu prócz zaoferowania lekkiego otarcia się o ramie na samym wydarzeniu, gdyż po prostu nie mógł złapać mniejszej szylkretki. Więc gdy teraz Jezioro przywitała się z nim, spychając do żołądka zwitek tysiąca nici emocji i obaw sprawiających że czuł się nieco spięty, otarł się praktycznie z nią ramieniem stając blisko niej na tyle by po prostu poczuła jego obecność ale nie na tyle by poczuła się osaczona. Nie wiedział czy może, był jej bratem ale dalej pozostawała w nim niepewność że narusza jej przestrzeń osobistą której nawet on nie powinien dotykać.
Zaś z Wydmowym Wiatrem po prostu na przywitanie wymienił krótkie skinienie głową z szybkim dzień dobry. Nie znali się, ale warto było mimo wszystko pozostawić luźną atmosferę. Byli tu w jakimś celu i mieli współpracować prawda?
Zerknął uważnie na Gesiopiórego. Znaleźć . Czy może gdyby sam wysunął się z taką wypowiedzią poszukiwania Świetlik, sam biorąc w nich udział, on, Jezioro oraz Błoto dowiedzieliby się dużo wiecej o tym gdzie teraz może być ich matka, bądź nawet i rodzeństwo?
- Wydaje mi się że rzeka jest dobrym początkiem poszukiwań... Jeśli tam nic nie znajdziemy, możemy teoretycznie pójść zobaczyć na miejsce gdzie leży Niedźwiedzi Kieł? Może tam coś znajdziemy w końcu była jej siostrą, a jest tam też dość spokojnie o ile pamiętam. - Cmentarz był kompletnym strzałem tak o. Ale było to lepsze niż nic prawda? Może ciotka Śliwka poszła pomyśleć i doszła do czegoś co doprowadziło że nie pojawiła się od paru dni?
Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
Wydmowy Wiatr nie stawiła się na wyprawę zgodnie z umówionym terminem, więc Gęsiopióry po chwili zwłoki wyruszył z Obozu wyłącznie w towarzystwie Księżycowego Jeziora i Szumiącej Łapy. Głównie milczeli, skupieni po części na własnych myślach, a po części na poszukiwaniach, do których wykorzystywali wszystkich zmysłów. Od czasu do czasu biały Wojownik odzywał się z jakimś krzepiącym komentarzem, albo konstruktywną uwagą co do ich poszukiwań, ale poza tym – niewiele się działo.
Niewielki patrol powędrował wzdłuż brzegu rzeki – zaczęli aż za granicą, przy Króliczych Norach, a na powrocie oznaczyli ją świeżymi śladami zapachowymi. Przeszli przez Bobrową Tamę, by sprawdzić drugi brzeg, którym dowędrowali aż do Grzmiącej Ścieżki. Z bijącymi sercami rozejrzeli się po kilkanaście lisich długości wzdłuż jej krawędzi, w obu kierunkach - niekiedy znajdowano tu gnijące ciała lisów, kun, a czasem nieszczęśliwych Samotników – bez skutku. Wrócili przez Błyszczące Głazy. Na powrocie Gęsiopióry odpuścił sobie już motywacyjne gadki.
– Możemy tylko mieć nadzieję, że tam, gdzie jest, jest bezpieczna... i że może kiedyś wróci do Klanu Rzeki – westchnął, zanim wraz ze swoimi towarzyszami weszli do Obozu i posłał im blady uśmiech – Wiele kotów wróciło.
//Akcja porzucona przez rozjechanie się w czasie :<