Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Zrozumiała wreszcie, dlaczego się tu znalazła. Miał zakończyć się nowicjat Schlatta. Zarówno on jak i Rojst byli nieco pokiereszowani. Co się stało? Tego nie była w stanie wywnioskować. Przyszło jej do głowy, że wynik lub przebieg tej walki mógł sprawić, że rudo-biały zdecydował się umożliwić mu ponownie zostanie pełnoprawnym członkiem klanu Pożogi. Najwyraźniej jednak konflikt cętkowanego kocurka z medykiem trwał dalej. Nie podobało się to Rojstowi, a Tundry zupełnie nie dziwiło. Konflikty wewnętrzne w tak młodej i małej grupie zdecydowanie nie były czymś pożądanym. W ogóle tego typu konflikt nie był pożądany w zasadzie nigdy, dla żadnej grupy nie były niczym dobrym.
- Dlaczego? - spytała, robiąc krok do przodu, żeby Fairy wiedział, skąd dochodził jej głos. A dochodził z pyska klanowej Opoki, dla której takie zdanie wypowiedziane bez żadnej argumentacji nie miało żadnej wartości. Udało jej się wtrącić w rozmowę zaraz po tym, jak Fairy wypowiedział swoje zdanie. Nie było to takie proste zważywszy na fakt, że rozmawiały ze sobą trzy kocury jednocześnie. Jej głos jak zwykle był poważny i w tej chwili zabrzmiał niezwykle donośnie jak na głos niedużej kocicy. - Dlaczego twoim zdaniem Schlatt nie zasługuje na zaufanie? Poważny zarzut, a wymieniasz go bez żadnego poparcia przykładami. - nie broniła ocelota, miała nadzieję, że jest to jasne. Była Opoką i to jej zadaniem było między innymi zawiadywanie nowicjuszami i nowicjatami. Chciała wiedzieć, dlaczego liliowy wydaje taki osąd. Czy podstawą do niego są jakieś poważne zarzuty, spostrzeżenia, coś co naprawdę mogłoby zaszkodzić klanowi Pożogi? Czy raczej zwyczajne uprzedzenia wynikające bezpośrednio z konfliktu, który rozgorzał między nimi podczas pierwszego zebrania, które zwołał Rojst.
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Trzepnął uchem ponownie. Bolało go nadal, co tu mówić? Może za dzień czy dwa się w zupełności poprawi. Jak nie to... będzie miał dowód na to, żeby liliowemu nie ufać w ogóle. Nie mógł skakać do pochopnych wniosków w każdym razie, póki co było na to za wcześnie, przynajmniej dla bengala. Co innego można było powiedzieć o orientalu, który zaczął go nagle... obrażać? Wątpić w niego? - Dziś walczyłem u boku Rojsta. Mogłem go zostawić, uciec i pozwolić mu załatwić walkę samodzielnie. Jestem mały, nie umiem nic w praktyce, a mimo to ryzykowałem własnym życiem by mieć pewność, że Przywódca wyjdzie z tego cały i zdrowy. Zostałem ranny w imię jego dobra - położył po sobie uszy. Nie był zły, brzmiał szczerze smutno. Ocelot zwykle miał innych gdzieś, jego dobro było najważniejsze. Dziś chyba pierwszy raz faktycznie postawił się w sprawie chronienia życia innego kota, a Fairy osądzał go o bycie nie-gotowym? - Nie jestem w stanie robić nic więcej na ten moment. Pomagam, staram się, ale jestem tylko Nowicjuszem.
Dmuchnął nosem. Wnet do rozmowy dołączyła się Tundra, którą posądził o wspomaganie słów młodego. Słusznie czy nie - podobnie jak w wypadku Rojsta, wygodniej było mu myśleć z myślą że koty są po jego stronie w jakimkolwiek stopniu. Poza Fairym chyba nikt nawet nie miał powodów do myślenia o nim źle? Z Dynią się dogadywał i go słuchał, z Czaik miał dobry kontakt, Rojstowi dziś pomagał - innym nie zachodził drogi i im nie przeszkadzał raczej w żaden sposób. A oriental najwidoczniej po prostu go nie lubił, tak samo jak po prostu nie lubił go Schlatt.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Jego uszy stanęły nagle do pionu, gdy posłyszał głos Tundry. Słuchał jej uważnie, starając się kontrolować przyśpieszone bicie serca i odczekać stosowną chwilę przed wypowiedzeniem się, żeby przypadkiem nie wyrzucić z siebie czegoś nierozważnego pod wpływem emocji. Musiał zachowywać się perfekcyjnie.
Wtedy odezwał się Schlatt, na którego wzrok przeniósł dopiero po kilku uderzeniach serca, bo musiał przygotować się do utrzymywania neutralnego wyrazu pyska. Jego ślepia dalej jednak patrzyły na młodzika zimno. Śmieszyło go to, jak oburzonego teraz udawał, ale cieszył się, że bengal przynajmniej opowiedział mu o tym, co przed chwilą robili. Całkiem smutne, że Rojst uznał, że Fairy wcale nie potrzebował tej informacji.
- Nie popierałem oskarżeń przykładami, bo on wie doskonale, co zrobił. Wbrew rozkazowi Przywódcy oddalił się od Pożogi, wybrał się na granicę starego klanu i wdawał się w rozmowy z potencjalnym wrogiem. Nie wiemy, co im powiedział. Później, na zebraniu, zignorował decyzję Przywódcy, zachowywał się wobec niego niestosownie, bez szacunku. "W dupę możesz wsadzić sobie te zioła. Ty i ten drugi, co kwiatki lubi.", pozwolę sobie zacytować. Następnie próbował odejść, prawdopodobnie zbiec z obozu, bo nie podobały mu się obowiązki, które zostały mu przydzielone. Pojedynkowałem się z nim wtedy, żeby... - Spojrzał wtedy na Rojsta przelotnie i skrzywił się lekko. - Żeby rozładować napięcie i naprawdę oczekiwałem, że podamy sobie po wszystkim łapy, ale on nie potrafił tego zrobić. Odwrócił się bez słowa, z aroganckim uśmiechem. I tyle go widziałem. Od tego czasu minęły tylko dwa Księżyce. A on wciąż nie wykonał obowiązków, które zlecił mu Przywódca.
Wtedy odwrócił łeb ku Schlattowi, tym razem już wyraźnie marszcząc nos.
- "Nie wchodzenie mi w drogę" to dla mnie za mało. Oczekuję współpracy. Wsparcia. Czyż nie po to istnieje Pożoga? - mówił stanowczo, gniewnie.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Fairy na szczęście był gotów podzielić się swoimi wątpliwościami na głos i w jej obecności, co pozwoliło Tundrze rozeznać się nieco lepiej w konflikcie, który zaistniał między młodzikami. Skinęła mu poważnie głową na znak podziękowania i wyrazu, że zrozumiała jego wypowiedź. Zarzuty były poważne i wypowiedziane w poprawny sposób pełen mocy i przekonania. Wciąż jednak trudno było jej ocenić, czy większość tego, co miał do powiedzenia nie było przypadkiem spowodowane osobistymi uprzedzeniami. Zastrzygła uszami, przenosząc spojrzenie na Schlatta, który przed kilkoma uderzeniami serca potwierdził jej przypuszczenie dotyczące powodu zebrania tego spotkania. Rojst i ocelot walczyli ramię w ramię niczym bracia i obaj zostali ranni. To był motywator Rojsta do zakończenia nowicjatu najmłodszego z tu obecnych kotów. Dowiódł, że los Pożogi ceni wyżej niż własny. Jednak nie wypełnianie poleceń przywódcy i odnoszenie się z wyraźnym brakiem szacunku dla klanowego medyka były bardzo poważnymi brakami w wychowaniu kocura. Już miała się odezwać, wydać swój osąd, kiedy to uświadomiła sobie, że liliowy poruszył jeszcze jedną kwestię. O wiele istotniejszą niż niewykonanie polecenia przywódcy. Coś, co nie było zwyczajną niesubordynacją, a poważnym zagrożeniem dla klanu. Tego nie można było zlekceważyć. Żółte oczy przeniosły się kolejny już raz podczas tej rozmowy na cętkowanego kocura. Wpatrzyła się w niego świdrującym spojrzeniem.
- Schlatt, o czym rozmawiałeś z kotami ze starych klanów? - spytała wprost w pełni świadoma, z jaką łatwością młodzik może ich teraz okłamać. Był jednak pod ostrzałem spojrzeń trzech starszych od niego kotów, a od odpowiedzi na pytanie mógł zależeć jego los. Być może powstrzyma go to od kłamania, w końcu cała trójka wpatrywała się w niego i była gotowa zauważyć wszelkie oznaki kłamstwa.
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Trzepnął lekko uchem, raz jeszcze. Na słowa Fairego uniósł brew do góry, ale nie powiedział nic. Nie miał nic do powiedzenia na ten temat. Dopiero gdy Tundra się do niego zwróciła, zmusił się do kontynuowania rozmowy. Wzrok innych nic na nim nie robił. Rozmawiał już z Dynią o tym czego się dowiedział. - O nich. Wiem jak wygląda obóz Gromu. Wiem kto tam rządzi, jak wygląda obóz. Gdzie są kocięta. Kto jest groźny, kto nie. Srocza Łapa mi powiedział wszystko co chciałem wiedzieć. Wiem trochę o Wichrze, znam się całkiem dobrze z Rysim Pomrukiem. Wiem, jak oba Klany funkcjonują, wiem że są patrole, że są Wojownicy i co robią - wyjaśnił bez większego problemu. Nie kłamał. Nie miał powodów. - Rysi Pomruk zaczął mi opowiadać o powstaniu Klanów, ale nie powiedział wszystkiego. Ostrzegał mnie przed potworami.
Spojrzał po reszcie. Nim ktokolwiek coś powiedział, on już mówił dalej. - Nie wie nikt nic o Pożodze. O tym, że jesteśmy tu, że mamy Klan, ilu nas jest. Kiedy się mnie pytają skąd jestem, mówię że przyszedłem z mamą i idę na spacer, bo jestem wędrownikiem. Nie mówiłem nigdy, że pójdziemy dalej czy że zostaniemy - tyle... powinno wystarczyć. Powiedział wszystko co kiedykolwiek przewinęło mu się przez język podczas rozmów z innymi.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Wysłuchała kocurka, który na swoje szczęście postanowił złożyć im wyjaśnienia. Kilka razy podczas jego wypowiedzi Opoka kiwała mimowolnie głową. Nie zazdrościła podrostkowi sytuacji, w której się znalazł. W przypadku jej samej podobna mimo wszystko nie mogłaby mieć miejsca, miała w sobie jednak pewną dozę współczucia dla kota który był w zasadzie jeszcze kocięciem; zagubionym, niedoświadczonym i nieukształtowanym kocięciem. Niezależnie od tego, jak bardzo w swoich własnych oczach był dojrzały i poważny. Jednak czekoladowa nie mogła sobie pozwolić na to, by jej ciepły stosunek do klanowych młodzików został przez kogokolwiek ujawniony; mogłaby stracić poważanie, na które dopiero zaczynała pracować.
- Jeżeli było tak, jak mówi Schlatt, w moim osądzie nie zrobił niczego, co uniemożliwiłoby mu zakończenie nowicjatu.- obwieściła Tundra, mówiąc jednocześnie do medyka i do przywódcy. Mimowolnie przylizała białe futro na piersi. - Co nie oznacza, że nie trzeba ci czegoś uświadomić - przemówiła wprost do cętkowanego z gwałtownym ruchem ogona. - Pamiętaj, że jeżeli zdecydujesz się przysiąc wierność klanowi Pożogi możesz być zmuszonym do obrony klanu przed swoimi nowymi znajomymi. Do walki z nimi. W takiej sytuacji nie możesz się zawahać. Twoja lojalność musi pozostać po naszej stronie. Jesteś na to gotowy? - spytała go poważnie. Tundra w zasadzie zawsze była poważna. Jej głos zawsze brzmiał choć częściowo wzniośle i zawsze sprawiał wrażenie jakby był używany podczas jakiejś uroczystości. Podczas niedawno wygłoszonej wypowiedzi było to dużo bardziej odczuwalne.
- Poza tym nie widzę w Schlacie niczego, czego nie można go oduczyć, co wyjaśnić. Jestem gotowa podjąć się jego treningu o wychować na dobrego członka klanu Pożogi. Jeżeli oczywiście jest świadomy wszystkich konsekwencji decyzji, którą podjął. - pod koniec przeniosła na niego spojrzenie z pytającym wyraźne pyska. W swoich wyjaśnieniach kocurek wspomniał wcześniej, że udało mu się całkiem dobrze zbliżyć do klanowych kotów, co mogło mieć równie dużo plusów, co minusów. Zdobył pewną wiedzę na temat starych klanów, co nie oznacza że nie uniknął poczucia sympatii do obcych.
- Rojst? Jak ty to widzisz? - spytała milczącego od pewnej chwili rudo-białego samca.
Księżyce: 50 Płeć: kocur Matka: Złotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon Trwałe urazy: Blizny na szyi, karku i żebrach. Rozerwane lewe ucho.
Wysoki i surowy w budowie. Futro jego po połowie: rude i białe, oczy złote i poważne.
Poważny i chłodny, skupiony na swoich planach.
Zawisza, Blekot
Tundra zabrała głos... a Rojst uśmiechnął się połową pyska, gdy uwaga młodzików skupiła się na Opoce. Dobrze, że nie obawiała się działać, że nie wahała się wejść w prowadzoną już rozmowę. Wybrał szylkretkę nie bez powodu. W trakcie toczonych z nią rozmów zauważył i docenił jej osobowość. Gdyby po spotkaniu Kazo nie zdecydowała się zająć wysokiego stanowiska, bardzo zawiodłaby oczekiwania, jakie miał wobec niej. Obserwacja pozytywnych rezultatów podjętych w przeszłości przedsięwzięć i świadomość, że właściwie ukształtował otaczający go świat, sprawiały niezmiennie przyjemność.
- Świadomie złamał zakazy i ograniczenia, których miał przestrzegać. Został za to ukarany. Wzgardził moim osądem. - Spojrzał na liliowego przejrzyście. Znacząco. - I za ten czyn sam postanowiłeś wymierzyć razy.
Niechęć dzieciaka przepływała z kota na kota, zależnie od najświeższych wydarzeń. Całe szczęście, że wrogie nastawienie, które ukorzeniło się w jaźni nowicjusza, nie dotyczyło postaci Przywódcy. Całe szczęście, że dzięki temu mógł Rojst wyłuskać ze śmierdzącej, rozbitej skorupki wartościowy owoc. Jedna dusza więcej nie została zmarnowana.
Uśmiech znikł z białego pyska. Nadszedł czas na ostateczny werdykt.
- Kociak Schlatt zdechł. Klanowicz, który tu stoi, nosi imię Roche. Wierny będzie Pożodze, a błędy popełnione przez Łatrzyk zostaną w pełni naprawione.
<center><table class="tabelkaru"><tr><td rowspan="4" class="obrazekru"><img src="https://i.imgur.com/3xUQ6A5.png"></td><td class="tekst3ru">слышите мелодию?</td></tr><tr><td class="tekst2ru">веселись как русский, конец дискуссии
танцуй, как будто у тебя контузия
веселись как русский, диско соблазнение
веселись как будто ты олигарх</td></tr>
<tr><td class="tekst1ru"><i>вставь матрёшку в матрёшку в матрёшку...</i></td></tr>
<tr><td class="tekst4"><span class="tekst4sub">AKTYWNE SESJE (5/6):</span>
NORMALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=465511#465511">POŁĄCZONE BRZOZY</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468726&highlight=#468726">PRAWIE ŻYWE DRZEWO</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?t=10765">KRYPTA WIELU ZNAKÓW</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468767#468767">NA SZCZYCIE KSIĘGI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466050#466050">DYPLOMACJA</a>
SPECJALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=461860#461860">TRENING SPINKI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466777#466777">SPARING (ROCHE)</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466824#466824">POLOWANIE</a></span></td></tr></table></center>
<img src="https://i.imgur.com/fEH7z9m.png" class="tloru">
<style> .tabelkaru {width: 500px; border-collapse: collapse;} .tloru {position: relative; bottom: 235px; margin-bottom: -235px; left: 190px; pointer-events: none;} .obrazekru {width: 165px;} .tekst1ru {height: 5px; padding-top: 8px; font-family: 'JetBrains Mono', monospace; font-size: 11px; color:#4D4D4D;} .tekst2ru {height: 5px; font-family: 'Kelly Slab', cursive; font-size: 16px; color:#929292;} .tekst3ru {height: 5px; line-height: 0.7rem; padding-bottom: 3px;font-family: 'Marck Script', cursive; font-size: 20px; color:#080808;} .tekst4 {vertical-align: bottom; font-family: 'Unica One', cursive; font-size: 11px; color:#080808;} .tekst4sub {font-size: 15px; color:#000000;} .tekst4 a {color:#151515;}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=JetBrains+Mono&family=Kelly+Slab&family=Marck+Script&family=Unica+One&display=swap" rel="stylesheet">
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Fairy już nic nie mówił odkąd Schlatt zamknął mordę. Tundra podsumowała jego słowa, a do tego dodała mu odrobiny więcej pewności siebie. Nie widziała niczego, co stało mu na drodze by ukończyć nowicjat. Tym lepiej. Udowodnił już, że jest godny swojego miejsca i teraz wreszcie każdy to widział, poza rzecz jasna liliowym. Padło pytanie skierowane przez Opokę do najmłodszego. - To są jedynie znajomi. Nie mam potrzeby być im wiernym - zaznaczył z absolutną pewnością. Z Barwą się przyjaźnił, ale wiedział że są dla siebie wrogami. Po prostu póki co nie miał powodów jej jak takiego traktować... Poza tym, kto wie. Może faktycznie ucieknie dla niego, tak jak kiedyś o tym gadali. I może uciec do Pożogi, zostać z nimi i nie będą już wrogami. Z resztą znajomych sytuacja była podobna, tyle że nie mieli oni wartości. Jedynie co, byli dobrym źródłem informacji.
Później znów go pochwaliła, mówiąc że można go oduczyć jakichś rzeczy. Jakich to nie wiadomo, bo sam nie wiedział co robi źle, ale najpewniej z czasem się przekona. Kolejne pytanie zostało skierowane do Rojsta, który od dłuższego czasu milczał i przysłuchiwał się reszcie. Przemówił, posłał spojrzenie Fairemu. Później przestał się uśmiechać, a młody się zgarbił na moment jakby już oczekiwał kolejnej reprymendy, ale... nie tym razem. Już po słowie "Klanowicz" zaczął dźwigać kark do góry, powoli zaczynając rozumieć że jest już tą oficjalną częścią Pożogi.
Roche, tak teraz się nazywa. Tak mu powiedział, gdy wracali z polowania do obozu. Wziął parę długich oddechów, przez parę uderzeń serca ciągle milcząc i patrząc się w ślepia Rojsta. Wnet stanął prosto, najdumniej jak tylko mógł. Wciąż był też Ocelotem, więc duma mu nie zniknie - na to ostateczne imię będzie pracował tak, jak na to pośrednie. O ile to pośrednie właśnie nie okaże się być najdumniejszym i nie pozostanie przy nim na wieki. - Nie zawiodę was - rzucił twardo, z pewnością. Po tym na moment pochylił łeb, z czystej kultury. Wypadało w chwilach takich jak ta... chyba. Trudno powiedzieć, nie widział nigdy innych mianowań w tak skąpym gronie jak to. Następnie siadł. Nie wiedział czy można się rozejść czy nie, lepiej było czekać na jasny znak co robić.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Właściwie lżej mu było po odpowiedzi Tundry - poczuł, że jego wątpliwości zostały wysłuchane i że kocica podchodziła do nich poważnie. Przeniósł wzrok na Rojsta... Ale czy on podchodził do nich poważnie?
Uważnie śledził mimikę Przywódcy, gdy ten odezwał się nareszcie. Fairy usilnie starał się zachować trzeźwość umysłu i trzeźwość spojrzenia. Usilnie starał się też nie skrzywić, gdy wyłapał dezaprobatę w tonie rudego kocura. Brzmiało, jakby Rojst rzeczywiście nie dostrzegał różnicy między zachowaniem Fairy'ego i zachowaniem Schlatta. Zacisnął zęby, ale nie miał ochoty się odzywać. To było gorzkie doświadczenie.
Nie mógł jednak nie spostrzec błysku radości w ślepiach młodzika. Wyglądał na szczerze zachwyconego tym, że został uznany za prawdziwego członka Pożogi. Fairy miał nadzieję, że to nie wynikało tylko z uroku Rojsta i że bengal faktycznie zamierzał poświęcić życie dla stworzenia czegoś pięknego.
Scena ta coraz bardziej przypominała mu jego własne marzenie o ceremonii, na której zostanie prawdziwym terminatorem. Miał wtedy może sześć księżyców, gdy wyobrażał sobie tę pełną patosu i matczynych uśmiechów scenę. Młodzik jednak... nie miał matki i nie miał też ojca, a Pożoga była jego jedyną rodziną i dumny był tak, jakby faktyczna rodzina na niego teraz patrzyła. Właściwie czy nie było to normalne, że kocię pozbawione kontroli rodziców nabrało kilku złych nawyków, że podejmowało nierozsądne decyzje? Sam, jako kocię, czułby się paskudnie, gdyby starszy pobratymiec odtrącił go za coś równie błahego.
Uśmiechnął się szczerze. Przez tę chwilę naprawdę uwierzył w to, że wszystko będzie dobrze i że Roche (już nie Schlatt) naprawdę nie zdradzi żadnego z nich.
Księżyce: 50 Płeć: kocur Matka: Złotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon Trwałe urazy: Blizny na szyi, karku i żebrach. Rozerwane lewe ucho.
Wysoki i surowy w budowie. Futro jego po połowie: rude i białe, oczy złote i poważne.
Poważny i chłodny, skupiony na swoich planach.
Zawisza, Blekot
Widząc, że Fairy nie próbował już protestować, że opatrunek na uchu młodzika nie odpada i najwyraźniej utrzyma się jeszcze przez jakiś czas, spojrzał na Opokę i skinął delikatnie głową.
- Dziękuję, że przyszłaś. Od jutra zaczniecie trening. Możecie odejść. Ty, Roche, udaj się do mojego legowiska i zaczekaj aż przyjdę. Jeszcze porozmawiamy.
Poczekał, aż dwójka opuści Ciemnicę, a następnie spojrzał wyczekująco na medyka.
...
Ten jednak nie odzywał się. Rojst zmrużył ślepia, posyłając mu ostatnie spojrzenie i wyszedł za Opoką.
[z/t] dla Rojsta i Fairyego
<center><table class="tabelkaru"><tr><td rowspan="4" class="obrazekru"><img src="https://i.imgur.com/3xUQ6A5.png"></td><td class="tekst3ru">слышите мелодию?</td></tr><tr><td class="tekst2ru">веселись как русский, конец дискуссии
танцуй, как будто у тебя контузия
веселись как русский, диско соблазнение
веселись как будто ты олигарх</td></tr>
<tr><td class="tekst1ru"><i>вставь матрёшку в матрёшку в матрёшку...</i></td></tr>
<tr><td class="tekst4"><span class="tekst4sub">AKTYWNE SESJE (5/6):</span>
NORMALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=465511#465511">POŁĄCZONE BRZOZY</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468726&highlight=#468726">PRAWIE ŻYWE DRZEWO</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?t=10765">KRYPTA WIELU ZNAKÓW</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468767#468767">NA SZCZYCIE KSIĘGI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466050#466050">DYPLOMACJA</a>
SPECJALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=461860#461860">TRENING SPINKI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466777#466777">SPARING (ROCHE)</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466824#466824">POLOWANIE</a></span></td></tr></table></center>
<img src="https://i.imgur.com/fEH7z9m.png" class="tloru">
<style> .tabelkaru {width: 500px; border-collapse: collapse;} .tloru {position: relative; bottom: 235px; margin-bottom: -235px; left: 190px; pointer-events: none;} .obrazekru {width: 165px;} .tekst1ru {height: 5px; padding-top: 8px; font-family: 'JetBrains Mono', monospace; font-size: 11px; color:#4D4D4D;} .tekst2ru {height: 5px; font-family: 'Kelly Slab', cursive; font-size: 16px; color:#929292;} .tekst3ru {height: 5px; line-height: 0.7rem; padding-bottom: 3px;font-family: 'Marck Script', cursive; font-size: 20px; color:#080808;} .tekst4 {vertical-align: bottom; font-family: 'Unica One', cursive; font-size: 11px; color:#080808;} .tekst4sub {font-size: 15px; color:#000000;} .tekst4 a {color:#151515;}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=JetBrains+Mono&family=Kelly+Slab&family=Marck+Script&family=Unica+One&display=swap" rel="stylesheet">
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Sam, można powiedzieć, wyczekiwał słów Fairego. Pragnął w tej chwili usłyszeć cokolwiek co będzie sprzeciwem, co udowodni mu że oriental jest tak paskudny, jak go sobie zaszufladkował. Że sprzeciwi się woli Rojsta i opoki, że stanie się coś. Ale nie stało się nic, absolutnie nic czego chciał. Uśmiechnął się, na co młody uniósł jedynie brew do góry. Zmiana imienia i wierność Pożogi nie oznaczała odpuszczenia żalów. Mieli się nie zagryźć, ale nie miał zamiaru po prostu go polubić. Nie miał powodów do tego. Wpierw się kłócili, teraz miał problem z zakończeniem nowicjatu Ocelota - po co miałby mu tak o ufać? Mieli się rozejść. Roche machnął łbem w porozumieniu, patrzył jeszcze moment na liliową mordę i wyszedł, udając się tam gdzie miał iść. Niedługo po Rochu wyszła i Tundra, więc Przywódca i liliowy mieli moment dla siebie.
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Żałosnym było, że od razu jakiś czas po wizycie u Fairego był zmuszonym iść tu znowu. Nawet nie, bo chciał. Szukał rozwiązań takich, że mu minie samo, że to nie jest nic wielkiego i nie ma się co przejmować. W najgorszym wypadku sam by się leczył, na własną łapę. I robiłby to, gdyby nie fakt że Barwa kazała mu iść się przebadać, a że jej nie chciał sprawiać przykrości, postanowił w końcu naruszyć święty spokój Medyka i zawitać do Wężowej Ciemnicy.
Zacisnął kły na moment przed wejściem. Fairy już się z nim pogodził. Roche respektował tę zgodę, tylko mówił szczerze - nie chce mu wchodzić w drogę. Nie potrzebował kolejnych kłótni i zwad z liliowym orientalem, a znając samego siebie, w końcu by do tego doszło. - Fairy - rzucił w końcu, robiąc parę kulawych kroków do przodu. Tundra powiedziała, że należy się witać z kotami, więc... czemu miałby tego nie robić i w tym wypadku. To miał być swego rodzaju wyraz szacunku, czy inne bzdety. Gdy w końcu dostrzegł go, podszedł bliżej, układając w głowie co mu jest. - Zaraz pójdę.
Zaznaczył z góry. Nie chciał zabierać mu czasu. Chciał załatwić to co załatwić miał i mieć to z głowy, pójść gdzieś gdzie będzie sam i nie zawadzać Pożodze, aż Rojst nie poprosi go o wyjście na jakieś polowanie czy coś. - Od dwóch czy trzech świtów włącznie bolą i swędzą mnie łapy. Jak chodzę jest gorzej. Myślałem, że minie samo i nie będziesz musiał marnować ziół, ale chyba niestety będzie taka potrzeba.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Podkrążone ślepia zwróciły się ku wchodzącemu podrostkowi. Medyk wyglądał na zmęczonego i... właściwie tyle. Ciężko było odgadnąć jego emocje po niemrawym wyrazie pyska i nieobecnym spojrzeniu. Miast podejść do Roche i egzaminować jego stan, wpierw ruszył w kierunku półki z ziołami. Zdążył już-li sięgnąć łapą do urny z pokrzywą, kiedy zamarł w bezruchu i potrząsnął łbem, starając się samego siebie ocucić. Przez chwilę kontemplował, czy pokrzywa naprawdę jest dobrą opcją na taką chorobę, ale przecież nawet nie miał nic innego. Pokrzywa odkażała i goiła rany, prawda? Użycie znanego medykamentu wydawało mu się lepszym pomysłem, niż testowanie na dzieciaku ziół, które prawie na pewno nie zadziałają.
Przysiadł przy bengalu i z przesadną ostrożnością ułożył porcję pokrzywy na zimnej posadzce. Bezceremonialnie, siłą, oderwał przednią łapę Roche od podłoża i przyjrzał się jego spękanym opuszkom. W kilku miejscach ciemna skóra kocura rozstępowała się, ukazując wymęczoną czerwień płytkiej otwartej rany.
- Ahh - mruknął, przechodząc do oczyszczania łapy pacjenta. Przeżuł później przyniesioną pokrzywę i miazgę wtarł w jego opuszki. - Powiedz mi: dlaczego to zrobiłeś?
Po bezsennych nocach z porządkiem rozumowania było mu nie po drodze i gorąco wierzył, że młodzik bez najmniejszego problemu wydedukuje cel jego pytania. W końcu kontekst był świeży i wyjątkowo cuchnący.
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Skrzywił się na ten nagły ruch. Powoli zaczynał się oswajać z dotykiem, ale takie akcje nie podobały się chyba nikomu. Medycy przede wszystkim powinni być delikatni i ostrożni, co nie? Nie skomentował tego jednak, tylko zaciskając zęby, przyglądał się Fairemu. - Co to jest - rzucił zaraz pyskiem wskazując na roślinę. - Kładłeś to jakby miało zaraz się rozlecieć.
Bleh, oczyszczanie. Z tego powodu przede wszystkim nie chciał chyba się bawić w Medycynę. Jakby sam sobie miał te łapy czyścić to pół biedy, ale komuś innemu? Nie ma opcji. To chyba dla nikogo nie było jakieś przyjemne, nikt nie czuł się dobrze z tym kiedy inny kot wylizywał dokładnie łapska komuś praktycznie obcemu. Nie trwało to w każdym razie długo. Już po chwili był koniec, a Roche rzucił krótkie, głośne "dziękuję". A tuż po tym, liliowy zadał pytanie. - Bo nie chciałem przeszkadzać. Mówiłem. Myślałem, że minie samo - odpowiedział niemal automatycznie. Z kontekstu tylko tyle mógł się domyślić.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Młody krzywił się i krępował, co trochę go bawiło, a trochę drażniło. Zwyczajnie oczyszczał jego rany, tak jak oczyściłby je każdy medyk, ale on traktował to jak coś dziwacznego i niezwykle niestosownego.
- To pokrzywa. Już raz ci tłumaczyłem co to za zioło - burknął. - Najbardziej lotnym z piskląt nie jesteś, co?
Przed oczami stanęła mu scena z tamtej nocy, kiedy ranny Rojst przyszedł wraz z Roche do Ciemnicy i domagał się, żeby Fairy wyjaśniał mu detale każdej leczącej czynności, którą podejmował. Jakby mu nie ufał. Zmarszczył gniewnie nos, starając się zdusić narastające emocje.
- Mówię o epizodzie z Tsunami, obszczańcu.