Drobny i smukły, niebieski dymny kocur, trochę podrósł i z pewnością nie przypomina kulki. Pysk i budowę ma typowo Europejską, wzrostu również jest przeciętnego. Prawe oko ma niebieskie, jak matka, a lewe żółte, jak ojciec. Nosek ma różowy nakrapiany trzema ciemno brązowymi plamkami.
Mimo braku pręg, przy odpowiednim świetle, da się zauważyć lekko rozmyte wzory na futrze. Uroku dodaje mu duża ilość białych znaczeń, czynią go nietypowym. Znajdują się one na całym ciele, zaczynając od prawej strony pyszczka, ciągnąc się przez białą brodę i brzuch oraz ciapki na plecach, na końcówce ogona kończąc. Plamy są poszarpane i nieregularne. Również łapki ma pokryte bielą, wyglądają jakby przed chwilą biegał po śniegu. Skarpetki ma nie do pary, prawy przód zaczyna się robić biały, trochę poniżej łokcia, a prawy tył poniżej okolic stawu skokowego, lewy przód i tył chociaż podobnie w oko nadgarstka i stępu, to od tej ostatniej, wychodzi plama pokrywająca połowę długości łapy.
Długie futro ma wiecznie w nieładzie, często da się w nim znaleźć wplątane liście, gałęzie, pióra i wszystko inne co było po drodze.
Chmury gnały po niebie, wiatr nieprzyjemnie rozwiewał futro, momentami zasłaniając mu oczy. Miejsce jak i większość odłogów były dla niego obce. Czuł, że dobrze trafił, że to tutaj odnajdzie duchy, o ile pogłoski były prawdziwe. Szedł powoli, rozglądając się, jakby w każdej chwili coś lub ktoś mógł na niego wyskoczyć. Nagle, kątem oka zauważył cień przypominający czyjąś sylwetkę. Odwrócił się natychmiast, jednak niczego nie zauważył. Poczekał parę uderzeń serca, jednak nie dostrzegł niczego co zwróciło jego uwagę. Kontynuował swoje poszukiwania.
Czy było sens zapuszczać się dalej? Młody Terminator już się zdawał się tracić zmysły, stał i wpatrywał się w ciemność, szukając sylwetki, która rzuciła cień. Nikogo jednak nie było, miał już zwidy? A może jednak ktoś gdzieś patrzył z daleka, ktoś już czyhał. Błyśnięcie czegoś z lewej strony Chabra, czy to oczy patrzyły na niego z ciemności? Nagle wycie psa i głośne warknięcie z jego prawej strony, dobiegające gdzieś z głębi lasu. Czy to możliwe, że zaraz przybiegnie wściekły drapieżnik? Wiatr zawiał mocniej, nie przyniósł jednak żadnych zapachów, powoli jednak formowała się mgła, zalewając już łapy rzecznego gościa na nie swoich terenach.
Drobny i smukły, niebieski dymny kocur, trochę podrósł i z pewnością nie przypomina kulki. Pysk i budowę ma typowo Europejską, wzrostu również jest przeciętnego. Prawe oko ma niebieskie, jak matka, a lewe żółte, jak ojciec. Nosek ma różowy nakrapiany trzema ciemno brązowymi plamkami.
Mimo braku pręg, przy odpowiednim świetle, da się zauważyć lekko rozmyte wzory na futrze. Uroku dodaje mu duża ilość białych znaczeń, czynią go nietypowym. Znajdują się one na całym ciele, zaczynając od prawej strony pyszczka, ciągnąc się przez białą brodę i brzuch oraz ciapki na plecach, na końcówce ogona kończąc. Plamy są poszarpane i nieregularne. Również łapki ma pokryte bielą, wyglądają jakby przed chwilą biegał po śniegu. Skarpetki ma nie do pary, prawy przód zaczyna się robić biały, trochę poniżej łokcia, a prawy tył poniżej okolic stawu skokowego, lewy przód i tył chociaż podobnie w oko nadgarstka i stępu, to od tej ostatniej, wychodzi plama pokrywająca połowę długości łapy.
Długie futro ma wiecznie w nieładzie, często da się w nim znaleźć wplątane liście, gałęzie, pióra i wszystko inne co było po drodze.
Natychmiast odwrócił się w lewo i zawołał — Hej, jest tam ktoś? — Nie był pewien czy bardziej przeraża go możliwość spotkania zagrożenia, czy po prostu szukał towarzystwa, istniała przecież szansa, że to jakiś kot z Klanu Cienia. Nie było mu dane przyjrzeć się sprawie z bliska, bo nagle z głębi lasu usłyszał psi jazgot. Natychmiast podskoczył, najeżył się i wbił swój wzrok w miejsce, z którego jak sądził, pochodził dźwięk. Byli daleko od osiedla, raczej żaden dwunożny, by się tu nie zapuścił. Czyżby jego pierwsza długa wyprawa miała zostać zakończona przed wcześnie z kłów bestii?
Tak się skupił na poszukiwaniu psa, że nie zauważył jak mgła zaczyna pochłaniać jego łapy. Kiedy zdał sobie z tego sprawę delikatnie się uśmiechnął. Być może serce waliło mu ze stresu, jednak mgła była nieodzowną części opowieści o tym miejscu. Może jeśli jego wyprawa nie zakończy się przedwcześnie, to uda mu się podczas niej rozwiązać zagadkę tego miejsca? To byłoby coś.
Wiatr uspokoił się. Można było poczuć przez to w powietrzu zapach… jakby porażki? Czy to było w ogóle możliwe, by żywioł poczuł się przegrany? A mimo to coś w tym stylu wisiało w powietrzu, ciężkiego i smutnego, jakby wiatr żałował. Czego? Że nie udało mu się odpędzić kocura z Kamiennych Pazurów? Mgła zaś bawiła się świetnie, pochłaniając ostatecznie całego Chabra; ograniczając mu widoczność, pozwalając poczuć ciarki na plecach, jak i nadając chłodu. Wszystko dalej, niż na długość lisiego ogona było niezdatne do zobaczenia. Rzeczny Terminator mógł polegać tylko na dotyku i słuchu, a jeśli szedł bardziej w głąb w końcu mógł poczuć jak na coś depcze… coś puchatego. Czyjś ogon? Gorzej. Psi ogon? Do uszu nie dotarł mu jednak żaden pisk, nawet drobny szmer, wszystko było ciche. Jeśli odważył spojrzeć się w dół, może na chwilę nawet dał się oszukać, w końcu kształtem naprawdę przypominało ogon… jednak pod łapą znajdował się tylko i wyłącznie mech.
Drobny i smukły, niebieski dymny kocur, trochę podrósł i z pewnością nie przypomina kulki. Pysk i budowę ma typowo Europejską, wzrostu również jest przeciętnego. Prawe oko ma niebieskie, jak matka, a lewe żółte, jak ojciec. Nosek ma różowy nakrapiany trzema ciemno brązowymi plamkami.
Mimo braku pręg, przy odpowiednim świetle, da się zauważyć lekko rozmyte wzory na futrze. Uroku dodaje mu duża ilość białych znaczeń, czynią go nietypowym. Znajdują się one na całym ciele, zaczynając od prawej strony pyszczka, ciągnąc się przez białą brodę i brzuch oraz ciapki na plecach, na końcówce ogona kończąc. Plamy są poszarpane i nieregularne. Również łapki ma pokryte bielą, wyglądają jakby przed chwilą biegał po śniegu. Skarpetki ma nie do pary, prawy przód zaczyna się robić biały, trochę poniżej łokcia, a prawy tył poniżej okolic stawu skokowego, lewy przód i tył chociaż podobnie w oko nadgarstka i stępu, to od tej ostatniej, wychodzi plama pokrywająca połowę długości łapy.
Długie futro ma wiecznie w nieładzie, często da się w nim znaleźć wplątane liście, gałęzie, pióra i wszystko inne co było po drodze.
Nagły zanik wiatru, tylko mocniej go zaniepokoił. Wiało przez większość czasu, jaki spędził w tym miejscu, czemu nagle było inaczej? Ogólnie nastrój był coraz bardziej przytłaczający, ale nie poddawał się. W przyszłości będzie musiał mierzyć się z większymi wyzwaniami, niż wiatr, zmęczenie i mgła.
Chociaż widział niewiele, dalej szedł do przodu, ostrożniej niż przedtem, ale szedł. Nagle stanął na czymś miękkim, przypominającym w dotyku futro, a w kształcie ogon. Z pewnością nie należał on do żadnego kota. Panika wzięła nad nim górę i zanim się zorientował wbił pazury w podejrzany kształt. Oczekiwał, że usłyszy pisk, jęk lub coś go uderzy. Przedmiot, który zaatakował również wydawał się dość dziwny. Był miękki w środku, jak i zewnątrz, a na łapach nie poczuł krwi. Spojrzał pośpiesznie na dół i znał sobie sprawę, że był to zwyczajny mech.
Dał się głupio zwieść, ale nie poddawał się. Postanowił zaryzykować i zawołać — Halo, jest tu ktoś? — Mgła pochłonęła go całego, zgodnie z przekazami. Nie chciał bezczynnie czekać, dlatego postanowił wywołać rzekome duchy, niż czekać, aż jakiś go zaskoczy.
Młody Terminator wydawał się hardy w swoich postanowieniach, nie próbował uciekać, wręcz przeciwnie piął na przód. Czyżby Wojowniczka krew tak bardzo w nim wrzała, że nie widział kiedy najlepszym momentem było wycofanie się? W momencie, w którym panika pochłonęła biało-niebieską główkę najlepiej byłoby właśnie zawrócić, a mimo to stał w miejscu; nawet wbił pazury w przedziwną rzecz z przerażenia. Hyc. Kotek martwy. Jednak nie tym razem. Kto jednak wiedział co czyhało w mroku? We mgle? Chaber zapytał w przestrzeń, a odpowiedziała mu jedynie głucha cisza. Jakby zamknęło go coś w bańce albo… może kiedyś schował głowę pod wodą? Wszystko wtedy wydawało się głuche, a jeśli było się wystarczająco głęboko to widoczność również była ograniczona - tak było teraz. Czy kocur był przekonany, że każdy jego krok nie wydawał echo? A może coś szło obok niego i to dlatego słyszał ten odgłos?
— Uuusssszeeeeeehhhaaaaay — Zawiał wiatr. A może to jednak te świecące się oczy po prawo, próbowały go właśnie ostrzec? O, jednak zniknęły. Przywidziało mu się?
Drobny i smukły, niebieski dymny kocur, trochę podrósł i z pewnością nie przypomina kulki. Pysk i budowę ma typowo Europejską, wzrostu również jest przeciętnego. Prawe oko ma niebieskie, jak matka, a lewe żółte, jak ojciec. Nosek ma różowy nakrapiany trzema ciemno brązowymi plamkami.
Mimo braku pręg, przy odpowiednim świetle, da się zauważyć lekko rozmyte wzory na futrze. Uroku dodaje mu duża ilość białych znaczeń, czynią go nietypowym. Znajdują się one na całym ciele, zaczynając od prawej strony pyszczka, ciągnąc się przez białą brodę i brzuch oraz ciapki na plecach, na końcówce ogona kończąc. Plamy są poszarpane i nieregularne. Również łapki ma pokryte bielą, wyglądają jakby przed chwilą biegał po śniegu. Skarpetki ma nie do pary, prawy przód zaczyna się robić biały, trochę poniżej łokcia, a prawy tył poniżej okolic stawu skokowego, lewy przód i tył chociaż podobnie w oko nadgarstka i stępu, to od tej ostatniej, wychodzi plama pokrywająca połowę długości łapy.
Długie futro ma wiecznie w nieładzie, często da się w nim znaleźć wplątane liście, gałęzie, pióra i wszystko inne co było po drodze.
Czy był młody? Owszem. Czy był tylko terminatorem? Jak najbardziej. Czy był głupi? Oby nie, choć z pewnością był nierozważny.
Mech na szczęście go nie zabił, jak niedorzecznie by to nie brzmiało. Jednak jego głowa z pewnością zaczynała płatać mu coraz większe figle. Znów zaczął widzieć jakieś oczy w krzakach. Usłyszał też w końcu jakiś dźwięk, prawdopodobnie nie była to odpowiedź na jego pytanie, jednak chciał się przekonać, czy na pewno. — Kim jesteś? Co mówisz?
Wiatr nie odpowiedział, ale wcześniejszy podmuch nie rozwiał też mgły, co tu się tak naprawdę działo? Czy było na to lepsze wytłumaczenie? Oczy płatające figle? Uszy też to robiły? Zmysły mu szalały? A może to on po prostu oszalał? Może tak naprawdę go tutaj nie było? Czy wiedział jak się wrócić? Po prostej linii? A może zrobił lekko krok w prawo i już się zgubił? Był odważny, nie cofał się. Może powinien?
Warknięcie z jego prawej strony. Czy był już martwy? Co to było? Czy to było widmo wilka? Psa? A może oba? Po jego lewej stronie również pojawił się się cień za mgłą, czegoś wyglądającego jak jedno z dwóch stworzeń. Krążyło wokół niego. Czy powinien biec? A może… stać w miejscu? Bez ruchu? Nie dać się dostrzec? Przylgnąć do ziemi? Kłapnięcie szczęk po obu jego stronach. Coraz bliżej. Wilcze pazury obijały się o posadzkę niektórych kamieni, docierając do kolorowych uszu Chabra. Co teraz? Otoczyli go.
Drobny i smukły, niebieski dymny kocur, trochę podrósł i z pewnością nie przypomina kulki. Pysk i budowę ma typowo Europejską, wzrostu również jest przeciętnego. Prawe oko ma niebieskie, jak matka, a lewe żółte, jak ojciec. Nosek ma różowy nakrapiany trzema ciemno brązowymi plamkami.
Mimo braku pręg, przy odpowiednim świetle, da się zauważyć lekko rozmyte wzory na futrze. Uroku dodaje mu duża ilość białych znaczeń, czynią go nietypowym. Znajdują się one na całym ciele, zaczynając od prawej strony pyszczka, ciągnąc się przez białą brodę i brzuch oraz ciapki na plecach, na końcówce ogona kończąc. Plamy są poszarpane i nieregularne. Również łapki ma pokryte bielą, wyglądają jakby przed chwilą biegał po śniegu. Skarpetki ma nie do pary, prawy przód zaczyna się robić biały, trochę poniżej łokcia, a prawy tył poniżej okolic stawu skokowego, lewy przód i tył chociaż podobnie w oko nadgarstka i stępu, to od tej ostatniej, wychodzi plama pokrywająca połowę długości łapy.
Długie futro ma wiecznie w nieładzie, często da się w nim znaleźć wplątane liście, gałęzie, pióra i wszystko inne co było po drodze.
Chociaż zawołał ponownie, to odpowiedziała mu jedynie cisza. Może wcześniejsze odgłosy tylko sobie dopowiedział? Lepiej, aby tak nie było. Jeszcze będzie musiał opowiedzieć o tym wszystkim Poecie. Oj, z pewnością nie był na to gotowy, ani na karę za opuszczenie obozu. Najpierw jednak musiałby wrócić do domu, aby się tym martwić.
Jego przemyślenia przerwało warknięcie. Głos wydawał się być na tyle bliski, że powinien pozostawić ślad po oddechu na jego futrze, jednak to się nie stało.
Usłyszał dźwięk — nasłuchiwał kolejnych dziwnych dźwięków.
Zobaczył cień — wygiął grzbiet i nastroszył futro.
Coś kłapnęło mu przy głowie — serce zaczęło walić jak szalone.
Przed tym jeszcze jakoś się trzymał, ale teraz? Był przekonany, że do domu żywy już nie wróci. Emocje wzięły górę nad rozsądkiem.
Był otoczony, nie miał jak uciec. Nie mając pojęcia co zrobić, położył się na brzuchu i położył łapy na pysku, musiał chronić najdelikatniejsze punkty.
Och, czy gdyby ktoś teraz zobaczył Chabra to by się nad nim zlitował? Może rodzic albo Mistrz? Ktoś bliski? Niestety, tutaj był sam. Chociaż czy samotnością można było nazwać stado wilków, które właśnie go otaczało? Ich warczenie, chapanie szczęk, czy to ślina skapła na podłoże? Chaber nie walczył. Leżał. Żegnał się ze światem.
Świat jednak odpowiedział. Na pewno nie na jego korzyść. Wiatr zerwał się nagle, bez żadnego słowa, rozrzedzając mgłę i odsuwając od młodego terminatora wilki, które najwyraźniej znajdowały swoje miejsce tylko wśród szarej niewiadomej. Księżyc wyjrzał zza chmur, tym razem oświetlając jedno konkretne miejsce, a ciężki i nieprzyjemny wiatr ustał w tym właśnie momencie. Widok jaki dało się zastać był przerażający, bo dlaczego księżyc oświetlał właśnie kota? Chociaż nie byle jakiego… futro miał przezroczyste, łapy wielkie, ciało masywne, a głowy… głowy nie posiadał. Chaber pomimo tego mógł poczuć na sobie wzrok, przeszywający, może nawet bolesny, aż sierść na karku stawała. Niezależnie, czy patrzył czy nie, wiatr znowu zaczął wiać - kazał mu wstać, pchał go, przestał mu pomagać, teraz kazał patrzeć. A kot bez głowy? Zaczął powoli ruszać w stronę kocura, zwiększając swoje tempo z każdym krokiem.