Płeć: kocur
Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Po rozmowie z Fairym bezpośrednio rzucił do całego zespołu, z którym miał iść na wyprawę, by stawili się w okolicach Borsuczego Dormitorium. Tam miał na nich czekać i omówić z nimi szczegóły wyprawy, co zrobił najlepiej jak umiał (a doświadczenie miał zerowe, więc trudno było o coś wielkiego). Prosił jedynie o subordynację w czasie drogi i nie rozchodzenie się po terenach bez uprzedniego informowania innych, szczególnie jak będą już za Grzmiącą Ścieżką. Obiecał, że w razie potrzeby będą mieli ewentualne przerwy na odpoczynek, ale też zaznaczył że nie będą one wyjątkowo długie, bo czas ich goni. Po tym jedynie dał znać, że wyruszą o świcie, więc byłoby dobrze gdyby każdy do tego czasu załatwił najważniejsze sprawy w obozie i potem nie zwlekał. Spotkać się mieli przy wschodniej granicy obozu, skąd będą mogli bezpośrednio ruszyć w teren. Na tym skończyła się zbiórka, dał się rozejść - sam poszedł w swoją stronę.
Czas miał nieubłagalnie szybko. Może to przez stres, może tylko bengal miał takie wrażenie, że nagle zaczął się nowy dzień szybciej niż zwykle. Obudził się prędko, rozejrzał naokoło i westchnął. Sam nie był pewien, czy tak daleka droga może skończyć się dobrze. Do umówionej granicy dotarł jako pierwszy, żywej duszy nie było obok. Nie miał nikomu za złe - słońce ledwo co było widoczne, kotki miały jeszcze moment czasu. Był wypoczęty, wyspany, nie powinno być źle. Oni dadzą sobie radę, gorzej z młodymi w Klanie. Usiadł wygodniej, wziął parę głębokich oddechów. Teraz tylko czekać aż pojawi się reszta. Przy odrobinie szczęścia, nie zetrwa to długo i cały zespół będzie gotowy do wyprawy już za parę chwil. Oby.
Czas ich gonił.
Po zebraniu i omówieniu wyprawy, Żuczka kiwnęła całej pozostałej trójce i ruszyła załatwiać własne sprawy. Nie miała ich aż tak wiele, ale musiała powiadomić Dettlaffa, który raczej nie pojawił się na zebraniu. Voodoo była jedyną nowicjuszką w całym zespole, odrobinę się stresowała. Na szczęście jej partner robił za doskonałą poduszkę i przytulankę. Aż ciężko było się rano podnieść. Kocica wyplątała się zręcznie z ich wspólnego legowiska i liznęła go po czole. Wróci.
Kocica uśmiechnęła się delikatnie, kiedy dotarła do umówionej granicy. Nie spóźniła się chyba. Kiwnęła bengalowi łbem, który wcześniej musiała delikatnie zadrzeć. Czym oni karmili te kocury, że tak rosły. - Dzień Dobry Roche.
Srebrzysta usiadła wygodnie, owijając łapy puszystym ogonem. Było wcześnie, słońce jeszcze nie zaczęło aż tak dobrze dawać ciepła. Zostało czekać.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Nie popierała decyzji Tundry. Nie wiedziała, co kierowało kocicą, że akurat swojego ucznia wytypowała do roli kota prowadzącego wyprawą. Być może cechował się jakimiś wybitnymi umiejętnościami, wiedzą, intuicją... czy czymkolwiek innym, co widziała w nim czekoladowa szylkretka, ale wciąż był kotem młodziutkim. Kotem, któremu brakowało doświadczenia. Nie szedł jednak sam, więc w przypadku dylematów i tak całą grupą będą słuchać głosu większości. Oby podobne problemy nie miały miejsca. Nie posiadali czasu do zmarnowania.
Pokrzywa przyszła zaraz po srebrzystej nowicjuszce i zatrzymała się przy zebranych.
- Voodoo, Roche - mruknęła, spoglądając kolejno na kocicę i kocurka, witając się z nimi. Nie nadarzyła się okazja, żeby mogła poznać którekolwiek z nich, przez co odczuwała lekki dyskomfort. Wiedziała, że wszyscy działali we wspólnym celu, ale to nie wystarczało, żeby Zielarka była w stanie darzyć ich zaufaniem. Wciąż stojąc, czekała aż zjawi się ostatnia ze zwiadowców. Milczała, z zaciętą miną wpatrując się w kierunku, w który mieli się udać. W kierunku Grzmiącej Ścieżki. Nie podobała się jej konieczność przechodzenia przez drogę, jednak po tej stronie zostać nie mogli. Kto wie jak daleko faktycznie musieliby odejść, żeby Klany dały im spokój? Nie mogli ryzykować długiej przeprawy, a szara ścieżka pełna rozpędzonych samochodów będzie stanowić idealną granicę między nimi a Klanami.
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Stres zjadał ją bardziej niż dało się wyobrazić. Omówili wyprawę dzień wcześniej, więc dokładnie tego wschodu słońca mieli wyruszać. Wcześnie, o świcie, z niezmiernie ważnym zadaniem. Dziwiła się, że uczestniczy w tej wyprawie. Faktycznie, była pełnoprawną członkiną Nowego Świtu... Jednak ledwo od dnia. Może Tundra posłała ją dlatego, że była najstarsza z możliwych do posłania kotów? Może wiedziała, że dorastała w Klanie więc będzie wiedziała, co robić i gdzie szukać miejsca na legowiska? Albo kotka ufała jej, że nie zawali sprawy? Tak czy siak, czuła się strasznie odpowiedzialna za zebranych. Całą noc myślała, co jeśli zaatakuje ich borsuk, jeśli stanie się tragedia? Była najstrasza, odpowiedzialna za ich wszystkich, to ona będzie przemawiać, dowodzić w razie czego. Oczywiście, to Roche prowadził wyprawę, ale kto lepiej poradzi sobie na bagnie niźli ona. Stres zjadał ją jak nigdy, tak bardzo, że nie spała pół nocy. Ale za żadne skarby nie dała tego po sobie poznać.
- Witajcie - powitała się z wszystkimi z uśmiechem, delikatnie spiętym, ale wciąż ciepłym. - Wypoczęci? - rzuciła na początek, tak dla bezpieczeństwa, aby sprawdzić grupę, czy wszyscy mogą iść i nie trzeba czekać.
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Tego dnia miało dojść do dosyć specyficznej wyprawy - takiej, w której miała wziąć udział czwórka kotów, z których ten najmłodszy miał być jej liderem. Roche był młody, miał za sobą ledwie połowę obiegu pór. Gdyby należał do jednego z czterech Klanów byłby terminatorem, któremu nikt nie pozwoliłby podejmować żadnych decyzji sprawczym i któremu nikt nie powierzyłby odpowiedzialności za życie i bezpieczeństwo kilku innych kotów. Nowy Świt jednak był inny - nie mieli dziesiątek dorosłych, silnych członków, jak Klany. Byli nieliczni, niedoświadczeni, jeszcze wszyscy sobie nawzajem w pełni nie ufali tak, jak koty które wychowały się ze sobą od swojego urodzenia, a ich przodkowie ze sobą przez ostatnie pokolenia. Nie mieli wyjścia. W takiej sytuacji nawet młodziutki Roche był członkiem równie ważnym, co starsze koty.
Słońce dopiero wstawało. Wciąż było zimno, a mroźne, rześkie powietrze gryzło nosy zebranych. Nad okolicą unosiła się lekka, kremowobiała mgła, a do uszu członków grupy Nowego Świtu dobiegało ciche ćwierkanie okolicznych ptaków. Świat wydawał się spokojny, łagodny i wszystko było na swoim miejscu, zupełnie, jakby przed chwilą w ich grupie nie doszło do rozłamu, lider ich nie opuścił a nad ich karkami nie dychały pozostałe Klany, gotowe wypędzić ich choćby i siłą. Świat trwał, w swoim tempie, i wstawał kolejny dzień.
Czas było zadecydować, z którą stronę iść na poszukiwania. Musieli już wyruszać, a przed nimi była długa drogą, w dodatku niepewna. Decyzja co do tego, gdzie się udadzą, należała do Roche Czy pójdą równolegle do Grzmiącej Ścieżki, za Leśne Odstępy, bezpośrednio oddalając się od Klanów, czy miną Siedlisko Koni, czy ruszą w stronę Osiedla, a może na Borsucze Pagórki, tam, gdzie Klany mają swoje miejsce kontaktu z Gwiezdnymi, a może miną Topiołki, tam, w stronę Wysokich Traw, i miejsc rzadko odwiedzanych przez Klany? Planowali przejść przez Grzmiącą Ścieżkę, więc, najpewniej, to była najbardziej prawdopodobna opcja. Ich priorytetem było miejsce, gdzie będą bezpieczni. Takie, w którym nie będzie im groziło niebezpieczeństwo ze strony Czterech Klanów.
//wyprawa się rozpoczyna. Jest świt, słońce dopiero wstaje, dlatego wciąż jest zimno i unosi się lekka mgła. Wokół jest bezpiecznie. Koty muszą podjąć decyzję, w którą stronę się udają i którędy konkretnie idą.
Płeć: kocur
Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Mógł szczerze przyznać, że nie odczuwał chłodu lub po prostu skutecznie go ignorował. Łeb miał zapełniony stresem, niepewnością, strachem i... nie miał czasu na takie głupoty jak chłód! Nawet gdyby zrobiło mu się zimno, zaraz to rozchodzi razem z resztą, która powoli nadciągała. Pierwsza pojawiła się Voodoo, zaraz za nią Pokrzywa i Kos. Z każdą po kolei witał się skinięciem głowy. - Oby wszyscy byli wypoczęci - rzucił w pierwszej kolejności, powoli podnosząc się z ziemi. Śpiący mogliby mieć problemy z trwającą zbyt długo wędrówką. - Wszyscy gotowi? Jak ruszymy, nie będziemy mieli czasu na powrót tutaj.
Tu zrobił krótki moment przerwy, wyczekując słów ze strony zebranych. Jeśli ktoś nie był gotowy miał to czym prędzej zgłosić i ogarnąć od razu wszystko co było potrzebne. Po tej chwili - lewo dziesięciu uderzeniach serca - znów zabrał głos, o ile nikt się uprzednio nie wtrącił. - Będziemy iść w stronę Grzmiącej Ścieżki. Nie bawimy się w żadne obchody, nie tracimy czasu na wymijanie jakichś terenów bez potrzeby - podkreślił to ostatnie. Strach przed danym terenem był potrzebą do ewentualnego wymijania, podejrzenie że gdzieś może być jakaś zwierzyna która im zagraża także mogła ich zmusić do obrania nieco okrężnej drogi. - W pewnym momencie drogi będziemy omijać zbiornik z wodą. Nie wiem, czy można przejść bez wejścia do niego... Ale wiem, że to jedyny teren, gdzie przejście przez wodę jest jednorazowe. Jeśli ktoś będzie się bał, jestem w stanie pomóc przejść.
Bo dzięki bogom, nauczył się już pływać. Nie wiedział co prawda czy ktoś z podróżnych miał te złe skojarzenia z wodą, czy to po prostu ktoś w Nowym Świcie się jej bał, ale raczej nie ominą jej zupełnie. Nie było chyba takiej opcji, a przynajmniej on nie znał innej drogi niż przez wodę. - W razie gdyby ktoś był głodny, kogoś coś bolało - dajcie znać. I raz jeszcze, nie oddalajmy się od siebie bez uprzedzenia. Pal licho te tereny, tu każdy się zna, ale im dalej tym gorzej - i... to chyba wszystko ze spraw organizacyjnych? W razie wątpliwości, każdy mógł dopytać się o jakieś rzeczy już w trakcie drogi. - Idziemy.
Na to praktycznie od razu odwrócił się od grupy i ruszył. Ze wschodniej granicy obozu dawnej Pożogi najlepiej było kierować się bezpośrednio w stronę Punktu Obserwacyjnego, dlatego też w tym kierunku ruszył. Na ten moment milczał, nie mówić niczego, po prostu przysłuchiwał się śpiewom ptaków.
Nie trzeba było długo czekać na całą resztę grupy. Srebrzysta nowicjuszka uśmiechnęła się do obu kocic. - Dzień Dobry Pokrzywo, Kos.
Słysząc pytanie Kos, zastrzygła energiczne uszami. - No jasne.
Córka Błyskawicy przytaknęła łbem na pytanie bengala. Oczywiście, że była gotowa. Słuchała, co kocur miał do powiedzenia. W końcu to on przewodził wyprawie. Wszystko brzmiało dobrze. W razie czego sama Voo mogłaby pomóc jeśli któraś z pozostałych kotek nie była w stanie pływać.
Żuczka była tu najniższą ze zwiadowców, słysząc komendę, puściła dwie pozostałe kotki przodem. Nie lubiła mieć za plecami kogoś, kogo jeszcze nie do końca znała. Zaczęła przebierać łapami za bengalem. Żółtooka rozglądała się uważnie. Była ciekawa, na co właściwie mogą trafić po drugiej stronie drogi. Jak mógłby wyglądać ich nowy obóz?
Cichy śpiew ptaków był całkiem pocieszający.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Pokrzywa nie była specjalnie wyspana, ani wypoczęta, nie potrzebowała jednak troski Ucznia o swój stan. Nie takich trudności w życiu doświadczyła, żeby kiepsko przespana noc mogła znacząco wpłynąć na jej zdolności. Na dobrą sprawę czekał ich tylko spacer nieco żwawszym tempem, być może nieco dłuższy niż wszyscy by sobie tego życzyli. Nie zamierzali jednak walczyć, ani pakować się na tereny, które mogły się okazać kłopotliwe do przekroczenia. Mroźne, poranne powietrze pomagało w pozbyciu się poczucia senności. Całą śpiewkę młodzika puściła mimo uszu. Potrafiła o siebie zadbać i wiedziała jak powinni się zachowywać, nie potrzebowała żadnych pozwoleń ani instrukcji. Zwłaszcza od kogoś tak młodego.
- Ta - mruknęła krótko w odpowiedzi szylkretowej kocicy. Była wybitnie nie w humorze na pogawędki. Cieszyło ją to, że została wytypowana do wyprawy i będzie mogła mieć wkład w to jak będzie wyglądać ich przyszły obóz, ale jednocześnie czuła, że bardziej przydałaby się na miejscu, zajmując się zbieraniem ziół. Nie wiadomo jak obfite w medykamenty będą nowe tereny, a te obecne musiały oferować wiele, skoro klany się akurat tam osiedliły.
Ruszyła wraz z całą ekipą w stronę drogi, zajmując miejsce po prawej stronie Rocha, delikatnie z tyłu.
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
To wszystko było takie... Spokojne. Delikatny chłód zamieszany przez świergot ptaków. Jakby wręcz ta cisza, to zimno miało ich przygotować na bitwę. Jak bębny wojenne. Musieli naprawdę pędzić, jeśli chcieli uratować wiele żyć. Nie powinni atakować Dyni lub Tsunami, Sekwoi i wielu innych kociąt... Ale kto ich wie? Tundra sama nie obroni obozu. Oczywiście, że miała do pomocy Pierwiosnka, Rudzika, i wielu innych... Jednak taka siła nawet nie może się równać z potęgą Klanów. Czy zdążą? Czas grał tylko na ich niekorzyści. A sekundy dłużyły się jak godziny, więc kotka tylko nerwowa oglądała się naokoło. Byli narażeni na atak Klanów, kto wie, może i dwunogów, borsuków i innych samotników... Och, że też ona musiała być najstarsza! To na nią spadała ta cała odpowiedzialność, doglądanie, aby koty przeżyły podróż za Grzmiącą Ścieżkę... Nie dała po sobie poznać tego niepokoju, a kiedy Roche wyrwał do przodu, ona śmiało dotrzymała mu kroku. Szła w środku, tuż za Voodoo. Wolała mieć ją przed sobą, ale ta wolała zamykać tyły. Wyprawa jednocześnie ekscytowała ją, a z drugiej strony przerażała. Co jeśli za Grzmiącą Ścieżką będzie jeszcze gorzej niż pośród Klanów...? Ponadto, ona nie umiała pływać, a taka umiejętność też mogła się przydać. Czy ona się nadawała? Przebierała łapami sprawnie, mając nadzieję, że zaraz kroki ją zmęczą, a ona, zamiast martwić się niepotrzebnie, zacznie dyszeć i skupiać się na obolałych łapach. Przed nimi długa, długa droga.
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Grupa ruszyła w stronę Punktu Obserwacyjnego, który był na drodze od ich obozu do Grzmiącej Ścieżki. Na razie pogoda nie zmieniała się jakoś szczególnie, w dalszym ciągu było chłodno i unosiła się mgła, jedynie mróz trochę zelżał, jakby temperatura otoczenia przygotowywała się na bycie podniesioną przez wschodzące słońce.
Wokół ekspedycji w dalszym ciągu panowała cisza, przerywana tylko śpiewem ptaków, które, tak jak oni, budziły się tak wcześnie. W pewnym momencie do uszu kotów dotarł cichy dźwięk, ale nim ktokolwiek zdążył zareagować, przez las tuż przed nimi przytruchtała sarenka, szybko znowu niknąc w otaczających ich krzewach i mgle. Zwierzę nie stanowiło dla kotów żadnego zagrożenia oraz zupełnie nie było nimi zainteresowane.
W końcu członkowie Nowego Świtu dotarli do Punktu Obserwacyjnego, który był wysoką, drewnianą konstrukcją zbudowaną przez dwunogów na skraju lasu. Za nim rozciągała się już raczej pusta polana, tylko gdzieniegdzie przerywana pojedynczymi drzewami. Przepływał przez nią strumyk, Czarny Ogon, wpływający powoli do do niewielkiego bajorka obrośniętego Turzycą. A dalej była już tylko Grzmiąca Ścieżka.
Byli stosunkowo blisko granicy z Klanem Wichru, ale mogli się domyślać, że nie grozi im z ich strony żadne zagrożenie. Ponadto od samej granicy odcinał ich Czarny Ogon, więc nie było ryzyka, by, nawet przez przypadek, wejść na teren Klanu.
Płeć: kocur
Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Zdawało mu się, że najoptymistyczniej patrzy na wyprawę Voodoo - bo tylko ona miała w jego oczach jako taki humor. Przynajmniej odpowiadała na to co mówił. Inna sprawa była z Pokrzywą, która humoru raczej nie miała. Nie przeszkadzało mu to w każdym razie. Nie spotkał się z panienkami dla przyjemności, a dla interesów, prawda? Jakby chciał sobie z nimi rozmawiać czy się wygłupiać, znalazłby sobie bardziej dogodną porę. Wtedy, kiedy nie trzeba ratować tego, co ich Przywódca zepsuł.
Z każdym krokiem czuł się ciut pewniej, raźniej. Nie było głupich uwag, nie działo się nic co mogłoby doprowadzić do jakichś przykrości - była cisza. Roche szedł dość szybko, pewnie, uważnie rozglądał się na boki, wiedząc że z każdej strony może nadejść zagrożenie. I już przez moment myślał, że nadeszło! Sarna nagle przeleciała obok, przez co na moment się zatrzymał, dając znak grupie by też na moment przystanęli, on sam ugiął się na łapach patrząc w teren przed nimi, nasłuchując co się dzieje w okolicy. Spodziewał się psa - wiedział od Barwnego Płomienia osobiście, że bestie mogą się kręcić tutaj. A psia sfora chyba jak najbardziej mogła gonić za bogu winną sarną, choćby dla zabawy, prawda? Minęło dobrych trzydzieści sekund - nie działo się nic. Roche stanął prosto, machnął głową i rzucił do reszty, że "coś mu się przewidziało", dodając zaraz "chodźcie". Szczerze, wolał robić takie krótkie, małe przerwy w chwilach takich jak ta. Lepsze to, niż wejście na bydlaka który ich rozszarpie.
Dotarcie do Punktu Obserwacyjnego nie było wielce wymagające czy trudne. Nie stało im nic na drodze by iść dalej, prawda? Nie szli na tyle długo, by się zmęczyć. Nie tracąc czasu, po prostu maszerował z kotami dalej w stronę Gniazd pośród Turzycy, licząc na to że i teraz nic ich nie zatrzyma.
Voodoo musiała patrzeć optymistycznie. Co innego miała robić? Musiało im się udać w ten lub inny sposób. Choćby po to, żeby utrzeć nosa ich poprzedniemu przywódcy. Dawali sobie radę bez niego.
Srebrzystej nie potrzebny był znak od Roche. Kiedy dość niespodziewanie pojawiła się sarna, niska kocica odruchowo spięła mięśnie i przylgnęła do ziemi, wysuwając pazury.
Kiedy nic więcej się nie stało, kocica westchnęła cicho i wyprostowała się ostrożnie.
Voodoo cały czas uważnie się rozglądała. Lepiej było patrzeć niż wejść potem wprost drapieżnikowi pod nos.
Dopiero kiedy minęli Punkt Obserwacyjny i ruszyli dalej, srebrzysta postanowiła się odezwać. Zerknęła uważnie na Czarny Ogon. - Jak myślicie? Co zostało Wichrowi obiecane, że zgodzili się na sojusz?
Jak inaczej można było wyjaśnić, że Wicher został sojusznikiem, a Rzeka chciała ich zniszczyć? Żeby tylko zaraz nie okazało się, że mieli jakieś obowiązki wobec nich, o których nie wiedzieli.
Płeć: kocur
Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Trzepnął uchem słysząc to pytanie. Spodziewał się każdego, nawet najgłupszego ale o drogę, a nie o... gdybanie co ten parszywy oszust zrobił, by zdobyć zaufanie innego Klanu. Nie przestawał maszerować, nie miał czasu na pokazywanie złości, irytacji czy niezadowolenia na stojąco. Ale idąc raczej da radę gadać i nie wywrócić się na mordę. - Gówno, ale dla zachęty to takie obsypane kolorowym, pachnącym pyłkiem. Jak nam wszystkim - prychnął pod nosem, zaciskając zaraz mocniej zęby. Każdy chyba miał podobne zdanie o Rojście. Był oszustem, zdrajcą i już nikim ważnym dla Nowego Świtu. - Czegokolwiek Rojst sobie nie wymyślił, po prostu łgał jak do każdego z kim miał kiedykolwiek styczność, nie wiem nad czym tutaj się zastanawiać. Wicher ma dziwną mentalność, lubią pomagać innym, lubią jak się pomaga im. Są dobrzy, albo głupi i naiwni, to cienka granica. A jak podszedł do nich z ckliwą historyjką, że jesteśmy biednymi samotnikami na obcych ziemiach, to moralnie nie mogli zrobić nic innego. Tyle.
Trzepnął ogonem. Nie wyobrażał sobie tej rozmowy inaczej, na pewno nie było inaczej. Co innego miałby Rojst powiedzieć? Że chce zbudować własny, silny klan, z nowymi zasadami, z nową religią, nowymi obyczajami i... co? Nawet Wicher by na to się nie zgodził ot tak. Nikt by na to się nie zgodził, bo nawet Pożoga z tymi śmiesznymi trzyma patykami na dziesięć kotów mogła nagle urosnąć w potęgę i stwarzać kłopoty. - Możemy mówić o czymś, co nie ma związku z polityką? Sojuszami, Rojstem? To w istocie ciekawy temat, ale rzygać mi się chce jak o nim myślę, że przez niego musimy uciekać - dodał głośniej, odwracając zaraz lekko łeb na bok, próbując wzrokiem dosięgnąć Voodoo. Nie była w Klanie długo, mogła nie wiedzieć jak to z Rojstem było od początku. Starał się mówić ciągle dość łagodnie, a warczeć jedynie przy ostrzejszych słowach. Nie miał jej zupełnie za złe za podjęcie jakiegokolwiek tematu, ale on choć żywo się interesował polityką Klanów, wolał się nie zabierać za tę dyskusję teraz. To pole do kłótni na wszystkie możliwe tematy. Zawsze. - Możemy gadać choćby o tym, jaki teren sobie życzycie. I pal licho, znajdziemy to co wam się marzy. To jest jakieś milsze.
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Na całe szczęście, to nie zmęczenie przerwało jej rozbiegane myśli, a Voodoo, która wszczęła dyskusję. Dobre pytanie. Czemu Wicher w ogóle zgodził się na sojusz? Najprawdopodobniej zmanipulował ich Rojst, ale czy Lawendowa Gwiazda byłaby aż tak głupia? Z drugiej strony, to Klany.
- Nie mam pojęcia, ale na pewno nie musiałoby to być nic szczególnego. Wicher zawsze był słaby i miękki, ganiali za królikami, a Malinowa Gwiazda, ich poprzednia przywódczyni - przypadkiem nie było kogoś jeszcze pomiędzy Maliną a Lawendą? Och, czyżby tak bardzo była oddalona od Klanów będąc w nim, że nie pamiętała najważniejszych imion? - również nie wydawała się być bardziej twardsza niż Lawenda. Popieram Roche'a, Lawendzie mogła wystarczyć wzruszająca historia. Możliwe że zaoferowano jej sojusz lub pomoc w razie ataku borsuków - czy mówiła wystarczająco mądrze na swój wiek? - Podejrzewam, że obawiała się ataku z liczniejszego Klanu. Dlatego wolała ubezpieczyć się w paru dodatkowych wojowników, nawet jeśli oznaczało to zawiązanie sojuszu z grupą samotników - oczywiste było to, że Wicher przegrałby z Gromem jeśli doszłoby co do czego. A gdyby mieli po swojej stronie paru samotników, wychowanych na osiedlu, gdzie każdy dzień to walka o przeżycie. Zaraz Roche się wściekł na Rojsta i sprawy polityczne, więc ona zdecydowała się wytoczyć inny temat.
- Macie jakieś życzenia co do legowisk? Kiedy przekroczymy Grzmiącą Ścieżkę, będziemy musieli zacząć się rozglądać. Lepiej już teraz mieć plan, czego szukamy.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Kątem oka zerknęła w kierunku srebrzystej, gdy ta palnęła swoje pytanie. Dla Pokrzywy też było to ciekawe zagadnienie, które chciała kiedyś zbadać, jednak... moment nie był korzystny. Rana, którą pozostawił Rojst wciąż pozostała świeża. Pokrzywa doceniła jednak to, że Voodoo w ogóle postanowiła zacząć jakiś temat. Chyba faktycznie byłoby im wszystkim raźniej, gdyby wykorzystali spokojniejsze momenty na rozmowę, poznanie siebie nawzajem. Nie wiedziała, w jakim stopniu zna się reszta grupy - choć z tego co zaobserwowała to raczej słabo. Ona sama nie wiedziała niemalże nic o kotach, z którymi teraz podróżowała. Wypuściła rozbawione powietrze nosem, gdy Roche dość celnie podsumował zachowanie ich, pożal się, byłego przywódcy. Markotny humor nawet odrobinę odpuścił.
Na nadciągający w ich stronę dźwięk intuicyjnie przykucnęła, z lękiem wypatrując tego, co mogło tak głośno tupać. Czy to była... sarna? Pierwszy raz widziała tego typu zwierze na oczy. Odprowadziła wzrokiem kopytną, a następnie podążyła za ich przewodnikiem w stronę Gniazd Turzycy. Byli blisko terenów Wichru i kocicy bardzo zależało na tym, aby przemknąć tędy szybko, nie napotykając żadnego szwendającego się Wichrzaka. Kto wie, po której stronie byli. Może już zerwali sojusz z Pożogą pod naciskiem Rzeki? A może Rzeka wolała załatwić to cichaczem. Czy wiedzieli w ogóle o sojuszu?
- To często się zdarza? Walki między klanami - skierowała pytanie do Kos. Dobrze się jej wydawało wcześniej, że kocica jest tutejsza i albo należała kiedyś do jednego z klanów, albo po prostu była dobrze obeznana.
- Możemy rozejrzeć się za jakimiś opuszczonymi norami w głębi lasu, gdzie krzewy będą rosnąć, na tyle gęsto, aby robić za granicę obozu - zaproponowała. Wydawało się to dobrą opcją, zapewniająca bezpieczeństwo i wygodę.