Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Jak sama nazwa wskazuje, rośnie tam wyjątkowo wiele jagód. Nie sprawiają one problemów kotom ze względu na swoją raczej mikroskopijną wielkość, ale zdecydowanie muszą stanowić ciekawy widok. Rosną niedaleko obozu Klanu Cienia, tuż obok Świerczyny. Las nie jest tam zbyt gęsty, więc doskonale widoczne są dziesiątki tysięcy niewielkich krzaczków, które, zależnie od Pory, czasem pokryte są licznymi, malutkimi, granatowymi owocami.
Księżyce: 111 Mistrz: Bobrzy Kieł Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Trwałe urazy: ślady pazurów na prawym barku; obroża z dzwonkiem
Poniżej przeciętnego wzrostu i o zaokrąglonej budowie; ciemnobura, tygrysio pręgowana, z bielą ciągnącą się od pyska przez przednie łapy, brzuch, tylne łapy aż do bioder i zaznaczającą końcówkę ogona. Beżowa plama pokrywająca mordkę, pomarańczowe oczy, opadnięte powieki; futro krótkie, gładkie i zadbane, wąsy opadające lekko w dół.
Nie różni się zbytnio od młodszej siebie; Gronostaj to w dalszym ciągu kotka uprzejma, a także nieco naiwna. Szybko wyrabia sobie opinię o innych kotach i z trudnością przychodzi jej spojrzenie na nich w innym świetle. Mimo łagodnego usposobienia nie jest tak cierpliwa, na jaką się wydaje, i zaskakująco łatwo zaleźć jej za skórę; zazwyczaj jest jednak zbyt pasywna, by otwarcie się komuś postawić i zbyt niepewna, by mówić o swoich uczuciach wprost, nie licząc rzadkich momentów odwagi. Nie radzi sobie ze stresem, który szybko ją przytłacza; z reguły unika konfliktów, a także często zwleka z wykonywaniem swoich obowiązków, szczególnie, jeżeli sprawiają jej trudność.
Od swojego powrotu Gronostaj nie udawała się na patrole zbyt często. Zapewne jedno spojrzenie na nią wystarczało, by domyślić się, dlaczego.
Mimo to właśnie w tym celu pojawiła się w Jagodowym Łanie. Przyczepiony do jej szyi dzwonek przez większość drogi pozostawał cicho, odzywając się tylko raz, gdy przedzierała się przez parę wysokich paproci; wojowniczka już jakiś czas temu wypracowała u siebie rytm marszu, który pozwalał jej poruszać się we względnym milczeniu. Jako pieszczoch nie miała motywacji do uczenia się podobnych sztuczek, ale tutaj, w Klanie Cienia, musiała się jakoś przystosować.
Nie miała odwagi polować sama, oczywiście. Tak samo, jak nie miała odwagi płoszyć zwierzyny każdym nieostrożnym gestem na oczach swojego klanu... ale Dziwnooka i Płonący Las z pewnością by to zrozumieli, prawda? Gdyby tak nie było, medyczka nie zabrałaby jej ze sobą.
Gronostaj zerknęła uważnie na prowadzącą pochód kocicę, po czym obejrzała się za siebie na wojownika, mrugając do niego ciepło. Gdy wreszcie się zatrzymali, skinęła im obu głową i ostrożnym krokiem ruszyła we własnym kierunku; oddaliła się wystarczająco, by każdy miał miejsce dla siebie, ale by nie stracili się z oczu. Odetchnęła głęboko, ostrożnym krokiem ruszając pod wiatr. Żeby tylko nie wrócić z pustymi łapami...
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Po dotarciu na miejsce, Dziwnooka natychmiast skupiła swój węch na znajomym zapachu ziół, jednocześnie rozglądając się w poszukiwaniu ich znajomego wyglądu. Mentalnie przeszła przez listę ziół, na których musiała się tego dnia z pewnością skupić, na razie jednak pragnąc znaleźć cokolwiek na dobry początek. Ruszyła pewnym krokiem, usiłując coś wyczuć, zobaczyć lub uslyszeć, w przypadku pozyskiwania mysiej żółci. Lepiej było korzystać, póki jej wiek jeszcza aż tak bardzo nie uszkodził jej zmysłów. Najpewniej w przyszłości będzie towarzyszyć swoim terminatorkom na poszukiwaniach tylko w ramach pomocy z rozpoznaniem roślin.
Teraz jednak miała zamiar skupić na samotnym (choć nie do końca) zbieraniu medykamentów.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Gronostaj ani też Ciernisty Kwiat nie musiały nawet prosić Płomyka by z nimi poszedł. Gdy otrzymał propozycje wspólnego polowania od razu się zgodził. Lubił towarzystwo kotek i jak na razie to z nimi miał najlepszy kontakt w klanie Cienia. Więc nie widział żadnych przeszkód by z nimi nie pójść. Akurat miał wolną chwilę więc ochoczo podreptał za medyczką, która prowadziła całą ich grupkę.
Gdy tylko Gronostaj się do niego obróciła, kocur uśmiechnął się do niej i posłał oczko. Nastroje dopisywały a to dobrze. Kto wie może jeszcze polowanie będzie owoce?
PO chwili każdy się rozdzielił w wszelakie strony. Płomyk również się oddalił chcąc wyszukać jakąś zwierzynę ale starał się za bardzo nie odlepiać od grupy. Mimo wszystko chciał mieć blisko kocice by w razie czego szybko im pomóc. Nie uważał jednak ani medyczki czy Gronostaj za słabe kocice. Umiały obydwie walczyć i użyć pazurów w razie czego ale tak dla pewności… Wolał się nie oddalać bardzo.
Tak więc Płonący las zaczął węszyć, rozglądać się i nasłuchiwać dookoła. Fajnie by było coś złapać by nie wrócić do klanu z pustymi łapami.
/zapraszamy mg uvu
Mistrz: Pszczeli Jad > Płonący Las > Mknąca Zawierucha Płeć: nonbinary (zapach kocura) Matka: Modliszkowy Zagainik Ojciec: Świergot Partner: problemy i deszcz
Nie dba o siebie. Jego futro to była katastrofa. No w miarę. Nadal jest długie i na ogół nie takie złe, gdyby nie to, że nie jest tak jakoś puchate. Jego włosie opada na dół bez kompletnego szału. Tak smutne jak jego wnętrze. Oczy nadal niby tak kolorowe jak wcześniej, bo żółte i błękitne, ale bez blasku. Małym dzieciom nadal będą zapierać dech w piersiach, bo O MATKO DWA KOLORY, ale na ogół smutne takie te ślepia. Bez siły. Gdy ktoś ma okazję widzieć ich białka to z łatwością zauważy lekką czerwień. Jak duży był tak i jest. Kwadratowy i chudy. Czy to to się komuś spodoba? No nie za bardzo. Jego barki i ogólnie wszystko jest takie kościste i ostre. Uwaga nie pokłóć się. Ale w miarę maskuje to futerko na szczęście. Łapy ma spore i bardzo takie miziu miziu. Przy opuszkach ma gęste kłębki futerka, które czasem potrafią irytować, ale lubi to. Jego ogon jak miotłą był tak jest. Długi i strasznie puchaty. Kocięta mogą się w nim chować do woli, tylko właściciel dostanie zawału. (kp)
Czy problemy się skończyły? Absolutnie nie. Więc co zatem jest inaczej hmm? Pan Promyk nadal jest smutny, nadal nie umie odnaleźć się w społeczeństwie i tyle. Emocjonalne wybuchy się skończyły co prawda i biały terminator jest trochę uspokoił, ale hm. Może trochę bardziej uchyla swoją maskę. Nie potrafił wytrzymać hamując wszystko, więc wypuszcza poszczególne cechy, w konkretnym momencie. Nie potrafi jednak tak jak sobie obiecał otworzyć się do końca. Jedno się nie zmieniło. Jest duchem tak jak zawsze. Smutnym i zmęczonym. Częściej przebywa teraz z kociętami i próbuje się do nich przyzwyczaić. Nie jest aż tak źle, ale nie najlepiej. Martwi się o wszystko. O przyjaciela z Klanu Rzeki, o siostrę, o matkę, o wszystkich mu bliskich w jakimś sensie... Lubi deszcz. Uspokaja go. Wtedy czuje się lepiej. Jakby świat też płakał, też się stresował, też przeżywał...
Jasna Kropla (KC) Żurawinowy Nos (KG) Mysia Łapa (KW) Rybka (KRZ) | Bogatka (S)
Bura kocica wyruszyła pod wiatr poszukując zwierzyny. Poruszała się ostrożnie, zważając na to, że nosi hałasujący przedmiot od dwunogów na swej szyi. Udało jej się znaleźć pierwszy możliwy cel dosyć szybko. Odgłos trzepotu skrzydeł jak i napływający w jej stronę zapach, świadczył tylko o tym, że gdzieś w pobliżu znajduje się ptak. Była to jaskółka. Wylądowała właśnie na ziemi poszukując błotnistej gleby, którą mogłaby użyć do gniazda. Gronostajowy Skok miała szansę ją złapać.
Klanowa medyczka wyruszyła z towarzystwem, lecz nie polowanie było jej celem. Zrozumiałym był fakt, że chciała uzbierać ziół do składzika. Zaczęła rozglądać się za medykamentami, lecz na razie miała okazję tylko by zapolować. Niestety to nie mysz pojawiła się na jej drodze. Wśród krzewów buszował bowiem piszczek o grubszym i mocniejszym ciele. Szczur w pełnej swej okazałości. Jeśli Ciernisty Kwiat tylko chce to może go spróbować złapać.
Bury wojownik także skupił się już na polowaniu. Szedł po woli uważnie wyłapując wszystkie bodźce. Po chwili wędrówki do jego nozdrzy wpadł ostry zapach. Wyraźnie mógł wyczuć krew w powietrzu. Parę długości mysiego ogona przed nim ujrzał ową plamę szkarłatnej cieczy. Była ona dosyć pokaźna. Mógł ujrzeć także, że tworzy ona drogę. Jakieś zranione zwierzę musiało dalej mimo tego iść dalej. Płonący Las mógł także wyczuć zapach drapieżnika towarzyszący krwi. Był on świeży, więc może spróbować znaleźć drapieżce, albo podążyć za ścieżką ku zranionemu zwierzęciu. Kto w końcu wie, czy to nie jeden z tego Klanowiczy nie ucierpiał.
Księżyce: 111 Mistrz: Bobrzy Kieł Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Trwałe urazy: ślady pazurów na prawym barku; obroża z dzwonkiem
Poniżej przeciętnego wzrostu i o zaokrąglonej budowie; ciemnobura, tygrysio pręgowana, z bielą ciągnącą się od pyska przez przednie łapy, brzuch, tylne łapy aż do bioder i zaznaczającą końcówkę ogona. Beżowa plama pokrywająca mordkę, pomarańczowe oczy, opadnięte powieki; futro krótkie, gładkie i zadbane, wąsy opadające lekko w dół.
Nie różni się zbytnio od młodszej siebie; Gronostaj to w dalszym ciągu kotka uprzejma, a także nieco naiwna. Szybko wyrabia sobie opinię o innych kotach i z trudnością przychodzi jej spojrzenie na nich w innym świetle. Mimo łagodnego usposobienia nie jest tak cierpliwa, na jaką się wydaje, i zaskakująco łatwo zaleźć jej za skórę; zazwyczaj jest jednak zbyt pasywna, by otwarcie się komuś postawić i zbyt niepewna, by mówić o swoich uczuciach wprost, nie licząc rzadkich momentów odwagi. Nie radzi sobie ze stresem, który szybko ją przytłacza; z reguły unika konfliktów, a także często zwleka z wykonywaniem swoich obowiązków, szczególnie, jeżeli sprawiają jej trudność.
Wojowniczka delikatnie wciągnęła powietrze i zamarła, gdy drobny kształt pojawił się na jej drodze. Jaskółka! Na gwiezdnych, czy to zawsze musiały być ptaki?
Miała z nimi niezwykle zawiłą historię, ale nie było czasu na to, by ją rozpamiętywać. Zamiast tego Gronostaj ostrożnie pochyliła głowę - starając się zrobić to na tyle ostrożnie, by przyczepiony do jej szyi dzwonek nie miał szansy się odezwać - a następnie całe ciało, przenosząc jego ciężar na tylne łapy. Ruszyła przed siebie, powoli, ostrożnie, kryjąc się pomiędzy porastającymi Jagodowy Łan krzewami i patrząc pod łapy, by nie zdradzić swojej pozycji byle nadepnięciem na gałązkę.
Upewniła się jeszcze raz, że wiatr wieje w jej stronę i że nie zahaczy o żadną część podszycia, po czym podpełzła bliżej. Jeśli udało jej się dotrzeć wystarczająco blisko, spięła mięśnie i wyskoczyła w stronę ptaka, by chwycić go w łapy i pozbawić życia ugryzieniem w kark.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Dziwnooka dość szybko zauważyła pewnego piszczka i równie szybko zrozumiała, że nie jest to ten, z którego wydobywała żółć. W pierwszej chwili chciała odwrócić się i odejść, ale zmieniła zdanie. Przyprowadziła do klanu Blekot, która jeszcze polować nie umiała, więc uznała, że złapanie czegoś w jej imieniu to nic złego, jeżeli natrafiła się okazja.
Przykucnęła więc lekko na łapach, przerzucając ciężar ciała na tylne kończyny. Upewniła się, że idzie pod wiatr, jej ogon i łeb zaś były we w miarę równej linii z grzbietem. Uważając na to, co ma na swojej drodze, powoli i ostrożnie ruszyła w stronę szczura, a gdy uznała, iż jest wystarczająco blisko... wybiła się z tylnych łap z zamiarem przygniecenia piszczka do ziemi i szybkiego złapania mu karku szczękami. Czy jej się uda? To się miało okazać.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Szukając tak jakiegokolwiek tropu kocur w pewnym momencie natknął się na coś. Niestety ale gdy tylko poczuł krew, jego sierść się zjeżyła. Był to bardzo wyrazisty, świeży zapach. Szybko też natrafił na ślady krwi. Było to dość niepokojące zwłaszcza, że wyczuł coś jeszcze. Dokładnie to drapieżnika. Był tutaj w okolicy. Nie mógł jednak dokładnie wyczuć z kim ma teraz do czynienia.
Nabrał powietrza do płuc a następnie wypuścił przez nos. No cóż... Z tym musiał się zmagać wojownik. Pierwszy raz coś takiego go spotyka. Może dlatego, że często unikał takich rzeczy? Nie mógł jednak teraz się wycofać. Możliwe, że ktoś potrzebował teraz pomocy. Musiał się teraz zachować jak wojownik. Niedaleko siebie miał Cierń i Gronostaj. Musiał ich powiadomić o niebezpieczeństwie jeżeli dowie się najpierw czegoś więcej.
Zauważył, że jego serce trochę przyśpiesza ale starał się być spokojny.
Szybko ruszył w stronę krwi i zapachu. Przeszedł do pozycji łowieckiej. Ugiął swoje łapy, wyrównał głowę z tułowiem i ogonem i podciągnął brzuch by nie dotykał Ziemi. Zaczął się cicho skradać, uważając by nie zrobić żadnego chałasu. Starał się omijać przeszkód i ukrywać swoją osobę za różnymi krzewami, drzewami. Wiatr wiał mu na pysk i cały czas zwracał na to uwagę. Musi najpierw zbadać sytuację. Chciał zostać niezauważonym przez drapieżnika. Potrzebował najpierw ocenić sytuację by móc potem podjąć dalsze środki.
Kocica przede wszystkim schudła. Jest absolutnie przeciętnej sylwetki na ten moment. Jej łapy nadal są masywne i dosyć umięśnione. Ogon kocicy nie urósł od jej terminatorskiego życia i nie stał się nagle długi. Nadal jest dosyć krótki, lecz nikt jej go nie odgryzł, więc jego długość jest dosyć rozsądna. Głowę ma okrągłą i pełną. Tak samo miłą dla oka jak wiele księżycy temu. Pysk za to ma dosyć drobny z różowym noskiem niczym guzikiem. Oczy są w głębokiej i ciepłej barwie zieleni, które przybierają jeszcze cieplejszy ton dzięki charakterowi kocicy. Uszy stojące zawsze do góry są raczej niewielkie. Jej futro nie odstaje już jak w przeszłości. Dalej gęste i krótkie, zawsze przylega do ciała ułożone. Może czasem w niektórych miejscach gdzie nie domyje się Kropelka lekko odstaje. Barwę dalej ma niebieską rozjaśnioną na lekko kremowy odcień na brzuchu, szyi, łapach ogonie i pysku oraz przeplataną tygrysimi pręgami a jakże niebieskimi. Na dolnej wardze posiada bliznę.
Jasna Kropla jest niczym oaza spokoju. Zawsze spokojna, pogodna. Po obozie chodzi zawsze z wysoko uniesionym ogonem i pogodnym uśmiechem. Podczas rozmów zachowuje opanowany ton głosu. Samo wymienianie zdań z innymi jest czymś co bardzo lubi. Nie przepada za byciem samemu. Bez przyjaciół czułaby się bardzo szybko samotna i przybita. Jej życiowym mottem jest nie martwić się. Kropelka słynie z szybkim radzeniem sobie z przykrymi wydarzeniami w jej życiu. Owszem na początku będzie mieć parę nieprzespanych nosy, ale nie wiele księżycy później wraca do normalności. Klan Cienia jest dla niej ważny, wypełnia swoje obowiązki jak najbardziej przykładnie. Uwielbia polować, co często widać po tym, że w tym celu potrafi w ciągu dnia wyjść parę razy. Nie przesadza już z tym jednak, bo kiedyś była niemożliwą pracoholiczką. Nie jest za bardzo ambitna, nie marzy jej się być podziwianą czy posiadać wysoką rangę. Od młodych lat uwielbiała być w cieniu i nie wystawać z szeregu. Jej największym marzeniem od księżycy terminatroskich jest po prostu założyć kochającą się rodzinę. Tyle jej do życia potrzeba. Bliscy, których może kochać.
Kocica bardzo uważnie zaczęła skradać się do ptaka. Istotne było to jak się będzie poruszać i zdawała sobie z tego sprawę. Widać było, że wie jak polować z dzwonkiem zawieszonym na swej szyi. Wszystko szło pomyślnie, tym razem to nie winą Gronostaj było to, że jaskółka ją zauważyła. Ukryta wśród krzewów bura wojowniczka w pewnym momencie mogła poczuć nagłą zmianę kierunku wiatru na swej skórze. W momencie, gdy kocica skoczyła w jego stronę, ten wyleciał jej z łap chcąc jak najszybciej uciec. Opadł zaraz obok i już rozchylał swe skrzydła by odlecieć. Gronostajowy Skok może jeszcze jednak zdąży go złapać!
Biała medyczka postanowiła nie zmarnować okazji na upolowanie czegoś na stos zwierzyny. Zaczęła się skradać uważnie ku szczurowi. Wyskoczyła w jego stronę, lecz nie trafiła niestety tak dokładnie jak by tego było trzeba. Był to zwykły pech. Piszczek rzucił się ku ucieczce, lecz starsza kocica może go jeszcze gonić.
Niepewny Płonący Las postanowił, że nie zlekceważy tropu, który właśnie znalazł. Wiadomo wystraszył się widoku krwi i myśli co mogło się tutaj wydarzyć. Trzeba było być gotowym na wszystko czyż nie? Na razie jednak należało się skupić na tropie. Bury kocur poszedł drogą usłaną drobnymi plamami i pełną zapachu drapieżnika. Szybko jednak szczarłatna ścieżka znikła, a syn Trzcinowej Sadzawki mógł zauważyć, że zapach drapieżnika słabnie. No coś mu nie wyszło. Zboczył z tropu.
Księżyce: 111 Mistrz: Bobrzy Kieł Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Trwałe urazy: ślady pazurów na prawym barku; obroża z dzwonkiem
Poniżej przeciętnego wzrostu i o zaokrąglonej budowie; ciemnobura, tygrysio pręgowana, z bielą ciągnącą się od pyska przez przednie łapy, brzuch, tylne łapy aż do bioder i zaznaczającą końcówkę ogona. Beżowa plama pokrywająca mordkę, pomarańczowe oczy, opadnięte powieki; futro krótkie, gładkie i zadbane, wąsy opadające lekko w dół.
Nie różni się zbytnio od młodszej siebie; Gronostaj to w dalszym ciągu kotka uprzejma, a także nieco naiwna. Szybko wyrabia sobie opinię o innych kotach i z trudnością przychodzi jej spojrzenie na nich w innym świetle. Mimo łagodnego usposobienia nie jest tak cierpliwa, na jaką się wydaje, i zaskakująco łatwo zaleźć jej za skórę; zazwyczaj jest jednak zbyt pasywna, by otwarcie się komuś postawić i zbyt niepewna, by mówić o swoich uczuciach wprost, nie licząc rzadkich momentów odwagi. Nie radzi sobie ze stresem, który szybko ją przytłacza; z reguły unika konfliktów, a także często zwleka z wykonywaniem swoich obowiązków, szczególnie, jeżeli sprawiają jej trudność.
Już, już była gotowa kląć na całą ptasią rasę, już była pewna, że jaskółka wydostanie się z jej łap bez chociażby zmierzwionego piórka... ale gdy Gronostaj z głośnym dzwonieniem opadła na ziemię, jej przeciwnik wylądował zaledwie długość ogona obok. Wojowniczka gwałtownie wciągnęła powietrze i bez chwili zastanowienia odbiła się w jego stronę, by uwięzić go w wysuniętych pazurach i pospiesznie pozbawić życia.
O ile tym razem Gwiezdni nie spłatają jej kolejnego figla, oczywiście.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Chyba każdy by się obawiał widząc tyle krwi. Inni pewnie by zemdleli czy uciekli. Natomiast Płomyk postanowił dokładnie sprawdzić co tutaj się działo.
Niestety ale krwista ścieżka się skończyła a zapach drapieżnika się osłabił. Skrzywił się. Nie chciał żeby mu uciekł. Dlatego szybko zaczął węszyć i nasłuchiwać dalej. Gdy poczuł odrobinę mocniejszy zapach, ruszył w tamtą stronę. Musiał go znaleźć i zbadać sytuację. Możliwe, że to jakiś pies czy coś gorszego. Poza tym nadal nie wiedział co tu robił i czemu było tyle krwi.
Poszedł pod wiatr i szukał dalej. Ostrożnie chodził, patrząc na swoje łapy by nie zrobić hałasu. Był w pełni skupiony i zwracał uwagę na każdy szelest czy poruszenie w trawie.
Mistrz: Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Trwałe urazy: cztery podłużne rysy po pazurach na lewym barku
Córka Żołędziowej Cętki zawsze była przeciętnego wzrostu. To nie zmieniło się z wiekiem. Jedynie jedna rzecz uległa uaktualnieniu. Z małej niewyróżniającej się kuli futra wyrosła bardzo urodziwa kocica. Jej ciało jest wyjątkowo smukłe, niesione na chudych nogach zakończonych małymi łapami. Całość pokryta jest krótkim, przylegającym do ciała futrem, o ciekawym umaszczeniu. Niemalże cała kotka ma rudy intensywny kolor przecinany przez ciemniejsze pręgi układające się w cętki po bokach. Na tym jednak się nie kończy bo niczym mgiełką w paru miejscach znajduje się czerń. Między innymi u nasadzie, końcówce ogona jak i lewym ramieniu oraz na prawej tylnej łapie. Najbardziej mocna czerń znajduje się na jej nosie idąc ku górze tworząc wzór niczym bujnego drzewa na czole kociaka. Jej niegdyś niewybarwione oczy z kolei są teraz niczym dwa ognie, soczysty i wyrazisty pomarańcz błyszczy na jej smukłym pysku. To wszystko zakończone jest małym brzoskwiniowym nosem z plamami czerni.
Rybka to jeszcze młodą istotą która przede wszystkim jest wybita z rytmu Klanowego życia. Czuje się dosyć zagubiona po długich księżycach w lecznicy. Odziedziczyła wręcz po matce swą umiejętność do bycia fajtłapą. Czasem zdarza się jej na coś lub nawet kogoś wpaść w swych powolnych ruchach jak i częstym zamyśleniu. Nie jest też jakoś wesołą i energiczną kocicą. Szylkretka to bardziej skryta w sobie i wstydliwa kotka. Obawia się wyrażania swoich opinii czy tego, że powie coś nie tak. Ma bardzo zawiłą wyobraźnię i zdecydowanie za dużo myśli. To wszystko łączy się z praktycznym brakiem humoru u Rybki. Wszystko bierze całkowicie dosłownie, a ona sama nie potrafi do niczego podchodzić z dystansem. Stąd też często bardzo się stresuje gdy weźmie coś na opak. Ma w sobie jednak ambitną duszę. Widzi w sobie te wszystkie wady i chciałaby siebie zmienić. Przede wszystkim bierze przykład ze starszych Klanowiczy i jest bardzo ambitna. Trening widzi jako coś co rozwinie ją i przystosuje do tego jakim być. Bardzo zależy jej na zdobywaniu wiedzy i zostaniu wojowniczką.
Dzwonek zadzwonił głośno, gdy bura kocica w natychmiastowym tempie ruszyła w stronę ptaka. Na szczęście udało jej się zebrać w sobie tyle prędkości, by dorwać jaskółkę w swe łapy. Pazury wojowniczki wbiły się w ciało bezbronnego ptaka. Chwilę później już w zwierzęciu nie było życia. Mimo problemów, Gronostajowemu Skokowi udało się upolować jaskółkę.
Bury kocur mimo, że zszedł z tropu i czuł drapieżnika coraz słabiej, postanowił dalej węszyć. Ruszył w stronę, z której wydawało mu się, że czuje silniejszą woń. Niestety zmysły Płonącego Lasu były błędne i wyprowadziły go jeszcze dalej od celu. W rezultacie kocur stracił trop kompletnie. Szkoda, bo mogło być ciekawie. Teraz nawet jeśli by chciał wywęszenie tego zapachu może być jeszcze trudniejsze niż wcześniej.
x | ·•● ☀ ●•· |thesky'd befallingand I'd holdyoutight and therewouldn'tbe a reasonwhy wewouldevenhave to saygoodbye |ifthe worldwas ending you'dcome over,right? |★right?★ |ifthe worldwasending you'dcome over,right? |r i g h t ?
✦
Księżyce: 111 Mistrz: Bobrzy Kieł Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Trwałe urazy: ślady pazurów na prawym barku; obroża z dzwonkiem
Poniżej przeciętnego wzrostu i o zaokrąglonej budowie; ciemnobura, tygrysio pręgowana, z bielą ciągnącą się od pyska przez przednie łapy, brzuch, tylne łapy aż do bioder i zaznaczającą końcówkę ogona. Beżowa plama pokrywająca mordkę, pomarańczowe oczy, opadnięte powieki; futro krótkie, gładkie i zadbane, wąsy opadające lekko w dół.
Nie różni się zbytnio od młodszej siebie; Gronostaj to w dalszym ciągu kotka uprzejma, a także nieco naiwna. Szybko wyrabia sobie opinię o innych kotach i z trudnością przychodzi jej spojrzenie na nich w innym świetle. Mimo łagodnego usposobienia nie jest tak cierpliwa, na jaką się wydaje, i zaskakująco łatwo zaleźć jej za skórę; zazwyczaj jest jednak zbyt pasywna, by otwarcie się komuś postawić i zbyt niepewna, by mówić o swoich uczuciach wprost, nie licząc rzadkich momentów odwagi. Nie radzi sobie ze stresem, który szybko ją przytłacza; z reguły unika konfliktów, a także często zwleka z wykonywaniem swoich obowiązków, szczególnie, jeżeli sprawiają jej trudność.
Nie zastanawiała się nad tym, co właściwie robi - w jednej chwili czuła na języku gorzką żółć porażki, w drugiej zesłano jej z niebios kolejną szansę, w trzeciej opadała na ziemię z łapami pełnymi martwej jaskółki. Bura wylądowała niezgrabnie, po części na łapach, po części na chwyconym ptaku. Dopiero po odzyskaniu oddechu zrozumiała, co zaszło; zdobycz leżała przygnieciona pod jej łapami, jak najbardziej złapana i jak najbardziej martwa. Udało się. Gronostajowy Skok jeden, ptaki - zero!
Wojowniczka pozwoliła sobie na chwilę bezczynności, promieniejąc w blasku chwały, by w końcu pospiesznie rozgarnąć wilgotną ziemię pazurami i zakopać tam jaskółkę. Ruszyła pod wiatr, zachęcona pierwszym sukcesem. Nawet nie przeszło jej przez myśl, by obejrzeć się przy tym na swoich towarzyszy. A raczej jedynie na Płonący Las - po starą medyczkę w międzyczasie upomniał się cienisty patrol.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Albo Płomyk miał dzisiaj porządnego pecha albo zagrożenie szybko uciekło tak jak szybko się pojawiło. Zapach drapieżnika był coraz słabszy i kocur miał problem z odszukaniem go. Skrzywił się i przez chwilę stał w bezruchu. Co to mogło być? Tyle krwi zostawił po sobie.
Chwilę jeszcze tak krążył i szukał ale po chwili zrezygnował. Stracił już w pełni jakikolwiek trop. Trudno się mówi. Może to i lepiej. Tak czy siak będzie musiał to zgłosić przywódcy. Widok takiej dużej ilości krwi był niepokojący. Szkoda, że nie udało mu się go złapać. Jednyna dobra wiadomości była taka, że uciekł gdzieś sobie. Teraz mu się udało ale kiedyś ktoś go dopadnie.
Tak więc Płonący Las ruszył dalej w poszukiwaniu jakiegoś innego, pewniejszego tropu. Może tym razem wytropi coś mniej... Niepokojącego.
Szedł pod wiatr i wytężył wszystkie swoje zmysły. Szedł cicho i uważnie by nie wystraszyć potencjalnej zwierzyny.
Mistrz: Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Trwałe urazy: cztery podłużne rysy po pazurach na lewym barku
Córka Żołędziowej Cętki zawsze była przeciętnego wzrostu. To nie zmieniło się z wiekiem. Jedynie jedna rzecz uległa uaktualnieniu. Z małej niewyróżniającej się kuli futra wyrosła bardzo urodziwa kocica. Jej ciało jest wyjątkowo smukłe, niesione na chudych nogach zakończonych małymi łapami. Całość pokryta jest krótkim, przylegającym do ciała futrem, o ciekawym umaszczeniu. Niemalże cała kotka ma rudy intensywny kolor przecinany przez ciemniejsze pręgi układające się w cętki po bokach. Na tym jednak się nie kończy bo niczym mgiełką w paru miejscach znajduje się czerń. Między innymi u nasadzie, końcówce ogona jak i lewym ramieniu oraz na prawej tylnej łapie. Najbardziej mocna czerń znajduje się na jej nosie idąc ku górze tworząc wzór niczym bujnego drzewa na czole kociaka. Jej niegdyś niewybarwione oczy z kolei są teraz niczym dwa ognie, soczysty i wyrazisty pomarańcz błyszczy na jej smukłym pysku. To wszystko zakończone jest małym brzoskwiniowym nosem z plamami czerni.
Rybka to jeszcze młodą istotą która przede wszystkim jest wybita z rytmu Klanowego życia. Czuje się dosyć zagubiona po długich księżycach w lecznicy. Odziedziczyła wręcz po matce swą umiejętność do bycia fajtłapą. Czasem zdarza się jej na coś lub nawet kogoś wpaść w swych powolnych ruchach jak i częstym zamyśleniu. Nie jest też jakoś wesołą i energiczną kocicą. Szylkretka to bardziej skryta w sobie i wstydliwa kotka. Obawia się wyrażania swoich opinii czy tego, że powie coś nie tak. Ma bardzo zawiłą wyobraźnię i zdecydowanie za dużo myśli. To wszystko łączy się z praktycznym brakiem humoru u Rybki. Wszystko bierze całkowicie dosłownie, a ona sama nie potrafi do niczego podchodzić z dystansem. Stąd też często bardzo się stresuje gdy weźmie coś na opak. Ma w sobie jednak ambitną duszę. Widzi w sobie te wszystkie wady i chciałaby siebie zmienić. Przede wszystkim bierze przykład ze starszych Klanowiczy i jest bardzo ambitna. Trening widzi jako coś co rozwinie ją i przystosuje do tego jakim być. Bardzo zależy jej na zdobywaniu wiedzy i zostaniu wojowniczką.
Upolowanie ptaka po nie małych kąplikacjach zdecydowanie było sukcesem. Nic dziwnego w końcu, że Gronostaj była zadowolona. Ruszyła dalej licząc na coś więcej ale na ten moment nie było jej dane czegoś spotkać. Musi szukać dalej.
Płonący Las niestety nie dopiął do swego. Zaczął za to szukać czegoś innego. To niestety na ten moment też mu nie wychodziło. Nie był w stanie wyczuć żadnej zwierzyny w powietrzu. Bury ma po prostu pechowy dzień.
x | ·•● ☀ ●•· |thesky'd befallingand I'd holdyoutight and therewouldn'tbe a reasonwhy wewouldevenhave to saygoodbye |ifthe worldwas ending you'dcome over,right? |★right?★ |ifthe worldwasending you'dcome over,right? |r i g h t ?
✦