Bawełniany terminator ruszył znowu, rozglądając się za swoją kolejną, przyszłą ofiarą. Tym razem jednak tyle szczęścia nie zawitało w życiu niebieskookiego, nie zobaczył bowiem nic, co można by było pogonić do grobu. Na swojej drodze znalazł jednak... piórko. Długie, ładne. Może to ten wyczekiwany bażant?
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Oczy mu zabłyszczały na widok piórka. No i to jest godna zdobycz, proszę państwa! Na krótki moment zapomniał o tym całym mordowaniu, zdobywaniu pożywienia dla klanu, groźnej mistrzyni i dzisiejszej misji. Teraz co innego się liczyło. Chwycił za piórko i wrócił z nim pod jaszczurkowy krzak, by je tam schować. Dopiero gdy upewnił się, że żadna siła go nie zabierze, mógł w spokoju ruszyć na dalszą wyprawę, w rejony gdzie znalazł zdobycz dnia. Bo może znajdzie w okolicy drugie takie piórko, kto wie.
Gdy cenna zdobycz została schowana i zabezpieczona, Szafirowa Łapa wrócił na miejsce i rozpoczął poszukiwania. I, rzeczywiście, po jakim czasie znalazł bardzo podobne piórko - krótsze, lekko zniszczone z jednej strony ale to nadal piękne, błyszczące piórko. Obok jednak kręciła się także ruda kita, która lada moment wskoczy na drzewo i tyle z niej będzie. Z drugiej strony bażancie, brązowe pióro gotowe było odlecieć z wiatrem w każdej chwili. Co więc terminator postanowi wybrać?
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Gdyby tylko Szafirek był komiksowym kotem to by w tym momencie cały się zlał potem, a żyłka na czole by mu wybuchła od tego myślenia. Musiał działać szybko, z jednej strony wiewiórka jakich wiele, a z drugiej nieco podniszczone piórko. Takiego jeszcze nie miał. Nagły podmuch wiatru poruszył delikatnie piórkiem, więc buras w panice rzucił się właśnie w jego stronę, wyrzucając zupełnie z pamięci rudą kitę. Takich jak ona to po terenach Rzeki tysiące biegały pewnie. Odniósł piórko do kryjówki i zawrócił na trasę, tym razem z silnym postanowieniem upolowania jakiegoś mięska. Nie da się już rozproszyć żadnym piórkom!!
Dylemat moralny był trudny dla kocurka tylko przez chwilę. Po dokładnej analizie za i przeciw jednogłośnie uznał, że piórko to większy rarytas świata i nie ma co sobie odmawiać. Rzucił się więc za piórkiem, biegnąć obok drzewa po którym już czmychnęła wiewiórka. Odłożył swoją... niejadalną, ale ładną zdobycz, po czym ruszył dalej. Ruszył, jak na razie zastając pustki.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Pomyślałby ktoś, że powitany przez pustki pożałuje swojej poprzedniej decyzji. Ale oczywiście, że nie, postąpił słusznie, takie piórko to zdobycz na długie księżyce, a nie jeden posiłek, priorytety miał słuszne. Zresztą chyba to nie mogła być ostatnia piszczka tego świata, prawda? Zaraz trafi na coś jadalnego i będzie dobrze.
Szafirowa Łapa miał rację. Już niedługo później spostrzegł niedużą, szarawą orzesznicę kręcącą się na ziemi. Ewidentnie czegoś szukała, nieświadoma zagrożenia. Idealny, łatwy cel.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Orzesznica, czy mysz, zasada obowiązywała ta sama, więc przechodząc do pozycji łowieckiej, bury point nie zapomniał o przeniesieniu swojego ciężaru na tylne łapy. I w ten sposób zaczął się skradać w stronę nieświadomego stworzenia, a gdy tylko znalazł się o sus czy dwa o niej - skoczył z wyciągniętymi w jej stronę pazurami. Chciał ją mocno chwycić i wgryźć się w kark.
Jasny terminator obrał dobry sposób podejścia do orzesznicy. Ta, niczego nie świadoma zaczęła kopać w ziemi, pewnie szukając jakiś skarbów. Zamiast kuferka z złotem spotkała się jednak z brutalną śmiercią, kiedy to kocurek naparł na nią i jednym ruchem pozbawił życia.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
No i bardzo fajnie. Ze zwierzątkiem bezwładnie zwisającym z pyska, zawrócił do swojej skrytki na skarby dnia dzisiejszego. Zakopał ją tam gdzie jaszczurkę, żeby potem dziesięciu dziur nie musieć rozkopywać i ruszył znowu na łowy. Miał już dwie zdobycze, ale czy różnego rodzaju? No jaszczurka i orzesznica w niczym siebie nie przypominały, ale to ile on tego miał jeszcze upolować??
Ruszył dalej, rozglądając się po cichej okolicy. Słyszał szum rzeki zza pleców, wiatr targający liście. Trzepot skrzydeł i tuptanie nóżkami także znalazło się w tej gamie dźwięków, a pomimo to na chwilę obecną niebieskooki nie dojrzał niczego.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Buras niczego nie widział, niczego nie wyczuwał, można by powiedzieć, że okolica jakaś wymarła się wydawała, ale nie do końca. Bo cicho nie było, tylko wszystko jak na złość było pochowane. Skierował się w kierunku Kwiecistej Łąki, bo może na otwartej przestrzeni będzie łatwiej dostrzec zwierzynę. Może.
Nim Szafirowa Łapa zdołał znaleźć się na Kwiecistej Łące, usłyszał głośne trzepotanie skrzydeł. Tak głośne, że aż szkoda byłoby nie zajrzeć kto to taki postanowił urządzić swój własny koncert. Jeśli terminator rzeczywiście poddał się pokusie, mógł zobaczyć... prawdziwy skarb. Najcenniejszy, bezcenny dar jaki mógł się znaleźć przed jego oczyma, miłość pachnąca różami. Świeciła jak słońce, jak najjaśniejszy promyczek na całym tym świecie...
bażant. Był spory, miał piękną gamę brązowo-czerwonych piórek, krwisty dziobek i niebieską, zgrabną głowę. Był absolutnym finałem tego, czego podjął się pręgowany. Pech w tym, że ptaszysko było czymś poruszone, przez co było okropnie uważne i ostrożne. Niełatwo podejść do takiej zwierzyny, z drugiej strony tylko głupiec by nie spróbował.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Oczywiście trzepot zwrócił szafirkową uwagę. Nie był aż tak pochłonięty chęcią dotarcia na Kwiecistą Łąkę, by zignorować dźwięki aż tak wybijające się z tła. Zdecydował się powolutku, po cichutku sprawdzić źródło dźwięku. Zakradł się za jakąś kępę traw i lekko wychylił by... dostrzec bażanta. BAŻANTA!! Patrzył na niego oczarowany, niczym grzybiarz na dorodnego prawdziwka. I podziwiał od dzioba, aż po ogon. Ale jak w życiu każdego grzybiarza przychodzi moment ścięcia grzyba, tak w szafirkowym życiu przyszedł moment polowania. Skrzydlaty czymś się spłoszył, więc buras przyłożył dużo większe starania by nie nadepnąć na żadną gałązkę po drodze, co chwilę oblizywał nos by upewnić się, że kierunek wiatru pozostaje bez zmian. Podczas skradania się do bażanta krył się za każdą większą kępą trawy, za każdym krzakiem, a w razie łysych placków terenu - zastygał w bezruchu by zmylić ptasi wzrok. To wszystko po to by, gdy znajdzie się wystarczająco blisko, wyskoczyć w stronę bażanta. Chciał go unieruchomić pazurami, chociaż profilaktycznie kły próbował zacisnąć najpierw na jednym ze skrzydeł, by mu skubany nie odleciał, a dopiero w drugiej kolejności celowałby w kark i uśmiercenie. No a jak nic się nie powiedzie to zawsze zostaje nadzieja, że kilka piórek zostanie po bażancie.
Nawet doświadczony wojownik miałby trudność z złapaniem zwierzyny, która czujnie skanowała każdy skrawek terenu na którym się znajdowała. Szafirowa Łapa szedł cicho, zważał na gałązki, pilnował swojej pozy. Zrobił wszystko dobrze, nawet Bawełna miałaby problem by do czegokolwiek się przyczepić. Niestety, bażant, który dotąd był tyłem odwrócony do jasnego kocurka, gwałtownie odwrócił się w jego stronę. Był to nagły, nieprzewidywalny ruch, który absolutnie nie był winą syna Ciemnej Morki. To był los, czysty impuls, pech trzymający się młodej łapy. Bażant jak na zawołanie rzucił się do ucieczki, jednak przy odrobinie szczęścia i zwinności niebieskooki zdoła dogonić swoją ofiarę.