Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
-Niektórzy ludzie są kanapowcami. Szczerze? Lubie tą nazwe. Niektórzy nie są przyzwyczajeni do robienia skoków w dal, czy podnoszenia kilosów równych swojej wadze, a kanapa jest przyjemna. -
Beżowe kocie Feliny doszło do wniosku, jakiegoś, względem nazewnictwa. -Pieszczoch to bardziej, jak ktoś cie rozpieszcza...? A wiadomo, często z ludźmi tak nie jest. - Wzruszyła krótkopyska barkami na własne dociekania.
-Znam słówka i inne zagadnienia, ale czy bym umiał popływać, uhhhh....Nie wiem? Wątpie? Nie próbowałem, a teraz futro moczyć, to jak prosić się o gorączkę. -
No i nakrapiana kocica doszła do wniosku, że czy musi pływać? Nawet wanna nie była tak głęboka w domu, by się utopić, a rzeki przeważnie były tak czy siak brudne - nie warte wejścia.
Następne słowa szylkretowej pani tylko potwierdziły teze Brzózki, a sama krótkoogoniasta istota przekręciła łbem.
-A wiesz co to szkło? - Miauknęła, chcąc wybadać teren. Nie było bowiem sensu gadać 'szklane pudełko', skoro rozmówca mógł nie wiedzieć co to szkło, co to pudełko...
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
- Ale też niektórzy są bardziej energiczni i nazywanie ich kanapowcami byłoby hmm, dziwne. Chociaż równie dobrze dziwne jest nazywanie pieszczoszkiem. Widzisz, jak to jest - kotka westchnęła cicho. Jej to na przykład nie rozpieszczali jak żyła u dwunożnych, więc beżowa miała totalnie racje. Więc może kanapowcy byłoby lepsze... Uczyłoby jednego z wynalazków dwunożnych, o!
- A tam, spodoba ci się! Jak nastaną znów ciepłe dni, to może się spotkamy i popływamy sobie w rzece. Może bym też nauczyła cię łowić, hmmm? Rybki są o niebo lepsze niż jakieś tam mysie bobki dwunożnych - zaproponowała, a ciepłe dni powinny jakoś niedługo nastać... Chociaż jeszcze trochę potrwa, zanim rzeka zrobi się na tyle ciepła, by się miło w niej pływało...
Na pytanie Jarzębiny jedynie przekrzywiła głowę. Szkło... Hmmm tego słówka niestety nie znała. Okno wiedziała, ale akurat pieszczoszek zapytał o szkło, lipa. - Niee?
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
-Nom. Racja jakaś w tym wszystkim jest. - Wzruszył beżowy klocek barkami i uśmiechnął się pod nosem, zerkając na kotke z gałęzi. -"Pieszczoch." My ass. - Parsknęła pod noskiem, szybko, kładąc się na pleckach.
Nie przykładało większej uwagi na to, co w sumie to słowo miało znaczyć - znaczyło....Ją? Brzózkę? Nie. Koty domowe. Ale wrzucanie do jednego wora? Oj, bo jeszcze się urazi. Brzózka to materiał delikatny, który wiedział, że ma leżeć i ładnie pachnieć.
Następne słowa szylkretki zwróciły jej uwagę.
-To wcale nie mysie bobki! Prosze mi nie obrzydzać obiadu. Chyba trafiłaś na biedaków, skoro tak o jedzonku myślisz! Zapiekanki, saszetki, suszonki w typie jerky, gravy z kurczakiem, cielęcinka, lobsterki...Nie wspominając o suplementach, które nie psują tekstury! Oh, lub o przekąska-! - Brzózka zaprotestowała, szczerze zdziwiona takim opisem. Położyła brzózka grube łapki na nosku i wzięła głęboki wdech. Uderzyła kikutem w drewno.
-Dobra, uciekam myślami. UCIEKAM. Dobra - wracam. Wracam, wracam. - No, temat jedzenia bliski był jej sercu!
-Bardzo chętnie z tobą połowie ryby - Nigdy nie miałem kogoś do łowienia. -
Nie warto było wspominać tu pewnie o wędkach, czyż nie?
No i słowo, którego Brzózka sie obawiała.
-No dobra, uhm, uhhhhhh ......Jakby ci to powiedzieć, byś zrozumiała....Aha! Dobra - ludzie trzymają ryby, takie kolorowe, ładne, nie byle karasie i okonie w - w takich....- - No i musiała wziąć wdech beżowa kulka.
-W takich ....Spersonalizowanych pseudo-jeziorkach w domu. -
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
- Majas? Co? - kolorowa przekrzywiła lekko głowę. Z taką obelgą to się chyba nie spotkała!! Znaczy, prawdopodobnie obelgą, bo tylko tyle mogła wywnioskować z parsknięcia, które wyszło z mordki Jarzębiny. Jeśli to rzeczywiście jakaś obelga, to ją zapamięta i chętnie poszpanuje przed młodymi, jaka to światowa jest, hehe.
O Gwieezdni, kto by się spodziewał, że nazwanie karmy mysimi bobkami wywoła aż taką reakcję!! Ale hm. Czy to znaczyło, że dwunożni jej rzeczywiście lubili? Bo głównie co jadła wtedy to mysie bobki. No może nie licząc czasem kawałka mięsa które im spadnie, podczas gdy przyrządzali posiłek. Ale to już tak na farcie. - Oo, to nie wiedziałam, że aż tyle typów jedzenia u dwunożnych jest! - zaśmiała się cicho. W prawdzie nie znała no... Większości z tych słów. Jak nie wszystkich, ale skoro brzmiały tak fikuśnie, to musiało znaczyć że były dobre!!
- No i elegancko! Spodoba ci się. W takim razie jak się zrobi cieplej to przyjdź na granicę i poproś patrol to mnie zawołają. Nauczę cię wszystkiego o łowieniu!! Będziesz mogła przynieść dwunożnym TAKĄ brzanę! - a mówiąc to rozstawiła łapy najszerzej jak mogła. No niestety nie miała prawie metrowego rozstawu, alee niech będzie, że wystarczająco blisko.
- O! Coś jak to miejsce, gdzie wkładają brudne rzeczy po jedzeniu i robią że są czyste? - w sensie zlew oczywiście, ale to kolejne ze słówek których no, się nie zdążyła nauczyć. Ale trzymanie rybek... Oj Płotka by chciała tak. Zrobić sobie małe jeziorko w obozie i obserwować swoje ładne kolorowe rybki, mmm...
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
-Takie od dwunogów powiedzonko, od kumpla ze stanów też.Ma na celu charakter arogancki, bo taki już ze mnie kot. Chyba. Matka mówi, że jestem arogantem. - przewróciła Brzózka oczami, jakby była to sprawa codzienna.
W sumie, w jej świecie była. Dla klanów to pewnie za dużo do przemyślenia, a jak ktoś obsesyjnie myśli, myśli i rozmyśla? Jeszcze więcej myśli. Aż głowa może rozboleć!
Czasami ją bolała głowa, a wcale nie myślała tak dużo! No, chyba.
-No, jest! A jeszcze wymyślają. Ja tam nie lubie wchodzić jednak na nieznane wody, bo niektóre rzeczy to jednak zapychacze. Ale od czasu do czasu nie zaszkodzi. -
Uśmiechnęła się.
Nosz! Znów zeszła z tematu na bok i do jedzenia! Echhhh, nigdy nie pobije tych stereotypów....
Teraz to moment Brzózki do zdziwienia.
-Brzanę? Czaje, że to ryba, ale u mnie słyszy się prędzej o tych, yyy szczupakach. - Zaśmiała się pod nosem.
Jednak co jeszcze beżową kluske zdziwiło, to..
-Czekaj, skąd będe mieć pewność, że nie skopią mi pupy, ten patrol? Mam powiedzieć twoje imię? - bloody mary, huh?
-Nie to....Akurat zmywarka. Tam nie włożysz ryby, bo - umrze. No. -
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Stanów?? W sensie pogody, umysłu, tak? Dziwna nazwa jak na gang, no ale okej. A skoro to powiedzonko to dobra! Chętnie poszpanuje nim przed młodymi. - A tam nie wydajesz się arogancki. Rodzice czasem tak mają, że głupoty gadają - przyznała, choć hm, mówiła to bardziej z obserwacji otoczenia niż z doświadczenia. Jej mama była najukochańsza mamą na świecie, którą kolorowa na nikogo innego by nie wymieniła. Nigdy by nie powiedziała swojemu dziecku, że jest aroganckie!
Zaśmiała się cicho widząc jak uśmiech pieszczocha zmienia się w irytacje. Noo, się rozgadały o żarciu!! Znaczy głównie Brzózka, bo kolorowa mało co wiedziała o yy, zapychaczach nawet. Ale o rybach to mogła się rozgadać! - Szczupaki też tu są!! Raz mój przyjaciel jednego złapał i to na PIERWSZYCH rybkach. Nie był to jakiś wielki okaz, ale jednak szczupak - ahh Paprotka... Oj wojowniczka tęskniła za nim, nawet jeśli ostatecznie został opętany przez Bezgwiezdnych... Na tych rybkach jeszcze napotkała zwłoki gromiaczki, ale tym to się średnio chwalić.
- Noo jak nie przekroczysz granicy, to na pewno nie skopią!! A jak już to co najwyżej tupną nóżką i cię przegonią, w klanie raczej nie ma kotów, które by się na ciebie rzuciły... Raczej. Powiedz, że chcesz by zawołali Płotkowy Potok i zjawie się raz-dwa! - dodała radośnie. Za te parę księżyców gdy będzie ciężej chodzić to może te raz-dwa nie będzie... raz-dwa, ale ważne, że przyjdzie.
Na wzmiankę o zmywarce rzuciła krótkie ooo. W sumie racja, w tak brudnej i ciepłej wodzie ryby raczej nie przeżyją... No ale zapamięta słówko, kolejne do jej słownika!
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
-Nooo. Trochę się można nasłuchać przez 2 lata? Pod jednym dachem. - Brzózka przewróciła oczyma, nawet nie chcąc zaczynać tematu ich własnej matki. Kochało ją, lecz nie było pewne, czy koty powinny być tyle czasu razem. A pomyśleć, że niektóre dożywały 15-nastu lat.....
Chyba prędzej będzie musiała sie wyprowadzić, bo oszaleje. Ale z drugiej strony, w tej ekonomii???
-A, czyli dobrze kojarze z nazwy. Kiedyś nazwałem sosne sosem... Głodny byłem. - zaśmiała się z lekka pod nosem, choć zapominanie nazw miała w genach. -Jadłaś kiedyś jajka? - Zadało pytanie trochę z pupy, ale nadal ważne!
Kikut zadrżał.
-Dobra, uwierze ci na słowo bo ładnie ci z oczu patrzy. -
(WYGASZONE)
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
Sol się kręcił spokojnie po okolicy, rozważając swoje szanse. W końcu jednak... po prostu postanowił, że odpocznie. Ile też można chodzić po okolicy w kółko, rozmyślając nad tym, czy wrócić do Klanu, czy nie. W ogóle czy zostanie przyjęty, ha!
Widział niedaleko siebie norę. Śmierdziała kotami, już dawno straciła zapach drapieżnika, od którego nosiła nazwę.
Niebieski kocur więc się zrelaksował, ułożył, zaczął wylizywać powoli swoje futerko.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Ostatnimi czasy spotkać ją poza obozem, czy nawet terenami klanu rzeki, nie było trudno. Właściwie to chyba było mniejsze prawdopodobieństwo, żeby ją znaleźć tam, niż właśnie na obcych, niczyich terenach, gdzie spędzała dużą część swojego życia.
Po pierwsze - uciekała od problemów, co lubiła robić wybitnie. Nie chciała powtarzać rozmowy z mamą, nie chciała w ogóle o tym myśleć, unikała jej, by Bzycząca Mucha znów nie przypomniała sobie, że ma córkę z którą powinna porozmawiać.
Po drugie - unikała treningów, swojej mistrzyni, której nadal nie polubiła i nie zapowiadało się, by miało się to zmienić. Ale szczerze pogodziła się z tym, że już raczej nigdy nie zostanie wojowniczką. Nie zależało jej jednak na tym. Bycie terminatorem to była wolność, której potrzebowała, zdecydowanie.
A po trzecie - szukała. Jesionowy Las obiecał jej kiedyś, że już nigdy jej nie zostawi, nie zgubi się i nic nigdy jej nie przyniesie. Czy kłamał? Bo takie mała wrażenie. Szukała go po rozmowie z matką, szukała długo, czekała w jego kryjówce dniami, nocami, żeby móc mu o tym opowiedzieć, wyżalić się, poczuć w końcu że jest ktoś, komu na niej zależy, a... nie było go.
Dlatego teraz po prostu szła przed siebie, z ogonem ciągnącym się po ziemi, zbierającym ususzone, gnijące liście, oraz poranny szron, tylko co jakiś czas strzygąc uchem, czy rozglądając się na boki.
Przerażająco wysoki. Kremowe futro i tygrysie pręgi. Zielone, (oceniające!) oczy.
Spokojny i poważny. Raz na jakiś czas rzuci kąśliwym komentarzem, jednak to już nie ta młoda krew, co kiedyś. Wciąż bywa lekko zarozumiały.
Ach tak, spotkanie ich zatem było nieuniknione. Kocur krążył na ziemiach niczyich, bojąc się zbliżyć za bardzo do granicy z Klanem Wichru. Wciąż nie był gotowy! Przez ostatnie dni intensywnie myślał o tym, jak by tu podpuścić Iskrę, żeby ta przyjęła go z powrotem, tak aby nie musieć się upokarzać przed nią. Im więcej dni upływało, Promienny Horyzont zaczął zdawać sobie sprawę, że nawet najmniejsze przepraszam lub obietnica poprawy mogą nie przekonać starej baby do przebaczenia mu wszystkiego. Do swojej głowy zaczął nawet dopuszczać myśl, że mógłby zaproponować powrót jako matek na stałe (z planem, że wywinie się z tego jak już go wpuszczą). Jednak był to na tyle okropny plan, że odrzucił go do rezerwowych.
W takiej zadumie krążył po terenach. Stawało się coraz zimniej i Promyczek nie mógł już tego tak łatwo znosić. Zniknięcie na czas Pory Zielonych Liści miało jeszcze sens, jednak wraz z obniżeniem się temperatury, kocurowi nie było już, aż tak przyjemnie chodzić po terenach bez żadnej stałej kryjówki. Tym samym, nie chciał sobie tworzyć stałego lokum, to by oznaczało, że nastawia się na odrzucenie od Klanu... O takim podejściu mowy nie było, musiał mieć w sobie przekonanie, że się uda.
Dość prędko zauważył Liściastą Łapę. Początkowo nie chciał jej zaczepiać, jednak nawet z daleka wyglądała na przygnębioną. On zaś, dość dawno nie rozmawiał z drugim kotem. Postanowił więc, że nic nie zaszkodzi zaczepić nieznajomą. Może była z któregoś Obozu? Może dowie się czegoś przydatnego? O tak, trzeba przeprowadzić dobry wywiad!
- Witaj. - rzekł spokojnie zbliżając się do kotki. Postanowił jednak nie podchodzić za blisko, na wypadek gdyby kocica była negatywnie nastawiona do obcych. - Co tu robisz?
Lekko zmarszczył brwi po wypowiedzeniu pytania. Powiedział to tak, jakby to był jego teren. Zrobiło mu się nieco głupio, jednak - oprócz przymrużonego spojrzenia - nie dał po sobie poznać, że coś jest nie tak. Z jego postawy zionęła pewność siebie, oczywiście.
What'chalookin'at,𝖇𝖆𝖇𝖞 Isa𝖒𝖔𝖙𝖍𝖊𝖗𝖑𝖔𝖛𝖎𝖓'legendinthemaking Fortherestofyour𝖑𝖎𝖋𝖊,I'llbe《 there 》 I'llbe𝖘𝖙𝖚𝖈𝖐inyourʜᴇᴀᴅliketherootsofyourhair
Nie od razu zauważyła kocura i nie od razu zrozumiała, że się do niej odezwał. Zbyt się zamyśliła, by to, że się rozgląda, czy teoretycznie nasłuchuje, docierało do jej mózgu. Dlatego zatrzymała się gwałtownie, gdy ogarnęła, że obok niej rozległ się głos i sfokusowała dopiero wzrok na kocurze, krótko się mu przyglądając, nim nie zrozumiała, że właśnie zadał jakieś pytanie.
Nie zwróciła uwagi na to, że pytanie mogło zabrzmieć, jakby teren należał do kocura. Raczej spotykała się ze stwierdzeniem, że samotnicy nie mają swoich terenów, więc nawet niespecjalnie myślała kiedykolwiek o tym, że jakieś miejsce, czy obszar, mogłoby do kogoś należeć poza klanowymi terenami.
- Och, tak sobie wyszłam poza tereny swojego klanu, bo wiesz, nudno tak cały czas przebywać w tym samym miejscu, co nie. A ty? - zagadnęła po chwili, nieco pozytywniej, nawet lekko się uśmiechając. Raczej nie nawykła do długiego bycia smutnym, więc gdy tylko jej głowa zmieniły tory myślowe, to przestała już wyglądać jak siedem nieszczęść.
Przerażająco wysoki. Kremowe futro i tygrysie pręgi. Zielone, (oceniające!) oczy.
Spokojny i poważny. Raz na jakiś czas rzuci kąśliwym komentarzem, jednak to już nie ta młoda krew, co kiedyś. Wciąż bywa lekko zarozumiały.
Ze spokojem zauważył, że kotka nie obruszyła się na jego ton, ba, nawet go nie zauważyła. Zanotował to sobie z tyłu głowy, od razu kategoryzując ją według swoich własnych, dziwnych ustaleń. Tym samym nieco bardziej rozluźnił się, nie spodziewając się żadnych problemów z jej strony.
Z mniejszym spokojem przyjął to, jak szybko nieznajoma zmieniła swoje nastawienie. Jeszcze przed chwilą powiedziałby, że jest mocno przybita i smutna, jednak teraz? Nie był pewny czy ukrywa przed nim swoje emocje czy raczej jest niestabilna.
- Z jakiego klanu jesteś? - zapytał i nie czekając na odpowiedź wziął głęboki wdech. Wątpił, aby nie było go na tyle, aby po zapachu nie rozpoznał, że jest Rzeczniaczką. Mimo to nie odezwał się, pozwalając by to ona mu powiedziała.
Na sugestię, że nudno siedzieć w jednym miejscu, lekko się uśmiechnął. Nie mógł się w pełni zgodzić, jednak nie mógł też kłamać i zaprzeczać, że to nie było jednym z powodów opuszczenia Wichru.
- Ja? Ja też tak kiedyś myślałem. - odparł. - Uważaj, bo znudzisz się na tyle, że w końcu odejdziesz za daleko i na zbyt długo. Ciężko wtedy z powrotami.
Nie był pewien czy chce się uzewnętrzniać przed kotką. Musiał porozmawiać z nią nieco dłużej. Na razie chciał, aby to ona powiedziała nieco więcej o sobie. Jedocześnie nie chciał wyglądać na zbyt zainteresowanego. Tak to już jest z tymi, którzy chcą być tacy nonszalanccy...
What'chalookin'at,𝖇𝖆𝖇𝖞 Isa𝖒𝖔𝖙𝖍𝖊𝖗𝖑𝖔𝖛𝖎𝖓'legendinthemaking Fortherestofyour𝖑𝖎𝖋𝖊,I'llbe《 there 》 I'llbe𝖘𝖙𝖚𝖈𝖐inyourʜᴇᴀᴅliketherootsofyourhair
Liściasta Łapa była specyficzna. Potrafiła czasami chować swoje zmartwienia, smutek, zamiatać gdzieś pod stary mech, żeby nikt przypadkiem nie zauważył, że też ma uczucia. Lubiła grać miłą, wesołą, przyjacielską kotkę, która nie ma żadnych problemów, trosk, zmartwień, tak więc teraz też grała. Uśmiechała się nieco wymuszenie, ale przyzwyczaiła się do tego w tym stopniu, że jej uśmiech właściwie był szczery, a jej energia po chwili sprawiła, że dosłownie zapomniała o tym, że jeszcze chwilę temu niespecjalnie miała humor.
- Z klanu Rzeki - odpowiedziała. - Jak bardzo kojarzysz klany? - odbiła nieco piłeczkę. Bo kocur zdawał się nieco obeznany z klanami, skoro wiedział, że było ich więcej, niż ten jej. No, wiadomo, był samotnikiem, kręcił się tu, to być może coś niecoś wiedział, ale ciekawiła się, na ile o tych klanach wiedział.
Ale szybko zrozumiała, skąd jego wiedza, po kolejnym pytaniu, więc lekko poruszyła wąsami, bo w sumie to odpowiedziało w pełni na jej pytanie.
- Jesteś z klanu, co? - zagadnęła, przekręcając delikatnie głowę. Następnie zaś lekko prychnęła. - W sumie w klanie nie trzyma mnie nic, co sprawiałoby, że nie chciałabym zaznać trochę przygody i pójść pozwiedzać gdzieś dalej. A ty odszedłeś bo...? - spytała ciekawsko, nie przejmując się tym, że być może poznany przed chwilą kocur mógłby nie chcieć się zwierzać przypadkowej nieznajomej.
Przerażająco wysoki. Kremowe futro i tygrysie pręgi. Zielone, (oceniające!) oczy.
Spokojny i poważny. Raz na jakiś czas rzuci kąśliwym komentarzem, jednak to już nie ta młoda krew, co kiedyś. Wciąż bywa lekko zarozumiały.
Promyk zawsze czuł się w obowiązku być czujnym wśród osób, które tak łatwo były w stanie zapanować nad swoimi emocjami. Zawsze uważał, że ta specyficzna cecha charakteru dawała przewagę nad innymi. Jeśli ktoś nie zna twoich prawdziwych uczuć nie jest w stanie cię zranić, oszukać lub obrazić. Wciąż nie był pewny co do osobowości kotki, jednocześnie nie był, aż tak skłonny ją poznawać. Jak na razie oczekiwał od niej jakichś pożytecznych informacji na temat tego co obecnie działo się na terenach Klanów. Dopiero później będzie się zastanawiał czy kontynuować tę znajomość.
Na jej pytanie jedynie uśmiechnął się i wydał bliżej nieokreślony dźwięk - coś między "hmm", a "pff". Pochodził z Klanu, ale czy naprawdę mógł powiedzieć, że wiedział dużo o pozostałych? Jedyne co go interesowało to dobrostan Klanu Wichru, później to już w ogóle wszystko mu latało koło ogona. Aż do teraz.
Skinął głową na kolejne. Nie chciał na razie ujawniać zbyt dużo, zresztą jakby zaczął, to nie mógłby skończyć, a to zawsze niesie za sobą pewne konsekwencje.
- No wiesz, to w dużej mierze zależy jaki masz stosunek do swojego Klanu i do osób będących jego częścią. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi czy odchodzenie jest dobre czy złe. - odparł filozoficznie. On się przekonał na własnej skórze, że nie wszystko jest czarno-białe. - Z wielu powodów. Chociaż jak teraz o tym myślę, każdy z nich nie był wystarczającym, abym mógł podjąć taką decyzję. Z mojej strony to była swego rodzaju ucieczka od wszystkiego co złe, jednak szybko się przekonałem, że wszystko co złe siedzi we mnie, a nie w obozie wokół mnie. Chociaż tak jak wspomniałem, jest to mój indywidualny przypadek i może się okazać, że tobie zmiana otoczenia zrobi więcej pożytku niż mnie. Bo rozumiem, że rozważasz tę opcję?
Spojrzał na nią przenikliwie. Zaczynał wątpić, że dowie się od niej czegoś ciekawego i mogącego mu pomóc w jego sytuacji. Może rozmowa rozwinie się na bardziej korzystne tory nieco później.
What'chalookin'at,𝖇𝖆𝖇𝖞 Isa𝖒𝖔𝖙𝖍𝖊𝖗𝖑𝖔𝖛𝖎𝖓'legendinthemaking Fortherestofyour𝖑𝖎𝖋𝖊,I'llbe《 there 》 I'llbe𝖘𝖙𝖚𝖈𝖐inyourʜᴇᴀᴅliketherootsofyourhair
To nawet nie była umiejętność panowania nad emocjami, a raczej zepchnięcia w kąt tych negatywnych, niepotrzebnych, których udawała, że nie ma. Usilnie starała się wyciągnąć na pysk uśmiech, żeby nie pokazywać innym, że jej też zdarzają się gorsze dni, bo przyzwyczaiła wszystkich do tego, że się nie zdarzają. I gdy czasami odważy się zdjąć przy kimś maskę, uśmiech sztucznie przyklejony do pyska, to wszyscy zaczynali na nią dziwnie patrzeć, może martwić się tym, co się dzieje, a wtedy tym bardziej starała się skryć to, co się u niej dzieje. Bo problemy nie istnieją, zawsze należy od nich uciec, odizolować się, udawać, że ich nie ma.
Kocur odezwał się bardzo mądrze, aż za mądrze, co widać było po mimice terminatorki, która zmarszczyła nieco brwi, lekko cofając uszy, by dokładniej wyczytać to, co się za nimi kryło. Bo ona była prosta; odpowiedź tak albo nie i tyle, a to było... bardzo filozoficzne, mądre, a to dla niej za dużo.
- Niekoniecznie. Ale z drugiej strony... jakby ktoś mi powiedział "dawaj, odejdziemy z klanu", to bym poszła. Bo, wiesz. - Tu urwała na chwilę, bo sama nie wiedziała, co dokładnie chce powiedzieć, co dokładnie w niej siedzi, bo poza umiejętnością ukrywania smutku i emocji negatywnych, to jej dodatkową umiejętnością było... dosłowne niepotrafienie w nie. Nie potrafiła być smutna, nie potrafiła długo zastanawiać się nad swoimi problemami, bo zawsze szufladkowała je gdzieś głęboko w sobie, zasypywała liśćmi, mchem, patykami, czymkolwiek, i do nich nie wracała. Więc próba analizowania ich, gdy przychodziła na to pora, była wyjątkowo ciężka i męcząca. Jakby sama pierwszy raz widziała swoje problemy, razem z kotem, któremu próbowała się z nich wyspowiadać. - Po prostu chyba nie potrafię się przywiązać do miejsca? - rzuciła ostatecznie, wzruszając barkami. Klan był... miejscem. I tyle. Jedyne, co ją w nim trzymało były koty. Ale Jesion już jej tam nie trzymał, nie było go, więc czy coś ją trzymało faktycznie?